niedziela, 13 grudnia 2015

S5 - Rozdział 9

I ain't afraid of no ghost


          Od samego rana pogoda była koszmarna. Wczoraj padało i dziś od rana znów nad Brownlow Hill wisiały ciemne chmury, które zwiastowały powtórkę ulewy. Musieliśmy, więc kisić się w domu. I nikomu z nas to nie odpowiadało. Liczyłam na to, że nie spędzimy tak reszty wyjazdu, bo chyba palnę sobie w łeb, gdyby los chciał nas w taki sposób ukarać.
          Zostawiłam moją grupę na dole i sama poszłam do pokoju, który dzieliłam z blondynem. Rzuciłam się na łóżko, wyciągając z kieszeni telefon. Chciałam zadzwonić do mamy, bo dziś wysłała już do mnie kilka sms-ów, by upewnić się, że nadal żyjemy. Zresztą i tak nie miałam nic lepszego do roboty. 
          Zdążyłam wejść w wybieranie numerów, gdy drzwi od pokoju otworzyły się. Do środka wszedł Luke. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i jak gdyby nigdy nic, położył się obok. Przycisnął się do mojego ciała, wsuwając twarz w zagłębienie w mojej szyi. Poczułam na skórze jego gorący oddech, gdy powoli wypuścił powietrze z ust. Przyjemny dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa. Moje ciało nadal dość mocno reagowało na jego bliskość, a ja nawet nie próbowałam tego zmieniać.
- W co grasz? – zapytał cicho, a jego palce delikatnie wsunęły się pod materiał mojej koszulki.
- W cześć mamo – odpowiedziałam, czując, jak przesuwa dłonią po moim boku.
- Nie znam tego – rzucił. Ta… Luke czasami wyłączał opcję myślenia. – Coś nowego? O co w tym chodzi?
- Zaraz zobaczysz – odparłam, wybierając numer do rodzicielki. Następnie przyłożyłam telefon do ucha. – Cześć mamo!
- Hej, kochanie! Poczekaj chwilę… Dan! Dan! Chodź! Dzieciaki dzwonią!
- Rozmawiasz  z Sarah? – zapytał Luke, odrywając się ode mnie. Uniósł się na łokciu, wlepiając we mnie swoje błękitne tęczówki.
- Dokładnie. – Wzięłam na głośnik i mama chyba musiała zrobić to samo, bo zaraz usłyszeliśmy wyraźnie zarówno ją, jak i Dana.
- Hej, Rose! – zawołał mężczyzna.
- Cześć Dan.
- Cześć tato!
- Cześć Synu!
- Cześć Luke!
- Dobra skoro wszyscy się ze sobą przywitali, to mówcie co u was – powiedział Dan.
- Jest świetnie, tylko pogoda nam się popsuła – odparłam, wpatrując się w Luke'a, który oblizał usta, a potem musnął lekko swoimi wargami moje. Odepchnęłam go, kręcąc głową. Zaśmiał się.
- Drugi dzień pada – powiedział blondyn.
- Może niedługo się to zmieni. Oby, bo zanudzicie się na śmierć.
- Aż tak źle nie jest – pociągnął Luke. – Dajemy sobie radę, by zabić nudę. A co u was?
- Podpisałem kolejny ważny kontrakt. Działamy jeszcze bardziej na wschód kraju.
- Bombowo. Zostaniesz niedługo gigantem – powiedziałam, a starszy Hemmings zaśmiał się.
- Może fundniesz mi najnowsze Ferrari?
- Nie rozpędzaj się tak, synu.
- A tak po za tym, to strasznie nudno tu bez was – rzuciła mama.
- Przyznaj się Sarah, że oboje się cieszycie, że macie luz, bo nas nie ma – wtrącił Luke ze śmiechem.
- Wcale nie.
- Przyzwyczajaj się, bo jak wyjedziemy na studia…
- Nie, nie, nie. Jeszcze nie chcę się przyzwyczajać do tej myśli, że tak długo tu was nie będzie – przerwała mi mama. – Do tej pory nie rozumiem, czemu w ogóle pozwalamy wam tak daleko jechać i to na tyle czasu i…
- Mamo, przestań.
- Moje dzieciaczki! – wydusiła, udając płaczliwy ton. Ja i Luke zaśmialiśmy się i po chwili po drugiej stronie dało się słyszeć to samo. – Jesteście tam grzeczni?
- Tak, jesteśmy – odpowiedziałam, patrząc na Hemmingsa. Blondyn zrobił niewinną minę. – Poznaliśmy fajną grupę osób, o której ci mówiłam wcześniej. Są strasznie w porządku i nieraz się spotykamy, więc jest nas tu dużo.
- I jest przez to głośno – dodał Luke. W tle usłyszałam dzwonek do drzwi. Najwidoczniej rodzice musieli siedzieć w kuchni.
- Dobra, ktoś do was przyszedł, więc kończymy – powiedziałam szybko.
- Nie, no…
- Zadzwonię jutro.
- Okej. Dan poszedł otworzyć drzwi, więc ja się pożegnam też za niego. Trzymajcie się, uważajcie na siebie i nie róbcie głupich rzeczy.
- Oczywiście – powiedział Luke, szczerząc się szeroko. – W też się trzymajcie, uważajcie na siebie i nie róbcie głupich rzeczy.
- Bardzo śmieszne, Luke – odparła Sarah ze śmiechem. – Kocham was! I Dan też!
- My też was kochamy – rzuciłam. – Pa!
- Pa!
          Rozłączyłam się, odkładając telefon na szafkę. Już chciałam wstać, ale Luke pociągnął mnie na dół. Ponownie wylądowałam na plecach. Blondyn zawisł nade mną, odgarniając mi z twarzy rude kosmyki włosów. Uśmiechnął się. Przybliżył się jeszcze bardziej, złączając nasze usta ze sobą. Odruchowo oplotłam jego kark rękami, przejeżdżając palcem po jego skórze, by po chwili wsunąć je w jego włosy. Zamruczał pod nosem, nie odrywając się ode mnie, gdy lekko za nie pociągnęłam. Jego dłoń po raz kolejny tego dnia powędrowała pod moją koszulkę. Jego dotyk przyjemnie rozpalał.
- Luke.
- Tak?
- Obiecaliśmy rodzicom, że nie będziemy robić głupich rzeczy – powiedziałam rozbawiona. Spojrzał na mnie, marszcząc nos.
- No, weź księżniczko… Od kiedy seks jest głupi?
- Nie jest.
- No, właśnie.
- Chcesz się teraz zabawić?
- Może – rzucił, przesuwając palcami po mojej skórze na brzuchu. 
          Musnął ustami moje wargi, nie przechodząc do kolejnego pocałunku, na co mimowolnie jęknęłam z niezadowolenia. Zaśmiał się. Nagle jednak oboje podskoczyliśmy na swoich miejscach. Spojrzeliśmy w stronę drzwi, w których pojawił się Clifford. Na jego twarzy wymalowało się rozbawienie.
- Pieprzycie się?
- Jak widzisz jesteśmy ubrani – rzucił Luke, przekręcając oczami.
- Pieprzycie się w ubraniach?
- Mikey! – odparłam ze śmiechem.
- No, co? Seks w ubraniach. Nie słyszeliście o tym?
- Coś konkretnego? – zapytał szybko blondyn.
- Tak, nie możecie się teraz pieprzyć – powiedział z szerokim złośliwym uśmieszkiem na twarzy. – Właśnie znaleźliśmy rozrywkę.
- Jaką? – odparłam, spychając z siebie blondyna. Luke warknął niezadowolony, gdy usiadłam na łóżku, poprawiają włosy.
- Znaleźliśmy w necie, że niedaleko nas jest coś takiego, jak dom strachów, ale z elementami escape roomu.
- Czadersko! Jedziemy tam? – zapytałam z nieukrywanym entuzjazmem.
- Wiedziałem, że ci się spodoba – powiedział z uśmiechem Clifford. – Jedziemy.

          Zeszliśmy na dół i od razu dołączyliśmy do reszty, by dowiedzieć się więcej na temat miejsca, do którego chcieliśmy jechać. Okazało się, że ten dom strachów, o którym mówił Michael, jest tak naprawdę piwnicą strachów. I faktycznie ma w sobie elementy escape roomu. Głównie chodziło o to, by znaleźć trzy klucze, aby móc przejść dalej. Nie było w tym większej filozofii. Jednak z opinii, jakie znaleźliśmy – a było ich całkiem sporo – utrudnieniem jest sam twój strach, który opanowuje cię w tym miejscu. Dodatkowo samo to miejsce jest bardzo klimatyczne i złowrogie. Oprócz tego straszą cię tam prawdziwi ludzie, którzy mogą nawet się do ciebie przyczepić przez całą trasę, którą trzeba pokonać. Jak dla mnie bomba! Nie mogłam się doczekać!
          Fear Basement, bo tak nazywał się obiekt, mieścił się w sąsiednim miasteczku o uroczej nazwie Ellis Lane. Pojechaliśmy tam na dwa samochody i w sumie cała droga nie zajęła nam więcej, jak niecałe trzydzieści minut. Tu też nad nami wisiały ciemne chmury, dlatego po zapisaniu się na swoją kolej- przed nami w zabawie brała udział inna grupa – i otrzymaniu potrzebnych instrukcji, poszliśmy do kawiarni, która znajdowała się po drugiej stronie ulicy.
           Kawiarnia była mała i przytulna, z wielkimi skórzanymi fotelami i siedzeniami. Na około znajdowały się regały z książkami, a także wielkie akwarium, w którym pływały kolorowe ryby. Byliśmy jedynymi klientami. Po zamówieniu kawy, zaczęliśmy opracowywać plan działania. Nasza grupa była za duża, byśmy mogli wejść tam wszyscy razem, dlatego musieliśmy się jakoś podzielić. Calum zaproponował szybkie losowanie.
- Kulki zawierają w sobie liczby jeden i dwa – powiedział, wskazując na podartą serwetkę, która miała nam pomóc w podziale. – Jedynki tworzą jedną trzyosobową grupę, a dwójki drugą czteroosobową.
- Nie chcę tam iść w pierwszej grupie – jęknęła Lori, która była przerażona perspektywą wejścia do tej koszmarnej piwnicy.
- Spoko, dopasujemy się, kto kiedy idzie – rzucił Hood, uśmiechając się do niej. – Weźcie po jednej kulce. – Sięgnęłam po pierwszą z brzegu, a następnie rozwinęłam ją. Byłam jedynką.
- Z kim idziesz? – zapytał Luke, zerkając mi przez ramię. Spojrzałam na jego kawałek serwetki. Miał dwójkę.
- Na pewno nie z tobą – odpowiedziałam, a on skrzywił się z niezadowoleniem. – Kto ma jeden?
- Ja – powiedział Cal.
- Ja też – odparł Michael. – Witam moja grupo poszukiwaczy duchów – dodał ze śmiechem. Spojrzał na Hemmingsa. – Pilnuj mi dziewczyny.
- A wy mojej.
- Żeby się to tak nie skończyło, że się popłaczą i zostawią mnie samą – mruknęłam, zerkając po kolei na chłopaków.
-Daj spokój Rose, nie jesteśmy mięczakami – rzucił Michael, przekręcając oczami. – Ja się niczego nie boję.
- Pogadamy później – odparłam, mierząc go wzrokiem.
- Ja się totalnie boję – wymamrotała Lori.
- Ja czuję dreszczyk emocji – pociągnęła Becky. – Ale tak… Też mam pietra. Irwin będziesz trzymał mnie za rękę?
- Skoro muszę – odparł, wzruszając ramionami.
- Jesteś okropny. – Lori patrzyła to na nich to na Luke'a. Uśmiechnęłam się do niej. Przygryzła wargę.
- Wyluzuj Lori, będzie fajnie – powiedziałam, klepiąc ją po ramieniu, bo siedziała po mojej drugiej stronie. – A Luke będzie ciebie trzymał cały czas za rękę.
- Na pewno?
- Na pewno – odpowiedziałam z pewnością w głosie. Spojrzałam na blondyna. – Prawda?
- Pewnie. Nie ma problemu – rzucił z uśmiechem. – Nie puszczę cię, ani na chwilę.
- To… To w porządku. Ale na pewno? – zapytała po raz kolejny, aby mieć stu procentową pewność.
- Na pewno – powiedział ze śmiechem.
- To ustalone – rzucił Calum. – Ile mamy jeszcze czasu do rozpoczęcia naszej zabawy?
- Dziesięć minut – odpowiedział Michael, zerkając na zegarek.
- Super – skwitował Mulat, zacierając ręce.

          Byłam podekscytowana. Z drugiej jednak strony odczuwałam strach. Szczególnie przypominając sobie opinię innych uczestników, którzy określali to za przerażającą i mocną zabawę. Dodatkowo ludzie straszący mogli cię dotykać i za tobą łazić, co jeszcze bardziej podsycało wewnętrzną obawę o siebie. Miałam tylko nadzieję, że nie popłaczę się tam ze strachu. Chciałam dojść do końca i nie być mięczakiem. Nie chciałam krzyknąć stop – bo to słowo przerywało zabawę i pracownik wyprowadzał spanikowaną osobę na zewnątrz. Chciałam dojść do finału i zobaczyć wszystko, co tam mają.
           Weszliśmy do Fear Basement. Zeszliśmy po schodach na dół. Zatrzymaliśmy się przy młodej kobiecie siedzącej za stołem. Uśmiechnęła się do nas, po raz kolejny przekazując nam instrukcje. Do odnalezienia mamy trzy klucze, którymi otworzymy zamknięte drzwi. Możemy dotykać wszystkiego przy przeszukiwaniu pomieszczeń. Nie wolno dotykać grupy straszącej, choć oni cię mogą. Słowo stop przerywa grę. Jedna osoba nie może zostać w środku i kontynuować zabawy, więc będzie musiała opuścić piwnicę razem ze swoim towarzyszem. Nie wolno się rozdzielać. Umówiliśmy się z chłopakami przed wejściem, że obojętnie co będzie się działo tam na dole, nie krzyczymy stop nawet, jeśli będziemy mieli posikać się ze strachu. Przyjęłam to wyzwanie.
- Powodzenia – powiedziała dziewczyna, otwierając nam pierwsze drzwi.
- Ile osób krzyczy stop? – zapytałam z ciekawością.
- Według naszych prowadzonych statystyk, co dziesiąta.
- Nieźle –skomentowałam, czując, jak gęsia skórka pokryła moje ciało. 
            Włączono tą przerażającą muzykę. Tą w pewien sposób niepokojącą, połączoną z odgłosem deszczu i burzy. Boże, w co ja się pakuję? Z drugiej strony chcę już tam wejść.
           Dziewczyna przesunęła się w bok, a my powoli weszliśmy do pierwszego pomieszczenia. Złapałam Caluma za rękę, zatrzymując się na jego plecach. Ustawiliśmy się w uzgodnionym szyku. Jeden chłopak z przodu, ja w środku, a drugi na końcu. Pasowało mi to, bo miałam obstawę z dwóch stron.
          Było tu ciemno. I to dosłownie. Nie widziałam nawet Caluma, którego miałam przed sobą. Michael stał tuż za mną, a jedyne co czułam, to jego ciepły oddech, który zatrzymywał mi się gdzieś na włosach. Muzyka nie cichła, a my staliśmy zdezorientowani.
- Ruszymy się – zarządził Hood. – Tylko powoli i nie pchać się na mnie, bo nic nie widzę.
            Zdążyliśmy zrobić jeden, może dwa kroki do przodu, gdy po drugiej stronie pomieszczenia zapaliła się mała lampka otoczona kratą. Drgnęłam, mocniej zaciskając dłoń wokół ciepłej ręki Hooda. Rozejrzałam się po pokoju. Byliśmy w pomieszczeniu szpitalnym. Na ścianach wisiały metalowe szafki, pełne pobitych buteleczek. Gdzie nie gdzie widniała czerwona farba, idealnie imitująca kolorem rozbryzganą krew. Wyłapałam dwa wózki inwalidzkie. Na środku stało szpitalne łóżko. Obok znajdowała się metalowa szafka z narzędziami chirurgicznymi.
- Jest kurewsko świetnie – podsumował Michael. Musiałam przyznać mu rację. Naprawdę było strasznie i o to chodziło.
- Dobra, idziemy do przodu – powiedział Calum, ciągnąc mnie w stronę ściany. Chciał najwidoczniej ominąć to przeklęte łóżko, które w jakiś sposób mnie przerażało.
            Doszliśmy powoli do wyjścia. Gdy tylko Mulat postawił kolejny krok do przodu, usłyszeliśmy ciche szuranie. Przełknęłam ślinę. Nie byłam pewna, czy chcę się odwrócić i zobaczyć jego źródło. Szuranie rosło, jakby to, co go wydawało było coraz bliżej nas.
- O kurwa, ja pierdolę! – krzyknął Clifford i prawie zatrzymał mi się na plecach. 
            Poleciałam na Caluma, który wypadł na korytarz. Odwróciłam się. Musiałam to zobaczyć. Przed nami stał młody mężczyzna ucharakteryzowany na zombie. Miał na sobie szpitalne ubranie. Podchodził do nas powoli, ciągnąc za sobą jedną nogę, odzianą w foliowy worek. To właśnie ten czarny worek wydawał to przeklęte szuranie. Z jego ust wytoczyła się duża warstwa piany. Krzyknęłam, a potem wbiłam się w Hooda, który wpadł do pomieszczenia obok. Michael zamknął za nami drzwi.
- To było dobre – wydusiłam z siebie, czując, jak mój oddech przyspieszył. – Skąd on tam się wziął?
- Może przylazł drugimi drzwiami, których nie widzieliśmy – odpowiedział Calum. – Mamy problem.
- Jaki?- zapytał Michael.
- Weszliśmy do pokoju bez wyjścia – rzucił Calum. – I tak będziemy musieli wyjść i przejść obok niego. Na szczęście zdążyłem się pokapować i zobaczyć na drugich drzwiach kłódkę. Więc to tu musimy poszukać klucza.
            Rozejrzałam się po tym niewielkim pokoju pełnym starych gratów. Ściany były całe w popękanych cegłach. Naprzeciwko nas znajdowało się czarne okno. Wolałam do niego nie podchodzić, by nic mi nie wyskoczyło. Zakurzone rzeczy odziane były dodatkowo w pajęczynę. Leżały wszędzie bez większego ładu i składu.
- Szukajmy klucza – powiedziałam, podchodząc do dużej skrzyni. 
            Otworzyłam ją. W środku znajdowało się kilka książek. Przerzuciłam kilka z nich. Calum zajął się pułkami, a Michael rzeczami ułożonymi w kącie pokoju. Co jakiś czas zerkałam w stronę drzwi, mając nadzieję, że nikt tu nam zaraz nie wparuje z nożem w ręku, bo wtedy wykituję ze strachu.
- Dobra, mam! – zawołał z triumfem Clifford, zakrywając wieczko jakiegoś pudełka. W ręku ściskał niewielki kluczyk. – Kto wychodzi pierwszy? – zapytał, spoglądając na nas.
- Mogę ja – odparłam, unosząc się nieustraszoną dumą, choć w środku dygotałam ze strachu.
- Serio? – zakpił, mierząc mnie wzrokiem.
- Serio.
- Mieliśmy inny układ- zaczął Calum.
- I będziemy się go trzymać – powiedziałam, powoli podchodząc do drzwi. – Wyjdziemy i zmieniamy się miejscami tak, jak to ustaliliśmy wcześniej. – Chłopak pokiwał głową.   
           Odwróciłam się od nich i podeszłam do tych przeklętych drzwi, mając nadzieję, że nie zobaczę tego przeklętego zombiaka zaraz przed sobą. Złapałam za uchwyt. Postanowiłam zrobić to szybko. Dlatego pociągnęłam za niego, a następnie odskoczyłam od nich. Ale korytarz był pusty. Odetchnęłam z ulgą.
- Idziemy, szybko – zarządził Calum, wychodząc jako pierwszy. Szpitalny zombie zniknął.   
            Poszłam za nim, czując, jak Michael depcze mi po piętach. Mulat otworzył kłódkę, a następie pchnął drewniane drzwi, które przeraźliwie zaskrzypiały. Przeszliśmy przez ciemny korytarz. Gdy tylko Michael, wszedł do środka, zatrzasnęły się za nami drzwi, wydając z siebie głośny huk.
- O kurwa! – warknął Clifford. – O kurwa, kurwa, kurwa! Prawie… Prawię się… No, nie ważne – dodał ze zdenerwowanym uśmiechem. Ja i Calum spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem. Michael machnął na nas ręką.
          Ruszyliśmy dalej. W tle znów leciała ta paskudna muzyka. Korytarz ten był naprawdę krótki, więc po chwili wyszliśmy do kolejnego pomieszczenia. Było tu nieco jaśniej, niż w poprzednim. Zerknęłam w bok i od razu przywarłam do ściany, zamykając oczy. Słyszałam głośne warknięcie, a następnie obijanie się o kraty. Powoli rozchyliłam powieki, by spojrzeć na dobrze zbudowanego wysokiego więźnia, ubranego w skórzany kaftan i czarne spodnie, a także kwadratową metalową maskę, która przysłaniała mu usta. Ślepia miał całe czerwone, co zawdzięczał soczewkom kontaktowym. Przypominał mi jedną z postaci z gier o zombiakach. Tarana z Dead Island. Po raz kolejny wydał z siebie dziki ryk, uderzając ciałem o metalowe kraty.
- Jezu, błagam tylko nie wychodź, tylko nie wychodź – mamrotał Calum, ściskając moją dłoń. Pociągnął mnie do przodu. Cała nasza trójka nie odrywała od niego wzroku, jakby faktycznie miał się wydostać ze swojej klatki.
           Zdążyliśmy minąć klatkę, odsłaniając oddzielający od niego materiał, a naszym oczom ukazał się klaun. Siedzący w fotelu klaun. Jego twarz skierowana była w stronę szumiącego starego telewizora. Po podłodze znów rozlano czerwoną farbę – czyli pseudo krew. Byłam pewna, że to kukła w normalnej wielkości. Jednak, jak tylko dotarliśmy do połowy pomieszczenia, klaun poruszył się i odwrócił w naszą stronę. Jego strój był pokryty oczywiście krwią. Twarz miał wymalowaną na biało, a usta rozciągały się w szyderczym uśmiechu. On też miał czerwone oczy.
- Nie, nie, nie – wydusił z siebie Michael, gdy cała nasza trójka znów przywarła plecami do ściany. – Zostań na miejscu.  – Gdy tylko to powiedział, klaun podniósł się z fotela. Sięgnął po duży karnawałowy młot, który przeważnie używa się do gry w uderzanie w dzwon. – Błagam cię stój tam – ciągnął dalej Clifford. Klaun zrobił krok do przodu. – Weź ją zamiast mnie.
- No, ty chyba sobie żartujesz – mruknęłam, kiedy Clifford wypchnął mnie do przodu, aby łatwiej mu było schować się za moimi plecami. Klaun ryknął śmiechem, a potem ruszył w naszym kierunku. Nie czekaliśmy na to, co się stanie, tylko daliśmy drapaka do kolejnego pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Michael oparł się o nie, ciężko dysząc.
- Nie wierzę – prychnęłam, patrząc na niego.
- Nienawidzę klaunów – powiedział, zamykając oczy i próbując unormować swój oddech.
- W porządku?
- Jest okej- odparł, prostując się. – To było koszmarne.
- Koszmarne jest to – powiedział Calum, wskazując na coś przed siebie. 
           Wychyliłam się zza jego ramienia. Przed oczami miałam czarne worki. Czarne worki uwieszone pionowo tak, by tworzyły coś na wzór labiryntu. Wskazywały ci drogę, dzieląc pomieszczenie.
- Nawet boję się pomyśleć, co się stanie, gdy nam coś tu wyskoczy – wyszeptałam, wciskając się w jego plecy. Znów ujął moją rękę. Tym razem i Michael mnie złapał. Takim oto wężykiem ruszyliśmy przed siebie.
           Pisnęłam cicho, gdy coś zaszeleściło ściankę obok. Wcisnęłam twarz w plecy Mulata. Szliśmy powoli, starając się nie zabłądzić między tymi workami. Od czasu do czasu gasło światło, a nad nami coś się świeciło. Nie raz słychać było zawodzenie, jakby duchy krążyły nad naszymi głowami. W jednym momencie cienki materiał opadł nam na ramiona. Wtedy całe pomieszczenie wypełniło się naszym spanikowanym krzykiem, a następnie śmiechem, że daliśmy się nabrać na coś takiego. W końcu jednak Calum wyprowadził nas na kolejny korytarz. Był dobrym przewodnikiem, bo nie zabłądził, ani razu.
- Mam wrażenie, że ciągle ktoś za nami chodzi – wyszeptał Michael. – To kurewsko nie fajne.
- Mamy kolejne drzwi do otwarcia – powiedziałam, podchodząc do kłódki. Zaraz obok nich, było kolejne pomieszczenie. Weszliśmy do niego. Znów czekało nas grzebanie w starych rupieciach.
- To jest koszmarne – powiedział Calum, machając mi przed nosem starą porcelanową lalką. Nagle potrząsnął nią tak mocno, że odpadła jej głowa. Cała nasza trójka odskoczyła ze strachu, a potem znów zaczęliśmy się śmiać. – Ej, to ma w sobie klucz – odparł zadowolony Mulat, gdy potrząsając lalką, usłyszał ciche pukanie. Przewrócił ją do góry nogami, a na jego rękę wyleciał klucz.
- No i po sprawie – powiedział Michael, wychodząc na korytarz. Calum poszedł za nim i zabrał się za otwieranie drzwi. Dołączyłam do nich, nie chcą zostawać w tyle.
            Przeszliśmy dalej. Byliśmy pewni, że mamy za sobą większą część drogi, skoro już znaleźliśmy drugi klucz. Zatrzymałam się, widząc kolejne pomieszczenie. Las. Trafiliśmy do ciemnego lasu. Podskoczyłam, wciskając się w Caluma, gdy rozległ się głośny krzyk. Chłopak lekko poklepał mnie po plecach. Oderwałam się od niego, spoglądając na drzewa. Nie było tu tak jasno, jak we wcześniejszych pokojach. Tym razem to Michael ruszył przodem. 
            Zdążyliśmy dojść do połowy, gdy zza drzewa wyrzucono jakieś zakrwawione ubrania, które zatrzymały się kilka centymetrów od nas. Potem dało się słyszeć odgłos kopania. Zrobiliśmy krok do przodu i wtedy zza jednego drzewa wyskoczył na nas facet z łopatą. Miał na twarzy białą maskę. Jego włosy sterczały we wszystkie strony. Ruszył na nas dziarskim krokiem. Niewiele myśląc puściliśmy się biegiem w stronę kolejnych drzwi. Krzyknęłam, kiedy facet dotknął moich pleców.
- O ja pierdolę! – warknęłam pod nosem, a potem usłyszałam za sobą cichy śmiech mężczyzny w przebraniu, którego najwyraźniej rozbawił mój komentarz. Wpadłam za chłopakami do kolejnego pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Mój oddech był tak szybki, jakbym brała udział, w jakimś maratonie.
- No, kurwa nieźle – powiedział Calum, zatrzymując się na początku kolejnego pokoju.
          Podeszliśmy do niego. Przed nami wisiały gęsto gumowe paski. Światło co jakiś czas migało, wywołując zdezorientowanie. To wszystko przypominało mi starą chłodnię wyrwaną wprost, z jakiegoś horroru.
- Gęsiego, nikt się nie puszcza – odparłam, łapiąc chłopaków za dłonie. Hood poszedł pierwszy.
- Zupełnie nie wiem, gdzie iść – pociągnął Calum, gdy weszliśmy w głąb gumowych pasków. – Bez kitu, nie mam pojęcia, może musimy iść na prawo albo może… O kurwa! Stary, ale żeś mnie wystraszył! 
          Wyjrzałam zza niego. Przed nami stał mężczyzna – a przynajmniej tak wnioskowałam po jego posturze- ubrany od góry do dołu w białe prześcieradło. Na twarzy miał białą maskę, a jego włosy również były jasne i roztrzepane na wszystkie strony. W jednej dłoni trzymał długi nóż. Poruszył się, a my zrobiliśmy krok do tyłu. Zjawa wskazała na prawo.
- Dzięki – powiedział Calum, a ja zaśmiałam się pod nosem. Facet podniósł kciuk do góry.
          Poszliśmy w kierunku, który nam pokazał. Przebrnęliśmy przez kolejne gumowe gówno, które zwisało z sufitu i które nieprzyjemnie ocierało się o ciało, wywołując pojedyncze dreszcze. Wyszliśmy na następny ciemny korytarz. Przed nami były trzecie zamknięte drzwi. Weszliśmy do kolejnego pokoju, który znajdował się z boku, by odnaleźć klucz. Michael po pięciu minutach wyciągnął go ze starej książki. Wróciliśmy na główną drogę i czerwonowłosy otworzył kłódkę. Ruszyliśmy dalej.
           Zatrzymałam się, widząc dla odmiany labirynt z białego materiału. Uniosłam lekko brwi do góry, spoglądając na chłopaków. Materiał wisiał w takiej odległości, że przejście było jednoosobowe, więc musieliśmy znów pokonać tą drogę wężykiem. Tu ponownie usłyszeliśmy znaną muzykę i odgłos burzy.
           Calum ruszył pierwszy, ja byłam w środku, a Mikey tuż za mną. Trzymaliśmy się za ręce. Nagle jednak coś musnęło mnie przez materiał, więc puściłam ich, wpadając na Hooda, który się zachwiał. Krzyknęłam głośniej, gdy znikąd pojawiły się dłonie, które próbowały złapać nas przez materiał. Mulat chwycił mnie za rękę. Jak tylko ruszył, instynktownie złapałam Clifforda za czarną koszulkę, ciągnąc go za nami. Calum nabrał takiego tempa, że zmienił się on w szybki trucht.
            Wpadliśmy do kolejnego pomieszczenia. Cicho dyszałam pod nosem. Bałam się dalej, ale odczuwałam też poczucie satysfakcji, że jakoś daję radę. Weszliśmy w głąb, a ja, aż się skrzywiłam. Pokój ten wyglądał, jak gabinet. Stary, opuszczony gabinet z mnóstwem książek i papierów. Na sędziwym biurku znajdowała się maszyna do pisania. Z sufitu zwisały pajęczyny. Trzy świeczki paliły się na stole, rzucając żółte światło na przedmioty wokoło. Zrobiliśmy kilka kroków do przodu, gdy zaczęły spadać pojedyncze książki. Coś huknęło, a papiery z biurka rozdmuchały się we wszystkie strony.
           Odwróciłam się i dopiero to zobaczyłam. Mężczyzna krzyknął, czołgając się w naszą stronę. Miał na twarzy mocną charakteryzację, która prezentowała rozwaloną głowę, otwarte i za wrzodzone rany, które odkrywały ścięgna. Mamrotał coś pod nosem, podążając naszym kierunku. Był jednak wolniejszy, niż my. Dlatego bez problemu czmychnęliśmy do ciemnego korytarza. Calum zamknął drzwi. Zapanowała totalna ciemność.
           Nagle coś błysnęło. Zobaczyliśmy duże drzwi. Ruszyliśmy szybko w ich stronę. Coś chciało mnie złapać za koszulkę, ale w ostatniej chwili się wyrwałam i z krzykiem razem z chłopakami wypadłam na zewnątrz, trafiając do punktu, w którym zaczynaliśmy swoją przygodę. Mianowicie znów znaleźliśmy się w pomieszczeniu, w którym siedziała młoda dziewczyna, która kasowała i zapisywała klientów. Podniosłam głowę, wyłapując roześmiane twarze reszty naszej grupy, którzy już czekali na swoją kolej. No, może nie wszyscy byli tak uradowani, sposobem naszego pojawienia się, bo Lori pobladła.
- Jak było? – zapytał od razu Ashton.
- Zajebiście – powiedział Calum.
- Potwierdzam. Jest strasznie i super jednocześnie – odparłam, biorąc głęboki oddech.
- Teraz wy – odezwała się z uśmiechem dziewczyna. – Gotowi?

            Przez całą drogę do domu dyskutowaliśmy o tym, co przeżyliśmy. Każdy był już rozluźniony po tej przygodzie. Chętnie wymienialiśmy się spostrzeżeniami i śmialiśmy się ze swoich zachowań. Nawet Lori była pozytywnie nastawiona do tej strasznej piwnicy. Choć koszmarnie się bała, to jednak jej się podobało. No, co innego Becky, która w środku niemalże popłakała się ze strachu. Ale i ona zachwalała pomysł na to miejsce.
           Aby utrzymać horrorowy akcent dnia dzisiejszego, postanowiliśmy na koniec zorganizować sobie maraton filmów grozy. Poczekaliśmy, aż na dworze się ściemni. Przyszykowałam z dziewczynami przekąski i piwo, a chłopaki wybrali filmy i zrobili nam miejsca do siedzenia, gromadząc w salonie koce i poduszki. Potem przyszła pora na pierwszy film, a po nim kolejny i kolejny. W sumie cały nasz maraton skończył się po czterech produkcjach, około drugiej w nocy. 


***
Nasze mózgi wybrały się do piwnicy strachu :D W sumie w wakacje sama brałam udział w takiej zabawie i jak ktoś lubi tego typu rzeczy, to jak najbardziej polecam - w małych grupach oczywiście, bo pod wpływem stresu i strachu łatwo się nawzajem staranować :D

Wg dzisiaj zyskaliśmy nowego członka rodziny XD Mianowicie mój facet przytargał dzisiaj ze sobą ze sklepu kolejną rybkę - bojownika. Poprzednia nazywała się Lordi (od nazwy pewnego zespołu) i niestety zdechła :(
Tak więc Nero (pies) i Rami (też rybka, też bojownik, której imię pochodzi od nazwy zespołu Rammstein) mają nowego pływającego kumpla. Piszę wam o tym, bo - tak, tak my nadajemy każdemu zwierzaczkowi imię - bo nasz nowy nabytek dostał imię MALUM XD A to dlatego, że ja chciałam ją nazwać Cliffo - bo jest tak kolorowa, jak Mikey, a Łukasz powiedział, że najbardziej z nich wszystkich (mimo, że 5SOS zna tylko z moich opowiadań i z niektórych ich piosenek) lubi Caluma i powinna nazywać się właśnie po Hoodzie. Nie powiem, ale była mocno zagorzała dyskusja, zanim stanęło na Malum, bo każdy trzymał się swojego typu. Jesteśmy oboje uparci do kwadratu :D
Tyle ode mnie :D

M- ten blog jeszcze się nie kończy. Będzie jeszcze sezon szósty - ostatni :) Więc jeszcze sobie poczytasz o paczce naszych łosi. Jak to mówi moja siostrzenica - szkoła ssie hahah :D Dasz radę :) 

Co do częstotliwości pojawiania się rozdziałów, to może zmieni się to po nowym roku. Niestety teraz w grudniu zaczyna się szał ciał u mnie w pracy - bo Święta, więc nasz dział dostaje kręćka, no i jeszcze pierwszy raz robimy u siebie Wigilię i chcemy by było wszystko na tip top, więc czasu też jest trochu mniej, niż wcześniej. A roboty od cholery - jakoś, jak się w rodzinnym domu zabierało do przygotowań, to ta praca jakoś tak nie przewyższała człowieka, a teraz wiecznie coś. Mam nadzieję, że wybaczycie i zrozumiecie :)

Kolejna część w następną niedzielę.

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Wybaczam ci, Rose… Wybaczam ci to…
- Luke błagam, nie zostawiaj mnie. 

***

- Nie. – Przysunął się bliżej niej i znów ją objął. – Nie chcę nawet o tym myśleć. Nie chcę do tego wracać.

***

- Co nie zmienia faktu, że nadal pada – wtrącił Calum, kręcąc nosem. – Bez sensu… Chciałem iść nad jezioro.

***

- Przepraszam, nie chciałem zrobić ci krzywdy – odparł, lekko zagryzając wargę.

***

- Tak – powiedział, kiedy się odwróciłam. Przejechał dłonią po moich włosach. – Kupię ci obrożę, kaganiec i metalowy łańcuch, bym mógł cie trzymać w garażu.


11 komentarzy:

  1. Haha... sama lałam, jak to czytałam. Rodzice chcieli,żeby nie robili nic głupiego... i tak ich nie posłuchali i pojechali do domu strachów.
    Boże, gdybym to ja tam weszła... pff... o czym ja mówię!
    Ja, to bałam się ostatnio wejść do domu śmiechu, gdzie po wejściu do środka, na dzień dobry, przywitał mnie giga pająk, który nie wiem, skąd wyleciał mi nagle przed twarzą.
    Taa... od razu dałam w tył zwrot i spierniczyłam stamtąd.
    Tak, tak... śmiej się ze mnie, ile wlezie!
    Co to kombinujesz na przyszły rozdział? Drama time?
    Mam nadzieję, że zmówiliście wieczny odpoczynek, św. pamięci Lordi.
    Proszę, powiedz mi, że to nie dwa samce bojowniki. Ja, jak miałam dwa samce, od razu silniejszy zagryzł słabszego. Parka, jak najbardziej wskazana,gorzej z jedną płcią.
    Trzymam kciuki, żeby Wigilia się udała. I naturalnie czekam na Broken. Idę sprawdzić, czy już go nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie ukrywam, że nie rozbawił mnie twój komentarz XD
      No, przecie ci nie powiem, co planuję :P Może drama, może zgon, może hot seks na pomoście - nic nie mówię :P
      Rybki są rozdzielone, więc się nie zjedzą :)
      Stanowczo używam za dużo emotek XD - kolejne uzależnienie

      Usuń
    2. Ja niezbyt za nimi przepadam. Czasami uzywam emotek, ale to juz naprawde musze ich wtedy potrzebowac.
      Taa... wiem,ze uwielbiasz moje komentarze. Przyznaj, ze bez nich, Twoje pisanie, nie mialoby sensu :p

      Usuń
    3. UH! Zrobiłaś emotkę na końcu - jaram się nią, jak Reksio szynką XD
      No, ba wątpisz w to? Bez nich nie było by nic!

      Usuń
  2. Genialny :-D niech malum powala zajebistością jak jego imiennicy XD pozdrawiam lena :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super cieszę się :) No, ba pewnie będzie powalał na kolanach moich gości :)

      Usuń
  3. Escape room to zajebista rozrywka, potwierdzone info! Aczkolwiek ta horrorowa wersja jest przerażająca, do takiego bym nie weszła :D
    Jej, Malum! *-* oby wiódł jak najdłużej swój rybi żywot. Mnie rybki nie lubią, bo dwie z trzech wyskoczyły z akwarium, trzecia żyła trochę dłużej XD chyba koty to jedyna opcja dla mnie.
    Świetny rozdział, czekam z niecierpliwością na następny! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszyłam się, jak głupia do ekranu komórki kiedy to czytałam :D Popieram twoją opinię - to świetna i mocna zabawa - wrócimy tam kiedyś, co nie?
    Michael normalnie rozłożył mnie na łopatki XD
    MALUM! MALUM! HAHAHAH Chcę już zobaczyć tą twoją nową rybkę :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  5. Dom strachów *.* Jak ja bym chciała do takiego... Może to dziwnie zabrzmi, ale uwielbiam się bać. Niestety pewnie nigdy do takiego nie pojadę, bo moja przyjaciółka od razu by się pewnie zesikała ze strachu. Teraz muszę się modlić o to, żeby nie przeczytała tego komentarza.
    Rozdział oczywiście wspaniały, uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam tego bloga i wszystko co z nim związane. Ogromne dzięki, że piszesz.
    Jestem chora, ale oczywiście do szkoły muszę iść, jak potem bym to nadrobiła? Za to jestem podwójnie zmęczona. Życie jest wspaniałe, czyż nie?
    Czekam na następny rozdział na twoim zacnym blogu ♥♥♥
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział! Zapraszam na chwilkę do mnie: http://mojarozowabajka.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń