niedziela, 8 listopada 2015

S5 - Rozdział 2

Cause you're got that one thing


         Obudziłam się nad ranem. Liczyłam na to, że może jeszcze na chwilę przymknę oko. Jednak nie mogłam spać dalej. Przez chwilę leżałam, gapiąc się w drewniany sufit i wsłuchując się w cichy i spokojny oddech Luke'a, który spał obok. Obejmował mnie w pasie, a jego twarz przyciskała się do mojego ramienia. Leżał bez kołdry, bo całą pierzynę zabrałam ja, jednak blondynowi najwidoczniej to w ogóle nie przeszkadzało.
          W końcu uznałam, że to bez sensu tak bezczynnie leżeć. Wiedziałam, że i tak nie dam rady zasnąć z powrotem. Powoli, wysunęłam się spod ramienia Hemmingsa, a następnie wstałam z łóżka. Okryłam go kołdrą, a potem nachyliłam się nad nim, by lekko musnąć jego policzek ustami. W tym momencie delikatnie uśmiechnął się przez sen, jakby zdawał sobie sprawę z tego, co zrobiłam. Ja również uśmiechnęłam się pod nosem, a następnie cicho podeszłam do torby. Wyjęłam z niej krótkie spodenki i luźną koszulkę na grubych ramiączkach, a także świeżą bieliznę. Złapałam za kosmetyczkę i ruszyłam do łazienki, by doprowadzić się do tak zwanego stanu używalności.
           Było kilka minut po ósmej, kiedy zeszłam na dół. Rocky przywitał mnie, ocierając się pyskiem o moje nogi. Entuzjastycznie machał ogonem, a jego ciemne oczy dokładnie śledziły każdy mój ruch. 
           Na dworze od rana świeciło przyjemne słońce, więc postanowiłam to wykorzystać. Wzięłam z wieszaka czerwoną smycz, a potem zapięłam psika. Złapałam za drugi komplet kluczy i wyszłam z domku. Zamknęłam za sobą drzwi, a potem razem z Rocky’im udaliśmy się na poranny spacer w celu poznania okolicy.
           Kiedy znalazłam się za bramą, odbiłam na prawo. Ruszyłam pustą polną drogą. Rocky z ciekawością zahaczał o każdy możliwy większy krzak czy źdźbło trawy, łapiąc nowe zapachy. Wokół mnie panowała przyjemna cisza, a ja rozkoszowałam się takim idealnym początkiem dnia.
           Brownlow Hill miało naprawdę piękne tereny. Przede mną rozprzestrzeniały się mocno zielone łąki, gdzie niegdzie usłane drobnymi białymi lub żółtymi kwiatami. Z daleka majaczyły inne drewniane domki, które były zajęte lub nadal czekały na swoich wczasowiczów. Niedaleko znajdowało się sporej wielkości jezioro. Jednak nie skierowałam się w tamtą stronę. Ruszyłam w stronę pobliskiego lasu, który ciągnął się, aż po horyzont.
            Zboczyłam z głównej drogi, wchodząc w wąską leśną ścieżkę. Rocky niczym pies tropiący, maszerował przede mną z nosem przy ziemi, badając teren. Choć nie było wiatru, to i tak dało się słyszeć leciutki, przyjemny szum liści tuż nad głową. Korony drzew były bujne, ale miejscami przedzierało się przez nie gorące słońce, rozświetlając zakamarki lasu i sprawiając, że ten widok był niemalże magiczny.
           Nagle usłyszałam cichy szum strumyka. Moje nogi od razu skierowały się w tamtą stronę. W pewnym momencie rozległ się trzask. Podskoczyłam, spoglądając na mojego towarzysza. Rocky znalazł długi badyl i rozgryzł go na pół, wesoło machając ogonem, jakby cieszył się z tego, co zrobił. Zaśmiałam się pod nosem, wyciągając w jego stronę dłoń. Psiak od razu podszedł do mnie. Pogłaskałam go po głowie, a on zaczął się łasić, jak kot, by otrzymać jeszcze więcej pieszczot. W końcu wyprostowałam się, by kontynuować wycieczkę.
            Po niedługim marszu, doszliśmy we dwójkę do strumyka. Był tak płytki, że idealnie było widać całe dno. Gdybym do niego weszła, z pewnością sięgałby mi odrobinę za kostki. Usiadłam na kamieniu, który znajdował się niedaleko wody. Oparłam głowę o rękę i zamknęłam oczy, wsłuchując się w jego cichy szum. Rocky zaczął kopać.
- Ej – rzuciłam ze śmiechem. – Ja tu się relaksuję.
           Pies spojrzał na mnie, w dalszym ciągu machając ogonem. Po chwili przytargał mi sporej wielkości kij, uderzając mnie w odsłonięte łydki. Rzucił go pod moje trampki, a potem usiadł obok, kładąc mi pysk na kolanach. Podrapałam go za uszami, a on przymknął oczy, nachylając się jeszcze bardziej w moją stronę.
           Nie byłam pewna ile tak siedziałam, ale Rocky w końcu się położył i chyba przysnął, bo nie interesował się już niczym, co było w około niego. Dopiero, gdy chciałam sprawdzić godzinę, zorientowałam się, że nie wzięłam telefonu. Dodatkowo powoli zaczynałam robić się głodna, więc zarządziłam powrót. Wstałam z kamienia. Mój towarzysz spaceru również poderwał się na równe łapy.
- Wracamy do domu? – zapytałam, a Rocky zamachał tylko ogonem.- To, spoko. Jesteś dobrym kompanem. Mało skomplikowanym – pociągnęłam, ponownie go głaszcząc.
            Odwróciłam się i ruszyłam dróżką w stronę większej ścieżki. Rocky dumnie kroczył obok mnie, co jakiś czas śledząc ruchy moich trampek. W końcu znaleźliśmy się przy końcu drogi. Odwróciłam się, by na chwilę rzucić jeszcze okiem na las. Przez to nie zauważyłam chłopaka, który przebiegał tuż obok nas. Ja go nie widziałam, ale Rocky był bardziej czujny ode mnie.
            Podskoczyłam ze strachu, gdy pies rozszczekał się na widok nowej osoby. Nieznajomy zatrzymał się i lekko odskoczył w bok. Od razu zawinęłam smycz Rocky’ego wokół nadgarstka, skrócając ją. Spojrzałam na opalonego chłopaka. Miał ciemne oczy, czarne krótkie włosy i niebieskie szorty do biegania. Na jego nogach znajdowały się czerwone buty biegacza. Nie miał koszulki, więc łatwo mogłam zauważyć, że miał atletyczną budowę ciała. Z pewnością dużo ćwiczył. Mogę wprost określić, że wyglądał, jak facet-model z tych wszystkich pisemek dla kobiet. Był przystojny, a kiedy się uśmiechnął, ukazał mi szereg bielusieńkich, idealnie równych zębów. Z pewnością nie jedna panna śliniła się na jego widok.
- Przepraszam- powiedziałam, a Rocky przestał szczekać.
- Nic się nie stało. Choć nie powiem, ale przez moment miałem mini zawał serca – odpowiedział, w dalszym ciągu się uśmiechając. – Twój pies jednak cię porządnie pilnuje.
- Nie jest mój.
- Podprowadziłaś go komuś? – zapytał ze śmiechem. A następnie uniósł ręce do góry.- Spoko, nie pisnę słowem.
- Ukradłam go na chwilę przyjacielowi – rzuciłam, wychodząc na główną drogę.
- Jak się wabi?
- Rocky.
- Hej, Rocky – powiedział nieznajomy. – Nie dziabnie mnie?
- Nie. - Ukucnął, lekko wyciągając rękę w stronę psa. Rocky zawahał się, badając czy można mu zaufać. Po chwili jednak zbliżył się do niego, dając się pogłaskać.
- Jesteś miejscowa czy przyjezdna?
- Przyjezdna.
- Ja tak samo. Ja i moi znajomi mieszkamy w domku za tym malutkim laskiem.
- Ja i moja paczka zatrzymaliśmy się w domku przed tym laskiem.
- Więc prawie jesteśmy wakacyjnymi sąsiadami.
- Coś w tym stylu. - Nieznajomy przestał drapać Rocky’ego i wyprostował się.
- Jestem Justin.
- Rosalie. Miło cię poznać.
- Ciebie również. Wracasz do domu?
- Tak.
- W takim razie przyłączę się do was. – Kiwnęłam głową i oboje, plus pies, ruszyliśmy główną drogą w stronę domków. – Chyba musieliście przyjechać dzisiaj lub wczoraj, bo wcześniej wasz domek był pusty.
- Przyjechaliśmy wczoraj, a wy?
- Trzy dni temu.
- Codziennie biegasz?
- Staram się, choć to nie zawsze wychodzi – odpowiedział ze śmiechem. – Ja i moja grupa jesteśmy otwarci na nowe znajomości, więc może kiedyś powinniśmy zorganizować sobie jakieś spotkanie.
- Czemu, nie. Im więcej ludzi, tym lepiej.
- Dokładnie. My też wyznajemy tą zasadę. Studenci?
- Zaczynający studia.
- To tak, jak my! Jaka uczelnia?
- Uniwersytet Melbourne.
- Daleko.
- Trochę. A wy?
- Połowa poszła do Akademii Newcastle, a druga na Uniwersytet Wollongong. Trochę nas rozsiało. Miasto?
- Sydney.
- My jesteśmy z Gosford. Status?
- Co?
- Jestem ciekawy, czy jesteś zajęta.
- Zajęta.
- Z tej strony biegacz solo – oznajmił, wskazując na siebie palcem. Zaśmiałam się pod nosem. – Wyznający raczej zasadę otwartych związków.
- Ciekawe podejście.
- Jestem za młody, by się wiązać tak na poważnie. Chcę najpierw zaszaleć. Ile was tu przyjechało?
- Siedem osób i pies.
- Nas jest dziewiątka.
- Spora grupa.
- Tak… I cholernie głośna.
            Zatrzymaliśmy się przy płocie od mojego domku. Rocky ustawił się przy moich nogach, w dalszym ciągu z ciekawością spoglądając na nieznajomego. Justin po raz kolejny go pogłaskał, a pies zamerdał ogonem. Spojrzałam na chłopaka, a on uśmiechnął się do mnie. Odpowiedziałam tym samym.
- Masz może zegarek?
- Aż tak cię nudzę?- zapytał ze śmiechem.
- Nie, ale jestem pewna, że straciłam poczucie czasu. – Justin wyciągnął telefon z kieszeni. Spojrzał na wyświetlacz.
- Jest po dziesiątej.
- To straciłam poczucie czas – oznajmiłam ze śmiechem.
- Co? Grupa czeka na śniadanie?
- Wcale, by mnie to nie zdziwiło. - Gdy tylko to powiedziałam, Justin spojrzał gdzieś za mnie. Z pewnością ktoś z mojej paczki, wyłonił się na zewnątrz.

***
            Wyszedł z domku, ściskając w ręku telefon komórkowy. Od jakiegoś czasu czekał na Rose, a ona przepadła, jak kamień w wodę. Rocky też zniknął. Domyślał się, że rudowłosa mogła wybrać się na spacer, ale martwił się, że tak długo jej nie było. Do tego nie zabrała ze sobą telefonu, co tylko pogarszało całą sprawę. A jak coś jej się stało?
           Nagle jego oczy natrafiły na jego dziewczynę. Stała oparta o płot, rozmawiając z jakimś uśmiechniętym opalonym typkiem, który na dodatek świecił gołą klatą tuż przed jej twarzą. Był nie wysoki, ale to nadrabiał dobrze wyrzeźbioną sylwetką, której pewnie zazdrościł mu nie jeden facet. Warknął pod nosem z niezadowoleniem. Zupełnie mu się to nie podobało. Nie wiele myśląc, zszedł po schodach i ruszył w ich stronę.

***
           Zmarszczyłam lekko czoło, spoglądając na Justina. Chłopak zrobił duże oczy, a potem uśmiechnął się promiennie na widok osoby, która zmierzała w naszą stronę. Odruchowo przejechał dłonią po krótkich włosach, jakby chciał jej poprawić. W jego brązowych tęczówkach dostrzegłam łobuzerski błysk i przez chwilę byłam pewna, że Justin zacznie się ślinić. Byłam pewna, że dostrzegł Becky lub Lori i że któraś musiała, aż tak mocno wpaść mu w oko. Jednak, gdy się odwróciłam nie zobaczyłam żadnej z nich. W naszą stronę szedł Luke. I wcale nie miał zbyt ciekawej miny.
            Spojrzałam zdezorientowana na nowego znajomego, który nie odrywał oczu od blondyna. Po chwili zerknęłam na Hemmingsa, by znów wrócić do Justina. Powoli wszystko zaczynało nabierać sensu.
- Jesteś gejem? – wydusiłam z siebie, a on niechętnie oderwał oczy od Luke'a.
- Tak, a co? Myślałaś, że wyrwiesz mnie na randkę?
- Nie schlebiaj sobie – rzuciłam, a on zachichotał. – Jestem zajęta.
- Wiem, już to mówiłaś.
- Podoba ci się?
- On? – zapytał, wskazując brodą na Hemmingsa.
- On.
- Nawet nie będę ukrywał, że nie. Boże… Ale ciasteczko. Przeważnie nie kręcili mnie blondyni, ale… Matko… Jest mega przystojnym cukiereczkiem.
- Fajnie, dobrze wiedzieć – powiedziałam, siląc się na spokój. Miałam wielką ochotę wybuchnąć śmiechem, ale powstrzymałam się. Chciałam koniecznie zobaczyć, co z tego wyniknie, gdy dojdzie do spotkania jednego z drugim.
- Jest wolny?
- Nie, akurat zachwycasz się moim facetem.
- No, bez jaj – jęknął, marszcząc nos. – Ale wyrwałaś gościa. – Och, żebyś wiedział Justin, że w mojej rodzinie nie tylko ja wyrwałam kogoś o nazwisku Hemmings. Moja mama chajtnęła się z jego ojcem, ale pomińmy te szczegóły.
- Rose – powiedział poważnym tonem Luke, wychodząc zza bramę. Po chwili stanął obok mnie. Teraz tym bardziej chciałam parsknąć śmiechem, bo Justin wlepiał w Hemmingsa maślany wzrok. – Gdzieś ty była?
- Na spacerze. Poznaj naszego wakacyjnego sąsiada. To Justin. On i jego paczka zatrzymała się w domku za laskiem.
- Luke, chłopak Rose – rzucił Hemmings, niechętnie wyciągając rękę w jego stronę. To się zdziwi, jak się dowie, że to nie ja wpadłam mu w oko. Aż nie mogłam doczekać się jego miny. Chyba zrobię mu zdjęcie.
- Justin – odpowiedział chłopak, uśmiechając się jeszcze szerzej, gdy ujął dłoń blondyna. Hemmings chyba nieco się zdezorientował zbyt wielkim entuzjazmem ze strony nowego kolegi, bo jego brwi lekko uniosły się ku górze.
- Dzięki za odprowadzenie – powiedziałam, kiedy Luke zaczął mierzyć go wzrokiem.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- Domyślam się – rzuciłam, a on zaśmiał się, puszczając mi oczko.
- Nawet nie zaprzeczę. – Luke w tym momencie objął mnie w pasie, mocniej przyciągając do siebie. Zazdrośnik. – Zobaczymy się jeszcze?
- Pewnie, czemu nie.
- Chodźmy na śniadanie – przerwał nam blondyn, a ja miałam ochotę parsknąć śmiechem na widok jego zaciętej miny. Był wkurzony, ale udawał, że wszystko jest w porządku.
- Tak, to dobry pomysł – odpowiedziałam.
- Też się zwijam. Pewnie też na mnie czekają ze śniadaniem.
- W takim razie smacznego i do zobaczenia.
- Wzajemnie, Rosalie – rzucił Justin.
            Raz jeszcze uśmiechnął się szeroko do Hemmingsa, nie odrywając oczu od jego błękitnych tęczówek, a potem ruszył polną drogą w stronę swojego domku. Odwrócił się jednak po kilku krokach, uśmiechnął się raz jeszcze – patrząc głównie na Luke'a – by na odchodnym machnąć nam ręką. Odpowiedziałam tym samym, a następnie zostałam niemalże siłą wciągnięta za bramę.
            Gdy tylko Luke zamknął ją za nami, ryknęłam śmiechem. Uwolniłam Rocky’ego ze smyczy, który biegiem ruszył w stronę drzwi. Z pewnością zwęszył jedzenie. Otarłam kąciki oczu, bo prawie popłakałam się ze śmiechu, walcząc z napadem głupawki.
            Luke spojrzał na mnie, nie za bardzo rozumiejąc, o co mi chodzi. Wlepiłam w niego oczy, a potem parsknęłam śmiechem po raz kolejny. Uniósł jedną brew do góry, czekając, aż skończę. W końcu wzięłam głęboki oddech i podeszłam do niego, wtulając się w jego ciało.
- Co to kurwa było?
- Nie mogłam już tego dłużej powstrzymywać – odpowiedziałam, podrywając głowę do góry, by móc na niego spojrzeć.
- Co to za koleś? Szedł za tobą czy co?
- Nie, nic z tych rzeczy. Wpadliśmy na siebie przypadkiem.
- On mi się nie podoba.
- Luke…
- Co?!
- Przestań odbierać każdego faceta, jak zagrożenie. – Przekręcił oczami. Objął mnie jednak ramionami, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. – Zresztą nie jestem w jego typie.
- Och, jasne… A skąd ty to możesz wiedzieć, prawie go nie znasz.
- Po prostu wiem. Nie jestem w jego typie – powtórzyłam, ze śmiechem.
- Bo?
- Bo jasno dał mi do zrozumienia, kto wpadł mu w oko.
- Kto?
- Ty – odparłam, a potem po raz kolejny ryknęłam śmiechem, gdy Hemmings wytrzeszczył oczy i lekko rozchylił usta, będąc w szoku. Wcisnęłam twarz w jego koszulkę, zaciskając palce na jasnym materiale. Znów musiałam się uspokajać. Czy nie powinnam być w tym momencie zazdrosna? Może… Chyba… Mnie jednak ta cała sytuacja masakrycznie bawiła.

            Po południu pogoda nadal była iście wakacyjna, więc postanowiliśmy nie siedzieć w domku. W końcu nie po to tu przyjechaliśmy. Wyszykowaliśmy się, zapakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy podbić tutejsze jezioro.
           Woda była czysta i przyjemnie chłodna. Przy wejściu zrobiono coś na wzór plaży, dlatego zamiast na trawie leżeliśmy na piasku. Po obu stronach rosły pojedyncze grube drzewa, a kawałek dalej postawiono pomost układający się w literę L.
           Rozłożyliśmy ręczniki, a potem szybko rozebraliśmy się do strojów kąpielowych i wskoczyliśmy do wody, ciesząc się, jak małe dzieci. Rocky biegał dookoła, domagając się tego, by któreś z nas ponownie rzuciło mu znalezionego wcześniej patyka. W końcu kiedy chłopaki zaczęli się wygłupiać, my dziewczyny, zarządziłyśmy ewakuację.
           Położyłyśmy się na ręcznikach, by przeschnąć. Becky otworzyła zimne piwo, a puszka wydała z siebie charakterystyczny syk. Spojrzałam na nią, gdy przyssała się do niego. Wyglądała, jakby nie piła od miesiąca.
- Więcej tego nie rób – powiedziała cicho Lori, poprawiając się na ręczniku obok.
- Co? – wydusiłam z siebie, nie wiedząc, o co jej chodzi.
- O te twoje znikanie. Hemmo prawie wyszedł z siebie – odpowiedziała blondynka, a Becky szybko pokiwała głową.
- Ta, jego mina mi to zobrazowała – rzuciłam, zamykając oczy. Leżąc, wystawiłam bardziej twarz do słońca. – Nie wiem, jakim cudem zapomniałam wziąć komórki. Przeważnie nigdzie się bez niej nie ruszam. Chyba mój mózg uznał, że też ma wakacje.
- Co za kretyni – mruknęła Lori, a ja uniosłam się na łokciach. Przekręciłam oczami. Chłopaki właśnie wymyślili, że będą po kolei wrzucać się do wody. Z tego, co zdążyłam zauważyć, wygrywał ten, który zrobił większe BUM, uderzając w taflę jeziora. Wzruszyłam ramionami, pozostawiając to bez komentarza. Potem niech nie płaczą, że ponabijali sobie siniaki. Wróciłam do poprzedniej pozycji.
- A ten cały Justin – zaczęła Becky.
- Co z nim? – zapytałam.
- Mówiłaś, że to ciasteczko – ciągnęła dalej brunetka, a po jej głosie poznałam, że jest ciekawa.
- No, jak z gazety. Nie do końca mój typ.
- No, tak... Ty gustujesz we wrednych blondynach – skwitowała ze śmiechem Becky, a ja prychnęłam pod nosem. Po chwili jednak uśmiechnęłam się. – Myślisz, że ma dziewczynę?
- Kto?
- Justin.
- Powiedział, że jest solo i preferuje otwarte związki. Ale on nie będzie tobą zainteresowany.
- Bo?
- Jest gejem.
- Kurwa – syknęła, co mnie rozbawiło. Usłyszałam, że Lori też zaczęła chichotać pod nosem. – Peszek. Muszę znaleźć sobie inne ciasteczko.
- Znajdziesz je w końcu – powiedziałam, a ona zaśmiała się. – Walnie cię to w najmniej oczekiwanym momencie.
- Z tobą tak było?
- Nawet nie zaprzeczę – odparłam.
            Usłyszałam szybkie kroki, które musiały należeć do jednego z chłopaków. Po chwili rozpoznałam, kto to. Mokry Luke walnął się na ręcznik obok, a potem, jak gdyby nigdy nic nachylił się nade mną, ocierając się swoim ciałem o moje. Poruszał głową, a kilka chłodnych kropel wody wylądowało na mojej twarzy. Warknęłam pod nosem odpychając go, co wywołało z jego strony gromki śmiech.
- No, weź! Zdążyłam trochę przeschnąć!
           Blondyn zaśmiał się po raz kolejny, a potem wrócił na swoje miejsce. Podniosłam się, łapiąc za ręcznik, który miałam pod głową. Wytarłam twarz. Spojrzałam na niego. Wpatrywał się we mnie z miną niewiniątka. I weź tu się na niego wkurzaj!
- Już po zabawie? – odezwała się Lori.
- Ta... Po tym, jak Michael przyrżnął mi nogą w żebra, to mi się odechciało – powiedział Luke, poprawiając pozycję, w jakiej leżał. – I tak… To bolało.
          Wymieniłam spojrzenia z dziewczynami, powstrzymując śmiech. Przeniosłam swoje ciemne oczy na pozostałą trójkę. Czerwone włosy Clifforda opadały mu na twarz, a zielone oczy śledziły Caluma, którego wyrzucał do wody Ashton. Irwin w końcu ukazał nam się w prostych włosach, bo woda skutecznie wygładziła mu ciemne blond loczki. Rocky zainteresowany tym, co się dzieje, usiadł przy brzegu obserwując to, co robią.
          Już chciałam położyć się z powrotem, gdy nagle przyszła kolej do wyskoku Ashtona. Calum wynurzył się z wody, rozczochrując swoje czarne włosy ręką. Potem zrobił koszyczek i Irwin już przyjął odpowiednią pozycję. To była chwila, gdy podskoczył. Nie wiedział jednak, że Michael dla zabawy podetnie Hooda. Tym oto sposobem, Mulat wyrżną łokciem w twarz lecącego w powietrzu Asha, który padł do wody.
          Zamarłam, mając nadzieję, że nic mu się nie stało. Jednak głupie pomysły chłopaków przeważnie rzadko kiedy dobrze się kończą. Ashton wynurzył się, trzymając się za nos. Nawet z tej odległości dostrzegłam, jak perkusista zalewa się krwią.
- O kurwa! O kurwa! Stary! – krzyknął Calum.
- Przepraszam! – odezwał się Clifford.
           Irwin uśmiechnął się lekko i machnął na niego ręką, dając mu znać, że nic takiego się nie stało. Poderwałam się z miejsca tak szybko, że reszta spojrzała na mnie. Dopiero wtedy zorientowali się, że coś się dzieje. Ashton wyszedł z wody, a czerwona ciecz ciekła mu po ręku.
- Wiedziałam, że to się źle skończy – skwitowała Lori.
           Irwin podszedł do nas, a ja szybko kazałam mu usiąść. Wokół niego ustawiła się reszta geniuszy, krzywiąc się na widok tego, ile krwi z niego wypływa. Niewiele myśląc złapałam za ręcznik i podsunęłam mu go pod nos.
- Pochyl się lekko – powiedziałam, klepiąc go po plecach. – Zaraz powinno ci przejść. Mocno oberwałeś?
- Trochę.
- Ja naprawdę nie chciałem – rzucił Michael.
- Jest okej – rzucił Ashton, a jego głos częściowo zagłuszył ręcznik.
- Zaraz puszczę pawia – odezwała się Becky. Odwróciłam się w jej stronę. Dziewczyna pobladła, niepewnie zerkając na kumpla.
- Odwróć się albo idź pooglądać drzewka – rozkazałam jej, a ona tylko kiwnęła głową i szybko oddaliła się od naszego poszkodowanego.
- Co żeś zrobił? – zapytała surowym tonem Lori. Jej oczy świdrowały chłopaka. Michael zrobił przepraszającą minę.
- Chciałem tylko, by obaj wpadli do wody – powiedział powoli czerwonowłosy.
- Wyluzujcie, to nic takiego – odezwał się ponownie Irwin.
- Pójdę do Becky – pociągnęła Lori, a ja spojrzałam na nią. – Nasza koleżanka właśnie wyrzyguje żołądek.
- Matko, udane popołudnie – skwitował Calum, kręcąc głową.
- My się nie umiemy nudzić – dodał Luke.
- To dzięki wam zawsze jest coś do roboty – rzuciłam, wskazując ich palcem. –Wy i wasze pomysły.
- Ale i tak nas uwielbiasz?- zapytał Irwin, zerkając na mnie. 
           Uśmiechnęłam się szeroko i szybko pokiwałam głową. Mimo tego, co odwalają i co wymyślają i jak często, i skutecznie potrafią mnie drażnić, to i tak nadal uwielbiałam całą moją paczkę. Nie zamieniłabym ich na nikogo innego. A pomyśleć, że z początku ich nie znosiłam. 


***
Wakacje czas zacząć! - Dobra, zaczęły się w poprzednim rozdziale, ale lajtu i swobody ciąg dalszy :) No i... Justin XD Zdradzę wam tylko, że jeszcze się pojawi :D

Co do Becky i Ashtona - nic nie zdradzę. Mam już opracowaną w całości ostatnią część opowiadania, ale nie mogę nic z siebie wydusić, bo nie będzie "niespodziewanki" :D Chociaż wy ostatnio zbyt łatwo mnie rozgryzacie :P

Wg dziś dokopałam się do jednej historii, którą naskrobałam w tym samym momencie, co Pokochać ciszę (czyli jakiś dłuższy czas temu). W sumie te dwa opowiadania miały być jako jedno, ale pomyślałam, że nie mogę być tak okrutna i zrobiłam z tego dwie osobne historie. I o tej jednej - wstyd się przyznać - zapomniałam :/ 
Postanowiłam jednak ją wyciągnąć na światło dzienne i zacząć pisać. Sama się dziwię, że tak mocno mnie wciągnęło. Możliwe, że to tematyka - odrobiny więcej dramatu i niezbyt miłych rzeczy, a ja lubię, jak coś się dzieje. Tematyka z jednej strony dość brutalna, a z drugiej delikatna. No i pierwszy raz tam 5SOS nie istnieje - nie istnieje tak naprawdę, bo postanowiłam rozdzielić chłopaków, a jakby nie patrzeć, nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Wyskrobałam już sześć rozdziałów - jestem z siebie dumna :D Możliwe więc, że niedługo światło dzienne ujrzy kolejne opowiadanie o 5SOS (ta znowu :P -jęk zawodu i rozpaczy). Chociaż najpierw chcę skończyć historię o Wilczycach. Ale u mnie nigdy nic nie wiadomo :D Zobaczymy, co z tego będzie.

Ale dobra dosyć mojej paplaniny - pisaniny :) Czas na konkrety - Magda, da radę. Urodziłaś się w tym samym miesiącu, co ja więc - tym bardziej da radę :D Tak, więc kolejny wyjątkowo szybciej, bo 10 listopada, a prościej - WTOREK :D

Dziękuję wam za komentarze, które UWIELBIAM! Zawsze mam zaciesz, jak je czytam :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Zazdrosna?
- No? Co jeśli Justin mi cię obije? Widziałeś, jakie ma gorące ciało?– odparłam ze śmiechem.

***

- W ostatnim secie przerznęliśmy dwoma punktami. No i Becky zaliczyła spektakularną glebę, odbijając się od siatki – rzucił ze śmiechem. – Wyglądało to tak, jak na kreskówkach.

***

- Nie wkurza cię to? – odparła, nie odrywając od nich oczu.
- Co dokładnie?
- A to, że Luke i Michael sobie tam tak stoją i pozwalają, by te laski się do nich śliniły – powiedziała z wyrzutem. 

***

- Jak można być zazdrosnym o coś takiego?
- Nie wiem, ty znasz odpowiedź, bo też ciśniesz się oto, że ktoś otworzył do mnie buzię – rzuciłam, klepiąc go po ramieniu. Luke milczał. – Czyżby pana Hemmingsa zatkało? 


9 komentarzy:

  1. Rozdział jak zwykle - świetny :D
    Przyznaje się, że cały dzień co chwile zaglądałam na na bloga, odświeżalam i sprawdzałam czy jest next XD cóż... uzależnilas mnie od swoich opowiadań haha
    Teraz tylko wyczekiwac do wtorku i 3 nowych rozdziałów <3
    Pozdrawiam, mz photography ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za wszystkie błędy! Jestem na telefonie i nie mogę się z nim dogadać :P

      Usuń
  2. Rozdział jak zwykle cudny :)
    Przez cały rozdział śmiałam się jak nienormalna i musiałam się powstrzymywać żeby nie zacząć się śmiać zbyt głośno bo wszyscy w moim domu śpią :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten gif hahahah XD Oni tak becznie tam wyglądają, że aż nie mogę powstrzymać zacieszu na twarzy. LUKE HAHAHAHAHA chyba komuś wpadłeś w oko i nie... to nie jest dziewczyna XD Po prostu w tym momencie Justin rozwalił system. Nie wiem czemu ale już go lubię i fajnie, że jeszcze się pojawi i pewnie "poślini się do Hemmo" :D Po prostu przechodzisz samą siebie wymyślając coraz to nowsze ich odpały, rozrywki i akcje. KOCHAM TO!!!
    Czy ja dobrze przeczytałam, że masz przygotowaną OSTATNIĄ, OSTATNIĄ!!!!!!!! część opowiadania? JAKĄ OSTATNIĄ???!!!To ma się ciągnąć, jak Moda na sukces. Nigdy nie mam dość.
    O? Nowa historia - jestem za. Uwielbiam twoje opowiadania, więc nie - nie jęczę, że znowu coś wymyśliłaś - zacieram ręce! Jestem zaintrygowana już teraz.
    Nie mogę doczekać się kolejnej części.
    Roxy ty też niedługo masz urodziny :D Więc może ci jakiś wierszyk napiszę, skoro ty zawsze komuś składasz życzenia :) Chcesz? Jestem skora się poświęcić i pokazać mój antytalent pisarski nawet tu na forum hahahah
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam tego gifa... W ogóle uwielbiam Hey everybody, w ogóle chłopaków uwielbiam <3
    Rozdział wspaniały, bo twój ♥
    Justin gejem - nie spodziewałam się, ale jak przeczytałam, że jest innej orientacji to miałam totalny zaciesz.
    Nowa historia - jestem ja najbardziej za. Bardzo, bardzo chcę nowe opowiadanie. Serio nie wiem, jak ty znajdujesz na to wszystko czas, ale jest bardzo, bardzo wdzięczna ci, że jesteś tutaj i że piszesz dla nas, więc chciałabym ci podziękować ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsza myśl Luke'a: Gdzie ona jest?
    Druga: Kim jest ten gościu, co się gapi na Rose?
    Trzecia: Jakim prawem, z nią rozmawia?
    Czwarta: Cholera, on ją podrywa!
    Piąta: Rose!
    Szósta: Muszę rozdzielić tę dwójkę!
    Siódma: Idę mu wpieprzyć, jeśli zajdzie taka potrzeba. Rose jest moja i nikt inny, nie ma prawa być w jej pobliżu... chyba, że to jest Michael, Ashton i Calum, ale to tylko dlatego, że oni są niegroźni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak ogólnie, to coś mi się wydaje, że to będą niezapomniane wakacje. Dlaczego? Bo dobrze już się zaczęły. Luke Hemmings, zostaje ponownie podrywany ^^
      Aj... dawaj mi tutaj CIOCIU kolejny rozdział :*

      Usuń
  6. Wow dziękuję za ten świetny rozdział, oraz za poświęcenie trochę czasu na jutrzejszy rozdział. Sądzę, że dzięki twojemu opowiadaniu moje urodziny będą ciekawsze! Miłego dnia życzę Magda.
    Ps : którego masz urodziny?

    OdpowiedzUsuń