niedziela, 15 listopada 2015

S5 - Rozdział 4

He's unbelievable


         Po zjedzonym śniadaniu, przyszykowałam szybko listę zakupów dla chłopaków. Wysyłałam ich do miasta, a raczej miasteczka, aby zrobili nam zapasy. Podejrzewałam, że jedzenie, napoje i piwo będą znikać w szybkim tempie, gdy jest nas tu tyle, ale nie sądziłam, że będzie się to działo, aż tak szybko. Oprócz tego ja z dziewczynami liczyłyśmy na chwilę bez facetów, a takiej ostatnio nam brakowało, bo ciągle byli w pobliżu. Takie krótkie rozstanie dobrze nam wszystkim zrobi.
- Trzymajcie się listy – powtórzyłam po raz trzeci, zwracając się do chyba jednej z bardziej ogarniętych jednostek wśród męskiej części naszej załogi, mianowicie do Caluma.
- Załapałem za pierwszym razem, Rose – odparł, przejmując ode mnie kawałek papieru. Włożył go do kieszeni i uśmiechnął się szeroko.
- Macie wrócić tu z tym wszystkim, co napisałam. Nie mają to być same chipsy i piwo – pouczyłam go, jakby Hood miał pięć lat.
- Trzymać się listy. Zakodowałem – rzucił, kiwając głową.
- I dobrze – skwitowałam, klepiąc go po ramieniu.
- Co tam powypisywałaś? –zainteresował się Michael, zaglądając kumplowi przez ramię. Mulat wyciągnął kartkę i podał mu ją. – Dobra, dobra, jasne, jasne- mamrotał pod nosem. – Ej, tampony?
- Dla Lori – rzuciłam, wzruszając ramionami. – Co? Myślałeś, że twoja panna nie ma czegoś takiego, jak okres? – Podniósł głowę i zmrużył na mnie swoje zielone oczy, co było dość zabawne. Parsknęłam śmiechem. Mikey uśmiechnął się.
- Wiedziałem. Jakie?
- Co?
- Jakie mają być, bo są chyba różne, nie?
- Napisałam – powiedziałam, pukając w kartkę.
- Słowo Normal nic mi nie mówi. Jak to wygląda?
- Wiesz, to takie prostokątne pudełko… - Ale nie dokończyłam, bo Clifford sprzedał mi sójkę w bok, chichocząc pod nosem. – Kup O.B Normal i tyle.
- Kolor?
- Co?
- Jaki mają kolor? – Zerknęłam na niego, nie wiedząc, czy mówi poważnie czy robi sobie ze mnie żarty. – No, pomóż mi – jęknął. Znów parsknęłam śmiechem.
- Niebiesko białe z żółtym napisem – wyrecytowałam z pamięci, mając nadzieję, że dobrze zapamiętałam, bo raczej w sklepie nie koncentrowałam się na tym, jakie one mają kolor opakowania. – Będzie z tym problem?
- Pytasz się, czy wstydzę się kupić swojej dziewczynie tampony? – Kiwnęłam głową, z zaciekawieniem czekając na jego odpowiedź. – Nie. Dlaczego niby mam się wstydzić? 
- Mikey jesteś najlepszy.
- Wiem, siostro – skwitował, zarzucając mi rękę na ramię. – Tobie też bym kupił, jakby Luke się wstydził.
- O, to miłe – rzuciłam, klepiąc go po klatce piersiowej.
- Wstydziłby się?
- Nie mam pojęcia. – Michael uśmiechnął się, a potem wsunął listę do kieszeni.  – Nie zgub jej i kupcie wszystko, co tam napisałam.
- Jasne. – A potem spojrzał na wchodzącego do kuchni blondyna. – Ej, stary! Kupiłbyś tampony?
- Co? – wydusił z siebie Luke, który chyba od razu nie wskoczył w temat rzucony przez Clifforda.- Po co mi tampony?
- Nie dla ciebie – powiedział Michael, przekręcając oczami i wpatrując się w Hemmingsa, jak w kosmitę. – Dziewczynie. Kupił byś dziewczynie tampony.
- Ale w prezencie czy jak?
- Jesteś idiotą – rzucił Michael. – Tak w prezencie. Współczuje ci inteligentnego mężczyzny, Rose. 
             Luke w dalszym ciągu spoglądał na niego, a ja dostrzegłam w jego ręku telefon. Pewnie Cifford odciągnął go od gierki i dla tego blondyn nie zaskoczył z tymi całymi tamponami. Albo przynajmniej próbowałam go jakoś usprawiedliwić. 
- Kupił byś, gdyby cię poprosiła?
- A co to za problem? – odpowiedział Hemmings. Wzruszył ramionami, zerknął na Michaela, jak na kretyna, a potem poszedł do salonu.
- I sprawa jasna, choć proces myślenia był spowolniony – skwitował Clifford, a ja parsknęłam śmiechem.  

