niedziela, 10 stycznia 2016

S6 - Rozdział 1

Welcome to the jungle


          Wakacje zdecydowanie mijają za szybko. Jakby nagle czas postanawiał w tym okresie przyspieszyć, robiąc ci na złość. A musiałam przyznać, że te lato będę wspominać naprawdę dobrze. W końcu działo się tyle rzeczy – ślub mojej mamy z Danem, pierwsza wycieczka naszej całej paczki do Brownlow Hill, a także poznanie drugich stron naszych rodziców.
          Mój ojciec bardzo szybko polubił Luke'a, więc czas spędzony w jego domu był całkiem przyjemny. Oboje mogliśmy też poznać jego nową sympatię – niejaką Ninę, która była od niego o jakieś dwadzieścia lat młodsza. Nie potrafiła jednak ukryć faktu, że ślini się na widok mojego chłopaka, co Hemmings wielokrotnie wykorzystywał do tego, by mnie denerwować.
          Inaczej zupełnie było u matki blondyna. Z początku kobieta była w stosunku do mnie całkiem miła. Wszystko zmieniło się, gdy wyszło na jaw, że jestem córką TEJ Sarah, z którą niedawno pobrał się Dan. Wtedy zaczęła traktować mnie z dystansem, nie szczędząc kąśliwych uwag i komentarzy. Posunęła się nawet do tego, że otwarcie powiedziała mi, że Luke jest typem chłopaka, który niedługo się mną znudzi. Wystarczy, że pojedzie na studia, gdzie naprawdę się rozhula. Nic dziwnego, że odetchnęłam z ulgą, gdy ten parszywy tydzień się skończył, a my mogliśmy wrócić do domu.
          W końcu jednak przyszedł moment ponownej rozłąki z rodzicami. Tym razem na dłużej. Musieliśmy spakować nasze rzeczy, a potem upchać je w samochodzie blondyna. Przyszedł, bowiem czas na rozpoczęcie studiów. Na szczęście mieliśmy tam też naszych przyjaciół, więc nie będziemy tam sami.
          Nawet nie będę ukrywać tego, że moment pożegnania był długi i dość emocjonalny. Moja mama zalewała się łzami, jakbyśmy wyprowadzali się na inny kontynent i nigdy nie mielibyśmy wrócić do Sydney. Zresztą sama uroniłam kilka łez. Nigdy nie rozstawałam się z mamą na tak długo i było to dość przykre i smutne.
          Celem naszej podróży było Melbourne, które oddalone było od Sydney o prawie dziewięćset kilometrów. Czekała, więc nas długa ponad dziewięciogodzinna podróż. Chcieliśmy tam trafić około południa, więc wyjechaliśmy przed czwartą rano, kiedy to na dworze było jeszcze ciemno. Mimo tego, że Luke nadal sceptycznie podchodził do moich umiejętności kierowcy – dalej upierał się przy tym, że prowadzę, jak wariatka, no i do tej pory wypominał mi ten mały nieszczęśliwy wypadek, kiedy zarysowałam mu zderzak – to jednak zgodził się na to, że będziemy się zmieniać za kierownicą. A dokładnie zmienimy się w połowie drogi. On zasiadł za kółkiem, jako pierwszy, uznając, że jak będzie zmęczony prowadzeniem, to łatwiej zniesie fakt, że go zastąpię. Żałowałam, że w Melbourne będę w pewien sposób uzależniona od niego, bo mój samochód został w Sydney, czekając w garażu na mój powrót do domu. Z tego, co wiedziałam Michael i Lori również zastosowali taki sam pomysł, jak my. Zaś Calum, Ashton i Becky wyruszali do Melbourne na dwa samochody, bo żaden z chłopaków nie chciał rozstawać się ze swoim wozem. Becky miała być zmiennikiem tego, który się zmęczył.
          W czasie drogi ucięłam sobie dłuższą drzemkę, przyciśnięta do fotela pasażera. Luke, jak na wzorowego chłopaka, którym czasem był, przykrył mnie swoją bluzą. Kiedy się obudziłam, poczułam się głodna, więc dorwałam się do jedzenia, które przyszykowała nam na drogę mama. A trochę tego było. Na deser, po tym wczesnym śniadaniu, zaserwowałam sobie tabliczkę czekolady, którą pochłonęłam w takim szybkim tempie, że Luke nie zdążył zjeść do końca swoje batona, a ja już zgniatałam szeleszczące opakowanie w dłoniach.
- Ładnie – skomentował, zerkając na mnie. Oderwałam wzrok od pól, jakie mijaliśmy i spojrzałam na niego.
- Co? Boisz się, że przytyję?
- Nie zaczynaj znowu.
- To po co się czepiasz?
- Jezu… Rose – mruknął ze śmiechem. – Kocham każdy skrawek twojego ciała, które jest dla mnie idealne. Nie zauważyłbym nawet, gdybyś przytyła te dwa kilo. W sumie…
- W sumie, co?
- Może poszłoby ci…
- Jeśli powiesz, że w cycki, to masz przejebane do końca roku.
- Miałem na myśli w tyłek, ale cycki są lepszą opcją.
- Pieprz się.
- Z tobą zawsze, księżniczko – powiedział z szerokim uśmiechem. Przekręciłam oczami. 
          Włożyłam puste opakowanie po czekoladzie do siatki, którą miałam pod nogami. Następnie znów spojrzałam na chłopaka. Jego błękitne tęczówki zerknęły na mnie po raz kolejny. Przejechał językiem po dolnej wardze, zaczepiając o ciemny kolczyk.
          Uśmiechnęłam się do niego, widząc, jak się zmienił odkąd go poznałam. Kiedyś miał dłuższe jaśniejsze włosy, które stawiał do góry. Teraz były odrobinę krótsze, ciemniejsze, zaczesane na prawo. Pojedyncze kosmyki opadały mu na czoło, dodając mu uroku i wyzwalając go od wyglądu młodego chłopaczka. Oprócz tego na jego twarzy na stałe zagościł lekki zarost, a ja nie mogłam go zmusić do tego, by się go pozbył. W końcu skapitulowałam i przyzwyczaiłam się do tego dorosłego Hemmingsa, w którego się zmieniał.
- Co? Mam coś na twarzy? – wydusił z siebie, kiedy moje ciemne oczy dokładnie go obserwowały. Pokręciłam głową. Odgarnęłam rude kosmyki włosów i przybliżyłam się do niego, sprzedając mu szybkiego całusa prosto w usta. – A to za co?
- Bo jesteś taki śliczny, kotku – powiedziałam przesłodzonym tonem. Luke prychnął, marszcząc nos.
- Przystojny, księżniczko. Mówi się przystojny.
- Śliczny.
- Weź… Facet nie chce słyszeć, że jest śliczny, tylko że jest przystojny i… - Wybuchłam śmiechem przerywając mu wypowiedź. – Co?!
- Powiedziałeś to samo po naszym balu maturalnym – przypomniałam mu, a on uśmiechnął się szeroko.
- Faktycznie – odpowiedział, kiwając głową. Wyciągnęłam rękę przejeżdżając nią po jego udzie. Wyczułam, jak Luke odrobinę się spiął, gdy moje palce dotarły do centralnego miejsca w jego spodniach.
- Rose – syknął ze śmiechem. – Ja prowadzę!
- Tak? Nie wiedziałam – odparłam, chichocząc pod nosem.
          Gdy Luke zatrzymał się na światłach, wykorzystałam ten moment. Złapałam szybko za jego twarz i wpiłam się zachłannie w jego wargi, mając z tego niesamowitą radochę. Uwielbiałam go prowokować, wkręcać, podpuszczać i droczyć się z nim w każdej możliwej dziedzinie. Było to takie moje małe hobby, które praktykowałam, a na które on się nabierał za każdym razem. Blondyn od razu oddał mi pocałunek. Nasze języki od razu znalazły wspólne tempo. Westchnęłam cicho w jego usta, czując przyjemny dreszcz na plecach, który pojawiał się zawsze, kiedy pozwalaliśmy sobie na takie i mocniejsze zbliżenia. Przygryzłam mu lekko dolną wargę, wsuwając mu dłoń pod koszulkę. Oderwał się ode mnie, w tym samym czasie, kiedy zmieniło się światło.
- Ej, księżniczko – mruknął, kiedy lekko przejechałam po jego brzuchu paznokciami. Nie miałam zbyt komfortowej pozycji, bo byłam wychylona przez podłokietnik w jego stronę, ale dla zabawy byłam gotowa trochę pocierpieć. – Jeśli spowoduję wypadek, to będzie to twoja wina.
- Biorę to na siebie i nawet nie będę zaprzeczać – wyszeptałam mu do ucha, delikatnie przygryzając jego płatek. Poczułam, jak przez jego ciało przeszedł szybszy dreszcz. Uśmiechnęłam się pod nosem, nie odrywając od niego wzroku. Luke dalej był skupiony na drodze, choć zauważyłam, jak kilka razy zerknął na szybko w moją stronę. Moja dłoń zsunęła się niżej, a on mocniej zacisnął usta.
- Rose?
- Tak?
- Wiesz, że to nie ładnie bawić się w taki sposób, szczególnie, że nie mogę odpowiedzieć?
- Luke?
- Tak?
- Mam to gdzieś – odpowiedziałam ze śmiechem.
- Ty i te twoje pieprzone gierki.
- Masz coś przeciwko?
- Nie, ale… Są cholernie podniecające – skwitował, a ja uśmiechnęłam się z triumfem. Cmoknęłam go w policzek, a potem usiadłam z powrotem na swoim miejscu.
- Luke?
- Tak?
- Nie zatankowałeś przed wyjazdem?
- Co? – Zerknął na tablicę rozdzielczą, na której zapaliła się kontrolka. – Kurwa, byłem pewny, że to zrobiłem.
- Mamy, więc kierunek stacja benzynowa. Wtedy będziemy mogli się też zamienić, bo przejechaliśmy już ponad połowę drogi.

          Ku wielkiej uldze Luke'a, w końcu dotarliśmy do Melbourne, a potem na kampus, który był wielkości małego miasteczka. Wiedziałam, że całość jest duża, ale nie, że aż tak. Z różnych stron otaczały nas wysokie ciemne budynki, w których mieściły się akademiki i poszczególne wydziały. Było też tu dużo zieleni, ławek i ławeczek do siedzenia, a także coś na wzór małego parku, który położony był samym sercu kampusu. Zastanawiałam się, ile razy tu się zgubię, zanim zacznę wszystko ogarniać.
          Zaparkowałam na wolnym miejscu, które znalazłam na długim parkingu. Pierwsze, co musieliśmy zrobić, to udać się do dziekanatu. Dopiero potem mogliśmy odnaleźć nasz akademik i powoli zacząć wprowadzać się do pokoi. Wysiedliśmy z czarnego wozu Hemmingsa, zabierając ze sobą teczki z dokumentami. Luke od razu wyciągnął dłoń w moją stronę, abym jak najszybciej oddała mu kluczyki. Zrobiłam to od razu, jednocześnie rozglądając się dookoła.
- Rosalie!
          Raptownie odwróciłam się w stronę znanego głosu. Na mojej twarzy wymalował się szeroki uśmiech. Nie patrząc na nic, rzuciłam się biegiem w kierunku wysokiego chłopaka. Jego jasno brązowe włosy, jak zwykle były idealnie ułożone i przyklepane, a przednia ich część lekko opadała mu na czoło. W jego szarych tęczówkach tańczyły wesołe iskierki. Gdy tylko do niego podbiegłam, złapał mnie w ramiona, podnosząc jednocześnie do góry. Wtuliłam się w niego, jakbym nie widziała go przez wieki. W sumie nie widzieliśmy się od roku. Jednak przez ten cały czas regularnie do siebie pisaliśmy i komunikowaliśmy się przez internet.
- Jezu, Mason – wymamrotałam, kiedy mnie postawił. –Jak ja się cholernie za tobą stęskniłam!
- Ja za tobą też. Cieszę się, że teraz będziemy widzieć się częściej – odpowiedział, z uśmiechem. Usłyszałam za plecami ciche chrząknięcie, które przypomniało mi o Hemmingsie. Odwróciłam się w jego stronę, a szare oczy Masona spoczęły na blondynie.
- Mason to Luke – powiedziałam, kiedy stanęli naprzeciwko siebie. – Syn Dana. – Następnie spojrzałam na swojego chłopaka. – Luke, to Mason mój kuzyn i syn cioci Debbie. – Obaj podali sobie ręce.
- To twój chłopak? – wypalił Mason, mierząc Hemmingsa wzrokiem.
- Dokładnie – odpowiedziałam, kiwając głową. Mój kuzyn zmrużył lekko oczy. – Co?
- Jako, że traktuję Rosalie, jak własną siostrę, to powiem coś, czego pewnie nie powiedział ci jej tatusiek…
- Mason – mruknęłam, ale on machnął na mnie ręką. Przybliżył się do Luke'a, a następnie wyciągnął w jego stronę palca. Byłam pewna, że puknie go w klatkę piersiową, ale chłopak stanął, tylko na wytykaniu go.
- Skrzywdź ją w jakikolwiek sposób, a będziesz żałował dnia, w którym się urodziłeś. I miej na uwadze to, że nie będę wtedy patrzył na to, że jesteś synem tego Dana, z którym chajtnęła się moja ciotka – powiedział poważnym tonem, a Luke zrobił wielkie oczy.
- No, wiesz? – rzuciłam, patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Mam nadzieję, że nie jesteś, jak jej były – dodał jeszcze Mason. Następnie wyprostował się, zrobił krok do tyłu, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. – To, co? Idziemy do dziekanatu? Sam muszę odebrać jeden świstek.
- Jesteś niemożliwy - wypaliłam, kręcąc głową.
- I zajebiście gram w piłkę.
- Grasz?- zainteresował się Luke.
- W pierwszym składzie na pomocy – rzucił Mason. – No i jestem kapitanem.
- Bez jaj.
- Bez jaj to będziesz ty, jak zrobisz coś, co mi się nie spodoba – pociągnął brunet.
- Mason!
- No, co?! – rzucił rozbawiony. – Blondi musi mieć na uwadze to, że teraz będzie pod czujną obserwacją.
- Nie będzie ona konieczna – odpowiedział Luke, kiedy weszliśmy do budynku, do którego poprowadził nas Mason.
- Ja to ocenię – skwitował, wzruszając ramionami. – A ty grasz?
- Jestem napastnikiem.
- Zaciekawiłeś mnie. Teraz i tak dużo osób z drużyny odeszło, bo skończyło studia. Jak co roku będą organizowane eliminacje, ale i tak potrzebujemy pilnie ludzi. Jak chcesz, to się zgłoś. Zobaczymy, co tak naprawdę potrafisz.
- Chłopaki z naszej paczki też grają – powiedziałam, idąc między nimi.
- Ilu?
- Trzech – odpowiedziałam.
- Jakie pozycje?
- Dwóch pomocników i jeden obrońca – wyrecytował blondyn.
- Jeśli będą chcieli, to niech też wpadną.
- Może uda się wam wejść do składu – rzuciłam z uśmiechem, patrząc w błękitne oczy Hemmingsa. On zaraz odpowiedział tym samym.
- O tym zadecyduję ja i trener – wtrącił Mason, kierując się w stronę schodów.
- Ty? – zapytałam zaskoczona.
- Trener bardzo liczy się z moim zdaniem.
- To wyjaśnia, dlaczego jesteś tak zakochany w sobie- powiedziałam, a on lekko popchnął mnie, przez co odbiłam się od Luke'a. Zaśmiał się, a potem zmierzwił mi włosy na głowie.  – Jezu… Wal się!
- Jak ja cholernie za tym tęskniłem – podsumował, chichocząc pod nosem.

          Pożegnaliśmy się z Masonem zaraz po wyjściu z budynku. Mój kuzyn stwierdził, że przyjechaliśmy w dobrym momencie, bo w weekend przed rozpoczęciem roku akademickiego jest oficjalna wielka impreza integracyjna dla wszystkich. Niemalże wymusił na nas to, że mamy się tam pojawić. Mimo tego, że ani ja, ani Luke nie protestowaliśmy przed tym, by przed nauką trochę się rozerwać.
          Luke przepakował samochód, zajmując miejsce przy kolejnym dużym budynku, w którym to miesiły się akademiki dla pierwszorocznych. Byłam naprawdę mocno zadowolona ze swojej współlokatorki, którą znałam i uwielbiałam. Mianowicie do wspólnego pokoju przydzielili mnie z Lori Bentley. Luke również doskonale trafił, bo jemu przypadł Clifford. Blondyn od razu podsumował to tym, że jest to idealne rozwiązanie, gdy chcielibyśmy się nieco zabawić. Zawsze możemy dzielić się pokojami tak, by pary mogły spędzić ze sobą samotną noc. Pominęłam ten jego komentarz, który jak zwykle tyczył się seksu.
          Akademik był olbrzymi, a wewnątrz wydawał się być jeszcze większy. Ściany były kremowe, a każde drzwi ciemno brązowe. Na nich widniały mosiężne numery. Duże drewniane schody prowadziły na poszczególne piętra. Na każdym z nich mieściło się po dwadzieścia dwuosobowych, identycznych pokoi. Uniwersytet Melbourne przywiązywał wagę do wygody studentów, więc każde pomieszczenie miało swoją małą białą łazienkę. Cieszyłam się, że nie trzeba będzie korzystać ze wspólnych pryszniców czy toalet.
          Poszliśmy najpierw do mojego pokoju, który mieścił się na pierwszym piętrze. W miarę szybko odnaleźliśmy jego numer – dwadzieścia siedem. Otworzyłam drzwi, niemalże od razu wpadając w objęcia blondynki.
- Tak się cieszę, że będziemy mieszkać razem! – krzyknęła Lori. Odsunęła się ode mnie, a jej brązowe oczy zmierzyły mnie od góry do dołu. Kiedy zobaczyła, że i ja jestem zadowolona perspektywą mieszkania z nią, uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Cześć Lori.
- Część Luke.
- Hej ludzie! – krzyknął Michael, który siedział na łóżku.
- Nowy kolor? – rzuciłam, wskazując na jego granatowe włosy.
- Podoba się? Przefarbowałem się wczoraj.
- Przystojniak z ciebie, Mikey – odpowiedziałam, a on zaśmiał się.
- Wzięłam lewą stronę – poinformowała mnie Lori, kiedy weszliśmy w głąb pokoju.
- Spoko. Pasuje.
          Rozejrzałam się dokładnie po pomieszczeniu. Byłam pewna, że pokoje będą małe, ale one naprawdę były całkiem przestronne. Po każdej stronie stało szerokie jednoosobowe łóżko, na którym i tak pomieściłyby się dwie osoby. Przy nich stały małe szafeczki, a za raz obok biurko, przy którym można było wyglądać przez okno. Każda z nas do dyspozycji miała wąski regał na książki i szafę na ubrania. Oprócz tego mieliśmy też wspólny niski stolik. Wiedziałam, że muszę namówić Lori na dodanie do niego takich wielkich poduch, które zastąpią nam fotele. Całość utrzymana była w kolorystyce błękitu i brązu. Podobało mi się.
- Musimy wrócić po rzeczy – powiedział Luke.
- My też jeszcze nie przynieśliśmy wszystkiego – odparł Michael, przekręcając zielonymi oczami. – A tak w ogóle też zgarnąłem lewą część pokoju.
- Byłeś już tam? – Michael pokręcił głową. – To…
- Tak ci tylko mówię – rzucił, wzruszając ramionami.
- Niech ci będzie.
- Mamy dobre rozmieszczenie – kontynuował Clifford, zerkając to na mnie to na Lori. – Zawsze możemy się zamienić i mieszkać parami…
- Chce mieć współlokatorkę, a nie współlokatora faceta – podsumowała Lori, a Michael wydął usta do przodu, formując je w podkówkę. – Przestań!
- Zraniłaś moje punk rockowe serce – skomentował, kładąc się na łóżku.
- Nie jesteś punk rockowy – rzucił Luke, kręcąc głową. Michael w odpowiedzi pokazał mu środkowy palec.
- Mówiliśmy o tym. Nie chcę by moi rodzice podczas niezapowiedzianego nalotu, zorientowali się, że jednak mieszkam z tobą. Wkurzą się. Lubią cię, ale to nie pomoże ci w tym, że dzielimy razem pokój.
- Me serce krwawi.
- Dobry Boże – mruknęła Lori, a ja zaśmiałam się pod nosem. Blondynka podeszła do swojego chłopaka i klepnęła go w udo. – Wstawaj skarbie, trzeba przytargać resztę rzeczy.
          Niezadowolony Michael podniósł się ciężko z łóżka. Następnie całą czwórką wyszliśmy na korytarz. Zdążyliśmy się jednak odwrócić, a naszym oczom ukazała się pozostała część naszej paczki. Uśmiechnęłam się szeroko na ich widok. Becky Thompson szła pierwsza, a jej zielone oczy utkwione były w kartce, którą miała w ręku. Brązowe włosy splecione były w frywolny warkocz, który co jakiś czas podskakiwał w rytm jej kroków. Zaraz za nią szedł Calum Hood. Nasz zwariowany Mulat, skrócił odrobinę swoje ciemno brązowe włosy. Jak tylko nas zobaczył, uśmiechnął się, ukazując rząd równych białych zębów. Za nim ciągnął się Ashton Irwin, który nie miał chyba najlepszego humoru. Brązowe włosy, jak zwykle skręcały mu się w loczki, a on podtrzymywał je swoją czarną bandaną, by nie opadały mu na twarz.
- Jesteście! – zawołał Calum, wymijając Becky. – W końcu jesteśmy wszyscy na miejscu.
- Co ty masz taką minę?- zapytałam od razu, mierząc Asha od góry do dołu.
- Właśnie się dowiedział, z kim będzie mieć pokój i ani trochę mu się to nie podoba. Próbował nawet się z kimś zamienić, ale nie wyszło – odpowiedział Cal, zagryzając lekko wargę. Zerknął na przyjaciela.
- Kto to taki? – wypalił Luke, nie ukrywając ciekawości.
- Trevor Green – powiedział Ash, a mi prawie oczy wyleciałyby z orbit.
- Ten Trevor Green? – wydusił Michael.
- Nie wiem, mam nadzieję, że to tylko pieprzony zbieg okoliczności – mruknął Irwin.
          Ja i dziewczyny wymieniłyśmy szybko spojrzenia. Trevor Green był odwiecznym wrogiem naszej licealnej drużyny w piłce nożnej. Zaciekła rywalizacja i niepohamowane głupie pomysły, na jakie wpadała jedna i druga strona, doprowadziła do wielkiej międzyszkolnej bójki. Ta zaś skutkowała zawieszeniem obu drużyn w rozgrywkach. Wtedy to my wkroczyłyśmy do akcji, by uratować tym kretynom tyłki. Modliłam się o to, by nie było powtórki z rozrywki.
- A ty z kim masz pokój?- zapytała Becky. Wskazałam palcem na Lori. – Szczęściara. Ciekawe, kto przypadnie mi. A wy chłopaki? – Oni także wskazali na siebie.
- Kurwa – odparł Calum. – Mam nadzieję, że ja trafię na kogoś normalnego.
- Na pewno nie będziesz miał tak przejebane, jak ja – wymamrotał Irwin.

***
          Becky weszła do swojego pokoju. Rozejrzała się po niebiesko brązowym pomieszczeniu. Jej oczy spojrzały na szczupłą blondynkę, która siedziała na łóżku. Dziewczyna drgnęła, gdy przywitała się z nią z nazbyt wielkim optymizmem.
- Jestem Becky.
- Maya – odpowiedziała cicho, nieśmiało spoglądając na nią niebieskimi oczami. Jej policzki od razu zaczerwieniły się.
          Odwróciła się od brunetki, a potem wróciła do powolnego sortowania swoich rzeczy. Becky uniosła brwi do góry. Chyba trafiła jej się typowa kujonka i odludek. Przyjrzała się jej uważnie, zatrzymując wzrok na szerokich jasnych dżinsach i rozciągniętym pudrowo różowym swetrze. Bosko…

***
          Calum wszedł do pokoju, który był identyczny, jak pozostałe w tym budynku. Uniósł brwi do góry, spoglądając na bujającego się w rytm muzyki chłopaka ubranego w krótkie szare spodenki, które odsłaniały jego chude łydki, a także biały podkoszulek. Jego współlokator leżał na łóżku, ze słuchawkami na uszach. Miał zamknięte oczy, na nosie okulary w czarnej oprawce, a ciemno brązowe włosy sterczały mu na wszystkie strony. Na brzuchu opierał czarnego laptopa. Wokół jego łóżka znajdowała się duża granatowa walizka i torba. Obie te rzeczy były otworzone, a na wierzch wysypywały się kolorowe ubrania.
          Nagle chłopak drgnął, jakby zdając sobie sprawę z tego, że Hood się w niego wpatruje. Rozchylił powieki. Brązowe oczy spojrzały wprost na niego. Uśmiechnął się szeroko, zrzucając z siebie czerwone słuchawki i odkładając komputer na bok.
- Cześć, jestem Jesse – powiedział, podchodząc do niego, wyciągając jednocześnie rękę. – A ty to pewnie Calum?
- Dokładnie.
- Nieźle. Nie wiedziałem, że będę mieć takiego gorącego współlokatora. – Mulat uniósł brwi do góry. – Mówię serio – dodał z entuzjazmem.
- Czy ty…
- Jestem gejem – skwitował, wzruszając ramionami. – Wolę od razu uprzedzić żeby potem nie było nieporozumień czy zgrzytów.
- Spoko.
- Ty pewnie jesteś hetero i wszystkie laski oglądają się za tobą.
- Jestem hetero.
- Spoko, mi pasuje… To znaczy, nie będę cię podrywał. Będziemy mogli razem chodzić na imprezy i wyrywać ludzi, a jeden drugiemu nie będzie wchodził w drogę – wyrzucił z siebie Jessie, śmiejąc się od nosem. 
          Hood zmierzył go wzrokiem po raz kolejny. Wyglądał całkiem normalnie i tryskała od niego pozytywna energia. Calum czuł, że może polubi chłopaka i być może nawet się za kumplują. Uśmiechnął się do niego.

***
          Włożył ostatnią koszulkę do wielkiej szafy. Zamknął ją i podszedł do łóżka. Złożył torbę, wciskając ją w walizkę, a następnie wsunął całość pod łóżko. Rozejrzał się po pokoju, zastanawiając się, co takiego zrobił, że los pokarał go takim współlokatorem.
          Zdążył tylko o nim pomyśleć, a drzwi od pokoju otworzyły się. Do środka wszedł wysoki chłopak. Jego brązowe włosy były krótsze, niż przed wakacjami, zaś niebieskie oczy nadal emanowały pewnością siebie i zarozumialstwem. Ashton prawie jęknął pod nosem, gdy Trevor Green postawił z hukiem walizkę tuż przy swoim łóżku.
- Co za paradoks – mruknął były kapitan Picton.
- Mnie to mówisz? – odpowiedział Irwin, siadając na łóżku.
- Dzielimy ze sobą pokój, ale to nie oznacza, że mamy ze sobą gadać.
- Nawet nie zamierzam marnować na ciebie tlenu i strun głosowych.
- Pieprz się, Irwin.
- Pierdol się, Green – wysyczał perkusista, odwracając wzrok od swojego największego wroga.

***
          Byłam tak przyzwyczajona do spania z Lukiem w jednym łóżku, że katorgą było to, że musiałam tkwić w nim solo. Choć było ono naprawdę miękkie i wygodne. Jednak mi brakowało tu blondyna i jego ramion, które zawsze owijały się wokół mnie, pomagając jednocześnie zasnąć.
          Wokół mnie panowała ciemność. Słyszałam, jak Lori kręci się na łóżku obok. Chyba i ona miała problemem z zaśnięciem. Zresztą wcale się temu nie dziwiłam, w końcu to całkiem nowe miejsce.
          Zamknęłam po raz kolejny oczy, starając się wyłączyć myślenie, ale nie za bardzo mi to wychodziło. Im bardziej pragnęłam skupić się na nawoływaniu snu, tym bardziej on się ode mnie oddalał. Miałam nadzieję, że tylko pierwsza noc będzie tak mocno skopana, a reszta będzie znacznie łatwiejsza i nie tak brutalna.
          Nagle usłyszałam ciche pukanie. Prawie, że warknęłam pod nosem, przeklinając tego, kto zakłóca nam spokój. Naprawdę chciałam spróbować odrobinę pospać, szczególnie, że miałam za sobą długą i męczącą podróż. Zresztą, nie tylko ja.
          Lori poderwała się z miejsca, kiedy rozległo się pukanie numer dwa, nieco głośniejsze, niż to pierwsze. Słyszałam, jak wypuściła z siebie wiązankę przekleństw. Podeszła do drzwi i przekręciła klucz, by móc je otworzyć.
- Co wy? Powaliło was?
- Nie mogę spać – odezwał się szeptem Luke, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- A ty, jaką masz wymówkę?
- Nie mogę spać – odpowiedział Michael.
          Weszli do pokoju, starając się być cicho. Mimo wszystko i tak jeden z nich przywalił się w stolik. Rozległ się pojedynczy cichy huk. Kubki pozostawione na stoliku, zagrzechotały. Po soczystym słowie kurwa, rozpoznałam, że był to Clifford. Stłumiłam śmiech.
- Czy to, że wy nie możecie spać oznacza, że macie do nas przyłazić? – ciągnęła dalej podenerwowana Lori. Ona też ewidentnie potrzebowała snu, bo gdy jej tego brakowało, stawała się drażliwa na wszystko.
- Nie jestem przyzwyczajony do spania bez Rose– powiedział Luke, a ja miałam ochotę go wyściskać. – Nie moja wina. – Lori westchnęła. – Będziesz mieć coś przeciwko?
- Nie krępuj się. A ty, co?
- Luke powiedział, że idzie spać do Rose, więc ja pomyślałem, że też przyjdę. Mogę spać z tobą, kochanie? To takie okrutne, że jesteśmy pod jednym dachem, a śpimy osobno - pociągnął słodkim głosem Clifford.
- Jesteście, jak duże dzieci – skomentowała blondynka. – Kładźcie się, ale ma być cisza.
- Jasne – rzucił Luke.
          Podszedł do mojego łóżka. Poczułam, jak powoli odgarnia kołdrę. Po chwili wsunął się pod nią, a ja poczułam jego znajomy zapach. Przybliżył się jeszcze bardziej, wtulając się w moje ciało. Od razu zrobiło mi się cieplej. W tym momencie dziękowałam mu za to, że jest takim cholernie kochanym facetem. Dodatkowo wmawiałam sobie, że tak bardzo mnie potrzebuje i że jest to z jego strony całkiem urocze.
- Michael weź przestań się pchać – warknęła cicho Lori, kiedy oboje próbowali wejść do łóżka, jak mniemam w tym samym czasie.
- Chcę od ściany.
- Nie ma mowy – ciągnęła dalej przyjaciółka.
- Stanęłaś mi na nodze…
- Zaraz ci przywalę w twoje czułe miejsce i będziesz spać na podłodze…
- Nie skrzywdzisz mnie w taki sposób… Ał! Lori – syknął Clifford. – Czy ty walnęłaś mnie łokciem w żebra?
- Ściana jest moja- powiedziała blondynka, niemalże zgrzytając zębami.
- Szkoda, że jest ciemno i was nie widzę – odezwał się Luke ze śmiechem.
- Za to dobrze ich słychać – odezwałam się głośniej.
           Michael pisnął, niczym panienka, a potem chyba musiał paść na łóżko, bo coś mocniej odbiło się od materaca. Lori zassała ze strachu powietrze. Luke zaś odskoczył ode mnie, prawie spadając na podłogę. Przetrzymałam go za koszulkę, by nie zaliczył bliskiego spotkania z parkietem. Chyba nie spodziewali się mnie usłyszeć. Chciałam ryknąć śmiechem, ale udało mi się to powstrzymać. W bardzo łatwy sposób ich wystraszyłam, choć wcale tego nie planowałam.
- Cholera, Rose! Byłem pewny, że śpisz. Prawie miałem zawał- rzucił Hemmings.
- Niespodzianka – powiedziałam, a następnie objęłam go szybko, kiedy znów ułożył się na poduszce.
- Śpij skarbie od ściany…
- Teraz skarbie, tak?
- Kocham cię – wyszeptał Clifford. Luke stłumił śmiech, wciskając twarz w moją koszulkę. Walnęłam go w rękę.
- No, co? – powiedział cicho, tak bym tylko ja mogła go usłyszeć.
- Też cię kocham – odpowiedziała Lori.
- Wskakuj złotowłosa – dodał ze śmiechem Michael. Przez chwilę znów w pokoju zapanowała cisza. Jedyne co było słychać, to ta parka pakująca się do łóżka.
- Myślę jednak, że trzeba wprowadzić jedną ważną zasadę, bo podejrzewam, że jeszcze nie raz będziemy spać w czwórkę w jednym pokoju – rzuciła powoli Lori, kiedy oboje ułożyli się na poduszkach.
- Jaka zasada? – zapytałam z ciekawością.
- Żadnego seksu i migdalenia się przy osobach trzecich.
- Zgadzam się.



***
Mamy pierwszy rozdział ostatniego sezonu, który oznacza się ładną szóstką. Ta część wyszła trochę dłuższa, ale postanowiłam jej nie dzielić. Mam nadzieję, że nie zasnęliście w trakcie czytania :)
Tak, jak pisałam wcześniej będzie to najdłuższa część Pod Jednym Dachem. Przewidziane jest około 28 rozdziałów - chyba, że coś mi się pozmienia i ich liczba się zmniejszy lub zwiększy, ale to wyjdzie w przysłowiowym praniu :)
Kto nie widział jeszcze zwiastuna, a chce to nadrobić - zapraszam do zakładki Historia & Zwiastun.

Oczywiście chcę wam podziękować za wszystkie ekstra superowe komentarze, które mi zostawiacie. Uwielbiam je! To doskonała motywacja :) Dziękuję!

Kolejny rozdział pojawi się klasycznie za tydzień. Uprzedzam, że również będzie należał do tych dłuższych. 

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Jak kupisz mi w barze truskawkowego shake’a, to może pójdę z tobą.
- Wielkie dzięki, Rose.
- Biznes to biznes, kotku - powiedziała ze śmiechem. Luke mimo wszystko uśmiechnął się szeroko.

***

- O! Bez jaj! Gadaj! – krzyknęła, raptownie odwracając się od lusterka, by móc na nią spojrzeć. – Kto taki?
- Nie znam jego imienia. Wpadłam po prostu na niego na korytarzu – powiedziała piskliwym głosem Maya. 

***

- Jesteś niemożliwy.
- I seksowny.
- Kopnij się.

***

- Jedno pytanie – powiedział od razu Hemmings. Pokiwałam tylko głową. – On nie jest gejem, prawda? Widziałem, jak się na ciebie patrzy. Między wami coś było.

***

- Rose, trochę mnie przeraża. – Becky zaśmiała się, kołysząc kubkiem z piwem. – Trochę się jej boję.
- Spokojnie, Rivers jest naprawdę w porządku, choć charakterek ma dość ostry. Ale jak cię lubi, to jesteś bezpieczna. 

19 komentarzy:

  1. Oj tak, również jestem tego pewna, że to nie była ostatnia noc, w którym to młodzi studenci, spali razem. Biedny Ashton... może jednak uda mu się jakoś dogadać, z jego arcywrogiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas pokaże- może się kiedyś polubią albo jeden drugiego w końcu ukatrupi w czasie snu :)

      Usuń
  2. Jak zwykle super 😍 Warto było czekać pomimo tego że myślałam że popadnę w depresję jak tego rozdziału nie przeczytam... xD
    Mam nadzieję że ten sezon będzie długi bo nie chcę się rostawać t tą bandą łosi ❤❤❤
    Pozdrawiam i życzę weny 😘❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno ten sezon będzie najdłuższy, bo w końcu ostatni :) Ale dopiero jest pierwszy rozdział, więc jeszcze trochę czasu minie do końca :)
      Również pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  3. Jakoś tak szybko mi się przeczytało ten rozdział, szczerzyłam się do siebie jak nienormalna xD Ciekawi współlokatorów mają haha. Szkoda jedynie Asha, no i trochę Becky, bo ona raczej do bardziej rozrywkowych należy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można śmiało powiedzieć, że każdy otrzymał współlokatora "z innej parafii", jak to mówią :) No, jak na razie Ash nie ma kolorowo, mając pokój z "ulubionym" Trevorem :D
      Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  4. JEEEST pierwszy rozdział sezonu szóstego :D Matko, cholernie mi się podoba :D Już zaczynam lubić Masona i Jesse'go, bo wydają się być naprawdę spoko. No, Ash ale ci się trafiło towarzystwo w pokoju :D Mikey XD wygrałeś końcówką :D Coś mi się zdaje, że nie raz chłopaki będą u nich spać. Czyżby szykowała się impreza? Jestem, jak najbardziej za! :D
    Już nie mogę doczekać się kolejnej części!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :) Jakby nie patrzeć, Ash na razie trafił najgorzej. A dokładnie impreza integracyjna - się pointegrują łosie :)
      Dzięki za tak pozytywny komentarz!

      Usuń
  5. Oooo! Wspaniały rozdział ;-) Ashton na pewno w głębi duszy bardzo się cieszy, że ma pokój z Trevorem! Żart! Chociaż czuję, że może kiedyś się polubią.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest przeszczęśliwy hahahah XD Może się polubią, może nie - czas pokaże :) Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  6. Tenśchniłam.
    Jestem na twoim blogu Anglia i Australia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, tak wiem :) Jestem na bieżąco z każdym komentarzem, nawet tymi, które dodawane są do starszych rozdziałów :)

      Usuń
  7. O WoW o WoW ♥.♥ Pierwszy rozdział 6 sezonu !! ;) :) Przepraszam że dopiero po trzech dniach kom wstawiam ale taki natlok nauki poprawa za poprawą ! :( :/ :* :*
    Oczywiscie ROZDZIAŁ Cud Miód I Jednorożceł *-* Hahaha juz bardzo lubie kuzyna Rose :) hah ;) ;) Pokoje naszych par to napewno zbieg okolicznisci... na100% ;) :) hahah :D
    A Calum ma najlepszego towarzysza w pokoju (była byś tak dobra i wysłała go z Justinem jeszcze ?!) :* :* :* No ale najwieksze zaskoczenie to Ashton i Trevor !! :) ;) (na peno tam sie nie pizabijają) :* :* :) Hahaha no nic czekam na kolejnyy ♥♡♥ wenyy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe mogę śmiało powiedzieć, że taki układ pokoi będzie potrzebny do pewnych scen w dalszej części opowiadania :D
      Justin niestety studiuje, gdzieś indziej. Ash pewnie jest wniebowzięty, że ma z nim pokój hhah XD
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
    2. Czy pisząc 'pewnych scen', w przypadku naszych głównych dwóch par, masz na myśli seksualnych scen? Hahahahahahah

      Usuń
    3. KAMI HAHAHAHHA XD Przez Ciebie ten wieczór skazuje mnie na ból brzucha ze śmiechu :P Mogę śmiało powiedzieć, że mówiąc "pewne sceny" na pewno miałam na myśli jedną z seksualnych - a co do reszty serio nie pamiętam - wiem, że to będzie potrzebne przy jednej imprezie i przy drama time, że ich współlokatorzy są tacy a nie inni :D

      Usuń
  8. Bardzo mi się podoba !!!! Ciekawie się zapowiada :)
    + zapraszam do mnie na opowiadanie na wattpadzie bądź na blogu :)
    PS: Robię okładki na wattpad, jeśli ktoś jest zainteresowany to na blogu więcej informacji :)

    https://www.wattpad.com/myworks/59245784-destiny-l-h-a-i
    https://www.blogger.com/blogger.g?blogID=6912770740830784292#overview/src=dashboard

    OdpowiedzUsuń