niedziela, 24 stycznia 2016

S6 - Rozdział 3

It started out just harmless fun, now you've got me thinking you are the one


          Poprawiłam w dłoni przezroczystą siatkę, w której trzymałam ciepłą jajecznicę dla Becky, zapakowaną w styropianowe pudełko. Przyjaciółka niedawno wróciła do świata żywych i teraz zadaniem moim i Lori było wepchnięcie w nią odrobinę jedzenia. Nie musiałam nawet się jej pytać, czy czuje się dobrze, bo po głosie poznałam, że raczej za fajnie nie jest.
          Wspięłyśmy się po schodach, trafiając na drugie piętro. Minęłyśmy innych pierwszorocznych, którzy mniej lub bardziej odczuwali skutki kaca po wczorajszej imprezie integracyjnej. Lori zatrzymała się przy drzwiach od pokoju Becky, jako pierwsza. Zdążyła podnieść rękę, aby zapukać, ale one otworzyły się. Na korytarz wyszła Maya.
- Cześć - rzuciłam szybko, posyłając jej uśmiech.
- Cześć – odpowiedziała, spuszczając głowę na dół. Następnie mięła nas, kierując się w stronę schodów. Uniosłam zaskoczona brwi do góry. Czy ja powiedziałam coś nie tak? Odwróciłam się, by spojrzeć na Lori. Ona już wlepiała we mnie swoje ciemne oczy.
- Co? – wydusiłam w końcu, a blondynka zaśmiała się. – No, co?!
- Coś ty jej zrobiła? Reaguje na ciebie alergią.
- Nie mam pojęcia – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
          Lori zapukała do drzwi, a potem nie czekając na jakikolwiek znak ze strony Becky, wparowała jej do pokoju. Poszłam w jej ślady, mocniej ściskając pudełko z jedzeniem. Mój wzrok od razu zatrzymał się na białej pościeli, pod którą zakopana była brunetka. Widziałam jej sterczące w nieładzie włosy. Jak tylko nas usłyszała, jęknęła ciężko pod nosem.
- Cześć imprezowiczu – powiedziałam, kładąc siatkę na stolik. Usiadłam na łóżku, odciągając pierzynę od jej twarzy. – O jej… No, kochana… Widzę, że kac pełną gębą – rzuciłam ze śmiechem, widząc jej podkrążone i zaczerwienione oczy, a także blade oblicze.
- Zdycham.
- Ciocia Rose i na to ma sposób – rzuciłam, wyciągając z kieszeni podłużne, cienkie opakowanie tabletek. – Dwie przeciwbólowe.
- Oraz śniadanie – dodała blondynka, zajmując miejsce obok mnie. – To porada od cioci Lori.
          Becky jęknęła pod nosem po raz kolejny, a potem ciężko dźwignęła się do pozycji siedzącej. Odgarnęła z twarzy włosy. Ja i Lori wymieniłyśmy spojrzenia. Musiałam mocno pohamować chęć parsknięcia śmiechem. Ale i tak najlepsze było jeszcze przed nami. Ciekawe, jak kochana Becky zareaguje na cudną wiadomość, że wymieniała ślinę z Irwinem. Zawał na miejscu murowany.
          Nie odzywałam się, tylko dokładnie śledziłam to, co robi przyjaciółka. Lori podała jej butelkę z wodą, a także przejęła ode mnie proszki przeciwbólowe, by zaserwować je konającej od kaca dziewczynie. Potem złapała za pudełko z jedzeniem i wcisnęła je w dłonie Becky, która od razu się skrzywiła. Wiedziała jednak, że Lori jej nie popuści, więc w ciszy zjadła połowę ciepłej jajecznicy i przegryzła to kawałkiem chleba z masłem.
- Więcej nie wcisnę – rzuciła, odsuwając od siebie białe styropianowe pudełko.
          Zabrałam to od niej, znów stawiając na stole. W tym monecie Lori ponownie spojrzała na mnie i cicho zachichotała pod nosem. Zacisnęłam usta, by nie dać się i nie pójść w jej ślady. Becky jednak, jak na swój stan była całkiem spostrzegawcza, wiec szybko wyłapała to nasze nieme porozumienie.
- Co jest? Zrobiłam coś po pijaku, tak?
- Co pamiętasz? – zapytałam niewinnie, ale Lori przycisnęła dłonie do ust, by stłumić kolejny napad śmiechu.
- W sumie… Rozmawiałam z wami i piłam… O! I grałam razem z tobą, Calumem i Michaelem w Beer Ponga!
- A przed trafieniem do pokoju? – drążyłam dalej.
- Urwany film i dziura w życiorysie – odpowiedziała, krzywiąc się. Uśmiechnęłam się, nie mogąc dłużej powstrzymać powagi. Lori cała czerwona na twarzy, chichotała dalej. – Nie, błagam… Nie mówcie, że puściłam się z jakimś dupkiem.
- W sumie się nie puściłaś – zaczęłam powoli, a ona jęknęła głośno pod nosem.
- Całowaliście się tylko. – Becky odetchnęła z ulgą. – Mocno – dodała Lori, a brunetka zrobiła wielkie oczy. – Z lekkim obmacywaniem? Chyba tak to można nazwać.
- Zdecydowanie tak to można nazwać – potwierdziłam, nie mogąc oderwać wzroku od zażenowanej brunetki.
- Powiedzcie, że chociaż był przystojny – wymamrotała niezadowolona.
- Och, mam jego zdjęcie! – rzuciłam z entuzjazmem, wyciągając telefon, a Lori szybko pokiwałam mi głową. – I tak, to stu procentowy przystojniak.
- Ciacho?- dopytywała się Becky.
- Ciacho – powiedziałam i w sumie nie kłamałam, bo Ashtona z pewnością można było zaliczyć do ciasteczek pełną gębą. Irwin miał swój cholerny urok, którym przyciągał do siebie ludzi. A także oczywiście płeć piękną. No i miał ten swój cudny uśmiech i loczki, które sprawiały, że chciało się w nie wsunąć palce i miziać go godzinami po głowie.
- Wiecie, jak ma na imię? – zapytała Becky. Lori nie wytrzymała i parsknęła tak głośnym śmiechem, że prawie bym ogłuchła, siedząc obok niej. Padła na białą pościel brunetki, wciskając w nią twarz. – Teraz tym bardziej chcę wiedzieć kto to, szczególnie, że macie z tego niesamowitą radochę – wydusiła Becky, ze niecierpliwieniem pukając mnie w ramię.
          Odszukałam szybko zdjęcie naszego perkusisty, a następnie z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy podałam jej telefon. Becky wytrzeszczyła na mnie oczy, a potem pokręciła głową, ani trochę w to nie wierząc. Widząc jednak nasze miny, szybko doszła do tego, że nie sprzedajemy jej ściemy, a mówimy czystą prawdę.
          Telefon wysunął się z jej dłoni i padł na kołdrę. Dziewczyna jęknęła po raz kolejny, a potem krzyknęła na głos, puszczając wiązankę iście soczystych przekleństw. Dodatkowo zrobiła się cała czerwona na twarzy. Ja i Lori znów wybuchłyśmy śmiechem. Byłam pewna, że teraz słyszą nas w całym akademiku. Musiałam wytrzeć kąciki oczu palcami, bo nie wytrzymałam i po prostu się popłakałam.
- Jak… Jak do cholery mogłyście do tego dopuścić?! – warknęła, zgrzytając zębami. Akurat ja byłam pod ręką, bo Lori siedziała kawałek dalej, więc to na mnie spadło uderzenie otwartą dłonią w ramię.
- Zniknęłaś tak nagle – wydusiła Lori, unosząc się na łokciu.
- Właśnie, zniknęłaś – pociągnęłam, kiwając głową. – Pewnie byśmy cię nie znalazły, gdybym nie pomyślała o tym, by do ciebie zadzwonić. Wtedy mogło się dopiero dziać. Szczególnie, że obmacywaliście się na schodach tuż przy bocznym wejściu.
- Zabijcie mnie kurwa i to szybko – wymamrotała, padając na łóżko. – Szybko! Jestem totalnym nieporozumieniem i zjebem do kwadratu!
- Becky wyluzuj, to tylko Ash – powiedziałam, klepiąc ją po ramieniu.
- To, aż Ash. Jak ja teraz na niego spojrzę?
- Był tak pijany, że może nie będzie tego pamiętał – odparła Lori, a potem spojrzała na mnie i znów zaczęłyśmy się śmiać.

***
          Luke podniósł głowę do góry, spoglądając na kumpli. Wszyscy mieli kaca. Każdy z nich w jakiś sposób odczuwał skutki wczorajszej imprezy integracyjnej. Nie byli jednak, aż tak mocno pijani, by się przewracali lub by urwał im się film. No, wszyscy oprócz Ashtona, który wglądał i czuł się najgorzej z nich wszystkich.
          Zataszczenie Irwina do pokoju nie było łatwe. Cała ich trójka musiała mocno się postarać, by wymusić na perkusiście to, aby w końcu poszedł z nimi. Z jednej strony jęczał, że naprawdę chcę spać, a z drugiej chciał wrócić na imprezę i bawić się dalej do białego rana. Dziewczyny o wiele szybciej i lepiej poradziły sobie z Becky, która nawet nie próbowała się stawiać. Zresztą Hemmings był pewny, że brunetka nie miałaby już na to siły. Dostała kierunek łóżko i poddała się temu całkowicie.
          U nich było inaczej. Jak tylko wciągnęli Irwina do akademika, ten od razu chciał wracać do parku i grać w gry z pozostałymi studentami, choć był w takim stanie, że Luke wątpił, by rozróżniał poszczególne zasady w konkurencjach. Calum zakręcił się wokół niego i zdołał razem z blondynem, pomóc mu dojść na pierwsze piętro. Wtedy Ashton zmienił plan działania mamrocząc pod nosem i suwając się na nogach, że chce koniecznie spać tu gdzie stoi i ma gdzieś to, że jest to chłodny hol. Na drugim piętrze znów mu się odwidziało – pojawiły się kolejne namowy, by wrócić na imprezę, aby jeszcze wypić. Dodatkowo Ash tak się zaparł w tym czego chciał, że niemalże zrzucił Michaela ze schodów, próbując dać im drapaka, gdy się odwrócili. Był jednak w takim stanie, że poplątały mu się nogi. Zaliczył wielką i spektakularną glebę, padając na wznak, jednocześnie ułatwiając im zadanie. Nie musieli go gonić po całym kampusie. Kiedy Calum i Luke podnieśli Ashtona i niemalże zanieśli go na trzecie piętro, chłopak znów zaczął marudzić błagając o sen. A gdy doszli do jego pokoju błagał już, nie tylko o sen, ale także o szybkie spotkanie z toaletą. Blondyn obawiał się tego, że Irwin nie zdąży do łazienki i zwymiotuje im na środku korytarza. Po wejściu do pokoju okazało się jednak, że Ashton się nie pochorował, a po porostu mocno przycisnęło go na siku. 
           Mimo swojego mocno upojnego stanu, miał jeszcze w sobie tyle siły i tyle determinacji, by pokłócić się z Trevorem, który też nie należał do najtrzeźwiejszych. Podczas kiedy oboje wyzywali się od męskich szmat i dziwek, chłopaki rozebrali Irwina i położyli go do łóżka. Byli na tyle dobrzy, że i Greenowi zaserwowali szybki powrót do krainy snów. Hood szarpnął byłym kapitanem Picton tak mocno, że ten momentalnie znalazł się twarzą do ściany, wciskając się w poduszkę. Luke opatulił go kołdrą, by nie mógł się ruszyć, a potem cała trójka wyszła z pokoju, gasząc za sobą światło i zatrzaskując drzwi. Wtedy po drugiej stronie zapanowała klasyczna cisza, która dała im znać o tym, że oboje szybko zasnęli.
          Luke zaśmiał się cicho pod nosem, wspominając dzisiejszą noc. Uniósł głowę do góry spoglądając na swoich przyjaciół, którzy z zaciekawieniem wlepiali w niego swoje oczy. Blondyn wzruszył ramionami, a potem upił kilka łyków zimnego energetyka, który gasił pragnienie.
- Z czego chechłeś, Hemmo? – zapytał Clifford, poprawiając pozycję, w jakiej siedział. Cała czwórka znajdowała się na podłodze. W ruch poszły karty i od dwóch godzin nie robili nic innego, jak grali w pokera na cukierki, które Luke zwędził z szafki Rose.
- Przypomniał mi się Ashton.
- Przepraszałem was za to, co wam odwalałem – wymamrotał Irwin, kręcąc nosem.
- Wiem, ale to nadal jest kurewsko zabawne – odpowiedział Luke, wymieniając karty. Miał parę dam i gdzieś w środku liczył na fulla lub trójkę.
- Nie było zabawne, jak trzeba było wciągnąć go na górę – rzucił Michael, odrywając swoje zielone oczy od pary Asów. – Pamiętasz wszystko?
- Wszystko i naprawdę się dziwię, że nie mam dziury – odpowiedział Ashton, łapiąc za puszkę z piciem. – Pamiętam dokładnie wszystko.
- Twoje dokładnie wszystko, było dość wymowne. Co żeś zrobił? – pociągnął Calum nawet nie ukrywając tego, że jest ciekawy.
           Ashton spojrzał na niego, a potem zerknął powoli na pozostałych. Teraz i Luke zrobił się ciekawski. Ciemne oczy perkusisty znów przesunęły się po nich, jakby zastanawiał się, czy powinien im o wszystkim powiedzieć. Ale, hej! Przecież byli przyjaciółmi. Mówili sobie wszystko!
- Bo ja… To trochę głupie…
- Przeważnie wszystko, co robimy po pijaku jest głupie – skwitował Clifford. – Zaskocz nas, o ile ci się to uda – pociągnął i też złapał za picie. Przechylił puszkę w momencie, kiedy Ashton otworzył usta.
- Całowałem się z Becky.
          To był moment, kiedy słodki napój opryskał twarz Irwina. Michael nie utrzymał tego, co miał w buzi, parskając w niemałym szoku. Kto, jak kto, ale nie spodziewał się, że Ashton postawi na Becky. Na tą Becky, z którą zarzekał się, że nie widzi nic poza przyjaciółką. Z tą, z którą godzinami potrafił się kłócić, obrażać i strzelać fochy, niczym prawdziwa panienka, a potem jak gdyby nigdy nic wracać na płaszczyznę – bardzo się lubimy. Choć byli znacznie łagodniejsi w tych sprzeczkach, niż Luke i Rose to jednak nigdy na poważnie ich nie łączono. Chyba, że w żartach, by wkurzyć jedno i drugie. A teraz Irwin oficjalnie przyznaje się do tego, że złamał dzielącą ich granicę. Michael spojrzał na pozostałych. Luke i Calum wytrzeszczyli na niego oczy. Po chwili Hood nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
- Jaja sobie robisz – wydusił z siebie Mulat.
- Nie – odpowiedział, wycierając mokrą twarz w koszulkę, którą miał na sobie.
- Ale… Nie, że nie? – dopytał Luke, wpatrując się w niego tak intensywnie, jakby próbował wejść do jego głowy i dowiedzieć się prawdy.
- Nie żartuję. Odrobinę nas… poniosło.
- Och, stary – rzucił Calum, a potem znów wybuchł śmiechem.
- Co jest w tym takiego śmiesznego? – zapytał Ashton.
- O! Moment! Kurwa, moment! Ty… Podoba ci się Becky?- rzucił Clifford, machając na niego palcem. Perkusista, tylko spojrzał na niego, nie odzywając się. – Bez kurwa pierdolonych mamucich jaj! Podoba ci się!
- Musisz się drzeć na cały pieprzony akademik?!- warknął Ash, zaciskając zęby.
- Dlaczego nie powiedziałeś nam wcześniej? – zapytał Luke.
- A ty powiedziałeś, że podoba ci się Rose? – odpowiedział Ashton.
- No, to była zupełnie inna sytuacja.
- Wcale nie – pociągnął Irwin, kręcąc głową. Hemmings machnął na niego ręką. – Zresztą nie mówiłem nic wcześniej, bo do mnie to nie dotarło.
- A kiedy to do ciebie dotarło?- zapytał powoli Michael.
- Dzisiaj. Dzisiaj, jak tylko się obudziłem i przypomniałem sobie to, co zrobiliśmy.
- To zmienia postać rzeczy – zaczął Calum.
- Tak?
- Kurwa, nie! Powinieneś powiedzieć nam od razu, jak tylko znaleźliśmy się razem w pokoju! – warknął Hood.
- On też nic nie mówił. – Ash wskazał na Luke'a.
- Nie mieszaj mnie do tego! – rzucił blondyn, odpychając od siebie jego dłoń.
- Jesteście, jak dzieci – skwitował Michael, przekręcając oczami. – Ja mówiłem od razu.
- Bo po tobie to było widać, więc nie musiałeś nawet otwierać jadaczki! – ciągnął dalej Calum.
- Nie drzyj się na mnie!
- Sam krzyczysz!
- Jesteś tępą pałą!
- Wal się, kolorowy!
- Jezu – wymamrotał Ashton. – Jesteście kretynami. – Spojrzał na Hemmingsa.- Ty też.
- A co ja kurwa takiego zrobiłem?
- Żyjesz, to wystarczy – skwitował Irwin, a potem jęknął pod nosem, kiedy Luke przyłożył mu z pięści w ramię. Cała czwórka spojrzała na siebie, a następnie ryknęła głośnym śmiechem. Przestali się kłócić i wydzierać, by znów wrócić do spokojnej gry, rozmawiając dalej na temat dziewczyn i całej sytuacji, która miała miejsce między Irwinem, a Becky. 

***
          Siedziałyśmy na łóżku brunetki. Ja byłam po lewej, a Lori po prawej stronie Becky. Na spokojnie rozmawiałyśmy o całej imprezie, nie pomijając praktycznie żadnego szczegółu. W końcu nie miałyśmy przed sobą tajemnic. Opowiedziałam im o Jesse’im i Blake’u, nie skupiając się dłużej na tym, co nas łączyło i co rozdzieliło. Nakreśliłam im tylko odgórnie całą sytuację, a one nie wnikały w głąb tego, widząc, że nie jest to dla mnie zbyt wygodny temat. Potem obgadałyśmy Trevora i Ashtona, a także ich toksyczną relację, którą powinni dla swojego dobra złagodzić. Jednak cała nasza trójka wiedziała, że jeden i drugi jest zbyt dumny i za bardzo uparty, by coś z tym zrobić. By zakopać dawny topór wojenny i ulżyć sobie we wspólnej egzystencji. Następnie przeszłyśmy płynnie do tematu perkusisty i tego, co połączyło go z Becky.
- Maya się ciebie boi – skwitowała brunetka, kiedy zaczęłyśmy rozmowę o jej współlokatorce.
- Przysięgam, że nic jej nie zrobiłam – powiedziałam, przyciskając dłoń do klatki piersiowej. – Serio, nic.
- Spokojnie, po prostu Maya jest dość specyficzna – skomentowała Lori. – Chociaż nie… To nie jest odpowiednie słowo. Jest cichą szarą myszką i ty w jakiś sposób możesz ją przerażać. Wiesz… Masz pewność siebie, cholernie zadziorny charakter i może to ją nieco przerosło. Może ktoś podobny do ciebie, kiedyś się na nią uwziął?
- Nie chcę, by się mnie bała – ciągnęłam dalej, kręcąc głową.
- Możemy to zmienić – rzuciła Becky. – Rozruszamy ją trochę. Spróbujemy jej dodać więcej pewności siebie. To by jej pomogło.
- Możemy spróbować – poparła ją Lori. Obie spojrzały na mnie.
- Możemy spróbować – odpowiedziałam z uśmiechem.

           Wcisnęłam się bardziej w bok Luke'a. Na dworze od dawna panowała ciemność, a my męczyliśmy film akcji, który miał być taki świetny. Okazał się jednak niewypałem do kwadratu. Przynajmniej dla mnie, bo Hemmings nie odrywał oczu od ekranu komputera. Nic dziwnego, że szybko się znudziłam. Moje myśli popłynęły w zupełnie innym kierunku, a ja kompletnie dałam się im ponieść.
- Księżniczko?
- Co? – odpowiedziałam po chwili, odrywając wzrok od okna, by przenieść go na blondyna.
- Słyszałaś?
- Co? – powtórzyłam, a on zaśmiał się.
- Tak myślałem.
- No, co?
- Chciałem ci zadać jedno pytanie – powiedział powoli. 
          Odsunęłam się od niego, by lepiej go widzieć. Błękitne oczy chłopaka bacznie mnie obserwowały. Lekko zacisnął usta, a ja gdzieś w środku poczułam, że nie spodoba mi się to, o co chce mnie zapytać.
- Mów – odparłam, choć w myślach błagałam, by nie zaczynał. Kto wie, co z tego wyjdzie? Mogliśmy się pożreć o jakąś pierdołę.
           Luke złapał moją rękę, a potem splótł nasze palce. Poczułam przyjemne ciepło, płynące od jego skóry. Uśmiechnął się po raz kolejny, cmokając mnie w nos. Kiwnęłam mu głową, aby w końcu wydusił z siebie to, co chce mi powiedzieć.
- Ty i Blake długo byliście razem?
- Ponad rok – powiedziałam powoli, nie odrywając od niego swoich ciemnych oczu. –Naprawdę chcesz o tym rozmawiać?
- Jestem, tylko ciekawy – rzucił tonem niewiniątka. Uniosłam jedną brew do góry. – Naprawdę ciekawy, to wszystko.
- Spoko.
- Spoko. – Już chciałam wrócić na swoje poprzednie miejsce, ale Luke odezwał się po raz kolejny. – Kochałaś go?
- Co?
- Kochałaś go tak, jak kochasz mnie?
- Co to za pytania?
- Nigdy nie rozmawialiśmy o swoich byłych i… W sumie nic o tym nie wiem.
- Nie może tak zostać?
- A ty nie jesteś ciekawa?
- Twoich byłych?- Luke pokiwał głową. – Nie. Mam to gdzieś. Jesteś ze mną teraz, więc one mnie nie interesują. Chyba, że zaczną się koło ciebie niebezpiecznie kręcić.
- Blake się kręci.
- Jezu, Luke – mruknęłam z niedowierzaniem. – On tylko tu studiuje, nic więcej.
- Dlaczego z nim zerwałaś? – zapytał, a ja wzięłam głęboki oddech. 
           Wiedziałam, że mi nie odpuści. Gdybym zamilkła i nie chciała nic mu powiedzieć, Hemmings z pewnością uznałby, że nadal czuję coś do tego głupka i obraziłby się na mnie za to, że go okłamuję. Nic dziwnego, że skapitulowałam od razu. Wypuściłam powoli powietrze z płuc. Place blondyna mocniej zacisnęły się na moich.
- Bo to była pomyłka.
- I zrozumiałaś to dopiero po roku?
- Dobra, powiem prosto z mostu. Tak, zorientowałam się po roku, bo byłam w nim zakochana po uszy. Z początku był miły, troskliwy, uczynny i kochany. Potem jednak zaczął się zmieniać. Kręcił, kłamał i robił mnie w balona na każdym kroku, jakbym miała być, tylko ładnym dodatkiem do jego osoby. Był przewodniczącym parlamentu szkolnego i to było oczywiste, że musi być z kimś o… o podobnym statusie.
- Statusie?
- Mniejsza z tym, Luke –mruknęłam, machając wolną ręką. – Ranił mnie na każdym kroku coraz bardziej, aż w końcu nie wytrzymałam i kopnęłam go w tyłek. Chciał do mnie wrócić, ale miałam już nauczkę, by nie nabierać się na tą jego słodką buźkę. Dwa miesiące po tym, przeprowadziłam się na stałe do Sydney i w moim życiu pojawił się kolejny blond kretyn, czyli ty.
- Wielkie dzięki – powiedział cicho, robiąc smutną minę.
- Tylko, że ten kolejny słodki kretyn naprawdę mnie ujął i teraz nie widzę świata poza nim – dodałam, a na jego twarzy od razu zagościł szeroki uśmiech. – Blake, to skończona historia.
- Ja jestem nową historią, która będzie trwała do końca.
- Zobaczymy, kotku – rzuciłam, drocząc się z nim.
- Rose!
          Niewiele myśląc popchnęłam go na bok. Luke padł na pościel. Nie zdążył się jednak podnieść, bo z szerokim uśmiechem, usiadłam na jego biodrach. Złapałam jego dłonie i docisnęłam je do materaca. Blondyn z łatwością mógłby mnie z siebie zrzucić, bo dysponował znacznie większą siłą ode mnie, ale jednak nie ruszył się.
- Żartowałam.
- Nie lubię, jak żartujesz na takie tematy.
- Na tematy zerwania i opuszczenia cię?
- Dokładnie.
- Nie bój nic, kotku. Nigdzie się nie wybieram – odpowiedziałam, nachylając się w jego stronę.
          Luke uśmiechnął się pod nosem, kiedy musnęłam jego usta swoimi. Następnie połączyłam nas w dłuższym spokojnym pocałunku. Przechyliłam głowę w bok, by go pogłębić i przyspieszyć, ale Hemmings wyrwał swoje dłonie spod moich i odsunął mnie od siebie.
- Jaki miałaś status w Brisbane? – Zacisnęłam lekko wargi. – Byłaś w elicie, to wiem. Nigdy jednak nie powiedziałaś mi, dlaczego się w niej znalazłaś. Jak wiesz, do takiego grona nie trafiają wszyscy. Więc?
- Będziesz się ze mnie śmiał – wypaliłam z jękiem.
- Obiecuję, że nie. – Przekręciłam oczami. – Naprawdę, nawet tego nie skomentuję.
- Dobra, niech ci będzie.
- Więc?
- Byłam chealeaderką.
- Co?! – rzucił, a potem ryknął niepohamowanym śmiechem. Jego twarz od razu przybrała kolor soczystej czerwieni, kiedy niemalże się dławił, próbując wyrzucać z siebie kolejny rechot jednocześnie starając się oddychać. – Jesteś… Byłaś… Byłaś… Pokochałem byłą chealedarkę? A zawsze uważałem, że takie panny nie są dla mnie – wydusił, by znów parsknąć śmiechem.
- Obiecałeś mi coś, łosiu! – Trzepnęłam go poduszką. – Miałeś… się… nie… śmiać! – warknęłam, uderzając go po raz kolejny i kolejny.
- Moja księżniczka chealeadarką!- zawył, a ja prychnęłam z niezadowoleniem pod nosem. – Serio?
- Pieprz się.
- Z tobą zawsze, pomponiaro!
- Luke! – I kolejny cios poduszką, trafił go w sam środek twarzy.


***
Jak widać z jednej strony był mały zawał, a z drugiej - ktoś załapał, że kogoś tu chyba lubi trochę inaczej :D Mamy też uchylony rąbek tajemnicy, odnośnie przeszłości Rose. Luke chyba nie tego się spodziewał XD

Dziękuję Wam za te cudowne komentarze, które potrafią mnie rozbroić i rozbawić :) Naprawdę wielkie dzięki! 

Obiecałam też swoim kumpelom, że dam słowo na większym forum (czyli na jakimś blogu), by miały więcej świadków - więc uwaga:
Fabuła napisana w mniej, niż dwa dni - jest (odhaczone)
A teraz najważniejsze - skoro jest fabuła, to tak - PODEJMUJĘ SIĘ POSTAWIONEGO MI WYZWANIA!
Zadowolone?

Ok... To wracamy do bloga, a raczej do stałej informacji, że - kolejny za tydzień :)

Pozdrawiam!


Szybki Edit
Jeśli komuś się to przyda - dostałam sprezentowanego własnego Aska (do tej pory nie wiem, czemu się na to tak uparłaś Mila, ale niech Ci będzie)
Jeśli macie, jakieś pytania odnośnie opowiadań i bohaterów, a nie chcecie tego pisać tutaj, ani w mailu, a dysponujecie Askiem - zapraszam do linku poniżej.


Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Twoje oczywiście jest mało pewne. Obiecaj mi to! Obiecaj mi to na swoją mamę, Luke'a, ojca Luke'a i resztę swojej rodziny i na mnie, że będziesz milczeć, jak grób, jasne?
- Obiecuję, no!
- A ja obiecuję, że jak zaraz się nie przymkniecie i nie przestaniecie się wydzierać, to wypieprzę was na korytarz! – warknęła Lori, która dosłownie przed chwilą otworzyła drzwi. 

***

- Zaczniemy od nowa? No, wiesz… Jako kumple?

***

- Co widzisz?
- To – wskazała na jego twarz. – Rose ewidentnie gustuje w wysokich blondynach o niebieskich oczach. Że też tego wcześniej nie zauważyłam.

***

- Mówiłem ci już, że masz czaderskie włosy?
- W czerwonych wyglądał lepiej – powiedział Luke, wzruszając ramionami.
- Gówno się znasz – mruknął Mikey, a Mason zaśmiał się.



24 komentarze:

  1. No to mnie zaskoczyłaś... Rose chealeaderką haha. Czyżby Ash się zakochał? ♡ Beshton XD jezu połączenie ich imion śmiesznie brzmi. Za to wydaje mi się, że ich charaktery pasują do siebie. Może być ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Cię zaskoczyć :) Hahah fakt śmiesznie brzmi, ale mi pasuje :D
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  2. JEST MAM TWOJE SŁOWO! TERAZ SIĘ NIE WYWINIESZ! :D Już się doczekać nie mogę, aż to wyzwanie zacznie się tworzyć :D
    A co do rozdziału - hahaha Becky jej mina musiała być bezcenna. Rozmowa chłopaków była wyczepista - Ash czyżby ci koleżanka w oko wpadła? :D Jestem jak najbardziej za - oni powinni być razem już dawno :) Rose chealederką? ŁOOO MAMO HAHHA Tego się nie spodziewałam! Uwielbiam związek Luka i Rose - są tacy naturalni i słodcy zarazem.
    Czekam na kolejną część
    Załóż aska - bo inaczej sama to za ciebie zrobię - masz czas do wtorku, powinnaś go już mieć dawno, bo chcę mieć miejsce na masę pytań. Inni też pewnie skorzystają.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podjęłam się wyzwania, więc nie zamierzam się wywijać :P
      No, Becky zdeczka zatkało :) Cieszę się, że ta dwójka i inna dwójka Ci się podoba :)
      Co ty masz z tym askiem? I wyczuwam w powietrzu unoszącą się groźbę - to bardzo nie ładnie :P Pomyślimy

      Usuń
    2. My Ci się nie pozwolimy wycofać :D
      Jak to, co? To doskonały kontakt z Tobą - taki przeznaczony tylko na ff. Nie tylko ja bym na tym skorzystała! Zresztą po co ja się pytam - sama Ci go założę i dostaniesz go w prezencie :P

      Usuń
    3. Milena, czy ty masz dzisiaj jakieś totalne ADHD? Jakoś wątpię w to, że dzisiaj jest wtorek, a niby taki miałam czas na decyzję. I co dostaje - HASŁO I LOGIN?! Serio?! Niewytrzymiem z Tobą...

      Usuń
    4. Ale, jak widzę wzięłaś biednego bezdomnego Aska pod opiekę XD Teraz można cię tam zaspamować pytaniami! (zaciera ręce)

      Usuń
    5. Wzięłam, bo co miałam zrobić. Dostałam go w prezencie, jak sama zaznaczyłaś, a prezentów się nie oddaje. Więc... Jestem na Asku :P

      Usuń
  3. Rose chealeaderką? Nie spodziewałam się! Ona i Luke to wspaniała para. A Becky i Ashton - wierzę całym sercem, że z tego coś będzie i mam taką ogromną nadzieję, bo od początku im kibicuję. Rozdział oczywiście wspaniały, a co do wyzwania - już nie mogę się doczekać.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :) Może coś wyjdzie między Ashem i Becky, ale zobaczymy, jak ta nowa relacja się rozwinie :)
      A co do wyzwania - na oficjalne rozpoczęcie będzie trzeba jeszcze trochę poczekać. Muszę się najpierw z tym wszystkim ogarnąć :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ojej! Czyżbyśmy właśnie mieli szykować jakiś sparring, dla imion Ashton i Becky?
    Och, chłopie.... nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo się nie mogę doczekać tej chwili, gdy się dowiesz, że Twoja miłość do Becky, jest jeszcze nie odwzajemniona. Ino teraz spiknąć Trevra z May'ą i kolejna para, będzie mieć do dyspozycji, dwa pokoje :) Zupełnie tak samo, jak Luke z Rose i Mike z Lori [(Boszzzz... aż musiałam przewinąć na samą górę, żeby sobie przypomnieć jej imię) zła czytelniczka!]. A i pozostaje nam jeszcze Calum!!!!!!! Mam nadzieję, że szybko się dowiemy, czy biedak pozostanie wiecznym singlem, czy może jednak znajdzie sobie pannę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie podcinaj Ashowi skrzydełek - chociaż Irwin jest na razie na etapie "podoba mi się" :D Ta, myślę, że Trevor byłby mega zadowolony z takiego paringu z Maya'ą XD Ale w sumie ta dwójka też znajdzie swoje połówki, więc kto wie.
      Postanowiłam, że praktycznie wszyscy sobie znajdą kogoś, więc Calumowi też się ktoś nawinie :)

      Usuń
  5. Nie wiem czemu ale wydaje mi się że Calum będzie gejem ;/ ale większe prawdopodobieństwo ze się mylę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha.... może być i tak!
      Tylko... czy on nie leciałby wtedy, na tego (zapomniałam imienia) z wakacji?

      Usuń
    2. Hahaha gdyby Cal okazał się być gejem, to ściągam Justina, chociaż z drugiej strony w pokoju ma Jesse'go, który też lubi chłopców. W razie czego ma z czego wybierać XD

      Usuń
  6. Rozdział jak zwykle świetny :D Rose chealeaderką? Tego się nie spodziewaliśmy. Strasznię się ciesze, że Rose opowiada o swojej przeszłości :D z tym byłym jeszcze bądą jaja haha. A tak w ogóle... Beshton? :D to będzie coś :D tylko szkoda, że Calum cały czas taki samotny :( chyba, że pocieszy się Jessem (albo Justinem) XD
    Pozdrawiam, Bianka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah Na razie Cal jest samotny, ale nie... Nie zrobię z niego geja :) Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Czekaj...czy ja dobrze przeczytalam czy to moja wyobraźnia płata mi figle !! :) ASHTONOWI podoba sie BECKI !!?? ♥.♡ O wow !! *0*
    Co to będzie sie działo ?! *.* Przeczówam że grubo będzie ! :) :) Ale trzymam za nich kciuki :) ;) niech jednorożce żygną na nich tęczą SZCZĘŚCIA *.*



    Kolejny szok dzisiejszego dnia
    ROSE BYLA CHEALEADERKĄ @.@
    No nie wierze ! :) :) pomponiara !! Hihhi :) :)

    A wgl bardzo ciekawi mnie przeszlosc Rosse :) tak samo Luka ;)
    Ich byli/byłe co robili (oczywiscie upokarzające rzeczy) :) :)

    No nic czekam na następny rozdział :)
    Dużo weny ;)

    Aa no i ciesze sie ze podjelas sie pisania dalej :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rezygnuję z pisania po tej historii, ale wyzwanie niestety nie dotyczy PJD. To opowiadanie skończy się tak, jak planuję na szóstym sezonie. Nie ma po co zbyt długo jej przeciągać.
      Cieszę się, że Cię zaskoczyłam wyznaniem Asha i tym, kim była kiedyś Rose :)
      Mam nadzieję, że uda mi się to osiągnąć jeszcze nie raz.
      Pozdrawiam i dziękuję za tak świetny komentarz!

      Usuń
  8. Jeju!!! Ten blog jest mega ♥ jestem na nim ledwie 3 dzień a już tak bardzo go kocham że kończę 2 raz go czytać <3 to jest meeeega <3 już czekam na dalszą część bo jeszcze nic mnie tak bardzo nie wciągnęło <3 masz mega talent i powinnaś napisać książkę bo bosko piszesz <3zakochałam się aż w tym opowiadaniu i kocham je <3 kiedy będzie następny rozdział bo już nie mogę się doczekać <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, wielkie dzięki :) Cieszę się, że ta historia tak Ci się spodobała, a także sposób, w jaki jest pisana :)
      Rozdziały są dodawane raz w tygodniu - zawsze w niedzielę :)
      Pozdrawiam!

      Usuń