sobota, 5 września 2015

S4 - Rozdział 8

You're the cure, you're the pain


         Razem z Calumem szedł chłodnym i pustym korytarzem. Hood od jakiegoś czasu milczał, a jego wzrok dokładnie śledził stawiane przed nim stopy. Był niewyspany i najchętniej wróciłby do domu. Luke zerknął na niego i zaśmiał się pod nosem. Jego przyjaciel zawsze tryskał energią, ale nie był ranny ptaszkiem. Zresztą żaden z nich nie był.
         Weszli do szatni, w której znajdowała się już połowa drużyny, w tym Clifford i Irwin. Michael leżał na ławce z zamkniętymi oczami i wyglądał, jakby najnormalniej w świecie spał. Ashton siedział naprzeciwko niego, co jakiś czas pociągając łyk wody z plastikowej butelki, którą miał w ręku.
          Luke opadł na miejsce obok Irwina, a ten skinął mu głową w ramach przywitania. Calum lekko uniósł brwi do góry, zerkając na leżącego kumpla, a potem wzruszył ramionami i jak gdyby nigdy nic, usiadł mu na nogach.
- No, kurwa – syknął Clifford, otwierając oczy i spoglądając na Mulata z niedowierzaniem. – Mało masz miejsca?
- Zająłeś całą pieprzoną ławkę.
- Wypchaj się.
- Też cię kocham – skwitował ze śmiechem.
          Luke zacisnął lekko usta i otworzył swoją torbę. Już chciał sięgnąć po koszulkę, gdy usłyszał huk, a potem cichy jęk, jaki wydobył się z ust jego przyjaciela. Michael właśnie zwalił Caluma ze swoich nóg, a chłopak z łoskotem upadł na białą wykafelkowaną podłogę. W męskiej szatni rozległ się głośny śmiech pozostałych.
- Popieprzyło cię? – warknął Hood, wstając z podłogi.
- Też cię kocham misiu – skwitował Michael, wracając do poprzedniej pozycji.
- Nasi geniusze – mruknął Irwin, co wywołało cichy chichot ze strony blondyna.
          Nagle rozległ się krótki dźwięk dzwonka, dochodzący z torby Ashtona. Luke wyciągnął koszulkę i dresy, co jakiś czas zerkając na kumpla, który odczytywał sms-a. Zmarszczył nieco czoło, widząc, jak Irwin prychnął pod nosem.
- Co jest? – zapytał, odwracając się w jego stronę.
- To ten kretyn – rzucił Irwin, podając mu telefon. Luke spojrzał na wyświetlacz.

Od Trevor Dupek Green:
Ty i twoi pieprzeni kolesie pożałujecie tego, co zrobiliście. Nawet nie próbujcie myśleć o tym, że nas pokonaliście. Picton jest nadal w grze.

- Się wysilił – skomentował Luke, oddając mu komórkę. – Co mu odpiszesz?
- Nic. Mam go w dupie – rzucił Ashton, wzruszając ramionami.

***
          Siedziałam z dziewczynami w stołówce, zajadając się owocową galaretką. Jak zwykle zaczęłam posiłek od deseru. Becky, co jakiś czas pochylała się nad gazetą, a Lori buszowała po sieci. Spojrzałam na nią, gdy ta puknęła mnie w ramię.
- Co jest?
- Co myślisz o tej? – zapytała, wskazując kolejną sukienkę.
- Ta jest lepsza – powiedziałam, wpatrując się w ekran jej telefonu. – O wiele lepsza.
- Też tak myślę. Zamawiać?
- Bierz ją zanim ktoś ci ją zwinie sprzed nosa – odparłam, a ona uśmiechnęła się.
- Myślisz, że spodoba się Michaelowi? – zapytała, a Becky prychnęła pod nosem. Spojrzałam na brunetkę, a ta zachichotała pod nosem.- Co?
- To cholernie słodkie.
- Kurwa, wal się Becky – rzuciła Lori, mrużąc na nią oczy.
- Przystopujcie – powiedziałam, kiedy brunetka już otwierała usta, by jej odpowiedzieć.- Co z wami?
          Obie wzruszyły ramionami. Spojrzałam to na jedną, to na drugą. Od rana nic innego nie robiły, tylko na siebie warczały. Jeszcze tego brakuje, by się ze sobą pokłóciły. Powoli miałam tego dość.
         Nagle drzwi od stołówki otworzyły się i do środka wpadła nasza szkolna elita. Chłopaki z drużyny ryknęli głośno i przybili im piątki, gdy przeszli obok nich. Inni też zaczęli gratulować im dobrego pomysłu na zemstę. Tak… Ta cudna informacja szybko rozniosła się po naszej szkole. Dziwiłam się tylko, że nie wtrącił się w to żaden nauczyciel. Chyba, że o niczym nie wiedzieli.
          Chłopaki ruszyli do okienka, a potem razem z tackami podeszli do nas. Usiedli na swoich stałych miejscach i zabrali się za jedzenie, mając na twarzach szerokie uśmiechy. Postanowiłam nie komentować tego w żaden sposób. Dobrze wiedzieli, jakie mam zdanie na temat ich rywalizacji z Picton. To, co robili wcale mi się nie podobało. Żadnej z nas się to nie podobało.
- Co wy macie takie grobowe miny? – wypalił Michael, spoglądając na Lori i Becky. 
          Jego panna, tylko machnęła na niego ręką, a on uniósł lekko brwi do góry. Następnie zerknął na mnie, mając nadzieję, że puszczę parę z ust, ale durne zachowanie moich przyjaciółek też wolałam przemilczeć. Wzruszyłam ramionami, koncentrując się na swojej galaretce. Kątem oka zauważyłam, jak chłopaki wymieniają szybko spojrzenia.
- Coś się stało?- spróbował Luke, nachylając się w moją stronę, tak bym tylko ja mogła go usłyszeć.
- W sumie sama nie wiem – odpowiedziałam, odkładając puste opakowanie po deserze i zabierając się za danie główne, czyli frytki i nuggetsy.
- Mów.
- Po prosto od rana po sobie jeżdżą.
- O co im poszło?
- Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że im przejdzie. - Luke uśmiechnął się lekko i poklepał mnie po dłoni, a potem odwrócił się w stronę swojego talerza i zabrał się za jedzenie.

          Lori i Becky zaczęły ze sobą normalnie rozmawiać jeszcze w stołówce, gdy razem z chłopakami zaczęliśmy temat muzyki i ich nowego kawałka, nad którym od tak dawna pracują. Byłam pewna, że po tym im trochę przeszło, ale następna przerwa uświadomiła mi to, że bardzo się myliłam.
- Odwal się Becky – warknęła po raz kolejny Lori, kiedy brunetka znów rzuciła kąśliwą uwagę na temat jej związku z Cliffordem. Sama nie wiedziałam, o co jej chodzi i czemu tak bardzo się jej czepia. Ale na dłuższą metę robiło się to po prostu mega irytujące.
- Po prostu nie mogę słuchać, jak ciągle o nim gadasz – odpowiedziała Becky, a ja zrobiłam wielkie oczy.
- Może jesteś po prostu zazdrosna?
- Hej, wyluzujcie obydwie – wtrąciłam się, kiedy Becky prychnęła pod nosem.
- Mam tego po dziurki w nosie – syknęła brunetka. – Rose nie naparza tak ciągle o Hemmingsie. Niedługo będziesz pytać się Michaela, czy możesz skorzystać z łazienki!
- Jesteś zazdrosna – skwitowała Lori, krzyżując ręce na piersiach.
- Pierdol się – warknęła Becky, a ja myślałam, że gały wylecą mi z orbit, słysząc ile jadu włożyła w te dwa słowa. Co tu się kurwa dzieje?
- Przestańcie, naprawdę… Wyjaśnijcie to sobie na spokojnie i… - zaczęłam, ale Becky szybko mi przerwała.
- Nie wtrącaj się Rose.
- Boli cię to, że sama biegasz solo, gdy my od jakiegoś czasu jesteśmy zajęte… Nie możesz znieść tego, że nie potrafisz znaleźć sobie faceta na dłużej! – odpowiedziała jej Lori.
- Mam tego dość!- rzuciłam głośniej, a one spojrzały na mnie zaskoczone.
         Niewiele myśląc odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie, byle by znaleźć się dalej od nich. Po prostu nie mogłam zrozumieć, jak mogą warczeć na siebie z powodu faceta. Czy Becky naprawdę była zazdrosna? Na to by wyglądało, ale co jej do cholery strzeliło do głowy. Lori za to była zakochana w Cliffordzie po uszy, ale wcale nie mówiła o nim tak często, jak wyrzucała jej to Becky. Z tego wszystkiego powstał totalny cyrk na kółkach, a ja nie chciałam brać w tym udziału. Szczególnie, że cholernie bałam się tego, że jak one naprawdę się pokłócą, to nasza paczka rozleci się, a ja znajdę się pomiędzy dwoma wrogimi sobie obozami. Musiałam znaleźć jakiś dobry sposób, by je pogodzić, ale na daną chwilę nic nie przychodziło mi do głowy.
          Szłam korytarzem, cicho klnąc pod nosem. Skręciłam na prawo i wleciałam w chłopaka. Odbiłam się od niego, ale Luke szybko złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę, chroniąc mnie przed upadkiem.
- Księżniczko patrz pod nogi – powiedział ze śmiechem. – Wleciałaś we mnie w pierwszym dniu szkoły. Tak się poznaliśmy. Myślisz, że takie wpadanie na siebie to nasze przeznaczenie?
- Coś chyba w tym jest – mruknęłam, poprawiając torbę.- Naprawdę nie mam teraz ochoty na żarty, dlatego pójdę już.
- Ej, poczekaj – rzucił, łapiąc mnie za rękę. – Co się dzieje?
- Dalsza część zgrzytu między dziewczynami – odpowiedziałam, a on pokiwał głową. - Mniejsza o to.
- Nie martw się, przejdzie im.
- Oby.
- Chodź, Calum zorganizował coś, co na pewno poprawi ci humor – powiedział, ciągnąc mnie w stronę schodów.
- Co?
- On i Ashton polecieli do najbliższego sklepu i przytargali lody. Podzielę się z tobą swoją działką.
- I nic nie powiedzieliście wcześniej?! – warknęłam, patrząc na niego ze skwaszoną miną.
- Nie odpowiadałaś na moje sms-y – odparł, a ja z ciekawości wyciągnęłam telefon. Faktycznie, miałam od niego trzy wiadomości, ale byłam tak pochłonięta sprzeczką dziewczyn, że w ogóle ich nie zauważyłam.
- Przepraszam – wydusiłam z siebie, a on uśmiechnął się szeroko. Objął mnie ramieniem i razem weszliśmy po schodach. – Jesteś najlepszym chłopakiem na świecie.
- Bo rozumiem cię bez słów?
- To też – odpowiedziałam, a on wyszczerzył się do mnie po raz kolejny.
- Mów mi tak częściej.
- Nie, bo wpadniesz w samozachwyt – skwitowałam, a on zachichotał pod nosem.

         Po zjedzeniu lodów i luźnej rozmowie z chłopakami, którzy zabawiali mnie śmiesznymi historyjkami, mój humor od razu się polepszył. Oczywiście nie pisnęłam słowem na temat kryzysu, jaki przechodziły dziewczyny. A zresztą nie chciałam psuć dobrej atmosfery, mówiąc, że kłócą się o Clifforda.
          Szykowałam się do zajęć z wychowania fizycznego. Nie powiem, ale zupełnie nie chciało mi się gimnastykować. Szczególnie, że na dworze było gorąco, jak w piecu. Usiadłam na ławce wiążąc adidasy, kiedy obok mnie klapnęła Lori. Za chwilę zjawiła się Becky, wciskając mi w ręce dużą tabliczkę czekolady.
- Co to? – wydusiłam z siebie, zerkając na nie z nieukrywanym zaskoczeniem. Nie miałam pojęcia, o co im chodzi, ale dziewczyny szybko mnie doinformowały.
- To w ramach przeprosin za nasze beznadziejne zachowanie – odpowiedziała Lori z lekkim uśmiechem.
- Za to, że musiałaś przez cały dzień tego wysłuchiwać – dodała Becky przepraszającym tonem. – Naprawdę zachowywałam się strasznie. Jak kretynka…
- Spoko – rzuciłam z uśmiechem. – Mam nadzieję, że wam przeszło.
- Przeszło – powiedziała Lori, zrzucając z siebie mundurek i ubierając strój sportowy.
- Poszłyśmy za twoją radą i wyjaśniłyśmy to sobie na spokojnie. Byłam głupia i faktycznie chyba zazdrosna – ciągnęła cicho Becky.- Nie wiem, co mi odbiło.
- Nie wracajmy już do tego – powiedziałam, w dalszym ciągu się uśmiechając. Cieszyłam się, że po między tą dwójką już wszystko gra. Od razu życie nabrało jaśniejszych kolorów.
- Gotowe na wycisk od naszego trenera kata?- zapytała ze śmiechem Lori.
- Będzie nas tresował, jak chłopaków, mogę się o to założyć – mruknęła Becky, krzywiąc się. – Nienawidzę w-fu.

         Pożegnałam się z dziewczynami na korytarzu. One ruszyły na parking, a ja odbiłam w bok, by skorzystać jeszcze z toalety. Kiedy wyszłam z kabiny, podeszłam do umywalki. Umyłam szybko dłonie, a następnie poprawiłam włosy.
         Powoli odwróciłam się, słysząc dziwny szelest. Dopiero po chwili zorientowałam się, że ktoś wsunął pod drzwi białą kartkę wielkości A4. Zmarszczyłam czoło i podeszłam do niej. Przyjrzałam się jej, jakby ta miała zaraz wybuchnąć. Schyliłam się i wzięłam ją do ręki. Odwróciłam ją i zrobiłam wielkie oczy. Dostałam prywatną wiadomość od kapitana Picton.

Hejka, Rosalie! Mam nadzieję, że dobrze się bawisz, będąc w związku z Hemmingsem. Czy przed tym obskoczyli cię wszyscy, czy po prostu zauroczył cię ten jeden słodki blondynek, który nie jedno ma za uszami? Szkoda, że wybrałaś właśnie takie towarzystwo. Wyglądasz na miłą i sympatyczną osobę, ale zupełnie nie umiesz dobrać sobie partnera. To smutne, że nie jesteś jedyna. To przykre, że Hemmings robi cię w balona. Ale to jego znane zagranie. Nigdy nie potrafił zatrzymać się przy jednej pannie na dłużej.

T.G.

Ps. Twój prawy sierpowy był naprawdę spektakularny i mocny. Z chęcią bym się umówił z taką ostrą laską, jak ty!

          Warknęłam cicho pod nosem, zgniatając kartkę w dłoniach. Złapałam za torbę i wyszłam z toalety. Zaczęłam rozglądać się po korytarzu, szukając osoby, która mogła mi to podrzucić. Albo Green zrobił to osobiście albo załatwił sobie posłańca. Niestety korytarz był pusty.
          Postanowiłam zignorować to totalnie i nie dać się wciągnąć w grę, jaką narzucił mi Trevor. Nie chciałam w tym uczestniczyć, bo to była sprawa pomiędzy obiema drużynami. Mimo wszystko, w jakiś sposób to zabolało. Jeśli o to mu chodziło, to osiągnął swój cel. Nie wierzyłam w to, że Luke w jakikolwiek sposób mógłby mnie zdradzać, ale te słowa wypisane na papierze były gorzkie i nieprzyjemne.
          Raz jeszcze spojrzałam na kartkę, a potem wepchnęłam ją do torby, starając się o niej nie myśleć, choć w środku i tak czułam nutę goryczy. Nie chciałam się w to mieszać, ale najwidoczniej Trevor uznał, że już to zrobiłam.
          Wyszłam na zewnątrz, co jakiś czas rozglądając się dookoła, jakbym miała znaleźć potencjalną osobę, która przekazała mi tą wiadomość. W pewnym momencie zatrzymałam się, słysząc przeklinającego Irwina, który wydzierał się wniebogłosy do telefonu. Obok niego stała reszta paczki. Z góry wiedziałam, że Picton odpowiedziało także i im.
           Podeszłam do nich bliżej, kiedy z ust Clifforda wypłynęła soczysta wiązanka przekleństw. Zauważyłam, że cała czwórka była wściekła, a raczej mocno wkurwiona. Dostrzegłam niewielką żółto-zieloną flagę Picton, wsuniętą za wycieraczkę w samochodzie Irwina. To spowodowało, że przyjrzałam się ich autom dokładniej. Zrobiłam wielkie oczy. Wszyscy mieli poprzebijane opony.
- Jebany skurwiel – warknął Ashton, odciągając telefon od twarzy. – Zabiję go. – A potem znów skupił się na rozmowie.
- Co się dzieje?- zapytałam, łapiąc Luke'a za ramię.
- Te chuje poprzebijali nam wszystkie opony – odpowiedział blondyn, choć ja o tym dobrze wiedziałam. – Ash dzwoni po lawety.
- Robimy pilne spotkanie – odezwał się Calum, do reszty chłopaków.
- Możemy u mnie – rzucił Luke, wciskając dłonie do kieszeni. A potem spojrzał na mnie.
- Jasne, poczekam i was podrzucę – odpowiedziałam i ruszyłam do swojego samochodu.

          Czas wlókł mi się niemiłosiernie długo, ale w końcu zjawiła się pomoc drogowa i zabrała auta chłopaków. Mieli je odebrać jutro rano. Podminowani i w dalszym ciągu mega wściekli, wsiedli do mojego małego samochodu, a ja się zdziwiłam, że wszyscy się pomieścili. Luke zajął miejsce obok mnie, a pozostała trójka wcisnęła się do tyłu. Teraz naszym kierunkiem był nasz dom.
          Przez całą drogą chłopaki milczeli i nie powiem, ale byłam z tego faktu zadowolona, bo na usta co chwilę cisnęło mi się słynne , a nie mówiłam, co tylko dodatkowo by ich wkurwiło. Wiedziałam, że Picton odpowie i oni też zdawali sobie z tego sprawę, choć nie spodziewałam się, że zrobią to już na drugi dzień. No i że wepchnął chłopaków w koszta kupna nowych opon. Przemilczałam też wiadomość, którą dostałam od Trevora.
          Chłopaki wysiedli z samochodu, a potem w bojowych nastrojach poszli za Lukiem do domu. Kiedy weszłam do środka, od raz skierowałam się na górę, by się przebrać. Wskoczyłam w luźne dresy i koszulkę. Złożyłam wygniecioną kartkę w kostkę i wsunęłam ją do kieszeni, a potem złapałam za telefon i znów zeszłam na dół. Chłopaki zdążyli zabunkrować się w piwnicy Hemmingsa.
           Wyciągnęłam z lodówki napój i nalałam sobie go do szklanki. Następnie usiadłam przy stole. Wychyliłam się jeszcze nasłuchując, aby mieć pewność, że żaden z nich nie wylazł z dziupli, ale teren był czysty. Wyjęłam z kieszeni kartkę i telefon. Wykręciłam numer do Lori.
- Tak?- Usłyszałam po drugiej stronie.
- Mam szybkie pytanie – powiedziałam, opierając koniuszek palca o dolną wargę.
- Wal.
- Dostałaś dzisiaj jakąś dziwną wiadomość? – zapytałam. Chciałam mieć pewność, że Lori nie została w to wszystko wciągnięta. W końcu była dziewczyną Clifforda i Green mógł dorwać się także i do niej.
- Nie – powiedziała powoli. – A ty dostałaś?
- To dobrze – odpowiedziałam szybko, ignorując jej pytanie. Ale Lori nie była głupia.
- Ty dostałaś? – powtórzyła, a ja wypuściłam z ust głośniej powietrze.
- Tak.
- Od kogo?
- Od tego dupka.
- Którego?
- No, TEGO dupka. Podpisał się T.G.
- Rose, nie wiem o kim mówi… Kurwa, bez jaj! Trevor Green?!
- Dokładanie.
- Czego on od ciebie chce?- zapytała, a ja rozłożyłam kartkę na stole. – Dlaczego wysłał coś do ciebie?
- Raczej wsunął mi to pod drzwi od łazienki – powiedziałam, a moje palce mocniej zacisnęły się na telefonie. – Wszystko przez to, że mu przyłożyłam.
- Co?! Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?
- Obiecałam Ashtonowi.
- Kurwa Rose! Ja to nie Luke, mi możesz mówić o takich rzeczach! A nawet musisz! Co z tym zrobimy?
- Nic. Nie chcę się w to bawić.
- Co ci napisał?
- Zrobię zdjęcie i prześlę ci mms-em. Chłopaki są u mnie, więc nie chcę, by któryś słyszał treść tego gówna – powiedziałam ciszej, nachylając się bardziej w stronę zapisanej kartki.
- Jasne, w takim razie czekam.
          Rozłączyłam się i szybko zrobiłam zdjęcie telefonem. Następnie wysłałam je do Lori. Wsunęłam komórkę do kieszeni. Upiłam łyk napoju i wstałam z krzesła. Odwróciłam się i aż podskoczyłam w miejscu. Luke stał tuż przede mną, a po jego minie wnioskowałam, że słyszał rozmowę, jaką przeprowadziłam z Lori. Jego błękitne oczy świdrowały mnie na wylot. Usta miał mocno zaciśnięte, a ręce skrzyżowane na klatce piersiowej. Był wściekły.
          Zagryzłam lekko wargę i spojrzałam na niego przepraszająco. Niedawno to ja walczyłam o to, by przestali kłamać, a teraz sama nie byłam lepsza, ukrywając niektóre rzeczy przed nimi. A głownie to przed nim. W tym momencie poczułam się koszmarnie.
- Chyba musimy porozmawiać – powiedział, niemalże zgrzytając zębami. – Zacznijmy może od tego, co takiego wysłał ci Green.
          Wzięłam głęboki oddech i bez słowa odwróciłam się do stołu. Złapałam za kartkę, a potem podeszłam do blondyna. Wcisnęłam mu ją w dłonie. Luke szybko przeleciał oczami po tekście. Widziałam, jak zadrżały mu policzki. Byłam pewna, że mocno zaciska zęby.
- Pierdolony skurwiel! – warknął, a ja, aż podskoczyłam. – Chyba w to nie wierzysz!
- Nawet mi to przez myśl nie przeszło – odpowiedziałam, widząc na jego twarzy ulgę.
- Teraz druga sprawa – ciągnął, zgniatając kartkę, a potem wyrzucając ją do kosza. – Dlaczego nie powiedziałaś mi o spotkaniu z Greenem?
- Nie chciałam cię wkurzać.
- Czyżby?
- Przestań Luke- odparłam, kręcąc głową. – Byłeś wtedy w szpitalu, a ten dupek pojechał za mną i za Ashem, aż do naszej szkoły.
- Dlaczego w ogóle się w to zamieszałaś?!
- Bo zaczął was obrażać! – Luke uniósł lekko brwi do góry. – Zresztą, czemu się na mnie wydzierasz! To wszystko wasza wina! Wasza i ich!
- Nie przeginaj!
- To wy przeginacie! Co jeszcze musi się stać, byście do cholery przestali?! Naprawdę nie chcę mieć z tym nic wspólnego! 
- To przestań się wtrącać w to, co robimy! Nie powinno cię to w ogóle obchodzić!
- Tak?! Naprawdę?! Ty mnie obchodzisz, więc to równa się z tym, że obchodzi mnie to, co robisz! A wszystko zaczyna wam się wymykać spod kontroli!
- Ty po prostu tego nie rozumiesz i…
- Przestańcie! Po prostu kurwa przestańcie, zanim naprawdę dojdzie do czegoś złego! – warknęłam, łapiąc go za ramię.
- To ty przestań się wpieprzać! – krzyknął i już chciał się odwrócić, ale ja pociągnęłam go za ramię, by znów stanął naprzeciwko mnie. – Odpieprz się Rose!
          Zrobiłam wielkie oczy, kiedy mocno odepchnął mnie od siebie. Nie utrzymałam równowagi i poleciałam na kuchenny blat, uderzając łopatką w kant wiszącej szafki. Rozległ się głośny huk. Syknęłam z bólu, a moje oczy zaszły mi łzami, gdy ten rozprzestrzenił się po całym moim ciele. Podniosłam głowę, prostując się z grymasem. Niepewnie spojrzałam na Luke'a. W tym momencie po prostu się go przestraszyłam.
          Hemmings stał na przeciwko mnie, z szeroko otwartymi oczami. Jego twarz pobladła, a on rozchylił lekko usta, będąc zszokowany tym, co się stało. Spojrzał na mnie z przerażeniem. Widziałam, jak zadrżały mu dłonie. Pierwszy raz był tak agresywny w stosunku do mnie.
- Rose ja…
- Myślę, że skończyliśmy rozmowę – powiedziałam cicho, a następnie chciałam szybko wyjść z kuchni.
- Rose. – Luke wyciągnął w moją stronę rękę, ale ja doskoczyłam od niego.
- Zostaw mnie, naprawdę mnie zostaw – odparłam. Pokręciłam głową i poszłam do siebie, zostawiając go na dole.

***
          Przez chwilę stał w kuchni zupełnie nie ogarniając tego, co przed chwilą się stało. Pierwszy raz wydarzyło się coś takiego. Poczuł się, jak skończony palant i dupek. Jak mógł jej to zrobić. Była kobietą, a w dodatku jego drugą połówką i nie miał prawa reagować w stosunku do niej, aż z taką agresją.
         Usiadł przy stole, mając gdzieś to, że na dole czekają na niego chłopaki. Oparł głowę o ręce, starając się to wszystko jakoś poukładać. Wiedział, że wszystko zepsuł i nie zdziwiłby się, gdyby Rose nie chciała z nim rozmawiać. Mimo wszystko postanowił spróbować, jakoś załagodzić tą sytuację. Najpierw jednak chciał jej dać chwilę czasu na ochłonięcie. Zresztą on też tego potrzebował.
          Nagle usłyszał kroki i po chwili w kuchni zmaterializowała się pozostała część 5 Seconds of Summer. Chłopaki usiedli na krzesłach obok niego, a on czuł ich spojrzenia na sobie. Podniósł głowę i ciężko westchnął pod nosem.
- Co jest stary? – zapytał Calum, przyglądając mu się z uwagą.
- Jestem skończonym idiotą – powiedział Luke, zaciskając usta.
- Co się stało? – odezwał się Ashton. – I nie gadaj, że nic, bo masz minę, jakbyś kogoś przypadkiem zamordował.
- Pokłóciłem się z Rose – odpowiedział powoli. – Poszło o Greena. Wysłał do niej wiadomość.
- Co?! – warknął zaskoczony Ashton.
- Wiem o tym, co stało się pod szkołą – pociągnął Luke.
- Co się stało? – dopytywał się Michael.
- Spotkaliśmy Greena, jak razem z Rose pojechaliśmy po samochód Luke'a, kiedy wy byliście w szpitalu – odpowiedział Irwin, spoglądając na Michaela. – I tam doszło do konfrontacji.
- Wiem, przywaliłeś mu.
- Rosalie też – rzucił Ashton, a Clifford zrobił wielkie oczy. – Co nie zmienia faktu, że Rose dalej uważa nas za kretynów, że odpowiadamy na zaczepki Greena.
- Znamy zdanie Rosalie na ten temat – pociągnął Hood. – Przejdzie jej.
- Tym razem jednak jej nie przejdzie – rzucił z goryczą Luke. – Zawaliłem wszystko.
- Daj spokój stary, nie dramatyzuj tak. Pogodzicie się. Kto, jak nie wy – powiedział Michael, klepiąc go po ramieniu, a blondyn skrzywił się. – Jest, aż tak źle? – Pokiwał głową.
- Kłóciliście się już tyle razy, więc nie jest tak źle – powiedział Ashton z pewnością w głosie.
- Tym razem jednak zrobiłem coś, czego nigdy nie powinienem był zrobić – pociągnął Luke, kręcąc głową, a jego dłonie mocniej zacisnęły się w pięści.
- Chyba chciałeś powiedzieć, że powiedziałeś jej coś, czego nie powinieneś powiedzieć– poprawił go Calum, bacznie go obserwując. Luke znów pokręcił głową.- Co zrobiłeś? – zapytał z niedowierzaniem, jakby spodziewał się najgorszego. Blondyn machnął na niego ręką.
- Gadaj, co zrobiłeś? – wydusił z siebie Michael.
- Odepchnąłem ją, dobra? Nie wiem kurwa, jakim cudem, ale odepchnąłem ją tak mocno, że zatrzymała się na szafkach – powiedział, a potem zwiesił głowę. Chłopaki wymienili spojrzenia. – Nie wiem, dlaczego to zrobiłem… Nie mam pojęcia, co mi kurwa strzeliło do głowy. Jestem skończonym dupkiem.
- Cholera Luke – syknął Calum, kręcąc głową.
- Wszystko wymyka się spod kontroli – rzucił Clifford i ciężko westchnął.
- To samo powiedziała Rose- odparł Luke, skupiając wzrok na stole, a nie na swoich kumplach. Po raz kolejny poczuł, jak Michael klepie go po plecach. Skrzywił się. Wolałby, aby któryś z nich mu przyłożył za to, co zrobił.
- Macie do pogadania – powiedział powoli Ashton. – Pójdziemy już. –Luke spojrzał na nich. – Musisz to naprawić Luke. Picton może poczekać. Ty masz gorszy kryzys. Zrób wszystko, by to naprawić. – Luke ponownie pokiwał głową, a oni wstali i skierowali się w stronę drzwi.

***
         Usiadłam na łóżku i skrzywiłam się. Łopatka nadal piekła i bolała, a każdy mały ruch powodował pulsowanie, które przenosiło się wzdłuż mojego kręgosłupa. Naprawdę zaliczyłam mocne przyłożenie do kuchennego mebla.
         Drgnęłam, czując wibrację, a potem w pokoju rozniósł się dźwięk dzwonka. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. To była Lori. Odebrałam, starając się przybrać normalny ton i sprawić, by głos mi nie zadrżał.
- Tak?
- Pieprzony dupek –wysyczała jadowicie. – Jak mógł wymyślić coś tak durnego?
- Nie mam pojęcia. Mam to gdzieś. Mam nadzieję, że się ode mnie odwali.
- Też mam taką nadzieję. Gdyby zrobił coś jeszcze, koniecznie daj znać.
- Jasne.
- Jest w porządku Rose?
- Co?
- Czy z tobą jest wszystko w porządku?
- Tak, jest okej – powiedziałam, zagryzając wargę. – Widzimy się w szkole.
- Jasne. Do zobaczenia – odpowiedziała, choć wyczułam, że nie była do końca przekonana moimi słowami.
          Rozłączyłam się, odkładając telefon na szafkę. Wstałam z miejsca i podeszłam do biurka. Złapałam za butelkę z wodą. Odkręciłam ją i przyłożyłam do ust. Nagle usłyszałam ciche pukanie, a potem drzwi otworzyły się. Podskoczyłam w miejscu, oblewając się wodą. Luke wszedł do środka.
- Prosiłam cie, byś zostawił mnie w spokoju – odparłam, wycierając koszulkę dłonią. Zaczęła nie przyjemnie kleić się do mojej skóry.
- Nie zamierzam – odpowiedział, spoglądając na mnie przepraszająco.
- Jasne – wydusiłam, a potem pokręciłam głową. – Chłopaki są u ciebie, więc odłóżmy to…
- Niedawno poszli – przerwał mi.
          Przez chwilę staliśmy naprzeciwko siebie, dokładnie się obserwując. Luke mierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, jakby chciał mieć stu procentową pewność, że nic poważnego mi nie zrobił. Jego oczy były pełne smutku. Nadal był blady na twarzy.
         Wstrzymałam oddech, kiedy przybliżył się do mnie. Walczyłam z ochotą odsunięcia się od niego. Na szczęście teraz był znacznie spokojniejszy, niż w kuchni, więc strach, jaki mnie opanował na dole, zupełnie minął. Przez chwile miałam wrażenie, że Luke chce złapać mnie za rękę, ale wykonał taki gest, jakby w połowie drogi do niego się rozmyślił.
- Przepraszam – wydusił z siebie cicho. – Nie wiem, co mi strzeliło do głowy.
- A co będzie następnym razem? Uderzysz mnie? – wypaliłam, a Luke spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Rose naprawdę nie chciałem, zrobić ci krzywdy. Nie wiem, dlaczego zareagowałem tak, a nie inaczej- powiedział, a ja zauważyłam, jak zadrżały mu wargi. Spoglądał na mnie z miną zbitego psa, a ja myślałam, że w pewnym momencie pęknie mi od tego widoku serce.
- Ja wiem czemu – odpowiedziałam powoli. – To przez Picton. Odkąd zaostrzyła się ta rywalizacja między wami, zachowujecie się, jak nienormalni. Jesteście wybuchowi i poza kontrolą.
- Przepraszam. Naprawdę źle się czuję z tym, co zrobiłem. To nigdy nie powinno się wydarzyć. Nigdy…
- Luke – przerwałam mu, a on kiwnął mi głową. – Nie chcę być z kimś, kto jest agresywny w stosunku do mnie.
          Słyszałam, jak wciąga głośniej powietrze przez usta. Widziałam, jak po raz kolejny zatrzęsły mu się dłonie. Zagryzł wargę, odwracając głowę w drugą stronę. Przymknął oczy, a jego oddech nieco przyspieszył. Wpatrywałam się w niego zaskoczona tym, co się z nim dzieje.
- Luke? – Spojrzał na mnie, a ja zauważyłam, jak zaszkliły mu się oczy. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie i wcale mi się to nie podobało. – Nie, nie, nie – wyrzuciłam z siebie, podchodząc do niego szybko i obejmując go ciasno. – Nie to miałam na myśli. Boże… Kotku… Nawet o tym nie myśl!
          Wtulił się we mnie, chowając twarz w moich ramionach. Oplótł mnie rękami wokół tali, a ja powoli pogładziłam dłonią jego głowę. Zadrżał od mojego dotyku, jeszcze bardziej wciskając się w moje ciało. Jednym, źle skonstruowanym zdaniem, mogłam wszystko zepsuć. Co się do cholery z nami działo?
- Przepraszam – powiedziałam, a on pokręcił głową.- Nie o to mi chodziło. Przepraszam.
- Nie masz mnie, za co przepraszać – odpowiedział cicho. – To ja jestem dupkiem.
- Zapomnijmy o tym, okej? – Pokiwał głową, a ja poczułam, jak jego ręce podjechały wyżej. – Ała – syknęłam cicho. Oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie z uwagą.- Może pomińmy górną partię moich pleców.
- Boże, przepraszam księżniczko – wydusił z siebie, zagryzając wargę. Ujęłam jego twarz w dłoniach i zmusiłam go do tego, by się do mnie przybliżył. Musnęłam ustami jego usta.
- Zapomnijmy o tym, co się stało, ale zrób to jeszcze raz, a pożałujesz – powiedziałam, a potem lekko się uśmiechnęłam. Luke wpatrywał się we mnie.
- Nigdy do czegoś takiego już nie dojdzie – zapewnił mnie, a ja pokiwałam głową. – Obiecuję. Nigdy więcej.
- Kocham cię kotku.
- Też cię kocham księżniczko – odpowiedział, a ja połączyłam nasze usta w delikatnym i spokojnym pocałunku.
- Chyba zmoczyłam ci koszulkę – powiedziałam, odsuwając się od niego. – Przez ciebie oblałam się wodą. – Uśmiechnął się lekko do mnie.
- Jestem, tylko trochę wilgotny.
- Wiesz, jak to zabrzmiało? – rzuciłam ze śmiechem.
- Wiem - powiedział i ponownie się uśmiechnął.

          Weszłam do jego pokoju. Zanim doszłam do łóżka, Luke już odchylił mi kołdrę po swojej lewej stronie. Usiadłam na materac, a następnie położyłam się obok. Blondyn zerknął na mnie i mocniej zacisnął usta. Odchylił cienkie ramiączko mojej piżamy.
- Co jest? – zapytałam, widząc, jak kręci nosem.
- Czemu nie powiedziałaś, że masz przeze mnie siniaka?
- Czy to ważne?
- Ważne. Kurwa, tak bardzo cię przepraszam.
          Podniosłam się, by spojrzeć w jego błękitne oczy. Znów były przygaszone. Przejechałam palcami po jego twarzy, a on cicho westchnął.
- Mieliśmy o tym zapomnieć – powiedziałam, nachylając się w jego stronę. – No, kotku…
- Nie chcę o tym zapomnieć – wydusił z siebie, a ja zrobiłam zaskoczoną minę. – Wiesz czemu? – Pokręciłam głową. – Bo chcę pamiętać to do końca życia, jak się po tym czułem. By nigdy więcej nie zrobić czegoś takiego.
         Uniósł się nieco na łokciach, by szybko musnąć moje usta swoimi, a potem padł na poduszki. Położyłam się obok, a on objął mnie ramieniem. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało, zarzucając mu rękę na brzuch. Luke opatulił mnie kołdrą, a potem wyłączył telewizor. Wokół nas zapanowała ciemność.
- Nie wybaczyłbym sobie tego, gdybym cię przez to stracił- powiedział po chwili ciszy. – Nie chcę cię, w jakikolwiek sposób stracić.
- Zawszę będę obok kotku.
          Pocałował mnie w czubek głowy, a potem przekręcił na bok. Przysunął się bliżej mnie, a ja poczułam na skórze jego gorący oddech. Był tak blisko, że wyraźnie mogłam wyłapać równy rytm bicia jego serca. A dźwięk ten był tak niesamowicie kojący i przyjemny. Zamknęłam oczy, czekając na sen.


***
Mam nadzieję, że nie było dla was za długo. Jak wspominałam wcześniej, specjalnie nie dzieliłam go na dwie części, bo jakoś mi to nie pasowało.

Dziękuję wam za wasze mega pozytywne komentarze! Uwielbiam je i was! Jesteście najlepsiejsze!

Kolejny rozdział pojawi się we wtorek lub środę - teraz nie za bardzo wiem, jak wyrobię się w czasie :) Postaram się jednak wrzucić go, jak najszybciej :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Najgorsze jest to, że oni wszyscy dostają od tego ptasich móżdżków – skwitowała Lori. – Michael ostatnio o niczym innym nie gada, jak o kolejnych pomysłach, jakie mogą potencjalnie odwalić drużynie z Picton. I to się robi cholernie wkurwiające.

***

- Co się dzieje Rose? – zapytał, nie odrywając ode mnie wzorku. – Chodzi o Luke'a, tak?
- Co? – wydusiłam, bo zupełnie mnie zaskoczył. – Czemu niby ma chodzić o niego?- Hood tylko wzruszył ramionami. 

***

- Idziemy z wami – poinformował mnie.
- Myślałam, że to będzie babskie wyjście.
- Masz coś przeciwko?

***

- Przed chwilą się wysmarowałam – mruknęłam, przeciągając moment, w którym musiałabym pokazać światu moje boskie cudo, które miałam na plecach. 

***

- Spoko stary – rzucił powoli Calum. – Wiemy, co się stało.
- Po prostu – zaczął Michael. – Nie wiedziałem, że zrobiłeś to tak mocno. 

6 komentarzy:

  1. Luke ty matole! Jak ty się zachowujesz, co? Ale i tak cię kocham i tylko dlatego tym razem ci wybaczam XD
    Ta rywalizacja na prawdę się zaostrza, już się boję jak to się potoczy dalej
    Rozdział niesamowity, wspaniały i w ogóle.
    Czekam na następny
    Życzę weny
    Pozdrawiam <3 ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech ten Green się od nich odwali, a szczególnie od Rose! Nie lubię typa! No laski trochę popłynęły z tą kłótnią o faceta. Becky zazdrośnik XD eeee Luke co ty odwalasz? Masz szczęście, że to się tak skończyło a nie gorzej. Dobra potem to mi się go też szkoda zrobiło - uwielbiam ich! Są idealne dobrani, a do tego nie przesłodzeni!
    z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! !! Chce go jak najszybciej!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział przecudowny mimo ze taki długi czuje niedosyt <3 Luke -i tak go kocham, mimo wszystko. Nie mogę doczekać sie kolejnego rozdziału wt śr ?? Myślisz ze wytrzymam tyle czasu ? ;D ogólnie cudo jak zwykle ...Życzę weny czasu i zdrowia bo ja ostatnio z temperatura w łóżku ;( czego nikomu bym nie życzyla a więc miłego weekendu i szybko wstawiaj rozdział !!!
    Mho ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział !! Luke ty idioto !! Już nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  5. Super. Normalnie uzależniłam się od niego. Czekam na następny znakomity rozdział <3

    OdpowiedzUsuń