niedziela, 17 stycznia 2016

S6 - Rozdział 2

You're so hypnotizing. Could you be the devil, could you be an angel


           Ja i Lori byłyśmy już na nogach. Dochodziła godzina dziesiąta, a chłopaki nadal spali. Nie wiedziałyśmy, co ze sobą zrobić, więc postanowiłyśmy przejść się po kampusie. Zostawiłyśmy jeden klucz Michaelowi i Lukowi, jakby się obudzili i chcieli opuścić nasz pokój. Daliśmy też znać Becky, że wychodzimy, a brunetka szybko zapowiedziała się, że idzie z nami.
            Spojrzałam po raz ostatni na śpiących. Michael był tak zakopany pod pierzyną, że praktycznie było tylko widać kawałek jego granatowej czupryny. Luke natomiast spał rozwalony na całym łóżku, z jedną nogą zarzuconą na kołdrze, przez co jego plecy były całkowicie odkryte. Podeszłam szybko do niego starając się go jakoś przykryć, by nie zmarzł, ale nie było to możliwe przez to, że leżał na pierzynie, wciskając się w nią. Skapitulowałam i postanowiłam go nie ruszać, by go niepotrzebnie nie budzić.
            Zerknęłam na Lori. Dziewczyna wskazała na drzwi. Kiwnęłam głową. Złapałam jeszcze za telefon, wsuwając go do kieszeni, a następnie opuściłam pokój razem z nią. Blondynka zamknęła drzwi i obie ruszyłyśmy w stronę schodów, przy których umówiłyśmy się z Becky. A ona już na nas czekała.
- No, w końcu – rzuciła w naszą stronę.
- Nie mogłaś się doczekać? – zapytałam ze śmiechem.
- W pokoju nie mam z kim gadać. Moja współlokatorka Maya jest cholernie cicha. Mam wrażenie, że nie lubi ludzi albo się ich boi. Aż mam opory się do niej odezwać, by jej nie przestraszyć – powiedziała jednym tchem, marszcząc lekko nos.
- Może trzeba ją odrobinę rozruszać? – odezwała się Lori. – Dzisiaj jest ta impreza integracyjna. Wyciągnij ją na nią.
- Ona i impreza? Ona chyba nie pasuje do takich klimatów – pociągnęła Becky.
- Spróbuj. Pewnie jest nieśmiała i się wstydzi. Może chłopaki są stuknięci, ale my jesteśmy całkiem normalne. – W tym momencie brunetka parsknęła śmiechem, ale zignorowałam to totalnie, nadal trzymając się tego, że to my dziewczyny w naszej paczce mamy miano tych normalnych ludzi. – Rozkręcimy ją trochę. Zresztą pozna trochę innych osób, więc nie będzie czuła się sama.
- Spróbuję.
- Hej, Rose!
           Odwróciłam się, kiedy usłyszałam znany głos. Uśmiechnęłam się szeroko, kiedy Mason pojawił się w budynku. Jego akademik znajdował się kawałek dalej, więc od razu zaczęłam się zastanawiać, co robi chłopak w miejscu, gdzie przebywają same pierwszoroczniaki.
- Mason?
- Pomyślałem, że zjemy razem śniadanie w barze, a potem pójdziemy połazić, ale widzę, że masz już towarzystwo – powiedział, spoglądając na moje przyjaciółki.
- Chciałyśmy zrobić dokładnie to samo. Poznajcie się, to Lori i Becky, moje kumpele z Sydney, a to Mason, mój kuzyn. – Podali sobie ręce, a Mason obdarzył je szerokim uśmiechem.
- Na dole czeka jeszcze Chole moja dziewczyna, jeśli nie macie nic przeciwko.
- Pewnie, że nie mamy – odpowiedziała szybko Becky. – Idziemy jeść? Jestem głodna.

           Chloe okazała się być całkiem sympatyczna, choć nieco zakochana w sobie. W sobie i moim kuzynie, z którego nie spuszczała wzroku. Są ze sobą już od siedmiu miesięcy i układa im się całkiem dobrze. Cieszyłam się, że Mason w końcu znalazł sobie drugą połówkę. Może Chole sprawi, że chłopak w końcu się ogarnie i przestanie być dużym dzieciakiem. Ale mimo wszystko kochałam tego dużego dzieciaka, jak własnego brata, którego nigdy nie miałam.
            Mason i Chloe zaprowadzili nas dużego dwupiętrowego studenckiego baru, w którym można było zjeść każdy możliwy posiłek, o niemalże każdej porze dnia – otwarte było od szóstej rano do dziesiątej wieczorem. Bar mieścił się w osobnym budynku na terenie kampusu. Dużo stolików i krzeseł znajdowało się także na zewnątrz, pod białymi parasolami rozstawionymi w prostokątnym ogródku. I musiałam to przyznać, że ceny mieli naprawdę niskie, a jedzenie okropnie smaczne. No i porcje były też przyzwoite.
            Po posiłku Mason zaczął oprowadzać nas po całym obiekcie. Pokazywał, gdzie są poszczególne wydziały, katedry, biblioteka czy duża pralnia, z której korzystają praktycznie wszyscy. Cały kampus naprawdę przypominał małe miasteczko, więc moje pierwsze wyobrażenie o tym miejscu nadal było prawdziwe. Mijaliśmy sporo ludzi, którzy przechodzili równymi ścieżkami obok nas , czy korzystali z deskorolek, rolek lub rowerów. Wszystko było utrzymane w idealnym porządku. Nawet nie dziwiłam się, czemu Uniwersytet Melbourne ma status jednego z lepszych. Władze uczelni, nie tylko przywiązywali wagę do poziomu nauczania, ale także do całej otoczki takiej, jak budynki czy trawniki.

***
            Ocknął się, wyciągając dłoń przed siebie, ale miejsce obok niego było puste i zimne. Rose musiała już wstać. Powoli otworzył oczy. Zamrugał kilka razy, aby wzrok przyzwyczaił mu się do jasności. Na sąsiednim łóżku cicho pochrapywał Michael. Usiadł na materacu, przecierając twarz rękami. W pokoju nie dostrzegł nikogo więcej oprócz nich, więc domyślił się, że dziewczyny musiały gdzieś wyjść.
            Wstał, poprawiając koszulkę i spodenki, które miał na sobie. Żałował, że nie przytargał tu ze sobą od razu rzeczy na zmianę, bo wtedy nie musiałby paradować po korytarzu, wyglądając, jak bezdomny. Ruszył do drzwi, ale zdał sobie sprawę, że mają do dyspozycji tylko jeden klucz, zostawiony przez Lori lub Rose. Złapał za niego i otworzył zamek. Następnie odłożył go z powrotem na stolik. Wyszedł na hol, cicho zatrzaskując drzwi, aby nikt obcy nie wparował Michaelowi do pokoju.
            Odwrócił się i zaspany, poszedł w kierunku schodów. Skupił się na przeszukiwaniu kieszeni, ale szybko zrozumiał, że nie wziął telefonu. Na szczęście miał w swoich spodenkach klucz od ich pokoju, więc nie będzie musiał tkwić na korytarzu czekając, aż ktoś wróci. W sumie gdyby nie miał klucza, mógłby jakoś obudzić Clifforda, waląc mocno w drzwi.
            Zaczął powoli wchodzić po schodach, nadal jednak myślami przebywając w krainie snów. Potrzebował prysznica i kawy, aby jakoś się ogarnąć. Zakręcił, wchodząc na drugie piętro, gdy nagle znikąd pojawiła się przed nim drobna blondynka, której w ogóle nie zauważył. Wleciał na nią, prawie zwalając dziewczynę z nóg. Na szczęście w ostatniej chwili zdążyła się złapać balustrady, by uchronić się przed upadkiem na tyłek.
- Wybacz, nie zauważyłem cię – powiedział lekko zachrypniętym głosem.
            Na twarzy blondynki pojawiły się mocne rumieńce, kiedy niepewnie spojrzała na niego. Niebieskie oczy spotkały się z jego błękitnymi tęczówkami, co spowodowało, że nieznajoma zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Zaczęła okręcać wokół palca wskazującego kawałek zielonego swetra.
- W porządku– odpowiedziała cicho tak, że Hemmings ledwo ją usłyszał.
- Nic ci się nie stało?
- Nie, jest w porządku- powtórzyła, lekko zagryzając dolną wargę.
- Jeszcze raz przepraszam – rzucił, uśmiechając się do niej, a ona delikatnie odpowiedziała tym samym. Skinął jej głową, a potem minął ją, wbiegając po kolejnych schodach, aby dostać się na swoje piętro.
             Zatrzymał się przy swoim pokoju. Wyciągnął klucz i wparował do pustego pomieszczenia. Pchnął drzwi, które zamknęły się za nim z lekkim hukiem. Pospiesznie zrzucił z siebie koszulkę i spodenki, marząc o ciepłym prysznicu i czymś do jedzenia.
            Podszedł do szafki, na której zostawił telefon. Wziął komórkę i odblokował ją. Odnalazł kontakt do Rose i nacisnął zieloną słuchawkę. Razem z urządzeniem przeszedł do łazienki, próbując ogarnąć, co gdzie wczoraj zostawił. Wśród swoich rzeczy odnalazł też wiele kosmetyków należących do Michaela.
- He…
- Gdzie jesteś księżniczko? – przerwał jej od razu.
- Zrobiliśmy sobie małą wycieczkę po kampusie.
- Za ile będziesz? Chcę iść z tobą na śniadanie.
- Już jadłyśmy – odpowiedziała Rose, a on zrobił niezadowoloną minę, spoglądając na swoje odbicie w lustrze.
- Jadłaś beze mnie?
- Jak kupisz mi w barze truskawkowego shake’a, to może pójdę z tobą.
- Wielkie dzięki, Rose.
- Biznes to biznes, kotku – powiedziała ze śmiechem. 
            Luke mimo wszystko uśmiechnął się szeroko. Właśnie to w niej kochał. Że nie była podporządkowana pod jego zachcianki i często się z nim droczyła, przez co w ich związku nie było nudno. Zresztą oboje posiadali dość mocne charaktery, więc nawet się temu zbytnio nie dziwił.
- Dostaniesz koktajl.
- Bombowo. Wyrobisz się w pół godziny?
- Czterdzieści- rzucił, przeszukując łazienkę. –Kurwa, nie wiem gdzie zapodziałem szczoteczkę do zębów.
- Zostaw pokój otwarty, to się rozgoszczę, jak ty będziesz się pindrzył.
- Ja się nie pindrzę – mruknął, sprawdzając małą szafeczkę raz jeszcze.
- Oczywiście. Widzimy się niedługo, kotku.
- Pa, księżniczko – rzucił i rozłączył się, znajdując w końcu niebieską szczoteczkę.

***
            Becky wróciła do pokoju, aby przyszykować się do imprezy, która miała się niedługo odbyć. Parlament studentów już szykował się na to wydarzenie, przygotowując wszystko, co tylko będzie potrzebne. Inne osoby chętnie im pomagały.
           Brunetka spojrzała na blondynkę, która siedziała na łóżku. W rękach trzymała książkę, a jej wzrok utkwiony był w drobnym druku. Becky w myślach błagała, by wykładowcy nie kazali czytać jej takich wielkich tomisk, bo wtedy naprawdę się przekręci i wykituje na miejscu. Nie miała nic przeciwko książkom i czytaniu, ale takie wielkie lektury skutecznie potrafiły ją odstraszyć i zniechęcić.
- Hej, Maya – powiedziała, a blondynka drgnęła. Powoli podniosła głowę do góry. – Wybierasz się na imprezę integracyjną?
- Ja… Nie…
- Dlaczego?
- Nie… Chyba nie czułabym się tam zbyt dobrze.
- Daj spokój, rozruszasz się i rozluźnisz przed zajęciami, które zaczynają się już w poniedziałek. Zresztą pójdziemy tam razem. Poznasz się z moją paczką. Dziewczyny chcą byś wpadła.
- Nie wiem czy to dobry pomysł – powiedziała cicho, a Becky westchnęła pod nosem.
- No, dalej! Jesteś studentem, a studenci się bawią! – rzuciła, wyrywając jej książkę z ręki.
            Blondynka pokręciła głową, ale ona szybko złapała ją za dłonie i pociągnęła w swoją stronę. Maya musiała wstać z łóżka, aby utrzymać równowagę i nie spaść z materaca. Na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec. A jak znowu spotka tamtego przystojnego chłopaka? 
            Zanim zdążyła się zorientować, Becky wcisnęła w jej dłonie czarny sweter, każąc jej zdjąć ten zielony, który miała na sobie. Choć znały się dopiero jeden dzień, to jedna drugą potrafiła w jakiś sposób rozgryźć. Becky wiedziała, że jest w stanie zmusić Maya’e do wszystkiego, a Maya wiedziała, że Becky jest zbyt uparta, by jej popuścić. Posłusznie założyła sweter, a potem lekko przyklepała dłońmi swoje blond włosy. Brunetka zaś zabrała się za poprawianie makijażu i dziewczyna z zainteresowaniem spoglądała na to, co robi jej współlokatorka. Ona nigdy się nie malowała. Ba, nawet by nie umiała tego zrobić poprawnie.
- Co jest? – zapytała Becky, kiedy Maya zapatrzyła się na nią.
- Nic. Patrzę tylko.
- Chcesz trochę cienia, szminki czy czegokolwiek?
- Nie… Nie, dziękuję.
- Spoko, w razie czego mów – odparła Becky, smarując usta mocniejszą różową szminką. – Może spotkamy tam jakiś fajnych przystojniaków, co ty na to?
- Możliwe… - wydusiła z siebie i poczerwieniała na twarzy jeszcze bardziej.
- Wpadł ci już ktoś w oko?- ciągnęła dalej Becky.
- Ja…
- O! Bez jaj! Gadaj! – krzyknęła, raptownie odwracając się od lusterka, by móc na nią spojrzeć. – Kto taki?
- Nie znam jego imienia. Wpadłam po prostu na niego na korytarzu – powiedziała piskliwym głosem Maya. Zawsze takie tematy mocno ją zawstydzały.
- Jak trafisz na niego na imprezie, to chcę go zobaczyć – skwitowała Becky, wracając do malowania ust. –Koniecznie chcę go zobaczyć.

***
            Byliśmy prawie w komplecie, gdy szliśmy w kierunku długiego stołu z alkoholem. Brakowało nam tylko Becky, jej współlokatorki i Caluma, który odszedł na chwilę, by porozmawiać ze swoim nowym kumplem z pokoju. Powiedział, że przyprowadzi go na trochę, bo gość jest naprawdę w porządku. 
           Wokół nas panował kompletny zgiełk i hałas. Muzyka dudniła z głośników, a ludzie pokrzykiwali na siebie, witając się z nowymi i starymi znajomymi. Cała impreza skupiała się blisko parku, w którym to odbywały się przeróżne zabawy, mające na celu nas zjednoczyć i wspomóc przy poznawaniu się. Był Beer Pong, zabawa w przeciąganie liny, picie na tempo i czas, a także picie piwa z beczki stojąc do góry nogami czy ciągnięcie go z dużego leja. Grano także w siatkówkę dużą plażową piłką, a także bawiono się w wielką zbiorową ciuciubabkę, a złapany delikwent musiał wypić karne piwo. Dopiero wtedy mógł się zamienić z osobą szukającą.
            Ashton dotarł do stołu z alkoholem jako pierwszy. Rozejrzał się, a potem złapał za plastikowe kubki. Ustawiliśmy się do niego w kolejce, śmiejąc się, że robi za naszego prywatnego barmana. Irwin szybko ponalewał nam bursztynowy płyn, a potem wznieśliśmy pierwszy toast.
- Cześć Kingsford. - Cała nasza paczka odwróciła się na znany nam głos. Przed nami wyrósł Trevor Green. Na jego twarzy wymalowany był jego słynny uśmiech. Wymieniliśmy spojrzenia. – Bez obaw, nie chcę wam psuć zabawy.
- Będzie lepiej, jak sobie stąd pójdziesz – powiedział Ashton, nawet na niego nie patrząc.
- Zluzuj, Irwin – prychnął Green. – Współlokatora nie lubisz? – dodał z drwiną. – Miłej zabawy, drogie panie.
- Wzajemnie – odpowiedziałam szybko, a Ash warknął cicho pod nosem. My dziewczyny byłyśmy w nieco łagodniejszej relacji z byłym kapitanem Picton. Widziałam, jak Luke przekręca oczami.
- Już jest spokój, więc się nie spinajcie – pociągnęła Lori. – O! Idzie Becky i ta dziewczyna.
            Wszyscy odwróciliśmy się w kierunku brunetki. Obok niej, ze spuszczoną głową, szła drobna blondynka. Starała się na nikogo nie wpaść, ale było to dość trudne, szczególnie, że jej niebieskie oczy nie odrywały się od ziemi. Nasza przyjaciółka chyba chciała ją nieco rozruszać, bo co chwilę coś do niej mówiła, ale ona tylko kiwała lub kręciła głową.
- Maya, to moja paczka – powiedziała, kiedy zatrzymały się obok nas. – Ludzie poznajcie się. To Maya. Maya to Ashton, Lori, Michael, Rose i Luke. Gdzieś tu jeszcze powinien być Calum, ale chyba zniknął.
- Cześć – rzuciła Lori, uśmiechając się szeroko.
- Cześć – odpowiedziała cicho Maya, patrząc po kolei na każdego z nas. 
           Gdy jej oczy natrafiły na Luke'a, oblała się szkarłatem, ponownie spuszczając głowę w dół. Michael zaczął chichotać, chowając się za plecami Hemmingsa, który udawał, że nic się nie dzieje i nie widzi tego, jak nowa koleżanka na niego reaguje.
- Piwa? – zaproponował Irwin.
- Chętnie – rzuciła Becky. – Maya?
- Ja podziękuję. Nie piję.
- Nawet jednego? – wypaliłam bez namysłu, a ona pokręciła głową. – W porządku.
- A ty co? Zamierzasz się dzisiaj porządnie napić? – odparł Luke ze śmiechem. Zmierzyłam go wzrokiem, prychając cicho pod nosem. Znów zaczął się śmiać.
- Będziesz mi wytyczał limity?
- Dbam o ciebie.
- Urzekło mnie to – rzuciłam, a on puknął mnie lekko w ramię. – To, co? Raz jeszcze za dobry początek? – Wszyscy pokiwali głowami.
- Ej! Poczekajcie na nas!
           Kolejny znany głos przebił się przez hałas, który panował wokół nas. Odwróciliśmy się w stronę zmierzającego w naszą stronę Hooda, który szedł w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Dopiero, po chwili rozpoznałam go. Zrobiłam wielkie oczy. Jesse oderwał wzrok od Caluma, który coś na szybko do niego mówił i również spojrzał na mnie. Uśmiechnął się szeroko, mijając bruneta.
- Rosalie!
- Jesse kupę lat – powiedziałam, kiedy chłopak objął mnie mocno ramionami.
- Właśnie zastanawiałem się, czy też tu będziesz. W końcu miałaś tu studiować. Chociaż minęło sporo czasu od twojej ostatniej wiadomości.
- To… Wy się znacie? – wypalił Calum, stając obok mnie.
- Chodziliśmy razem do szkoły w Brisbane – zaczęłam, a Jesse zaśmiał się.
- Byliśmy w jednej paczce – dodał chłopak. – A teraz wybacz stara kumpelo, ale poznam resztę waszej grupy. – Odwrócił się raptownie, a potem zaczął się przedstawiać pozostałym.
           Przysunęłam plastikowy kubek do ust, upijając z niego odrobinę gorzkiego piwa. Spojrzałam na Hemmingsa, który wlepiał we mnie zaciekawione spojrzenie. Nie musiał nawet otwierać tej swojej słodkiej buzi, bo ja doskonale wiedziałam, o co mu chodzi. Chciał wiedzieć, na jakiej zasadzie była nasza dawna relacja.
- Jesse jest gejem – powiedziałam tylko, a on uśmiechnął się szeroko. – Serio, Luke?
- Przepraszam, ale to jest silniejsze ode mnie – wydusił z siebie.
- Jesteś niemożliwy.
- I seksowny.
- Kopnij się.
- Ej! – warknął, łapiąc mnie za rękę i przyciągając do siebie. Zauważyłam, jak Maya śledzi każdy jego ruch. Czyżby Hemmings wpadł jej w oko? – Dlaczego jesteś dla mnie taka niemiła?
- Bo przeginasz.
- Jest mi smutno.
- Nie próbuj na mnie tych swoich manipulatorskich gierek, bo się nie dam… No, słodki Jezu – odparłam, kiedy Luke lekko wysunął dolną wargę do przodu, formując usta w podkówkę. Jego oczy przygasły. – Przestań, bo to zagranie jest poniżej pasa!
- Jest mi źle –pociągnął, udawanym płaczliwym tonem.
- Przestań. – Mimo wszystko i tak objęłam go w pasie, a potem szybko cmoknęłam jego nos. – Lepiej? – Pokiwał głową.
- A ty mnie?
- Oczywiście, a ty?
- Też, oczywiście, że ja też – odpowiedział ze śmiechem. Było to nasze wyznanie miłości, które mogliśmy stosować przy innych, nie wywołując u nich odruchów wymiotnych na zbyt mocne gruchanie do siebie. Uśmiechnęłam się do niego, klepiąc dłonią po jego klatce piersiowej.
- Rose, to jak mniemam twój chłopak – powiedział Jesse, stając obok nas. – Miło cię poznać stary.
- Jestem Luke.
- Jesse. – Chłopaki podali sobie dłonie. Brunet poprawił okulary, które miał na nosie, a potem znów wlepił we mnie ciemne oczy.
- Co? – zapytałam, a on wzruszył ramionami. – Co jest? – Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął, jakby się rozmyślił. Uniosłam brwi do góry. Po chwili jednak odezwał się ponownie.
- Chyba powinienem był cię uprzedzić, ale nie wiedziałem, że należysz do grupy Caluma.
- Co? – Teraz byłam kompletnie zdezorientowana. Luke wpatrywał się w niego z uwagą, czekając, aż powie konkretnie, o co mu chodzi. Jesse jednak tylko pokręcił głową i wskazał gdzieś przed siebie.
          Nie wiem czemu, ale poczułam, że wcale nie chcę się odwracać. Mimo wszystko zrobiłam to. Powoli i ostrożnie, czujnie się rozglądając. Moje oczy zrobiły się wielkości spodków, kiedy napotkały znane mi niebieskie tęczówki, które teraz wyglądały na znacznie ciemniejsze, niż wtedy, gdy na dworze jest jasno. Blond włosy postawione miał do góry. Jak zwykle były idealnie ułożone. Na podłużnej twarzy widniał delikatny uśmiech, który tak dobrze znałam i kiedyś wręcz kochałam. Moje palce mocniej zacisnęły się na kubku, kiedy Blake ruszył w naszą stronę. Wstrzymałam oddech, gdy zatrzymał się naprzeciwko mnie.
- Cześć Rosalie – powiedział, a ja wypuściłam cicho powietrze, słysząc jego głos. Mogłam wpaść na to szybciej. Przecież Jesse i Blake byli nierozłączną dwójką przyjaciół, więc mogłam to przewidzieć, że być może trafią na ten sam uniwersytet. Ale mimo wszystko kompletnie nie spodziewałam się go tu ujrzeć.
- Cz… Cześć – wydusiłam z siebie.
- Co u ciebie?
- W… w porządku – odpowiedziałam. Było źle. Było źle ze mną, bo zaczynałam się jąkać, a mi się to rzadko kiedy zdarzało. Blake zaśmiał się, widząc w jakie zakłopotanie mnie wprawił. – A co u… ciebie?
- Też w porządku. Cieszę się, że cię widzę. Minęło sporo czasu od…
- Sporo czasu – przerwałam mu szybko.
           Zerknęłam kątem oka na pozostałych. Jesse zrobił przepraszającą minę i odsunął się, wracając do Caluma i reszty naszej grupy. Luke też niby udawał, że interesuje się czymś innym, ale doskonale wiedziałam, że chłonął każde nasze słowo. Moja ręka, w której trzymałam piwo lekko zadrżała.
- Co postanowiłeś studiować?
- Psychologię – odpowiedział z uśmiechem. – A ty?
- To samo.
- Serio? Będziemy razem w grupie – powiedział z nieukrywanym entuzjazmem, a ja prawie jęknęłam pod nosem. – Byłem pewny, że wybierzesz coś związanego z malarstwem.
- Nie, psychologia od zawsze mnie interesowała.
- Nadal malujesz?
- W tej kwestii nic się nie zmieniło.
- Do tej pory mam twoje rysunki – pociągnął, przybliżając się do mnie jeszcze bardziej, by przepuścić jakiegoś nieznajomego chłopaka, który przechodził obok. 
           Instynktownie zrobiłam krok do tyłu, niemalże wpadając na Hemmingsa, stojącego za moimi plecami. Oparł dłoń o moje plecy, jakby chciał mnie zaasekurować, a ja, aż zadrżałam. W tym momencie naprawdę chciałam szybko skończyć tą rozmowę, a potem uciec, jak najdalej.
- Co z pozostałą naszą paczką? – zapytałam, by szybko zmienić temat na coś neutralnego. Bałam się, że zacznie wspominać nasz czas, a tego nie chciałam. Szczególnie przy moim obecnym chłopaku.
- Rozeszła się w różne strony. Tu w Melbourne jestem tylko z Jesse’im. Masz jeszcze z nimi kontakt?
- Nie ze wszystkim. Piszę od czasu do czasu z Maddie i Sophie. No i był jeszcze Jesse.
- Wiem, mówił, że wymieniacie się mailami.
- Stary, chodź poznać resztę – powiedział jego przyjaciel, łapiąc go za ramię. – Pogadacie sobie później. Blake, Caluma już poznałeś, a to Ashton…
           Odetchnęłam z ulgą, gdy Jesse zainterweniował i uwolnił mnie z tej napiętej sytuacji. Zagryzłam wargę. Nagle poczułam, jak Luke wsuwa swoją dłoń w moją, a potem odciąga na bok. Westchnęłam pod nosem, bo wiedziałam, co teraz będzie. Przesłuchanie. Blondyn z pewnością urządzi mi przesłuchanie. 
           Zatrzymał się kawałek dalej tak, by nikt z paczki nie mógł nas usłyszeć. Podniosłam głowę do góry, wpatrując się w błękitne oczy chłopaka. Jego tęczówki były dużo jaśniejsze, niż oczy Blake’a. Skarciłam się w myślach, że w ogóle próbuję ich, w jakiś sposób do siebie porównać. Luke nigdy nie będzie nim, a Blake nigdy nie będzie taki, jak Luke.
- Jedno pytanie – powiedział od razu Hemmings. Pokiwałam, tylko głową. – On nie jest gejem, prawda? Widziałem, jak się na ciebie patrzy. Między wami coś było.
- To mój były – odpowiedziałam prosto z mostu. Nie chciałam go w żaden sposób okłamywać, więc od razu powiedziałam prawdę. Luke lekko zacisnął usta. – Ale to było w Brisbane. Zresztą rzuciłam go. On nie jest zagrożeniem, kotku.
- Mam nadzieję.
- Czy ty wątpisz w moją wierność?
- Oczywiście, że nie. Nie ufam innym.
- Jeszcze cię to trzyma?
- Nigdy mi nie przejdzie – skwitował, a ja mocniej zacisnęłam palce na jego dłoni. – Byłaś zestresowana.
- Nie sądziłam, że go tu spotkam.
- Okej… Będę mieć na niego oko.
- Luke – jęknęłam, a on lekko uśmiechnął się.
- Musi wiedzieć, że ten teren jest już zajęty.
- Zajęty przez kogoś o wiele lepszego – powiedziałam, a Hemmings uśmiechnął się szeroko po raz kolejny. Wspięłam się na palce i szybko cmoknęłam jego usta. Kiedy odwróciłam się w stronę naszej grupy, Blake i Maya wpatrywali się w nas, a ja nie potrafiłam nic odczytać z ich twarzy. Co jest? Zazdrośni czy jak?

***
           Zatrzymała się obok dziewczyny, która od dłuższego czasu znów milczała. Maya w końcu się przełamała i zaczęła rozmawiać z resztą jej paczki, ale Becky dobrze wychwyciła jej maślany wzrok, który wlepiała w Hemmingsa. Brunetka lekko się zachwiała. Zbyt dużo alkoholu, a zbyt mało czasu.
- Maya – powiedziała, a blondynka odwróciła się w jej stronę. – Musisz wiedzieć, że Luke jest zajęty.
- Co?
- Daj spokój, widzę, jak na niego patrzysz – ciągnęła z lekkim uśmiechem. Zniżyła nieco głos.- Jest z Rose i oboje są naprawdę szczęśliwi. Nie chcę być przeżywała do niego, jakąś ukrytą platoniczną miłości, dlatego od razu radzę zmienić obiekt westchnień.
- Jest z Rose?
- Dokładnie.
- Rose, trochę mnie przeraża. – Becky zaśmiała się, kołysząc kubkiem z piwem. – Trochę się jej boję.
- Spokojnie, Rivers jest naprawdę w porządku, choć charakterek ma dość ostry. Ale jak cię lubi, to jesteś bezpieczna.

***
           Dochodziła trzecia, a nasza grupa rozbiegła się we wszystkie strony. W końcu udało nam się częściowo odnaleźć, choć brakowało Becky i Ashtona. Ja i Lori miałyśmy dość. Chłopaki też chcieli iść spać. Zarządziliśmy, więc kierunek akademik.
          Postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki i uprzedzić ją, że wracamy do pokoi. Wyciągnęłam telefon i odnalazłam jej numer w książce z kontaktami. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam komórkę do ucha. Nagle dotarł do mnie i Lori znany dzwonek, który należał do Becky. Miała ustawioną jedną z piosenek 5 Seconds of Summer. To musiała być ona. Wymieniłam z blondynką szybko spojrzenia, odbijając w bok. Podążałyśmy za dźwiękiem, zmierzając w stronę schodów od bocznego wejścia do budynku naszego akademika. Choć było już późno, to ludzie dalej bawili się przy parku lub grzecznie spali w swoich ciepłych łóżkach. Nikt się tu nie kręcił.
          Zrobiłam wielkie oczy widząc obrazek przed sobą. Lori wytrzeszczyła swoje brązowe tęczówki, dodatkowo otwierając usta. Przed nami na schodach siedział Ashton. Ashton trzymający na kolanach Becky. Ashton i Becky razem. Oboje byli pogrążeni w tak namiętnym i zachłannym pocałunku, że wątpiłam, czy obchodziło ich to, że są na zewnątrz i każdy może ich zobaczyć. Dłonie chłopaka wsuwały się pod jej czarną koszulkę. Zamruczała cicho do jego ucha, gdy jego wargi przeniosły się na jej szyję. Sama zaczęła dobierać się do jego ubrania.
- Hej, ludzie! – rzuciłam, wychodząc im naprzeciw. Trzeba to było przerwać, by nie zrobili czegoś głupiego po pijaku. Znając Becky będzie miała po imprezową depresję, jak jej powiemy, że zaczęła się z kimś migdalić.
- O… zobacz, to… Rose i Lori – wydusiła z siebie Becky. Jej wzrok był tak rozbiegany, że wątpiłam w to, że nas widzi. Za dużo wypiła. Zdecydowanie za dużo wypiła. Zresztą Irwin wcale nie był lepszy, bo sam siedział i kołysał się w miejscu.
- Drogie ślicznotki, zabawa trwa, co nie?- powiedział Ash, a potem złapała go czkawka. Roześmiał się, przecierając oczy. – Spać mi się chce.
- Pójdę po chłopaków – powiedziała Lori, a ja kiwnęłam jej głową. – Hej, Becky może też pójdziesz spać?
- Nie, chcę się całować dalej – odparła, a potem spojrzała na Irwina.- Jak ty się w ogóle nazywasz?
- Ale z ciebie głupek – wymamrotał Irwin. – Zejdź ze mnie.
           Chłopak niemalże zrzucił ją z nóg. Na szczęście byłam trzeźwiejsza od nich, więc udało mi się ją złapać i przetrzymać, za nim upadła. Podciągnęłam Becky do pionu, a ona oparła się na moim ramieniu. Uśmiechnęła się.
- W porządku?
- Będę rzygać – powiedziała, odwracając się ode mnie.
           Niewiele myśląc odciągnęłam ją na bok. Zdążyłam schować ją za kawałkiem budynku, kiedy brunetka zaczęła zwracać wszystko to, co miała w żołądku. Wtedy też do naszej trójki dołączyła Lori w towarzystwie chłopaków.
- Co z nią?
- Będzie miała potwornego kaca- odpowiedziałam ze śmiechem, klepiąc Becky po plecach, kiedy dalej wymiotowała. – Co z resztą?
- Chłopaki zabierają Irwina do środka.
- Bosko. Musimy ją przetransportować do pokoju. – Spojrzałam na dziewczynę, która teraz zakaszlała. – Jak tam imprezowiczko? Żyjesz?
- Mhym – wydusiła z siebie. 
- Skończyłaś czy chcesz jeszcze zostać?
- Nie, nie… Już… Chcę spać- wyszeptała Becky.
- To idziemy spać – odparłam, biorąc ją pod prawe ramię. Lori stanęła po drugiej stronie, łapiąc ją pod lewą rękę. Takim oto sposobem, ruszyłyśmy w kierunku budynku. 


***
No i ... Ekem... Ashton i Becky mieli swój moment! :D Mam nadzieję, że końcówka spodobała się szczególnie tym, którzy ich łączyli od dłuższego czasu :)
Pojawił się też kolejny nowy bohater - niejaki Blake. Wiadomo też, że razem ze swoim kumplem Jesse'im są starymi kumplami Rose - w końcu trzeba było trochę ruszyć jej przeszłość :)

Dziękuję Wam za wszystkie cudowne komentarze, które ubóstwiam! Skutecznie poprawiają humor i dodają motywacji do pisania. Dziękuję!

Kolejny - w następną niedzielę.

Pozdrawiam!




W następnym odcinku:

- A przed trafieniem do pokoju? – drążyłam dalej.
- Urwany film i dziura w życiorysie – odpowiedziała, krzywiąc się. Uśmiechnęłam się, nie mogąc dłużej powstrzymać powagi. Lori cała czerwona na twarzy, chichotała dalej. – Nie… Błagam… Nie mówcie, że puściłam się z jakimś dupkiem.

***

- Jezu – wymamrotał Ashton. – Jesteście kretynami. – Spojrzał na Hemmingsa.- Ty też.
- A co ja, kurwa, takiego zrobiłem?

***

- Maya się ciebie boi – skwitowała brunetka, kiedy zaczęłyśmy rozmowę o jej współlokatorce.
- Przysięgam, że nic jej nie zrobiłam – powiedziałam, przyciskając dłoń do klatki piersiowej. – Serio, nic.

***

- Co to za pytania?
- Nigdy nie rozmawialiśmy o swoich byłych i… W sumie nic o tym nie wiem.
- Nie może tak zostać?
- A ty nie jesteś ciekawa?

*** 

- Jaki miałaś status w Brisbane? – Zacisnęłam lekko wargi. – Byłaś w elicie, to wiem. Nigdy jednak nie powiedziałaś mi, dlaczego się w niej znalazłaś. Jak wiesz, do takiego grona nie trafiają wszyscy. Więc?
- Będziesz się ze mnie śmiał – wypaliłam z jękiem.


12 komentarzy:

  1. Chociaż wiem, że Maya jest raczej cicha i nieśmiała to widzę w niej zagrożenie haha, a Blake to już całkiem... A to z Ashem i Becky na końcu xD ciekawe jak zareagują na to na trzeźwo. Chociaż myślę, że oni są na tyle luźni, że dalej się przyjaźniąc nie będą mieć z tym problemu. Chyba, że postanowią przejść na inny etap znajomości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądziłam, że Maya będzie odbierana, jako zagrożenie :) Blake to całkiem inna sprawa hehe :) Ciekawe, czy w ogóle będą to pamiętać :) Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Ash i Becky - wreszcie! Od dawna im kibicuję, mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie ♥ Blake i Maya już zaczęli mnie wkurzać nie lubię ich, za to Jesse - polubiłam go od razu, a tym bardziej, że gra go Dylan! A Dylana kocham. Rozdział wspaniały i już nie mogę doczekać się następnego.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może coś wyjdzie, a może zostaną przy płaszczyźnie przyjaciół :) Nic jednak nie zdradzę :) Uuu...Nie sądziłam, że ta dwójka będzie irytująca. Heheh dobrze, że Jesse jest lubiany przez Ciebie - miał być pozytywną postacią, więc jakoś mi się to udało przedstawić :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. NOOOOO W KOŃCU ASH I BECKY ZAŁAPALI WIĘKSZY KONKRET!!! Cieszę się i mam nadzieję, że pójdą w tą stronę :D Pasują do siebie :D
    Maya... Maya jest dla mnie na razie wielką niewiadomą. Niby taka cicha woda, a wiadomo, że takie są najgorsze. A Blake... Jakoś nie zbyt mi się podoba i coś czuje, że przez niego Hemmo będzie nie raz zazdrosny o swoją pannę. Jesse - jego nie da się nie lubić :)
    Cholernie podoba mi się ten rozdział :) Czekam na dalszą część.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh pamiętam, że Ty też łączyłaś tą dwójkę - może coś z tego będzie, a może nie - się okażę :) Heheh cieszę się, że Jesse'go polubiłaś :) Też go w jakiś sposób lubię - to taki Justin, tylko w nieco lekko innej wersji hehe
      A mi podoba się Twój komentarz :)
      Dzięki bardzo!

      Usuń
  4. Nooo nooo gruboo ;) dużo wszystkiego :) le nie za dużo haahh :) Oczywiście rozdział cud miód i żelusie ^^ Były Rose -BLAKE...czuje że to bedzie taki wzut na tyłku ... przyczepi sie ich paczki i nie bedzie chciał się poscić !! :)
    A Maya .. hmmm ;) zawsze ci najcichsi są najgorsi :) tutaj ich nie podejrzewasz gdzie ona by coś komus zrobiła a naprawde nie wiesz co jej w łepetynie siedzi (narazie jest wielkim znakiem zapytania)
    Jess- I love YOU ! :* świetny bohater opowiadania ;) juz go luubie (bedzie smiesznie tak coś czuje) :)
    Ash i Becky :) no no zaszaleli a na nastepny dzień "kac morderca nie ma serca , glowa boli rura pali po co żeś cie tyle chlali" :) hih ;) No nic ciekawi mnie co z nimi dalej bedzie :D
    Rose i Luke - no moja ukochan para noo :* :)
    No nic czekam na nextaa *-*
    Dużo WENY ♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielki miks różnych spraw i relacji :) Cieszę się, że jesteś kolejną osobą, która polubiła Jesse'go. Widzę też, że podobnie podchodzisz do Blake'a i Maya'i, jak Milena :)
      HAHAHAHAHA tekst o kacu po prostu jest strzałem w dziesiątkę :D Podoba mi się!
      Dziękuję za tak superaśny komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Haha chyba wiekszosc czytajacych ma podobną opinie do NEW postaci ;) :) haah
      Hah ten tekst od dłuższego czasu chodzi mi po głowie hah wkoncu gdzies go wepchnelam i napisalam ;) :)
      Nmzc :) ;) ten kom to jedyne co moge zrobic i podziekowac za ZAJEBIASZCZE rozdziały @.@ ♥

      Usuń