niedziela, 20 grudnia 2015

S5 - Rozdział 10

How did we end up here?


          Podniosłam głowę do góry. Byłam w białym dużym pomieszczeniu. Wokół mnie panowała totalna cisza, od której powoli zaczynały boleć mnie uszy. Spojrzałam w dół. Miałam na sobie białą zwiewną sukienkę do kolan i bose stopy. Tuż obok mnie leżały zeschnięte brązowo-żółte liście. Znów się wyprostowałam. Dostrzegłam naprzeciwko białe, ledwo widoczne drzwi.
          Wystarczył jeden krok, by drzwi otworzyły się z hukiem. Podskoczyłam w miejscu, gdy mocno zawiało. Liście zaszeleściły, a na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Z oddali usłyszałam jęki i pojedyncze głosy. Wstrzymałam oddech, czując strach. Rozpoznałam je od razu.
          Coś mnie tchnęło. Gdzieś podświadomie wiedziałam, że nie mogę cały czas stać w tym pokoju. Miałam coś do zrobienia, ale nie byłam pewna, co. Musiałam… Musiałam znaleźć moich przyjaciół. A byli tu, bo przecież ich słyszałam.
          Ruszyłam przed siebie, ignorując kolejne powiewy mocnego wiatru, który targał moim ubraniem. Powoli wyłoniłam się na ciemny korytarz. Tu paliły się jedynie świece, usadzone w świecznikach przytwierdzonych do ścian. Zawiało po raz kolejny. Rude włosy zasłoniły mi widoczność. Odgarnęłam je szybko z twarzy.
           Dopiero wtedy to zobaczyłam. Zrobiłam wielkie oczy, czując, jak po policzkach powoli spływają mi słone łzy. Ciała… Wszędzie leżały ich ciała. Ich krew łączyła się ze sobą, tworząc olbrzymią kałużę. Nie chciałam na nich patrzeć. Nie w takim momencie. Co tu się działo? Dlaczego ktoś im to zrobił?
           Przez moment byłam naprawdę sparaliżowana widokiem przede mną. Bałam się. W tym momencie cholernie się bałam. Czułam, że jeśli czegoś nie zrobię, to w padnę w panikę i wtedy zupełnie się załamię. I wtedy coś złapało mnie za rękę. Raptownie odwróciłam się w bok. Przede mną stał wystraszony i blady Calum.
- Musimy uciekać!
          Zanim zdążyłam o cokolwiek go zapytać, pociągnął mnie w stronę drzwi. Dopiero teraz zauważyłam, że są to drzwi frontowe. Biegliśmy ile sił w nogach, czując na plecach powiew kolejnego wiatru. Jakiś dziwny śmiech odbijał się echem od ścian i mroził nam krew w żyłach.
- Szybciej, Rose! Szybciej! – poganiał mnie, ale co byliśmy bliżej drzwi, te na nowo odsuwały się od nas, jakby korytarz nie miał końca.
          W końcu Calum w ostatniej chwili sięgnął do klamki i złapał ją. Korytarz przestał się z nami bawić. Mulat otworzył szybko drzwi, a potem wypchnął mnie na zewnątrz. Złapał się framugi, a ja odskoczyłam od niego.
- Uciekaj – wyszeptał, a potem coś mocno pociągnęło go do tyłu. Drzwi zamknęły się z hukiem, a ja zatoczyłam się do tyłu. Poczułam kolejny przypływ łez.
- Rose?
          Raptownie odwróciłam się na dźwięk tego głosu. Zza płotu wyłonił się Luke. Niewiele myśląc podbiegłam do niego, od razu wciskając się w jego ciało. Czułam, jak cały drży. Ja też trzęsłam się, jak galareta.
- Nic ci nie jest?
- Nie, ale… Oni…
- Musimy uciekać – powtórzył, ocierając łzy z mojej twarzy. – Szybko… On… On zaraz się tu zjawi.
           Zdążyłam kiwnąć mu głową, a Luke złapał za moją dłoń ciągnąc mnie gdzieś w bok. Ignorowałam bolące stopy, które natrafiały na gałązki i kamienie. Chciałam się znaleźć, jak najdalej od tego strasznego starego domu. Bałam się na niego nawet zerknąć. 
           Blondyn zatrzymał się przy swoim samochodzie. Od razu zajęłam miejsce pasażera. Automatycznie zapięłam pas. Luke zasiadł za kierownicą. Ruszył z piskiem opon, byleby jak najszybciej wydostać się z lasu.
- Co się stało? – zapytałam, nawet nie próbując walczyć z płynącymi po twarzy łzami.
- Chcieliśmy odwiedzić kolejny dom strachu – powiedział drżącym głosem. Zauważyłam, jak zaszkliły mu się oczy. – Liczyliśmy na dobrą zabawę, a ona… Ona zmieniła się w koszmar. Weszliśmy tam i on już na nas czekał.
- On? Jaki on?
- Naprawdę nie wiesz?
- Nie… Nie wiem, mam wrażenie, że nie pamiętam połowy z tego, co się tam działo. – Wyjechaliśmy na asfaltową drogę. Luke zerknął w lusterko, a potem przeklął pod nosem. – Co jest?
- Znalazł nas – wyszeptał.
           Odwróciłam się, spoglądając na rozklekotaną furgonetkę za nami. Byłam pewna, że jest stara, ale była tak szybka, jak samochód Hemmingsa. Była coraz bliżej. Coraz lepiej mogłam dostrzec jej budowę i właściwy kolor. Miała w sobie coś złowieszczego. Luke chciał przyspieszyć, ale samochód nagle odmówił mu posłuszeństwa.
- Co kurwa… 
           Zdążył tylko to powiedzieć, gdy furgonetka z impetem uderzyła w nasz bok. Blondyn nie zapanował nad kierownicą i zjechaliśmy na pobocze, uderzając w najbliższe drzewo. Poczułam mocne szarpnięcie, a potem chwilowo zapanowała ciemność.
           Ocknęłam się niemalże od razu. Podniosłam ze strachem głowę, ale wokół nie było nikogo. Nic, tylko drzewa. Żadnej pieprzonej furgonetki, ani jej właściciela. Spojrzałam na siedzenie obok. Było puste. 
             Szybko zaczęłam mocować się z pasem, który nie chciał mnie puścić. Poczułam ogarniającą mnie frustrację. W końcu jednak przeklęty zamek puścił, a ja wytoczyłam się z samochodu, ledwo stojąc na nogach. Obeszłam go, mając nadzieję, że znajdę chłopaka.
             Po chwili moje oczy natrafiły na znaną mi sylwetkę. Podbiegłam i kucnęłam obok niego, ignorując to, że jest pokryty własną krwią. Złapałam jego twarz w dłonie. Powoli rozchylił powieki, a z jego ust wypłynęła kolejna porcja czerwonej i ciepłej cieczy.
- Luke… Luke trzymaj się – poprosiłam. Jego błękitne tęczówki utkwione były we mnie. Złapał mnie za rękę.
- Czemu to zrobiłaś?
- Co?
- Co się stało? Dlaczego zjechałaś na pobocze? – pytał dalej, a ja nie rozumiałam, o co mu chodzi. 
             Rozejrzałam się i dopiero zobaczyłam całą scenę w nowym świetle. Nie miałam na sobie żadnej białej sukienki, tylko moje własne ubrania – ciemne spodnie dżinsowe i zwykłą koszulkę. Luke nie siedział za kierownicą, a był po stronie pasażera. To ja kierowałam jego autem. I to ja spowodowałam wypadek.
- Ja… Wydawało mi się…
- Bredziłaś od rzeczy – przerwał mi, a potem zakaszlał, łapiąc z trudem powietrze.
- Luke… Tak bardzo cię przepraszam – wydusiłam z siebie, czując, jak kolejne łzy cisną mi się do oczu. Przeszukałam kieszenie, ale nie mogłam znaleźć telefonu. Warknęłam pod nosem.
- Wybaczam ci, Rose… Wybaczam ci to…
- Luke, błagam, nie zostawiaj mnie – poprosiłam, biorąc go w ramiona. Wcisnął swoją twarz w moje ciało. – Proszę, wytrzymaj…
- Kocham cię, więc wybaczam ci to, że mnie zabiłaś – powiedział cicho. 
             Jego dłoń osunęła się po moim przedramieniu, a potem upadła na jego brzuch. Zaszlochałam jeszcze bardziej, przywierając do niego jeszcze mocniej. Bałam się na niego spojrzeć. Bałam się spojrzeć na nieżyjącą osobę w moich ramionach.
- Proszę cię… Nie zostawiaj mnie… Tylko mnie nie zostawiaj…

***
            Skrzywił się, gdy Rosalie przywaliła mu łokciem w brzuch. Syknął cicho pod nosem, bo uderzenie to było na tyle silne, że wyrwało go ze snu. Zamrugał kilka razy, czekając, aż wzrok przyzwyczai mu się do ciemności. Dziewczyna leżała dalej na swoim miejscu, mamrocząc coś pod nosem. Przepraszała kogoś. Najwidoczniej musiało jej się śnic coś złego. Pogładził ją po ramieniu, mając nadzieję, że zaraz się uspokoi. Jednak ona rozpłakała się, nadal tkwiąc w swoim koszmarze.
            Podciągnął się wyżej i usiadł obok niej. Potrząsnął nią, cicho nawołując ją po imieniu. Nic. Spróbował po raz kolejny ją obudzić, ale Rose spała tak głęboko, że jego próby spełzły na niczym. Nagle jednak poderwała się do góry, ciężko dysząc. Niewiele myśląc objął ją, a ona wcisnęła się w niego, mocno zaciskając dłonie na jego ramionach. Jej ciałem wstrząsnął kolejny szloch. Nienawidził, gdy płakała, nawet jeśli robiła to przez sen. Wtedy miał wrażenie, że rozlatuje się na kawałki razem z nią.
- Proszę, nie zostawiaj mnie… Nie zostawiaj mnie…  - błagała, roztrzęsionym głosem.
- Rose?
- Nie zostawiaj mnie… Tak bardzo cię przepraszam…
- Ej, Rose? Słyszysz mnie? 
           Odgarnął z jej czoła rude kosmyki włosów, a ona wzięła powolny głęboki oddech. Zerknął na nią, gdy rozchyliła powieki. Obudziła się. Teraz miał pewność, że się obudziła. Drgnęła, a potem powoli podniosła głowę, by móc na niego spojrzeć.
- Co… Co się stało?
- Chyba miałaś zły sen – powiedział cicho, w dalszym ciągu ją przytulając.
- To był koszmar. Rzucałam się?
- Przyłożyłaś mi chyba tylko raz, ale… strasznie płakałaś.
- To był koszmar.
- Co ci się śniło?
- Nie chcesz wiedzieć – odparła, odsuwając się od niego. Luke uniósł lekko brwi do góry.
- Było, aż tak źle?
- Było strasznie – odpowiedziała, przyciskając kawałek kołdry do siebie.
- Opowiedz mi.
- Nie. – Przysunął się bliżej niej i znów ją objął. – Nie chcę nawet o tym myśleć. Nie chcę do tego wracać.
- Okej… W porządku – powiedział, a potem z powrotem położył się razem z nią. 
          Wcisnęła się w niego jeszcze mocniej. Jego dłoń zaczęła wędrować po jej plecach, by jeszcze bardziej ją uspokoić. Słyszał jej ciężki oddech, który powoli się normował. Poruszyła się, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. Poprawił jeszcze kołdrę, a potem zamknął oczy, mając nadzieję, że już więcej nic strasznego jej się nie przyśni.

           Wstał z łóżka, starając się nie obudzić śpiącej dziewczyny. Rose wtulała się w poduszkę, mając jedną rękę pod policzkiem. Pocałował ją delikatnie w czoło, a potem złapał za swoje rzeczy i wyszedł z pokoju, by udać się do łazienki.
          Doprowadził się do stanu używalności, a potem wrócił do pokoju. Rudowłosa nadal spała. Uśmiechnął się lekko na ten widok, bo w tym momencie wyglądała naprawdę uroczo i bezbronnie. Potem złapał za telefon i znów opuścił pomieszczenie.
           Zszedł na dół, a następnie skierował się do kuchni. Przy blacie krążył zaspany Michael. Nie miał na sobie spodni, a same bokserki i luźną koszulkę. Włosy sterczały mu we wszystkie strony. Lekko podskoczył, a potem odwrócił się na dźwięk jego kroków.
- Nie strasz ludzi –powiedział, wracając do robienia kawy.
- Ciężka noc? – zaśmiał się Luke, widząc jego bladą twarz.
- Co chwilę śniły mi się pieprzone klauny. To chyba przez ten cały dom strachów.
- Zapewne.
- A tobie?
- Co mi?
- Tobie też coś się śniło?
- Nie. Na szczęście nie – odpowiedział, przypominając sobie strach i przerażenie u Rose, gdy obudziła go w środku nocy. Podszedł do lodówki, zerkając na ułamek sekundy w stronę okna. Znów padało. Zajebiście…

***
            Obudziłam się. Przejechałam dłonią po pustym miejscu obok. Gdy było wolne to zazwyczaj ja wstawałam pierwsza. Wychodziło, więc na to, że musiałam naprawdę dłużej sobie pospać. Ale czemu ja się dziwiłam. Przez ten koszmar, który mnie nawiedził, nie mogłam zasnąć z powrotem. Luke już dawno wrócił do krainy snów, kiedy ja jeszcze się męczyłam. Słyszałam jego spokojny i rytmiczny oddech, który w jakiś sposób mnie uspokajał, ale ja i tak bałam się zamknąć oczy. W końcu jednak przysnęłam. Na szczęście nic więcej mi się nie śniło.
             Dźwignęłam się z łóżka, a potem złapałam za ubrania. Wyszłam do łazienki, by się ogarnąć. Ruchy miałam powolne, jakbym ocknęła się z jakiegoś długiego zimowego snu. Musiałam tchnąć w sobie więcej energii, choć wiedziałam, że to będzie trudne. Potrzebowałam kawy. No i przydałaby się lepsza pogoda, bo sądząc po dźwiękach- krople deszczu bębniły w szybę- nadal padało.
             Zeszłam na dół, podążając za zapachem kawy, herbaty i czegoś jeszcze. Dopiero po chwili zorientowałam się, że czuję jajecznicę. Oblizałam usta na samą myśl o niej. Byłam głodna. A zresztą to miłe, jak ktoś inny podsunie ci pod nos cieplutkie jedzenie.
            Kiedy tylko pojawiłam się w kuchni, wszystkie oczy spojrzały w moją stronę. No, tak… Cała nasza grupa była już na nogach. Usiadłam między Becky, a Lukiem, od razu przysuwając sobie talerz z jedzeniem pod nos.
- Role się odwróciły – powiedziała brunetka, pukając mnie w ramię.
- Kto robił śniadanie?
- Ja – odezwała się uśmiechnięta Lori.
- Pachnie pysznie – podsumowałam, co wywołało na jej twarzy szeroki uśmiech.
- Co nie zmienia faktu, że nadal pada – wtrącił Calum, kręcąc nosem. – Bez sensu… Chciałem iść nad jezioro.
- Może będzie ku temu okazja – powiedziała Lori, smarując chleb masłem. – Mamy jeszcze dwa dni przed sobą.
- Oby.

             Po południu, kiedy my oglądaliśmy kolejną komedię, przestało padać. Nadal co prawda było pochmurno i szaro, ale w końcu nie rzucało deszczem. Dlatego niewiele myśląc wyciągnęłam Luke'a na spacer. Miałam dość siedzenia w domu, wgapiania się tempo w telewizor i objadaniu się niezdrowym żarciem. Chciałam rozprostować nogi. O dziwo chłopak nie miał nic przeciwko temu.
           Wyszliśmy na zewnątrz, a ja poczułam przyjemny zapach mokrej trawy. Blondyn spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem, a potem bez słowa ruszyliśmy w stronę bramy. Minęliśmy ją, zatrzymując się na rozmokłej polnej drodze. Na szczęście nie była kompletnie zalana, więc dało się po niej iść. Zaproponowałam kierunek las, a Hemmings przytaknął. Objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w jego bok, pozwalając mu się poprowadzić.
           Gdy tylko dotarliśmy do początku lasu, lunęło na nowo. Urwaliśmy rozmowę i wbiegliśmy do niego, chroniąc się przed deszczem. Tu przynajmniej, choć trochę ochraniały nas drzewa. Luke zaciągnął mnie pod najbardziej gęste z nich. Spojrzałam na niego niewinnie, bo wiedziałam, że Hemmings zaraz zrzuci całą winę na mnie, bo w końcu to był mój pomysł, by się wyrwać z domu.
- Ładnie – powiedział powoli, a ja ukazałam mu po raz kolejny szereg moich równych zębów. – Domyślałem się, że tak może być.
- To czemu nic nie powiedziałeś?
- A może chciałem, by tak było?
- A idź ty – mruknęłam, odpychając go lekko od siebie.
- Możemy tu stać i poczekać, aż przestanie albo wracać teraz i mieć to gdzieś.
- Co powiesz na to, że tu przeczekamy, chyba że nie przestanie padać, to pójdziemy? – zaproponowałam. Pokiwał głową. – Szkoda, że nie wziąłeś ze sobą gitary. Mógłbyś mi coś zagrać.
- Jestem pod wrażeniem – wydusił z siebie, zerkając na mnie z uśmiechem.
- Co?
- Pierwszy raz chcesz bym ci coś zagrał… AŁA! Za, co? – warknął, gdy uderzyłam go z pięści w ramię.
- Wcale nie. Lubię, jak grasz. Mogę słuchać tego godzinami i…
- Tak, wiem – mruknął, obejmując mnie. 
          Poczułam przyjemne ciepło, które biło od jego ciała. Nic dziwnego, że wtuliłam się w niego mocniej. Przejechałam palcami po jego odsłoniętym ramieniu. Na dworze nie było zimno, bardziej parnie i żadne z nas nie ubierało się cieplej. Wyszliśmy z domu tak, jak staliśmy zmieniając, tylko buty na sportowe adidasy.
           Zaczęłam badać każdy skrawek jego odsłoniętej skóry, jakbym chciała ją dokładnie zapamiętać. Zjechałam na jego przedramię, a potem wsunęłam mu dłonie pod koszulkę, nie przestając przesuwać po jego ciele palcami. W tym momencie poczułam się nieco oderwana od rzeczywistości. Tylko on i otaczający nas cichy las. Żadnej żywej duszy dookoła. To było przyjemne, szczególnie, że większość czasu spędzaliśmy z pozostałą częścią naszej paczki.
            Podniosłam głowę do góry. Wyprostowałam się, by móc dosięgnąć ustami jego szyi. Delikatnie musnęłam ją w tym miejscu. Poczułam, jak przez jego ciało przeszedł pojedynczy dreszcz, który nakręcił mnie na niego jeszcze bardziej. Gdy tylko wizja szybkiego seksu w takim miejscu przeszła mi przez myśl, napaliłam się na niego jeszcze bardziej. Pojawiło się przyjemne łaskotanie w dole brzucha, a moje podniecenie wzrosło. W końcu, co nam szkodziło? I tak nikt by nas nie zobaczył, szczególnie, że w taką pogodę nikt nie wystawiał nosa z suchych czterech ścian.
- Ej, księżniczko – wymruczał, gdy lekko przygryzłam mu skórę. Wyczułam, że się uśmiechnął.
           Wspięłam się na palce i połączyłam nas w dłuższym, nieco szybszym pocałunku, które uwielbiałam. Przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej, czując, jak mocniej jego ramiona oplatają się wokół mnie. Odchyliłam się nieco, by móc kontynuować wędrówkę dłonią, która nadal znajdowała się pod jego koszulką. Mruknął z aprobatą w moje usta, na co zareagowałam uśmiechem. Spojrzał w moje oczy, a ja poczułam, jak najnormalniej w świecie się zarumieniłam. Zaśmiał się, widząc moją reakcję, której nie byłam w stanie powstrzymać.
- No, ładnie – powiedział cicho, muskając ustami moje policzki, które teraz były czerwone. – Ktoś tu nabrał na coś ochoty?
- Możliwe – odparłam niewinnie, przesuwając dłoń w dół. Zerknęłam na niego, gdy zatrzymałam się na samej górze jego spodni. Zagryzłam lekko wargę.
- Uwielbiam, gdy tak robisz – wyszeptał, a potem ujął moją twarz w dłonie i wpił się zachłannie w moje usta, pozbawiając mnie na chwilę tchu. Przyjemnie zaszumiało mi w głowie. Teraz tym bardziej chciałam zrobić to tu i teraz.
          Niewiele myśląc dorwałam się do jego paska. Uśmiechnął się pod nosem, spoglądając na mnie z zadowoleniem. Cały Luke. Zanim zdążyłam się zorientować, odwrócił nas. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że przyciskam się do konaru. Lekko odbiłam się od niego, a blondyn zaraz przywarł do mnie, prawie uniemożliwiając mi, jakikolwiek ruch. Dałam jednak radę rozpiąć mu pasek, guzik i rozporek. Powoli wsunęłam dłoń pod materiał jego bokserek. Wstrzymał przez moment powietrze, a potem podniósł mi koszulkę, by mieć łatwiejszy dostęp do mojego ciała.
- Powiedz to –powiedział szeptem, wprost do mojego ucha. Oddychał już szybciej, niż jeszcze chwilę temu.
- Pieprz się ze mną Hemmings – odpowiedziałam znaną formułką. 
            Zdążyłam skończyć to zdanie, a Luke pocałował mnie po raz kolejny. Poruszyłam dłonią, wydobywając z niego głośniejsze mruknięcie. Przez chwilę bawiłam się z nim w ten sposób, jednocześnie rozkoszując się jego dłońmi na swojej skórze, które skutecznie rozpalały. Miałam wrażenie, że każde dotknięte przez niego miejsce zaczyna rozgrzewać się ze zdwojoną siłą.
- Jezu… Rose – powiedział, a następnie złapał mnie za nadgarstek. Przestałam. 
           Szybko wyciągnął moją rękę ze swojej bielizny, a następnie podniósł mnie, jeszcze bardziej dociskając moje plecy do drzewa. Oplotłam jego biodra nogami. Zaczął składać zachłanne pocałunki na mojej szyi. Osunęłam się nieco na dół, a on podciągnął mnie z powrotem ku górze. Wtedy poczułam nieprzyjemne pieczenie na skórze i lekki ból. Syknęłam pod nosem.
- Czekaj…
- Co jest? – zapytał, od razu przerywając pieszczoty.
- To bolało.
- Co?
- Postawisz mnie? - Kiwnął głową, a potem moje stopy dotknęły mokrego podłoża. Odchyliłam się, ale nie byłam w stanie odwrócić się na tyle, by zobaczyć powód przerwania naszej zabawy.
- Pokaż – powiedział Luke, patrząc na moje nieudolne próby. Stanęłam do niego tyłem. – No… Pojechaliśmy.
- Co?
- Przepraszam, nie chciałem zrobić ci krzywdy – odparł, lekko zagryzając wargę.
- Co tam mam?
- Chyba, za mocno… - Wskazał na siebie i na drzewo, robiąc zakłopotaną minę. – Masz zdartą skórę i leci ci krew.
- Tak mocno?
- Nie… Nie mocno. Odrobinę. Przepraszam.
- Spoko – rzuciłam ze śmiechem. – Nic się wielkiego nie stało. – Zasłoniłam plecy koszulką, a następnie spojrzałam na chłopaka. – Do dupy.
- Co? – zapytał ze śmiechem.
- Chciałam zaliczyć cię w lesie i mi nie wyszło –odparłam, wzruszając ramionami.
- Mnie to mówisz – rzucił, kręcąc głową. Poprawił się, zapinając także guzik, rozporek i pasek.  – Co ja mam powiedzieć? U ciebie przynajmniej nic nie widać, a ja… Musisz tu ze mną posiedzieć, aby mi trochę przeszło. Potem wracamy do domu.
- Przeszło?
- No, przeszło- skwitował, a ja spojrzałam w centralne miejsce na jego spodniach. No, tak… Mogłam się domyślić, o co mu chodzi. – Nie patrz się, bo to wcale nie pomaga.
- Mam się odwrócić czy może zrobić ci dobrze?
- Co?- zapytał, wytrzeszczając na mnie oczy. Nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam śmiechem. – Rose – jęknął, kręcąc nosem. – Jesteś podła.
- Nie, to nie…
- Ty tak serio?
- Za późno. Miałeś swoją szansę.
- Kurwa – wysyczał, przez zaciśnięte zęby. – Twoje gierki też mi nie pomagają, bo są podniecające. – Rozejrzał się, a potem podszedł do przewróconego pnia. Usiadł na nim. Nie mogąc pozbyć się z twarzy głupkowatego uśmieszku, podeszłam do niego i zajęłam miejsce obok.
- Dobra, już się nie odzywam. – Prychnął pod nosem.- Ale wisisz mi gorący seks wieczorem i może postarasz się u mnie o podwójny orgazm, co ty na to?
- Rose, weź się zlituj, bo inaczej będziesz siedzieć tu ze mną do wieczora. – Zaśmiałam się cicho, przybliżając do niego. – No, księżniczko… - wydusił z siebie, gdy musnęłam jego szyję wargami. – Sprawia ci to satysfakcję, czy jak?
- Ogromną – powiedziałam, dokładnie akcentując każdą sylabę.
- Jesteś złą kobietą.
- I to cię kręci.
- Nawet nie zaprzeczę. Rose, no… - mruknął po raz kolejny, gdy zjechałam dłonią wzdłuż jego ciała.
- Może lubię cię takiego widzieć? – Uniósł jedną brew do góry. Zaśmiałam się. – Dobra, już zabieram ręce. Zerkniesz na moje plecy?
- Nie.
- Bo?
- Bo teraz jestem na etapie powstrzymywania się, by się na ciebie nie rzucić – skwitował, a ja przekręciłam oczami. Sprzedałam mu sójkę w bok, a on zaśmiał się. – Dobra, pokaż je.
- I jak?
- Seksownie i podniecająco – powiedział, podciągając mi bluzkę, co sprawiło, że zadrapanie cholernie zapiekło. – Masz koszulkę od krwi. Przykleiła się do tego.
- Nie umrę? – dodałam ze śmiechem.
- Raczej nie. Chyba, że wda się infekcja i staniesz się zombie.
- Będziesz mnie kochał mimo tego?
- Tak – powiedział, kiedy się odwróciłam. Przejechał dłonią po moich włosach. – Kupię ci obrożę, kaganiec i metalowy łańcuch, bym mógł cię trzymać w garażu.
- Jesteś stuknięty – rzuciłam, odpychając go od siebie.
- Nie, w tym momencie dalej jestem napalony – odpowiedział, a ja znów zaśmiałam się. – Ej, księżniczko… Kurwa, jesteś nie do zdarcia – powiedział, kiedy władowałam się mu na kolana.
          Musiał teraz utrzymać pion, byśmy oboje nie polecieli w dół. Zanim zdążył się ponownie odezwać, pocałowałam go, przechodząc od razu do szybkiego tempa. Przesunęłam się kilka razy na jego udach, ocierając się o niego, a on ciężko westchnął pod nosem, nie odrywając swoich ust od moich.
- Nie moja wina, że tak na mnie działasz – rzuciłam, wsuwając mu dłoń we włosy.
- Jesteś poszkodowana i powinnaś uważać i…
- I?
- Nie chcę zrobić ci większej krzywdy i…
- I?
- Skończyły mi się chyba argumenty – odpowiedział ze śmiechem.
- Nie były zbytnio mocne. To, co? Rozluźnimy cię przed powrotem do domu? – Znów zrobił wielkie oczy, dokładnie przyglądając się mojej twarzy.
- A ty?
- A ja poczekam na swoją część do wieczora, bo tego ci nie odpuszczę.
- Nakręciłaś się.
- Nawet nie zaprzeczę – powiedziałam, przejeżdżając dłonią po jego dolnej wardze. – Chcesz? – Już otwierał usta, ale ja szybko mu przerwałam. – Albo nie… Zmieniłam zdanie. Zróbmy to teraz, nie chcę czekać do wieczora.
- Poczekaj…
- Na co?
- Trzeba coś wykombinować. Liście są mokre i… Już wiem – powiedział zadowolony, a potem znów złączył nasze wargi ze sobą. 
          Jego dłonie szybko wróciły pod moją bluzkę. Nie pozostawałam mu dłużna. Cicho jęknęłam pod nosem, gdy przygryzł moją dolną wargę. Otarłam się o niego po raz kolejny. Podniósł się do góry, sprawiając, że musiałam z niego zejść. Złapał mnie za dłoń, prowadząc do tego felernego drzewa. Z ciekawością obserwowałam, co zrobi. On zrzucił z siebie koszulkę, a potem kazał mi ją na siebie nałożyć. Zrobiłam to od razu. Wtedy dobrał się do moich spodni.
- Mam w niej zostać? – zapytałam, kiedy zsunął mi je na dół.
- Tak. Moja jest dłuższa, zasłoni ci plecy – powiedział, przywierając do mnie. Poczułam, jak na moich udach pojawia się gęsia skórka. Wyczułam znane wybrzuszenie w jego spodniach, gdy naparł na mnie mocniej. – I powoli.
- Powoli jest nudno…
- Rose, no…
- Dobra, już dobra. Poddaję się – odparłam, ze śmiechem.
          Oblizałam wargi, gdy zabrał się za rozpinanie swoich spodni. Mój oddech przyspieszył. Zwilżył swoje usta językiem, a potem znów mnie pocałował. Szybko i chciwie, jakby ktoś zaraz mógł nam przerwać. Oboje już byliśmy dobrze na siebie nakręceni, w końcu zaliczyliśmy już wcześniej coś na wzór gry wstępnej.
          Luke oderwał się ode mnie, dokładnie przyglądając się mojej twarzy po raz kolejny, a potem odwrócił mnie. Oparłam się dłońmi o drzewo, a on nie czekając, ani chwili dłużej wszedł we mnie. Z moich ust wydobył się cichy jęk. To nie było powoli. Blondyn nadał znane mi tempo, które ubóstwiałam. Przywarł do moich pleców, a ja czułam na swojej szyi jego szybki oddech. Syknął cicho pod nosem, a następnie zamruczał. Jęknęłam po raz kolejny, gdy jego dłoń powędrowała ku przodowi.
           Nagle przerwał i znów odwrócił mnie przodem do siebie. Widziałam na jego policzkach lekkie rumieńce. Miał rozchylone wargi i rozszerzone źrenice. Ten widok podniecał mnie podwójnie. Złapał za moje udo, a ja znów zaliczyłam bliskie spotkanie z konarem. Teraz jednak miałam zabezpieczenie w formie dwóch koszulek. Owinęłam nogę wokół jego biodra, ułatwiając mu ponowne wejście we mnie. Znów jęknęłam, a on przycisnął swoje usta do moich, tłumiąc ten dźwięk. Nie była może to zbyt wygodna i komfortowa pozycja, ale pozwoliła nam szybko zakończyć naszą wspólną zabawę. Wbiłam mu paznokcie w plecy, a potem głośniej jęknęłam, gdy dotarłam do finału. Luke skończył zaraz po mnie, ciężko dysząc.
- Zaliczyłem cię w lesie – wyszeptał z lekkim uśmiechem.
- Nie, to ja cię zaliczyłam w lesie – poprawiłam go, co wywołało u niego cichy chichot. Pocałował mnie delikatnie po raz kolejny.
- Podobało mi się.
- Mi też.
- Wolę jednak łóżko.
- Łóżko?
- No – powiedział, trącając nosem mój nos. – I wannę, i prysznic, i mój samochód – zaczął wymieniać.
- A idź ty – rzuciłam, odpychając go od siebie. Wybuchł śmiechem, a ja mogłam wsłuchiwać się w ten dźwięk, który tak bardzo kochałam, godzinami.



***
Było trochę strachu, a potem szybki numerek w lesie XD - Milena wiem, że chciałaś hot scenkę właśnie w takim miejscu, ale nie mogłam się powstrzymać, by nie dodać do tego trochę humoru XD Mam nadzieję, że jednak ci się podobało :)

Mam też dla was jedną informację - mianowicie sezon wakacyjny Pod Jednym Dachem powoli dobiega końca. Zostało mi do wrzucenia jeszcze dwa rozdziały i nasza banda łosi musi wrócić do Sydney :)
Wtedy też zacznie się ostatnia część opowiadania pt. Uniwersytet Melbourne. 
Poniżej możecie zobaczyć zwiastun do ostatniego sezonu - jak zwykle jest to cudne dzieło Moni :) Mam nadzieję, że spodoba wam się ten filmik, tak samo jak mi!


Dziękuję wam za wszystkie cud miód komentarze - wiecie, jak je uwielbiam! Do tego mocno motywują i powodują big smile na mej twarzy :D Dziękuję!

Dla zainteresowanych - Malum dalej żyje i ma się dobrze :) Nieraz naparza w kamienie, robiąc sobie przemeblowanie w swoim akwarium :)

Zapomniałam jeszcze dodać tego, że życzę wam wesołych, zdrowych i spokojnych Świąt! :)

Kolejna część za tydzień.

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Spierdalaj – wysyczał Luke, wciskając twarz w poduszkę.
- Też cię kocham nasza blond królewno – odpowiedział chłopak, klepiąc go po głowie, przez co Hemmings jeszcze mocniej zapadł się w białą poduchę. – To, jak będzie Rose? Nakarmisz Caluma? Calum być głodny.

***

- Tak mi słodzisz, jakbyś czegoś chciał – pociągnęłam, odkładając telefon na bok.
- Jezu, Rose – mrukną, kręcąc głową. – Czy ja nie mogę prawić ci komplementów? Myślałem zresztą, że to mój zasrany obowiązek.
- Obowiązek?- prychnęłam z niedowierzaniem. 

***

- To były udane wakacje – skwitował, popijając piwo.
- Popieram. Naprawdę świetnie się bawiłam.

***

- Myślisz, że zostanę wujkiem? – skwitował Calum, wycierając kąciki oczu, w których zgromadziły się łzy od ciągłego śmiechu.
- Nie, ty zostaniesz ciocią – powiedział Luke.
- Nie chcę być ciotką. Chcę być wujkiem! 

14 komentarzy:

  1. Jezusie i Maryjo!
    Gdzie oni jeszcze nie znajdą miejsca, w którym będę mogli się 'pieprzyć'?
    Było łóżko, wanna, prysznic, samochód, las... czy blat w kuchni i kanapa w salonie, również została przez nich zaliczona?
    Biedna Rose, chyba nie tylko na niej, odbił się ten cały dom strachów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz przynajmniej nie są monotonni i nie stawiają tylko na łóżko XD Oficjalnie nie było tego przedstawione, ale skoro ich rodzice przed ich wakacjami udali się w "podróż poślubną" to jest to możliwe, że robili to też i na blacie i na kanapie hahaha :D

      Usuń
  2. Świetny rozdział ;)
    Ja też kocham hot scenki :)
    Czekam na nexta xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, cieszę się :) Widzę, że jesteś kolejną osobą, która je lubi heheh - a kto ich nie lubi, będzie może mniejsza lista :)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. HAHA Roxy jesteś kochana, że pamiętałaś o seksie w lesie, o który cię wybłagałam! I tak powiem wprost - podobało mi się! Chociaż uważam, że w tej części jedna hot scenka to stanowczo za mało :P Boże, przez chwilę myślałam, że może Rose odbija a to był tylko sen - i całe szczęście, chociaż to było niepokojące i dość nawet przerażające. A końcówka smutna. Na szczęście to tylko koszmar - pewnie za dużo domu strachów i horrorów po :)
    Zwiastun jest BOSKI! BOSKI! BOSKI! Podoba mi się i to bardzo! Monia gratulejszyn!
    Czekam na ciąg dalszy
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mogłabym o nim zapomnieć, przecież obiecałam, nie? :D Dobrze, że Ci się taka wersja hot scenki podobała. No, wiesz oni samymi hot scenkami nie żyją - zresztą byłby to nudne, gdyby ciągle o jednym. Chociaż z drugiej strony Luke myśli tylko o jednym hahah XD
      Przekażę Moni twoje gratulejszyn :)

      Usuń
  5. Rozdział wspaniały. Kocham hot scenki i czytając tą... No po prostu nie ma słów, żeby wyrazić to co czułam! Lubię to, że nie cały czas tylko w łóżku, może i najwygodniej, ale monotonnie. A początek, ze snem Rose... Dobrze, że ja nie mam takich snów.
    Świetny zwiastun, boski po prostu. Już nie mogę się doczekać ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zwiastun Ci się podoba - przekaże autorce :) Dzięki również za cudny komentarz :)

      Usuń
  6. Matko Bosko :D już nie mogę się doczekać na 6 sezon A!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Haah megaa ! :* :*
    No nie powiem nie spodziewałam sie , ze Luke i Rose zrobią to w lesie no ale KTO BOGATEMU ZABRONI :* :D ;) hah :D na pewno nie bedą sie nudzić :D :) :*
    A co do poczatku ... boze co za koszmar ! :D dobrze ze mi sie takie cos nie sni :D (ja LUNATYKUJE) :)
    ZWIASTUN-cud miod i nutella :* :* BOSKI ♥♡♥ nie moge doczekac sie 6 sezonu :* :D .. choc tez ta mysl ze to juz koniec ... ;) :( :* no nic jeszcze troche do konca zostalo <3
    Wesolych Swiat życze JA ♥♡♥

    OdpowiedzUsuń