niedziela, 4 października 2015

S4 - Rozdział 16

So we can start it all over again


        Wyszykowałam się do wyjścia. Umówiłam się z dziewczynami w Moore Park pół godziny szybciej w razie, gdyby któryś z nich zjawił się przed czasem. Wiedziałam, że nie można było dopuści do tego, by Ashton i Trevor spotkali się tam pod naszą nieobecność. Wtedy nie byłoby szansy na zgodę, bo z pewnością panowie znów skoczyliby sobie do gardeł, jak to robią za każdym razem, gdy się widzą.
        Zbiegłam na dół, wciskając do małej torebki telefon. Wsunęłam na nogi trampki i zaczęłam pospiesznie wiązać sznurówki. Nagle poczułam, że ktoś mi się przygląda. Podniosłam głowę i spojrzałam wprost w błękitne tęczówki Luke'a, który stał w przejściu do kuchni.
- Wychodzisz?
- Umówiłam się z dziewczynami – odpowiedziałam, prostując się.
- Myślałem, że dzisiaj wyjdziemy gdzieś razem.
- Wyjdziemy – powiedziałam, podchodząc do niego. Ujęłam jego twarz w dłonie i musnęłam ustami jego usta, nie przechodząc do większego pocałunku. Oderwałam się od niego, na co on pokręcił niezadowolony nosem.
- O której wrócisz?
- Mam nadzieję, że nie zejdzie mi zbyt długo.
- W takim razie księżniczko zarezerwuj sobie wieczór.
- Jest tylko twój, kotku- powiedziałam, cmokając go przelotnie w nos. Musiałam wspiąć się na palce, by to zrobić, ale na szczęście Luke stał lekko pochylony, wiec dałam radę. Uśmiechnął się, a ja machnęłam mu na odchodnym. Następnie wyleciałam z domu, jak oparzona. Czas… Miałam go coraz mniej…

