niedziela, 3 stycznia 2016

S5 - Rozdział 12

Don't wanna play a game, with you baby


          Przekręciłam się na plecy. Słońce wdzierało się do naszego pokoju, oświetlając jego wnętrze. Przez chwilę wpatrywałam się w sufit, nie mogąc uwierzyć w to, że to już koniec. Koniec naszych pierwszych wspólnych wakacji. Stanowczo te dwa tygodnie zleciały za szybko. Miałam wrażenie, jak byśmy dopiero, co tu przyjechali.
          Przetarłam dłońmi twarz. Luke jęknął cicho, zabierając rękę z mojego brzucha. Zerknęłam na niego. Otworzył powoli oczy, by po chwili lekko je zmrużyć. Westchnął ciężko pod nosem, zakrywając się kołdrą.
- Cześć kotku –rzuciłam z uśmiechem, odwracając się do niego. Przeczesałam dłonią jego rozczochrane blond włosy.
- Cześć – wydusił z siebie zachrypniętym głosem.
- Co jest?
- Łeb mi pęka – odpowiedział, krzywiąc się.
- Masz kaca?
- Nie. Nie wypiłem, aż tyle by go mieć.
          Przysunęłam się do niego bliżej. Dotknęłam ustami jego czoła, sprawdzając czy ma gorączkę. Dobra metoda wyćwiczona przez moją babcię, która mnie jej nauczyła. Na szczęście nie był rozpalony. Odsunęłam się, przejeżdżając dłonią przez jego szorstki policzek.
- Chcesz coś przeciwbólowego.
- Chcę. Najlepiej podwójną dawkę.
- Aż tak źle się czujesz?
- Czuję się koszmarnie – powiedział cicho. Miałam tylko nadzieję, że Luke mi się nie rozchoruje. Że ma tylko chwilowy spadek formy.
          Wstałam z łóżka. Poprawiłam krótkie spodenki, które miałam na sobie, a następnie podeszłam do swojej torby. Wyciągnęłam z bocznej kieszeni niewielką siatkę z lekarstwami. Trzeba być przyszykowanym na wszystko, szczególnie, gdy najbliższy sklep oddalony jest od naszego domu o dobre kilka kilometrów. Wyciągnęłam z niebieskiego, tekturowego opakowania dwie podłużne białe tabletki. Chwyciłam za butelkę z wodą. Odkręciłam ją.
- Luke?
- Hm?
- Trzymaj. – Uniósł się na łokciu. Podałam mu tabletki i wodę. Wziął je od razu, popijając porządnie. – Mam nadzieję, że ci przejdzie.
- Oby. Dziękuję.
- Prześpij się jeszcze – rzuciłam, odbierając od niego butelkę. Pocałowałam go delikatnie w czoło. Chłopak położył się z powrotem, a ja opatuliłam go szczelnie kołdrą.
- Jesteś najlepsza.
- Od tego mnie masz – odpowiedziałam, a on lekko uśmiechnął się pod nosem.

          Becky obudziła się w tym samym czasie, co ja, więc razem zeszłyśmy na dół. Jednak w połowie schodów usłyszałyśmy cichą krzątaninę dochodzącą z pomieszczenia obok. Ktoś jeszcze nie spał. Brunetka ziewając weszła do kuchni, a potem uśmiechnęła się pod nosem. Ruszyłam za nią. Spojrzałam na blondynkę, która kręciła się przy blacie. Dostrzegłam kubek z wiszącą po boku torebką herbaty, a także włączony czajnik.
          Becky uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a potem cicho odchrząknęła. Lori podskoczyła w miejscu, wypuszczając z rąk łyżeczkę, która trafiła na blat z cichym brzdęknięciem. Uniosła brwi do góry, odwracając się w naszą stronę. Brunetka nie wytrzymała i zaczęła chichotać, zapewne przypominając sobie wczorajszą nocną akcję. To wystarczyło, by Lori spłonęła czerwienią.
- Cześć – rzuciłam, jak gdyby nigdy nic. Naprawdę się starałam, by Lori nie czuła się zażenowana tym, na czym ich przyłapaliśmy, ale Becky skutecznie mi to uniemożliwiała.
- Cześć – wydusiła. – Chcecie kawy lub herbaty?
- Kawy i do tego gorący seks – rzuciła Becky, a potem ryknęła śmiechem, wciskając twarz w materiał swojej koszulki, który go odrobinę stłumił. Teraz Lori przypominała kolorem włosy swojego faceta.
- Kawę poproszę – powiedziałam, wciągając lekko policzki, by powstrzymać się śmiech, który ugrzązł mi w gardle.
- I seks do tego – dopowiedziała Becky. Z moich ust wydało się ciche prychnięcie, ale zaraz na nowo się opanowałam.
- Nie dzięki, mam te dni – wtrąciłam. Brunetka przekręciła oczami, że nie podłapałam jej zaczepki.
- Jak było, Lori?- pociągnęła.
- Zejdź ze mnie.
- Może jej zazdrościsz – skwitowałam, a Lori uśmiechnęła się do mnie z wdzięcznością.
- Och, zazdroszczę. Sama chciałabym mieć taką mocno gorącą noc.
- Przez dwa tygodnie miałaś w pokoju Caluma ciasteczko i tego nie wykorzystałaś? – odparłam z udawanym niedowierzaniem. Uniosłam jedną brew do góry.
- To by było, jak seks z własnym bratem- odpowiedziała Becky, kręcąc głową.
- Ja tam bym brała – podsumowała Lori.
- Ja też. Zdecydowanie bym brała. Widziałaś, jak on jest fantastycznie zbudowany.
- Ta, widzę, że to odwróciło się przeciwko mnie – skomentowała Becky, przekręcając oczami.
- Karma – powiedziałam, a Lori wybuchła śmiechem.
- Rose cieszę się, że ci się podobam- usłyszałam za plecami rozbawiony głos Caluma. – Też uważam, że jesteś gorącą laską.
- Płomiennie gorącą laską- dodała Becky, nawiązując do moich rudych włosów. Zmierzyła mnie wzrokiem. – Karma.
- Dzięki, Cal – odpowiedziałam, łapiąc za kubek, który podała mi Lori.
- Gdybyś nie miała faceta, który jest moim przyjacielem to… - Ale nie dokończył, bo oberwał w nogę lecącym z góry butem. – Kurwa! Pojebało cię?! Tylko żartowałem! – Doszedł do mnie głośny śmiech Luke'a.
- Karma – skwitowała blondynka. Cała nasza trójka spojrzała na siebie i wybuchła śmiechem.
- Rose!
- Będziesz mieć przesłuchanie? – zapytała Lori. 
           Pokręciłam szybko głową, a potem minęłam Caluma, który nie powstrzymał się od tego, by nie posłać mi tego swojego rozbrajającego uśmiechu. Złapałam za adidasa, który należał do blondyna. Przekręciłam oczami i wspięłam się z powrotem na piętro.
- Myślałam, że śpisz.
- Zaraz wracam do łóżka – powiedział zaspany Hemmings.
- Przeszło ci trochę?
- Nie. Ja właśnie w tej sprawie.
- Co się stało?
- Dasz jeszcze jedną tabletkę, bo one wcale nie pomagają.
- Przed chwilą je brałeś – jęknęłam, wchodząc z nim do pokoju.
- To było czterdzieści minut temu.
- Liczyłeś? – Pokiwał głową.
- Tata mówi, że jak nie przechodzi po trzydziestu minutach, to trzeba wziąć następną – powiedział jednym tchem, podchodząc do łóżka. – Chciałem sam sobie wziąć, ale nie mogłem ich znaleźć.
- Leżą na wierzchu – odparłam, wskazując na nie palcem. Musiałam najpierw, co prawda odgarnąć z nich ubrania, które rzuciłam niedbale na torbę.
- Na wierzchu, czyli pod twoją piżamą, tak?
- Dokładnie. To chyba logiczne?
- Boże, mózg mnie boli, a ty się nade mną jeszcze znęcasz – skwitował, padając na łóżko. Zaśmiałam się cicho, ale zlitowałam się nad biednym Hemmingsem, podając mu kolejną porcję proszków przeciwbólowych.
- A teraz śpij.
- Byś mogła legalnie flirtować z Calumem. – Zazgrzytałam zębami, mrużąc na niego oczy. – Żartowałem! Naprawdę żartowałem! Ał! – syknął, kiedy trzepnęłam go w ramię. – Wiedziałem, że to zrobisz.
- Spróbuj się jeszcze zdrzemnąć. Może wtedy ci przejdzie. Może twój mózg też się przekoduje i będziesz znów taki cudowny, jak zawsze.
- Ja zawsze? – zapytał ze śmiechem. – Złapałem aluzję.
- Żadna aluzja. Kocham cię, kretynie.
- Ja też cię kocham, księżniczko. A jak mi nie przejdzie?
- Kupimy ci w Sydney nowy mózg.
- Pasuje. – Cmoknął mnie w policzek, a potem padł na poduszki, znów zakopując się w pościeli.

          Luke jednak nie potrzebował nowego mózgu, ani dodatkowych tabletek przeciwbólowych. Po drzemce jego ból głowy minął i znów był tryskającym energią, wkurzającym blondynem. Bez protestów zgodził się iść ze mną na spacer. Chciałam ostatni raz zobaczyć jezioro i okolicę Brownlow Hill. W końcu jutro już nas tutaj nie będzie.
          Przechadzaliśmy się polną drogą, nie spiesząc się nigdzie. Rozmawialiśmy o wszystkim, od czasu do czasu wybuchając gromkim śmiechem. Szliśmy przed siebie, jakby to nasze nogi prowadziły nas do wybranego przez nich celu. Trafiliśmy nad jezioro. Przeszliśmy bokiem, aby dotrzeć na pomost. Usiedliśmy na jego końcu, zwieszając nogi w dół. Na szczęście był tak postawiony, że mimo wszystko buty nie dotykały tafli jeziora.
           Siedzieliśmy tam może z godzinę, kiedy Luke poszedł w końcu na stronę. Zostałam, więc sama, wpatrując się w spokojną wodę. Uśmiechnęłam się pod nosem przypominając sobie wszystkie te cudowne chwile, które miały tu miejsce. Tak, ostatnio zrobiłam się nazbyt sentymentalna, ale to było silniejsze ode mnie.
          Nagle usłyszałam za plecami spowolnione kroki, a także lekki chichot mojego genialnego chłopaka, który musiał pewnie wpaść na jakiś kolejny arcygłupi pomysł. Pomysł, który pewnie ma na celu wkręcenie mnie w coś, przestraszenie lub zrobienie cokolwiek innego, byle by tylko uprzykrzyć mi życie. Byłam jednak do tego przyzwyczajona i nawet to lubiłam, gdy Luke od czasu do czasu zmieniał się w dużego dzieciaka.
          Udawałam, że nie wiem, że jest już blisko mnie. Kiedy przyspieszył, w ostatniej chwil odsunęłam się. Przechytrzyłam go swoim własnym sprytem, czujnością i dobrym refleksem. Skutek tego był taki, że blondyn nie wyrobił i wleciał z pluskiem do wody. Oceniając to wszystko, wnioskowałam, że to ja miałam się w niej znaleźć, a nie on. Gdy się wynurzył, ryknęłam głośnym śmiechem.
           Spojrzałam na niego z politowaniem. Włosy oklapły mu na czoło, a on zrobił niezadowoloną minę, że jego mega fajny żart się nie udał. Wstałam z pomostu, kiedy podpłynął bliżej. Odsunęłam się kawałek, by nie zostać wciągniętą do wody. Z głupkowatym uśmiechem na twarzy, obserwowałam, jak podciąga się i włazi na pomost, mocząc deski. Woda ściekała mu z rąk, nóg, nosa i włosów. Ogólnie z niego całego.
- Jak kąpiel?
- Bosko – skwitował i uśmiechnął się. –Tego nie przewidziałem.
- Szach-mat, kotku – odparłam, a on wyciągnął ręce, idąc w moją stronę.
- Przytul mnie – zajęczał, będąc coraz bliżej.
- Nie ma mowy.
- Przytul mnie.
- Nie, wciągniesz mnie do wody.
- No i?
- Nie chcę. Mam te dni.
- Mówiąc te dni, masz na myśli te dni? – zapytał, a ja zamrugałam. Po chwili, gdy sens jego słów do mnie dotarł, pokiwałam głową. – O kurwa, mam przejebane przez kilka następnych. No i chciałem zaliczyć z tobą jeszcze szybki numerek w lesie.
- Pieprz się – rzuciłam, podbiegając do niego. Niewiele myśląc popchnęłam Luke'a, a on znów zachwiał się i wylądował w wodzie z głośnym pluskiem. Parsknęłam śmiechem po raz kolejny.
- Z tobą zawsze – skwitował, gdy wynurzył się na powierzchnię.
- Jesteś głupek. – Zaśmiał się, a następnie z powrotem wdrapał się na pomost. Podszedł do mnie i nachylił się lekko.
- Buzi chociaż dostanę?
- Pewnie, mój głupku – odpowiedziałam, a on przekręcił oczami. Zdążyłam musnąć jego usta swoimi, kiedy Luke zgarnął mnie w ramiona, dociskając do swojego ciała. – Kurwa, Luke!
- Szach-mat, księżniczko – powiedział i teraz to on zaczął się śmiać, gdy koszulka przykleiła mi się do ciała. – Uwielbiam, gdy masz na sobie czerwoną bieliznę– dodał, kiedy moja biała bluzka pod wpływem wody zrobiła się niemalże przezroczysta, ujawniając kolor stanika. Niewiele myśląc pokazałam mu środkowy palec, a Hemmings zaśmiał się jeszcze głośniej.

          Spakowaliśmy się i wysprzątaliśmy po sobie domek. Nasze rzeczy z powrotem trafiły do bagażników. Oparłam się o czarny samochód blondyna, wlepiając oczy w drewniany budynek, w którym mieszkaliśmy przez dwa tygodnie. Zaraz obok mnie pojawiły się dziewczyny.
- Było fajnie – powiedziała Becky.
- Było. Mimo wszystko było- dodała Lori.
- Myślicie, że możemy powtórzyć to za rok? Skoro wiemy, że jesteśmy w stanie ze sobą tyle wytrzymać? – zapytała brunetka.
- Może uda nam się też wyrwać, na jakąś krótką wycieczkę w trakcie roku akademickiego – pociągnęłam, a Lori szybko mnie poparła.
- Pożegnałyście się z naszym uroczym domkiem? – odparł Ashton, który razem ze swoim pupilem pojawił się obok nas.
- Niestety, to koniec naszych wspólnych wakacji – powiedziałam smutnym tonem.
- Na szczęście nie rozstajemy się na zawsze – skwitował Irwin.
- Dobrze mówi. Będziemy się widzieć w Melbourne- dodała Lori.
- Ej, robimy zdjęcie na tle domku! – zawołał Calum, machając na nas ręką. 
          Uśmiechnęłam się pod nosem i razem z Ashtonem i dziewczynami ruszyliśmy w stronę pozostałych. Hood zrobił prowizoryczny statyw, używając do tego doniczek i barierki. Ustawił tam ostrożnie swój aparat.
- Złapie nas wszystkich? –zapytałam.
- Złapie. Przetestowaliśmy to – odpowiedział zadowolony Mulat. – Uwaga! Włączam samowyzwalacz! – rzucił, a następnie podbiegł do nas. Przyjęliśmy odpowiednie pozy i po chwili zdjęcie było gotowe. Zebraliśmy się wokół Hooda, by podziwiać nasze małe dzieło.
- Idealna wspólna pamiątka – skomentował Ashton, a my pokiwaliśmy głowami, przyznając mu rację.



***
Mamy zakończenie ich wakacji - stanowczo mi to za szybko minęło. Pewnie tak samo szybko minęło naszym łosiom :)

To już piąta - PIĄTA ledwo w to wierzę - część tego opowiadania, która dobiegła końca. Przed nami ostatnia. Mianowicie Uniwersytet Melbourne. Z tego, co zdążyłam zauważyć, gdy mi dzisiaj notatki mignęły przed oczami - będzie najdłuższa z nich wszystkich. Więc, jeszcze odrobinę się ze mną pomęczycie -o ile nadal będziecie chciały to czytać :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 

Wiem, że niektóre z Was chciałyby, aby ta historia jeszcze długo się ciągnęła, ale pewnie byście pozasypiały, gdybyśmy przerabiali ich całe życie :)

A co w Melbourne? Nowe i stare postaci - dla ciekawskich: można już sobie je zobaczyć w zakładce Bohaterowie. Jeśli ktoś jeszcze nie widział zwiastuna do szóstego sezonu, to może to nadrobić poniżej :) Więcej nic nie zdradzę, co i jak, kto z kim i dlaczego - bo to by było bezsensu. Łosie jednak się nie zmienią i nadal będą pokręconą paczką przyjaciół :)

 

Dziękuję Wam również za wszystkie komentarze - te długie i te krótkie :) Uwielbiam je! Naprawdę są mocną motywacją - ale to już wiecie, bo prawie zawsze o tym piszę :) Dziękuję!

Martyna Radzik - Justin powiedział, że jest otwarty na nowe znajomości i z chęcią się z tobą zakumpluje :) 

W następną niedzielę pojawi się pierwszy rozdział ostatniego sezonu Pod Jednym Dachem. Od razu uprzedzam, że rozdział jest nieco dłuższy, ale nie będę go dzielić na części :) 

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- W sumie, co?
- Może poszłoby ci…
- Jeśli powiesz, że w cycki, to masz przejebane do końca roku.

***

- Skrzywdź ją w jakikolwiek sposób, a będziesz żałował dnia, w którym się urodziłeś. I miej na uwadze to, że nie będę wtedy patrzył na to, że jesteś synem tego Dana, z którym chajtnęła się moja ciotka – powiedział poważnym tonem, a Luke zrobił wielkie oczy.

***

- Mówiliśmy o tym. Nie chcę, by moich rodzice podczas niezapowiedzianego nalotu zorientowali się, że jednak mieszkam z tobą. Wkurzą się. Lubią cię, ale to nie pomoże ci w tym, że dzielimy razem pokój.
- Me serce krwawi.
- Dobry Boże – mruknęła Lori, a ja zaśmiałam się pod nosem. 

***

- Stanęłaś mi na nodze…
- Zaraz ci przywalę w twoje czułe miejsce i będziesz spać na podłodze… 

17 komentarzy:

  1. Aż się popłakałam. Masz racje szybko te wakacje zleciały. Niemogę doczekać się spotkania Luka i kuzyna Rose. Mam pytanie dlaczego nazywasz ich łosiami ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te wakacje tak szybko zleciały, jak te prawdziwe zawsze lecą :D
      A co do łosi - nie wiem, jakoś tak się do tego przyzwyczaiłam - oni w końcu są takie czasem nieogarnięte łosie. Z tego, co pamiętam, to Rose, Lori i Becky (albo jedna z nich) też tak o nich mówiła :)

      Usuń
  2. Bardzo miło czytało się ten rozdział, pomyśleć, że to koniec piątej części. Oczywiście, że będę czytać szóstą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - miło mi, że tobie miło się czytało :)

      Usuń
  3. Oł yeahh ! :* Juz nadchodze Justin :) :D tez jestem chetna na nową znajomość hahha :) badzio miło badzio :* ;)
    Rozdział co tu dużo gadać : Cud Miod i Lamorożce :* :* I juz za tydzien pierwszy rozdzial 6 sezonu !! :* ;) WOW :) z pewnością bede czytac każdy rozdział :* a jak juz skonczysz to opowiadanie :( to bede je czytac od początku :* ;) Jestem taka podjarana nowym sezonem nowi ludzie nowe miejsce ale głupki te same ♡♥♡
    No nic do nastepnego :* :D Bede czekaccc az ten tydzien miniee :* oby szybko :* ♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, spakowałam mu walizkę i wysłałam do ciebie - może niedługo powinien się zjawić XD
      Cieszę się, że Ci się podobało :) Jak nie będziesz miała już co czytać, to zapraszam na inne moje historie o 5SOS - może też Ci się spodobają :)

      Usuń
    2. O yeah :* :) Czekam z nie cierpliwością ♥.♥ xdd :D na pewno skorzystam i zaglądne :* ;) :*

      Usuń
  4. Czy jest taka szansa, by powrócić do początków tej historii, kiedy jeszcze Luke i Rose, nienawidzili się? Dlaczego? Ponieważ nie chcę, by to opowiadanie, tak szybko się kończyło. Nie wiem, jak inni, ale ja jestem jak najbardziej za tym, by przedłużyć serię, to przynajmniej dziesiątki. No wiesz... w piątce studia, w szóstce poszukujemy domu dla naszej parki, w siódmej szukamy pracy, w ósmej zaręczamy się i bierzemy ślub, w dziewiątce zachodzimy w ciążę i rodzimy Hemmingsy, a w ostatniej, pokazujemy pierwsze lata dzieciaczków. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe mały powrót do przeszłości? :D Niestety się nie da, a szkoda :) Nie no, przedłużenie tego w nieskończoność z pewnością nie miało by sensu, bo naprawdę byście się zanudzili :)

      Usuń
  5. Z jednej strony ciesze się, że już szósty sezon, a z drugiej nie chcę by ta historia kiedykolwiek się kończyła. Uwielbiam ją i chce by trwała długo i długo! Luke hahaha twój przebiegły plan ci nie wyszedł XD uwielbiam ich razem! Uwielbiam ich wszystkich! Jestem ciekawa, co będzie w kolejnej części i nie mogę się jej doczekać i tego spotkania z nowymi postaciami. Ciekawe czy oni namieszają im w życiu :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda historia się w końcu kończy - niestety. Ja uwielbiam ją pisać i uwielbiam tych łosi :) Z pewnością nowi bohaterowie będą mieli swoje ważne momenty w opowiadaniu :)

      Usuń
  6. Genialny rozdział! Uwierz mi, to opowiadanie nigdy by mi się nie znudziło i nigdy mi się nie znudzi. Na pewno długo po jego zakończeniu często będę na niego zaglądać. Rose jest świetna, uwielbiam ją i jej spryt. Luke przez nią wpadł dwa razy do wody - niesamowicie się to czytało. Razem są genialną parą. ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy, że ta historia Cię nie nudzi :) Wielkie dzięki!

      Usuń
  7. Ja po prostu kocham tego bloga. Notka jak zawsze świetna, już nie mogę się doczekać nowego sezonu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo podoba mi się to opowiadanie i z chęcią będę czytać kolejny sezon.

    OdpowiedzUsuń