niedziela, 6 grudnia 2015

S5 - Rozdział 8

Let's talk about sex, baby
Let's talk about you and me


           Zabiję ich. Zabiję, wskrzeszę na nowo, a potem będę przez długie godziny ich torturować. Banda nieodpowiedzialnych łosi! Nie dość, że chłopaki zniknęli nam na całą noc, to jeszcze żaden z geniuszy nie wziął ze sobą telefonu. Nic dziwnego, że zaczęłam się o nich martwić. Zresztą nie tylko ja, bo Lori również zeszła na dół, zaniepokojona tym, że Michael jeszcze nie wrócił. Tak, więc siedziałyśmy na kanapie w salonie, czekając na męską część naszej paczki, którzy błądzili gdzieś po Brownlow Hill. Nie wiedziałyśmy, gdzie się podziewają, ale nie było ich w domu Justina, bo Nicki dała nam znać, że wyszli zanim ona zdążyła położyć się do łóżka. Wiedziałam, że jest z nimi nasz wakacyjny sąsiad. To jednak mnie nie uspakajało. Mogło całej piątce coś się stać. Mogli zostać poturbowani, mogli wpaść, na jakiś arcygłupi pomysł, robiąc sobie po pijaku krzywdę. Mogli wpaść do jeziora i się utopić. Czarnych scenariuszy naprawdę było wiele.
          Prawie w ogóle nie spałam. Udało mi się od czasu do czasu uciąć lekką drzemkę, ale i tak spałam na tak zwanej czujce, gdyby chłopaki w końcu raczyli zjawić się w domu. Lori też musiała mieć lżejszy sen, bo jak tylko gwałtowniej się poruszałam, ona od razu otwierała oczy.
          Po godzinie ósmej rano, usłyszałam cicho otwierające się drzwi. Raptownie podniosłam się z kanapy i ruszyłam naprzeciw naszym balangowiczom. Lori również wstała i poszła w moje ślady. Jeśli sądzili, że się nie zorientujemy, o której wrócili, to byli w błędzie.
- Gdzie wyście byli?! – warknęłam, wychodząc z salonu.
          Mój krzyk odbił się od ścian, a czwórka chłopaków spojrzała na mnie z lekkim strachem. Najgorzej miał Calum, który stał najbliżej. Przestraszony nagłym pojawieniem się mojej osoby, odskoczył do tyłu. Nie złapał jednak pionu i poleciał na tyłek, upadając pod nogi Hemmingsowi. Wszyscy zrobili niewinne miny.
- No?! Wiecie, która godzina?! Martwiłyśmy się o was! Żaden z was nie wziął telefonu! Co wyście sobie myśleli?! – ciągnęłam dalej. Choć byli ode mnie więksi, to teraz miałam wrażenie, że nad nimi góruję.
- Rose, błagam nie krzycz – poprosił Clifford, krzywiąc się. – Nie chcieliśmy…
- Myślałyśmy, że coś wam się stało! 
          Przyjrzałam się im uważnie. Wyglądali, jak siedem nieszczęść. Włosy sterczały im we wszystkie strony. Mieli blade twarze i podkrążone oczy. Do tego ewidentnie było widać, że pili gdzieś w plenerze, bo ich ubrania były ubrudzone. I to porządnie.
- Przepraszamy, poniosło nas. Ale naprawdę nie chcieliśmy, byście się o nas martwiły – rzucił Irwin, robiąc te swoje duże oczy szczeniaka, przez co masz wrażenie, że to ty jesteś tą złą.
- Co z twoim ubraniem? – zapytałam, wskazując na jego koszulkę i spodnie, na których ewidentnie było widać ślady soczystych wymiocin.
- Miałem mały wpadek – odparł, niewinnym tonem.
- W sumie spodnie załatwił ci Hemmo – dodał Calum, który w końcu dźwignął się z podłogi. – Ale na koszulce to twoje.
- Bez szczegółów – odezwała się Lori, machając na nich ręką. – Chcemy wiedzieć, dlaczego ty – wskazała na Michaela – i on – teraz pokazała na Caluma – jesteście mokrzy?
- Bo my… - Uwaga, arcygłupi pomysł za trzy, dwa, jeden…  - Znaleźliśmy starą łódkę i pomyśleliśmy, że można by było sobie nią… popływać? – wytłumaczył Clifford, a jego głos zmieniał się z każdym słowem, na bardziej piskliwy.
- Wsiedliście do łódki po pijaku! – krzyknęła Lori. Moja szkoła. Zuch dziewczyna. – Czy wam rozum odjęło…
- Czekaj, czekaj… Jaka stara łódka? Tu nie ma starych łódek. Tu są łódki przywiezione przez innych wczasowiczów, którzy mieszkając wokół jeziora – wtrąciłam, zezując na każdego po kolei.
- To wychodzi na to, że… my… musieliśmy sobie jedną pożyczyć- powiedział powoli Hood. – Ale oddaliśmy ją. Jak tylko się na niej obudziliśmy, to wróciliśmy na brzeg i przywiązaliśmy ją do drzewa, tam gdzie jej miejsce i…
- Spaliście na łódce?! – rzuciłam z niedowierzaniem. Nie, no… Oni naprawdę nie powinni pić, bo im się w głowach przewraca, a mózg zmienia się w papkę.
- Tylko oni – skwitował Irwin, pokazując na Michaela i Caluma, mając nadzieję, że się nieco wybieli.
- Spaliście w ogóle? – zapytała Lori, bo chłopaki wyglądali, jakby nie wszystko z nich zeszło, choć dobrze kontaktowali.
- Ja, Ash i Justin przysnęliśmy na trawie – odpowiedział Luke, nie spuszczając ze mnie swoich błękitnych oczu.
- Nie mam do was siły – mruknęłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej. –Do pokoi! Albo nie… Najpierw rozebrać się, umyć i do łóżek. Ubrania mają znaleźć się w pralce, jasne? – Pokiwali głowami, a potem niczym skruszone dzieci ruszyli na górę.
- Czy jak uduszę Clifforda poduszką i powiem policji, że to był wypadek, to na długo pójdę siedzieć? – zapytała mnie Lori.
- Spoko. Zakopiemy ich za domkiem, to może nikt się nie skapnie, że przyjechali tu z nami – odpowiedziałam, a ona lekko uśmiechnęła się do mnie. Na szczęście chłopaki wrócili cali i zdrowi, więc ciśnienie, nieco nam opadło.

           Weszłam do pokoju zaraz po blondynie, który był drugi w kolejce do prysznica. Zerknęłam na niego, gdy usiadł na łóżku. Uniosłam jedną brew obserwując to, jak ciężko podnosi się do góry, by po chwili paść na poduszki. Dopiero gdy odchrząknęłam, chłopak zorientował się, że nie jest w pokoju sam.
- Hej, księżniczko…
- A idź ty – mruknęłam, podchodząc do niego. Usiadłam obok, a Luke znów dźwignął się do pozycji siedzącej.
- Nie zrobiliśmy tego specjalnie.
- Przecież wiem, ale i tak jesteście kretynami do kwadratu. – Hemmings lekko się skrzywił. – Fajnie chociaż było?
- Nie wszystko pamiętam.
- Żadna nowość.
- Już więcej ci takiego numeru nie zrobię, obiecuję.
- Mam nadzieję.
- Spałyście coś chociaż?
- Niewiele.
- Przepraszam- wyszeptał cicho, opierając się czołem o moje ramię. Nadal czuć było od niego alkohol, pomimo tego, że chłopak się wykąpał i umył zęby. – Muszę ci też coś powiedzieć.
- Słucham.
- Mam nadzieję, że się nie wkurzysz. – Powoli odwróciłam się w jego stronę, by móc lepiej go widzieć i w razie czego od razu móc go ukatrupić.
- Co zrobiłeś?
- Od razu powiem, że to nie był mój pomysł i Michael mnie do tego sprowokował, bo chciałem by się odpieprzył – powiedział jednym tchem. Pokiwałam głową. – Calum pocałował Justina w policzek, a on go w czoło. – Zacisnęłam usta, by nie parsknąć śmiechem. Musiało to wyglądać naprawdę komicznie. –A ja…
- Pocałowałeś go?
- Sprzedałem mu szybkiego całusa w usta i to wszystko.
- Pocałowałeś się z chłopakiem? – wydusiłam z siebie. – Z Justinem?
- To raczej nie był pocałunek. Ty pocałowałaś Lori, ja dałem mu całusa, który jest porównywalny do całusa, jakiego możesz otrzymać od cioci. Bez dodatków. Ty i Lori używałyście języków i…
           Ale urwał, bo zasłoniłam twarz rękami, spuszczając głowę w dół. Moje ramiona zadrżały, gdy usilnie próbowałam powstrzymać chęć, w tym wypadku już ryknięcia śmiechem i to takim, który byłby słyszalny w promieniu najbliższych trzech kilometrów. Luke jednak na początku całkiem inaczej zinterpretował moje zachowanie. 
- Boże, Rose… To nie tak… Błagam cię… Ja nigdy bym cię nie zdradził. To nic nie znaczyło. To było... Czy ty właśnie teraz dusisz się ze śmiechu? – Podniosłam głowę, chichocząc pod nosem, jak nienormalna. Oczy zaszły mi łzami, od tego całego starania się bycia cicho, bo nie chciałam pobudzić innych śpiących w tym domku. – Słodki Jezu…
- Jak było?
- Skąd mam wiedzieć, ledwo to pamiętam – wydusił z siebie, przekręcając oczami. – Jak mniemam się nie wkurzasz?
- Chyba, że zaraz oświadczysz mi, że zmieniasz orientację. Wtedy będzie mi przykro, ale… Zaakceptuję to, kotku – odparłam, kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Akurat jestem bardziej hetero od ciebie – skwitował, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- O? Czyżby?
- Ja nie poleciałem w ślimaka z najlepszym kumplem… Dwa razy…
- Pierwszy, bo w Brisbane przegrałam zakład – przypomniałam mu – a na drugi sam się zgodziłeś i… - Ale nie dokończyłam, bo znów zaśmiałam się, gdy Luke machnął na mnie ręką.
- A jakbym tak cmoknął dziewczynę? – zapytał, unosząc jedną brew do góry. Wiedziałam, że w tym momencie mnie najnormalniej w świecie prowokuje.
- To nie miałbyś, po co tu wracać – rzuciłam, odgarniając z ramion rude włosy. – W przypadku dziewczyn argument z ciocią, by nie przeszedł.
- Nie?
- A jak ja bym tak cmoknęła faceta?
- Nigdy kurwa w życiu…
- Sam widzisz – odpowiedziałam, a on lekko uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie szybko w nos.
- Czyli spoko?
- Spoko. Ale Luke…
- Tak?
- Myślisz, że Justin zgodziłby się na powtórkę tego cmoka? Chciałabym to zobaczyć- rzuciłam. Hemmings przekręcił oczami i padł na poduszki z głośnym westchnięciem. Zaśmiałam się.
- Jesteś niemożliwa.
- I to cię kręci.
- Masz rację – odparł, przykrywając się kołdrą.
- Zdrzemnij się.
- A ty?
- Może na godzinę się… - Ale niedane mi było skończyć, bo Luke złapał mnie za ramię i pociągnął w swoją stronę. Teraz, więc leżałam obok niego na poduszce, a on zdążył wtulić się w moje ciało.
- Tak mi pasuje- powiedział cicho.
- Spoko.
- To spoko – odparł, okrywając mnie kołdrą.

           Chłopaki dalej odsypiali swoją ciężką, pełną alkoholu noc. My postanowiłyśmy po śniadaniu się przejść. Zabrałyśmy ze sobą Rocky’ego i udałyśmy się na dłuższy spacer, korzystając z ładnego dnia. Pogoda naprawdę nam dopisywała i aż nie chciało siedzieć się w domu, gdy tak mocno kusiło cię słońce. Dodatkowo otaczająca cię zieleń i spokój, wzmacniało odczucie relaksu.
           W końcu jednak postanowiłyśmy wracać. I tak odeszłyśmy od domu spory kawałek. Rocky biegał naokoło nas, trzymając w pyszczku kija, którego mu, co jakiś czas na zmianę rzucałyśmy. Kiedy zbliżyłyśmy się do płotu, zauważyłam stojącą obok niego postać. Uniosłam okulary przeciwsłoneczne do góry, by lepiej móc się jej przyjrzeć. Rozpoznałam ją niemalże od razu. W naszych progach znów pojawiła się Zoey.
- No, kurwa – syknęła Lori. – A ta suka, co tu robi?
- Pohamuj swą agresję, przyjaciółko – powiedziałam dyplomatycznie. – To koleżanka naszych łosi. Musimy to w jakiś sposób uszanować, choć i mi ona się nie podoba.
- Witam w klubie – mruknęła Becky, mierząc ją wzrokiem.
          Podeszłyśmy bliżej. Zoey odwróciła się w naszą stronę i uśmiechnęła lekko. Jej ciemne duże oczy na dłużej zatrzymały się na blondynce, która miała minę, jakby właśnie ktoś umarł. Poprawiła białą koszulkę z cekinami, która zachodziła jej na krótkie dżinsowe szorty. Na ramieniu zawieszoną miała dużą czarną torbę. Zauważyłam, że była sama. Gdzie się podziały jej psiapsióły?
- Cześć Rosalie!
- Cześć Zoey- odpowiedziałam nazbyt entuzjastycznie.
- Chłopaki w domu? Furtka jest zamknięta i…
- Są w domu, ale pewnie jeszcze śpią- powiedziałam, podchodząc do bramki. Otworzyłam ją. Rocky jako pierwszy ruszył w stronę domku. My poszłyśmy za nim.
- Mam nadzieję, że nie zepsułam wam dzisiaj planów? Jutro wyjeżdżamy i chciałam ostatni dzień spędzić z Michaelem.
- Tylko z Michaelem? – zapytała uszczypliwie Becky, mijając ją na schodach. Zoey lekko zacisnęła usta. Chciałam parsknąć śmiechem. Było trzy na jedną.
- Z wami i z chłopakami.
- O to miłe, Zoey- odpowiedziała Becky, nie schodząc ze złośliwego tonu.
- Kawy?- zapytałam.
- Poproszę.
- Z cyjankiem? – wypaliłam z uśmiechem.
- Co?
- Z cukrem? – poprawiłam się szybko.
- Poproszę. I z mlekiem.
- Oczywiście – powiedziałam, otwierając domek. Miałam ochotę parsknąć śmiechem. Wiem, byłam złośliwa, ale to było w tym momencie silniejsze ode mnie. – Obudzicie chłopaków?
- Gdzie śpi Michael? – zainteresowała się Zoey.
- Ze mną w pokoju – odpowiedziała Lori, mierząc ją wzrokiem. – Lepiej zostań na dole. Zajmę się górą.
- To wezmę się za Asha – skwitowała Becky. Następnie obie rozeszły się po domku, zostawiając mnie z byłą Clifforda.
- Jeśli jesteś głodna, to będziesz musiała trochę poczekać. Niedawno miałyśmy śniadanie, a obiadu jeszcze…
- Daj spokój, Rose – przerwała mi z uśmiechem. – Nie przyszłam się tu objadać.
- Ale zostaniesz na obiedzie?
- Jeśli nie macie nic przeciwko.
- Pewnie, że nie – powiedziałam, choć wolałabym by sobie już poszła. Szczególnie, że przez nią Lori i Michael mieli mały kryzys w swoim związku.
- O… I dlatego mnie budzisz – usłyszałam pretensjonalny głos Irwina, który dochodził z pokoju na parterze.
- Milusi – skwitowała Zoey, siadając przy stole. – Jak zawsze.
- Musisz im wybaczyć, bo w nocy trochę im się zabalowało, więc nie zdziw się, jak będą zrzędzić.
- Och… No, jasne – powiedziała, śmiejąc się nieco piskliwie.

          Wyciągnęłyśmy chłopaków nad jezioro. Na szczęście nie byli zbyt mocno schorowani. Po zaserwowaniu im leków przeciwbólowych, bo jak to określili, mieli w głowach małą dyskotekę, funkcjonowali całkiem przyzwoicie.
          Zoey też była chętna, by iść nad wodę. Była nawet na to przygotowana, przebierając się w naszej łazience w dwuczęściowy, skąpy, biały strój kąpielowy. Gdy zaprezentowała się w tym wdzianku męskiej części naszej ekipy, myślałam, że Lori zabije ją wzrokiem. Nadal odbierała ją jako duże zagrożenie, a ja jej się wcale nie dziwiłam. Teraz jednak blondynka częściej się uśmiechała, bo Michael wziął sobie do serca naszą rozmowę i o wiele bardziej interesował się swoją obecną dziewczyną, niż swoją byłą.
- Posmaruj się, Mikey – powiedziałam do chłopaka, który siedział na ręczniku, plecami do słońca. 
          Jak zwykle pilnowałam facetów, by nie spiekli się na raka, a potem nie stękali. Na szczęście Clifford był bardziej reformowalny od Luke'a, bo bez słowa przejął ode mnie krem z filtrem. Blondyn nadal reagował alergią na wszelkie próby nałożenia białej mazi na jego skórę, choć i tak zawsze stawiałam na swoim.
- Posmarować ci plecy? – zapytała Zoey, zajmując obok niego miejsce na ręczniku. Ashton siedzący niedaleko niech, uniósł lekko brwi do góry. Wymieniłam spojrzenia z perkusistą. Chyba on też zauważył nazbyt klejącą się koleżankę.
- Nie, dzięki – odpowiedział Michael, zyskując tą odpowiedzią dodatkowe punkty w moich oczach.
- Ja cię posmaruję, stary – rzucił rozbawiony Ashton.
- Nie ma mowy – odparł szybko Clifford, kręcąc jednocześnie głową.
- Bo?
- Domyślam się, że mogę skończyć z wielkim chujem na plecach. Podziękuję. – A następnie odwrócił się do mnie. – Rose, mogłabyś?
- Myślę, że Lori zrobi to lepiej – odpowiedziałam, prostując się. Spojrzałam na idącą w naszą stronę blondynkę.
- To Rose zajmie się mną – odparł Ash. – Proszę?
- Nie ma sprawy – powiedziałam, podchodząc do niego. 
          Wyciągnęłam rękę w stronę Michaela, który nalał mi na dłoń odrobinę chłodnego kremu. Następnie zaczęłam szybko wcierać go w plecy Irwina, który zaczął wydawać z siebie takie dźwięki, jakby co najwyżej brał udział w filmie dla dorosłych. Wybuchliśmy wszyscy śmiechem.
- Dzięki.
- Polecam się na przyszłość – rzuciłam, mierzwiąc mu włosy na głowie. – Spadam.
- Gdzie?
- Do wody.
- Powodzenia.
           Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę Luke'a, Caluma i Becky, którzy dalej pluskali się w wodzie. A raczej robiła to tylko dwójka, bo blondyn stał w niej po kostki, obserwując ich ze śmiechem. 
          Gdy tylko usłyszał moje kroki, odwrócił się i obdarzył szerokim uśmiechem. Wyciągnął rękę w moją stronę, a ja złapałam za nią, wchodząc do wody, która szybko ochłodziła mi stopy. Coś czuję, że zanurzanie się w niej nie będzie łatwe. 
          Jak tylko o tym pomyślałam, zostałam od razu ochlapana przez Mulata. Lukowi też się oberwało. Zanim zdążyłam uciec, Hood złapał mnie, a potem ułatwił sprawę z zanurzaniem, bo po prostu wrzucił mnie całą do wody. Mój boski chłopak zamiast mnie uratować przed chytrym planem swojego kumpla, zaczął się tak mocno śmiać, że wszyscy spojrzeli w naszą stronę.
          Becky wcale nie była gorsza. Wykorzystała moment, że Luke patrzył się na nas i popchnęła go. Chłopak nie złapał równowagi i pacnął do wody, co spotkało się z jeszcze większym wybuchem śmiechu. A ci dwaj dowcipnisie? Po prostu przybili sobie piątki, mając na twarzach wymalowane triumfujące uśmiechy.

           Nie zabawiliśmy nad jeziorem zbyt długo. Nagle pogoda diametralnie się zmieniła. Nie zrobiło się zimno, ale tak mocno lunęło, że musieliśmy uciekać do domu. Mimo szybkiego tempa i tak cała nasza grupa była mokra. Na szczęście nikt z nas się nie ubierał, bo ruszyliśmy do domu w strojach kąpielowych, nie bawiąc się w nakładanie na siebie dodatkowych warstw. Dzięki temu nasze ubrania pozostały suche i bezpieczne schowane w plecakach i torbach. Szkoda mi było Zoey – dobra, może i nie szkoda – bo cały idealny makijaż, jaki miała, spłynął jej pod wpływem dużych kropel deszczu. Uratowałam jej rozmazaną buzię, podając jej po przyjściu do domu chusteczkę do demakijażu.
          Deszcz dalej bębnił nam w szyby, gdy jedliśmy późny obiad. Nie przestawało padać nawet i po nim. Liczyłam na to, że jutro odzyskamy ładną pogodę, bo dzisiaj już na to nie liczyłam.
          Ku niezadowoleniu Lori, Michael zaoferował Zoey, że odwiezie ją do domu. Mieli jeszcze sobie zorganizować pożegnalne ognisko, ale z uwagi na deszcz pewnie jej grupa będzie musiała nieco pozmieniać swoje plany. Lori była wściekła, choć Clifford udobruchał ją przed wyjściem szybkim pocałunkiem i określeniem Myszko, by nieco spuściła z tonu. Może dzięki temu nie wybuchnie kolejna kłótnia między nimi? Miałam taką nadzieję. Starczy nam dramatu, jak na jedne wakacje.

          Okazało się, że faktycznie nie miałam się, czym martwić. Gdy tylko Michael wrócił do domu, Lori zaczęła normalnie funkcjonować, nie mając już w zasięgu wzroku zagrożenia numer jeden. Jako, że dalej na zewnątrz szalał deszcz, postanowiliśmy zagrać w kolejną grę, którą tym razem zaproponował nam Calum. Przynieśliśmy przekąski, jakie nam jeszcze zostały, a także piwo. Nawet chłopaki skusili się na wersję smakową, która według nich przypominała dobry soczek jabłkowy.
- Prawda czy wyzwanie – powiedział dumnie Hood, stawiając przed nami pustą butelkę po piwie, którą przytargał z kuchni.
- Już ja widzę waszą wersję tej gry – mruknęła Lori. – Pewnie sam seks.
- Aż tak nisko nas cenisz? – rzucił Mulat, kręcąc nosem. Po chwili jednak uśmiechnął się do niej, robiąc dodatkowo niewinną minę. No, jasne… Każda z nas wiedziała, że zacznie się na spokojnie, a potem będą coraz to głupsze rzeczy.
- Dobra, wchodzę w to – odparł Luke, siadając na podłodze naprzeciwko Caluma. Wzruszyłam ramionami i zrobiłam to samo.
- Lubię takie gry – skwitował Ashton, zajmując miejsce po prawej stronie Mulata.
- Czemu mnie to nie dziwi? – rzuciłam, a Irwin wyszczerzył się do mnie szeroko tak, że miałam wgląd w jego białe zęby.
- Zabawimy się – odparł Calum.
- To może od razu zróbmy wersję erotyczną?- powiedziałam od niechcenia.
- O tak! – odpowiedzieli panowie. Spojrzałam na nich, unosząc jedną brew do góry.
- Żartowałam…
- Nie, to dobry pomysł. Lubię poznawać pikantne szczegóły z życia moich przyjaciół – skwitował Ashton, a potem spojrzał na mnie, na Lori i na Becky. –Wymiękacie?
- Nigdy w życiu. Róbmy wersję erotyczną – powiedziałam, prostując się.
- Jestem za – powiedziała Becky. Obie zerknęłyśmy na blondynkę. Przekręciła oczami, ale pokiwała głową. Była na przegranej pozycji.
- Ustalmy zasady – zaproponował Clifford, siadając obok swojej dziewczyny. –  Wiadomo, że nikt nie może, co chwilę wybierać tej samej opcji. Ograniczmy się do dwóch. Każdy ma dwie prawdy i dwa wyzwania. Jak to wytraci, pula wraca od nowa. – Zgodziliśmy się od razu. Było to sprawiedliwe.
- Kto kręci pierwszy? – zapytał Calum, patrząc na każdego z nas.
- Miej ten zaszczyt i zacznij – powiedział Luke, rozsiadając się na podłodze.
- Okej. 
          Ochoczo złapał za zieloną butelkę i zakręcił nią. Każdy z nas skupił wzrok na obracającym się przedmiocie. Po chwili butelka zatrzymała się, a jej szyjka wskazała na Lori.
- No, ja pierdole – syknęła, przekręcając oczami.
- Peszek – skwitowałam, klepiąc ją po kolanie. – Idziesz na pierwszy ogień.
- Prawda czy wyzwanie? – zapytał, ucieszony od ucha do ucha, Hood.
- Prawda.
- Co tak słabo, Lori?- rzuciła ze śmiechem Becky.
- Wal się. I tak czuję, że z czymś mi wyjdziesz, więc dawaj to pytanie.
- Czy kiedykolwiek płakałaś po seksie? Jeśli tak to, dlaczego? – wypalił Calum. Wszystkie pary oczu skierowały się na biedną Lori. Zacisnęłam usta, czekając na to, co powie.
- Nie przypominam sobie takiej akcji, więc raczej nie.
- Chyba ci nie wyszło, Hood – powiedział z uśmiechem Luke, łapiąc za butelkę z piwem i przystawiając ją do ust.
- Kręć – odezwał się ponownie Michael, pukając swoją dziewczynę w ramię. Lori złapała za butelkę leżącą na środku naszego kółka. Zakręciła nią. Wypadło na Irwina.
- Prawda czy wyzwanie? – zapytała z szerokim – i dla mnie nieco przeraźliwym- uśmiechem. Chłopak zastanowił się przez chwilę.
- Prawda.
- Czy kiedykolwiek myślałeś o kimś innym podczas seksu?
- Tak, zdarzyło mi się dwa razy. Nie pamiętam dokładnie, o kim konkretnie wtedy myślałem, ale jedną osobą była chyba Jessica Alba. – Wymieniliśmy spojrzenia, a potem ryknęliśmy śmiechem. Ashton uśmiechnął się do nas i złapał za butelkę. Zakręcił.
- Luke słoneczko, prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Ale wy jesteście drętwi – skwitowała Becky.
- Poczekaj na swoją kolej, to będziesz mogła się popisać – wtrąciła Lori, a brunetka pokazała jej język.
- Pytanie dla ciebie, Hemmo – rzucił Irwin, poprawiając pozycję, w jakiej siedział. – Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie związane z seksem?  
- W sumie mam trzy – powiedział powoli Luke, pukając się palcem w brodę. Zerknął na mnie, a ja udałam, że tego nie widzę. – Nie umiem wybrać jednego.
- Zdradź wszystkie trzy – zachęcił go Michael.  
- To tak w skrócie: wanna w moim domu, hotelowy pokój i tylne siedzenie mojego samochodu – odpowiedział blondyn, a ja zacisnęłam usta, kiedy ludzie naokoło nas zaczęli chichotać.
- Nieźle, podoba mi się – skwitował Irwin.
- O stary, żebyś wiedział – wyrzucił z siebie Luke, a ja niewiele myśląc, trzepnęłam go w ramię. Hemmings zaśmiał się. Butelka znów poszła w ruch.
- O księżniczko – powiedział ze śmiechem Luke, kiedy szyjka butelki wskazała na mnie. Poruszał zabawnie brwiami.
- On kontra ona – podsumował Calum, zacierając ręce.
- Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Jest! – krzyknęła zadowolona Becky.
- Okej, wymyśliłem. Zakręć butelką i ta osoba, na którą wypadnie, musi zamienić się z tobą koszulkami.
          Kiwnęłam głową i złapałam za butelkę. Miałam nadzieję, że wypadnie na którąś z dziewczyn, bo nie chciałam by któryś z nich rozciągnął mi moją granatową koszulkę na ramiączkach, którą lubiłam. Niestety po chwili butelka wskazała Michaela.
- Bez jaj…
- Ściągał łaszki, Mikey – rzucił, rozbawiony swoim genialnym pomysłem, Luke. 
          Chłopak niewiele myśląc zdjął swoją czarno-czerwoną koszulkę z Ozzy Osbourne’m. Podał mi ją. Wzruszyłam ramionami i pozbyłam się swojej bluzki, rzucając nią w Clifforda. Poczułam na sobie wzrok chłopaków, więc szybko naciągnęłam na siebie ubranie Michaela, zakrywając czerwony stanik. Zerknęłam na mojego współtowarzysza wyzwania i ryknęłam śmiechem, gdy wcisnął się w moją garderobę. Po chwili dołączyła do mnie reszta, a najgłośniej rechotał Luke. W końcu złapałam za butelkę i zakręciłam nią ponownie. Padło na Caluma.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Czy kiedykolwiek skłamałeś, byleby nie iść z dziewczyną do łóżka? Jeśli tak to, co jej powiedziałeś?
- Zdarzyło się – powiedział powoli Mulat, popijając piwo. – Była strasznie namolna i w jakiś sposób dla mnie odpychająca. Powiedziałem, że nie mogę na razie uprawiać seksu, bo zabronił mi tego lekarz, dopiero jak wyleczę się z grzybicy w miejscach intymnych, to będziemy mogli to nadrobić. 
          Otworzyłam usta ze zdziwienia, a potem cała nasza grupa ryknęła po raz kolejny śmiechem. Wytarłam kąciki oczu, w których zgromadziły się łzy. Calum zakręcił butelką. Padło na Asha.
- Znowu… Dobra tym razem chcę wyzwanie, co by nudno nie było.
- Przytul się do Michaela na dwie kolejne rudny w naszej grze – powiedział Hood.
- Słabo – skwitował Irwin.
- Słabo – mruknął Hood, przekręcając oczami. Irwin przybliżył się do Clifforda i objął go ramionami.
- Czuję się wykorzystywany przez was w zadaniach – skomentował Michael. Zaśmialiśmy się.
- Muszę go puścić żeby zakręcić…
- Zrób to obejmując go ramieniem- poinstruował go Mulat. Irwin wyciągnął rękę i lekko zakręcił butelką. Padło na Michaela.
- Mam pecha. Dawaj pytanie.
- Kochasz mnie?
- Nie.
- Ty chamie!
- Kocham cię, kocham… Jak brata.
- Mój Mikey – zamruczał dla zabawy Irwin, znów wtulając się w Clifforda. Nasz śmiech znów wypełnił pomieszczenie. Czerwonowłosy zakręcił butelką. Padło na Becky. Chłopak spojrzał na nią.
- Prawda.
- I to ta, co mówiła, że jesteśmy drętwi – rzucił Hemmings. – Ktoś stchórzył?
- Udawałaś kiedyś orgazm? – Wszyscy spojrzeliśmy na brunetkę.
- Parę razy, by nie urazić mojego byłego – skwitowała, wzruszając ramionami. 
          Michael zaczął chichotać pod nosem, więc po chwili dołączyła do niego reszta. Becky zakręciła butelką. Wypadło na mnie. W tym momencie też dobiegło wyzwanie Irwina, który mógł puścić Michaela.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda – odpowiedziałam, wpatrując się w nią.
- Byłaś kiedyś w sex shopie? Jeśli tak, to po co?
- Byłam. Kupowałyśmy z koleżanką prezent na osiemnastkę – odpowiedziałam, upijając trochę piwa.
- Co to było? – dopytała się Becky.
- Puchate kajdanki i wibrator.
- Nieźle – podsumował Calum. Uśmiechnęłam się od niego, a następnie złapałam za butelkę. Padło na Luke'a. – Szach mat, kotku – powiedziałam zadowolona. Luke zacisnął lekko usta, a potem uśmiechnął się do mnie niewinnie. – Prawda czy wyzwanie.
- Prawda.
- Zostałeś kiedyś przyłapany na seksie?
- Nie. I mam nadzieję, że nigdy nie zostanę – powiedział, posyłając mi swój łobuzerski uśmiech. Przekręciłam oczami. Luke złapał za butelkę. Padło na Becky.
- Wyzwanie.
- Podejdź do okna i przez minutę wydawaj z siebie odgłosy, jak byś miała najlepszy seks w swoim życiu. – Kiedy to powiedział, dziewczyna wytrzeszczyła na niego oczy. Nie tylko ja nie mogłam się powstrzymać, bo za chwilę wszyscy śmialiśmy się w najlepsze.
          Becky pokazała Hemmingsowi środkowy palec, a następnie wstała z miejsca. Podeszła do okna, odwracając się do nas plecami. Luke spojrzał w telefon i powiedział, że ma minutę. Wtedy Becky zaczęła stękać, jęczeć i wzdychać, co powodowało u nas kolejne salwy śmiechu. Od tego ciągłego śmiania się rozbolał mnie brzuch.
- Zaliczone – powiedział blondyn, po równej minucie.
- Nienawidzę cię – skwitowała Becky, siadając na swoim miejscu. Zauważyłam na jej twarzy lekkie wypieki. Dziewczyna odgarnęła z czoła ciemne kosmyki włosów i zakręciła butelką. Wypadło na Michaela.
- Wyzwanie.
- Każdy z facetów musi dać ci klapsa – powiedziała zadowolona Becky.
- Niech ci będzie – odparł Michael, wstając z miejsca. Chłopaki też się poderwali do pionu. Po chwili każdy z nich uderzył w pośladki Clifforda i wcale nie starali się być delikatni.
- Prawda czy wyzwanie? – zapytał Michael, kiedy butelka wskazała na Irwina.
- Wyzwanie.
- Trzymaj – powiedział czerwonowłosy, wciskając mu w rękę kostkę do gry, która leżała na stole. – Jeśli wyrzucisz parzystą, nie robisz nic. Jeśli nieparzystą liczbę, dziewczyny rozbierają cię do bielizny.
- Ma się to szczęście w łapach – skwitował Ashton z uśmiechem. Ścisnął dłoń, chuchając na nią. Następnie wypuścił kostkę, a ona potoczyła się po podłodze. Wypadła piątka.
- O tak mi przykro – odparł Clifford.
- Przykro? Na to liczyłem – rzucił ze śmiechem Irwin, znów wstając z miejsca. – Drogie panie, zapraszam!
          Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Najgłośniej jednak byłyśmy my – dziewczyny. Ochoczo podeszłyśmy do niego, by po kolei pozbywać się garderoby Irwina. Rozebrałyśmy go w szybkim tempie, ściągając z niego nawet buty i skarpetki. Potem podałam mu koc, aby mógł go na siebie narzucić, by przypadkiem nam nie zmarzł. Ashton upierał się jednak, że jest tak rozgrzany, że pewnie nie zaśnie. Potem zaśmiał się pod nosem, siadając z powrotem na podłodze, w dalszym ciągu eksponując swoją dobrze zbudowaną sylwetkę. Zakręcił butelką. Padło na Caluma.
- Wyzwanie.
- Pozbądźmy się też twoich ubrań – powiedział ze śmiechem. – Zrób nam striptiz na stole!
- Wiedziałem, że na mnie lecisz – skwitował Mulat, wstając z podłogi. Michael pogłośnił muzykę lecącą w tle. – Pożyczę od ciebie – odezwał się ponownie Cal, zabierając Lukowi czapkę z daszkiem, którą miał na głowie. Włożył ją, a następie zwinnie wskoczył na drewniany stolik, który stał przy sofie. – Drogie panie, to dla was!
          Wszyscy zaczęliśmy klaskać, by go rozruszać jeszcze bardziej, choć Hood wcale tego nie potrzebował. Zaczął ruszać się w rytm muzyki, powoli odpinając pasek od swoich czarnych spodni. Bujaliśmy się razem z nim, co jakiś czas pokrzykując w jego stronę. 
          Hood jednak rozmyślił się i najpierw zrzucił z siebie koszulkę, trafiając nią w twarz Irwina, który zaczął nią kręcić nad głową. Potem wrócił do spodni i paska. Wyciągnął go, a następnie włożył między nogi. Wykonał kilka płynnych ruchów, ocierając nim o swoje uda, a potem rzucił go na ziemię. Ściągnął buty i skarpetki. Przez chwilę myślałam, że spadnie ze stołu, ale złapał pion, tańcząc dalej. 
          Gdy przyszła pora na spodnie, ja i dziewczyny krzyknęłyśmy, dodatkowo znów głośniej klaszcząc. Jednym zgrabnym ruchem opuścił spodnie do kostek, a potem uwolnił się z nich. Rzucił je w kierunku Lori. Spodnie odbiły się od jej klatki piersiowej, a my wybuchliśmy śmiechem. 
          Luke puknął mnie w ramię, wkładając w dłoń banknot. Niewiele myśląc zwinęłam go w rulon. Wychyliłam się w stronę naszego prywatnego striptizera, wkładając mu pieniądze za gumkę od niebieskich bokserek. Calum w zamian za to posłał mi całusa. Potem znów zakręcił kilka razy biodrami, obejmując swój kark rękami, a potem położył się bokiem na stole, prezentując swoją całą sylwetkę. Zaczęliśmy bić mu brawo, a śmiechu nie było końca.


***
Tak zakończyło się imprezowanie chłopaków, którzy trochę popłynęli. A potem zabawa w prawda czy wyzwanie XD Nie powiem, ale podczas pisania tego rozdziału nieźle się ubawiłam, bo razem z moim znaleźliśmy stronkę, na której są wykorzystane w tym rozdziale niektóre pytania - a było ich dużo i niektóre to był całkowity odpał :P Mam nadzieję, że czytając ten dłuższy rozdział -który nie wiedziałam, jak podzielić - bawiliście się też tak dobrze, jak nasi bohaterowie :)

Wiem, że rozdziały pojawiają się tu rzadziej, niż dawniej, ale jednak nadal utrzymuję jakiś tam harmonogram i nie przedłużam więcej, niż tydzień. W wakacje i odrobinę po nich było łatwiej - było więcej czasu i mniej obowiązków. 

Jako, że rozdział był dłuższy - kolejny pojawi się również w następną niedzielę. Macie więc siedem dni, by ochłonąć po gołej klacie Caluma i Ashtona XD 

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- W co grasz? – zapytał cicho, a jego palce lekko wsunęły się pod materiał mojej koszulki.
- W cześć mamo – odpowiedziałam, czując, jak przesuwa dłonią po moim boku.

***

- Pieprzycie się?
- Jak widzisz jesteśmy ubrani – rzucił Luke, przekręcając oczami.
- Pieprzycie się w ubraniach?

***

- Z kim idziesz? – zapytał Luke, zerkając mi przez ramię. Spojrzałam na jego kawałek serwetki. Miał dwójkę.
- Na pewno nie z tobą – odpowiedziałam, a on skrzywił się z niezadowoleniem. – Kto ma jeden?

***

- O kurwa! – warknął Clifford. – O kurwa, kurwa, kurwa! Prawie… Prawię się… No, nie ważne – dodał ze zdenerwowanym śmiechem. Ja i Calum spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem. Michael machnął na nas ręką. 

***

- To jest koszmarne – powiedział Calum, machając mi przed nosem starą porcelanową lalką. Nagle potrząsnął nią tak mocno, że odpadła jej głowa. Cała nasza trójka odskoczyła ze strachu, a potem znów zaczęliśmy się śmiać. – Ej, to ma w sobie klucz – odparł zadowolony Mulat, gdy potrząsając lalką, usłyszał ciche pukanie. Przewrócił ją do góry nogami, a na jego rękę wyleciał klucz. 


5 komentarzy:

  1. Rozdział powalający ♥ Nadal śmieję się, jak opętana.
    Gdy czytałam reakcję Rose na to, jak Luke powiedział jej o swoim pocałunku z Justinem niemalże spadłam z krzesła.
    Prawda czy wyzwanie - uwielbiam tą grę, a w ich wykonaniu jest niesamowita. To co robili mam przed oczami *.*
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Z cyjankiem - Rany ryknęłam śmiechem hahahahaha dobre XD Reakcja Rose na pocałunek Luka i Justina była bezcenna - po prostu nie mogłam ze śmiechu. Zresztą rechotałam, jak nienormalna przez cały czas, jak czytałam ten rozdział - JEST GENIALNY!!! A do tego ta ich gra - Ash jaki ochoczy do rozbierania się, zresztą Cal też - Mój Cal Sexy Hood zrobił z siebie striptizera! I ten gif na końcu - leżę i nie mogę wstać!!! Kocham to!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział przecudowny jak zawsze
    Ostatnio czytajac rozdzial zaczelam rozmyslac nad tym co ja zrobie bez tego bloga
    Chyba sie uzaleznilam serio to jeden z lepszych blogow ktory czytalam ,właściwie to najlepszy blog jaki czytalam
    Kiedy kończę czytac rozdzial juz zastanawiam się kiedy wychodzi następny..
    Tylko dzięki czekaniu na twoje opowiadania udaje mi sie wytrzymac w szkole ktorej mam serdecznie dosyć
    Bardzo dziękuję za dostarczanie mi(i mysle ze nie tylko mi) śmiechu szczególnie tym rozdzialem ... nis moglam przestać się smiac
    Pozdrawiam M
    A i mam nadzieje że nastepne rozdziały beda pojawiac się czesciej;)

    OdpowiedzUsuń