             Gdy chłopaki w końcu pojechali do sklepu, zrobiłam nam kawę i cała nasza trójka rozsiadła się na dworze przy stole. Słońce nadal przyjemnie grzało. Pogrążyłyśmy się w spokojnej rozmowie, nie pomijając tego, by obgadać nieobecnych. Becky ponarzekała na Caluma, że czasem za mocno chrapie i ona nie może spać, a potem prawie się na nas obraziła, widząc, jak dusimy się ze śmiechu, gdy ona przechodzi kryzys. Weszłyśmy też na temat naszych sąsiadów i to teraz Lori kręciła nosem. Chyba dalej do niej nie docierało to, że tamte panny nie odbiją jej Clifforda. Pozostawiłam to bez komentarza, by nasza dyskusja nie przerodziła się, w jakąś katastrofę.
             Kiedy mój kubek był pusty, przytargałam sobie jedzenie, które miałam przyszykować na obiad. Chłopaki zażyczyli sobie grilla, więc śmiało przystałam na tą propozycję, szczególnie, że to oni obiecali, że go rozpalą i przypilnują tego, co będzie się na nim pichciło. Dziewczyny postanowiły mi pomóc i zabrały się za robienie sałatek.
- Hej, sąsiadki!
             Odwróciłam się w stronę bramy, słysząc znajomy głos. Justin i Nicki pojawili się przy naszym płocie. Machnęłam na nich ręką. Weszli na nasz teren, a Rocky przywitał ich głośnym pojedynczym szczeknięciem. Kiedy ich rozpoznał, dał im spokój i znów usiadł obok mnie, licząc na to, że dostanie trochę mięska.
- Przeszkadzamy? – zapytała dziewczyna, gdy oboje podeszli do ławy.
- Jasne, że nie- odpowiedziała Becky.
- Coś do picia? – zaproponowałam.
- Nie, my tylko na chwilę – powiedział Justin, siadając obok. – Mogę mu dać? – odparł, wskazując na kiełbasę i psa.
- Daj – odpowiedziałam, a chłopak porwał z tacki kawałek, który po chwili wylądował w pysku psiaka. Rocky zamachał wesoło ogonem. Oblizał się, ponownie wlepiając w nas swoje ciemne oczy.
- Gdzie macie resztę?- odezwała się ponownie Nicki.
- Zostali wysłani po zakupy – powiedziała Becky.
- I słusznie –odparła ze śmiechem nasza wakacyjna sąsiadka.
- Zaraz w sumie powinni się zjawić – rzuciłam, wzruszając ramionami. – Chyba, że się zgubili. Zostaniecie na obiedzie?
- My naprawdę wpadliśmy, tylko na chwilę, Rose – pociągnął Justin, uśmiechając się do mnie.
              Zdążył to powiedzieć, a do moich uszu doszedł znany dźwięk silnika samochodu Hemmingsa. Po chwili czarne BMW pojawiło się w zasięgu naszych oczu. Calum wyskoczył z auta, zajadając się lodem i otworzył bramę, by blondyn mógł wjechać.
- Jestem ciekawa, czy nam też kupili po lodzie- rzuciła Becky, marszcząc nos.
- Zaskoczy cię to bardzo, jakby nie kupili? – zapytałam ze śmiechem.
- W sumie nie – odparła, a Nicki parsknęła śmiechem.
- Typowe – zaświergotała różowowłosa. – Faceci rzadko kiedy używają mózgów.
- Wiesz, że siedzę obok? – odezwał się Justin.
- Prawda boli, co? –pociągnęła dalej rozbawiona. – Wy zazwyczaj myślicie, czymś innym.
- Wal się, Nicki – prychnął Justin, a potem uśmiechnął się szeroko. Nie musiałam nawet patrzeć, co go tak uszczęśliwiło. Luke z siatkami szedł w naszą stronę, jako pierwszy. Oczy chłopaka rozbłysły. – Cześć Luke!
- Cześć Justin – odpowiedział mu blondyn, a chłopak prawie podskoczył na swoim miejscu. Becky zdusiła śmiech, wciskając twarz w bluzkę.
- Kupiliście nam lody? – rzuciła Lori, gdy Hemmings zniknął w domu. Dlatego jej pytanie było teraz skierowane do Irwina, który podążał za kumplem.
- A chciałyście?
- Bujaj się – powiedziała blondynka, kręcąc nosem.
- Kupiliśmy – odparł ze śmiechem, a potem spojrzał na naszych gości. – Cześć ludzie.
- Cześć człowieku – pociągnęła Nicki.
                 Chłopaki zanieśli zakupy do domku, a potem wyszli do nas, ściskając w dłoniach opakowania z lodami. Na szczęście kupili ich więcej, więc Justin i Nicki też się załapali na mały przed obiadowy deser. Męska część naszej paczki rozsiadła się przy stole na ławkach, jakby zakupy nieźle ich wykończyły i mieli gdzieś to, że Becky zasugerowała im, by wzięli się do pracy przy grillu.
- Jutro jest festyn – powiedział Ashton, pochłaniając drugiego rożka. – Widzieliśmy informację w sklepie.
- Festyn? Fajnie – rzuciła Nicki.
- Byśmy mogli pojechać – pociągnął temat Michael.
- Dobry pomysł – odparłam, kiwając głową. – Dawno nie byłam na festynie.
- A wy? – zapytał Calum, odwracając się do naszych gości. Justin oderwał wzrok od Luke'a, który siedział po drugiej stronie stołu i przeniósł swoje ciemne oczy na Mulata.
- Pewnie. Jak rzucimy to hasło naszym, to też będą chcieli jechać.
- To może się tam spotkamy? Im więcej nas, tym lepiej – powiedziała Nicki.
- Jasne. Kto pierwszy tam będzie, ten zaklepuje największy stół do siedzenia, bo trochę nas będzie – zarządził Calum. Nicki i Justin pokiwali głowami.

              Justin i Nicki wyszli od nas, jak tylko skończyli jeść lody. Dzięki temu udało nam się w końcu naprawdę zmusić chłopaków do rozpalenia grilla. A widok ten był dość ciekawy i mega zabawny, bo nic nie chciało z nimi współpracować. W końcu jednak Irwin i Hemmings przejęli pałeczkę, odpychając pozostałą dwójkę i wspólnymi siłami rozpalili go.
- Jak tam twój chłopak Luke? – zaśmiał się Michael, siadając naprzeciwko mnie. Przysunął w swoją stronę miskę z sałatką. Trzepnęłam go w rękę, zanim zdążył włożyć do niej palce. Zrobił oburzoną minę.
- Pierdol się – wysyczał blondyn.
- A ty tego nie ruszaj, to na obiad – powiedziałam, machając w jego stronę nożem.
- Odłóż broń kobieto – rzucił ze śmiechem Michael. – W ogóle powinnaś być zazdrosna o Luke'a. Stworzyli by z Justinem ładną parę.
- Jeszcze jedno słowo…
- I co, kochasiu? – przerwał mu rozbawiony Clifford. Luke zazgrzytał zębami i odwrócił się. Wszedł do domku. Spojrzałam na chłopaka, a ten parsknął jeszcze głośniejszym śmiechem, niż wcześniej.
- Musiałeś?
- Nie mogłem się kurna powstrzymać – skwitował Michael.
              Zanim jednak, którekolwiek z naszej dwójki zdążyło się zorientować, Luke wrócił, ściskając w rękach wiadro. Uniosłam brwi do góry słysząc znajome chlupanie. Nie zdążyłam uciec. Blondyn ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy stanął przy kumplu, a następnie wylał na niego wodę.
- Kurwa! Kurwa! Popierdoliło cię! – warknął Michael, wstając z miejsca. 
            Odskoczył w bok, prawie zaplątując się o swoje nogi i gdyby nie przechodzący obok Ashton, który go przetrzymał, to z pewnością wyłożyłby się na werandzie, jak długi. Czerwone włosy opadły mu na twarz, a koszulka od razu przykleiła się do jego ciała. Luke parsknął niekontrolowanym śmiechem, a ja dołączyłam do niego, mając gdzieś to, że całe stopy i klapki mam mokre.
- Wojna! – krzyknął Calum.
              Z początku nie wiedziałam, co to może w praktyce oznaczać. Jednak widząc Hooda, który łapie za szlauch i odkręca wodę, by oblać Becky i Lori, które stały obok niego, szybko nakreśliła mi się cała sytuacja. Odrzuciłam nóż na bok, licząc na to, że uda mi się uciec do domku. Jednak nogi w klapkach tak mi się ślizgały, że nie mogłam nabrać odpowiedniego tempa.
              Ruszyłam w stronę drzwi, ale złapał mnie Luke. Uderzyłam go w ramię, krzycząc, by mnie puścił. Blondyn jednak ze śmiechem, podniósł mnie. Przerzucił przez ramię, a potem ruszył w kierunku Mulata, który biegał za Lori, oblewając ją zimną wodą.
- Puszczaj! Luke! Puszczaj! – krzyczałam, łupiąc pięściami w jego plecy, ale to powodowało, że Hemmings śmiał się jeszcze głośniej.
             W końcu postawił mnie na ziemi i przetrzymał, a Calum podbiegł do mnie, zwiększając ciśnienie wody. Przestałam się wydzierać, kiedy byłam mokra od góry do dołu, a włosy przykleiły mi się do twarzy. Luke chciał odskoczyć przed zabójczą bronią Mulata, ale poślizgnął się na mokrej trawie i zaliczył piękną spektakularną glebę.
- Mam cie blondasku! –powiedział głośno Calum, a potem, jak gdyby nigdy nic, oblał go wodą, głównie koncentrując się na jego koszulce i idealnie ułożonych włosach.
- Calum tutaj! – krzyknął Michael, a ja odwróciłam się w jego stronę. Siedział okrakiem na Irwinie, który chyba też próbował ewakuować się do środka, w celu pozostania suchym. Hood niewiele myśląc podbiegł do nich, a następnie zlał jednego i drugiego wodą.
              Nie zauważył, że Becky i Lori zaczaiły się za jego placami. Zanim zdążył się odwrócić, dziewczyny powaliły go na trawę, a potem to one przejęły od niego szlauch. Takim o to sposobem cała nasza siódemka wyglądała, jakby przed chwilą wyszła z basenu. Nawet Rocky był mokry. Zbliżył się do swojego pana i gdy ten dźwignął się na nogi, wytrzepał się przy nim, obrzucając go dodatkowymi kroplami chłodnej wody. Wszyscy spojrzeli po sobie, a potem, jak na zawołanie parsknęliśmy śmiechem, jak banda dzieciaków.

             Obudziłam się w nocy, gdy ktoś usiadł mi na nodze. Jęknęłam cicho pod nosem i od razu ją stamtąd zabrałam. Byłam pewna, że to Luke, który wracał lub szedł do łazienki. Ale czując jego ramię owinięte wokół mojego pasa, zrozumiałam, że to jednak nie on.
             Wytrzeszczyłam oczy, a potem niepewnie zerknęłam w tamtym kierunku. Wystarczyło mi to, że zobaczyłam zarys czarnej sylwetki, by mieć prawie zawał na miejscu. Poderwałam się tak raptownie do pionu, że aż zabolały mnie mięśnie. Uderzyłam przez przypadek blondyna, kiedy niemalże przeczołgałam się na jego stronę, torując sobie drogę przez jego ciało.
- Kurwa – syknął Hemmings. – Ej, księżniczko co jest?
- Ktoś tu siedzi – wyszeptałam, wciskając się w jego ramię.
- Co?
- Ktoś siedzi na naszym łóżku – wydusiłam z siebie po raz kolejny.
             Luke spojrzał na czarną postać, która naprawdę siedziała po mojej stronie materaca. On jednak nie zareagował tak gwałtownie, jak ja. Powoli usiadł, ignorując nawet to, że moje palce mocno wciskają się w jego ramię. Miałam teraz tak wielkiego pietra, że nawet nie próbowałam udawać, że jest inaczej. Chyba naoglądałam się za dużo filmów, bo już miałam wizję dziwnego ducha, demona lub psychopatycznego mordercy, który zaraz ukatrupi nas na miejscu.
- Nie ruszaj go –syknęłam, gdy Luke odkrył kołdrę, by wstać. – Nie podchodź.
- Wyluzuj, skarbie – powiedział ze śmiechem. – Kto to niby może być? Zabójca z siekierą.
              Zacisnęłam usta, puszczając go. Hemmings powoli zbliżył się do siedzącej nieruchomo czarnej postaci. Miałam wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej, tak mocno łupało. Luke chyba musiał rozpoznać, kto nas budzi w taki niezwykły sposób, bo zaśmiał się cicho pod nosem.
- To Calum – wyszeptał, a po sposobie w jaki to powiedział, mogłam wnioskować, że się uśmiecha.
- Calum? Nasz Calum?
- A znasz innego?- Pokręciłam głową. Dopiero teraz oczy zaczęły przyzwyczajać mi się do ciemności, która panowała wokół nas, więc sama rozpoznałam sylwetkę Mulata. – Chyba biedak lunatykuje.
- Co?
- Pamiętam, że kiedyś mówił, że parę razy mu się to zdarzyło.
- I co teraz?
- Obudzę go.
- Nie – powiedziałam, łapiąc go za ramię. – Nie budzi się lunatyków.
- To, co mam zrobić? Odprowadzić go do pokoju?
- Spróbuj. - Luke powoli wstał z łóżka. Nachylił się nad kumplem, który dalej siedział w ogóle się nie ruszając.
- Ale jazda…
- Co?
- On chyba teraz śpi na siedząco. - Blondyn zerknął na mnie. – Mocno cię wystraszył, co nie?
- A dziwisz się – mruknęłam, a Luke znów się zaśmiał.
- Dobra, stary. Idziemy do pokoju – zarządził Hemmings.
              Złapał go za rękę i za bok, a Calum, jak gdyby nigdy nic wstał razem z nim z łóżka. Oboje powoli ruszyli w stronę drzwi. Luke tylko go prowadził, bo Hood sam przebierał nogami, dalej śpiąc w najlepsze. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim i było to dość interesujące, ale i zarazem straszne doświadczenie. Usłyszałam, jak blondyn wprowadza go do pokoju. Po chwili wrócił do mnie, kładąc się obok.
- I?
- Położyłem go do łóżka, przykryłem kołdrą, a on śpi dalej.
- Oby nigdy więcej takich niespodzianek w środku nocy – mruknęłam, przekręcając się na plecy.
- Ja cię obronię… - zaczął, nachylając się nade mną.
- Ta… Albo będziesz spieprzał pierwszy.
- No, wiesz? – rzucił nadąsanym tonem. Widziałam już w ciemności na tyle dobrze, że zauważyłam, jak zmarszczył nos.
- Żartuję, kotku – powiedziałam, obejmując dłońmi jego twarz.
- Tak lepiej.
- Mój kotek…
- Tak jeszcze lepiej – odparł ze śmiechem, przybliżając się do mnie. 
              Poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Od razu oddałam mu pocałunek, który skutecznie pomógł mi się całkowicie rozluźnić. Luke lekko przygryzł mi dolną wargę, a ja mruknęłam cicho. Trącił jeszcze swoim nosem mój nos, a potem położył się, obejmując mnie standardowo ramieniem.  Od razu wtuliłam się w niego. Miałam nadzieję, że po tej nocnej akcji z Calumem nie będę mieć koszmarów. 


***
Było trochę zabawy i trochę strachu :D Nasza grupa łosi też szykuje się na wyprawę na festyn :) 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu, choć mogę go uznać za taką małą przejściówkę :)

Cieszę się, że niektóre z was chciałby, aby to opowiadanie ciągnęło się, jak Moda na sukces, ale pewnie byście już w końcu padłu z nudów :) I tak ta historia ma więcej części, niż planowałam na początku - choć mi to pasuje, bo lubię o nich pisać :D

Dziękuję wam za wszystkie komentarze! Uwielbiam je - ale to już wiecie :) Dzięki bardzo!

Następna część pojawi się w piątek :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Wszyscy mamy prawo jazdy, więc udział w losowaniu biorą wszyscy. Każdy łapie za jedną karteczkę – zarządził Calum, zerkając na nas. – Większość jest pustych. Jedna zawiera napis, który wskaże nam pechowca, który przez całą imprezę będzie musiał zachować trzeźwość.

***

- Zazdrosna? – odparł, ruszając sugestywnie brwiami.
- Ani trochę – skwitowałam, co było kłamstwem totalnym. Oczywiście, że byłam zazdrosna, szczególnie, że ona wyglądała tak, a nie inaczej. Jednak postanowiłam uparcie trzymać się moich wypowiedzianych słów. – Raczej zaintrygowana, kotku.

***

- Ciebie też lubię Luke.
- Ja ciebie też lubię Justin, choć czasem mnie przerażasz – skwitował Hemmings, a chłopak wybuchł śmiechem. 

***

- Nie. Sam powiedział, że nie będzie się do mnie kleił z uwagi na ciebie i na moją orientację, ale… Kurwa, Rose! Poczułem się molestowany słownie, no! Mój delikatny i niewinny mózg chyba został mocno skopany. – Teraz to musiałam mocno wziąć się w garść, by nie wybuchnąć śmiechem. – Ja się go teraz boję. A raczej boję się tego, co on może sobie wyobrażać. Dlatego nie waż mi się zostawiać mnie samego z nim.

***

- O takie coś?! Dałeś się jej dotykać i przytulać i nie mów mi, że były to tylko przyjacielskie gesty!
- Bo były! Wyolbrzymiasz całą tą sytuację, a tak naprawdę nic się nie stało! Zoey, tylko…


5 komentarzy:

  1. Jeju jak ja uwielbiam twoje pisanie! Ten rozdział to po prostu cud, miód i orzeszki :D
    Czekam na następny z niecierpliwością :3
    POZDRAWIAM!

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział - jak zwykle ♥
    Ta rozmowa Rose z Michaelem na temat tamponów - po prostu wspaniałe. Zaraz przeczytam ten rozdział jeszcze raz ;-)
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Juz umieram z ciekawości co wydarzy sie w kolejnym rozdziale ;D ten byl pochlaniajacy jak każdy ktory wychodzi z twojej glowy ;* całkowicie zgadzam się z osobami ktore chca aby ten blog sie ciagna w nieskończoność bo jest prze cudowny
    Pozdrawiam M ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozmowa z Michaelem na temat tamponów, a potem wciągnięcie w to Luka to hahah no, nie mogłam :D Mikey uwielbiam cię po prostu za twoje normalne podejście do sprawy :D Oni są naprawdę zwariowani :)
    Matko, ja to bym chyba zawał na miejscu miała, gdybym się obudziła w nocy, a ktoś by mi na łóżku siedział. Biedny Cal - lunatykowanie go wzięło. Ale Hemmo zachował się, jak przykładny kumpel i ułożył go z powrotem do łóżeczka.
    Końcówka fragmentów następnego rozdziału była niepokojąca - mam nadzieję, że nie chcesz ich ze sobą skłócić, bo Luke i Rose mają być super ekstra parką dalej, a nie na siebie warczeć, jak psy.
    HA! Jak widzę, nie tylko ja chcę długiej i mocno ciągnącej się tej historii :)
    Z niecierpliwością czekam na next!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń