niedziela, 31 stycznia 2016

S6 - Rozdział 4

Treasure, that is what you are


          W poniedziałek nasze wolne dni ewidentnie dobiegły końca. Każdy z naszej paczki zaczynał swoje zajęcia. Jedni wcześniej, drudzy później. Ja niestety należałam do tych pierwszych i musiałam zwlec się z łóżka z samego rana. Przez wakacje zdążyłam się przyzwyczaić do późniejszego wstawania, więc nic dziwnego, że o godzinie szóstej trzydzieści byłam ledwo przytomna. Na szczęście dłuższy prysznic tknął we mnie odrobinę życia, choć ja i tak obawiałam się tego, że zasnę na jakimś wykładzie.
           Luke i Lori należeli do tych osób, które rozpoczynają zajęcia później. Jako, że chłopaki urządzili sobie z naszego pokoju sypialnię, ja i Michael musieliśmy zachowywać się cicho, aby ich nie obudzić, bo dzisiaj znów spali u nas. Czajnik, w jaki zaopatrzyła nas blondynka działał tak głośno, że razem z Cliffordem zabunkrowaliśmy się w łazience, aby zrobić sobie kawę. Żadne z nas bowiem, nie wyobrażało sobie poranka bez dawki kofeiny.
           Usiadłam na klapie od toalety, a Michael zajął miejsce na brzegu wysokiego brodzika od prysznica. Obok niego znajdował się biały czajnik, z którego dochodziło głośne bulgotanie. Mieliśmy pod ręką wszystko, aby zrobić sobie ten pyszny napój bogów. Spojrzałam na zaspanego chłopaka. Jego zielone oczy były lekko zaczerwienione, a granatowe włosy sterczały we wszystkie strony. Zacisnęłam usta wyobrażając go sobie, jako poważnego pana prawnika lub adwokata. Tak, Clifford ambitnie wybrał na swój kierunek studiów prawo. I bez problemów się tam dostał, zyskując dość wysokie miejsce na liście.
- Mogę wiedzieć, co cię we mnie tak bawi? – zapytał z uśmiechem, a ja zorientowałam się, że chichoczę pod nosem, jak wariatka.
- Wyobraziłam sobie ciebie w garniaku, na sali rozpraw z kolorowymi włosami i kolczykiem w brwi – pociągnęłam, wskazując na jego nową ozdobę, którą zrobił tuż przed końcem wakacji.
- Będę punk rockowym adwokatem.
- Nie jesteś punk rockowy.
- Oczywiście, że jestem – mruknął, a potem raptownie odwrócił się w stronę czajnika, który wydał z siebie ciche pyknięcie. Michael zalał dwa kubki wrzątkiem, a potem dodał do nich odrobię mleka. Podał mi jeden z nich, a ja przyssałam się do niego, ignorując ten fakt, że kawa lekko parzy mnie w usta.
- Idealna – odparłam, a on znów się uśmiechnął. – Jesteś dobrym kompanem do picia kawy.
- Do picia kawy w łazience – dodał, zerkając na zegarek.
- Jaki mamy czas?
- Masz na ósmą piętnaście?
- Dokładnie.
- Zostało nam do wyjścia jakieś pół godziny. Budynek twojego wydziału jest naprzeciwko mojego.
- Zdążyłam zauważyć. Skrzykniemy się też wszyscy na lunch.
- Dobry pomysł. Będziemy mogli obgadać początki. O której tu zaczyna się ta dłuższa przerwa?
- Punkt dwunasta – odpowiedziałam, popijając kawę. – Mam pytanie.
- Wal śmiało.
- Czy… Czy Ash pamięta imprezę integracyjną?- wypaliłam, bo dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie zdążyłam wczoraj o to wypytać Hemmingsa.
- Masz na myśli to, czy pamięta, że całował się z Becky? – Wytrzeszczyłam oczy, kiedy Clifford tak bezpośrednio przeszedł do tematu, który mnie interesował. Spojrzał na mnie rozbawiony, a potem zaśmiał się pod nosem. – Odpowiedź brzmi: tak. Pamięta wszystko, łącznie z tym, co z nią wyprawiał na schodach. Lori mi za to mówiła, że Becky kompletnie urwał się film.
- No, to prawda.
- Myślisz, że jest szansa na to, że ona będzie chciała z nim być?
- Czekaj, czekaj…
- Nie, nie, nie! Ja nic nie sugerowałem!
- Właśnie to zrobiłeś – rzuciłam, machając na niego palcem.
- Źle zadałem pytanie!
- Wcale nie! – ciągnęłam swoje. W tym momencie byłam pewna, że oczy błyszczą mi się z ekscytacji. – To nie źle zadane pytanie. On to powiedział, tak?
- Co powiedział? Ja nic nie wiem!
- Oczywiście, że wiesz!
- Rose, błagam cię… Ash mnie zabije…
- Podoba mu się Becky?
- Nie słucham cię – skwitował Michael, odstawiając pospiesznie kubek i zasłaniając sobie dłońmi uszy. – Nic nie słyszę, la, la, la, la… Kompletnie nic! Na, na, na! O! O! Hey, everybody! – Zmrużyłam na niego oczy. Chłopak poruszył się i zrobił to samo, przymykając lekko powieki. – Piśnij parę z ust, a…
- Grozisz mi, Mikey?
- Nie, ostrzegam – powiedział, ponownie łapiąc za kubek. – Ty nic nie wiesz, jasne?
- Oczywiście.
- Twoje oczywiście jest mało pewne. Obiecaj mi to! Obiecaj mi to na swoją mamę, Luke'a, ojca Luke'a i resztę swojej rodziny i na mnie, że będziesz milczeć, jak grób, jasne?
- Obiecuję, no!
- A ja obiecuję, że jak zaraz się nie przymkniecie i nie przestaniecie się wydzierać, to wypieprzę was na korytarz! – warknęła Lori, która dosłownie przed chwilą otworzyła drzwi.
           Zrobiła to tak raptownie, że aż ze strachu podskoczyłam na toalecie. Na szczęście nie wylałam kawy, bo byłam już w połowie kubka. Co innego Michael, który tak się przestraszył nagłym wtargnięciem swojej dziewczyny, że wleciał do kabiny prysznicowej, oblewając swoją koszulkę napojem bogów.
- Lori! Byłem czysty!
- Tak mi przykro. Wysłać ci kartkę z przeprosinami? – rzuciła rozdrażniona. – A teraz cisza. Ja i Luke chcemy jeszcze spać. 
           Następnie odwróciła się na pięcie i trzasnęła drzwiami. Clifford podniósł się do pozycji siedzącej, rozcierając tył głowy. Całe szczęście, że nie uderzył się w kafelki zbyt mocno. Wymieniłam z nim spojrzenia.
- Mamy przejebane – skwitował szeptem.
- Przejdzie jej – odpowiedziałam cicho. – Nic ci nie jest?
- Jestem mokry – jęknął, kręcąc nosem. - Muszę iść się przebrać. Wiedziałem, że jedna koszulka na zmianę, to zdecydowanie za mało. Pójdziesz ze mną?
- Pójdę.
- Świetnie.

           Pożegnałam się z Michaelem, który ruszył w stronę swojego wydziału. Weszłam do dużego jasnego budynku. Rozejrzałam się dookoła, zatrzymując wzrok na zielonych sofach i tablicy ogłoszeń. Przeszłam dalej, kierując się pomocniczymi strzałkami, które porozmieszczane były na ścianach. Dzięki nim bez problemów odnalazłam aulę, w której miałam mieć swój pierwszy wykład z Procesów poznawczych.
          Gdy tylko zatrzymałam się przy dość sporej grupie pierwszorocznych studentów psychologii, z tłumu wyłonił się Blake. Moja świadomość jakoś przywykła do tego, że znów będziemy częściej się widzieć, ale mimo tego i tak nieco spięłam się na jego widok. Blondyn uśmiechnął się szeroko, idąc w moją stronę. Dostrzegłam, jak jego niebieskie oczy zmierzyły mnie od góry do dołu.
- Cześć, Rosalie – powiedział, ani na moment nie porzucając swojego uśmiechu.
- Cześć – odpowiedziałam, opierając się plecami o chłodną ścianę.
- Jak się czułaś po imprezie?
- Całkiem dobrze, a ty?
- Ja i Jesse trochę daliśmy sobie do pieca.
- Calum mówił, że mu umierał współlokator.
- I tak pozbierał się szybciej, niż ja.
- To cały Jesse.
- A jak ci cię mieszka w Sydney?
- Naprawdę bardzo dobrze, dzięki.
- Nie odzywałaś się. – Zmarszczyłam lekko czoło, badawczo mu się przyglądając. – Ja… Wcale ci się nie dziwię – dodał szybko. – Byłem dupkiem i nawet nie będę temu zaprzeczać.
- Naprawdę chcesz o tym rozmawiać?
- Teraz? Nie. Nie mam ochoty do tego wracać.
- Słusznie.
- Zaczniemy od nowa? No, wiesz… Jako kumple?
- Możemy spróbować –odpowiedziałam, starając się brzmieć na pewną siebie. Nie chciałam, by Blake wyłapał w moim głosie zawahanie. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji, że jego osoba potrafi nade mną, w jakiś sposób górować.
- Cieszy mnie to. – Odwrócił się, by zerknąć na drzwi od auli. – Przyszedł nasz wykładowca. Siedzimy razem? – Kiwnęłam mu głową, a potem oboje ruszyliśmy w stronę otwartego pomieszczenia, w którym będziemy się kisić przez następne półtorej godziny.

***
           Lekko zmrużył oczy, widząc idącą w jego stronę Rosalie. Dziewczyna rozmawiała o czymś z Blake’m, żywo gestykulując i co chwilę śmiejąc się pod nosem. Zazgrzytał cicho zębami, starając się udawać, że wcale go to nie rusza, choć w środku już rozpalała go zazdrość. Zazdrość, której względem niej nie potrafił kontrolować, przez co często zmieniał się totalnego dupka. Obok nich pojawił się Jesse, Calum i Ashton, którzy w trójkę studiowali zarządzanie i marketing. Wymienili z nimi kilka słów, a Cal przybił na odchodnym piątkę ze swoim nowym kumplem z pokoju. Następnie on, Ash i Rose ruszyli w stronę stolika, przy którym siedział on i reszta ich grupy.
- Teraz to widzę – mruknęła Lori, a Hemmings oderwał wzrok od chłopaka, który usiadł ze swoim przyjacielem w drugim końcu baru studenckiego.
- Co widzisz?
- To – wskazała na jego twarz. – Rose ewidentnie gustuje w wysokich blondynach o niebieskich oczach. Że też tego wcześniej nie zauważyłam. 
            Luke wzruszył ramionami, udając, że raczej mało go to interesuje. W środku zaś naprawdę był ciekawy całej relacji, jaką miała jego dziewczyna ze swoim byłym. Czyżby postanowili nawiązać znajomość od nowa, mimo tego, jak między nimi się popsuło? Z tego, co mówiła mu rudowłosa, Blake po rozstaniu chciał do niej wrócić. Czy i tym razem będzie próbował?
- Ej, mówię do ciebie – pociągnęła blondynka, pstrykając mu palcami przed nosem.
- Co?
- Pytałam się, czy widziałeś Becky?
- Nie – rzucił szybko, a potem uśmiechnął się, gdy Rose nachyliła się nad nim, by sprzedać mu szybkiego buziaka w usta. Następnie usiadła obok, przysuwając w swoją stronę tackę z jedzeniem, które dla niej zamówił.
- Jak pierwsze zajęcia? – wypalił Michael, który jako pierwszy pojawił się w barze i już pałaszował ciepłego hamburgera z dużą ilością frytek.
- Z jednym facetem może być problem – zaczął Irwin, siadając naprzeciwko niego.
- Ta, widać, że to stary służbista – skomentował Calum. – A jak u was?
- Ujdzie. Mam spoko grupę- odpowiedziała blondynka.
- Ja też nie mogę narzekać, choć pewnie przywalą nam sporą dawką materiału. Wyczuwam to w powietrzu – pociągnęła Rose, łapiąc za widelec.
- Powiedzcie, że macie dla mnie jedzenie! 
            Wszyscy odwrócili się na dźwięk głosu brunetki, która szybkim tempem zmierzała w ich stronę. Luke podążył za wzrokiem swojej dziewczyny, która zerkała to na Irwina, to na swoją przyjaciółkę, która na jego widok lekko się zarumieniła. Rose zagryzła wargę, przez co wyglądała cholernie pociągająco, a następnie spojrzała na niego z uśmiechem. Hemmings widział, że już w myślach łączy tą dwójkę ze sobą. W sumie i on uważał, że Ashton i Becky stworzyliby całkiem dobrą parę. O ile, by się wcześniej nie pozabijali. Ale skoro on i Rose potrafili ze sobą wytrzymać i do tego naprawdę mocno się kochać, to i oni dadzą radę.

***
           Postanowiliśmy po skończonych zajęciach nie siedzieć w akademiku, a skorzystać z ładnej pogody, która panowała w Melbourne. Rozłożyliśmy się, więc w parku, kawałek dalej od ławek, które okupowali inni studenci. Siedzieliśmy na trawie, zajadając się zimnymi lodami, które przytargali nam ze sklepu Calum i Michael. Becky po drodze zgarnęła Maya’ę, która nieśmiało, z olbrzymimi rumieńcami na twarzy, zgodziła się od nas dołączyć. Teraz siedziała obok Hooda i w ciszy wsłuchiwała się w naszą rozmowę, od czasu do czasu odzywając się, gdy ktoś zadał jej bezpośrednie pytanie.
           Po jakimś czasie chłopaki jeszcze bardziej rozwalili się na trawie. Calum i Ashton oparli głowy o swoje plecaki. To samo zrobił Luke, wykorzystując, jako podpórkę moje nogi. Michael przekręcił się na brzuch, co jakiś czas skubiąc pojedyncze źdźbła zielonej trawy.
- Hej, dzieciaki!
- Hej, Mason!
           Mój kuzyn klapnął obok nas, popychając jednocześnie Hemmingsa, który zakołysał się w miejscu. Blondyn spojrzał na niego z wyrzutem, a ten zaśmiał się z triumfem pod nosem. Gdy się uspokoił, przybrał poważny wyraz twarzy, wskazując powoli na swoje szare oczy, a potem na niego, by dać mu znać, że nadal bacznie go obserwuje.
- Wielki Brat patrzy – zawołał Ashton ze śmiechem.
- Oczywiście – skwitował Mason, odrzucając plecak na bok. – Me czujne oko sięga wszędzie, więc Hemmings miej się na baczności.
- Czy ty kiedyś przestaniesz? – wtrąciłam z wyrzutem.
- Nie – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Macie nową koleżankę? – zapytał, wskazując na Maya’ę, która spłonęła jeszcze większym rumieńcem.
- To moja współlokatorka – oznajmiła Becky. – Maya, to Mason kuzyn Rose. 
           Chłopak pomachał do niej, a ona niepewnie odpowiedziała tym samym. Z resztą zdążył poznać się już wcześniej, kiedy wpadł na nas na imprezie integracyjnej, ale wtedy blondynki z nami nie było.
- Mason wiadomo już coś na temat eliminacji do drużyny piłkarskiej?- zapytał Calum.
- Termin w planach. Trener pewnie na ostatnią chwilę rzuci hasłem. Dam wam znać przez Rose. Nie będziecie musieli się cisnąć przy tablicy ogłoszeń.
- Dzięki, stary – skwitował Michael.
- Przypomnij mi, na jakiej pozycji grasz?
- Pomoc – odpowiedział szybko Clifford.
- Mówiłem ci już, że masz czaderskie włosy?
- W czerwonych wyglądał lepiej – powiedział Luke, wzruszając ramionami.
- Gówno się znasz – mruknął Mikey, a Mason zaśmiał się.
- Granatowe są w dechę. Jak kiedyś postanowisz walnąć sobie różowy, to koniecznie chcę to zobaczyć. I stawiam wtedy czteropak piwa za odwagę.
- Zapamiętam.
- Czy na tych eliminacjach jest dużo chętnych? – pociągnął zaciekawiony Hood.
- Od cholery, ale zazwyczaj łatwo wyłowić żółtodziobów, którzy zupełnie nie potrafią grać i nie mają kondycji. Potem rywalizacja o miejsca jest większa, bo zostają same dobre okazy – odpowiedział Mason, a następnie spojrzał na zegarek. – Muszę spadać. Umówiłem się z Chloe. Trzymajcie się łobuzy! – Podniósł się i szybko poleciał w przeciwnym kierunku.
- Hemmo, Mason cię wręcz kocha – zaśmiał się Ashton.
- Wal się – skwitował blondyn, zamykając oczy. Jego palce przejechały po mojej dłoni, którą opierałam na jego klatce piersiowej.
- Wielki Mason patrzy – pociągnął Calum, robiąc duże oczy i bujając się na boki, niczym zombie z wyciągniętymi do góry palcami. Spojrzeliśmy po sobie i wybuchliśmy śmiechem. Nawet Maya do nas dołączyła.



***
Rozdział jest jakby małą przejściówką z jednym ważnym akcentem - mianowicie Rose i Blake postanowili zostać kumplami. Zobaczymy, co im z tego wyjdzie. 

Skoro jest to przejściówka, to co Wy na to, by kolejny rozdział pojawił się wyjątkowo w czwartek? Pasuje? Mam nadzieję :) Potem wracamy do stałego, co niedzielnego dodawania kolejnych części :)

Dziękuję Wam wszystkim za cudowne komentarze, które naprawdę uwielbiam i które są mocnym kopniakiem do pracy :) Dziękuję!

Przypominam również, że jeśli macie, jakieś pytania odnośnie fabuły, innych historii czy bohaterów, to możecie zadawać mi je także na Asku - zapraszam wtedy do Menu. Tam znajdziecie link.

Pozdrawiam i wyjątkowo do czwartku :)



W następnym odcinku:

- Trzeba jakoś zacząć – pociągnął niepewnie Blake, szybko zasłaniając zdjęcie otwartym plikiem tekstowym.

***

- Racja. Zjemy razem?
- Ja…
- Och, pewnie umówiłaś się ze swoim chłopakiem.

***

Od Michael:
Jesteś w chuj zazdrosny. Wyluzuj, bo ci się mózg przegrzeje.

***

- Luke!
- Czemu go bronisz?

*** 

- Rose?
- Naprawdę nie chcę byś mnie zostawiał z powodu Blake’a – pociągnęłam dalej.


13 komentarzy:

  1. Jej, pierwszą :D mega dziękuje Ci za dodanie rozdziału w środku nocy, gdyż przeżywam właśnie stres po horrorowy XD (zapewne wiesz, o czym mówię) Rozdział genialny jak zwykle :D mamy znowu trochę zazdrosnego Luke'a, co na początku wzbudzało w mnie tylko wzruszenie (taki słodki wtedy jest XD) ale teraz, patrząc jak Blake się kręci itd., dodając do tego kawałki z następnego tozdziału zaczynam się serio obawiać :c jeżeli on to spieprzy, to odetne mu klejnoty i przykleja taśmą do ściany, przysięgam.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny.
    Pozdrawiam, Bianka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah aż chechłam czytając Twoją groźbę skierowaną na Blake'a XD Mam nadzieję, że stres po horrory szybko Ci minął :)
      Dzięki za ten mega komentarz, który przy końcówce mnie rozbawił :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie lubię Blake'a, przez niego będą same kłopoty, czuję to. Uwielbiam zazdrosnego Luke'a jest wtedy przeuroczy, ale zdecydowanie wolę, aby już nie miał o co być zazdrosny. Rozdział wspaniały ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nikt zbytnio nie trawi Blake, choć chłopak na razie nic złego nie zrobił :) Ale widocznie sama jego obecność wystarczy :)
      Cieszę się, że Ci się spodobał :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ostatnie rozdzialy podobaja mi sie jeszcze bardziej niż te z poprzedniego sezonu o ile tak wg sie da...xd kocham tych cudnych bohaterów!!! Serio co ja bym bez nich zrobila, dostarczaja mi co tygodniowa dawke śmiechu.^-^ strasznie sie ciesze ze kolejny rozdział w czwartek a nie w niedziele bo juz nie moge sie doczekać;)
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Cieszę się, że Ci się podoba i to, aż tak :D
      Mam nadzieję, że kolejny rozdział Cię nie zawiedzie.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. No to tak ... cud miud i biszkopciki albo truskafki w czekoladzie mmmm .. pyszny rozdział ♥♡♥ hahaha ten ich poranek i Wkorwiona Lori (agresor jej sie włączył) :) :)
    A jak juz o wkorwieniu .. to ten .. BLAKE ! Nie żebym go nie lubiła... ale jednak lb :) nie darze go moją milszą stroną :* ;)
    Mam nadzieje że przez niego nic sie nie bedzie dzialo pomiędzy Lukiem a Rose :) :* (choc pewnie i tak cos sie stanie wnioskujac po tym co bedzie w next rozdziale) :'( :'( :/ :)
    Haha a wgl to kocham wielkiego Mansona ,który wszystko widzi buhaha taki człowiek to bobry człowiek :* ;)
    O wow rozdzial juz w czwartek :* Aaaaaaaaa-ale zajebiscie :)
    No nic czekam :) ;)
    Duziioo WENY ♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejne nowe oblicze Lori, jako wkurzonej porannej babki XD
      Widzę, że i u Ciebie Blake raczej nie cieszy się zbyt dużą sympatią. Może coś się stanie, a może nie - nie będę paplać :)
      Mason to Mason - boss kampusu hahah :D
      Dzięki bardzo za tak pozytywny komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. HAAHAHHA ! Akcja w łazience mnie rozwaliła! Mikey i Rose to naprawdę dobrze dobrane kumpelstwo! Lubię postać Masona :) Chłopak jest śmieszny i spoko, choć niby uwziął się na Hemmo - ja jednak myślę, że po części robi sobie z niego klasyczne jaja :)
    A co do Blaka, jakoś nie mam do niego przekonania. Coś czuje,że ten koleś może namieszać i wcale mi się to nie podoba.
    Czekam na kolejny!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :) Mason raczej ma dość dobre opinie, w sumie się nie dziwię, bo raczej należy do tych dość pozytywnych postaci. W sumie w jego przypadku to całkiem możliwe, że go najnormalniej w świecie podpuszcza :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń