czwartek, 29 października 2015

S4 - Rozdział 20

I was made for lovin' you baby
You were made for lovin' me


        Minął równy tydzień od ślubu naszych rodziców. Dan i Sarah załatwili sobie wolne, by wyjechać na wspólne wakacje, które ja nazywałam późną podróżą poślubną. Ich celem najpierw był Dubaj, a potem Malediwy – czyli wyjazd na wypasie. Mieli wrócić do Sydney za trzy tygodnie. Podczas ich nieobecności, to ja i Luke mieliśmy zająć się domem.
        Nie powiem, ale na taką wycieczkę sama bym się wybrała i niesamowicie im zazdrościłam tego, że wyrwą się choć na trochę z Australii. Jednak nie ma, co narzekać. Nasza paczka też szykuje się na wyjazd – może nie tak egzotyczny i luksusowy - w drugiej części wakacji. Planujemy też z blondynem odwiedzić naszych drugich rodziców – czyli zawitać do mojego ojca i jego matki.

        Złożyliśmy papiery i podania na studia, a teraz musieliśmy wyczekiwać odpowiedzi z uczelni. Nie powiem, ale byłam już mocno zniecierpliwiona i w pewien sposób podekscytowana, szczególnie, że Calum napisał nam sms-a, że właśnie odebrał od listonosza list z odpowiedzią. Oczywiście się dostał. Miałam nadzieję, że w naszym przypadku będzie tak samo. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to nasza paczka trafi na ten sam uniwerek, a my nie będziemy musieli się rozstawać. Szczególnie, że po ostatnich wydarzeniach byliśmy jeszcze bliższą sobie grupą.
         Hood mieszkał niedaleko nas, więc byłam pewna, że i u nas listonosz niedługo się zjawi. Siedziałam w oknie w kuchni, z nosem przyciśniętym do szyby, co niesamowicie bawiło młodszego Hemmingsa. Z góry postanowiłam go zignorować. Szczególnie, że jego zaczepki coraz częściej nosiły ze sobą podtekst seksualny. Dobrze, że rodzice byli pochłonięci pakowaniem się i nie słyszeli niektórych jego tekstów.
- O! – krzyknęłam, odrywając się od okna. Zrobiłam to tak szybko, że Luke podskoczył na krześle, prawie potrącając kubek z kawą, do którego był przyssany. – Już jest!
- To jest naprawdę zabawne… - zaczął blondyn, ale ja już go nie słuchałam. Wyleciałam z kuchni, jak oparzona, a potem wypadłam na dwór. Hemmings mógł, więc teraz jedynie posłuchać huku zamykających się za mną drzwi.
           Wyszłam na zewnątrz, a potem, jak gdyby nigdy nic podeszłam do listonosza, który grzebał w swojej dużej, czarnej, skórzanej torbie. Podeszłam do bramki i otworzyłam ją.
- Dzień dobry, panno Hemmings – rzucił, przeglądając koperty.
- Rivers – poprawiłam go z automatu, a on uśmiechnął się do mnie. Zawsze to robił. Zawsze zamieniał mi nazwisko.
- Mam trzy listy za potwierdzeniem odbioru – pociągnął, sprawdzając coś na liście, którą wpiętą miał w tekturową podkładkę do pisania.- Pan Luke Hemmings, pan Dan Hemmings i pani Rosalie Rivers.
- Bosko – wydusiłam z siebie.
- Czyżby czekała pani na ważną wiadomość? – zapytał ze śmiechem, widząc, jak prawie podskakuję w miejscu, nie mogąc się doczekać.
- Decyzja odnośnie studiów.
- W takim razie nie przedłużam – powiedział, podając mi podkładkę. – Proszę podpisać tu, tu i tu – pociągnął, wskazując mi małe kratki. Przejęłam od niego długopis, by szybko maznąć się trzy razy swoim nazwiskiem. Następnie podał mi listy – dwa dość pękate.
- Dziękuję.
- Mam nadzieję, że dostanie się pani na wymarzone studia – rzucił na odchodnym. Skinął mi głową i ruszył w stronę drugiego domu.
         Odwróciłam się na pięcie. Zauważyłam, jak w kuchni poruszyła się firanka. Oczywiście Luke musiał zerkać na to wszystko, niczym przyczajony agent. Od rana próbował mi wmówić, że nie jest zbytnio podekscytowany wizją otrzymania odpowiedzi z uniwersytetu i to ja robię wielkie przedstawienie, więc on już nie musi. Ale ja tego nie kupiłam. Wiedziałam, że wciskał mi ściemę. Bo kto w końcu nie byłby ciekawy?
        Ściskając w rękach trzy białe koperty, ruszyłam w stronę frontowych drzwi. Otworzyłam je i weszłam do środka. Nadal wpatrując się w koperty, nie zauważyłam wychodzącego z kuchni Luke'a. Wleciałam na niego, odbijając się od jego klatki piersiowej. Listy wyleciały mi z rąk, spadając z głuchym łoskotem na podłogę. Zachwiałam się, ale blondyn zdążył mnie złapać.
- Co ty masz z tym wpadaniem na mnie? – zapytał ze śmiechem, a potem schylił się, by zebrać listy.
- Lecę na ciebie od pierwszego dnia, w którym się poznaliśmy – odpowiedziałam, wyrywając mu koperty z rąk.
- Ej! Jedna była do mnie – rzucił, ale ja już go minęłam i weszłam do kuchni. Usiadłam na krześle, kładąc koperty przed sobą.
         Słyszałam, jak Hemmings ciężko wzdycha. Po chwili sam wrócił do pomieszczenia, by zająć miejsce obok mnie. Spojrzałam na niego z szerokim uśmiechem, zacierając ręce.
- Leciałaś na mnie od samego początku? Wtedy byłem pewny, że mnie nie lubisz – pociągnął, a ja przekręciłam oczami. – Niezłych rzeczy dowiaduję się po takim czasie…
- Luke?
- Tak?
- Zamilcz – rzuciłam, a on wybuchł śmiechem. 
- Pokaż, co tam mamy.
          Złapał za gruby list ze swoim imieniem i nazwiskiem. Wlepiałam w niego zaciekawione spojrzenie. W myślach błagałam niebiosa o to, by Luke trafił na Uniwersytet tak samo, jak ja. Blondyn jednak nie spieszył się zbytnio z otwarciem koperty. Powoli przejechał po niej palcami. Zerknęłam na niego, a on uśmiechnął się lekko. Przekręciłam oczami. Robił to specjalnie.
- No, otwórz to w końcu – wydusiłam z siebie, podskakując na krześle i pukając go w ramię. Luke zaśmiał się i odwrócił w moją stronę.
- Mały buziak na zachętę?
- Jesteś okropny – skwitowałam, ale przybliżyłam się, by szybko musnąć swoimi ustami jego usta. – To musi ci na razie wystarczyć.
- Później będzie bonus?
- Otwórz to – jęknęłam, a on znów się zaśmiał.
          Puknęłam go w ramię po raz kolejny. Luke w końcu otworzył pękatą kopertę i wyciągnął z niego plik zgiętych w pół kartek. Rozłożył je i szybko przeleciał wzrokiem po tekście. Widziałam, jak kiwa głową, a potem unosi brwi do góry.
- I co? I co? I co? – wyrzucałam z siebie słowa, niczym katarynka.
- Dostałem się – powiedział z szerokim uśmiechem.
- Bosko!
- I mam stypendium sportowe.
- Mój kotek – zagruchałam, głaszcząc go po policzku, a on zachichotał pod nosem.
- Teraz ty – rzucił, podając mi kopertę.
           W przeciwieństwie do niego, nie zwlekałam z jej otwarciem. Od razu rozerwałam bok grubego listu. Przeczytałam szybko decyzję, jaką otrzymałam. Zagryzłam wargę w dalszym ciągu wpatrując się w drobny druk. Luke siedział obok mnie, przejeżdżając dłonią po moich plecach, czekając na to, aż oznajmię mu dobrą wiadomość.
- No? – ponaglił mnie, nachylając się w moją stronę.
           W kuchni zapanowała cisza. Czułam jego wzrok na sobie. Jęknęłam cicho pod nosem, a potem położyłam głowę na blacie. Zakryłam się rękami i jednocześnie papierami, bo nadal trzymałam je w prawej dłoni.
- Rose?
- Nie dostałam się – powiedziałam cicho.
- Co?! Nie, to niemożliwe.
           Zanim zdążyłam się zorientować wyrwał mi decyzję z ręki i sam zaczął ją czytać. Podniosłam się. Oparłam głowę na jednej ręce i wpatrywałam się w niego ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Uwielbiałam go wkręcać. Takie moje małe hobby.
- Dobra ściema – rzucił, kręcąc głową. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. – Dałem się nabrać.
- Ja zwykle.
- Niedługo się na to uodpornię.
- Wątpię.
- I jeszcze przyznali ci stypendium za wyniki w nauce! Mój mały kujon –powiedział, przyciągając mnie do siebie.
          Szybko objęłam go, czując jego dłonie na swoich biodrach. Spojrzał po raz kolejny na mnie i odłożył list na bok. Zanim zdążyłam się zorientować, ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie, przechodząc od razu do szybszego i zachłanniejszego pocałunku, który uwielbiałam. Zacisnęłam dłoń na jego koszulce, by drugą przejechać po skórze na jego karku. Słyszałam, jak zamruczał pod nosem.
- Wyjeżdżamy z Sydney razem – wyszeptał.
- My i Calum. Ciekawe, jak reszta?
- Ważne, że my będziemy razem – powiedział, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
- Ehm…
          Oderwaliśmy się od siebie, słysząc chrząknięcie starszego Hemmingsa. Mama i Dan zmaterializowali się na dole, a sądząc po stojących obok nich walizkach, byli gotowi do wyjazdu. Sarah uśmiechnęła się szeroko, wpatrując się w każdego z nas po kolei. W końcu dostrzegła leżące na stole koperty.
- Już przyszły?! – zapytała podekscytowana, a ja kiwnęłam głową. – I, co?
- Dostaliśmy się – powiedział blondyn.
- Masz przed sobą dwóch nowych studentów Uniwersytetu Melbourne – dodałam, uśmiechając się szeroko.
- Jedna z najlepszych uczelni w Australii, brawo dzieciaki! – odparł Dan. – Jestem z was dumny!
- Ja też! Ja też! – krzyknęła Sarah, a potem rzuciła się w naszym kierunku, by zgarnąć nas w swoje ramiona. – Nasze kochane mądre dzieciaki!
- Gratulacje! To naprawdę znakomita wiadomość – powiedział Dan, który uściskał nas po mamie.
- Przyszło też coś do ciebie – odparłam, kiedy starszy Hemmings odsunął się ode mnie. Podałam mu kopertę.
- To mniej ważne. Tylko umowa do przedłużenia z firmą telekomunikacyjną – odpowiedział, wzruszając ramionami.
- Jesteście gotowi? –zapytał Luke, a ci pokiwali głowami. – To jedziemy.
- Czekaj – rzuciłam, wstając z miejsca. – Nie będę ich widzieć przez trzy tygodnie, więc daj mi się z nimi pożegnać.

           Kiedy Luke pojechał odwieść naszych rodziców na lotnisko, ja ulokowałam się w salonie i obdzwoniłam pozostałą część naszej paczki. Okazało się, że nasza grupa faktycznie nie będzie musiała się rozstawać. Wszyscy dostali się na Uniwersytet Melbourne, co było naprawdę znakomitą wiadomością. Z tego, co mówił mój kuzyn, który też tam studiuje, nowi trafiają do jednego akademika, więc byłam pewna, że nie rozrzucą nas po całym kampusie.
           Zakończyłam długą rozmowę z Lori, która chyba była jeszcze bardziej podekscytowana, niż ja – mi już przeszło, jej najwidoczniej jeszcze nie. Wtedy do domu wrócił Luke. Podniosłam się z kanapy, wsuwając komórkę do kieszeni i spojrzałam na uśmiechniętego blondyna.
- Co jest? Co zrobiłeś?
- Nic nie zrobiłem- odpowiedział, w dalszym ciągu szczerząc się, jak nienormalny.
          Wszedł do salonu i zatrzymał się naprzeciwko mnie. Zadarłam głowę do góry, by móc na niego spojrzeć. Blondyn wykorzystał ten moment i przyciągnął mnie do siebie. Wpadłam w jego ramiona, czując przyjemny zapach znanych perfum. Odgarnął mi z czoła rude kosmyki włosów i pocałował w usta.
- Mamy w końcu wolną chatę na całe trzy tygodnie – powiedział cicho, gładząc mnie po policzkach.
- I to cię wprowadza w stan totalnego zadowolenia?
- I to, że teraz możemy zaliczać szybkie numerki w całym domu i nikt nas nie nakryje.
- Wiedziałam, że palniesz coś takiego – rzuciłam, przekręcając oczami.
- Zawsze chciałem to z tobą zrobić na kanapie w salonie i na stole w kuchni…
- Luke – rzuciłam ze śmiechem, uderzając go w ramię. 
          Zaśmiał się pod nosem, a potem znów złączył nasze usta. Wcisnęłam się w jego ramiona mocniej, bo uwielbiałam, gdy mnie do siebie przytulał i westchnęłam cicho wprost w jego usta, które nadal były tuż przy moich.
- Chcesz zacząć od kanapy?
- Zacznij od przebrania się – powiedziałam, wsuwając mu dłoń we włosy.
- Co? Po, co?
- A po to, bo Ash zaprosił nas do siebie na grilla.
- Teraz?
- Za dwie godziny mamy być na miejscu.
- To zdążymy na…
- Nie zdążymy, bo musimy zahaczyć o sklep. – Luke zrobił niezadowoloną minę, wysuwając dolną wargę do przodu. Zaśmiałam się. Przygryzłam mu ją lekko, a on wstrzymał oddech.
- I mam tak się od ciebie normalnie odsunąć, kiedy ty robisz mi takie rzeczy? – wydusił z siebie jednym tchem.
- Niestety – powiedziałam, kiwając głową. – Ale zobacz, ile później będziemy mieli czasu, tylko dla siebie – dodałam ściszając głos.
- To zdecydowanie lepsza perspektywa – odparł ze śmiechem. – Może nawet dorwiemy się do łóżka naszych…
- Nie, tylko nie tam – jęknęłam, krzywiąc się.
- Żartowałem.
- Ale co powiesz na prysznic?
- Tak, prysznic też jest dobrą opcją – pociągnął, muskając moje wargi.


***
Tak się kończy czwarty sezon opowiadania - na spokojnie, na lajcie i nie za długo :) Nasze małe dzieci niedługo wyjadą na studia (chlip, chlip) i to jest smutne, bo jak pisałam wcześniej, fajnie i przyjemnie mi się tworzyło te ich szkolne perypetie.

Ale zanim jednak nasza paczka przyjaciół z Sydney wyruszy na studia, czekają ich jeszcze wakacje! :) I to własnie będzie piąty sezon opowiadania. Od razu mówię, że piątka będzie bardziej luźna, niż poprzednie części. Postawiłam tam bardziej na jeszcze lepsze wyeksponowanie ich wzajemnych relacji. Mam jednak nadzieję, że spodoba się wam tak, jak reszta opowiadania :)

Ci co nie zapoznali się jeszcze ze zwiastunem do kolejnej części - możecie to nadrobić poniżej.



Dziękuję wam również za wszystkie miłe słowa zamieszczone pod rozdziałami, a także wiadomości, jakie od niektórych z was otrzymałam na maila. Naprawdę byłam nimi mile zaskoczona! Dziękuję za motywację, jaką mi dajecie :) 

Oliwia - dziękuję :) I jak widzę, zgadłaś mały wkręt Rose odnośnie studiów :) 

Magdalena Rodziewicz - Cieszę się, że Ci się podoba. A skąd wiem tyle rzeczy? Często bazuję na własnych doświadczeniach lub zasłyszanych od rodziny i znajomych. Lubię też podpatrywać ludzi w różnych sytuacjach - wiem, dziwne, ale pomaga w tworzeniu niektórych opisów :D Mój zawód raczej nie wpływa na historie, jakie piszę, bo robię to na razie hobbystycznie - choć i w pracy muszę pisać, coś tam stworzyć i gadać. I na koniec - nie, nie zanudzasz :)

Kami - Tak, z tego co się orientuje jest najdłuższy (o ile dobrze pamiętam cały rozdział 19 liczy ponad 20 stron). Hehe nie pomyślę - moja przyjaciółka też lubi te hot scenki :)
No i najważniejsza rzecz! W końcu dzisiaj masz urodziny! (Jezu, też bym chciała mieć z powrotem tą ładną samą dwudziestkę). 
Z okazji urodzin życzę Ci wiele szczęścia, radości, miłości i oczywiście zdrowia. Spełnienia wszystkich marzeń - nawet tych najbardziej szalonych i ekstremalnych (a co! w życiu nie może być nudno! :D) - i zdobywania bez problemów wyznaczonych przez siebie celów. Cudownych i trwałych przyjaźni i wielu wspaniałych chwil! Wygrania w totka (a co :D ), fajowskich prezentów i hucznej imprezy - nawet jeśli takowej nie planujesz! :) Kami najlepszego!
[Łukasz też Ci życzy wszystkiego najlepszego, krzycząc mi to chyba po raz dziesiąty z drugiego końca pokoju. A robi to tak głośno, że zagłusza mi mój ukochany zespół, a to już wyczyn. Obiecałam mu, że to Ci napiszę i przekażę, to przekazuję :) Wszystkiego najlepszego raz jeszcze!] 

Kolejny rozdział - a w zasadzie pierwszy rozdział z sezonu piątego, pojawi się w środę lub czwartek. Wiem, że to prawie tydzień (albo cały tydzień), ale jak pisałam na innych blogach, czeka mnie wyjazd w poniedziałek z rańca (nienawidzę wstawać rano - i tak 10 to też dla mnie rano :D) a wracam w środę wieczorem. Nie chcę obiecywać, że uda mi się wrzucić go w niedzielę, bo już zaplanowałam na ten dzień dwa inne rozdziały do wrzucenia na pozostałych blogach. Dodatkowo jest to pierwszy listopada, gdzie oprócz wyprawy na cmentarz, pewnie do południa będę umierać. Dlatego wolę z czystym sumieniem i bez zawiedzenia was przełożyć to na dalszy możliwy do zrealizowania termin. Mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie :)

Siem rozpisałam :D

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Wiesz, raczej skakanie po mnie i traktowanie mojego ciała, jak górki i trampoliny nie jest milusie.
- Ale i tak to uwielbiasz, kotku – powiedziałam, a moje usta zjechały w stronę jego szyi.

***

- Rose, wiesz, że jedziemy tam tylko na dwa tygodnie, a nie na dwa miesiące? – wypalił, a ja zmrużyłam na niego oczy.
- Tak? Nie wiedziałam – rzuciłam, wstając z łóżka.

***

- Po co ja tam mam iść?
- Ktoś musi pchać wózek – skwitowała brunetka, a ja parsknęłam śmiechem na widok jego niezbyt uszczęśliwionej miny.

***

- Nie chcę spać sama – odezwała się ponownie Becky. – Nie lubię spać sama w obcych miejscach- dodała, patrząc na każdego z nas.

***

- Co robisz? – zapytałam, wchodząc na materac.
- Zobacz – powiedział zadowolony, wyciągając rękę przed siebie. Telefon zatrzymał się kawałek przed moim nosem, więc musiałam się trochę odsunąć, by zobaczyć to, co mi pokazywał. 


5 komentarzy:

  1. Bardzo dziekuje za zyczenia, choc ich nie wymagalam. Podziekuj rowniez bardzo Łukaszowi, za to, iż mimo mnie nie nie zna, to również dorzucił się z życzeniami. Mam nadzieję, że nie ogłuchłaś tak, jak nasz biedny Luke z innego opowiadania ^^
    Rozdział, bardzo umilił mi poranek, za co ponownie dziękuję i czekam teraz na nowy sezon, który tak jak ja, zaczyna się dopiero teraz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzieś w środku czułam, że ona go wkręca :D I dobrze, bo teraz wszyscy jadą na ten sam uniwerek :) Pewnie pisałam to nie raz, ale uwielbiam Luka i Rose - są super parą! Nie mogę doczekać się kolejnego sezonu, czyli ich wakacji :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział, jak zwykle ;-)
    Wszyscy razem spotkają się po wakacjach - bardzo się cieszę. Rozdzielać ich to grzech. A gdyby Rose serio się nie dostała to bym się popłakała, ale na szczęście ten kujonek nawet stypendium dostał! Już nie mogę się doczekać następnego sezonu i kolejnych przygód ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. oj coś czuje że to Ash będzie spał z Becky :D błagam połącz już ich ze sobą <3

    OdpowiedzUsuń