poniedziałek, 26 października 2015

S4 - Rozdział 19 cz.2

I fall in love with you every single day and I just wanna tell you I am


        Cała ceremonia rozpoczęła się punktualnie o siedemnastej. Rodzice pobrali się w ogrodzie, wśród tłumu gości, na których składały się obie rodziny i przyjaciele. Mama ma skłonności do szybkiego wzruszania się, więc nie zdziwiło mnie to, że zalała się łzami podczas składania małżeńskiej przysięgi. Byłam nawet na to przygotowana, ściskając w ręku paczkę gotowych do użycia chusteczek. Nawet Danowi w pewnym momencie zadrżał głos, ale zdążył się pozbierać i nie rozkleić. Od tego momentu Sarah Riviers stała się Sarah Hemmings i znów w statusie społecznym zyskała miano mężatki.
         Po zaślubinach przyszedł czas na tradycyjny rzut bukietem ślubnym. Wszystkie panny zgromadziły się w jednym miejscu. Z początku chciałam to wszystko obejrzeć z boku, ale moja babcia pociągnęła mnie w stronę tego niewielkiego tłumu z taką siłą, że zanim się zorientowałam stałam obok mojej kuzynki, nie za bardzo wiedząc, co i jak się stało. Mama odwróciła się i wykonała płynny ruch dłonią, wypuszczając bukiet. Wiązanka poszybowała w górę, a kobiety rzuciły się w jego kierunku, jakby od tego zależało ich życie. I żadna z nas i tak go nie złapała. Lecące kwiaty poszybowały w kierunku, przechodzącego obok Irwina, który odwrócił się w momencie głośnego pisku skaczących do wiązanki kobiet. Bukiet idealnie wylądował w jego dłoniach, na co chłopak zareagował uniesieniem brwi i lekkim zdezorientowaniem. W końcu jednak słysząc zawiedzione jęki dziewczyn, wyszczerzył się szeroko, machając im przed oczami kwiatami, mówiąc przy tym, że są jego.
         Gdy śmiechy po tym opadły, zagoniliśmy gości do przyszykowanych stołów, by wznieść pierwszy toast. Ja i Luke ułożyliśmy krótką, acz wzruszającą mowę skierowaną do naszych rodziców. Mama znów nie wytrzymała i ponownie się popłakała. Zresztą nie tylko ona. Po wypiciu za ich zdrowie, przyszła pora na ich pierwszy wspólny taniec. A taniec ten wiązał się z ich prezentem ślubnym, tak mocno ukuwanym przez blondyna. A dokładniej z napisaną specjalnie na tą okazje piosenką.
         Wokół pary młodej zebrali się goście. Zajęłam miejsce niedaleko sceny, aby mieć dobry widok nie tylko na rodziców, ale także na grających. Dan i Sarah wyszli na środek parkietu, oczekując rozpoczęcia muzyki. Widziałam w ich twarzach ciekawość, w końcu Luke powiedział im o zmianie piosenki.
         W końcu na scenę wbiegło 5 Seconds of Summer. Zespół został przywitany oklaskami, a mama zrobiła wielkie oczy. Chyba nie spodziewała się, czegoś takiego. Chłopaki szybko zajęli swoje miejsca. Widziałam na twarzy Dana szeroki uśmiech. Blondyn skinął im głową z uśmiechem, a oni rozpromienili się jeszcze bardziej. Nagle popłynęły pierwsze dźwięki muzyki, a Dan złapał Sarah za dłoń, by rozpocząć taniec.
- When your legs don’t work like the used to before and I can’t sweep you off of your feet. Will your mouth still remember the taste of my love, will your eyes still smile from your cheeks* – zaczął Luke i to wystarczyło, by mama popłakała się po raz trzeci. Byłam przygotowana też i na to, więc szybko podeszłam do nich, wciskając jej w rękę białą chusteczkę. – And Darling I will be loving you ‘til we’re 70 and baby my heart could still fall as hard at 23 and I’m thinking ‘bout how. People fall in love in mysterious ways, mayby just the touch of a hand. Oh, me I fall in love with you every single day and I just wanna tell you I am.
          Oderwałam wzrok od tańczących i skupiłam się na zespole. Uśmiechnęłam się, natrafiając na spojrzenie Luke'a, który szybko puścił mi oczko. Stał w środku, po prawej mając Michaela, a po lewej Caluma. Ashton siedział nieco z tyłu za perkusją i z uśmiechem na ustach, przyglądał się zgromadzonemu tłumowi.
- ‘Cause honey your soul, can never grow old, it’s evergreen. Baby your smile’s forever in my mind and memory – ciągnął dalej Luke, a ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Wyglądał nieziemsko w garniturze i z gitarą w ręku. Zresztą cały zespół wyglądał świetnie.
- Zapraszamy na środek świadków – powiedział do mikrofonu prowadzący naszą imprezę. Wytrzeszczyłam oczy. Że niby, jak?
         Uniosłam brwi ze zdziwienia, widząc, jak Luke ściąga pasek od gitary. Odłożył ją szybko na stojak, a na wokal przeszedł Calum. Musiałam mieć naprawdę zabawną minę, bo blondyn zaśmiał się, kiedy wyciągnął do mnie rękę. Złapałam jego dłoń i dałam się poprowadzić na parkiet. Po chwili tańczyliśmy obok Dana i Sarah.
- A na koniec zapraszam rodziców pary młodej! – krzyknął, a babcia wyrwała z tłumu, niczym struś pędziwiatr, ciągnąc za sobą dziadka. I w końcu były nas cztery pary. Po zakończonej piosence Dan i Sarah rzucili się na Luke'a, aby mu podziękować za taki, jak to sami określili cudowny i oryginalny prezent. A mama… Mama popłakała się po raz kolejny.
         Po ich pierwszym tańcu, przyszedł czas na posiłek i kolejny toast za zdrowie nowych małżonków. Następnie znów rozbrzmiała głośna muzyka i 5 Seconds of Summer ponownie pojawili się na scenie, by raczyć gości swoimi utworami. Parkiet zapełnił się ludźmi i muszę przyznać, że było to naprawdę fantastyczne uczucie, jak oglądało się i starszych i młodszych, bawiących się przy ich muzyce.
         Chłopaki bawili gości swoimi utworami, a także kilkoma coverami przez następne dwie godziny. Zeszli ze sceny, gdy na środek wjechał ogromny pięciopiętrowy tort. Mama i Dan pokroili go, a ludzie rzucili się w ich stronę, by zgarnąć choć kawałek tego pysznego czekoladowego cudeńka.

         Przechadzałam się między stolikami kontrolując, czy nic nikomu nie brakuje, jednocześnie rozmawiając z moją bliższą i dalszą rodziną. W końcu dotarłam do stolika, przy którym siedziała Meggie i jej mąż, a także ciotka Debbie z wujkiem.
- Rose! – krzyknęła blondynka, łapiąc mnie za rękę. – Cudowne wesele!
- Cieszę się, że się dobrze bawisz – powiedziałam z uśmiechem, a potem spojrzałam raz jeszcze na osoby siedzące przy okrągłym stole. – A gdzie bliźniaki?
- Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że nie wpadli na kolejny, jakiś głupi pomysł, bo nie wytrzymam z nimi psychicznie – odpowiedziała jednym tchem, a jej mąż ryknął śmiechem. – Mają to po tobie – skwitowała, mierząc go wzrokiem, by po chwili machnąć na niego ręką.
- A gdzie Mason? – zapytałam ciotki Debbie, bo brakowało mi mojego ukochanego kuzyna.
- Nie dostał wolnego w pracy –odpowiedziała, a ja skrzywiłam się.
- Byłam pewna, że uda mu się wyrwać z tego obozu – rzuciłam, opierając się o jej krzesło. – Zawiodłam się. Będzie musiał mi to wynagrodzić – dodałam ze śmiechem.
- Jest i on! – zawyła Meggie, a ja odwróciłam się. Uśmiechnęłam się szeroko, gdy Luke zatrzymał się obok nas.
- Macie nową fankę – odezwał się mąż blondynki. - Piszczała, jak nastolatka.
- A ta pierwsza piosenka… Bezbłędna – powiedziała Meggie. – Można gdzieś was kupić?
- Nie – odpowiedział szybko Luke. – Ale jak zakręcisz się obok Sarah, to może da ci zgrać nasze piosenki.
- Ma je na płycie? – zainteresowała się Meggie. Pokiwałam głową. – Muszę ją koniecznie zdobyć. A jak nazywa się ten słodziak w czarnych włosach?
- Calum – odpowiedział Luke, a ja zacisnęłam mocniej usta, by nie parsknąć śmiechem.
- Fajne z niego młode ciasteczko – pociągnęła blondynka. Jej mąż spojrzał na nią, jak na kosmitkę.
- Przypomnieć ci ile masz lat? – wypalił, a my ryknęliśmy śmiechem.
- Ale jest słodki- skwitowała, wzruszając ramionami, a potem przyłożyła swojemu mężowi w tył głowy, za to, że nadal rechotał pod nosem, jak nienormalny. Przekręciła oczami i wstała z miejsca, wyciągając rękę w stronę Debbie. – Idziemy tańczyć!

          Tańczyłam chyba z każdym. Z Lukiem, Danem, dziadkiem – jednym i drugim- Calumem, Michaelem, Ashtonem i z kilkoma wujkami. Nic dziwnego, że po takiej dawce pląsania musiałam odpocząć i zregenerować siły. Zajęłam miejsce przy stoliku. Zdążyłam wziąć kilka łyków chłodnego drinka, kiedy obok mnie pojawiła się Lori, a potem także i moja babcia.
- Opadacie z sił drogie panny? – rzuciła Anna, przyglądając się nam z uśmiechem.
- Odrobinę – odpowiedziała Lori, łapiąc za przekąskę.
- Odrobinę to dobre słowo – powiedziałam, a babcia zaśmiała się.
- Jak byłam młoda… - zaczęła, ale szybko urwała, bo Luke usiadł na krześle obok, przysuwając je bliżej mnie. Uniosłam brwi do góry, kiedy wyjął mi z ręki podłużną szklankę, a potem opróżnił całą jej zawartość. Spojrzałam na niego. Zrobił minę niewiniątka.
- Ja to piłam – powiedziałam powoli.
- Było dobre – odpowiedział, oblizując lekko usta. Poruszałam nosem z niezadowoleniem.
- Będziesz teraz na niego krzyczeć? – wtrąciła się babcia, co wywołało u Luke'a jeszcze szerszy uśmiech, bo miał kolejnego damskiego obrońcę.
- Rose rzadko na mnie krzyczy – zaczął Luke, a potem zerknął na mnie. – Częściej mnie bije.
           Lori parsknęła niekontrolowanym śmiechem, a ja rozchyliłam usta z niedowierzaniem. Babcia świdrowała mnie wzrokiem, myśląc, że to prawda, a Luke oczywiście miał z tego niezły ubaw.
- Rosalie Rivers! – zagrzmiała, a co wywołało u pozostałych jeszcze większy napad śmiechu.
- On kłamie – rzuciłam i teraz naprawdę miałam wielką ochotę mu przywalić. – Babciu, no…
- Mam nadzieję, bo Luke to taki miły chłopak – powiedziała, spoglądając na blondyna i uśmiechając się do niego dobrodusznie. – I do tego taki uzdolniony. Zresztą, jak wszyscy jego koledzy. Po prostu, jak graliście, to znów czułam się młoda. Fantastyczne… To było fantastyczne…
- Babciu, jeśli dążysz do tego, aby Luke był jeszcze bardziej zakochany w sobie, to idziesz dobrą drogą – skwitowałam.
- Ej – rzucił z oburzeniem Hemmings.
- Rose – mruknęła babcia, kręcąc głową.
- Poddaję się – odparłam i wstałam z miejsca. – Idę na parkiet.
- Pójdę z tobą – powiedziała szybko Lori i zanim, którekolwiek z nich zdążyło się zorientować, my ulotniłyśmy się ze stolika.
          Ruszyłyśmy na parkiet, przeciskając się przez kłębowisko gości. Już chciałyśmy zacząć kolejne tańce, ale zaraz obok nas pojawił się Michael. Złapał za ręce blondynkę i przyciągnął ją do siebie. Myślałam, że zostałam sama, ale poczułam znajome dłonie na swoich biodrach.
- Jestem obrażona – powiedziałam, odwracając się. 
           Spojrzałam w błękitne tęczówki Luke'a, który na twarzy miał ten swój słynny pewny siebie uśmieszek. Mimo tego, przysunęłam się do niego bliżej, wkładając mu w rękę swoją dłoń. Luke objął mnie i zaczęliśmy bujać się w rytm muzyki.
- Twoja babcia mnie uwielbia.
- I to mnie przeraża – skwitowałam, co wywołało u niego cichy chichot.
- Przeraża cię?
- No… Jeszcze dojdzie do tego, że mi cię odbije.
- Jestem, tylko twój.
- Mam nadzieję.
- Tylko twój.
- Mój kotek – powiedziałam, a on zaśmiał się po raz kolejny.
- Dokładnie. Tylko twój – odparł, szybko muskając swoimi ustami moje usta, a potem uśmiechnął się, by po chwili obrócić mnie wokół mojej własnej osi. Wylądowałam z powrotem w jego ramionach. I to właśnie w nich, czułam się najlepiej i najbezpieczniej.

           Siedzieliśmy kawałek dalej od wszystkich, ciesząc się towarzystwem, tylko naszej grupy. Luke przytargał, dla odmiany od kolorowych drinków, butelki z piwem. Następnie usiadł za moimi plecami na leżaku i przysunął się do mnie bliżej. Chłopaki pootwierali alkohol, przekazując sobie otwieracz, a potem Calum zaproponował pierwszy toast.
- Za mega wypasione wesele – powiedział, podnosząc butelkę do góry. Zrobiliśmy to samo i stuknęliśmy się naczyniami, by po chwili upić niewielki łyk jasnobrązowego napoju.
- Rose, co ty teraz będziesz planować? Wesele za nami – rzuciła ze śmiechem Becky, a ja przekręciłam oczami.
- Może w końcu więcej czasu poświęci mi – odparł Luke, popijając piwo, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Że niby ja ci nie poświęcam czasu?
- Tylko żartowałem – odpowiedział szybko, robiąc tą swoją niewinną minę. Przekręciłam oczami.
- Zresztą trzeba będzie dokładanie zaplanować wyjazd – pociągnęłam, wpatrując się w pozostałych.
- Właśnie – rzuciła rozpromieniona Lori, machając w moją stronę palcem. – Przecież szykuje nam się wspólny wyjazd! Miejsce jest wybrane i zaklepane, więc teraz trzeba ogarnąć pozostałe rzeczy.
- Miałem łeb – skwitował Calum, z szerokim uśmiechem.
- Tak, tego ci odmówić stary nie można – odezwał się Ashton. – Znalazłeś idealne miejsce na nasz wyjazd.
- Jestem genialny – powiedział Hood, rozkładając się na leżaku, przez co prawie przygniótł Becky, która dzieliła z nim to miejsce.
- Komuś mocniej urosło ego – odparł Clifford, a my zaczęliśmy się śmiać. – To, co? Toast za nasz wspólny wyjazd?
- Za wspólny wyjazd! – zawtórowaliśmy mu, po raz kolejny stukając się butelkami.
- A potem studia – rzuciła Lori. – Ciekawe kiedy przyjdą listy z uczelni?
- Myślę, że niedługo – powiedział Luke, opierając dłoń o moje udo. - Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to będziemy widzieć się także i po wakacjach.
- Nie wiem, czy chcę oglądać wasze mordy po wakacjach – skwitował Irwin, a potem zaśmiał się. – Miałem na myśli męską część naszej grupy, bo na was dziewczyny zawsze z chęcią popatrzę.
- Pieprzony przyjemniaczek – skwitował Calum, a my ryknęliśmy śmiechem.
- To wypijmy teraz za naszą paczkę – zaproponowała Lori. - Za nas! Byśmy byli przyjaciółmi do końca życia i jeden dzień dłużej!
- O! To było ładne – rzucił Irwin.
- Za nas! – krzyknęliśmy razem i po raz kolejny butelki poszły w ruch.

          Większość gości mieszkających w Sydney rozjechało się do swoich domów, a przyjezdni rozeszli się do wolnych pokoi. Przy stolikach zostały same niedobitki, w których skład wchodził Dylan, nasi dziadkowie i dwójka moich dalszych wujków. Reszta gości miała dość i oddała się na zasłużony odpoczynek.
         Weszłam do pokoju, który zajmowałam z Hemmingsem. Jednak blondyna nie było w środku. W pokoju paliła się lampka, lekko oświetlając pomieszczenie. Zauważyłam otwarte drzwi balkonowe i ruszyłam w tamtą stronę. Wyszłam na zewnątrz. Na dworze powoli robiło się jasno. Spojrzałam na siedzącego na leżaku blondyna, który co jakiś czas pociągał piwo z butelki. Nadal miał na sobie białą koszulę i spodnie od garnituru i dalej prezentował się… smacznie.
- Hej, księżniczko – powiedział z uśmiechem, wyciągając do mnie rękę. Złapałam za nią i pozwoliłam mu, aby przyciągnął mnie do siebie.
          Luke położył się na leżaku, a ja zajęłam wygodne miejsce na jego ciele, wtulając się w jego klatkę piersiową. Objął mnie ramieniem, a potem po raz kolejny pociągnął spory łyk piwa. Następnie podał mi butelkę, a ja upiłam odrobinę, by po chwili mu ją oddać.
- Co to był za dzień – rzucił cicho, opierając głowę o oparcie.
- No, dokładnie…
- Dobrze, że dobiegł końca- powiedział, a ja uniosłam się nieco, by móc na niego spojrzeć. Uśmiechnął się pod nosem, szybko muskając moje usta swoimi.
- Nie podobało ci się?
- Nie o to mi chodziło. Było naprawdę świetnie, ale cała te przygotowania i…
- Wiem – przerwała mu, a potem to ja musnęłam jego usta swoimi.
- Zrobiłaś ze mnie chłopca na posyłki.
- Wiem i przepraszam. Spisałeś się wzorowo i podziwiam, że miałeś tyle cierpliwości.
- I tak musisz mi to wynagrodzić – odparł, puszczając mi oczko. Uśmiechnęłam się, znów kładąc głowę na jego ramieniu. Przejechałam palcami po jego szyi, poruszając się jednocześnie na jego ciele. – Mmm… Tak lubię… Nie przestawaj, bo to przyjemne.
- Zostałam teraz ostatnią Rivers w naszym domu – powiedziałam, w dalszym ciągu delikatnie przesuwając opuszkami palców po jego skórze.
- Szybko minie.
- Co?
- Szybko minęło. Ten cały czas odkąd zjawiłaś się w Sydney. Ty i twoja mama. A teraz bawiliśmy się na ich wspólnym weselu, skończyliśmy liceum, zaczynamy studia, a mam wrażenie, jakbym niedawno wpadł na ciebie na szkolnym korytarzu.
- Szybko minęło – powtórzyłam jego słowa, przekręcając się. Przejechał dłonią po moim odsłoniętym ramieniu, a ja znów się uniosłam, by spojrzeć w jego błękitne tęczówki, które miały w sobie te wesołe iskierki. Uśmiechnęłam się.
- Co?
- Nic. Nie mogę pogapić się na mojego przystojnego faceta? – Luke zaśmiał się pod nosem, a potem lekko trącił mój nos swoim nosem. – Tylko mojego- dodałam, przejeżdżając palcem po jego dolnej wardze.
- Nie kuś – powiedział cicho.- Chyba, że chcesz wynagrodzić mi ten czas, w którym wydawałaś mi milion rozkazów na minutę.
- Nie było ich, aż tyle – odparłam, kręcąc się w miejscu. Obróciłam się tak, że teraz leżałam twarzą do niego. Poruszyłam się ponownie, mocniej przyciskając się do niego.
- Rose, no… - wyszeptał, a ja zaśmiałam się od nosem.
- Co?
- Przestań – odpowiedział, a ja znów dla zabawy poruszyłam się. Luke przekręcił oczami.
- Bo?
- Dobrze wiesz, dlaczego– skwitował, upijając kolejny łyk piwa. Uniosłam jedną brew do góry, uśmiechając się szeroko.
- Bo?
- Serio, Rose?
- Bo?- powtórzyłam i zaśmiałam się pod nosem. Następnie znów poruszyłam się, ocierając się o niego. Luke przetrzymał mnie jednym ramieniem, starając się mnie unieruchomić. Zaśmiałam się po raz kolejny, przyciskając usta do jego koszuli.
- Bardzo zabawne.
- Bo?
- Bo mnie nakręcisz, a potem pewnie dla zabawy pójdziesz spać, zostawiając mnie z tym problemem – powiedział jednym tchem, a ja ponownie podniosłam się, by móc na niego spojrzeć.
- Tego bym ci nie zrobiła, kotku – odpowiedziałam, dotykając jego twarzy. – Szczególnie, że w takim wydaniu jesteś mocno pociągający.
- Mocno?  - zapytał, unosząc się lekko, by musnąć swoimi wargami moje wargi.
- Bardzo mocno – wyszeptałam, napierając na niego. Znów otarłam się o niego, a on zacisnął usta. – Tak bardzo, że mam ochotę zrobić z tobą dużo różnych rzeczy.
- Teraz?
- Może teraz – odpowiedziałam, wyciągając z jego dłoni butelkę i stawiając ją na stoliku obok. – A może nie teraz?
            Luke uśmiechnął się, a ja podciągnęłam się jeszcze wyżej. Pocałowałam go delikatnie, a on znów oparł głowę o oparcie. Czułam od niego smak piwa, które jeszcze niedawno spokojnie popijał. Poczułam jego dłoń przesuwającą się wzdłuż moich pleców i aż zadrżałam pod jego dotykiem.
- Uwielbiam te twoje gierki – wyszeptał, kiedy na chwilę oderwałam się od niego.
- Kocham cie kotku – powiedziałam cicho. Luke uśmiechnął się po raz kolejny szeroko, przejeżdżając dłonią po mojej twarzy.
 - Ja też cię kocham księżniczko… Tak bardzo…
- Bardzo?
- Bardzo.
           Ponownie złączyłam nasze usta ze sobą, nie pozwalając mu przejść do szybszego pocałunku. Luke mocniej zacisnął dłonie wokół mnie, a potem przygryzł mi dolną wargę, na co zareagowałam cichym jęknięciem. Wstrzymał na chwilę oddech, kiedy zjechałam dłonią w dół, zatrzymując się na jego spodniach. Potarłam to miejsce dłonią kilka razy, najpierw lekko, a potem nieco mocniej. Czułam, jak blondyn spina swoje mięśnie. Westchnął głośniej, a ja znów wpiłam się w jego usta.
- To czas na moją nagrodę za to, że byłem takim fantastycznym facetem? – zapytał szeptem.
- Tak, przyszedł czas na nagrodę.
- Chciałem być na górze…
- I będziesz. Później… W ostatnim etapie – powiedziałam ze śmiechem.
- To mi się zaczyna coraz bardziej podobać.
- Wiem – odparłam, przywierając do niego jeszcze bardziej. Poczułam twarde wybrzuszenie pod palcami. Uśmiechnęłam się i spojrzałam w jego oczy. Luke odwzajemnił uśmiech.
           Moja dłoń znów zaczęła pocierać centralne miejsce w jego spodniach, a blondyn zaczerpnął głośniej powietrza. Jedną ręką dotknął mojego policzka, a drugą wsunął w moje włosy, przyciągając mnie do siebie i znów złączył nas w nieco szybszym i bardziej zachłannym pocałunku. Nasze usta i języki były idealnie ze sobą synchronizowane, a Luke wyznaczał całe tempo, w jakim to się działo.
           Poczułam, jak zrobiło mi się gorąco. Kolejny przyjemny dreszcz przeszedł mi po kręgosłupie, kiedy jego dłoń ponownie przejechała po moich plecach. W dalszym ciągu dotykałam go w tym samym miejscu, a Luke cicho jęknął w moje usta, nie przerywając pocałunku. Jego palce zacisnęły się lekko na moim ramieniu, a on zamruczał pod nosem, co dodatkowo mnie nakręciło.
- Rose – wyszeptał, a ja uniosłam się odrobinę, by na niego spojrzeć. Widziałam jego rozszerzone źrenice i lekkie rumieńce na policzkach. Dodatkowo zagryzł wargę, przez co wyglądał jeszcze bardziej uroczo i pociągająco, niż przed chwilą. Słyszałam jego nieco przyspieszony oddech, który zatrzymywał się na moich ustach, rozgrzewając je.
- Chcesz już wejść do środka?
- Bardzo chcę już wejść do środka – odpowiedział, dotykając mojej twarzy. Pogładził mnie po policzku, a ja uśmiechnęłam się do niego szeroko.
          Podniosłam się. Luke wstał z drewnianego leżaka. Złapałam go za rękę, a on uśmiechnął się lekko. Poprowadziłam go do środka. Blondyn zamknął drzwi balkonowe, a ja podeszłam i przekręciłam klucz w zamku od drzwi do naszego pokoju. Przynajmniej teraz mieliśmy pewność, że nikt nie właduje nam się do środka, choć i tak byłam przekonana, że większość weselnych gości już śpi.
          Podeszłam do blondyna i pociągnęłam go w stronę łóżka. Odwróciłam się do niego tyłem. Poczułam jego palce na plecach, a potem jego wilgotne wargi, kiedy musnął skórę na moim ramieniu. Rozpiął mi sukienkę. Spojrzałam na niego. Lekko popchnęłam go, a on usiadł na łóżku, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Zrobisz dla mnie striptiz? – zapytał z uśmiechem, a ja szybko pokręciłam głową.
- Mam raczej kiepskie wdzianko, jak na striptiz – powiedziałam ze śmiechem, wskazując na sukienkę. Niewiele myśląc zsunęłam ją z siebie, a ona opadła bezwiednie na podłogę.
- Słodki Jezu… Teraz prezentujesz się jeszcze lepiej – odparł Luke, przełykając ślinę. Czułam, jak jego wzrok zatrzymuje się dłużej na mojej białej bieliźnie i pończochach zakończonych wysoką koronką. – Zdecydowanie podoba mi się taki zestaw.
- Może w przyszłości zainwestuje w czarny lub czerwony?
- Koniecznie… Nawet bardzo, bardzo koniecznie…
           Ściągnęłam buty i zbliżyłam się do niego. Jego ręce od razu dotknęły moich bioder, a potem przesunęły się na pośladki. Poczułam przyjemne łaskotanie, zwane motylkami, kiedy jego wargi znalazły się na moim brzuchu. Luke zostawiał na mojej skórze ciepłe i wilgotne ślady. Wsunęłam dłoń w jego włosy.
- Chodź tu do mnie – powiedział, spoglądając na mnie z dołu.
          Zrobił zaskoczoną minę, kiedy zamiast usiąść mu na kolanach, tak jak tego oczekiwał, weszłam na łóżko i zajęłam miejsce za jego plecami. Oplotłam jego klatkę piersiową rękami, powoli całując skórę na jego szyi. Zadrżał, co jeszcze bardziej mi się spodobało. Znowu to poczułam, kiedy przygryzłam jego płatek ucha.
- Rose...
- Tak, Luke?
- Co ty ze mną robisz księżniczko – wyszeptał, a ja usłyszałam lekką chrypkę w jego głosie.
- Nie podoba się?
- Wręcz przeciwnie. Cholernie mnie to kręci – odpowiedział, zerkając na mnie, kiedy wychyliłam się, by móc na niego spojrzeć. Uśmiechnął się i złączył nasze usta.
- W końcu to miała być nagroda, więc to ty jesteś tu najważniejszy – pociągnęłam, rozpinając guziki w jego białej koszuli. Dotarłam do ostatniego, a potem zaczęłam przesuwać dłońmi po jego torsie. Moje usta znów wylądowały na jego szyi, a on zamruczał pod nosem. Wiedziałam, że to uwielbiał.
           Rozpiął guziki w mankietach, a ja powoli zsunęłam z niego koszulę. Musnęłam wargami jego kark, na co on zareagował cichym westchnięciem. Odrzuciłam ją na bok. Przejechałam palcami po jego plecach i ramionach, a potem znów przywarłam do niego mocniej. Czułam, jak jego oczy śledzą ruch moich dłoni, które dotarły do paska od jego spodni. Rozpięłam go i znów zaczęłam powoli muskać jego skórę ustami. Poczułam, jak przechodzi go dreszcz, a potem następny, kiedy na oślep zaczęłam rozpinać guzik i rozporek. Na szczęście nie było to takie trudne do wykonania.
- Ściągnij spodnie, kotku – wyszeptałam mu do ucha.
           Luke podniósł się i odwrócił w moją stronę, uśmiechając się. Spojrzałam na niego zagryzając wargę, a on pokręcił nosem i uniósł ręce do góry, czekając, aż ja to zrobię za niego. Zaśmiałam się i przybliżyłam, by szybkim ruchem złapać go za spodnie i pociągnąć je w dół. Opadły na podłogę, a Luke wyswobodził się najpierw z butów, a potem nogawek i skarpetek. Teraz stał przede mną w samych kolorowych bokserkach w Żółwie Ninja. Oblizałam usta.
- Boże… Mam ochotę się teraz na ciebie rzucić.
- Nie rozpędzaj się tak – powiedziałam, machając na niego placem. – To ma być nagroda, a nie szybki numerek. – Ściągnęłam narzutę i podałam mu ją, a on odrzucił ją na stojący obok fotel. Następnie odgarnęłam kołdrę. – Wskakuj.
          Luke wszedł na łóżko, a materac ugiął się pod jego ciężarem. Przybliżył się do mnie. Wstrzymałam oddech, kiedy ujął moją twarz w dłoniach i połączył nasze usta, przechodząc od razu do szybszego, namiętniejszego i zachłanniejszego pocałunku. Przez chwilę myślałam, że zabraknie mi tchu, ale Luke odsunął się ode mnie, uśmiechając się przy tym.
- Kładź się na brzuch – powiedziałam, a on uniósł brwi do góry. – No, już – rzuciłam, klepiąc go po pośladkach.
           Zaśmiał się, kręcąc jednocześnie głową, ale zrobił to, o co go poprosiłam. Usiadłam na nim. Przejechałam dłońmi po jego plecach, a potem nachyliłam się, by znów przygryźć mu płatek ucha. Znów zadrżał tuż pode mną, a ja uśmiechnęłam się sama do siebie. Musnęłam jego kark ustami, a potem powoli zaczęłam masować jego plecy. Luke wydał z siebie ciche westchnięcie, a potem zamruczał pod nosem.
- To jest przyjemne… Powinnaś robić mi masaż częściej.
- Jak będziesz grzeczny, to może będzie częściej.
- O Matko… Księżniczko… - wydusił z siebie, kiedy przejechałam językiem wzdłuż jego kręgosłupa. – Jak widzę, a raczej czuję, to nie jest zwykły masaż.
- Masaż z dodatkami.
- Bardzo mi się podoba. Bardzo podoba mi się moja nagroda… Masaż i seks…
- Skąd wiesz, że będzie seks?- zapytałam, drocząc się z nim.
- Daj spokój, nakręciłaś mnie tak, że innego finału nie przewiduję – odpowiedział z pewnością w głosie, a ja zaśmiałam się.
           Poczułam, jak kolejny dreszcz przeszedł przez jego ciało, gdy moje usta znów zaczęły składać na jego plecach nieco szybsze pocałunki. Co jakiś czas przygryzałam wybrane miejsca zębami. W końcu dotarłam na samą górę, napierając bardziej na jego ciało.
- Teraz na plecy, kotku – powiedziałam cicho, tuż przy jego uchu.
           Zeszłam z niego, a potem utkwiłam w nim wzrok. Luke przekręcił się i wylądował na plecach, tak jak chciałam. Spojrzał na mnie, a ja nachyliłam się szybko, by znów połączyć nasze usta ze sobą. Jego ręce ponownie zaczęły błądzić po moim ciele, a ja musiałam mocno się postarać, by nie przejść od razu do ostatniej części jego nagrody.
          Wsunęłam dłoń pod gumkę od jego bokserek, odrywając się od niego. Blondyn wpatrywał się we mnie, a ja mogłam z tak bliska podziwiać te jego niesamowicie błękitne oczy, które tak bardzo kochałam. Przez chwilę zatopiłam się w jego tęczówkach. W końcu wróciłam na ziemię, posyłając mu kolejny uśmiech.
          Odsunęłam się od niego jeszcze bardziej. Zsunęłam z niego bokserki, a potem odrzuciłam je na bok. Słyszałam, jak lądują na podłodze. Nachyliłam się nad nim, nie odrywając oczu od Hemmingsa. Widziałam, jak wstrzymuje oddech, gdy moje palce lekko zacisnęły się na nim. Przełknął ślinę. Zaczęłam nią wolno poruszać, a Luke wypuścił cicho powietrze z ust. Jęknął i odchylił głowę do tyłu, kiedy do tego doszły moje wargi i język. Jego oddech przyspieszył jeszcze bardziej.
- O kurwa – wydusił z siebie, a potem mruknął głośniej. – Rose…
           Bawiłam się z nim tak przez dłuższą chwilę, ciesząc uszy pomrukami i cichymi jękami, jakie z siebie wydawał. W końcu jednak odsunęłam się od niego i spojrzałam na jego twarz. Przymknął na chwilę oczy i rozchylił usta, próbując kontrolować szybszy oddech. Zauważyłam, jak rozluźnia palce, które miał zaciśnięte na poduszce.
- Przejdźmy do czwartego etapu – powiedziałam, nachylając się nad nim. Otworzył oczy i uśmiechnął się.
- Czy to jest ten etap, w którym mogę cię rozebrać?
- Tak, możesz mnie rozebrać – odpowiedziałam, a on przyciągnął mnie do siebie, by znów złączyć nasze usta. – To jest ten etap, gdzie możesz być na górze – dodałam, a on zaśmiał się.
- Mam najwspanialszą dziewczynę na świecie.
- Mów mi tak jeszcze – odparłam i teraz to ja, zaśmiałam się.
           Podskoczyłam, kiedy niespodziewanie złapał mnie i przewrócił na poduszki. Teraz to on był na górze, co najwidoczniej mu odpowiadało, bo od razu zaczął muskać ustami moje ciało. No i domagał się tego od samego początku.
          Usiadł między moimi nogami, powoli przejeżdżając dłońmi po materiale cienkich pończoch. Złapał za koronkę i wolno zsunął mi ją z nogi, co wywołało lekkie łaskotanie. Po chwili to samo zrobił z drugą. Chwycił mnie za dłoń i przyciągnął do siebie. Usiadłam, a on szybko rozpiął mi stanik.
- Z powrotem na plecy – powiedział, uśmiechając się.
- Teraz to ty mi rozkazujesz?
- W czwartym etapie, tak – odpowiedział, a ja zaśmiałam się.
          Położyłam się na plecy. Luke zawisł nade mną. Pochylił się jeszcze bardziej. Złączył nasze usta po raz kolejny. Wsunęłam mu dłoń we włosy. Całowaliśmy się szybko i zachłannie przez dłuższą chwilę, a potem poczułam jego usta na brodzie i szyi. Zostały tam na trochę, by później zjechać jeszcze niżej.
         Cicho jęknęłam, czując jego ciepłe wargi na swoich piersiach. Jego usta i język zostawiały na nich wilgotne ślady, a ja jęknęłam pod nosem po raz kolejny, mocniej zaciskając palce na jego włosach. Przejechał dłonią po materiale dolnej części mojej bielizny. Zadrżałam, gdy lekko przygryzł mi skórę. Oderwał się ode mnie i jednym szybkim ruchem, ściągnął ze mnie białe figi. Odrzucił je na bok i ponownie nachylił się nade mną.
- Mogę?
- Nie ma mowy, wiesz, że tego nie lubię – odparłam, kręcąc głową. Po tym jego uśmieszku od razu wiedziałam, o co mu chodzi.
- Jak można tego nie lubić?
- Normalnie, nie lubię i już.
- Nie znasz nawet mojej techniki, która jest doskonała, bo nigdy nie pozwoliłaś mi spróbować…
- Zaraz cię walnę i będzie po nagrodzie – rzuciłam, a on zaśmiał się i znów mnie pocałował.
- Nie dasz się przekonać?
- Nie ma mowy! Zresztą, czemu ci na tym tak zależy?
- Bo lubię sprawiać ci przyjemność.
- Fajnie, to zamiast mnie męczyć, przejdź do tego, co lubię.
- Mój uparciuch – powiedział ze śmiechem i ponownie połączył nasze usta.  – W takim razie…
- Co?
- Myślę nad pozycją – pociągną, przejeżdżając dłońmi po moim ciele. – Jaką wybrać…
- Kotku?
- Tak?
- Pospiesz się.
- Bo?
- Bo zaraz ja przejmę stery – rzuciłam, co wywołało u niego szeroki uśmiech.
- Już mam – wyszeptał, a ja zadrżałam, czując jego ciepły oddech tuż przy uchu. – Przekręć się na bok.
           Uśmiechnęłam się szeroko i zrobiłam to, o co mnie poprosił. Luke położył się za moimi plecami, a potem załapał moje udo, opierając je o swoje. Poczułam jego wargi, muskające moje ramię. Uniosłam się lekko, by mógł wyciągnąć rękę i mnie nią objąć. Wstrzymałam oddech, kiedy wszedł we mnie. Docisnął swoje ciało do mojego, a ja cicho jęknęłam. Zaczął poruszać się równym, szybszym tempem, a we mnie uderzyła fala gorąca. Na całe szczęście łóżko było ciężkie, więc nie ruszało się razem z nami. Zaczęłam oddychać tak szybko, jak on. Luke złapał za mój podbródek i skierował go w swoją stronę. Po raz kolejny połączył nasze usta, choć teraz nasz pocałunek był mniej dokładny, niż wcześniej.
          Przekręcił mnie na brzuch, a potem uniósł moje biodra do góry.  Zacisnęłam palce na poduszce, wciskając w nią twarz. Zagłuszyła głośniejszy jęk, jaki z siebie wydałam, kiedy wszedł we mnie po raz kolejny. Luke narzucił jeszcze szybsze tempo. Miałam tak wyostrzone zmysły, że myślałam, że zaraz oszaleję. Przestałam myśleć, bo teraz liczył się tylko on i to, co ze mną robił.
- Teraz na plecy, księżniczko – powiedział zachrypniętym głosem, a ja poczułam szybki dreszcz, który przebiegł przez całe moje ciało.
          Bez słowa położyłam się, tak jak tego chciał. Dotknął rękami moich ud. Zawisł nade mną, a ja mogłam zatracić się w jego błękitnych oczach. Widziałam na jego twarzy kropelki potu i rumieńce, który były jeszcze wyraźniejsze, niż przedtem. Po raz trzeci wszedł we mnie, zamykając mi usta pocałunkiem i wyciszając tym sposobem kolejny głośniejszy jęk.
          Zacisnęłam palce na jego ramionach, a on wtulił się we mnie bardziej, nie przerywając szybkiego tempa. Oplotłam jego biodra nogami, chcąc go przyciągnąć jeszcze bliżej siebie, choć nie było to możliwe. Musnął wargami moją szyję, a potem jęknął tuż przy moim uchu.
- Luke…
- Mam przestać? – zapytał z tym swoim niewinnym uśmieszkiem.
- Nie… Nie przestawaj.
          Wsunęłam dłoń w jego włosy, a drugą przejechałam przez jego plecy. Luke zwiększył tempo, a ja zacisnęłam usta. Jęknął po raz kolejny, a potem zaczął oddychać jeszcze szybciej. Znałam go na tyle, że wiedziałam, że jest blisko. Zresztą nie on jeden.
- Kurwa – mrukną, a potem syknął pod nosem, kiedy wbiłam mu paznokcie w plecy. 
          Naparł na mnie bardziej, a ja objęłam go mocniej. Od jego ciała biło przyjemne ciepło. Widziałam, jak zaciska palce na poduszce, na której leżałam. Jęknęliśmy w tym samym momencie, a potem Luke wykonał jeszcze kilka szybkich ruchów, doprowadzając nas do wspólnego finału.
          Uniósł się na łokciach, spoglądając w moje ciemne oczy. W dalszym ciągu obejmowałam go, czując, jak drży na całym ciele. Uśmiechnął się, a potem pocałował mnie, tym razem o wiele spokojniej i delikatniej, zabierając mi jednocześnie potrzebne do oddychania powietrze. Zaszumiało mi w głowie, ale było to kolejne przyjemne uczucie.
          Opadł na poduszki obok, starając się wyrównać oddech. Podniosłam się i spojrzałam na niego. Znów się uśmiechnął, a ja zrobiłam to samo. Przesunęłam się na sam koniec łóżka. Sięgnęłam po pierwszą lepszą torbę, która okazała się być jego. Wyciągnęłam z niej czarną koszulkę z Nirvaną i szybko naciągnęłam ją na siebie. Następnie z bocznej kieszeni wyjęłam świeżą bieliznę. Nie chciało mi się wstawać z łóżka i iść do mojej torby, która leżała prawie na drugim końcu pokoju, więc założyłam na siebie jego czarne bokserki z Batmanem. Miałam tylko nadzieję, że nie zsuną mi się z tyłka.
           Luke zmierzył mnie wzrokiem i zaśmiał się pod nosem, widząc moją piżamęZgasiłam lampkę i wróciłam na miejsce obok niego.Przykryłam nas kołdrą. Objął mnie ramieniem, a ja mocniej wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Przez chwilę wsłuchiwałam się w rytm bicia jego serca, który powoli zwalniał.
- To była super nagroda – wyszeptał, całując mnie w skroń.
- Cieszę się, że ci się podobało.
- Jesteś najlepsza, księżniczko.
- Ty też kotku… Ty też…


*Jako, że nie umiem pisać piosenek, wykorzystałam do tego jeden z utworów Eda Sheerana :D Jak dla mnie pasuje do tej okazji :)


***
I druga część z weselem tle, plus ostatnia hot scenka w tym sezonie - bo sezon dobiega końca. Został tylko jeden rozdział do końcówki tej części - jak to szybko zleciałoooo...
Część piąta już się pisze - nieco wolniej, ale się pisze :) Więcej na jej temat w następnym wpisie :)

Dziękuję wam za wszystkie miłe słowa, a także za odwiedzanie tego bloga :) To naprawdę mocno motywuje do dalszego pisania! Dziękuję! Naprawdę się mega cieszę, że ta historia tak wam się podoba :)

Kami PL- patrząc na mój kalendarz (z którym się nie rozstaję :)), to tak, pasuje mi czwartek. Więc mogę się dostosować do tej prośby :)

Magdalena Rodziewicz - wiem, że teraz rozdziały pojawiają się w większych odstępach czasowych. Na to jednak składa się kilka czynników - już dawno skończył się okres wakacyjny, gdzie mogłam cieszyć się większym czasem wolnym (urlopy i niższe stanowisko, które wtedy miałam), do tego dostałam kolejny awans w robocie, więc doszło mi więcej obowiązków, ale także i wy macie szkołę/pracę (niepotrzebne skreślić - bo w sumie nie orientuje się za bardzo, w jakim wieku jesteście :D), a także swoje życie i też pewnie nie macie zbyt wiele czasu, by to czytać, a nie chcę byście mieli dużo do nadrabiania w czytaniu - chociaż może tu przesadzam z tym moim gdybaniem i myśleniem. Nie wiem czy to wyszło sensownie, ale mam nadzieję, że tak :)

Ostatni rozdział z tego sezonu pojawi się w czwartek :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Dzień dobry panno Hemmings – rzucił, przeglądając koperty.
- Rivers – poprawiłam go z automatu, a on uśmiechnął się do mnie. Zawsze to robił. Zawsze zamieniał mi nazwisko.

***

- Co ty masz z tym wpadaniem na mnie? – zapytał ze śmiechem, a potem schylił się, by zebrać listy.
- Lecę na ciebie od pierwszego dnia, w którym się poznaliśmy – odpowiedziałam, wyrywając mu koperty z rąk. 

***

- Rose?
- Nie dostałam się – powiedziałam cicho.
- Co?! Nie, to niemożliwe.

***

- Mamy w końcu wolną chatę na całe trzy tygodnie – powiedział cicho, gładząc mnie po policzkach.
- I to cię wprowadza w stan totalnego zadowolenia? 

7 komentarzy:

  1. Ten rozdział jest ... jest... jest... niesamowity, boski, wspaniały. Idealny ♥ Przez cały czas czytania go na twarzy miałam ogromnego banana i ten rozdział chyba zaliczę do jednego z moich ulubionych rozdziałów na tym blogu <3
    Już to mówiłam i to nie raz, ale bardzo mi się podoba twój styl pisania, a twoje rozdziały mogłabym czytać i czytać i czytać... Zamiast szkoły mogłabym je czytać... Bardzo kusząca, ale niestety nierealna propozycja. Jak kiedykolwiek przestaniesz pisać, to będzie to tragedia na skalę światową, gdy kiedyś napiszesz książkę, z chęcią ją kupię ♥
    Co do zapowiedzi następnego rozdziału - jak Rose nie dostała się na tą uczelnie, to... to... to jeszcze nie wiem co ci zrobię, ale coś wymyślę na pewno. Ona ma być na uczelni z Luke'iem. Ale na pewno żartowała. Na 100% żartowała, że się nie dostała. Tak.
    Gdy skończę komentować rozdział przeczytam jeszcze z ... 4 razy, albo więcej.
    Gratuluję awansu ;-)
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^ ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacznę od tego, że jestem w w klasie pierwszej technikum hotelarskiego, czasu fakt nie mam bo do 17 zaliczam wszystkie przedmioty, ale na czytanie twojego opowiadania mam zawsze czas. Co do rozdziału to wyszedł ci doskonale, te wszystkie szczegóły... Wow, i nie pisze tu tylko o scenach 18+ ale o (wracam do poprzednich rozdziałów) wszystkich szczegółach np. ubioru, muzyki, kolorów, obrazów. I twoje wizję w opowiadaniu są świetne, skąd wiesz tyle rzeczy? I czym zajmujesz się że twoje opowiadania są lepsze niż nie jedna książka?! JEZU chyba zanudzam. Czekam na wtorek, bo jeżeli reszta twoich opowiadań będzie taka jak to, dostane zawału ze szczęścia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapomniałam dodać : Pozdrawiam serdecznie Magdalena Rodziewicz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham twoje opowiadanie. Już nie mogę się doczekać kolejnej części.

    OdpowiedzUsuń
  5. Albo mam takie dziwne wrażenie albo to jest najdłuższy rozdział, jaki tutaj napisałaś.
    Może pomyślisz sobie, że jestem jakimś zboczuchem czy coś w tym stylu, ale uwielbiam hot scenki, pisane przez Ciebie. Fajnie się czyta, rozbudza wyobraźnię. Dziękuję Ci również bardzo za to, że znajdziesz chwilkę w czwartek, żeby dodać kolejny rozdział. Wiesz, dlaczego Cię o to poprosiłam? Bo mi po raz drugi w życiu, stuka wtedy dwójeczka z przodu (Pierwszy raz, był wtedy, gdy miałam 2 latka, ale to coś innego).

    Dobra, teraz czekam na kolejne historyjki, gdyż dziś wtorek!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie zleciało, a jeszcze niedawno wrzucałaś pierwszy rozdział - no, może nie aż tak niedawno, ale - wiesz, o co chodzi hahah :D UWIELBIAM SCENKI HOT +18 w twoim wykonaniu!!! A ta była jedna z lepszych - pomijając ich pierwsze pójście do łóżka i akcję w łazience XD Czy Luke co do jej nazwiska faktycznie się przejęzyczył, czy Hemmo myśli o tym, by Rose była jego żoną - pewnie się okaże w przyszłości :) Podoba mi się ten rozdział, jest taki pozytywny - trochę rodzinki, trochę przyjaciół - i sam na sam z blondasem :D Nie mogę doczekać się czwartku!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń