czwartek, 4 lutego 2016

S6 - Rozdział 5

I want you to want me this way and I need you to need me to stay


          Byłam pewna, że nasi wykładowcy w końcu zarzucą nas jakąś robotą, ale nie spodziewałam się tego, że zacznie się już od drugiego tygodnia. Z Wprowadzenia do psychologii mieliśmy jednoczenie i wykłady i ćwiczenia, które prowadził ten sam profesor, który należał do grupy dość wymagających osób. Już na drugim spotkaniu zlecił nam zrobienie eseju na temat historii psychologii. Na szczęście tą pracę pisemną mieliśmy wykonać w parach. Jako, że siedziałam z Blake’em, został on z góry moim partnerem.
           Mój mózg zaczął już parować od nadmiernej ilości wiadomości, a czekało mnie jeszcze siedzenie w bibliotece w obecności mojego byłego. Teraz dopiero rozumiałam, że lekcyjne czterdzieści pięć minut było niczym w porównaniu z półtoragodzinnymi wykładami, które często układane były w bloki, które przeciągały się do tego, że miało się ten sam przedmiot nieraz, aż trzy razy pod rząd. Pod koniec takiego maratonu chciało się po prostu jednocześnie wymiotować i błagać o litość.
           Odnalezienie biblioteki, która była ogromna i kilkupiętrowa nie zabrało nam wiele czasu. Była widoczna niemalże za daleka. Budynek utrzymany był w starodawnym stylu, gdzie królowały wysokie okna i pięknie zdobione łuki nad każdym z nich. Ludzie, co chwilę wchodzili i wychodzili, witani i kontrolowani przez ochroniarza, który czujnie sprawdzał, czy żaden ze studentów nie wynosi książek, które dostępne są tylko na miejscu. Środek biblioteki zaś był dość nowoczesny i przestronny, więc nikt nikomu nie wchodził w drogę. Aby odnaleźć poszczególne pozycje, trzeba był skorzystać z e-katalogu, który dostępny był na wszystkich komputerach w czytelni, a także można było wejść do niego przez stronę internetową Uniwersytety Melbourne. Kiedy odnalazło się odpowiedni tytuł, katalog podpowiadał, w jakiej alejce i pod jakim numer można go znaleźć. A tych rzędów z książkami naprawdę było od groma. Przechadzając się między nimi dawało się wyczuć zapach starych i lekko zakurzonych lektur, a także tych dużo nowszych, które jeszcze miały w sobie odrobinę świeżości.
           Kiedy Blake rozkładał swój srebrny komputer, ja ruszyłam na poszukiwania literatury, która ułatwi nam zadanie. Zresztą do eseju musieliśmy dodać bibliografię, a nie chcieliśmy wciskać samych stron internetowych, by profesorek nie pomyślał, że zżynamy wszystko z sieci. 
           W końcu przytargałam ze sobą kilka mniejszych, a także trzy większe tomiska wiedzy z zakresy psychologii. Usiadłam obok niego, by mieć lepszy widok na ekran komputera.
- Nigdy nie byłem dobry w tego typu pracach – powiedział cicho Blake, przekręcając laptopa jeszcze bardziej w moją stronę. Wstrzymałam oddech, widząc tapetę, którą miał ustawioną. Było to nasze ostatnie wspólne zdjęcie, jakie nam zrobiono. Niecałe dwa tygodnie później przestaliśmy być parą. – Przepraszam, ale…
- Spoko.
- Naprawdę lubię tą fotkę i… W sumie nie zmieniałem tapety od tamtego czasu.
- Jest naprawdę okej – odpowiedziałam, starając się nie patrzeć na ekran, na którym ja i on przytulaliśmy się do siebie. Obejmowałam go ciasno ramieniem, a on opierał policzek o mój, uśmiechając się szeroko.
- Trzeba jakoś zacząć – pociągnął niepewnie Blake, szybko zasłaniając zdjęcie otwartym plikiem tekstowym.
- Wstęp zawsze pisze się najtrudniej –skwitowałam, łapiąc za książkę. – Zobaczmy najpierw, co znajdziemy tutaj. Sprawdź internet.
-Pewnie.

          Na trzecią byłam umówiona ze swoją paczką, by zgodnie z nową tradycją, która zaczęła się tworzyć, zjeść obiad. Staraliśmy się posiłki jeść wspólnie, zaczynając od lunchu. Podobało mi się to, bo to był doskonały wyznacznik czasu, aby pobyć razem. Chociaż my i tak ciągle byliśmy obok siebie, ale to chyba było silniejsze od nas. Byłam uzależniona od moich przyjaciół, bez których nie wyobrażałam sobie dalszej egzystencji. Oni też raczej nie narzekali.
- Skończmy to tutaj – powiedziałam, odsuwając od siebie książkę. Poszło nam dość szybko, w końcu co dwie głowy, to nie jedna i byliśmy przy samej końcówce. Patrząc jednak na zegarek zdałam sobie sprawę, że całość zabrała nam trzy godziny. Dobry czas, jak początek. Zresztą temat nie był trudny i łatwo było w nim popłynąć. – Przerwa na obiad. Prześlij mi to, a ja wieczorem dopiszę zakończenie.
- Dobrze się z tobą pracuje, partnerko.
- Dzięki, polecam się na przyszłość, partnerze – odpowiedziałam, składając szybko książki na równą kupkę. Kartkę z notatkami, które robiłam, wcisnęłam do torby. Przydadzą się przy pisaniu zakończenia.
- Jestem głodny – skwitował Blake, zamykając komputer. Odwróciłam się od ekranu, by już więcej nie oglądać zdjęcia z jego tapety.
- Kierunek jedzenie.
- Zdecydowanie.
          Wstałam z miejsca. Wzięłam książki, by odłożyć je na wyznaczoną do tego półkę, na której wszyscy składowali tytuły, których używali. Potem pracownicy biblioteki odnosili je na odpowiednie miejsca. Poczekałam chwilę, aż Blake się spakuje, a potem w ciszy ruszyliśmy w stronę wyjścia.
          Zdążyliśmy wyjść z budynku, kiedy przed nami pojawił się Mason. Mój kuzyn znał Blaka’a i wiedział, co było między nami, więc nawet nie dziwiłam się, że skrzywił się na widok blondyna. Zmierzył go pogardliwym wzrokiem od góry do dołu, mocniej zaciskając szczękę.
- Hej, Mason – rzuciłam, starając się przybrać neutralny ton, który nie zdradzi tego, jak niezręcznie się w tym momencie zrobiło.
- Tak myślałem, że widziałem tego dupka na kampusie – oznajmił Mason. Blake drgnął, a potem wyprostował się, jakby chciał w każdej chwili rzucić się na starszego od siebie chłopaka. - Przyczepił się do ciebie?
- Studiujemy razem – odpowiedział Blake, zanim zdążyłam otworzyć usta.
- Nie ciebie się pytam, dupku – warknął Mason, świdrując go wzrokiem. – Jeśli dowiem się, że odwalisz jej jakikolwiek numer, to wiedz, że nie będę się hamować. I tym razem twój koleżka mnie nie powstrzyma przed tym, by obić ci facjatę.
- Mason! Wyluzuj, jest okej – powiedziałam, łapiąc go za ramię i odciągając od blondyna. – Naprawdę jest w porządku. Jesteśmy, tylko znajomymi z uczelni, nic więcej.
- I bardzo dobrze. Nie lubię tego dupka. Gdyby coś…
- Dam ci znać – zapewniłam go, a on uśmiechnął się do mnie. 
          Poklepał mnie czule po plecach, a potem ruszył w stronę wejścia do biblioteki. Oczywiście mijając Blake’a nie omieszkał mu pokazać środkowego palca, prawie wciskając go w twarz chłopaka. Przekręciłam oczami.
- Nie wiedziałem, że on tu jest – wymamrotał Blake, kiedy zrównał się ze mną. –Świat jest cholernie mały – pociągnął dalej, kiedy dotarliśmy na chodnik, by przejść nim w stronę studenckiego baru.
- Mniejsza z tym wszystkim. Nie wchodźcie sobie w drogę, to oboje będziecie zdrowsi.
- Naprawdę nie chciałem, by to tak wszystko wyglądało…
- Blake, nie mieliśmy rozmawiać na ten temat – przypomniałam mu, a on kiwnął lekko głową. – To skończony temat. To skończona historia. Nie ma, do czego wracać.
- Racja. Zjemy razem?
- Ja…
- Och, pewnie umówiłaś się ze swoim chłopakiem.
- I z resztą paczki – dodałam, a on znów pokiwał głową. Zerknął w dół na swoją czarną torbę, którą trzymał zawieszoną na ramieniu. – Jak chcesz możesz dołączyć. Jesse pewnie też będzie.
- Polubił się z Calumem.
- Bo to dwójka fajnych chłopaków – odparłam ze śmiechem. – Nawet się temu nie dziwię, że złapali wspólny język.
- No, Calum wydaje się być w porządku.
- Jest bardzo w porządku.

***
          Zarzucił plecak na ramię, idąc w stronę studenckiego baru, w którym umówił się z resztą. Był wykończony po zajęciach, które dopiero teraz dobiegły końca. Wyszedł z budynku swojego wydziału, mijając innych studentów, którzy kłębili się na korytarzach. Luke w tym momencie myślał, tylko o ciepłym posiłku. Był cholernie głodny, bo ostatnią przerwę skrócił mu doktor od Towaroznawstwa, który przeciągnął swoje wykłady tak, że zostało im tylko pięć minut wolnego, które Hemmings spędził na szukaniu odpowiedniej sali i na krótkiej wizycie w toalecie. Czuł, że jeśli się zawczasu nie ogarnie, to logistyka go wykończy. Musi się zacząć zaopatrywać, w jakieś przekąski.
           Kiedy wszedł do baru, oczy niemalże wyleciały mu z orbit. Przy stoliku razem z jego grupą siedział Jesse i Blake. Była także Maya, ale ona nie stanowiła zagrożenia. Nawet Jesse nim nie był, bo z chłopakiem naprawdę dobrze się dogadywał. Ale Blake… Co ten koleś tu robi? Nie mógł uwierzyć, że po tym, jak potraktował Rose, ta od tak przygarnęła go do wspólnego jedzenia obiadu. Dodatkowo siedział tuż obok niej, więc nie było miejsca dla niego. To jeszcze bardziej go wkurzyło.
- Jest i on! – krzyknął Michael.
- Widzę, że zrobiło się tu ciasno – skomentował Luke, a jego błękitne oczy dłużej zatrzymały się na blondynie, którego traktował, jak intruza.
- Zmieścimy się – oznajmił Jesse, przesuwając się bliżej Ashtona, aby zrobić mu miejsce.
           Hemmings z niezadowoleniem usiadł obok niego, mając naprzeciwko siebie Rose i tego palanta, którego od samego początku nie lubił. Wiedział, że jest zbyt mocno do niego uprzedzony, a jedyną do tego podstawą było to, że jest to były Rosalie. Miał ochotę zdzielić go plecakiem w łeb, a potem poprawić, gdyby okazało się, że za pierwszym razem zrobił to zbyt słabo.
- Zamówiłaś mi coś? – wydusił z siebie, starając się nie patrzeć na uśmiechniętego Blake’a, który – Hemmings był przekonany, że to zrobił – zmierzył go wzrokiem.
- Wzięliśmy pizze. Sztuk pięć.
- Może być – mruknął, wyciągając telefon. 
           Miał wrażenie, że jeśli nie zajmie czymś głowy, to zaraz stanie się naprawdę nieprzyjemny. Poczuł na sobie spojrzenie rudowłosej, ale zignorował je totalnie, aby nie okazać się dupkiem w stosunku do niej. W końcu nie zrobiła nic złego. To przecież jest teraz jej kolega z roku, który ma dodatkowy status byłego. Nic wielkiego… Zupełne pieprzone nic wielkiego.
- Luke?
- Nic mi nie jest, jestem tylko zmęczony – odpowiedział szybko, w dalszym ciągu skupiając się na ekranie komórki. – I cholernie głodny. – Zdążył to powiedzieć, a telefon w jego dłoni zawibrował.

Od Michael:
Jesteś w chuj zazdrosny. Wyluzuj, bo ci się mózg przegrzeje.

Do Michael:
Nie jestem zazdrosny.

Od Michael:
A ja jestem Pingwinem z Madagaskaru :P

Do Michael:
Czołem Szeregowy.

- Jezu – wydusił z siebie Clifford. Wszyscy spojrzeli w jego stronę. Nawet Luke oderwał oczy od komórki. Chłopak zaśmiał się od nosem. – Moja mama dostaje kręćka, bo nie umie obsłużyć jednego programu w komputerze – skłamał, przybierając niewinny ton. – Nie wnikajcie.
          Rozległ się kolejny dźwięk przychodzącej wiadomości. Tym razem komórka Hemmingsa milczała. Ashton wyciągnął z kieszeni lekko wibrujące urządzenie, które po chwili zamarło w jego dłoni. Odczytał sms-a, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który uwydatnił jego dołeczki w policzkach.
- Ej! Ej! Słuchajcie – zaczął, machając ręką tak raptownie, że siedząca obok Lori, musiała się odchylić, by nie odstać łokciem w nos. – Nie mówiłem wam o tym wcześniej, bo nie chciałem zapeszać, ale zagramy w sobotę w Renovation.
- Gdzie? – zapytał zaskoczony Calum.
- Klub studencki. Mieści się parę przecznic od kampusu –odpowiedział Blake, popijając colę.
- Udław się – pomyślał Luke, przekręcając oczami, by po chwili znów skupić się na Ashtonie i jego nowinie.
- Właśnie tam – pociągnął Irwin. – Napisałem do nich maila, czy nie chcą nas w jakiś weekend, bo z chęcią zagramy. Dodałem do tego kilka naszych kawałków, by mogli posłuchać jaką muzykę gramy. Właśnie napisali mi, że chcą nas w sobotę. To, jak będzie?
- Szybcy są – skomentował Clifford. – Pisz, że zagramy.
- Szykuje się impreza – powiedziała Rose z uśmiechem, patrząc wymownie na Becky, która prawie zapadła się w swoim miejscu. – Maya, wybierzesz się z nami? Chłopaki naprawdę fantastycznie grają.
- Ja… Zastanowię się – odpowiedziała cicho. Luke poczuł, jak dziewczyna zerka ukradkiem na niego, ale jego uwaga i tak była skupiona w całości na Blake’u, który teraz znów zaczął się niesamowicie szczerzyć. A ten jego uśmieszek doprowadzał go do szału.
- Nie wiedziałem, że gracie – odparł, spoglądając na nich.
- Ja dostałem małą ich próbkę talentu, bo Rose dała mi ich posłuchać. Ma w telefonie ich kawałki- wyjaśnił Jesse.
- I się nie pochwaliłaś, że masz tak uzdolnionych kumpli? – skwitował Blake z udawanym wyrzutem.
- Pierdolony wazeliniarz – pomyślał Luke, zaciskając zęby. – Nie zapraszaj go, nie zapraszaj go, nie zapraszaj go…
- Jak chcecie, to wpadnijcie w sobotę – rzuciła Rose. – Będziecie mogli posłuchać 5 Seconds of Summer na żywo.
- No i zaprosiła- rzucił w myślach Hemmings, tracąc wiarę w swoją dziewczynę.
- Co ty na to, Blake? Masz plany na sobotę?
- Teraz mam – skwitował blondyn z uśmiechem.- Chętnie was posłucham.
- Oby cię do soboty wpierdoliła kołdra lub poduszka, na której śpisz, kutasie - podsumował w głowie Luke.

***
          Po tym, jak się okazało, że chłopaki zagrają w Renovation, zgadałam się z dziewczynami, że jest to idealny czas na to, by rozruszać naszego blond smutasa. Becky uznała, że da radę namówić Maya’ę do tego, by poszła z nami na sobotnią imprezę. Miałam nadzieję, że faktycznie jej się to uda. Dodatkowo brunetka zarzekała się, że tym razem mamy ją pilnować, by nie walnęła kolejnej kompromitującej wpadki. Byłam pewna, że chodzi jej bardziej o to, by nie dać jej się ponownie obściskiwać z Irwinem. No, cóż… Ja tam byłam za tym, by ta dwójka zaczęła ze sobą kręcić, bo stworzyliby naprawdę słodką, a jednocześnie ciekawą mieszkankę wybuchową. Lori chyba była tego samego zdania, bo na odczepnego pokiwała tylko głową, kierując się od razu na piętro, na którym mieszkali chłopaki.
          Korzystając z tego, że Lori poszła do Michaela, zabrałam się za dokańczanie eseju, który miałam napisać na zajęcia. Musiałam stworzyć, tylko zakończenie do tego, co wysłał mi Blake. Wokół mnie panowała idealna cisza i nikt mi głowy nie zawracał, więc od razu zabrałam się za robotę. Ówcześnie oczywiście włączyłam sobie w ramach tła swoją ulubioną muzykę. Znane kawałki przeplatały się z piosenkami 5 Seconds of Summer, które miałam także wgrane na laptopie. Nie były może zbyt ekstra dobrej jakości, ale jak na domowe warunki, brzmiało naprawdę dobrze.
           Nie minęło jednak pół godziny, jak drzwi od pokoju otworzyły się. Uniosłam się na łokciach, by zerknąć na wchodzącego do środka blondyna. Luke nadal był jakiś nie w sosie, a ja zachodziłam w głowę, co tym razem się stało. Klapnął na łóżko obok mnie, wciskając się w moje ciało.
- Co się dzieje?
- Nic.
- Powiedz mi. Przecież to widzę. – Usłyszałam, jak ciężko wzdycha. Jego ręka jeszcze mocniej owinęła się wokół mojej talii. – Kotku?
- Jakoś nie lubię tego twojego byłego – wydusił, wtulając twarz w moje ramię.
- Nie zaczynaj znowu z…
- Nie o to chodzi. Jakoś… Nie wiem… Nie jestem do niego zbytnio przekonany…
- Co nagadał ci Mason? – zapytałam, bo pierwsze podejrzenia padły na kuzyna. Chociaż w sumie Hemmings od zawsze zbyt pochopnie oceniał chłopaków, którzy kręcili się wokół mnie, co było dość irracjonalnym podejściem. Niestety nieuleczalnym w jego wypadku.
- Mason? Nic mi nie mówił.- Spojrzałam na niego, by mieć pewność, że nie kłamie. Na jego twarzy wymalowało się czyste zaskoczenie, co tylko upewniło mnie w tym, ze faktycznie mój kuzyn się nie mieszał. – A powinien?
- Nie… Boże, Luke… Blake to historia. Mówiliśmy już o tym.
- To nie znaczy, że muszę go lubić.
- Nie musisz, ale nie obrażaj się przez to na cały świat. Zresztą, to przyjaciel Jesse’ego, a Jesse’go akurat nadal bardzo lubię i…
- Jesse’go akurat też lubię.
- Więc nic na to nie poradzisz, że będziesz miał styczność z Blake’em.
- To palant.
- Luke!
- Czemu go bronisz?
- Czemu ty za wszelką cenę chcesz się ze mną kłócić? Co ja ci takiego dzisiaj zrobiłam? – jęknęłam, nie mając już do niego siły. Luke od razu podniósł się z miejsca. Odsunął ode mnie komputer, a potem zmusił do tego, bym również usiadła.
- Nienawidzę się z tobą kłócić – zaczął, ujmując moją twarz w dłonie. – Nic mi też nie zrobiłaś. To wszystko jego wina.
- Co?
- Zajął moje miejsce obok ciebie przy stole! – warknął tonem nadąsanego dziecka.
- Serio, Luke? Walnąłeś focha o miejsce?
- Nie walnąłem.
- Oczywiście, że tak.
- Wcale nie!
- Oczywiście, że walnąłeś! 
          Luke puścił mnie i odsunął się. Spojrzał na mnie z wyrzutem, jakbym od razu powinnam była go poprzeć, choć ja nadal nie wiedziałam, po co robi ten cały szum. To tylko głupie miejsce w studenckim barze!
- Pójdę do chłopaków. Nie chcę ci przeszkadzać.
- O, nie… Tak nie będziemy rozmawiać – rzuciłam, łapiąc go za ramię. Popchnęłam go, a Hemmings z powrotem usiadł na łóżku. – Siadaj.
- Nie rozkazuj mi – warknął, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
           Dobra, skoro Luke nie chciał współpracować, postawiłam na dobry trik, by go odrobinę zmiękczyć. By w końcu opuścił twierdzę dupka, którym się w takich sytuacjach stawał. By wrócił ten mój Luke, którego kochałam. Tym razem to ja odsunęłam się od niego, a potem raptownie zasłoniłam twarz dłońmi.
- Ja naprawdę cię przepraszam, nie chciałam cie zdenerwować. Nie wiedziałam, że to cię w jakiś sposób urazi – wymamrotałam, wymuszając płaczliwy ton.
- Rose?
- Naprawdę nie chcę byś mnie zostawiał z powodu Blake’a – pociągnęłam dalej.
- Nigdy cię nie zostawię, księżniczko – powiedział, a ja poczułam, jak jego ramiona szybko mnie obejmują. Wtuliłam się w niego, mocniej przywierając do jego ciepłego ciała. – Przepraszam za to, że jestem takim dupkiem.
- Dasz mi to na piśmie?- odparłam ze śmiechem, odrywając się od niego.
- Jesteś podłą manipulantką, Rose – skwitował Luke, ale mimo wszystko na jego twarzy wymalowała się ulga, połączona z szerokim uśmiechem. 
           Oplotłam jego kark rękami, przybliżając się do niego. Blondyn nie protestował, kiedy postanowiłam złączyć nasze usta. Przez chwilę tkwiliśmy pogrążeni w pocałunku, który nabrał mojego ulubionego szybszego i nieco zachłannego tempa.
- Wyluzuj, kotku. Ty jesteś moim numerem jeden – zapewniłam go, choć on wielokrotnie już słyszał podobne deklaracje.
- Wiem.
- Ponoć mi ufasz.
- Oczywiście, ale nie ufam jemu.
- Kotku?
- Księżniczko?
- Skończ ten temat albo naprawdę się wkurzę – powiedziałam, muskając jego usta swoimi. – Nie denerwuj się o takie pierdoły. Jesteś, tylko ty. Tylko i wyłącznie ty. Spoko?
- Spoko.
- I słusznie.
- Dostanę buziaka jeszcze raz?
- Może dostaniesz – rzuciłam ze śmiechem, przybliżając się do niego ponownie. Jednak zatrzymałam się kilka milimetrów od jego ust. Poczułam na wargach jego gorący oddech, który niesamowicie kusił.
- No? Dostanę?
- Później, najpierw dokończę esej, a ty jak przystało na grzecznego kotka, nie będziesz mi przeszkadzał. – Luke jęknął z niezadowoleniem pod nosem, co mnie rozbawiło. – Możesz pomiziać mnie po plecach, jak będę pisać.
- W porządku – powiedział ze śmiechem. Odpowiedziałam tym samym, ale Hemmings szybko skradł mi jeszcze jednego całusa. – To tak na zachętę – skwitował. – A teraz bierz się za ten esej. 


***
Zazdrosny Luke kolejny level :D Jak myślicie, chłopak długo wytrzyma w ciszy czy w końcu naskoczy na Blake'a? :) Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Nadchodzę też z małym/dużym info - a dokładniej, chcę Was zaprosić na nową historię, która powstała z wyzwania, o jakim kiedyś tu wspominałam. Jeśli, więc nie macie nic przeciwko łączeniu dwóch chłopaków, to serdecznie zapraszam na: 


Historia będzie mieszaniną - trochę romansu, trochę komedii, trochę dramatu i oczywiście trochę fantastyki (jako gatunkowy wymóg z wyzwania :D) Jak ktoś nie widział jeszcze zwiastuna, to możecie to nadrobić poniżej:


Mam nadzieję, że Was zaciekawiłam :) 

Dodatkowo przypominam o możliwości zadawania mi pytań odnośnie historii lub bohaterów na Asku - link w kolumnie manu :)

Kolejny rozdział pojawi się tradycyjnie w niedzielę. Będzie on podzielony na dwie części, bo wyszedł mi długi.

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Nie za grzecznie, jak na ciebie? To w końcu impreza, a ty…
- Uważasz, że ubieram się na takie wyjścia wulgarnie? – zapytałam z niedowierzaniem.

***

- Michael powiedział, że urządzamy sobie teraz zlot czarownic – skomentowała Lori, rozczesując włosy blondynki.
- Jak bardzo będziesz płakać, jak przywalimy twojemu chłopakowi? – odezwała się Becky.

***

- Chyba Mason nie lubi twoich facetów- skwitowała Becky.
- On w ogóle kogokolwiek lubi? – rzucił Blake.

***

- No… Umie być miły. Nie, poprawka. Calum jest miły.
- Myślisz, że by się zgodził?

***

- Serio? – wydusiła z siebie rudowłosa, gdy przybliżył się do niej jeszcze bardziej. Jego palce musnęły czarny materiał jej spodni. – Chcesz tańczyć? Ty? 

13 komentarzy:

  1. O ja Cię, naprawde świetny rozdział :D Mason to prze gościu haha jeden z moich ulubionych bohaterów :p no coż, tego nie można powiedzieć o Blake'u... moja groźba dalej obowiązuje! Myśli Luke'a przy lunchu rozwaliły system xD biedny, zazdrosny kotek :( z niecierpliwością czekam na next! :D a co do zwiastunu, to czuje w kościach kolejne nieprzespane noce xD zapowiada się ciekawie :D oczywiście, pisze po 1 w nocy, bo czemu nie xD fizyka się sama nie nauczy :(
    Pozdrawiam, Bianka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobał :) Mason widzę zdobywa zwolenników coraz bardziej - co innego Blake.
      Mam nadzieję, że nowa historia Ci się spodoba - od razu na nią zapraszam :)
      Nigdy nie lubiłam fizyki, a miałam ją rozszerzoną. W sumie nie lubić w tym przypadku połączyło się też z nie rozumieć :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Yhh jak ja nie lubię tego Blake'a! Chyba nie tylko ja. Luke powinien mu wygarnąć xD jeszcze to zdjęcie na tapecie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blake raczej zbiera same negatywne głosy na siebie :) Jak na razie Hemmo jest w stosunku niego całkiem "grzeczny" :)
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  3. to jest meeeeega <3 już czekam na następne <3

    OdpowiedzUsuń
  4. No to ten Zajefajnie, że rozdział jest dodany dziś *-* Awrmry...:D
    Rozdział cud miód deko zazdrośći i pyłek miłośći :) :D heh no i tona nienawiści do Blaka :) Bardzo lubie myśli Luka ze stałówki ;) :D hehuhehu szatańskie myśli zagłady albo zdegradowania Blaka ;) heh
    Manipulantke Rose też bardzo lb ;) a Hemmings zawsze da się wkręcić :D biednyy on ^^
    Manson Manson Manson -TRZY RAZY TAK DLA NIEGO :)
    Hah no nic czekam na nexta :) Zwiastun do new ff zajebisty :) Koniecznie przekaz to Moni ... :) brawa na stojąco dla niej :D
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luke zawsze się na to nabierał i chyba tak mu zostanie hahah :D Widzę, że Mason rządzi :) Pewnie, przekażę :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Genialny rozdział. Uwielbiam Masona - teraz chyba każdy go lubi. I nie jestem różna od innych także pod względem nie lubienia Blake'a - niecierpię gościa. Mam ogromną nadzieję, że Calum w niedalekiej przyszłości znajdzie sobie kogoś z kim stworzy związek. Kocham Luke'a i Rose para idealna i niech się od nich Blake odpipa!
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mason punktuje, Blake dalej spada w dół :D Chociaż chłopak, jak na razie nic takiego spektakularnego nie zrobił, by go nie lubić :D Z pewnością Cala nie zostawię samego, też mu jakąś dziewczynę wynajdę :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. LUKE HAHAHAHAHHAHA XD Leżę i nie mogę hahahahah jego myśli po prostu były genialne! GENIALNE! Uwielbiam zazdrosnego Lucasa :) I jestem za Masonem, a Blaka nie lubię, tak samo jakoś nie mogę się przekonać do tej całej Mayai. Jakaś taka, jest niewiadoma dla mnie, ale mam wrażenie, że jak by chciała to mogła by ostro namieszać.
    Cudowny rozdział!
    Czekam na kolejny
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh cieszę się, że się podobało :) Maya jak widzę dalej jest postacią tajemniczą :D Może niedługo się do niej przekonasz... A może nie :)
      Pozdrawiam

      Usuń