wtorek, 8 września 2015

S4 - Rozdział 9

You look so perfect standing there


         Miałam wrażenie, że po tym, co stało się wczoraj Luke był w stosunku do mnie bardziej ostrożniejszy i czulszy, niż zazwyczaj. Nie miałam nic przeciwko temu, bo był przy tym jeszcze słodszy. Choć liczyłam na to, że w końcu wszystko się unormuje i mój prawdziwy Luke wróci.
         Przed szkołą zebrałam całe 5 Seconds of Summer i podrzuciłam ich do mechanika, który powymieniał im opony na nowe. Zostawiłam ich tam i sama skierowałam się w kierunku szkoły. Miałam nadzieję, że ta czwórka łosi, szybko się ogarnie i nie spóźni na zajęcia. Zresztą znając ich, zrobiliby te swoje przepraszające miny i sprzedaliby jakąś smutną historyjkę, a nauczyciele, by to łyknęli.

         Siedziałam na przerwie razem z dziewczynami. Wgryzłam się w czerwone jabłko, zastanawiając się nad wiadomością, jaką dostałam od Greena. Przed chwilą Lori właśnie poruszyła ten temat, więc jej treść znów wbiła mi się do mózgu. Dostałam też wielkie gratulacje od Becky za to, że mu w tak ładny sposób przyłożyłam.
- A może – zaczęła Lori, pukając się palcem w policzek. – Green liczy na to, że pomiesza między tobą a Hemmingsem.
- Co? – rzuciłam ze zdziwieniem. Nawet nie pomyślałam o tej opcji. – Myślisz, że chciało by mu się bawić w coś takiego?
- To całkiem możliwe- powiedziała powoli Becky. – Tylko, że ten kretyn nie wie, co tak naprawdę miedzy wami jest i ile już macie za sobą.
- Nie zmienia to faktu, że nie chcę się w to bawić. Najlepiej by było, gdyby nasza drużyna też odpuściła- odparłam, biorąc kolejny gryz owocu.
- Najgorsze jest to, że oni wszyscy dostają od tego ptasich móżdżków – skwitowała Lori. – Michael ostatnio o niczym innym nie gada, jak o kolejnych pomysłach, jakie mogą potencjalnie odwalić drużynie z Picton. I to się robi cholernie wkurwiające.
- A jakby pogadać na ten temat z Ashtonem? – wypaliła Becky.
- Życzę ci powodzenia. Pod tym względem jest chyba najbardziej narwany z nich wszystkich. A zresztą mogę uznać, że już próbowałam, bo poruszyłam z nim ten temat – odpowiedziałam, a brunetka prychnęła pod nosem.
- A może Calum? – rzuciła Lori, a ja zmarszczyłam czoło. – Calum w końcu jest chyba najbardziej myślący z nich wszystkich.
- W ich przypadku myślenie jest pojęciem względnym – skwitowałam, wzruszając ramionami, a Becky zachichotała pod nosem.
- Rose, ale pomyśl – pociągnęła temat Lori. – Gdyby jemu przemówić do rozumu, on może przekonałby pozostałych.
- Myślisz? – wypaliłam.
- To może się udać. Bo naprawdę mam złe przeczucia, że te ich gierki w końcu skończą się, jakąś klapą- odparła blondynka.

          Cała nasza trójka opracowała plan działania. A plan był dość prosty. Zakładał po prostu osobistą rozmowę z Calumem. Dziewczyny wytyczyły mnie do tego zadania, argumentując to tym, że to w końcu ja jako pierwsza się z nim zakumplowałam. One miały stanąć na czatach przy pokoju parlamentu i zagadać pozostałych, gdyby nagle pojawili się na horyzoncie.
         Zatrzymałam się przed drzwiami od pokoju, w którym znajdował się Calum. Wcześniej wysłałam mu sms-a z prośbą o rozmowę w cztery oczy. Umówił się ze mną na kolejnej przerwie w parlamencie, co mi odpowiadało.
         Odwróciłam się do dziewczyn i skinęłam im szybko głową, układając w myślach wszystkie dobre powody, dla których powinni w końcu przestać zachowywać się, jak pięcioletnie dzieci. Następnie chwyciłam za klamkę i weszłam do środka, zostawiając za plecami moje przyjaciółki.
         Calum siedział na ławce, a jego wzrok utkwiony był w telefonie. Jak tylko weszłam do pokoju, podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko. Wsunął komórkę do kieszeni marynarki i wlepił we mnie swoje brązowe oczy, które pełne były ciekawości. Podeszłam do niego, odkładając torbę na sąsiedni stolik.
- Co się dzieje Rose? – zapytał, nie odrywając ode mnie wzorku. – Chodzi o Luke'a, tak?
- Co? – wydusiłam, bo zupełnie mnie zaskoczył. – Czemu niby ma chodzić o niego?
         Hood tylko wzruszył ramionami. Przyjrzałam się mu uważniej, licząc na to, że w jakiś sposób się zdradzi, ale po jego minie nic nie było widać. Czyżby słyszał moją wczorajszą kłótnię z Hemmingsem?
- Więc, co się dzieje?
- Na pewno nie chodzi o Luke'a – zapewniłam go, dokładnie akcentując każdy wyraz. Pokiwał głową. – Chodzi o Greena.- Chłopak skrzywił się.
- Znowu coś ci wysłał?
- Czyli ty już wiesz.
- Luke nam powiedział. – Tym razem to ja pokiwałam głową. – Znowu coś odwalił?
- Nie, na szczęście nie.
- Gdyby zrobił coś jeszcze, to koniecznie daj nam znać.
- Jasne – rzuciłam. – Ale to chodzi o coś innego. Po prostu… - Calum uśmiechnął się lekko do mnie, co wcale mi nie pomagało, szczególnie, że wiedziałam, że zaraz Hood się wkurzy. Ostatnio oni wszyscy szybko się wkurzali.
- No?
- Nie myślałeś o tym, by przestać grać w tą durną grę z Greenem?
- Co? Nie rozumiem?
- Oni coś robią, wy odpowiadacie, potem oni znów coś robią, a wy znowu odpowiadacie. Jakby to się miało nigdy nie skończyć. – Hood zacisnął mocniej usta. – Może gdybyście to przerwali, oni by się w końcu odpieprzyli.
- Rose, jak możemy przestać? – syknął, kręcąc głową. Widziałam, jak jego palce mocniej zaciskając się na brzegu ławki. – Jeśli nie odpowiemy, Green i jego drużyna wygra. To będzie nasza porażka po całości.
- Nie pomyślałeś o tym, że w końcu coś może pójść nie tak, a wy poniesiecie tego surowe konsekwencje?
- Nic się nie stanie. Mamy wszystko opracowane i pod kontrolą- powiedział z pewnością w głosie. Spojrzałam na niego, jak na kosmitę. Tak… Wielokrotnie widziałam tą ich kontrolę i opracowane plany.
- Po prostu…
- Rose przestań. Ta rozmowa do niczego nie prowadzi. – Jęknęłam pod nosem, a ten uniósł lekko brwi do góry. – Co? Pewnie liczyłaś na to, że przekonam Asha, by odpuścił? – Pokiwałam głową, a ten parsknął śmiechem. – Przykro mi złotko, ale popieram w stu procentach to, co robimy. Green nie wygra. To my jesteśmy górą.

         Wyszłam z pokoju parlamentu. Dziewczyny od razu doskoczyły do mnie. Ruszyłyśmy w stronę drugiego korytarza. Tam zatrzymałyśmy się, a one przysunęły się do mnie bliżej bym streściła im swoją, jakże krótką pogawędkę z Hoodem. Na całe szczęście Calum na mnie nie wrzeszczał, a rozmawiał całkiem spokojnie. Pod tym względem był całkiem inny, niż Irwin i Hemmings.
- I co? – wypaliła Lori, a ja wzruszyłam ramionami. – Bez jaj.
- Calum jest takim samym głupkiem, jak reszta – skwitowałam. – Nie mieszam się w to więcej. Niech robią, co chcą, ale potem niech nie jęczą, że dzieje się coś złego.
- Słuszna postawa, bo ile można – odparła Becky.  – Krzyżyk na drogę. Wykitować można przez to wszystko.
- A tak z innej beczki – zaczęła Lori. – Co powiecie na małe plażowanie po szkole?
- Wchodzę w to – rzuciłam szybko.
- Ja tak samo.

         Stałam przed lustrem szykując się do wyjścia. Skrzywiłam się lekko widząc fioletowo czerwonego siniaka na moich plecach. Bosko… Jak zacznie złazić, zmieni się w zielono żółty i będzie wyglądać jeszcze gorzej. Wciągnęłam na siebie koszulkę na grubych ramiączkach, która idealnie zasłoniła tą paskudę. Pod spodem miałam kostium kąpielowy, ale liczyłam na to, że góry nie będę musiała ściągać.
         Złapałam za spodenki i już zaczęłam je wciągać na nogi, gdy drzwi od mojego pokoju otworzyły się. Do środka wszedł Luke. Spojrzał na mnie z uśmiechem. Odwróciłam się w jego stronę.
- Co jest? – zapytałam, wciskając szorty na tyłek. Zapięłam guzik i rozporek i znów utkwiłam w nim swoje ciemne oczy.
- Michael mówił, że wybieracie się na plażę.
- I?
- Idziemy z wami – poinformował mnie.
- Myślałam, że to będzie babskie wyjście.
- Masz coś przeciwko?
- O ile przestaniecie naparzać o Picton, to nie – rzuciłam, a Luke skrzywił się.
- Przestaniemy o nich naparzać – odparł z uśmiechem, podchodząc do mnie. 
         Stanął za moimi plecami i oplótł mnie w tali swoimi długimi ramionami. Oparł głowę o mój obojczyk i wlepił swoje błękitne oczy w nasze odbicie w lustrze, przy którym staliśmy.
- Gotowy do wyjścia?
- Tak. Już się spakowałem – odpowiedział, delikatnie muskając swoimi ustami skórę na mojej szyi.
- Luke – rzuciłam ze śmiechem, chcąc go odepchnąć, ale chłopak przywarł do mnie jeszcze mocniej.
- Jesteś piękna – powiedział, a ja przekręciłam oczami.
- Daruj sobie.
- Mówię ci komplement, który jest prawdą, a w zamian słyszę daruj sobie? – rzucił ze śmiechem. – Jesteś niemożliwa.
- Padło ci na głowę kotku.
- Z miłości do ciebie księżniczko.
- Jezu…
- Jestem Luke – rzucił i parsknął śmiechem. Przekręciłam oczami po raz kolejny, by po chwili uśmiechnąć się pod nosem.

         Rozłożyliśmy się z boku, by być nieco dalej od tego tłumu, który gromadził się przy głównym wejściu na plażę. Mimo, że było po południu, to słońce nadal mocno ogrzewało piasek, który palił nas w stopy. Na szczęście nie było, aż tak mocno gorąco i dało się tu wysiedzieć, a to dzięki temu, że co jakiś czas ochładzał cię lekki i przyjemny wiaterek.
         Rozłożyłam się między Lukiem, a Calumem, a potem ściągnęłam szorty i usiadłam na ręczniku. Od razu posmarowałam sobie dłonie, twarz i nogi, co by nie przypiec się na raka. Zerknęłam na pozostałych. Wszyscy pozrzucali już swoje ubrania zostając tylko w kąpielówkach lub w przypadku dziewczyn w dwuczęściowych strojach kąpielowych. Tylko ja zakrywałam się koszulką.
- Co powiecie na kąpiel? – wypaliła Becky, spoglądając na mnie i na Lori.
- A my to co? Obcy? – odezwał się Irwin, zezując na nią.
- Najpierw babskie kąpanie. Wy jesteście niebezpieczni, jak zaczynacie te swoje wygłupy – skwitowała Becky, a Irwin prychnął na nią z oburzeniem.
- Przed chwilą się wysmarowałam – mruknęłam, przeciągając moment, w którym musiałabym pokazać światu moje boskie cudo, które miałam na plecach.
- No, chodź Rose – jęknęła Lori. – Potem chłopaki skołują nam jedzenie i znowu nigdzie nie pójdziesz.
- My skołujemy? – odezwał się Clifford.
- Tak, wy – odparła z pewnością w głosie Lori, a Michael zaśmiał się pod nosem. – No, dajesz Rivers!
- Niech wam będzie.
           W sumie, nie miałam nic przeciwko, by zanurzyć się w tej przyjemnej i chłodnej wodzie. Wstałam z ręcznika, a potem szybko pozbyłam się koszulki. Nachyliłam się w stronę torby i wyciągnęłam z niej gumkę do włosów.
- Jezu Rose, coś ty zrobiła sobie na plecach? – zapytała z przerażeniem Becky.
- A to – rzuciłam, machając ręką. Zaczęłam związywać włosy. – To nic takiego. Przez przypadek przywaliłam się w szafki w kuchni.
- Musiało cholernie boleć – odparła brunetka, a ja modliłam się w duchu, by nie mówiła nic więcej.
- Idziemy? – zmieniłam temat, a one szybko pokiwały głowami. Zerknęłam na Luke'a, który patrzył gdzieś w drugą stronę. Z pewnością słyszał jej słowa.
- Uważajcie tam na siebie – powiedział Calum, przekręcając się z pleców na brzuch.
- Jasne, tatuśku – odparłam, a on zaśmiał się pod nosem. Odwróciłam się i pobiegłam za dziewczynami, które były już prawie przy samej wodzie.

***
         Spojrzał na Rosalie, która razem z pozostałym dziewczynami wskoczyła do wody. Oparł głowę o rękę i ciężko westchnął, czując na sobie spojrzenia pozostałych. Położył się na brzuchu, starając się ich zignorować. Przecież doskonale wiedzieli, co wczoraj zrobił, a te ich natarczywe gapienie się wcale nie polepszało mu nastroju.
        W końcu jednak dał za wygraną i powoli odwrócił się w ich stronę. Trzy pary oczu wpatrywały się w niego. Widział, jak Michael lekko zaciska usta, jak Calum dokładnie go obserwuje i jak Ashton kręci nosem. Żaden z nich nigdy nie podniósł ręki na żadną kobietę. Luke wykonał ten ruch, jako pierwszy i wcale nie był z tego powodu dumny. Pocieszał się tylko tym, że faktycznie jej nie uderzył, a było to po prostu o wiele za mocne popchnięcie. Gdyby ją uderzył, nigdy nie byłby wstanie spojrzeć jej i im w oczy. Nie był przecież damskim bokserem.
- Naprawdę nie chciałem – wydusił z siebie.
- Spoko, stary – rzucił powoli Calum. – Wiemy, co się stało.
- Po prostu – zaczął Michael. – Nie wiedziałem, że zrobiłeś to tak mocno.
- Mam prośbę – powiedział Luke, układając się na ręczniku. – Nie dobijajcie mnie. I tak poczucie winy zjada mnie od środka.
- Ale wybaczyła ci, tak? – zapytał Irwin. – Przynajmniej na to wygląda. Chyba, że Rose to dobra aktorka.
- Jest okej, Ash – odpowiedział blondyn. – Naprawdę jest okej.
- Dobra, skro nie chcesz o tym mówić, to zmieńmy temat– ciągnął dalej perkusista, a Hemmings skrzywił się. – Póki nie wrócą mamy czas na to, aby obgadać kilka pomysłów na tych dupków z Picton.
- Jestem, jak najbardziej za – odparł Calum.


***
Tym razem nieco krócej - kolejna próba przemówienia chłopakom do rozumu, zakończyła się niepowodzeniem. Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Udało mi się wrzucić ten rozdział dzisiaj, a następny pojawi się w piątek :)

Dziękuję wam za wszystkie komentarze - wiecie, jak zmotywować mnie do pracy! Uwielbiam was! 

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Hej, co… – zaczęłam, ale nie dane mi było skończyć, bo blondyn szybko mi przerwał.
- Nareszcie! Myślałem, że nigdy nie odbierzesz – rzucił z ulgą, a ja uniosłam brwi do góry. – Musisz mnie uratować, zanim trener mnie rozszarpie.

***

- Przypominam wam też, że to szkoła i…
- Wyluzuj trenerze, zbieram tylko dodatkową motywację– rzucił szybko blondyn, a mężczyzna lekko uniósł brwi do góry. Po chwili na jego twarzy pojawił się mały uśmiech.

***

- Nie tylko ja, ona też – rzuciłam, wskazując na Becky.
- Ale z ciebie małpa – skwitowała, a ja znów zaczęłam się śmiać.

***

- Rose, wyluzuj – rzucił Clifford, a ja prychnęłam pod nosem. – Uśmiechnij się do nas.
- Wal się, Mikey – warknęłam, a chłopak uśmiechnął się.

***

- Kobiety – skwitował blondyn.
- Faceci – odparłam, mrużąc na niego oczy. 

10 komentarzy:

  1. AA kocham te ff <3 czekam z niecierpliwością na następne :( :*

    OdpowiedzUsuń
  2. "W ich przypadku myślenie jest pojęciem względnym" - AHHAHAHA ROSE rozwaliłaś system! Przez moment byłam pewna, że uda jej się namówić Caluma do tego by się opamiętał, ale jak widać Hoodie jest tak samo uparty, jak reszta. AWWWW :D Luke słodziaku. Jak on ją kooooooocha - to jest urocze! No, dla blondyna te teksty za miłe nie były, ale chłopak wie, że źle zrobił. Nie mogę doczekać się kolejnej części! Chcę już piątek! Wg gif z ciasteczkiem Calumem jest słoooodki! Love it!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. O Jezu
    Szkoła mnie wykańcza, nie mam nawet czasu komentować. .-.
    Ale oto jestem i jak zwykle kocham
    Biedny Lukey ;-; widać że czuje się fatalnie :/
    Calum jest tak samo głupi jak reszta, nie da się ukryć xD
    Uwielbiam to
    Tak baaaaaaaaaardzo <333

    OdpowiedzUsuń
  4. O Jezu
    Szkoła mnie wykańcza, nie mam nawet czasu komentować. .-.
    Ale oto jestem i jak zwykle kocham
    Biedny Lukey ;-; widać że czuje się fatalnie :/
    Calum jest tak samo głupi jak reszta, nie da się ukryć xD
    Uwielbiam to
    Tak baaaaaaaaaardzo <333

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu, a te moje kochane debile ciągle o tej zemście. Im się chyba naprawdę nie da nic wytłumaczyć, prawda? Cóż, może kiedyś dostaną małą nauczkę i przestaną zachowywać się jak pięciolatki.
    Biedny Lukey, wyraźnie zjadają go wyrzuty sumienia. Poniosły go emocje, lipa, no ale cóż poradzić. Ważne, że Rose mu wybaczyła i w sumie jakiegoś poważnego uszczerbku na zdrowiu nie doznała.
    Jeju, nawet przez sekundkę nie uwierzyłam, że uda się przekonać Cala do namówienia chłopców, by przestali te głupie gierki. Nie wiem czemu, po prostu to... Calum :D
    Rozdział cudny, jak zwykle. Czekam na kolejny i pozdrawiam cieplutko <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo ...czemu takie krótkie ?;( ja chcę juz piątek!!! ;* serio cudo ♥ tylko poproszę dłuższe bo zawsze czuje niedosyt
    Do piątku!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesli mam byc szczera to ten ,az tak strasznie mnie nie zachwycil ,ale wszystkie inne rozdzialy to wynagradzaja ;) czekam niecierpliwie do piatku i zycze weny i czasu <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Heja :)
    To ja specjalnie zostawilam sobie kilka Twoich rozdzialow, zeby sobie je poczytac na lotnisku i mysle ze dzis bedzie kolejny, a tu dupa ;(
    Musze pocierpiec do jutra. No coz... szkoda mi Rose, ze tak ucierpiala z powodu durnych gierek chlopakow i tych z Piction. Mam nadzieje, ze Luke zrobi wszystko, co w jego mocy, zeby jakos jej to wynagtodzic. Szkoda, ze nie przepraszal jej na kolanach bo powiem Ci, ze tak to widzialam jak przeczytalam wczesniejszy rozdzial, ale tak tez moze byc.
    Czekam kochana na kolejny rozdzial.
    Caluski i pozdrowienia z Paryza, do ktorego wlasnie wracam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. No heej! Sora ,że wcześniej nie napisałam komentarza , ale szkoła i te sprawy . świetny rozdział !,:**/Emily77

    OdpowiedzUsuń