sobota, 17 października 2015

S4 - Rozdział 18 cz.2

I'm comin' up so you better get this party started


        W końcu byłyśmy gotowe do wyjścia. Na całe szczęście udało nam się wyrobić na czas. Założyłam różową szarfę z napisem Kobiety się bawią – Wieczór Panieński, a także świecące diabelskie rogi. Pomysłodawczynią tego drugiego gadżetu była Debbie. Mamie też wcisnęłam na głowę podobne rogi, tylko że jej dodatkowo miały biały welon.
- Rose! – zawołał Luke, który od dłuższego czasu siedział na górze i sam szykował się do wyjścia. – Rose!
- Zaraz wracam – powiedziałam do Lori, która już stała przy drzwiach.
- Pospiesz się, bo zaraz mamy taksówkę.
- Wiem, wiem, zaraz wrócę.
          Odwróciłam się i wbiegłam szybko na górę, na tyle, na ile pozwalały mi na to buty na obcasie. Weszłam do pokoju blondyna, który był już ubrany w swój czarny garnitur. Uśmiechnęłam się, bo Luke w takim wdzianku prezentował się naprawdę mega dobrze. Kiedy tylko usłyszał moje kroki, odwrócił się do mnie.
- Co się stało?
- Wiem, że zaraz wychodzicie, ale weź zrób coś z tym – jęknął, a ja zaśmiałam się widząc, że przerosło go wiązanie krawata. Podeszłam do niego, a on zmierzył mnie wzrokiem, zatrzymując dłużej swoje błękitne oczy na szarfie i rogach.
- Mój biedny kotek – powiedziałam, zabierając się do wiązania.
- Wyglądasz uroczo. Podoba mi się to – rzucił, pukając w jeden plastikowy róg.
- Nie dotykaj – odparłam, uderzając go lekko w rękę.
- W ogóle prezentujesz się pięknie księżniczko– pociągnął Hemmings, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Ty też przystojniaku – odparłam, przejeżdżając palcami po jego policzkach. – Gotowe.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy.
- Uważaj w klubie…
- Luke, jestem już duża.
- Uważaj, okej?
- Spoko.
- Spoko – odpowiedział i szybko musnął swoimi ustami moje wargi. – Widzimy się jutro.
- Baw się dobrze.
- Ty też.
- Rose! – krzyknęła z dołu Lori.
- Już idę! – odpowiedziałam i znów spojrzałam na blondyna. – Do później. – Posłał mi swój znany uśmiech, a ja odwzajemniłam go. Następnie odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia. Przyszedł czas na zabawę!

***
            Spotkali się z pozostałymi pod kasynem Dylana. Na samym końcu pojawił się sam właściciel. Z szerokim uśmiechem na ustach przywitał się ze wszystkimi, a potem zaprosił do środka. Jego wujek witał się ze swoimi pracownikami, jak z dobrymi kumplami, choć nadal dało się wyczuć to, że to on jednak tu rządzi. Poprowadził ich bogato zdobionym holem na salę, pełną elegancko poubieranych ludzi. Wystrój był tu ciemno złoty z domieszką koloru bordo. Przy stolikach znajdowali się głownie mężczyźni, a kobiety były nieliczną grupą gości. W tle grała cicho muzyka, a co jakiś czas dało się słyszeć rzucanie kośćmi, odgłos gry w ruletkę czy tasowanie kart przez identycznie ubranych krupierów.
           Zajęli pusty stolik niedaleko baru, rozsiadając się w wysokich skórzanych fotelach. Swój pobyt tutaj rozpoczęli od toastu i wspólnego picia dwóch kolejek – każdy pił to, na co miał ochotę. Dopiero później rozpoczęły się serie pokera, black jacka i gra na maszynach, które poustawiane były po drugiej stronie wielkiej sali.
          Po jakimś czasie Dylan poprowadził ich do innego pomieszczenia, nazywanego przez niego Tajemną Komnatą. Było to pomieszczenie przygotowane specjalnie dla niego i jego gości i normalni klienci nie mieli tu wstępu. Wszystko, co się tu znajdowało zrobione było z ciemnego drewna i różnych odcieni zieleni. Z jednej strony ciągnął się duży barek pełen różnych alkoholi. Tuż obok rozstawiono skórzane fotele i sofy w odcieniu brązu, a na środku stały dwa stoły do bilardu. Na ścianie powieszono tarcze do darty.
          Luke nie zamierzał upijać się do nieprzytomności, bo doskonale pamiętał, jak czuł się po ostatniej imprezie, kiedy świętowali ich zwycięstwo nad Picton. Nie chciał powtórki z kaca, który trzymał go przez cały następny dzień. Zresztą widząc swojego ojca i jego przyjaciół zdał sobie sprawę, że panowie naprawdę chcą spędzić ten wieczór w kulturalny i spokojny sposób. Co innego Dylan, który był największym balangowiczem. On raczej nie miał oporów przed tym, by wlewać w siebie kolejne szklanki z alkoholem. Na dodatek do picia znalazł sobie dwóch kompanów – Michaela i Jona, jednego z przyjaciół Dana.
          Cała trójka zważyła się na tyle, że potrzebowali oni pomocy w wyjściu z kasyna i w dostaniu się do domów. Na szczęście Luke i reszta byli w dość dobrych stanach, by się nimi zająć. Ashton zabrał się do domu z Cliffordem, a Jon za swoje nianie miał swoich dwóch pozostałych kumpli. Dylan został na barkach Dana i Luke'a, którzy postanowili, że średni Hemmings wróci do domu z nimi.
           Po wejściu do domu, ulokowali Dylana na sofie i przykryli go kocem. Mężczyzna był w takim stanie, że z pewnością było mu wszystko jedno, gdzie śpi. Prawie nieprzytomny od alkoholu, zasnął od razu, a oni mieli problem z głowy.
          Luke i Dan poszli do swoich pokoi. Blondyn jeszcze przez jakiś czas słyszał krzątaninę swojego ojca, który szykował się do snu. On zrobił to samo. Zanim jednak położył się do łóżka, wciągnął na siebie dresy i zszedł na dół, by napić się wody. Czuł już, że od wypitego alkoholu powoli zaczyna go suszyć, ale i tak był zadowolony z tego, że nie przegiął. Miał nadzieję, że po przebudzeniu się nie będzie zdychał, jak ostatnio.
          Zdążył wrzucić szklankę do zmywarki, kiedy drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem. Podskoczył w miejscu, a potem raptownie odwrócił się, słysząc gromkie śmiechy damskiej części dzisiejszych imprezowiczów. Uniósł brwi do góry widząc, jak Rosalie podtrzymuje Sarah, która wyśpiewywała jakiś przebój Britney Spears. Debbie wspomagała się na ramieniu Meggie, starając się ustać na nogach.
- Co wy… - Doszedł do niego głos jego ojca.
- Kochanie! Wróciłam! – rzuciła Sarah, a potem parsknęła tak głośnym śmiechem, że Luke sam nie mógł się powstrzymać i zaczął chichotać pod nosem. Pierwszy raz widział mamę Rose w takim stanie i było to naprawdę komiczne. Usłyszał szybkie kroki i Dan zmaterializował się w holu, bacznie obserwując pijane kobiety.
- Wyluzuj, Dan – wydusiła z siebie Meggie. – To jej wieczór!
- Czy ja się o coś czepiam?
- Nie, jeszcze nie – odparła blondynka. – Ale wyglądasz, jak byś chciał się czepić. A teraz wybacz, ale chyba pójdziemy spać…
- Nie, nie, nie – odezwała się Debbie, kręcąc głową.- Chodźmy na imprezę! Mieliśmy znaleźć męża…
- Przecież ty masz męża – wtrącił się Dan.
- Nie dla mnie – powiedziała brunetka i parsknęła śmiechem. – Nie jesteśmy głupie – pociągnęła, pukając go placem w klatkę piersiową. – Wiemy, że jesteśmy zajęte.
- To dla kogo miał być ten mąż? – zapytał Dan.
- A co ty taki ciekawski? Dla Becky – Odezwała się Sarah. – Jezu… Chce mi się spać. Idziemy spać?
- Idziemy – odpowiedziała Rose. – Nie… Chyba nie pójdziemy, bo nie mam już siły.
             Starszy Hemmings powoli odwrócił się w stronę swojego syna, robiąc oczy, jak spodki. Luke zaśmiał się pod nosem, a potem wzruszył ramionami i podszedł do nich.
- Hej, młode ciasteczko – powiedziała Meggie na jego widok, dłużej zatrzymując wzrok na jego odsłoniętej klatce piersiowej. – Rose, ale ten twój facet jest dobrze zbudowany. Gra w coś?
- Na gitarze – odpowiedziała Rose, chichocząc pod nosem.
- Nie wiedziałam, że od gitary można mieć tak dobrze wyrzeźbioną sylwetkę – skwitowała blondynka.
- Gram w piłkę – odezwał się Luke, podtrzymując w ostatniej chwili Rose, która ugięła się pod ciężarem swojej matki.
- Wszystko jasne – rzuciła Meggie, cmokając. – Drogie kochane kobiety, pora udać się na spoczynek. W którą stronę mam iść?
- Na górę i na prawo– odpowiedział Dan.
- Damy radę zdobyć ten szczyt. Chodź Debbie, ty przeklęta pijaczko – odparła ze śmiechem i obie zataczając się, ruszyły na górę.
           Starszy Hemmings przewrócił oczami, a potem spojrzał z politowaniem na swojego syna. Luke zacisnął lekko usta. Nie spodziewał się, że dziewczyny, aż tak za balangują. Tym razem to one będą miały ciężki dzień, a nie oni.
          Dan podszedł do Sarah i niewiele myśląc wziął ją na ręce. Następnie bez słowa odwrócił się i poszedł z nią na górę. Mama Rose w dalszym ciągu podśpiewywała coś pod nosem.
          Luke spojrzał na swoją dziewczynę, która oparła się o ścianę, wlepiając w niego swoje ciemne oczy. Na jej ustach widniał szeroki uśmiech. Zaśmiała się pod nosem i zachwiała na szpilkach, ale blondyn zdążył ją złapać, zanim ta osunęła się na podłogę.
- Hej, kotku – powiedziała, dotykając palcami jego policzka.
- Świetnie Rose, gratuluję- rzucił, kiedy ona mocniej przyciągnęła go do siebie.
- Jesteś zły?
- Nie jestem.
- Jesteś na mnie zły – powiedziała, robiąc smutną minę.
- Nie jestem – powtórzył, przejeżdżając palcami po jej ramieniu. – Ale masz kierunek łóżko.
- Jasne, kapitanie – rzuciła, salutując, a potem parsknęła śmiechem po raz kolejny. – Jak mnie cholernie bolą nogi…
           Luke spojrzał na nią. Uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową. Zaasekurował ją dłonią na plecach, a potem złapał pod kolana i podniósł do góry. Rose wtuliła się w niego, a on skrzywił się, czując od niej nie tylko zapach alkoholu, ale także i papierosów. Któraś z przyjaciółek jej mamy najwidoczniej musiała palić.
          Zgasił światło w kuchni i wszedł z nią na górę. Następnie poszedł do swojego pokoju. Posadził Rose na łóżku, a ona znów zaśmiała się pod nosem, przeczesując jego włosy palcami, gdy ten ukucnął przy niej, by ściągnąć z jej nóg buty.
- Hej – rzuciła, dotykając jego ramienia.
- No, hej – odpowiedział, spoglądając na nią.
- Jesteś gorący.
           Zaśmiał się i wstał. Podszedł do szafki i wyciągnął z niej czystą koszulkę. Nagle usłyszał cichy jęk i lekki huk. Odwrócił się. Rose zjechała z łóżka i klapnęła tyłkiem o podłogę, śmiejąc się, jak nienormalna. Przekręcił oczami i wrócił do niej.
- Przepraszam – powiedziała, siląc się na powagę. – Przepraszam, przepraszam, przepraszam…
- Nic ci się nie stało?
- Nie – odpowiedziała, szybko kręcąc głową. – Jesteś cudowny.
- Zapamiętam to sobie.
- No… Pamiętaj, kotku – powiedziała, a on pomógł jej wstać z podłogi. Posadził ją z powrotem na łóżku, a potem ściągnął z niej szarfę, rogi, sukienkę i górną część bielizny. Szybko założył jej swoją koszulkę, a ona złapała go za spodnie od dresów i mocniej przyciągnęła do siebie.
- Rose – zaśmiał się.
- Mam pytanie.
- Słucham?
- Myślisz, że jednorożce istnieją?
- Co? – wydusił z siebie i parsknął śmiechem.
- No… Jednorożce… Chciałabym mieć jednorożca.
- Różowego?
- Nie… Błękitnego.
- Dobra, pomyślimy o tym.
- Fajnie – rzuciła, kiwając głową. – A i Luke…
- Tak?
- Muszę zmyć z twarzy tapetę.
- Ty masz takie chusteczki, nie?
- W torebce powinny… tam… chyba tam są – wydusiła z siebie.
             Luke uniósł brwi do góry i złapał za jej torebkę. Otworzył ją i zaczął w niej grzebać. Zrobił wielkie oczy i powoli wyciągnął paczkę papierosów razem z zapalniczką. Spojrzał na rudowłosą, która wpatrywała się w niego z uśmiechem.
- To twoje? –zapytał, machając papierosami.
- Co?
- Twoje?
- A to… Nie, nie moje… - Odetchnął z ulgą, ale Rose po chwili znów się odezwała. – A paczka jest niebieska?
- Niebieska.
- To moje – rzuciła i parsknęła śmiechem, przewracając się na materac.
- Rose od kiedy ty palisz?
- Nie palę. Dzisiaj… Tak jakoś wyszło… Nie palę… Serio, kotek… Nie palę… Ja nie palę…
- Spoko, załapałem za pierwszym razem.
- Nie palę. – Luke po raz kolejny przewrócił oczami, a potem wyciągnął z torebki białe opakowanie z chusteczkami do demakijażu. Wyjął jedną z nich i podszedł do Rose. Pomógł jej usiąść.
- Dasz sobie radę sama?
- Ta… Ale…
- Tak?
- Ja naprawdę nie palę, to był ostatni raz.
- Mam nadzieję.
- Mój kotek – rzuciła, cmokając go w policzek. – Te chusteczki mają jakiś przód i tył, czy to żadna różnica jaką stroną będę to robić?- wydusiła z siebie, machając białym wilgotnym materiałem przed jego oczami.
- Jesteś niemożliwa – odparł, przejmując od niej chusteczkę, co spowodowało, że Rose znów zaczęła się śmiać. 
           Pomógł jej zmyć makijaż, choć to było trudne zadanie, bo Rosalie ciągle się ruszała i śmiała w najlepsze, jakby wszystko to niesamowicie ją bawiło. Kiedy skończył, wstał z łóżka i wyrzucił chusteczkę do kosza.
- Luke?
- Tak, teraz możesz iść spać.
- Nie chcę iść spać.
- Matko, Rose… Jest po czwartej– syknął, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Chcę spać z tobą.
- Też idę spać.
           Dziewczyna pacnęła na łóżko w poprzek i przetarła twarz rękami. Luke przez chwilę ją obserwował, ale Rose najwidoczniej nie miała zamiaru się ruszyć. Ściągnął dresy i powiesił je na krześle, a potem podszedł do niej i podniósł ją. Ułożył ją na poduszkach, a ona okręciła ręce wokół jego karku i pociągnęła mocno w swoją stronę tak, że Luke musiał zaasekurować się rękami, by na nią nie polecieć. Oczywiście znów wybuchła śmiechem.
- Ej, księżniczko – powiedział, wyplątując się z jej rąk. –Muszę zgasić światło.
- Spoko, kotku.
           Podszedł do przełącznika i pstryknął nim, a wokół nich zapanowała ciemność. Wrócił do łóżka i obszedł je, by położyć się po drugiej stronie. Przykrył ją i siebie kołdrą, a Rose przeturlała się z drugiego końca, by znaleźć się bliżej niego.
- Hej, przystojniaku – powiedziała, nachylając się w jego stronę, a potem zachichotała pod nosem, przyciskając do ust rękę.
- Jesteś zabawna, jak jesteś pijana.
- Nie jestem pijana.
- Wcale?
- Tego nie powiedziałam – rzuciła, a następnie objęła go ramionami i podciągnęła się wyżej, by znaleźć się tuż nad nim.
- Co ty robisz? – zapytał ze śmiechem, kiedy jej dłoń powędrowała w stronę jego uda. – Rose, no…
- Mój kotek – powiedziała, muskając ustami, kącik jego warg.
- Ktoś tu chyba się nakręcił.
- Może…
- Rose, ty ledwo kontaktujesz.
- Wiem – rzuciła ze śmiechem. – Dobra, już zabieram ręce. 
           Odwróciła się od niego i padła na poduszki. Luke spojrzał na nią, a ona położyła się na boku i zamknęła oczy. Uniósł lekko brwi do góry ze zdziwieniem, bo Rosalie zawsze była znacznie bliżej niego, gdy zasypiali. Pokręcił nosem i sam się do niej przysunął, obejmując ją ramieniem.
- Jesteś na mnie zły? – wyszeptała, a potem ziewnęła.
- Przecież mówiłem, że nie jestem.
- Ale będziesz…
- Co?
- Będziesz zły jutro.
- Co zrobiłaś?
- Nic, ale będziesz zły. – Luke zupełnie już nic z tego nie rozumiał, ale postanowił to przemilczeć. Wystarczyła dłuższa chwila, by Rose pogrążyła się w głębokim śnie.

***
           Ledwo otworzyłam oczy, a już poczułam łupiący ból w głowie, który od tyłu promieniował, aż do skroni. Chciało mi się pić. I to bardzo. Oprócz tego miałam tak mocne uczucie ciężkości w żołądku, jakby nie wiem ile i czego piła. Jezu… Chyba się przekręcę i to na własne życzenie i przez swoją głupotę.
          Na szczęście-  a może i nie, bo niektóre rzeczy były naprawdę kompromitujące – nie urwał mi się film, czym byłam naprawdę zdziwiona, bo po takiej ilości wypitego alkoholu byłam pewna, że nawiedzi mnie duża i czarna dziura.
           Przekręciłam się na plecy i wzięłam głęboki oddech. Pamiętałam wszystko… A przynajmniej tak mi się wydawało… Kiedy przyjechała po nas taksówka, pojechaliśmy do klubu Vamp, który mieścił się w samym sercu Sydney. Gdy tylko weszłyśmy do środka, uderzyły w nas kolorowe światła, które były niemalże wszędzie. Podświetlany bar, podłoga i parkiet. Dziwiłam się, że w toalecie klozety się nie świecą, ale może byłaby to już prawdziwa przesada.
           Rozpoczęłyśmy wieczór od kolejnych drinków i wspólnego wznoszenia toastu. Do tego domówiłyśmy sobie przekąski, które składały się z sałatek, różnych serów i wędlin, czyli dla każdego coś dobrego. Po wniesieniu przez obsługę tortu i napchania nim brzuchów, przyszła pora na ponowną kolejkę złożoną z kolorowych drinków.
           W którymś momencie Meggie zaproponowała, by w końcu się ruszyć i całą grupą poszłyśmy na parkiet. Z parkietu przeszłyśmy do baru, a potem znów rozpoczęły się tańce. W końcu miałyśmy taki dobry stan imprezowy, że było nam wszystko jedno, gdzie i z kim się bawimy. Udało nam się przekonać barmana i dwóch ochroniarzy do wypicia z nami kilku szybkich kolorowych shotów, które podano nam oczywiście w świecących kieliszkach. Nawet nie wiem kiedy stworzył się pociąg, który prowadziła Debbie i Becky, a niemalże cała sala przyłączyła się do wspólnej zabawy. Meggie zakręciła się koło Dj-a, który puścił piosenkę Cher i każda z nas śpiewała ją nagłos, zdzierając przy tym gardło.
            Kiedy wypiłam następną kolejkę z uśmiechniętym barmanem i roześmianymi ochroniarzami, rozpoczął się kolejny dziki taniec do utworu Wham! Wake Me Up Before You Go-Go. Zostałam wciągnięta na bar, bujając się w rytm muzyki razem z barmanem, który mógłby robić za zawodowego tancerza. Widziałam kontem oka, jak Meggie i Lori tańczą na stole i nawet ochroniarze podrygiwali, choć nadal udali, że czujnie obserwują salę.
             Kolejne drinki, kolejne shoty sprawiły to, że coraz bardziej zbliżałyśmy się do pewnej granicy, której żadna z nas na początku nie chciała przekroczyć. Na szczęście impreza dobiegła końca w momencie, kiedy Becky i Debbie zaniemogły, a moja mama też była daleka od osoby trzeźwej. Po zamknięciu, na odchodnym, wypiliśmy z panami jeszcze po jednym szybkim kieliszku i wsiadłyśmy do taksówek udając się do domu. A potem… A potem przed oczami wyrósł mi Dan i Luke.
            Przekręciłam się na bok w momencie, kiedy drzwi od pokoju otworzyły się. Ponownie otworzyłam oczy i spojrzałam na blondyna, który podszedł do łóżka. W rękach trzymał szklankę z czymś musującym, a mi prawie język przykleił się do podniebienia na widok tego, co było w środku.
- Jak tam moja imprezowa księżniczka? – zapytał, stawiając szklankę na szafce. Kucnął obok mnie, opierając łokcie o materac łóżka.
- Jakoś…
- Masz ochotę na coś do jedzenia? Co powiesz na wielkiego ociekającego tłuszczem hamburgera, a do tego kolorowego drinka z palemką i paczkę papierosów z brudną i śmierdzącą popielniczką pod nosem?
- Jezu… Wal się Luke – rzuciłam, starając się uspokoić żołądek, bo po jego słowach niemalże wszystko podeszło mi do gardła. Jeszcze jedno takie słowo, a może mieć pewność, że puszczę mu pawia na jego ukochane wyro. Chłopak zaśmiał się i choć tak bardzo uwielbiałam ten dźwięk, to teraz był dla mnie zbyt głośny i siał spustoszenie w mojej głowie, powodując, że ból rozprzestrzenił się po mojej czaszce jeszcze bardziej.
- Możemy pogadać o jednorożcach – powiedział ze śmiechem. – Albo o twojej nagłej potrzebie palenia papierosów.
- Jesteś okropny…
- Wczoraj twierdziłaś, że jestem gorący i cudowny.
- Najwidoczniej mi przeszło.
- Tak? W takim razie to musujące przeciwbólowe cudeńko wypiję sam –rzucił, sięgając po szklankę. Spojrzałam na niego i skrzywiłam się. – Żartowałem, księżniczko. Trzymaj.
             Uniosłam się na łokciu i przejęłam od niego szklankę, wypijając całą jej zawartość za jednym razem. To było tak boskie i błogie uczucie, móc napić się czegoś zimnego, że od razu zrobiło mi się lepiej. Oddałam mu szklankę, a on odstawił ją z powrotem na szafkę. Następnie znów wlepił we mnie swoje błękitne oczy.
- Wszyscy już są na nogach?
- Tylko ja i tata – odpowiedział, nadal się uśmiechając. – Wujek co prawda też się przebudził, ale stwierdził, że potrzebuje jeszcze więcej snu.
- Która jest godzina?
- Dochodzi jedenasta.
- To ja też potrzebuje jeszcze więcej snu – skwitowałam, naciągając na siebie kołdrę.
- Śpij ile chcesz – powiedział, całując mnie w skroń. – Ale jedno pytanie.
- Jakie?
- Co miałaś na myśli mówiąc mi, że będę na ciebie zły?
- Tak powiedziałam? – wyrzucając z siebie, a on pokiwał głową. – Tak… Faktycznie. Chyba chodziło mi ogólnie o wszystko. O mój stan i głupie zachowanie.
- Już myślałem, że…
- Że, co?
- Że znalazłaś na imprezie innego – wyszeptał, przybliżając się do mnie.
- Matko, Luke…
- Wiem, wiem – rzucił ze śmiechem, głaszcząc mnie po ramieniu. – Ani słowa na ten temat. Poleżeć z tobą?
- No… - wydusiłam z siebie. 
            Przesunęłam się, aby zrobić mu miejsce. Luke położył się obok, a ja wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Objął mnie ramieniem, a ja oplotłam się wokół jego klatki piersiowej, wsłuchując się w spokojne bicie jego serca. Uwielbiałam ten dźwięk i mogłam tak leżeć godzinami. Zamknęłam oczy, skupiając się tylko na nim i po chwili poczułam, jak robię się senna. Nie wiem nawet, w którym momencie wróciłam do krainy snów. 


***
Rozdział miał się pojawić trochę wcześniej - w piątek- ale przez awarię prądu, która u mnie trwała i trwała pojawia się teraz. Na szczęście wyrobiłam się w terminie i nie przeniosło się to na następny dzień, choć chciałam wam zrobić niespodziankę i dodać go dzień wcześniej - nie wyszło.

Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał :D Trochę więcej perspektywy Luka. No i tym razem to nie on się zważył :) 

Dziękuję za wasze cudne komentarze - UWIELBIAM JE I TO PRZEZ DUŻE, OLBRZYMIE U!

Widzę, że mam dwie kandydatki do dziewczyny dla Cala :) 

Informuję też, że do zakończenia tej części opowiadania pozostały dwa rozdziały - jeden bankowo podzielony na części :) 

Kolejny rozdział może w... paczę w kalendarz... w środę :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Skąd w tobie tyle energii o takiej porze?
- Widok ciebie w samych bokserkach tak mnie nakręca.

***

- Obiecaliście… - spróbowała mama, a ja prychnęłam pod nosem.
- Nic, nikomu nie obiecywaliśmy – rzuciłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej. – Czy wy się boicie dostać od nas cokolwiek?
- No, nie… Ale nieraz przerażają mnie wasze pomysły- skwitował Dan, a ja znów prychnęłam pod nosem.

***

- Będziesz musiała się mocno postarać żeby mi to wszystko wynagrodzić – mruknął do słuchawki Luke, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- O to się nie martw.
- Chcę być wtedy na górze – powiedział z pewnością w głosie, a ja wyczułam, że i on się uśmiechnął. – Nie, tato… Nie gadam o seksie – dodał po chwili tonem niewiniątka, a ja uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. 

***

- Twój ojciec się wkurwi – przerwał mu Michael. – No, co? – pociągnął, widząc, jak Irwin mruży na niego oczy. – Mówię, co myślę!

***

- Jeszcze raz dzięki.
- Od tego są kumple – skwitował Hood.
- Ta… Żeby cię wyciągać z takich chujowych sytuacji – pociągnął Irwin z uśmiechem. – Do później Hemmo. 

4 komentarze:

  1. Pijana Rose <3 Jak ja lubię, jak któreś z nich jest pijane XD
    Luke taki słodki ♥ Znowu myślał, że Rose kogoś znalazła... Ehhh...
    Rozdział wspaniały
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeny, jak słodziutko :D
    Duży Hemmings, targa do łóżka dużą Rivers, a mały Hemmings, bierze małą Rivers. Fajnie się dobrało :)
    Ciekawa jestem, czy faktycznie o to chodziło Rose, gdy mówiła, że będzie na nią zły Luke. Niby mogła skłamać i rzeczywiście coś przeskrobać, nawet nieświadomie. A może jednak, to ja się doszukuję drugiego dna, którego tak naprawdę nie ma? A tam... takie sobie rozkminy z samego (dla mnie) rana.
    Środa powiadasz? Niech będzie, spróbuję jakoś dotrwać.

    P.S. Jaka druga kandydatka?!?!?!?!?!?!?!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale jaja. Pijana Rose. Kocham Cię dziewczyno!

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje nowe rozdziały przeczytałam już wcześniej, ale pominę te epitety na temat komentowania tego na telefonie, który nie chciał ze mną współpracować.Ale oto jestem - zamiast iść spać, bo rano do roboty :D cała ja :D
    Matko Rose hahaha Rozwaliłaś dziewczyno system. Z tym jednorożcem to nie mogłam. Zresztą cały rozdział był śmieszny. Szczególnie, jak pijane babki wpadły do domu - miny Hemmingsów bezcenne!
    Mam nadzieję, że to co paplała Rose jest prawdą i nic niepokojącego faktycznie nie wydarzyło się na tej ich imprezie.Luke jak zwykle pomyślał o konkurencji - typowe dla blondasa.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy! I to JAAAAAAA jestem drugą kandydatką!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń