środa, 4 listopada 2015

S5 - Rozdział 1

We're cool for the summer


        Wakacje trwały w najlepsze, a my rozkoszowaliśmy się dniami wolnymi. Po powrocie z wycieczki rodziców, zaczęłam odliczać czas do naszego wyjazdu. Naszego pierwszego wspólnego wyjazdu. Nie mogłam się doczekać i w myślach wyobrażałam sobie tysiące różnych scenariuszy tego, w jak cudny sposób będziemy spędzać razem czas. Liczyłam, że cały wyjazd przebiegnie bez zbędnych dramatów i na totalnym luzie. Niestety zawsze na horyzoncie pojawia się jakiś problem.

         Wstałam z samego rana. Dziś, bowiem przyszedł czas na wspólny wyjazd. Nasza cała paczka wybierała się do Brownlow Hill. To właśnie tam Calum odnalazł i zarezerwował świetny domek, położony niedaleko lasu i jeziora. I to tam spędzimy całe dwa tygodnie.
          Najważniejsze rzeczy spakowałam dzień wcześniej – czego nie mogę powiedzieć o Hemmingsie, który uznał, że nie ma powodu, by aż tak się spieszyć i że zrobi to jutro, czyli w dzień wyjazdu. Dlatego, gdy ogarnęłam siebie, postanowiłam zrobić mu pobudkę. Nie mógł przecież spać do południa. O czternastej byliśmy umówieni z resztą ekipy pod dużym hipermarketem, aby zrobić zakupy. Nie chciałam, by na nas czekali, a dodatkowo opóźnilibyśmy wszystko.
           Weszłam do pokoju blondyna. Luke nadal smacznie spał, prawie cały zakopany pod kołdrą. Jego stan, odkąd opuściłam to pomieszczenie, pozostawał niezmienny. Leżał na plecach, a jego policzek opierał się o dłoń, którą przyciśniętą miał do twarzy. Uśmiechnęłam się szeroko. Luke podczas spania naprawdę wyglądał uroczo i słodko.
           Podeszłam do łóżka. Przez chwilę jeszcze spoglądałam na śpiącego, a potem weszłam na materac, kładąc się obok niego. Wsunęłam się pod pierzynę, czując przyjemne ciepło, bijące od jego ciała. Objęłam go w pasie, przysuwając twarz do jego twarzy. Luke poruszył się. Musnęłam ustami kącik jego warg, a on delikatnie uśmiechnął się. Jego oddech nadal był równy i spokojny, co upewniło mnie w tym, że dalej przebywa w krainie snów.
- Kotku – powiedziałam, przejeżdżając dłonią po jego klatce piersiowej. - Hej, Luke! – Lekko potrząsnęłam jego ręką.- Musisz wstać ty mój blond przystojniaku, mój cukiereczku, słodki misiu, kochane słoneczko, błękitnooki koteczku, kotasie, kototunio! – pociągnęłam przesłodzonym głosem.
- Księżniczko, bo zaraz wzrośnie mi poziom cukru we krwi i nabawię się cukrzycy – skwitował, zaspanym głosem.
- Wstajemy – odparłam, składając powolne pocałunki na jego twarzy.
- Czemu nie możesz mnie tak budzić zawsze?
- Masz coś do mojej metody budzenia cię? – rzuciłam ze śmiechem. Luke otworzył oczy i spojrzał na mnie, uśmiechając się lekko przy tym.
- Wiesz, raczej skakanie po mnie i traktowanie mojego ciała, jak górki i trampoliny nie jest milusie.
- Ale i tak to uwielbiasz, kotku – powiedziałam, a moje usta zjechały w stronę jego szyi.
- Matko, Rose… Tą technikę budzenia lubię najbardziej – mruknął, obejmując mnie mocniej. - No, nie przestawaj – jęknął po chwili, kiedy się od niego odsunęłam.
- Bo się rozbudzisz za bardzo – skwitowałam, a Luke skrzywił się. – Wstawaj! Musisz się spakować, zjeść śniadanie i zapakować samochód.
- Musisz?
- Musisz – powtórzyłam, a Luke przekręcił oczami. – Oczywiście ci pomogę.
- Pięć minut?
- Ej, no – rzuciłam, a blondyn zrobił minę niewiniątka. – U ciebie zawsze jest pięć minut.
- Zdążymy. Daj mi tylko pięć minut i wstaję.
- Dobra, masz te cholerne pięć minut – powiedziałam z rezygnacją, a Luke uśmiechnął się szeroko. Już chciałam się podnieść, ale on złapał mnie za ramię i pociągnął w dół. Opadłam na poduszki.
- Ej!
- Chcę te pięć minut poleżeć z tobą.
- Okej, mogę poleżeć…
- I pomiziaj mnie tak, jak lubię – dodał, a ja zaśmiałam się.
- Dobra, niech ci będzie.
- Super.
           Podciągnęłam się nieco wyżej, a Luke przywarł do mojego ciała, mocniej obejmując mnie w pasie. Oparł policzek o mój obojczyk, a ja czułam jego gorący oddech na skórze. Moje palce powędrowały w stronę jego szyi. Powoli i delikatnie zaczęłam przejeżdżać nimi w górę i w dół. Drugą rękę wsunęłam w jego włosy, bawiąc się końcówkami. Luke zamruczał pod nosem.
- Uwielbiam to – powiedział cicho, a po jego tonie wywnioskowałam, że się uśmiecha.
- Wiem. Korzystaj z tych swoich pięciu minut.
- Korzystam. Jesteś najwspanialsza na świecie, księżniczko – odparł, a ja uśmiechnęłam się.
           Nie minęło nawet pięć minut, a Luke zasną z powrotem. Pogratulowałam sobie tego, że zgodziłam się na tą drzemkę, bo teraz będzie jeszcze trudniej go dobudzić, a co gorsza, zmusić, by wstał z łóżka.

           Dopakowywałam rzeczy do czarnej torby, kombinując, jak to wszystko zmieścić. Zdecydowanie potrzebowałam więcej miejsca, ale bagaż wypchany miałam prawie po same brzegi. Usiadłam na łóżku, pukając się palcem w policzek. Próbowałam wykombinować, jakąś inną metodę upchania tego wszystkiego. Szybko jednak dałam za wygraną i po prostu postanowiłam to, co się nie zmieściło, dorzucić do torby blondyna.
- Luke! – krzyknęłam w stronę otwartych drzwi.
- No? – odpowiedział z pokoju naprzeciwko.
- Spakujesz mi coś?
            Usłyszałam kroki. Po chwili chłopak wszedł do środka. Rozejrzał się. Uniósł brwi do góry i roześmiał się, widząc moją zrezygnowaną minę. Tak, bardzo zabawne.
- Rose, wiesz, że jedziemy tam tylko na dwa tygodnie, a nie na dwa miesiące? – wypalił, a ja zmrużyłam na niego oczy.
- Tak? Nie wiedziałam – rzuciłam, wstając z łóżka.
- To wolę nie wiedzieć, jak twoje bagaże będą wyglądać, jak będziemy jechać na studia – odparł rozbawiony. W tym momencie miałam ochotę czymś w niego rzucić. Powstrzymałam się jednak od tego, stawiając na zignorowanie tej zaczepki.
- Schowasz mi to do siebie? – powiedziałam, wskazując na rzeczy leżące na biurku.
- Dobra, suszarkę jeszcze rozumiem, ale po co ci tam prostownica do włosów? – zapytał, marszcząc czoło.
- Nigdy nie wiadomo, czy nie spotka się na swojej drodze, jakiś przystojniaków – odparłam, uśmiechając się do niego niewinnie. Luke utkwił we mnie swoje błękitne oczy, robiąc przy tym grobową minę. Mogłam się założyć, że zazgrzytał zębami. – A przynajmniej tak twierdzi Becky, która prosiła mnie bym zabrała swoją prostownicę, bo jej kupiona przez internet, jeszcze do niej nie dotarła.
- Och, jasne – rzucił z przekąsem, nadal bacznie mnie obserwują.
- No, weź… Kotku – odparłam, podchodząc do niego.
            Objęłam go ciasno w pasie i zadarłam głowę, by móc go widzieć. Luke nadal nie wyglądał na zadowolonego. Oparł jednak dłonie o moje biodra, więc nie był, aż tak wkurzony moim wcześniejszym tekstem. Przejechałam palcami po jego ramieniu.
- Sama może też jej użyję – pociągnęłam temat złej prostownicy. – Żeby wyglądać… ładnie?
- Dla kogo?
- Może dla ciebie?
- Wolę, jak nie wyglądasz ładnie, choć to bardzo trudne w twoim wykonaniu, bo zawsze wyglądasz wspaniale – skwitował, a ja uderzyłam go lekko w ramie. – No, ej! Po prostu nie lubię, jak inni faceci się na ciebie gapią.
- Jesteś nienormalny – rzuciłam, odrywając się od niego. Blondyn przekręcił oczami. – To, co? Weźmiesz te rzeczy do siebie?
- No, wyboru to ja i tak nie mam – powiedział, podchodząc do biurka. Znowu zbliżyłam się do niego, stając za jego plecami. Objęłam go ponownie, przyciskając się do niego mocniej. Poczułam, jak dotyka moich rąk. – Wezmę je, wezmę – dodał po chwili.
- Dzięki, jesteś najlepszy…
- Przed chwilą stwierdziłaś, że jestem nienormalny.
- To też – powiedziałam, a on prychnął pod nosem.
            Odwrócił się do mnie, a ja uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział mi tym samym, co było ewidentnym dowodem, że już się nie wkurza. Ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie lekko. Westchnęłam, rozpływając się pod tym przyjemnym uczuciem. Spojrzał na mnie, a ja zobaczyłam te znane mi iskierki w jego oczach. Musnął wargami moje wargi, a potem odsunął się. Nie mogąc się powstrzymać, uśmiechnęłam się do niego jeszcze szerzej.
- Tylko to? – zapytał, wskazując prostownicę, suszarkę i małą kosmetyczkę, w której miałam rzeczy, tylko dla kobiet.
- Tylko to. Dzięki.

             Luke zapakował nasze rzeczy do czarnego BMW. Do Brownlow Hill jechaliśmy jego samochodem, więc moje niebieskie autko zostało wprowadzone do garażu, by tam czekać na mój powrót. Następnie pożegnaliśmy się z naszymi rodzicami. Mama po raz setny mówiła, że mamy oboje tam na siebie uważać i nie robić głupich rzeczy, by ani nam, ani nikomu z naszej paczki nic się nie stało. Dan na szczęście był bardziej wyluzowany. Tak, Sarah dalej traktowała nas, jak małe dzieci, co było denerwujące, ale na swój sposób strasznie słodkie.
            W końcu wyjechaliśmy spod domu, by udać się pod hipermarket, przy którym umówiliśmy się z resztą. Jak tylko wjechaliśmy na wielki parking, dostrzegłam czerwonego pickupa, którego na nasz wyjazd- od swojego wujka- pożyczył Ashton. Obok niego stało zaparkowane srebrne BMW Clifforda.
            Luke zatrzymał się, a ja jako pierwsza wysiadłam z samochodu. Przywitałam się z resztą. Jak tylko zbliżyłam się do Irwina, który stał przy drzwiach od czerwonego auta, usłyszałam głośne szczeknięcie. Zaraz przed moimi oczami wyrósł biało-czarny włochaty pyszczek Rocky’ego. Pies rasy Border Collie był pupilkiem perkusisty. Uwielbiałam tego zwariowanego futrzaka.
- Hej, Rocky – powiedziałam, wyciągając rękę w jego stronę, by pogłaskać go po głowie. W zamian za tą pieszczotę, Rocky obślinił mi dłoń. – Dzięki, też się cieszę, że cię widzę.
           Pies oparł łapy o otwarte okno samochodu, wychylając się do przodu, by wszystkich lepiej widzieć. Jego oczy błyszczały z entuzjazmem, a ogon szybko poruszał się na wszystkie strony. Jak widać Rocky też był podekscytowany naszym wyjazdem.
- Zostanę z nim na parkingu – powiedział Ashton, wskazując na swojego psiaka, kiedy zebraliśmy się wszyscy dookoła niego – i poczekam na was.
- To może ja i Michael skoczymy na dział ogrodniczy i kupimy wszystko do grilla – zaproponował Hood, a potem spojrzał na mnie i dziewczyny. – Waszą działką są zakupy spożywcze.
- Bierzemy Luke'a ze sobą- powiedziała Becky, wskazując na blondyna, który zajęty był głaskaniem psa. Hemmings słysząc swoje imię, odwrócił się do nas.
- Po co ja mam tam iść?
- Ktoś musi pchać wózek – skwitowała brunetka, a ja parsknęłam śmiechem na widok jego niezbyt uszczęśliwionej miny. Luke jednak z góry założył, że nie ma, co się w tej kwestii zbytnio z nami sprzeczać, więc wzruszył tylko ramionami.

             Po zakupach zapakowaliśmy wszystko do pickupa Asha. Wszyscy zajęli swoje miejsca, by po chwili obrać jeden kierunek – Brownlow Hill. Rozsiadłam się wygodnie na siedzeniu pasażera. Włożyłam na nos okulary przeciwsłoneczne, bo pogoda naprawdę nam dopisywała i słońce mocno świeciło. Poprawiłam pasy, a potem utkwiłam wzrok w drodze. Czekało nas ponad godzinne siedzenie w samochodzie – czyli do wytrzymania.
             Czerwony pickup wyznaczał nam trasę, a my jechaliśmy za nim. Oparłam głowę o rękę, wlepiając oczy w boczną szybę. Jak tylko wyjechaliśmy z miasta, rozpoczęła się parada mocno zielonych drzew i pól, które cieszyły oko. Byłam typowym mieszczuchem, ale od czasu do czasu lubiłam właśnie takie klimaty i jak to się ładnie mówi, obcowanie z naturą.
- Rose?
            Odwróciłam się w stronę blondyna, który robił za kierowcę. Nie widziałam jego błękitnych oczu, bo Luke tak jak ja, miał na nosie okulary przeciwsłoneczne. A w jego przypadku były one niemalże czarne.
- Wszystko w porządku?
- Tak, tak… Zamyśliłam się tylko – odpowiedziałam, a Luke znów spojrzał na drogę.
- Tylko?
- Od czasu do czasu to się zdarza, wiesz… To normalne – powiedziałam, a on zaśmiał się.
             Luke miał jakąś obsesję na tym punkcie. Czasem, gdy milkłam i trwało to zbyt długo, on już szukał jakieś przyczyny, dlaczego tak się dzieje. Było to słodkie na swój sposób i zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Hemmings zawsze chciał mieć pewność, że czuję się dobrze i nie przeżywam, jakiegoś wewnętrznego dramatu, o którym mu nie mówię.
- Na pewno wszystko w porządku?
- Jest spoko – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego.
- To spoko – rzucił, a ja zaśmiałam się pod nosem.
            Wychylił się bokiem w moją stronę, a ja uniosłam brwi do góry. Popukał się palcem w policzek, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Nachyliłam się i cmoknęłam go we wskazane przez niego miejsce, w momencie kiedy zatrzymaliśmy się na światłach. Chciałam się odsunąć, ale blondyn jednak w ostatniej chwili odwrócił się w moją stronę, a jego usta znalazły się kilka milimetrów od moich. Szybko złączył je, a ja oddałam się temu całkowicie, czując przyjemne ciepło. Położyłam dłoń na jego udzie, przejeżdżając nią lekko w górę i w dół. Uwielbiałam w nim wszystko, mimo, że czasem mnie denerwował, ale w takich momentach traciłam dla niego głowę na nowo. I było to, jak niekończąca się historia, której nie chciałam w żaden sposób poskramiać czy powstrzymywać.

           Borwnlow Hill było niewielką mieściną, która posiadała w samym centrum kilka ulic na krzyż. Większą część pokrywały zielone tereny, lasy i jeziora. Miejscowi wykorzystali te uroki natury, by stworzyć przyjazne środowisko dla wczasowiczów. I musiałam to przyznać, było tu naprawdę pięknie.
           Calum otworzył bramę, a my wjechaliśmy na wynajęty przez nas teren. Spojrzałam na dwupiętrowy domek, zbudowany z bali i ciemnego drewna. Od tej strony wychodziła niewielka weranda, osłonięta paskowaną markizą. Stały tam dwie ławy i długi stół. Do drzwi prowadziły niewielkie schodki, również drewniane.
            Cały teren ogrodzony był drewnianym, ciemno brązowym płotem. Trawnik był mocno zielony i równo przycięty. Na przeciwko znajdowało się kilka drzew, a po drugiej stronie wyznaczono boisko do siatkówki, z białą siatką oraz miejsce na ognisko. Było wprost idealnie.
            Wysiedliśmy z samochodów. Rocky od razu zaczął biegać po terenie, badając każdy jego kąt i zdobywając nowe zapachy. Wzięliśmy rzeczy i powoli zaczęliśmy składować je na werandzie. Calum otworzył domek. Zostawiliśmy wszystko, by rozejrzeć się po jego wnętrzu.
             Z zewnątrz domek nie wyglądał na duży. W środku jednak wszystko tak urządzono, że miało się wrażenie, że jest o wiele większy i bardziej przestrzenny, niż się wydawał. Kuchnia była po lewej, duży salon z dwoma kanapami, dwoma fotelami, telewizorem i kominkiem po prawej. Na wprost trafiało się do małej łazienki, a zaraz obok niej, był pokój z dwoma osobnymi łóżkami. Schody z salonu prowadziły na górę. Tam, tak samo jak na dole, wszystko było pokryte ciemnym drewnem. Tu oprócz nieco większej łazienki, znajdowały się trzy pokoje. Dwa z podwójnymi łóżkami i jeden z dwoma pojedynczymi.
- Jak się dzielimy? – zapytał Ashton, a potem spojrzał na nas. – Nasze podwójne gołąbki biorą po pokojach z dużymi łóżkami, to oczywiste.
- Innej możliwości nie widzę – odparł Michael z uśmiechem.
- Ja chcę spać na górze – powiedziała Becky.
- To ja biorę pokój na dole – odezwał się Irwin.- Ja i Rocky.
- Nie chcę spać sama – odezwała się ponownie Becky. – Nie lubię spać sama w obcych miejscach - dodała, patrząc na każdego z nas.
- Mogę mieć z tobą pokój- odparł w końcu Calum, kiedy nikt inny się nie odezwał. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
- To biorę łóżko po lewej – rzuciła z uśmiechem.
- Niech ci będzie.

             Wieczorem postanowiliśmy zorganizować sobie ognisko, które będzie takim małym rozpoczęciem naszego wspólnego pobytu w Brownlow Hill. My dziewczyny przygotowałyśmy jedzenie, a chłopaki zajęli się organizacją paleniska i muzyki. A mieliśmy muzykę na żywo, bo 5 Seconds of Summer pozabierało ze sobą swoje instrumenty. Jedliśmy, rozmawialiśmy i wsłuchiwaliśmy się w to, jak śpiewają, co chwilę prosząc o kolejny ich kawałek. Nie mieliśmy problemów z tym, by namawiać ich na grę. Szybko zgadzali się, na następne utwory.
              Nie przeginaliśmy jednak z alkoholem i długim siedzeniem. Nie chcieliśmy przecież przespać całego kolejnego dnia. Dlatego około pierwszej uznaliśmy, że czas spać. Szczególnie, że wszyscy czuliśmy się zmęczeni, nie tylko podróżą tutaj, ale także przygotowaniami do tego wyjazdu. Szybko posprzątaliśmy po sobie, a potem każdy rozszedł się do swojego pokoju.
              Wepchnęłam się w kolejkę do łazienki, korzystając z tego, że Becky i Calum byli pochłonięci sprzeczką na temat tego, czy okno w nocy powinno być otwarte czy zamknięte. A do łazienki wejść miała właśnie brunetka. Wzięłam szybki prysznic, a potem wyszykowana do snu, wróciłam do pokoju.
              Odłożyłam swoje rzeczy na krzesło i spojrzałam na blondyna, który już leżał w łóżku. Jak zwykle siedział z nosem w telefonie, szybko uderzając palcami w ekran. Podeszłam do niego, a on jednym ruchem odkrył kołdrę, bym mogła położyć się obok niego.
- Co robisz? – zapytałam, wchodząc na materac.
- Zobacz – powiedział zadowolony, wyciągając rękę przed siebie. Telefon zatrzymał się kawałek przed moim nosem, więc musiałam się trochę odsunąć, by zobaczyć to, co mi pokazywał.
- Kolejny level – wydusiłam z siebie, kręcąc głową.
- Właśnie prześcignąłem Irwina – powiedział z uśmiechem.
- No, gratulacje.
             Zgasiłam lampkę, która stała na szafce po mojej stronie łóżka. Luke postukał jeszcze kilka razy palcami o ekran, a potem wyłączył telefon i podał mi go. On też trafił na szafkę. Następnie położyłam się na poduszki, przysuwając się do niego. Hemmings szybko objął mnie ramieniem. Pocałował mnie w skroń, a potem mocniej otulił pierzyną.
- Podoba ci się tu? – zapytał cicho.
- Bardzo. A tobie?
- Też. Ale i tak najbardziej podobasz mi się ty.
- Mój kotek – rzuciłam, unosząc się na łokciu. 
            Choć było ciemno, to bez problemu odnalazłam jego usta, by szybko musnąć je swoimi. Uśmiechnęłam się i znów wtuliłam w niego. Luke przesunął dłonią po moich plecach. Odwrócił się na bok tak, że teraz leżał twarzą do mnie. Cmoknął mnie w nos, a ja zaśmiałam się.
- Dobranoc, księżniczko.
- Dobranoc, kotku – odpowiedziałam, przywierając do niego mocniej. Słyszałam, jak jego serce biło równym rytmem, a ten dźwięk skutecznie potrafił mnie uspokoić i rozluźnić. Uwielbiałam zasypiać wsłuchując się w niego. Nigdy nie miałam go dość.



***
Wiem, wiem, to Ash miał mieć pokój z Becky, ale... Lubię im komplikować życie :D A prawda jest taka, że jeszcze sama do końca nie wiem, czy ich ze sobą połączyć - ciągle o tym myślę, choć nie ukrywam, że to kuszące, bo pasowali by do siebie :D. Zdradzę tylko tyle, że w ostatniej części opowiadania w końcu wszyscy będą kogoś tam mieli - ostatnia część, czyli numer sześć tak dla sprostowania :)

Tak, jak pisałam poprzednim razem - Sezon piąty będzie nieco luźniejszy. Mam jednak nadzieję, że nie będzie dla was nudny :) 

Kolejny rozdział pojawi się w niedzielę :)

W ogóle - tak poza tematem - podoba mi się na tym gifie zaciesz Asha haha XD Jest słooodziachny :D

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Co?
- Jestem ciekawy, czy jesteś zajęta.
- Zajęta.
- Z tej strony biegacz solo – oznajmił, wskazując na siebie palcem. Zaśmiałam się pod nosem. – Wyznający raczej zasadę otwartych związków.

***

Nagle jego oczy natrafiły na jego dziewczynę. Stała oparta o płot, rozmawiając z jakimś uśmiechniętym opalonym typkiem, który na dodatek świecił gołą klatą tuż przed jej twarzą. Był nie wysoki, ale to nadrabiał dobrze wyrzeźbioną sylwetką, której pewnie zazdrościł mu nie jeden facet. Warknął pod nosem z niezadowoleniem. Zupełnie mu się to nie podobało. Nie wiele myśląc, zszedł po schodach i ruszył w ich stronę. 

***

- Co to kurwa było?
- Nie mogłam już tego dłużej powstrzymywać – odpowiedziałam, podrywając głowę do góry, by móc na niego spojrzeć.

***

- No, jak z gazety. Nie do końca mój typ.
- No, tak ty gustujesz we wrednych blondynach – skwitowała ze śmiechem Becky, a ja prychnęłam pod nosem. Po chwili jednak uśmiechnęłam się. – Myślisz, że ma dziewczynę?

***

- Co żeś zrobił? – zapytała surowym tonem Lori. Jej oczy świdrowały chłopaka. Michael zrobił przepraszającą minę.
- Chciałem tylko, by obaj wpadli do wody – powiedział powoli czerwonowłosy. 

4 komentarze:

  1. Rozdział, nieco spokojniejszy, jednakże zawierający wszystko to, co potrzeba. Wakacje czas zacząć! Oby tylko ktoś z nich nie wrócił, z malutkim dzieciaczkiem w brzuszku. Brak rodziców, brak kontroli, a paczuszek prezerwatyw... ciekawa jestem, czy Michael dalej pilnuje, żeby Lori zażywała tabletki. No i pozostaje nam Becky!!! Czekam na ich wakacyjne przygody :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny początek kolejnego sezonu! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. A mam prośbę czy dodałabyś 10 listopada jeden rozdział proszę?! Taki prezent na urodziny hmm...? :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczny rozdział ♥
    Bardzo proszę, połącz Ashtona i Becky, moim zdaniem oni do siebie bardzo pasują... Może Rose im pomoże w byciu razem? Twoja decyzja, co postanowisz będzie najlepsze, ale bardzo bym chciała, żeby byli razem <3
    Luke jest zawsze taki słodki i już pewnie nie raz to mówiłam, ale powtórzę, że stanowią z Rose świetną parę, o której kocham czytać
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń