wtorek, 10 listopada 2015

S5 - Rozdział 3

I love the way you are


           Otworzyłam powoli oczy. Zamrugałam kilka razy, zdając sobie sprawę z tego, że jestem niemalże wciśnięta w klatkę piersiową Luke'a. Blondyn spał na plecach, a ja obejmowałam go ramieniem. Jego palce lekko zaciskały się na moim przedramieniu. Byłam tak blisko niego, że prawie dotykałam czołem jego skóry. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, bo ta pozycja nagle skojarzyła mi się z rzepem, który przyczepia się do psiego ogona. W tym przypadku rzepem byłam ja.
           Starając się to zrobić, jak najdelikatniej, odsunęłam się do niego. Nie chciałam go celowo obudzić. Jednak i tak, jak tylko wysunęłam przedramię spod jego dłoni, niechcący zahaczyłam go łokciem, a Luke drgnął. Zmarłam, wpatrując się w niego. Zobaczyłam, jak powoli otwiera oczy. Jego błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. Uśmiechnął się lekko.
- Śpij dalej- powiedziałam szeptem, całując go w nos.
- Która godzina?
- Po dziewiątej. – Kiwnął głową, łapiąc za kołdrę i podsuwając ją wyżej.
- Gdzie idziesz? – zapytał, jak tylko odwróciłam się od niego. Znów na niego spojrzałam.
- Już się wyspałam. Może zabiorę się za śniadanie lub…
- Lub znowu pójdziesz na spacer?- wtrącił się, kręcąc nosem. Choć wiedział, że Justin jest gejem, to jednak nadal miał jakieś dziwne obawy względem niego, co dla mnie było naprawdę niedorzeczne. Ale to Luke. Jego nie da się do końca zrozumieć. W końcu to facet.
- Może pójdę – rzuciłam z przekąsem. – A co? Przyprowadzić ci Justina? Myślę, że się za tobą stęsknił. Pomijając to, że nie byłeś zbyt dla niego miły i…
              Ale nie dokończyłam. Luke prychnął pod nosem, a potem szybko odwrócił się na bok. Teraz mogłam podziwiać jego odsłonięte plecy. Nie ma to, jak soczysty poranny męski foch. No, cóż… Sama jestem sobie winna, bo mogłam nie wyjeżdżać z tym tekstem. Z drugiej strony, mógł mnie nie prowokować. Hemmings jednak miał to do siebie, że potrafił szybko wzbudzać we mnie poczucie winy, co czasem wykorzystywał, by dostać to, czego chciał. A ja przed tą jego manipulatorską zdolnością jeszcze nie w każdym przypadku potrafiłam się obronić. Nic dziwnego, że od razu skarciłam się w myślach za to, co powiedziałam.
              Przybliżyłam się, a potem niemalże zawisłam nad nim. Pogładziłam go dłonią po ramieniu, starając się nie roześmiać. Choć czułam palące wyrzuty sumienia, to jednak takie sytuacje potrafiły mnie bawić. Paradoks w jednej osobie – ale tak już miałam.
- Kotku – zaczęłam, przyciskając usta do jego ciepłej skóry na barku.
- Idź rób to śniadanie – mruknął, bardziej wciskając się w poduszkę.
- A nie pomyślałeś o tym, że mogę być najnormalniej w świecie zazdrosna?
             Kiedy to powiedziałam, Luke drgnął. Powoli odwrócił się w moją stronę. Spojrzał na mnie lekko unosząc brwi do góry. Nigdy nie robiłam mu scen, gdy rozmawiał i żartował z innymi dziewczynami. Po prostu mocno mu ufałam. A było to odwrotnością zachowania, jakie stosował Luke. Bo blondyn mimo tego, że zapewniał mnie, że ufa mi bezgranicznie pod tym względem – a nie ufał im – to i tak robił mi sceny zazdrości.
- Zazdrosna?
- No? Co jeśli Justin mi cię obije? Widziałeś, jakie ma gorące ciało?– odparłam ze śmiechem.
              Luke zmrużył na mnie oczy. Warknął pod nosem i wrócił do wcześniejszej pozycji. Brawo Rivers! Nie ma, jak to dalej w to brnąć i pogarszać tym sytuacje. Szczerze się jednak przyznam do tego, że nie mogłam się powstrzymać, by mu nie wyjechać z tym tekstem. Szczególnie, że przypomniałam sobie ten maślany wzrok naszego wakacyjnego sąsiada, który kierowany był do Hemmingsa.
- Kotku, żartowałam – powiedziałam, przyciskając się do niego.
- Bardzo to było zabawne – odpowiedział chłodno, nie odwracając się. – Uśmiałem się, jak nigdy.
- Przepraszam. – Ponownie przejechałam dłonią po jego ramieniu. – No, ej – dodałam, kiedy w ogóle na to nie zareagował. Sprawa przedstawiała się jasno. Luke naprawdę się wkurzył.
- Jasne.
- Naprawdę... Wiem jednak, co ci poprawi humor – pociągnęłam, uśmiechając się szeroko.
               Przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej tak, że teraz nasze ciała się ze sobą stykały. Biło od niego przyjemne ciepło, mieszane z emocjonalnym chłodem, jakim mnie raczył. Musnęłam jego szyję ustami, zostawiając je tam na dłużej. Musiałam się trochę namęczyć, by wsunąć mu dłoń pod jego ramię, bo Luke mocno przyciskał je do siebie. W końcu kiedy mi się to udało, przejechałam palcem po gumce jego kolorowej bielizny, by na końcu lekko wsunąć dwa z nich pod materiał.
- Rose?
- Tak, Luke?
- Naprawdę nie mam na to ochoty. Lepiej zajmij się tym swoim śniadaniem –powiedział poważnym tonem, a ja aż zdębiałam. 
              Drgnęłam za jego plecami, a potem podniosłam się do pozycji siedzącej, by na niego spojrzeć. W tym momencie poczułam się naprawdę źle. Nie sądziłam, że mogłam go urazić, ale najwidoczniej bardzo się myliłam. Po raz kolejny skarciłam się w myślach za to, że jestem taką kretynką.
             Wyciągnęłam rękę spod jego ramienia, czując wielki gul, jaki pojawił się w moim gardle. W tym momencie, nie tylko czułam się beznadziejnie, ale najnormalniej w świecie zrobiło mi się przykro. Zagryzłam wargę, odwracając się od niego. Poczułam, jak zapiekły mnie oczy. Ta cała poranna sytuacja była tylko i wyłącznie moją winą i nawet nie próbowałam temu zaprzeczać.
              Już chciałam odkryć kołdrę i wstać z łóżka, kiedy usłyszałam, jak Luke poruszył się na materacu. Teraz miałam wrażenie, że jest tak bardzo daleko ode mnie, że to zabolało podwójnie. Nie mogąc tego powstrzymać, pozwoliłam by jedna łza, wypłynęła z kącika mojego lewego oka. Otarłam ją szybko dłonią, by zakryć jakiekolwiek oznaki tej mojej wewnętrznej katastrofy, do której sama doprowadziłam.
- Rose?
- W porządku Luke. I jeszcze raz przepraszam – powiedziałam, nawet na niego nie patrząc. Naprawdę teraz miałam wielką ochotę na to, by jak najszybciej opuścić ten pokój.
- Poczekaj…
- Naprawdę jest okej – upierałam się, odgarniając kołdrę.
                Nagle poczułam jego dłonie na swoim ciele. Szybki dreszcz przebiegł mi po plecach. Luke mocnej zacisnął palce wokół mojego ramienia, a potem pociągnął mnie na dół, przez co znów padłam na poduszki. Zobaczyłam nad sobą jego twarz.
- Nie rób tego, bo złamiesz mi serce – wyszeptał. 
               Druga łza pojawiła się na moim policzku. Wytarł ją palcem, a potem przybliżył się do mnie. Poczułam ma swoich wargach jego gorący oddech, a po chwili Luke złączył nasze usta.
Od razu wsunęłam mu dłoń we włosy, bawiąc się ich końcówkami i rozkoszując się tym momentem. To on nadawał tempo naszemu pocałunkowi, a ja poddawałam się temu, czerpiąc z tego tyle. ile się da. Całowaliśmy się szybko i nieco zachłanne, a był to sposób, jaki uwielbiałam w naszym wykonaniu. W końcu odsunął się ode mnie, by spojrzeć mi głęboko w oczy.
- Nie wkurzyły mnie, aż tak twoje żarciki – powiedział powoli, przejeżdżając kciukiem po moim policzku. – Najbardziej wkurzyło mnie to, że zasugerowałaś, że mógłbym cię zostawić dla kogoś innego.
- To też był żart.
- Dla mnie nie. Bo ja nigdy cię nie zostawię. – Uśmiechnęłam się do niego. Kryzys najwidoczniej został zażegnany. – Spoko?
- Spoko.
- To teraz idź zrób to śniadanie.
- Luke!
- Co? Jestem głodny – rzucił ze śmiechem. – Chyba zasługuje na kubek kawy i jakąś dużą kanapkę na wypasie?
- Niech ci będzie – powiedziałam, próbując wstać. Jak tylko uniosłam się, Luke lekko popchnął mnie, a ja znów padłam na pościel. – Ej!
- Śniadanie może trochę poczekać.
- Bo?
- Bo chcę się teraz z tobą trochę po obściskiwać – skwitował z tym swoim pewnym siebie uśmieszkiem. Znowu złączył nasze usta ze sobą, mocniej przywierając do mnie. Kochałam to uczucie, gdy byłam tak blisko niego. Ja też nie miałam nic przeciwko temu, aby nieco przeciągnąć ten poranek i zabrać się za śniadanie nieco później.

              Wyszliśmy na dwór. Słońce przyjemnie grzało nas w plecy. Postanowiliśmy skorzystać z tego, że w ogrodzie mamy rozłożoną siatkę i rozegrać mały mecz siatkówki. Podzieliliśmy się na dwie trzyosobowe drużyny. Było nas siedmioro, więc jedna osoba robiła za dodatkowego zawodnika i zmieniała skład, co pięć punktów – dzięki temu było sprawiedliwie.
              W końcu odłączyłam się od swojej drużyny, składającej się z Luke'a i Caluma, by zabrać się za obiad. Becky wskoczyła na moje miejsce, by dokończyć mecz. Zaszyłam się w kuchni, przygotowując spaghetti, o które od rana jęczeli Ashton i Calum.
              Byłam w połowie pracy, gdy drzwi od domu otworzyły się. Do środka najpierw wpadł Rocky, wesoło machając ogonem, a potem zjawiła się reszta mojej paczki. Psiak usiadł niedaleko blatu, wpatrując się we mnie swoimi ciemnymi oczami. Z pewnością liczył na to, że w końcu gdzieś spadnie mi trochę mielonego mięsa, a on będzie mógł wykorzystać to, jako swoją przekąskę.
- Kto wygrał? – zapytałam, gdy Luke wszedł do kuchni.
- W ostatnim secie przerznęliśmy dwoma punktami. No i Becky zaliczyła spektakularną glebę, odbijając się od siatki – rzucił ze śmiechem. – Wyglądało to tak, jak na kreskówkach.
- Szkoda, że tego nie widziałam – odpowiedziałam, mieszając sos. Luke zerknął mi przez ramię. – A co oni tak wszyscy się rozbiegli?- zapytałam, mając na myśli naszych przyjaciół.
- Idziemy nad jezioro.
- Teraz?
- Pomyśleliśmy, że obiad zjemy po powrocie – odpowiedział, obejmując mnie w talii. Położył głowę na moim ramieniu. – Będziemy bardziej głodni, więc więcej wciągniemy.
- Wy na pewno. Weźmiesz mi rzeczy? Dokończę tu i do was dojdę.
- Poczekam na ciebie.
- Nie, idź – rzuciłam, odganiając go od siebie. – Przecież trafię nad jezioro sama. Weź mi, tylko moje rzeczy.
- Poczekam.
- Luke, idź – powiedziałam stanowczo, odpychając go lekko. Chłopak zaśmiał się. Nachylił się i cmoknął mnie w nos. – Serio, idź.
             Zdążyłam to powiedzieć, a na dole w salonie zaczęła się zbierać pozostała część naszej ekipy. Nie powiem, ale mieli ekspresowe tempo. Wskazałam Lukowi palcem schody, a chłopak ruszył w tamtą stronę. Dla odmiany do towarzystwa miałam Irwina, no i Rocky’ego, który od samego początku siedział obok mnie. 
             W końcu kiedy wszyscy byli gotowi, ruszyli na podbój jeziora. Ja miałam się tam zjawić za kilka minut. Musiałam, tylko zagotować sos i się przebrać. Oczywiście zanim wyszli Lori i Luke po kilka razy dopytywali się, czy ze mną nie zostać, jakby się obawiali tego, że mogę przez przypadek wysadzić kuchnię. Ale to akurat ja w tej grupie byłam kucharzem numer jeden. Prawda jednak była taka, że jedno i drugie chciało zadbać o to, bym nie poczuła się przez nich opuszczona, co było naprawdę słodkie z ich strony. Wygoniłam ich z domku, zapewniając, że zaraz do nich dołączę. Takim oto sposobem zostałam sama.
             W końcu obiad był gotowy, więc po powrocie wystarczyło go, tylko podgrzać. Poszłam na górę przebrać się w strój kąpielowy. W czasie naciągania na siebie dołu, pochłonęłam się w rozmowie przez telefon z mamą, która dopytywała się, czy wszystko u nas w porządku i czy przypadkiem nic złego się nie dzieje. Zapewniłam ją, że wszystko jest pod kontrolą i naprawdę bawimy się świetnie, a potem to ja zaczęłam zadawać pytania, co w domu, w pracy i u Dana. Przez tą rozmowę z rodzicielką mój czas dotarcia nad jezioro nieco się wydłużył, bo wisiałam na komórce z dobre dwadzieścia minut.
             Wyszłam z domku, a potem za bramę, zamykając jedno i drugie na klucz. Następnie ruszyłam polną drogą w znanym kierunku, który doprowadzić miał mnie nad jezioro. Wokół panowała cisza, do której powoli zaczynałam się przyzwyczajać. Podobało mi się to miejsce, bo nie tylko było piękne i cieszące oko swoimi walorami, ale przede wszystkim, że łatwo i szybko można było się tu zrelaksować. Musiałam przyznać Calumowi to, że faktycznie miał nosa, rezerwując nam wakacje właśnie w Brownlow Hill.
             Doga z domku do jeziora nie zajmowała więcej, jak pięć do siedmiu minut, w zależności, jakim tempem się szło. Ścieżka była prosta, jak drut. Nie prowadziła cię po żadnych krzakach, ani zaroślach. W końcu dotarłam do pseudo plażyczki, jaką tu zrobili. 
             Od razu zobaczyłam, że nie jesteśmy tu sami. Lori siedziała rozłożona na ręczniku, Becky pluskała się w wodzie z jakimiś trzema kolesiami, a chłopaki stali po kostki w jeziorze w towarzystwie pięciu dziewczyn i Justina. Szybko domyśliłam się, że te nieznajome osoby muszą należeć do paczki naszego wakacyjnego sąsiada, którego poznałam wczoraj.
              Przeszłam obok Lori. Klepnęłam ją w ramię, dając jej znak, że jestem. Ona skinęła mi głową. Ruszyłam w stronę tej większej grupki, która nie taplała się w wodzie. Byłam w połowie drogi, gdy Luke odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się szeroko. W jego ślady poszedł Justin, który pomachał do mnie, uśmiechając się promiennie.
- Cześć – rzuciłam, zatrzymując się obok niego.
- Dobrze cię znowu widzieć – powiedział, kiwając mi głową. – Poznaj moich. To Nicki – dziewczyna miała wściekle różowe włosy i kolczyk w nosie – Lizzy i Vicky – dwie blondynki uśmiechnęły się do mnie – Kathy oraz Pheobe.- Brunetki dla odmiany wyciągnęły ręce, a ja podałam im swoją. – Tam dalej jest Alex – wskazał palcem na wysokiego rudzielca, który właśnie zanurkował – Paul i Marcus. - Dwaj bruneci właśnie ochlapali Becky, która zrobiła naburmuszoną minę. Widziałam, jak kropelki wody spływają jej po nosie. – Dziewczyny, a to jest Rosalie, o której wam opowiadałem – rzucił Justin, odwracając się do swoich koleżanek.
- Jesteś ładniutka, choć nie w moim typie – skomentowała Nicki, a ja uniosłam brwi do góry.
- Nicki preferuje kobiety – poinformował mnie Justin.
- Jestem lesbijką – wtrąciła się z uśmiechem. – Ale wróćmy do tematu waszej muzyki. Co nieco usłyszałam, gdy mieliście ognisko. Byłam blisko waszego domku i nie powiem, ale naprawdę mi się podobało – dodała, odwracając się do chłopaków.
- Idę do Lori – powiedziałam ciszej do Luke'a, a blondyn kiwnął mi głową. Uśmiechnęłam się do niego, a następnie odwróciłam się i ruszyłam w stronę osamotnionej przyjaciółki.
              Padłam na swój ręcznik, który został dla mnie przygotowany, a następnie na siedząco zaczęłam ściągać z siebie koszulkę i szorty. Gdy to zrobiłam, wyciągnęłam z plecaka blondyna mój krem do opalania i szybko zaczęłam go w siebie wcierać. Nie chciałam się nabawić poparzenia słonecznego, a potem przez kolejne dni zdychać z powodu pieczenia skóry.
              Spojrzałam na dziewczynę, która nie spuszczała oka z chłopaków i dziewczyn, stojących w wodze. Również odwróciłam się w tamtą stronę. Miałam ochotę zacząć się śmiać, bo zauważyłam, że Justin nie odrywa swoich ciemnych oczu od Hemmingsa, który udawał, że wszystko jest w porządku, choć dobrze wiedział, że mu się podoba. Ta cała sytuacja naprawdę byłą komiczna. I pewnie nieco krępująca dla Luke'a.
- Co jest? – zapytałam, kiedy Lori ciężko westchnęła.
- Nie wkurza cię to? – odparła, nie odrywając od nich oczu.
- Co dokładnie?
- A to, że Luke i Michael sobie tam tak stoją i pozwalają, by te laski się do nich śliniły – powiedziała z wyrzutem. Okej… Chyba ktoś tu jest zazdrosny. Uniosłam lekko brwi do góry. Nigdy nie widziałam zazdrosnej Lori i była to dla mnie nowość.
- Jedyną osobą, która tam się ślini jest Justin – odpowiedziałam powoli, a blondynka prychnęła pod nosem.
- Powinni siedzieć tu z nami.
- Lori wyluzuj, oni tylko rozmawiają.
- Skąd w tobie ten spokój?
- A skąd w tobie ten niepokój? Nie ufasz Michaelowi?
- Ufam, ale to mi się nie podoba.
             Oderwałam wzrok od przyjaciółki i znów spojrzałam na grupkę osób przy jeziorze. Nie wiem skąd nagle wzięła się ta paranoja, szczególnie, że jedni i drudzy nie stali nawet tak blisko siebie. Wzruszyłam ramionami. Spojrzałam w bok. Rocky wyłonił się z wody – Alex rzucał mu patyk, a pies podpływał do niego i mu go przynosił. Becky natomiast dalej wygłupiała się z pozostałą dwójką.
- Nie mogę na to patrzeć – skwitowała po chwili Lori, a potem położyła się na plecach, zamykając oczy. Znów na nią spojrzałam. Teraz swoim irracjonalnym zachowaniem przypominała mi Luke'a.
- Wyluzuj – powtórzyłam powoli, a blondyna cicho warknęła pod nosem.- Wyluzuj, bo twój Mikey tu wraca.
- Niech spada…
- Lori!
- Co jest dziewczyny?- rzucił Clifford, kładąc się na ręczniku obok swojej dziewczyny.
- Jak tam nowi znajomi? – zapytałam, a Lori cicho warknęła pod nosem. Michael spojrzał na nią, a potem przeniósł na mnie swoje zaciekawione zielone oczy. Pokręciłam tylko głową, by nie wnikał w dziwne zachowanie blondynki.
- Są spoko.
- Spoko? – wydusiła Lori.
- To dobrze- powiedziałam szybko i sama położyłam się na ręczniku.
- Najlepszy i tak jest Justin – pociągnął ze śmiechem Michael. – No i leci na Luke'a, jak nie wiem.
- Jak mniemam nie odpuścicie mu tego – odparłam, a Clifford zaśmiał się.
- Och, pewnie, że nie. To doskonała rzecz, aby nieco po wkurzać naszą blond królewnę- rzucił, wyciągając telefon.
- Tak myślałam – skwitowałam, kręcąc głową, choć Michael tego nie widział. Biedny Luke… Jak się oni na niego uwezmą, to będzie miał przekichane do końca naszych wspólnych wakacji.

             Zazdrość Lori przeszła jej w momencie, kiedy wróciliśmy do domu na obiad. Udawała, że nic się nie stało, więc i ja nie poruszałam z nią tego tematu. Miałam tylko nadzieję, że przyjaciółka odpuści i nie będzie się spinać za każdym razem, gdy Michael będzie chciał pogadać z kimś, kto jest innej płci, niż on.
             Po zjedzonym późnym obiedzie, przyszła pora na odpoczynek. Każdego z nas złapał leń, więc wszyscy porozchodzili się w różne strony, by nieco odpocząć od swojego towarzystwa. Ashton i Rocky poszli do pokoju i z tego, co słyszałam obaj smacznie spali. A jego pies naprawdę potrafił głośno chrapać, co niesamowicie mnie bawiło. Calum odpłynął na kanapie w salonie. Becky zmyła się do swojego pokoju, aby też udać się na drzemkę. Mchael i Lori wybrali się na spacer, tylko we dwoje. Zaś ja i Luke wylądowaliśmy na dworze.
             Rozłożyłam koc pod drzewem, które rzucało miły cień. Oparłam się o konar, ściskając w rękach ołówek i szkicownik. Z początku Luke chciał się położyć obok mnie, ale poprosiłam go by ułożył się naprzeciwko, tak bym mogła go narysować. Ten pomysł mu się spodobał, więc odpowiednio go ustawiłam i zabrałam się do pracy. 
            Blondyn jednak nie spędzał tego czasu bezczynnie. Czytał kolejną powieść Stephena Kinga, o wymownym tytule To. Zdążyłam ująć go w tym momencie, gdy opierał opuszek palca o swoją dolną wargę, wczytując się w drobny tekst. A był to naprawdę przesłodki widok. Choć był to szybki szkic, to jednak zdołałam uchwycić tą jego pozę, bo po jakimś czasie Luke złapał książkę obiema dłońmi. Dopiero potem dodałam resztę jego sylwetki i skupiłam się na pozostałych szczegółach.
             Takie rysunki wielkości A4 wychodziły dość szybko spod mojej ręki, jakby moje mięśnie same wiedziały, co i jak powinny robić, by zakończyć ten proces. Byłam zresztą w tym już tak wprawiona, że szkice naprawdę potrafiłam wykonywać w krótkim czasie. Znacznie dłużej malowało się farbami. Węgiel był nieco szybszy, a ołówek skracał ten czas do minimum. 
              W końcu wykonałam ostatnie cieniowanie i obrazek z Lukiem był gotowy. Odłożyłam ołówek na bok, a następnie zbliżyłam się do blondyna. Wpełzłam mu na plecy, obejmując go ramionami i rzucając blok na otwartą książkę w jego dłoniach.
- Rose, no… Ej, to jest ekstra – powiedział, łapiąc za szkicownik. – Podoba mi się.
- Cieszę się, kotku – odpowiedziałam, muskając jego płatek ucha ustami. Poczułam, jak po jego ciele przechodzi szybki dreszcz. Wtuliłam się w niego bardziej, a on podniósł wolną rękę i pogładził mnie nią po ramieniu.
- Może być mój?
- Musi?- jęknęłam, a on zaśmiał się.
- Musi.
- Niech ci będzie- powiedziałam z uśmiechem, nieco się z nim drocząc. - Jak książka?
- Rozkręca się. Pytanie.
- Słucham.
- Czy nad jeziorem Lori była o coś wkurzona?
- Niby czemu?
- Bo minę miała nie za ciekawą.
- Trochę ją poniosło, ale jest okej.
- W jakiej sprawie? – zapytał z ciekawością.
- Ale nie powiesz Michaelowi?
- Oczywiście, że nie. To nasza tajemnica.
- Taki nasz sekret? – powiedziałam szeptem, znów przybliżając usta do jego ucha.
- Nasz sekret – odpowiedział ze śmiechem. – Jeśli mam komuś czegoś nie mówić, to wiesz, że tego nie zrobię.
- Wiem, wiem kotku – rzuciłam, przejeżdżając palcami przez jego blond włosy.
- Więc, co jej odbiło?
- Była zazdrosna, o to, że Clifford gadał z tymi dziewczynami od Justina – powiedziałam cicho, a on zaśmiał się.
- Jak można być zazdrosnym o coś takiego?
- Nie wiem, ty znasz odpowiedź, bo też ciśniesz się oto, że ktoś otworzył do mnie buzię – rzuciłam, klepiąc go po ramieniu. Luke milczał. – Czyżby pana Hemmingsa zatkało?
              Zanim zdążyłam się zorientować, chłopak zrzucił mnie ze swoich pleców. Zawisł nade mną z lekkim uśmiechem, a ja mogłam zatopić się w tych jego błękitnych tęczówkach. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy przejechał palcem po mojej dolnej wardze.
- Zmieńmy temat.
- O… Teraz, zmieńmy temat?
- Ej, księżniczko…
- Co?
- Kocham cię.
-Ja ciebie też wariacie – odpowiedziałam, a Luke przybliżył się do mnie jeszcze bardziej i złączył nasze usta w długim, szybkim i pochłaniającym wszystkie moje myśli, pocałunku. Uwielbiałam, gdy to robił. Gdy zabierał mnie w ten inny świat, w którym był tylko on i nikt po za tym. Wiedziałam, że nie jesteśmy idealni. Że momentami potrafiliśmy doprowadzać się do szału, ale mimo wszystko ubóstwiałam go i nie zamieniłabym Luke'a na nikogo innego. Był stworzony dla mnie. Idealny będąc nie idealnym. 


***
Po pierwsze nie mogłam się powstrzymać, by nie wrzucić tu tego gifa XD 
Po drugie znów mamy odrobinę Justina. On i jego paczka jeszcze będą się pojawiali :)

Milena - tak, część szósta będzie ostatnim sezonem. Nie ma co przeciągać tego opowiadania w nieskończoność, bo już mi się tu robi - jak to określiłaś - Moda na sukces hahaha :D Cieszę się, że kolejna historia o chłopakach Cię nie odstrasza :) Wierszyk z okazji urodzin? PEWNIE, ŻE CHCĘ!!! XD Się jeszcze pytasz! Czekam na niego!

Oliwia - ja za to się mega cieszę, że chcecie to czytać :) Chyba moim sposobem na to wszystko jest dobra organizacja czasu. Bo na napisanie rozdziału potrzebuję tak godziny do półtora - w zależności, jak jest długi. Nieraz zdarza się tak, że i wychodzi szybciej, jak mnie nic od kompa nie odrywa :)

Kami - Padłam przez twój komentarz. Aż sobie to zapisałam, bo to było genialne - ROZBRAJAJĄCE! :D Idealnie mogło to robić za mózg Hemmo :D

Magda - urodziny mam 20 listopada. A ty masz je dzisiaj :) Życzę Ci, więc dużo radości, miłości i szczęścia. Samych sukcesów na każdej płaszczyźnie. Cudnych i trafionych prezentów - a co :). Spełnienia wszystkich marzeń, nawet tych najbardziej odjechanych :) Abyś z łatwością osiągała swoje wyznaczone cele, a także wielu przyjaciół, którym można ufać. Choć jest już wieczór, to mam nadzieję, że ten dzień był dla Ciebie wyjątkowy. Życzę Ci też, by każdy kolejny był taki sam! Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! :)

Na kolejny rozdział zapraszam w niedzielę :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Pytasz się, czy się wstydzę kupić swojej dziewczynie tampony? – Kiwnęłam głową, z zaciekawieniem czekając na jego odpowiedź. – Nie. Dlaczego niby mam się wstydzić? 
- Mikey jesteś najlepszy.

***

- Wal się Nicki – prychnął Justin, a potem uśmiechnął się szeroko. Nie musiałam nawet patrzeć, co go tak uszczęśliwiło. Luke z siatkami szedł w naszą stronę, jako pierwszy. Oczy chłopaka rozbłysły. – Cześć Luke!

***

- Pierdol się – wysyczał blondyn.
- A ty tego nie ruszaj, to na obiad – powiedziałam, machając w jego stronę nożem.

***

- Kurwa – syknął Hemmings. – Ej, księżniczko co jest?
- Ktoś tu siedzi – wyszeptałam, wciskając się w jego ramię.
- Co?
- Ktoś siedzi na naszym łóżku – wydusiłam z siebie po raz kolejny. 

5 komentarzy:

  1. Rozdział wspaniały ♥
    Podziwiam Rose, że tak ufa Luke'owi. Cieszę się, że jej nie odbija i że nie jest ciągle zazdrosna, a Luke'owi to przebaczam, bo u niego to słodkie. Rose i Luke dla mnie są parą idealną i chciałabym aby to opowiadanie trwało tyle, ile moda na sukces *.*
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu był męski foch z rana, na szczęście się nie pokłócili. Loir mi tą zazdrością przypomina Luka :) dobrze, że nie warczała na Mikiego tylko na czas jej przeszło :) końcówka w spoilerach mnie zaintrygowała, nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału i tego by dowiedzieć się kto jest tajemniczym gościem na ich łóźku ;)
    Nie noooooo ja chcę, by to opowiadanie się ciągnęło jeszcze długo i długo :) jak najwięcej i najdłużej!
    Pozdrawiam Milena

    ps. Wierszyk będzie :)

    OdpowiedzUsuń