         Zobaczyłam Lori i Becky na ławce, która znajdowała się najbliżej wejścia do parku. Podeszłam do nich, rozglądając się dookoła, jakby zaraz mieli przede mną wyrosnąć chłopaki. Usiadłam obok blondynki, która lekko zagryzła wargę.
- Co jest?
- Chyba zaczynam się tym wszystkim za bardzo denerwować – powiedziała, splatając swoje palce ze sobą, a potem wyginając je w różne strony.
- Przestań, będzie dobrze – odparłam, łapiąc ją za nadgarstek, uniemożliwiając jej połamanie własnych palców. – Będziemy musiały, tylko zapanować nad dwoma facetami.
- Ta, kaszka z mleczkiem – odpowiedziała Becky. – Oby, tylko faktycznie Trevor nie pojawił się tu z resztą bandy.
- Nie pojawi się – powiedziałam z pewnością w głosie i naprawdę miałam taką nadzieję. Nie potrzebowałyśmy dodatkowych komplikacji.
          Minuty zaczęły mi się dłużyć, a im bliżej było godziny zero, tym i ja zaczęłam łapać małe zdenerwowanie od blondynki. Wiedziałam jednak, że muszę się uspokoić, bo cały nasz plan łatwo może się rozwalić, gdy będziemy działać na mocno podkręconych emocjach.
- Jest Ash – odezwała się ponownie Becky, a ja raptownie podniosłam głowę.
          Ashton szedł wolnym krokiem w naszą stronę. Ręce miał wsadzone w kieszeniach, a kiedy nas zobaczył, uśmiechnął się lekko. Odpowiedziałam tym samym, zrywając się ze swojego miejsca. Podszedł do nas.
- Co to za ważne tajne spotkanie? – zapytał, a ja szybko złapałam go za rękę. – Rose?
- Usiądź sobie i zaraz ci wszystko wyjaśnimy – powiedziałam, popychając go w stronę wolnego miejsca. Usiadł między dziewczynami, a Becky przysunęła się do niego jeszcze bliżej. Taki był plan. Gdyby na widok Greena nagle włączyła mu się agresja, to dziewczyny miały uniemożliwić mu dorwanie się do kapitana Picton.
- Wiem, że chodzi o zawieszenie – pociągnął, a ja pokiwałam głową, rozglądając się w nadziei, że zaraz zjawi się Green, a ja nie będę musiała dwa razy wszystkiego powtarzać.
- Chodzi, chodzi – odpowiedziała Lori.
- Więc?
- Jeszcze chwilę cierpliwości, Ash – poprosiłam, zerkając na zegarek. Dwunasta minęła, a Greena nadal nie było. Zacisnęłam usta, wymieniając szybkie spojrzenie z Becky.
- Co jest? – wypalił Irwin.- Czekamy na kogoś jeszcze? – Utkwił we mnie swoje ciemne oczy, a ja uśmiechnęłam się do niego niewinnie. – Rose, kto jeszcze ma przyjść?
- Ja…
- Mówiłaś, że to spotkanie między nami – pociągnął Irwin. Rany… Czy oni zawsze muszą wszystko komplikować?
           Wzięłam głęboki oddech, nie spuszczając z niego wzroku. W głowie przyszykowałam sobie spokojną mowę, na temat tego kto ma się pojawić, ale nie zdążyłam wydusić z siebie, ani jednego słowa. Już otwierałam usta, ale uprzedziła mnie Becky.
- Przyszedł – powiedziała, a wszystkie głowy odwróciły się w stronę idącego w naszą stronę Greena. Jęknęłam pod nosem, słysząc wiązankę przekleństw, jaką wyrzucił z siebie Ashton. Becky złapała go za ramię, gdy ten chciał wstać z miejsca. Przycisnęła go mocniej do ławki.
- Żadnych gwałtownych ruchów, słodziutki – rzuciła, kiedy Irwin chciał jej się wyrwać.
- Co on tu robi?! – warknął Ashton.
           Trevor podszedł do nas i skrzywił się na widok Irwina. Następnie przybrał na twarzy swój znany złośliwy uśmieszek i spojrzał na mnie, mierząc mnie od góry do dołu.
- Nie wiedziałem, że on też tu będzie – powiedział, wskazując palcem naszego kapitana. – Mówiłaś, że to nie jest żaden podstęp, a ja ci uwierzyłem…
- Bo nie jest – przerwałam mu szybko.
- To co robi tu ten frajer? – rzucił Trevor.
- Zważaj na słowa – warknęłam, machając w jego stronę palcem. Następnie spojrzałam na Irwina. – A ty wyluzuj Ash, chcę, aby to poszło nam szybko i sprawnie. Więc zamknąć jadaczki i uspokoić się.
          Becky puściła Irwina, który z obrażoną miną spoglądał na Greena, jakby ten miał zaraz się na niego rzucić. Trevor skrzyżował ręce na klatce piersiowej i wpatrywał się w nas z uwagą, oceniając chyba na ile faktycznie, to całe spotkanie ma na celu wyciągnięcie ich z kłopotów. Widząc, że chłopaki raczej nie planują na razie się na siebie rzucić, odetchnęłam z ulgą. Rozpięłam torbę i wyciągnęłam z niej białą teczkę. Następnie wyjęłam z niej przygotowane umowy.
- Trzymajcie i przeczytajcie to – powiedziałam, podając po jednej kopii każdemu z nich. – To dlatego się tu spotkaliśmy. Zarówno nasz, jak i wasz dyrektor – pociągnęłam, zerkając po kolei na chłopaków – przystali na te umowy. Jeśli je podpiszecie i będzie przestrzegać punktów, wrócicie do rozgrywek, a wasze papiery pozbędą się wpisu z incydentem, jaki się wydarzył.
- Wydarzył się- mruknął Irwin. – To wszystko wasza pieprzona wina!
- Nasza?! Nie tylko nasza! Przypomnieć ci, co wy zrobiliście?! Nie jesteś cholernym świętoszkiem Irwin, więc go nie zgrywaj!
- Zaraz mu przywalę! – warknął Irwin, wstając z ławki.
- Nie, nie, nie… Stop! – krzyknęłam, stając między nimi. Oparłam dłonie na ich klatkach piersiowych, kiedy ci próbowali do siebie doskoczyć. – Uspokójcie się!
- Wpieprzyliście nas w kompletne bagno! – ciągnął dalej Irwin, mając gdzieś moje wcześniejsze słowa.
- To wszystko wasza pierdolona wina! – odparł Green. – Trzeba było przestać odpowiadać!
- Sami mogliście przestać odpowiadać!
- Mieliśmy uznać się za przegranych!
- Widzisz! Jesteś zwykłym chujem, Green!
- Starczy tego! – warknęłam, odpychając ich od siebie, bo prawie mnie zmiażdżyli, kiedy naparli na mnie z podwójną mocą. Becky niewiele myśląc złapała Asha za koszulkę i pociągnęła go do tyłu z taką siłą, że chłopak ledwo utrzymał równowagę. Obok Greena pojawiła się Lori. Chwyciła go za rękę i odsunęła go od naszego kapitana.
- Byłybyśmy wdzięczne, gdybyście choć na moment się pohamowali – powiedziała Becky. – Próbujemy wam pomóc!
         Green zrzucił rękę Lori z przedramienia, a potem znów spojrzał na Irwina. Obaj przez chwilę mierzyli się wzrokiem, a walka na te spojrzenia ciągnęła się dla mnie w nieskończoność. W końcu Trevor poprawił koszulkę i zacisnął zęby.
- Dobra, kontynuuj – powiedział, odwracając swoje niebieskie oczy od Ashtona. Nasz przyjaciel ciężko westchnął i pokiwał głową.
- Wracając do tematu umowy – pociągnęłam dalej, bacznie ich obserwując, jakby znów mieli zamiar się na siebie rzucić. – Zapoznajcie się z poszczególnymi punktami. Wszystkie warunki są wyszczególnione. Głównie chodzi o przerwanie walki między wami. Musicie podpisać dwie umowy dla dyrektorów, dla każdego po jednym i przysiądź, że zaprzestaniecie tej chorej wojny. Spełnienie tych wymagań, gwarantuje wam powrót do rozgrywek. Dla was i dla niektórych osób z waszych drużyn, to także gwarancja stypendium na uczelni.
- Ile mamy czasu, aby się nad tym zastanowić?- zapytał Green. – Bo nie powiem, że klauzula z wylaniem nas ze szkoły za nieprzestrzeganie zasad jest dość odpychająca.
- Wiem, ale musiałyśmy mieć mocną kartę przetargową, a podniesienie kary do tego stopnia, spowodowało, że dyrektorzy spojrzeli przychylnie na nasz pomysł.
- Wasz pomysł? – pociągnął Green, a ja pokiwałam głową.- Okej… Więc, jaki mamy czas?
- Problem w tym, że go wcale nie macie. Chcą to mieć na biurku już w poniedziałek. Nie oszukujmy się jednak, obaj jesteście kapitanami i to do was należy decyzja. Możecie wrócić do rozgrywek lub sobie to darować i dalej odwalać kolejne numery. Jeśli jednak znów was na tym przyłapią, to i tak pożegnacie się z budą, bo słyszałam, jak mówią, że jeszcze jeden jakiś wybryk i lecicie.
- Co? – wydusił z siebie Ashton, wpatrując się we mnie zaskoczony.
- Tak powiedzieli – pociągnęłam, kiwając jednocześnie głową. – Do zakończenia szkoły nie pozostało dużo czasu, oprócz tego myślę, że jesteście na tyle dojrzali i ogarnięci, że znacie wagę całej tej sytuacji i całej tej umowy, która może uratować tyłki wam i reszcie chłopaków.
- Czyli ugoda między zespołami nas ratuje? – powiedział powoli Green.
- Dokładnie.
         Między nami zapanowała cisza. Chłopaki ponownie skupili się na poszczególnych punktach umowy. Spojrzałam na dziewczyny. Lori znów zagryzała wargę, a Becky dla odmiany zacisnęła usta w wąską linię, czekając na decyzję, jaką podejmą.
- Zero agresji między drużynami – przeczytał na głos Trevor.
- To chyba da się zrobić? – zapytałam, przenosząc na niego swoje ciemne oczy.
- Da się, pewnie… O ile ta druga strona nie będzie nas prowokować – odpowiedział, a ja przekręciłam oczami.
- Zobacz punkt siódmy – powiedziałam, pukając w jego kartkę.
- Zero prowokacji przeciwnej drużyny – przeczytał, a potem pokiwał głową. – Dobra, myślę, że wszystko jest jasne.
- Więc? – wydusiła z siebie Becky.
- Trzeba to podpisać, tak?- ciągnął dalej Green.
- Tak. Musimy mieć, tylko podpisy kapitanów. Kopie umów są dla was, byście przekazali je reszcie. Jako kapitanowie mam nadzieję, że dopilnujecie swoich zawodników, by przestrzegali tego, co w niej zawarte.
- Dobra – rzucił Trevor. – Masz jakiś długopis?
- Podpiszesz?
- Ej, kończę szkołę i te punkty są mi potrzebne. Zresztą też chcę dostać stypendium sportowe i nie potrzebuję burdelu w swoich papierach. Więc tak, podpiszę to – powiedział jednym tchem, a ja uśmiechnęłam się do niego.
- Ashton?
- Podpiszę- odparł, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
         Sięgnęłam do torebki i wyciągnęłam dwa długopisy. Podałam im je, a potem spojrzałam na uśmiechnięte dziewczyny. Lori wyciągnęła rękę. Przybiłam jej piątkę i po chwili to samo zrobiła Becky. Nie było to, aż takie trudne, jak przypuszczałam wcześniej. Wiedziałam, że Ash będzie skory podpisać umowę, ale duże obawy miałam, co do Greena. Jednak brak zawieszenia i możliwość grania w piłkę dalej było najwyraźniej, o wiele bardziej kuszącą propozycją, niż dalsza wojna z naszą szkołą.
- Podpiszcie też kopie dla dyrektorów – powiedziałam, podsuwając im pod nosy kolejne kartki. Następnie wymieniłam je, by na każdej umowie widniały dwa podpisy. – Super! Dzięki!
- Prawda jest taka, że to my dziękujemy – odparł Ashton, wstając z miejsca i oddając mi umowy wraz z długopisem. – Gdyby nie wy, dalej tkwilibyśmy w martwym punkcie.
- On ma racje – rzucił Green.
- Widzie, że jest postęp – skwitowała Becky, a oni skrzywili się.  – Zgadzacie się w kolejnej rzeczy.
- A jaka była ta pierwsza? – zapytał Trevor.
- Że podpiszecie umowę – odpowiedziała brunetka. – Podpis jednego z was i tak by nic nie zdziałał.
- Czy to wszystko? – pociągnął Green.
- Tak. Możecie iść i ogłosić dobrą nowinę swoim zespołom – odparłam z uśmiechem.
- Chłopaki się ucieszą – rzucił Trevor. – Do zobaczenia na kolejnym meczu Kingsford – powiedział, machając ręką. Następnie odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia z parku.
- Nie było tak źle – skomentowała Lori i poklepała Irwina po ramieniu. – Grunt, że nie zaczęliście się nawalać.
- A tego się bałam- powiedziałam, a Ashton zrobił wielkie oczy. – I nie rób takiej miny. Widziałam, że już się do tego zabieraliście. Teraz jednak nic z tego. Umowy trafią na biurka dyrektorów i z nawalania się z Picton nici.
- Wolę grać, niż z nimi walczyć – odparł Ashton, a potem uśmiechnął się do nas szeroko. – Chodźcie tu do mnie! – rzucił, a potem złapał całą naszą trójkę i przycisnął do siebie. – Jesteście najlepsze kumpele, jakie można mieć!
- Zabieraj łapy! – warknęła Becky. – Psujesz mi fryzurę! – Spojrzeliśmy na nią i wybuchliśmy śmiechem. Po chwili dołączyła do nas i ona.

         Cała nasza czwórka, ku uczczeniu sukcesu, wybrała się na szybką kawę. Potem Ashton odłączył się od nas, by spotkać się ze swoją drużyną, aby przekazać im dobrą wiadomość. Ja z dziewczynami posiedziałam przy kawie i ciastku nieco dłużej. W końcu i my postanowiłyśmy się rozejść.
         Weszłam do domu i od razu skierowałam się do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam zimny napój. Razem z nim przeszłam do salonu. Rzuciłam torbę na ziemię i rozłożyłam się wygodnie na sofie, mając na ustach szeroki uśmiech. Pałałam się tym małym triumfem i sukcesem naszej trójki, że udało nam się doprowadzić to wszystko do szczęśliwego finału. Miałam tylko nadzieję, że nikt nie będzie na tyle głupi, by zlekceważyć zawarte w umowie punkty.
          Nagle poczułam wibrację na udzie, a potem dźwięk dzwonka rozniósł się po pomieszczeniu. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na ekran. Zrobiłam zaskoczoną minę i przez chwilę wahałam się, czy odebrać czy nie. W końcu przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
- Tak?
- Zapomniałem o jednej ważnej rzeczy –powiedział Green, a ja wstrzymałam oddech.
- Jakiej?- wydusiłam z siebie, kiedy po drugiej stronie panowała cisza.
- Wiem, że ty i dziewczyny zrobiłyście to dla swoich – pociągnął, a ja lekko zacisnęłam usta. – Ale powinienem wam podziękować za to wszystko. Odwaliłyście kawał dobrej roboty, by i nas wyciągnąć z tego szajsu, w jakim się znaleźliśmy. Dlatego… Dziękuję Rose – powiedział, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Nie ma sprawy.
- Jesteśmy waszymi dłużnikami, więc gdybyś czegoś potrzebowała, to wal do nas śmiało. Ty i twoje koleżanki.
- Dzięki.
- To my dziękujemy – powiedział po raz kolejny. – Do zobaczenia na najbliższym wspólnym meczu.
- Oby pokojowym – rzuciłam, a on zaśmiał się.
- Powiedziałbym raczej, że ugodowym.
- Pasuje.
- Trzymaj się, Rose.
- Ty też – rzuciłam i rozłączyłam się.
           Wsunęłam telefon do kieszeni. Założyłam ręce pod głowę i wlepiłam oczy w sufit. Jak widać, nie tylko na filmach zdarzają się happy endy. Ale często można ich też zaznać we własnym życiu. Wystarczy odrobinę pokombinować i pójść właściwą drogą.
- Co ty się tak uśmiechasz? Stało się coś? – zapytała mama. Spojrzałam na nią i pokiwałam głową, uśmiechając się jeszcze szerzej. – Co? No, mów?
- Stało się coś bardzo pozytywnego – powiedziałam, wpatrując się w nią. Widać było, jak na dłoni, że matulę z ciekawości rozsadza od środka.
- To jakaś tajemnica?
- Nie.
- Rose, no? – jęknęła i usiadła obok mnie na sofie. Musiałam się trochę przesunąć, by mogła to zrobić.
- Już ci wszystko mówię – odparłam i zaczęłam streszczać jej cały bieg wydarzeń, jaki miał miejsce od momentu zawieszenia chłopaków w rozgrywkach.

          Rodzice wyszli, aby spotkać się na mieście ze znajomymi i trochę wyluzować od codziennych spraw. Luke w dalszym ciągu przebywał na zwołanym przez Asha zebraniu drużyny. W domu, więc panowała cisza i spokój, a ja korzystałam z tego. Od czasu do czasu każdemu dobrze robi, gdy może pobyć trochę w samotności.
         Byłam na strychu. Powoli spod mojej ręki wychodził ślubny prezent dla mamy i Dana. W końcu zdecydowałam się na jedno z dwóch zdjęć i mogłam zabrać się do pracy, nie przejmując się sytuacją, w której znalazł się mój facet. On mógł odetchnąć i ja również.
         Ruchy mojego nadgarstka były wolne i płynne. Chciałam, jak najwierniej odwzorować każdy, nawet najmniejszy szczegół ich wspólnego portretu. Prezent ten miał być idealny pod każdym względem, a ja miałam zamiar tego dopilnować. Nie spieszyłam się, bo pośpiech w tego typu pracach przeważnie utrudniał zadanie.
         Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, na tyle głośne, że aż podskoczyłam. Zamarłam w miejscu. Nie wiem czemu, ale przez moment pomyślałam, że to rodzice. Skłóceni ze sobą rodzice. Jednak po chwili usłyszałam znane kroki, które od razu zidentyfikowałam. No, tak… Luke.
- Rose!
- Na górze! – odpowiedziałam, maczając pędzel w farbie.
         Odgłos kroków był coraz bliżej. W końcu, gdy blondyn dotarł na drugie schody, odwróciłam się w jego stronę. Był uśmiechnięty od ucha do ucha i ewidentnie zadowolony z życia. Szybko podszedł do mnie, a potem niemalże wyrwał mi paletę i pędzel z rąk. Spojrzałam na niego zaskoczona, nie wiedząc, o co mu chodzi. On po porostu ujął moją twarz w dłonie i wpił się w usta, prawie pozbawiając mnie tchu.
          Oddałam mu pocałunek, obejmując jego kark rękami. Naparł na mnie mocniej, przesuwając palcami po moich policzkach, co wywołało przyjemny i szybki dreszcz na moich plecach. Po chwili przestał i znów uśmiechnął się szeroko, opierając swoje czoło o moje.
- Mam najlepszą dziewczynę na świecie – powiedział cicho, a ja również się uśmiechnęłam. – Jesteś najlepsza.
- Dobrze, że wszystko już wróciło do normy – odpowiedziałam, a on musnął swoimi ustami moje usta.
- Wróciło.
          Pocałował mnie po raz kolejny, a ja poddałam się temu. Nagle niespodziewanie podniósł mnie, a ja prawie pisnęłam. Przywarłam do niego mocniej, aby zabezpieczyć się przed upadkiem.
- Luke wariacie!
- Jesteś najlepsza – powtórzył, a ja zaśmiałam się. Oplotłam jego pas nogami, a on znów złączył nasze usta ze sobą.
- Bo się do tego przyzwyczaję – odpowiedziałam, kiedy objął mnie mocniej, a ja wtuliłam się w niego, czują przyjemny zapach jego perfum, które tak dobrze znałam i lubiłam.
- Jesteś najlepsza- powiedział po raz kolejny, a potem postawił mnie. – Mam coś dla ciebie.
- Co?
- No, chodź – rzucił z uśmiechem i pociągnął mnie w stronę schodów.
- Ale…
- Później dokończysz – powiedział, nadal szczerząc się, jak nienormalny.
           Przekręciłam oczami i grzecznie poszłam za nim. Nie powiem, ale byłam mega ciekawa, co takiego dla mnie miał. Zeszliśmy na dół, a potem przeszliśmy wzdłuż korytarza, by skorzystać z kolejnych schodów. Nie powiem, ale Luke narzucił nam takie tempo, że ledwo za nim nadążałam. W końcu zatrzymaliśmy się przy wejściu do kuchni.
- I?
- Postawiłem je na stole – powiedział, wprowadzając mnie do środka.
          Zrobiłam wielkie oczy. Moja mina musiała być w tym momencie naprawdę komiczna, bo Hemmings parsknął niekontrolowanym śmiechem. Na stole stał wielki bukiet kwiatów. Były tu kolorowe frezje połączone z kolorowymi różami, a także trzy lilie, które sprawiały, że cała wiązanka wyglądała na dwa razy większą, niż była w rzeczywistości. Tuż pod nią znajdowała się biała podłużna koperta.
- Jako, że mieszkam z tobą, to mi przypadł ten zaszczyt – odezwał się ponownie Luke, a ja spojrzałam na niego z uniesionymi do góry brwiami. – Nie rób takiej miny, księżniczko – rzucił rozbawiony. – Reprezentuję teraz naszą szkolną drużynę, która chce ci bardzo podziękować za to, co zrobiłaś.
- Ale ja nie byłam sama.
- Wiemy. Ashton pojechał do Becky, a Michael do Lori. Każda z was zasłużyła chociaż na kwiaty w ramiach podziękowań.
- Nie musieliście – odparłam, podchodząc do bukietu.
- Musieliśmy. To i tak nic w porównaniu z tym, co wy zrobiłyście dla nas – powiedział, oplatając mnie w pasie i mocniej przyciągając do siebie. Oparł brodę o mój obojczyk. Złapałam za kopertę i otworzyłam ją. Wyciągnęłam kolorową kartkę z podziękowaniami. Na niej podpisali się wszyscy zawodnicy.
- To jest fajne – rzuciłam, machając kartką.
- Ty lubisz takie rzeczy.
- Lubię. I kwiaty też są cudowne.
          Odłożyłam kartkę na stół i odwróciłam się do niego, zarzucając mu ręce ramiona. Luke uśmiechnął się, a ja wspięłam się na palce, by znów go pocałować. A mogłam z nim to robić przez cały czas. Hemmings złapał mnie za pośladki i podsadził na stole, mocniej przywierając do mnie. Czułam jego ręce wolno wędrujące po plecach, a potem uczucie miłego łaskotania w brzuchu. W dalszym ciągu tak na mnie działał.
- Mieliśmy… - zaczął, ale ja złapałam go za koszulkę i przyciągnęłam do siebie, by znów go pocałować. Zaśmiał się, kiedy po raz kolejny odsunął się ode mnie. – Mogę kontynuować?
- Teraz tak – powiedziałam, przejeżdżając palcem po jego dolnej wardze.
- Jak? Jak robisz coś takiego? – rzucił ze śmiechem.
- Dobra, już mam ręce tutaj – powiedziałam, unosząc je do góry i machając szybko palcami. Luke uśmiechnął się i pokręcił głową. – No, nie moja wina, no…
- Że, co?
- Że jesteś gorący – skwitowałam, a on znów zaśmiał się. – Ale dokończ.
- Za chwilę – powiedział i ponownie złączył nasze usta. Przechylił głowę, by pogłębić pocałunek, a mi zrobiło się jeszcze cieplej. – Teraz… Teraz mogę mówić.
- Więc?
- Mieliśmy wyjść wieczorem – odparł, a ja pokiwałam głową. – Nadal aktualne?
- Nadal. Mówiłam, że wieczór jest twój.
- Zabieram cię na kolacje.
- Co?
- Nie pasuje?
- Pasuje.
- Chyba, że wolisz gokarty, a potem bilard?
- Serio? – rzuciłam, robiąc duże oczy.
- Mam dwa karnety na jedno i drugie do wykorzystania. Więc? Kolacja?
- Zgłupiałeś – odparłam, pukając go w klatkę piersiową. – Oczywiście, że chce iść na gokarty i bilard.
- To dobrze, bo już nam to zarezerwowałem – powiedział z uśmiechem. –Odwołam, tylko stolik w restauracji.
- Zaplanowałeś wszystko.
- Każdą opcję – odparł i znów mnie pocałował.


***
Dam, dam, dam... Umowa zawarta :D Teraz będziemy powoli zbliżać się do końca tego sezonu, bo zostało już w sumie cztery rozdziały do końca, w tym jeden będzie na pewno dzielony na dwa, bo wyszedł mi długi - bardzo długi :)

Dziękuję wam za cudne komentarze, które naprawdę uwielbiam! To doskonała motywacja i poprawiacz humoru :) Jesteście najlepsiejsze!

Pamiętacie, że wspominałam w poprzednim rozdziale o nowym zwiastunie do piątej części opowiadania? Oto on - dzieło oczywiście Moni. Jest świetny i naprawdę się w nim zakochałam :D Mam nadzieję, że i wam się spodoba!


Kolejny rozdział pojawi się w piątek!

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Zachowujesz się, jak moja matka. A dla przypomnienia, ja już jedną mam i drugiej nie potrzebuję. Za jakiś czas zyskam też macochę, więc możesz odpuścić i nie zamieniać się w mojego kolejnego rodzica.

- Urzekła mnie twoja historia – rzuciłam, uderzając go lekko w ramię. 

***

- Chcemy przede wszystkim podziękować wam za głośny doping, nie tylko na dzisiejszym meczu, ale na każdym spotkaniu, które rozgrywało się na boisku. Za to, że byliście z nami, mimo naszych porażek i potknięć – zaczął Ashton, a tłum znów zaczął klaskać. 

***

- Bo to jest wkurzające – skwitował, a ona pokazała mu język.
- Zachowujecie się, jak Luke i Rose na początku swojej znajomości – rzucił ze śmiechem Michael.

***

- Zastanawiałem się, czy ty kiedyś też mnie zostawisz.
- Co?

***

- Luke?
- Dobij mnie – powiedział zachrypniętym głosem, a ja wybuchłam śmiechem. 

8 komentarzy:

  1. Jak zwykle najlepsze na świecie !!! Kocham tego bloga;) czekam niecierpliwie na następny rozdział i ciesze sie ze dodalas nowe blogi ♥
    Pozdrawiam M

    OdpowiedzUsuń
  2. Oficjalnie ogłaszam że zaczynam myśleć nad shippem dla Becky i Ashtona ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały rozdział, jak zresztą zwykle. Na prawdę genialnie piszesz,
    5 sezon - wakacje - bardzo się cieszę i już nie mogę się doczekać.... Niech to opowiadanie nigdy się nie kończy, proszę !!!
    Jestem w bardzo dobrym nastroju, bo chwilę temu oglądałam sobie Teen wolf, które uwielbiam oglądać <3 i teraz jeszcze rozdział <333 no i jeszcze wiadomo 5sos słucham.
    Bardzo się cieszę, że masz 5 blogów i wiem, że się powtarzam, ale serio cię podziwiam.
    Mam nadzieję, że połączysz Becky i Ashtona, bo moim zdaniem oni do siebie pasują.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^
    ~ Oliwka xDD z anonima :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział wspaniały! zwiastun cudo *-*!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra, przez chwilę myślałam, że Irwin i Green faktycznie się na siebie rzucą i będzie po umowie. Na szczęście jednak panowie się pohamowali, co wyszło im na plus, bo będą mogli znów wrócić do grania w piłkę. AAAWWW :* Chłopaki są uroczy i te kwiaty od nich - ale i tak najbardziej uroczy są Rose i Luke gdy są sami :D Uwielbiam tą parę i kocham to opowiadanie.
    Zwiastun jest wprost CUDOWNY! Już nie mogę się doczekać :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj! Nie widziałaś mnie jeszcze na swoim blogu, a jest to spowodowane tym, że ostatnie dwa dni spędziłam na czytaniu go (zarywałam nawet noce) i tak mnie wciągnął, że "pożerałam" go jednym tchem. Dlatego zdecydowałam się napisać komentarz dopiero tutaj, a pod kolejnymi postami będą one pojawiać się już regularnie.
    Zacznę od minusów opowiadania, albo tego, co mogłoby być zmienione na lepsze - oczywiście w przypadku tych drugich, jest to tylko moja sugestia:
    - interpunkcja, a dokładniej przecinki, które często pojawiają się w niewłaściwych miejscach ;) Trochę to razi, jednak nie na tyle, by przestać czytać.
    - za dużo według mnie opisów seksu Luka i Rose. Są dobrze napisane, jednak podobne, co trochę mnie nudzi - ostatni z nich nawet przewinęłam.
    - zdecydowanie za mało 5sos! :D I nie chodzi mi tu tylko o to, by ich zespół się rozwijał, a także o sceny 5sos x Lori, Rose i Becky, typu ich gra w nigdy, lub całowanie się dziewczyn. Chodzi mi głównie o pokazanie, jak ich przyjaźń się rozwija, przez takie komiczno-sielankowe lub zboczone (nazywajmy rzeczy po imieniu :D) "zabawy" czy "zdarzenia", jakie między nimi nastąpią. (nie pogardziłabym, gdyby na wakacjach zagrali np. w prawdę czy wyzwanie 3:))
    - chyba ostatnia rzecz, do której mogę się przyczepić, to czasem zbyt słodkie momenty pomiędzy Rose, a Lukiem, kiedy obdarowywują siebie tymi uroczymi epitetami i mówią, jak bardzo, bardzo się kochają. W takich momentach nie wiem, czy się śmiać, czy po prostu rzygać tęczą. Oczywiście bardzo mi te momenty nie wadzą, jednak, jeśli dostanę się przez Ciebie cukrzycy, to będzie Twoja wina. :D
    Czy mogę dać więcej minusów? Raczej nie. Dodam tylko, że uwielbiam sceny z perspektywy Luka, zwłaszcza te, w których razem z resztą 5sos "obgadują" dziewczyny i nie pogardziłabym, gdybyś dała ich więcej. :)
    Co do plusów, mogłabym pisać w nieskończoność - więc powiem tylko, że jest to zdecydowanie jedno z najlepszych opowiadań, jakie w życiu czytałam (a czytałam ich masę i na różne tematy), a Ty sama piszesz jak zawodowa pisarka. :) Mało które ff jest w stanie wciągnąć mnie na tyle, bym zarywała noce z jego powodu, a Tobie się udało. Gratuluję. :D
    Pozdrawiam i życzę morza weny,
    Leth

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dla mnie twoje blogi mogłyby nie miec konca rozdziały tak samo ...♥ rozdział jak każdy inny ; po prostu najlepszy
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń