niedziela, 27 grudnia 2015

S5 - Rozdział 11

I hear the beat of my heart getting louder, whenever I'm near you


          Obudziłam się, czując, jak coś przygniata mnie do materaca. Jęknęłam cicho pod nosem, a potem zazgrzytałam zębami. Byłam pewna, że to Luke wpadł na kolejny głupi pomysł. Że ocknął się wcześniej i po prostu rozsadzało go od środka, by nie wywinąć mi jakiegoś numeru.
          Po chwili jednak oprzytomniałam. Zorientowałam się, że Hemmings i owszem nadal jest w łóżku, ale leży obok mnie. Słyszałam, jak wypuścił z ust wiązankę soczystych przekleństw, na które moja mama pewnie zareagowałaby wielkim oburzeniem, że blondas używa, aż takiego słownictwa. Nade mną rozległ się głośny śmiech i dopiero po nim odkryłam, kto budzi nas w taki brutalny dla ciała i ducha sposób. Calum.
- Wal się… Kurwa, no – warknął Luke, starając się go zepchnąć, co skutkowało tym, że Hood wciskał się bardziej we mnie. – Złaś kurwa!
- Ała! – syknęłam pod nosem, kiedy poczułam wbijający się w moje żebro męski łokieć.
          Niewiele myśląc odsunęłam się prawie na sam brzeg łóżka. Mulat tym sposobem znalazł się między nami. Zaczął się wiercić na swoim miejscu, a potem objął nas ramionami. Luke znów zaprezentował swoją iście soczystą wiązankę przekleństw, która dodatkowo rozbawiła Caluma.
- Co ty robisz? – jęknęłam, odwracając się, by lepiej go widzieć. Zobaczyłam jego rozczochrane włosy i szary podkoszulek, w którym spał. Uśmiechnął się szeroko, ukazując mi rząd prostych i białych zębów.
- Budzę naszego najlepszego kucharza pod słońcem – odpowiedział, pukając mnie palcem w nos. – Jestem głodny.
- Spierdalaj –wysyczał Luke, wciskając twarz w poduszkę.
- Też cię kocham nasza blond królewno – odpowiedział chłopak, klepiąc go po głowie, przez co Hemmings jeszcze mocniej zapadł się w białą poduchę. – To, jak będzie Rose? Nakarmisz Caluma? Calum być głodny.
- Tylko ty nie śpisz? – zapytałam, spoglądając na niego.
- Ja i Ashton. I oboje jesteśmy głodni. Chciałbym zjeść te twoje tosty na wypasie. Zrobisz je? Proszę? – I weź tu się nie zgódź, jak Hood robi słodkie oczy małego szczeniaczka, dodatkowo wykrzywiając swoje usta w podkówkę.
- Niech cię będzie.
- Nie wierzę, że dałaś się nabrać na tą jego parszywą facjatę – skomentował Luke.
- Na ciebie nabiera się od początku waszego związku – skwitował Hood, a Hemmings przywalił mu poduszką w twarz. – Ta… Bojowo, nie ma co, królewno.
- Nie wiem, tylko komu teraz wrzuciłeś – wtrąciłam się, kiedy przeanalizowałam dokładnie jego zdanie.
- Jemu, zdecydowanie jemu. Jak będzie, Rose? Nakarmisz ulubionego kumpla swoimi tostami na wypasie, z tym ciągnącym się serem, chrupiącą szyneczką, pachnącymi przyprawami i keczupem?
- Rose – odezwał się ponownie Hemmings.
- No?
- Idź rób te tosty, bo przez tego kretyna zgłodniałem – wyrzucił z siebie, a ja miałam ochotę mu przywalić. – Proszę? – dodał szybko, kiedy zazgrzytałam zębami.
- No, jak będzie, Rose? – pociągnął Hood. – W ramach rekompensaty za dobrze wykonaną robotę i nakarmienie nas, Luke zapewni ci dobry i ostry seks wieczorem. – Przysięgam, że gdybym teraz leżała od ściany, to zepchnęłabym tą dwójkę na podłogę.
- O stary – rzucił ze śmiechem Hemmings.
- Nie wyrobię z wami psychicznie – skwitowałam, a potem wstałam z łóżka. Złapałam szybko za czyste rzeczy i wyskoczyłam z pokoju, zostawiając za plecami chichrających się kretynów.

          Ku naszej uldze przestało w końcu padać. Słońce znów mocno świeciło, więc skorzystaliśmy z okazji, by udać się nad jezioro i nadrobić ten czas, który straciliśmy przez ostatnie deszcze. Tym razem wszyscy wbiegliśmy do wody w tym samym czasie, a potem urządziliśmy sobie wodną siatkówkę, zaciekle walcząc o punkty dla swojej drużyny.
          Po powrocie do domu, wysuszyliśmy się, a potem zjedliśmy szybki obiad w postaci odgrzewanego makaronu z wczoraj. Na szczęście zrobiłam go więcej, więc dzisiaj ominęło mnie popołudniowe szykowanie obiadu dla całej naszej grupy. Co nie zmieniało faktu, że i tak później wyląduję w kuchni, by przygotować wszystko do wielkiego zaplanowanego przez nas ogniska. Jutro wracaliśmy do Sydney i chcieliśmy zaakcentować koniec naszego pierwszego wspólnego wakacyjnego wyjazdu. Zaprosiliśmy też paczkę Justina, więc będzie nas całkiem sporo.
           Lori poprosiła mnie bym zrobiła jej mały szkicowany rysunek w formacie A4. Przesłała mi zdjęcie, które otworzyłam na swojej komórce. Ku mojej uldze było wszystko idealnie i ładnie widać, nawet gdy się je powiększyło. Na fotografii znajdowała się ona z Michaelem. Oboje objęci, siedzący pod dużym drzewem, ubrani w nasze szkolne mundurki. Patrzyli sobie oczy, uśmiechając się do siebie.
           Przygotowałam sobie wszystko do wykonania tej pracy. Ołówki rozłożyłam po jednej stronie, blok zaś po drugiej. Klasycznie zajęłam miejsce pod drzewem na terenie naszego tymczasowego ogródka. Ponownie zapatrzyłam się na zdjęcie i westchnęłam cicho pod nosem.
- Co się stało, księżniczko?
             Podniosłam głowę do góry, wpatrując się w błękitne tęczówki Luke'a. Chłopak usiadł obok mnie, obejmując od razu ramieniem w pasie. Podał mi zamkniętą chłodną puszkę z Pepsi. Nie odpowiedziałam, tylko podałam mu telefon, aby mógł zobaczyć powód mojego stanu. A złapały mnie mocno w swoje szpony wspomnienia, które niestety mieliśmy za sobą. Choć nie wszystkie były miłe i przyjemne, to jednak większość z nich była naprawdę cudowna. Zaczęłam doceniać je dopiero teraz, gdy wracałam do nich myślami i rozpamiętywałam każdą chwilę z osobna.
- Ładnie tu razem wyglądają – powiedział Luke. Spojrzał na mnie, uważnie lustrując każdy kawałek mojej twarzy. Jego dłoń mocniej zacisnęła się na moim brzuchu, gdy przysunął się jeszcze bliżej. Pocałował mnie w policzek, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. – Co się stało?
- To były fajne czasy – odpowiedziałam, a blondyn zaśmiał się. Odwróciłam się, patrząc na niego z wyrzutem.
- Mówisz tak, jakbyś miała, co najmniej sześćdziesiątkę na karku – rzucił, opierając brodę o moje ramię. – Dopiero, co skończyliśmy liceum.
- Wiem… Ale i tak mam wrażenie, jakby to się działo w drugim życiu. Chociaż moje drugie życie to było Brisbane. Sydney jest teraźniejszym życiem. – Raz jeszcze spojrzałam na zdjęcie, a potem skrzywiłam się ze śmiechem, dokładnie przyglądając się czerwono czarnemu mundurkowi, który musieliśmy nosić. – Nigdy ich nie lubiłam.
- Wiem, ale zawsze wyglądałaś w nim uroczo.
- Nawet na początku?
- Nawet na początku – powiedział z uśmiechem. – Może się z początku nie cierpieliśmy, ale to nie znaczy, że nie zauważyłem, jaka jesteś piękna.
- Och, jasne. W to ci akurat nie uwierzę.
- Mówię prawdę.
- Tak mi słodzisz, jakbyś czegoś chciał – pociągnęłam, odkładając telefon na bok.
- Jezu, Rose – mrukną, kręcąc głową. – Czy ja nie mogę prawić ci komplementów? Myślałem zresztą, że to mój zasrany obowiązek.
- Obowiązek?- prychnęłam z niedowierzaniem. Już chciałam go od siebie odepchnąć, ale blondyn złapał mnie za rękę, splatając nasze palce ze sobą.
- Bardzo miły obowiązek. Tylko ty zawsze się czepiasz, jak chcę ci powiedzieć coś miłego.
- To, co mam robić?
- Zaakceptuj to, że jesteś dla mnie wszystkim. – Spojrzałam na pusty blok przede mną. Po jego słowach poczułam lekkie rumieńce na twarzy. – Rose?
- Tak?
- O czym myślisz?
- Wspominam nasze początki –skłamałam, bo nie chciałam się do tego przyznać, że to co powiedział w jakiś sposób mnie wzruszyło. Luke zaśmiał się, po raz kolejny całując mój policzek. Moja dłoń powędrowała w stronę jego brody. Przejechałam po jego skórze kilka razy palcami, wyczuwając pod nimi lekki zarost.
- Pamiętasz, jak zareagowałem na ciebie, gdy zobaczyliśmy się w salonie? – rzucił i tym razem to ja parsknęłam śmiechem.
- Albo, jak złamałeś nogę i wyrżnąłeś się w męskiej toalecie.
- Poleciałaś na tyłek zaraz po mnie – przypomniał mi, ze śmiechem. – Pan Clark również.
- To była piękna gleba.
- Potrójna wywrotka. A pamiętasz… Nasz pierwszy pocałunek?
- Oczywiście, na twojej urodzinowej imprezie…
- Nie, miałem na myśli to małe niewinne muśnięcie w moim pokoju.
- Pamiętasz, aż takie rzeczy?- odparłam, robiąc duże oczy, a on uśmiechnął się kiwając jednocześnie głową.
- Na moich urodzinach nas poniosło.
- Nie raz nas podniosło.
- Nie raz nas poniesie – powiedział, a potem oboje zaczęliśmy się śmiać. 
            Odruchowo przejechałam palcami po łańcuszku z serduszkami, który od niego dostałam zaraz po zakończeniu szkoły. Zerknęłam na niego po raz kolejny. Znów się uśmiechnął. Przybliżyłam się do niego, łącząc nasze usta na dłużej. Luke dotknął mojego karku, napierając na moje wargi odrobinę mocniej, przez co dostałam szybkich dreszczy na plecach.
- Jestem ciekawy, jak to będzie w Melbourne – wyszeptał, kiedy odsunął się odrobinę. Jego ciepły oddech owiał moją twarz.
- Myślę, że zyskamy nowe równie dobre wspomnienia. Myślisz, że będzie tam ktoś kogo znamy? Oprócz oczywiście mojego kuzyna, którego ty jeszcze nie znasz?
- Nie wiem. Może trafię na twojego byłego – rzucił ze śmiechem, a ja momentalnie odsunęłam się od niego. – Żartowałem!
- I dobrze – powiedziałam, spoglądając najpierw na jego wargi, a potem w błękitne tęczówki. – Miał zajebiste ciało.
- Rose!
- Żartowałam – odparłam szybko, a Luke usiadł z nadąsaną miną. Zaśmiałam się, łapiąc go za ramiona i znów przyciągając do siebie. – Naprawdę żartowałam – pociągnęłam, całując go w nos. – Ty masz najlepsze ciało.
- Och… jasne.
- Mówię poważnie. Jest idealne dla mnie i strasznie kręci – powiedziałam, sprzedając mu pstryczka w ucho. Zaśmiał się.
- Będziesz rysować?
- Będę. Chcę to oddać Lori, jak najszybciej.
- Będę ci przeszkadzać?
- Nigdy mi nie przeszkadzasz – odpowiedziałam, przejeżdżając dłonią po jego blond włosach.

           Chłopaki przeszli samych siebie tworząc olbrzymie ognisko. Jak dla mnie zbudowali naprawdę ogniskowego potwora, który o dziwo trzymał się i nie rozlatywał. Ustawili też krzesła i bale wokół niego, tak byśmy wszyscy mogli się pomieścić. Grupa Justina zjawiła się zaraz, jak tylko zrobiło się całkowicie ciemno. Oni też żegnali się z Brownlow Hill. Przynieśli alkohol, przekąski, a także małe zapiekanki, które można było pochłonąć na raz. I były naprawdę przepyszne.
           Nie musieliśmy długo namawiać nasze 5 Seconds of Summer na to, by przytargali do ogniska swoje instrumenty. Po chwili zaczęli grać, nie tylko swoje kawałki, ale także covery, a my w niektórych momentach dołączaliśmy do wspólnego śpiewania. Nasze głosy niosły się w dal, dając innym znać, jak dobrze się bawimy.
           Justin zmienił miejsce, siadając obok. Spojrzał na mnie z uśmiechem, przejeżdżając dłonią po swoich czarnych krótkich włosach. Zerknął przy okazji na Hemmingsa, który siedział po mojej drugiej stronie, ale chłopak akurat był zajęty brzdękaniem na swojej gitarze.
- Będziemy w kontakcie po wakacjach?
- Będziemy – dopowiedziałam szybko. – Może się spotkamy, jak zawitasz do Sydney lub wybierzesz się na mały wypad do Melbourne.
- Umowa stoi. Tak samo wy.
- Pewnie. Damy ci znać, jak pojawimy się w twoich rejonach.
- To były udane wakacje – skwitował, popijając piwo.
- Popieram. Naprawdę świetnie się bawiłam.
- Ej, zagracie coś jeszcze? – poprosiła Lori.
- Co byś chciała?
- Amnesia – rzuciła Becky. – Musicie koniecznie tego posłuchać. Jest super!
- Luke będzie znowu śpiewał? – rzucił szybko Justin, wlepiając swoje ciemne oczy w mojego faceta.
- Będzie.
- Ekstra!

          Justin przez przypadek oblał Hemmingsa piwem. Nasz wakacyjny sąsiad miał już trochę w siebie wlane, ale i tak nie powstrzymało go to przed tym, by po raz setny rzucać przeprosinami w stronę blondyna. W końcu jednak Nicki zabrała go do domu. Zresztą towarzystwo i tak zaczęło nam się wykruszać. W sumie przy ognisku zostałam tylko ja, Luke, Calum, Becky i Ashton. Reszta rozeszła się do siebie. Nie dziwiłam się temu, bo w końcu zbliżała się czwarta rano.
           Zerknęłam na brunetkę i Irwina, którzy w spokoju rozmawiali ze sobą poruszając temat uczelni i muzyki. Zaśmiałam się pod nosem, przypominając sobie ich wszystkie kłótnie i docinki. Byli dość specyficzną parą przyjaciół, którzy jednego dnia są dla siebie mili, by następnego warczeć na siebie, jak wściekłe psy.
           Po chwili Ashton wstał i również pożegnał się z nami, idąc do domku. Została nas, tylko czwórka. Sama powoli zaczęłam odjeżdżać, więc i ja zarządziłam sobie kierunek spanie. Pozostali poszli za moim przykładem. Nie chcieliśmy też przespać całego jutrzejszego dnia, który był naszym ostatnim dniem tutaj.
            Pozbieraliśmy rzeczy, które nie powinny zostać na dworze, a chłopaki zgasili ognisko. Następnie poszliśmy do domku. Cicho rozmawiając, by nie pobudzić innych, weszliśmy na górę. Wtedy raptownie zatrzymaliśmy się, słysząc Lori i Michaela. I nie… Oni nie rozmawiali o filmach czy innych pierdołach. Te dźwięki – głośne westchnięcia i pojedyncze jęki – dosadnie uzmysłowiły nam, co takiego robią nasze gołąbki.
           Zauważyłam, jak Becky zatrzęsła się ze śmiechu. Zacisnęła usta tak mocno, że prawie utworzyły wąską linię. Spojrzała na mnie z oczami pełnymi łez. Brunetka najwidoczniej była najbardziej rozbawiona z nas wszystkich.
- Nie wytrzymam – wydusiła z siebie. – Nasza grzeczna Lori.
- Chyba nie wiedzą, która jest godzina i że wszyscy jesteśmy już w domku – skomentował Calum. – O! Teraz pojechali. Myślicie, że skończyli?
- Ja nie wnikam – powiedziałam ze śmiechem. Zanim zdążyłam się zorientować Calum i Luke dopadli do drzwi naszej rozgrzanej parki, a następnie uchylili je. – Pogrzało was? – rzuciłam, starając się powstrzymać chęć ponownego zaśmiania się.
- Skończyliście? – zapytał Calum.
- Spierdalaj! – warknął rozdrażniony Clifford.
- Wicie, jest już późno i chcemy iść spać – dodał Hemmings. Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, wyobrażając sobie zażenowaną minę Lori. Bosko. Chłopaki im tego nie popuszczą.
- U… Stary, ale to było gorące. Zabezpieczyliście się chociaż?  – dodał Hood, a potem ryknął śmiechem. 
          Szybko zamknął drzwi, unikając uderzenia czymś ciężkim. Tajemnicze coś trzepnęło w drzwi, a do nas doszedł głośny huk. Spojrzeliśmy na siebie. Mimo wszelkich moich starań zaczęłam chichotać pod nosem razem z nimi.
- Myślisz, że zostanę wujkiem? – skwitował Calum, wycierając kąciki oczu, w których zgromadziły się łzy od ciągłego śmiechu.
- Nie, ty zostaniesz ciocią – powiedział Luke.
- Nie chcę być ciotką. Chcę być wujkiem!
- Idźcie spać do cholery! – warknął Michael, przez zamknięte drzwi. To wystarczyło byśmy wrócili do poprzedniego głupkowatego stanu, w którym żadne z nas nie może przestać rechotać.
- Dobra, starczy tego dobrego – skwitowała w końcu Becky, ciężko oddychając. – Boli mnie szczęka od śmiania się. – Złapała Caluma za ramię i pociągnęła go w stronę pokoju. – Idziemy spać!
- W końcu kurwa! – odezwał się Michael.
- Jak było?!  - zawołał Luke.
- Pierdol się!
- Z tobą? Na pewno nie! Mam dziewczynę! – odpowiedział rozbawiony Luke. Przekręciłam oczami, a potem wepchnęłam go do pokoju, by jeden i drugi przestał się wydzierać. Nie chciałam byśmy tymi krzykami obudzili śpiącego Ashtona. 


***
Rozdział dość luźny, bo zbliżamy się do końca. Mianowicie ich wakacje kończą się za jeden dzień i wszystkie łosie wracają do szkoły - a raczej, jako studenci będą pilnie się uczyć w Melbourne :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Wg dzisiaj zauważyłam, że Pod Jednym Dachem ma już ponad 100 tys. wyświetleń! Niesamowicie się tym jaram i micha mi się mega cieszyła, jak to zobaczyłam :) A to wszystko dzięki Wam! DZIĘKUJĘ!

Dziękuję też za Wasze cudne komentarze, które zawsze znajduję pod rozdziałami. Uwielbiam je! Jesteście najlepsiejsze!

Martyna Radzik - też mi się zdarza lunatykować, więc możemy sobie przybić piątki z łosiowym Hoodem, bo mu się też w tej historii coś takiego przytrafiło :D Cieszę się, że zwiastun się podobał - przekażę autorce :)

Wg zawsze odpowiadałam na Wasze komentarze pod nowym rozdziałem, ale ostatnio zdarza mi się też odpowiadać od razu pod Waszym komentarzem- totalne masło maślane mi wyszło, ale mam nadzieję, że coś z tego zrozumieliście XD. Tak tylko informuję, żeby nie było, że nie odpowiedziałam na jakieś pytanie czy cuś - w razie czego sprawdzajcie swój poprzedni komentarz :) Nikogo nie ignoruję - ja nie z tych :)

Kolejna część klasycznie za tydzień i będzie to ostatni rozdział z sezonu piątego :) 

Pozdrawiam!




W następnym odcinku:

- Aż tak źle się czujesz? 
- Czuję się koszmarnie – powiedział cicho.  

***

- Ja tam bym brała – podsumowała Lori.
- Ja też. Zdecydowanie bym brała. Widziałaś, jak on jest fantastycznie zbudowany. 
- Ta, widzę, że to odwróciło się przeciwko mnie – skomentowała Becky, przekręcając oczami.

***

- Przytul mnie – zajęczał, będąc coraz bliżej.
- Nie ma mowy. 
- Przytul mnie.

***

- Pożegnałyście się z naszym uroczym domkiem? – odparł Ashton, który razem ze swoim pupilem pojawił się obok nas. 

15 komentarzy:

  1. Warto było czekać !!! :) Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały rozdział! Niech to opowiadanie trwa tyle, ile moda na sukces, a może i nawet dłużej! Kocham twoje blogi <3
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie byś zasnęła i się zanudziła, gdyby się ciągnęło, jak ten tasiemiec :)
      Dzięki wielkie! Cieszę się, że Ci się, aż tak podoba :)

      Usuń
  3. GENIALNY ROZDZIAŁ!!
    I ja tez jestem za tym żeby to opowiadanie trwało tyle, ile moda na sukces i jeden dzień dłużej! Wracając do rozdziału, wyobrażam sobie zażenowaną minę naszej "grzecznej" Lori hahahah !
    Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału:)
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że aż tak Ci się podobał :) Nie, no pewnie byście się zanudzili czytając o nich ciągle i ciągle i... ciągle ;)
      Wena zawsze się przyda - więc bierem :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. I za niedługo będzie ostatni sezon :c Będzie szkoda, że to opowiadanie się kończy. Ale będzie następne, które zastąpi PJD? Oby! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam już kilka historii wymyślonych, ale jeszcze nie wiem za którą się zabrać, by ją opracować do końca, więc całkiem możliwe, że będzie coś na zastępstwo PJD - tyle, że by musiało być też podobnie z humorem, bo jest to jednak lekka komedia z romansem w tle :)A przynajmniej ja to tak traktuję :)

      Usuń
  5. Hah piąteczka z łosiemm :* :D lunatycy łączmy się !! :D :* hah :D i koniecznie przekaż odwaliła kawał dobrej roboty nad tym zwiastunem ♥♡♥
    A co do rozdziału jak zawsze : Cud Miód i Nutella Jednorożce Ciastko CZEKOLADAA ! ♥♡♥
    Tez chciała bym taki wyjazd !! :D :* wszystko pieknie ładnie rozdzial zajebiaszczy : * :* Haha wgl kocham Justina on jest taki megaa :* :* grzeczna -nie grzeczna Lori !! :) :) macie ją ! :D w sumie kazdy ma drugie oblicze haha ! :* :*
    Szkoda ze juz konie tego sezonu hest blisko :( :* no ae cuz :* :* ciesze sie ze jeszcze bedzie kolejny sezon !! ♥♡♥ no nic zycze weny i milego wieczoru /dnia (w zależnisci kiedy odczytasz) :* :* juz nexta sie doczekac nie moge♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż chce się napisać lunatycy łączmy się hahah :D
      Cieszę się, że Ci się kolejny rozdział spodobał - tak Justin jest jedyny w swoim rodzaju i do tego dość bezpośredni :D
      Również miłego dnia/wieczoru życzę!

      Usuń
  6. Hahh :D Też sie ciesze ;) :*
    Boże moim marzeniem jest mieć przyjaciela geja (Justin choć do mnie :) :p :D ) hihi :) dziekujee :* :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha Calum XD uwielbiam cię chłopie :) taka pobudka może nie była za łagodna, ale podobała mi się :) uwielbiam to opowiadanie serio i też chcę by trwało długo, długo, długo :) hahaha Loooori hahahaha no proszę taka spokojna a tu nocne harce sobie urządza z Michaelem XD końcówka mnie rozwaliła ;) chcę już nowy rozdział!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. O Jezu haha leże i nie wstaje xD zdecydowanie najlepszy rozdział ze wszystkich. Więcej Caluma, prosze xD ten początek i akcja z Michaelem bezcenne :D
    Pozdrawiam, Bianka

    OdpowiedzUsuń