środa, 25 listopada 2015

S5 - Rozdział 6

But who are you to judge?


           Rano prawie wszyscy czuli się całkiem dobrze, mimo tego, że wczoraj piwo lało się strumieniami. Może wpływ na to miał fakt, że piliśmy je na świeżym powietrzu, a może to, że do tego wszystkiego doszły tańce i ciepłe jedzenie. Jedyną osobą, która przechodziła kryzys był nas słodki Mulat, który wczoraj zaniemógł i się pochorował.
            Siedziałam z nim na werandzie, starając się wepchnąć w niego odrobinę jedzenia. Przygotowałam mu tosty, na które miał ochotę. Chociaż po jego minie wnioskowałam, że ta ochota szybko mu przeszła. Chłopak męczył się niesamowicie, wypijając drugą szklankę gorzkiej herbaty i zjadając dopiero dwa gryzy z jednego tosta. W tym momencie był, jak biedne poszkodowane dziecko.
- Cal, musisz coś zjeść. Twój organizm tego potrzebuje.
- Wiem, ale… Nie mogę. Znowu się porzygam – jęknął, opierając głowę o stół. Wzięłam głęboki oddech, a następnie położyłam mu rękę na plecach. Poklepałam go delikatnie. Westchnął pod nosem, a po chwili wrócił do poprzedniej pozycji.
- Weź kolejnego małego gryza – poprosiłam, podsuwając mu tost pod nos. Skrzywił się, ale ugryzł kawałek. Karmiłam go niczym małe dziecko, ale to był jedyny sposób, by zmusić go do jedzenia. – Grzeczny chłopiec.
- Powiesz mi, co się stało wczoraj?
- Co miało się stać?
              Spojrzałam na niego uważniej. Mulat zacisnął lekko usta, a potem sięgnął do kubka z ciepłą herbatą. Upił mały łyk, przetrzymując mnie w niewiedzy. Następnie lekko skinął głową w kierunku dużego drzewa, pod którym kiedyś malowałam Luke'a.
              Uniosłam brwi do góry dostrzegając osamotnioną sylwetkę. Szybko ją rozpoznałam. Pod drzewem siedziała Lori. Wpatrywała się w swój telefon, co jakiś czas przesuwając palcem po ekranie. Nie byłam pewna, czy z kimś pisze, gra czy może coś czyta. Jedno jednak wiedziałam na pewno – ona i Michael nadal byli na siebie wściekli. Gdyby nie byli, to on siedziałby tam razem z nią, a nie kisił się w domu na kanapie.
- Więc? Para idealna zaliczyła swoją pierwszą poważną kłótnię? – Pokiwałam głową. – O co im poszło? Przecież, kto jak kto, ale oni zawsze się dogadywali i to w każdej kwestii.
- Pamiętasz Zoey?
- Bez jaj. Poszło o nią? – dopytywał się Calum, przyciszając głos.
- O nią. – Ponownie przybliżyłam tost w jego stronę. Chłopak jęknął pod nosem.- Mały gryz. – Przekręcił oczami, ugryzł chrupki chleb, a potem oparł głowę o moje ramię. Objęłam go.
- Biedny skacowany Cal – wyszeptałam, co go dodatkowo rozbawiło.
           Nagle drzwi od domku otworzyły się i na zewnątrz wyszedł Luke. Zamrugał kilka razy oczami, jakby przez świecące słońce ledwo widział świat. Zsunął na nos ciemne okulary, a następnie usiadł naprzeciwko. Jego wzrok od razu skupił się na nas.
- Przytulacie się ze sobą za moimi plecami? – wypalił, wyciągając z kieszeni krótkich dresowych spodni, zimną puszkę z pepsi.
- Wydawało mi się, czy ktoś coś mówił?- odparł ze złośliwym uśmieszkiem Calum. Hemmings niewiele myśląc pokazał mu środkowy palec. – Bardzo cięta riposta, blondasie.
- Wal się.
- Sam się wal.
- Ty się wal.
- Wal się.
- Dobry Boże – wydusiłam z siebie, a ci dwaj kretyni zaczęli się śmiać. 
             Pokręciłam głową. Wiedziałam, że jeden i drugi robi to specjalnie, bo Luke na szczęście przestał mieć chorobliwe napady zazdrości względem Ashtona, Michaela i Caluma. Legalnie mogłam sprzedawać im, a także otrzymywać przyjacielskie uściski, na które mój boski facet nie reagował alergią. Co innego tyczyło się zupełnie obcych osób. Pod tym względem Luke niewiele się zmienił.
- Więc poszło im o Zoey- wrócił do przerwanego tematu Calum.
- Weź gryza – powiedziałam, podsuwając mu po raz kolejny tost pod nos. Posłusznie to zrobił, choć w tym momencie ten jego gryz był niczym kęs czteroletniego dziecka.
- Mocno się na siebie wydzierali – rzucił Luke.
- Powiedzieć wam coś – zaczął Hood, a my pokiwaliśmy głowami. – Jak myślicie będzie jakaś akcja, jak Zoey się tu zjawi?
- Myślisz, że się zjawi?- wydusiłam z siebie.
- Nie myślę, ja to wiem. Właśnie przyjechała.
              Odwróciłam się tak raptownie w stronę bramy, że przyłożyłam Hoodowi łokciem w żebra. Chłopak warknął pod nosem soczyste przekleństwo, zginając się w pół. Wymamrotałam szybkie przeprosiny, spoglądając na wysoką czarnowłosą dziewczynę, odzianą w króciutkie szorty. Razem z nią przyjechały zapewne jej dwie koleżanki. Luke też odwrócił się w ich stronę, robiąc przy tym większe oczy. Cała nasza trójka była zaskoczona tą nagłą wizytą.
- Hej, Luke! Calum! – zaświergotała Zoey, wymachując ręką, na której lśniły metalowe bransoletki.
- Kurwa –syknęłam pod nosem. Mulat spojrzał na mnie, zapewne słysząc mój mały komentarz.
- I jest i… Rosalie, tak?
- Dokładnie –rzuciłam, kiwając głową, gdy dziewczyny podeszły do stołu.
- To Cleo – jaśniejsza blondynka uniosła rękę do góry –a to Taylor – ciemniejsza z nich pomachała nam delikatnie. - A gdzie macie resztę?
- W domu – odpowiedział Calum, dokładnie przyglądając się naszym gościom.
- Jest Michael? – zapytała z szerokim uśmiechem. Aż mnie skręciło.
- Jest. W środku – odpowiedział Luke. Zoey wskazała na drzwi, w pytającym geście. – Pewnie, wchodźcie.
             Gdy tylko otworzyły drzwi, rozległo się donośne szczekanie Rocky’ego, a potem głosy Becky, Ashtona i Michaela. Odwróciłam się od domku, by spojrzeć na siedzącą pod drzewem Lori. Przyjaciółka zdążyła dostrzec byłą swojego faceta. I jej mina naprawdę nie była zachwycająca.

             Zoey nie wzięła się tu bez przyczyny. Dopiero po chwili wyszło na jaw, że to Clifford ją tu zaprosił, aby mogła spędzić ze swoimi dawnymi przyjaciółmi trochę czasu. Przytargała ze sobą dwie koleżanki, które wcale mi się nie podobały, szczególnie, że wlepiały maślane oczy w chłopaków. Nie miałabym nic przeciwko temu, ale zarówno Cleo, jak i Taylor były pokroju Harper. W tym wypadku włączała mi się agresja, by bronić swojego terenu. Becky i Lori też przyjmowały naszych gości z niesmakiem, zaś panowie byli zadowoleni z nowego towarzystwa.
              Dziewczyny zostały na obiedzie, więc trzeba było przyszykować dodatkowe porcje. Postawiliśmy na grilla, bo jest to szybsze i mniej czasochłonne dla tak licznej grupy. Poszłam do domku przygotować jedzenie, jednocześnie korzystając z okazji uwolnienia się od tych panien. Umyłam porządnie ręce i zabrałam się za przygotowywanie mięsa.
             Nagle usłyszałam kroki, które ewidentnie należały do dwóch osób. Zerknęłam przez ramię i aż jęknęłam pod nosem widząc Zoey i Taylor. Blondynka ruszyła do łazienki, a Zoey oparła się o framugę, nie spuszczając ze mnie swoich ciemnych oczu.
- Potrzebujesz czegoś Zoey? – wypaliłam, przybierając neutralny ton.
- Nie, nie… Czekam, aż Taylor wyjdzie. Chociaż… Może potrzebujesz pomocy?
- Nie, dziękuję. Dam radę – powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Jak widzę jesteś przyzwyczajona do obsługi tej całej gromady – skwitowała. Pominęłam ten komentarz, bo zupełnie nie wiedziałam, w jaki sposób powinnam na niego zareagować. Po chwili Taylor wyszła z toalety i tym razem to Zoey zniknęła za drzwiami.
- Sama się wszystkim zajmujesz? – zapytała blondynka, podchodząc do mnie. Pokiwałam głową. – Że też się dajesz tak wykorzystywać.
- Że, co?- odparłam zdziwiona, powoli odwracając się w jej stronę.
- No, wiesz… Reszta siedzi, a ty harujesz. Masz przekichane – pociągnęła, wzruszając ramionami. – Ale chłopaki są nieźli. Podobają mi się. Zoey miała rację, że to są ciasteczka. Nie zdradziła tylko, czy są wolni? Na przykład Calum?
- Jest zajęty – powiedziałam z pewnością w głosie.
- A Ashton?
- Tak samo.
- Luke pewnie też? – Moja ręka mocniej zacisnęła się na nożu, którym kroiłam mięso.
- Też.
- A gdzie są ich dziewczyny?- zapytała, unosząc jedną brew do góry i krzyżując ręce na klatce piersiowej, jakby mnie sprawdzała.
- Jedna siedzi przy stole, a druga stoi przed tobą.
- O! No… A gdzie ta trzecia?
- Też przed tobą. Jesteśmy w związku poligamicznym – pociągnęłam takim tonem, jakby to było dla nas całkiem normalne. 
              Taylor wytrzeszczyła na mnie oczy, a ja musiałam mocno się powstrzymać, by nie parsknąć śmiechem. Po jej minie wnioskowałam, że dłużej myśli na temat słowa poligamia. Dopiero po chwili pokiwała głową, jakby sens mojej wypowiedzi w końcu do niej dotarł.
- To… To dziwne?
- Czemu? Dla nas nie. Ja, Luke i Calum czujemy się w nim bardzo dobrze.
- To ja… Ja już pójdę do stołu – wydusiła, przyglądając mi się podejrzanie. Pomacham jej przez ramię, a potem zacisnęłam mocniej usta, próbując się nie roześmiać. Byłam ciekawa jej miny, gdy wróci do stołu i przyjrzy się chłopakom. W tym momencie żałowałam, że mnie tam nie ma.
              Nagle z łazienki wyłoniła się Zoey. Myślałam, że czarnowłosa od razu pójdzie do reszty, ale i ona musiała się przy mnie zatrzymać na dłużej. Zbliżyła się, opierając się o blat. Przyjrzała się dokładniej moim ruchom, gdy ja nie przerywałam pracy.
- Coś konkretnego, Zoey?
- Nie, nie… Nie znam się na gotowaniu i czasem lubię sobie popatrzeć, licząc na to, że może kiedyś sama będę takie rzeczy ogarniać. Będziesz to przyprawiać?
- Tak. Zrobię też burgery.
- Uwielbiam burgery z grilla.
- To mam nadzieję, że moje będą ci smakować – odparłam, zerkając na nią. Przyjrzałam się jej uważniej, starając się rozgryźć jej zamiary względem Clifforda. Dziewczyna podniosła na mnie swoje ciemne oczy.
- Co? – wypaliła.
- Wiem, że ty i Michael byliście kiedyś parą – powiedziałam powoli, a ona lekko się uśmiechnęła.
- To były piękne czasy. Tęskniłam za nim. A teraz jak go zobaczyłam, to wszystko we mnie odżyło na nowo.
- O… Odżyło?
- To chyba nie jest jakaś wielka zbrodnia?
- Nie, zbrodnia na pewno nie, ale nie zapominaj, że Michael ma dziewczynę.
- Co?!
             Aż podskoczyłam w miejscu, kiedy uniosła głos. Spojrzałam na nią, będąc tak samo zaskoczona, jak ona. Czyżby Michael zataił tą informację? Jeśli tak, to dlaczego? Ta jej reakcja w ogóle mi się nie spodobała. Albo Zoey była dobrą aktorką i chciała mnie przykurzyć albo faktycznie nie miała bladego pojęcia o Lori.
- Nie… Nie wiedziałaś?
- Michael nic mi nie mówił. Kim jest ta dziewczyna?
- To Lori.
- Ta blondynka? – Pokiwałam głową. - Och… No… Dobrze wiedzieć, że jest… szczęśliwy… z nią.
- Jest szczęśliwy – powiedziałam szybko. Widziałam, jak Zoey się zmieszała. Uśmiechnęła się do mnie, choć nie był to szczery uśmiech.
- Na pewno nie potrzebujesz pomocy?
- Na pewno, ale dzięki.
               Zoey kiwnęła mi głową, a następnie wyszła z kuchni, a potem z domku. Oparłam się o blat, zastanawiając się nad tym wszystkim. Co się tu u licha działo? Nie wierzyłam w to, że Michael od tak mógł odsunąć Lori, tylko dlatego, że pojawiła się jego była. On taki nie był. Zagryzłam wargę, spoglądając w stronę okna. Zauważyłam fragment stołu i osób przy nim siedzących. Calum, Luke i Michael chichotali pod nosami, jakby ktoś właśnie opowiedział dobry kawał. Lori siedziała obok blondyna, w dalszym ciągu wyglądając na mało zadowoloną.

              Cała ta sprawa z Zoey, Michaelem i Lori gryzła mnie od tego stopnia, że nie mogłam przestać o tym myśleć. Co gorsza inni też to zauważyli, bo zarówno Calum, Luke, jak i Irwin wypytywali się, czy wszystko ze mną w porządku. Dla świętego spokoju odpowiadałam, że tak, tylko dopadło mnie zmęczenie. Nie mogłam od tak powiedzieć wprost, o co chodzi. W końcu nie powinnam wtrącać się w nie swoje sprawy, ale Lori i Michael byli moimi przyjaciółmi, a ja naprawdę nie chciałam, by to wszystko się posypało.
              Kiedy wszyscy się najedli, postanowiłam ogarnąć trochę stół. Pozbierałam brudne talerze i miski. O dziwo z pomocą przyszedł mi Luke. Jednak, jak tylko znaleźliśmy się w kuchni, gdzie wkładałam brudne naczynia do zlewu, zrozumiałam, że ta jego pomoc nie pojawiła się znikąd. Hemmings po porostu chciał mi urządzić przesłuchanie.
- Co się dzieje Rose? – Usłyszałam od razu, jak tylko zbliżyłam się do blatu. Wzięłam głęboki oddech.
- Nic się nie dzieje.
- Daj spokój – mruknął, podchodząc do mnie. Dorzucił mi swoje pozbierane naczynia do sterty innych brudnych garów. – Widzę to. Znam cie na tyle, że wiem, kiedy próbujesz to zamaskować. Czymś się martwisz, tylko zupełnie nie wiem czym.
               Powoli odwróciłam się do niego. Spojrzałam w jego błękitne tęczówki, które intensywnie wpatrywały się we mnie. Złapał mnie za rękę, splatając nasze palce ze sobą. Poczułam przyjemne ciepło, rozchodzące się od jego skóry.
- Powiedz mi, co się stało – powiedział dużo ciszej.
- Dobra, ale masz nikomu nic nie mówić. – Pokiwał głową. – Zadam ci po prostu pytanie, a ty masz mi szczerze na nie odpowiedzieć, bez względu na to, czy kogoś lubisz bardziej czy mniej.
- To trochę niepokojące- skwitował, nie odrywając ode mnie wzroku. – Nie wiem, co zrobiłem. Naprawdę nie chciałem zrobić ci przykrości, chociaż dobrze by było, gdybyś mi o tym powiedziała, bym mógł to naprawić i…
- Kotku – przerwałam mu, a on kiwnął głową. – O czym ty mówisz?
- Ja… Byłem pewny, że to przeze mnie i… - Uniosłam brwi do góry.- To nie przeze mnie? – Pokręciłam głową. Luke odetchnął z ulgą, a potem uśmiechnął się szeroko, sprzedając mi szybkiego, przelotnego całusa. – Dobra, więc co to za pytanie?
- Czy zauważyłeś w zachowaniu Michaela coś podejrzanego?
- Podejrzanego?
- No, u niego i u Zoey?
- Czy to ma związek z kłótnią Michaela i Lori?
- Poniekąd.
- Nic nie zauważyłem, oprócz tego, że Zoey się do niego przykleiła i ciągle za nim łazi – powiedział jednym tchem. Przyjrzałam się mu uważniej. – I naprawdę teraz nie kryję Michaela. Mówię, co widzę. Skąd nagle te podejrzenia?
- Bo Zoey myślała, że Michael jest wolny. Nic jej nie powiedział o Lori.
- Nie – rzucił szybko Luke, kręcąc głową. – Michael nie mógłby zdradzić Lori. Żaden z nas nigdy nikogo nie zdradził.
- Bo może nie mieliście takiej sytuacji, że nagle znikąd pojawia się wasza dawna miłość, za którą szaleliście?
- Nie mogę mówić tego za nich, ale jestem pewny, że oni by nie zdradzili.
- A ty?
- Ciebie? – Pokiwałam głową, a Luke zaśmiał się. – Nigdy w życiu. – Uśmiechnęłam się do niego, jednocześnie obejmując go w pasie. Blondyn przysunął się do mnie bliżej. – Obiecaj mi tylko, że nie będziesz się wtrącać w ten cały ich konflikt. Osoby trzecie zawsze wszystko komplikują.

              Zoey i jej koleżanki wyjechały od nas wieczorem. Niedługo po tym na górze rozbrzmiała kolejna kłótnia w wykonaniu Lori i Michaela. Sypało się wiele gorzkich słów, których żadne z nas nie chciało słuchać. Chłopaki, co chwilę wymieniali ze sobą spojrzenia. To samo robiłam ja i Becky. Zauważyłam, że blondynka zaczęła nieco przeginać w stosunku do swojego chłopaka. Nie dziwiłam się, czemu jest zazdrosna i wkurzona, ale niektóre słowa w ogóle nie powinny się pojawić. Lori wprost oskarżała go o zdradę i to że klei się do Zoey i to na oczach jej, i pozostałej części paczki. Wyrzucała mu to, że dostaje ptasiego móżdżku, gdy tylko ją widzi, a ignoruje swoją własną dziewczynę.
             Kiedy w końcu na górze zapanowała cisza, bałam się pomyśleć, w jakim ta dwójka jest stanie. Oczami wyobraźni widziałam zapłakaną Lori i rozgoryczonego Clifforda. Porażka po całości. Gdy rozległ się trzask drzwi od łazienki, wszyscy byliśmy pewni, że ta dwójka dalej jest na siebie wściekła.
            Między nami panowała cisza, jakby każdy analizował to, co się działo. W końcu Ashton, jako pierwszy oznajmił, że ma dość wrażeń, jak na jeden dzień i idzie spać. Zaraz za nim do łóżka ruszył Calum, a potem i Becky. Luke natomiast wstał i bez słowa wyszedł z domku. Zostałam na dole sama.
             Nie siedziałam jednak długo. Podniosłam się z kanapy i podeszłam do okna. Luke siedział na schodkach od werandy, spoglądając gdzieś przed siebie. Niewiele myśląc złapałam za koc i dwie butelki z piwem. Z takim arsenałem wyszłam na zewnątrz.
- Odpoczynek? – zapytałam z lekkim uśmiechem.
- Odpoczynek psychiczny – odparł, kiwając głową. Narzuciłam mu na plecy koc, bo Hemmings wyszedł na dwór w koszulce z krótkim rękawkiem. Ja miałam na sobie bluzę, więc nie odczuwałam tak chłodu. – Dzięki.
            Podałam mu piwo, a potem chciałam zejść dwa stopnie w dół, aby lepiej go widzieć. Niestety potknęłam się o własne nogi. Prawie poleciałam w dół, ale Luke miał całkiem dobry refleks, więc przetrzymał mnie, zanim spotkałam się z ziemią.
- Dzięki – rzuciłam, czując, jak przez to zrobiło mi się gorąco. Naprawdę byłam pewna, że zaraz wybiję sobie przednie zęby. Luke zaśmiał się pod nosem, a potem pokręcił głową. – No, co?
- Chodź tu – powiedział, wyciągając ręce w moją stronę. 
            Podeszłam do niego, a następnie usiadłam między jego nogami. Chłopak otworzył nam piwa, a następnie objął mnie wolną ręką, mocniej zaciskając koc wokół nas. Czułam teraz przyjemne ciepło bijące od jego ciała. Wtuliłam się w niego bardziej i upiłam niewielki łyk bursztynowego napoju. Zerknęłam na niego, widząc, że uśmiecha się pod nosem.
- Co?
- Mam nadzieję, że nasze dzieci nie odziedziczą po tobie tej zdolności potykania się o wszystko. Bo inaczej będziemy musieli mieć spore zapasy plastrów i bandaży albo mieszkać blisko całodobowej apteki lub przy szpitalu – skomentował ze śmiechem. Odwróciłam się do niego bokiem, aby lepiej go widzieć.
- Chcesz mieć ze mną dzieci?
- To dziwne? – Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową. – Chcę. Może nie teraz, ale później. Najpierw studia i stabilizacja finansowa, a potem rozmnażanie – pociągnął, a ja parsknęłam śmiechem.
- Mam nadzieję, że będziemy lepszymi rodzicami, niż część naszych.
- Też mam taką nadzieję. Nie chcę być taki, jak moja matka.
- Ani ja, jak mój ojciec – powiedziałam szybko.
- Sarah jest dla mnie wzorem dobrej matki – pociągnął dalej Luke, a ja uśmiechnęłam się lekko. - Z nią mam wrażenie, że znów mam pełną rodzinę. Zaakceptowała mnie od razu, a ja nigdy nie odczułem tego, że jestem gorszy.
- To samo mogę powiedzieć o twoim tacie – odparłam i teraz to Luke się uśmiechnął. – Traktują nas tak samo. Nigdy nas nie dzielili na kategorie.
- To prawda – rzucił Hemmings, znów obejmując mnie mocniej. Przycisnął brodę do mojego ramienia. – Stanowimy udaną pokręconą rodzinkę.
- Pokręconą to dobre słowo – powiedziałam, a blondyn zaśmiał się. – Pokręconą w pozytywny sposób. Taki nasz…
- Taki nasz – powtórzył, upijając trochę piwa. Przez chwilę wpatrywałam się w niego, a potem sama przyssałam się do butelki. 


***
Nie mogłam się powstrzymać, by nie wstawić tu Michaela w kostiumie hot-doga XD
Kryzysu Lori i Mikiego ciąg dalszy - w tej części daję trochę odsapnąć Rose i Lukowi, zwalając małe "turbulencje" na inną parę.
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał :)

Wczoraj dostałam od Moni dwa zwiastuny - jeden do nowej historii, a drugi do 6 sezonu Pod Jednym Dachem i muszę przyznać, że OBA SĄ BOSKIE - MONIA JESTEŚ NAJLEPSZA!
Filmik do tej historii chciałabym już wam pokazać, ale jest jeszcze na to niestety za wcześnie - w zamian poniżej możecie zobaczyć zwiastun do nowego opowiadania pt. Broken, które zastąpi w pewien sposób kończące się The Great Escape. Co prawda swoją publikację będzie miało wcześniej - planuję prolog na niedzielę lub poniedziałek. Będzie więc tak, że jedna historia dobiega powoli końca, a druga będzie się zaczynać. Mam nadzieję, że nowe opowiadanie wam się spodoba. Jak już gdzieś napomknęłam, postanowiłam tym razem rozdzielić chłopaków. W Broken 5 Seconds of Summer w ogóle nie istnieje. Na tapecie znów jest Hemmo - klaska w moim wykonaniu - ale i Calum będzie dość ważną postacią - tylko tyle zdradzę. Zapraszam więc zainteresowanych do zapoznania się ze zwiastunem - mam nadzieję, że się wam spodoba tak, jak i mi - Monia jeszcze raz dzięki!





Chcę wam również podziękować za cudne komentarze i za urodzinowe życzenia - Milana twój wierszyk mnie rozwalił na łopatki XD. Skutecznie mnie motywujecie do pisania :) Dziękuję!

Następny rozdział pojawi się w niedzielę lub w poniedziałek. Od razu uprzedzam, że będzie należał do tych dłuższych.

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Podoba mi się to, jak o niej mówisz.
- Szkoda, że do niej to nie dociera.

***

- Jesteście słabszą płcią! – warknął Irwin, machając rękę. Rocky zaszczekał. – Słodką i kochaną, ale słabą w takie rzeczy!
- O! Żebyś się od tego nie przekręcił Irwin! – odparła Becky. Ja i Lori wymieniłyśmy spojrzenia. Blondynka zachichotała pod nosem. – Może i jesteście silniejsi, ale to my jesteśmy od was sto razy mądrzejsze!

***

- Ale się zawziąłeś – skwitował Hood, doganiając Irwina, który szedł jako pierwszy.
- Becky mnie denerwuje.

*** 

- Ej, ale nie odchodzicie daleko – poprosił nas Michael. – Czekam tu na was i chce was mieć w zasięgu wzroku.
- Jasne, tato – odparłam, a chłopak zaśmiał się pod nosem.

***

- Świetliki –mruknął Paul, oglądając swoje podarte spodnie. – Jesteście okropne.
- Silniejsza płeć, ot co! – rzuciła ze śmiechem Nicki.

***

- Jesteś zazdrosny, bo Justin leci na Luke'a, a nie na ciebie?
- Nie.
- Oczywiście, że jesteś! – zawołał rozbawiony Irwin.
- Jeb się! 

7 komentarzy:

  1. Oj a jak Luke się dowie że jest w poligmatycznym związku.....xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka cudny rozdział i nie wiem ale ten nowy blog jest tylko otwarty dla zaproszonych i czy mogłabyś mnie zaprosić do niego na adres email marbork1@gmail.com
    Z góry dziękuje.
    Pozdrawiam Marcela
    Do następnego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze zablokowany dla nas, ponieważ jeszcze nie ma swojej premiery. Jestem pewna, że to się zmieni, gdy Roxy wstawi prolog :)

      Usuń
  3. Zoey nie wiedziała o tym, że Mikey ma dziewczynę? Tego się nie spodziewałam...
    Rozdział wspaniały
    Czekam na następny rozdział ♥
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Za dużo, jak na jeden rozdział.
    - poligamiczny związek;
    - kolejna kłótnia, pomiędzy Michaelem i Lori;
    - ex Mikiego, ponownie zarzuca swoją sieć, na chłopaka;
    - czułe wyznania o starszych (nowych) Hemmingsach;
    - obsmarowywanie tych niedobrych rodziców;
    - PLANOWANIE POTOMSTWA ?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli mi się udało :D Ja jako całkowite beztalencie w tej dziedzinie, jaram się dobrym słowem od ciebie :D
    Nie no weeeeeeeeeźcie tą całą Zoey, wpakujcie w samolot i nich wywala stamtąd i nie niszczy tego co jest pomiędzy Cliffordem i Lori bo ją zabiję osobiście, jak przez nią ich związek się rozleci - serio! Związek poligamiczny XD HAHAHAHHAHAHAHAh by się chłopaki zdziwili, jakby to usłyszeli hahhaa Słodko było pod koniec - uwielbiam ich chwile sam na sam :) Fajnie, że ich rodzice ich akceptowali i w ogóle :)
    Czyżby w następnym rozdziale rozbrzmiała kłótnia między Ashem i Becky? Co oni? Niech się ogarną!
    Z niecierpliwością czekam na kolejną część :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń