niedziela, 7 lutego 2016

S6 - Rozdział 6 cz.1

Stay with me I can make, make you glad you came


         Przyszła sobota, a wraz z nią występ chłopaków w klubie. Nigdy tam jeszcze nie byłam, zresztą tak, jak i reszta, więc naprawdę byłam ciekawa tego miejsca. Szczególnie, że wielu studentów je lubiło i polecało – a przynajmniej tak twierdził mój kuzyn, który był tam stałym bywalcem. Mason twierdził, że jak chcesz się zabawić w Melbourne, to koniecznie musisz zajrzeć do Renovation.
          5 Seconds of Summer wynajęło sobie garaż, aby móc tam poćwiczyć i przedyskutować listę utworów, jakie zagrają. Od rana zabunkrowali się w tamtym miejscu, odcinając się od kampusu i wszystkiego, co się na nim działo. Zostawiłyśmy ich w spokoju, wiedząc, że w takich chwilach nie powinno się im przeszkadzać.
          Jak tylko pojawiło się hasło sobotnia impreza, Becky wzięła sobie za punkt honoru, by wyciągnąć na nią Maya’ę. Dziewczyna na początku nie chciała z nami iść. Dzisiaj jednak, niemalże z samego rana dostałam od przyjaciółki wiadomość, w której ogłosiła dobrą nowinę. Jej współlokatorka w końcu jej uległa i wybierała się do klubu z nami. Maya poprosiła również Becky, by ta pomogła jej się przyszykować, aby na miejscu nie wyglądać, jak ostatnia ofiara losu. Kumpela od razu zarządziła przeprowadzenie metamorfozy, na co ja i Lori z chęcią się zgodziłyśmy.
          Od dłużej chwili stałam wpatrzona we wnętrze swojej szafy, zastanawiając się, co powinnam wybrać. Przekrzywiłam głowę, pukając się palcem w brodę, nie mogąc się zdecydować, na co konkretnie postawić. W końcu złapałam za ciemno niebieskie dżinsy rurki i pudrowo różową bluzę, z lekkim dekoltem w serek, która pod biustem miała czarną wstawkę, wiązaną z tyłu w kokardę. Odwróciłam się z triumfem, ciesząc się, że wybieranie ubrania mam za sobą. Jak tylko to zrobiłam, blondynka siedząca na swoim łóżku, oderwała wzrok od dużej kosmetyczki i uniosła brwi do góry.
- Nie za grzecznie, jak na ciebie? To w końcu impreza, a ty…
- Uważasz, że ubieram się na takie wyjścia wulgarnie? – zapytałam z niedowierzaniem.
- Nie, zupełnie nie to miałam na myśli – powiedziała ze śmiechem, kręcąc dodatkowo głową. – Ale nie wychodzisz do klubu w niewinnej różowej bluzce – skwitowałam, mierząc moją garderobę palcem. - Zawsze masz na sobie coś z pazurem. I to ci pasuje.
- Mniejsza z tym – mruknęłam, potrząsając ubraniami. – To nie dla mnie. Myślisz, że do Maya’i będzie pasować?
- Do niej? Do niej na pewno. O ile nie ze świruje, że postawiłaś na zbyt duży dekolt.
- To nie ma dużego dekoltu – odparłam, unosząc jedną brew do góry. – Co z kosmetykami?
- Chyba wybrałam wszystko, co będzie nam potrzebne. – Następnie złapała za swoją komórkę, która przed chwilą wydała z siebie pojedynczy dźwięk. – Becky się nakręciła i nie może się doczekać akcji.
- Szczerze, to nie sądziłam, że uda jej się wyciągnąć Maya’ę do klubu. Wiesz… Impreza integracyjna na kampusie to jedno, a Renovation to zupełnie inna bajka.
- Może jej się spodoba.
- Oby – odparłam z uśmiechem.
- Trzeba ją rozruszać. Może pozna jakiegoś przystojniaka?

          Przygotowałyśmy sobie wszystkie potrzebne rzeczy do wyszykowania Maya’i i siebie na imprezę. Postanowiłyśmy odbębnić wspólne babskie spotkanie, by razem doprowadzić się do porządku przed wyjściem. Jednak wcześniej chłopaki zarządzili sobie przerwę na jedzenie. Dostaliśmy telefon od Michaela, który w tym wypadku reprezentował pozostałych. Chcieli zjeść w pizzerii, która mieściła się dziesięć minut piechotą od kampusu. A na takie danie nie musieli nas długo namawiać. Zaraz po zjedzeniu posiłku we wspólnym gronie, każdy wrócił do siebie. To znaczy chłopaki wrócili, bo my zabunkrowałyśmy się w pokoju brunetki.
          Maya spojrzała na nas niepewnie, gdy wyciągałyśmy po kolei wszystkie rzeczy. Widziałam jej przestraszone niebieskie oczy. Miałam nadzieję, że nie myśli sobie, że chcemy z niej zrobić pośmiewisko czy jakiegoś przebierańca, który nadawałby się na Halloween. Zauważyłam, jak przełyka nerwowo ślinę.
- Maya – powiedziałam, starając się do niej uśmiechnąć najłagodniej i najmilej, jak potrafiłam. Dziewczyna niepewnie kiwnęła mi głową. – Najpierw zajmiemy się tobą. Siadaj na krześle.
          Powoli podniosła się z łóżka i ze spuszczoną głową podeszła do wskazanego przez nas miejsca. Otoczyłyśmy ją, przyglądając się dokładnie jej twarzy i włosom. Becky zaś skupiła się na jej dłoniach. Dziewczyna podskoczyła w miejscu, kiedy złapałam za kosmyk jej blond włosów.
- Masz rozdwojone końcówki – poinformowała ją Lori, dokładnie przyglądając się puklowi między moimi palcami. - Przydałoby się też odrobinę je wygładzić, by nie tworzyło się siano. Będziesz mieć coś przeciwko, jeśli ci je podetnę? Odrobinę, by pozbyć się problemu z końcówkami. – Maya wytrzeszczyła oczy, po raz kolejny przełykając ciężko ślinę. W końcu wzięła głęboki oddech.
- Nie – powiedziała, a Lori uśmiechnęła się.
- Nie bój się, nie skrócę ci ich do uszu – pociągnęła blondynka ze śmiechem. – Jak na dole Becky?
- Przypiłujemy je i nadamy odpowiedni kształt. Pomaluję ci je na różowo, pasuje?
- Pasuje – rzuciła Maya, nieco pewniejszym głosem.
- Pomyśl sobie, że jesteś w Spa…
- Nigdy nie byłam w Spa.
- To nic. Głównie chodzi o to, że my zajmujemy się tobą, a ty relaksujesz się i odpoczywasz.
- Okej, spróbuje.
- I bez obaw, nie zrobimy z ciebie czarownicy.
- Michael powiedział, że urządzamy sobie teraz zlot czarownic – skomentowała Lori, rozczesując włosy blondynki.
- Jak bardzo będziesz płakać, jak przywalimy twojemu chłopakowi? – odezwała się Becky.
- Wcale nie będę – dodała ze śmiechem. Kątem oka zauważyłam, jak Maya się lekko uśmiecha. Postęp. Ewidentny postęp. Może w końcu przestanie się nas bać. A raczej mnie bać. Na to liczę.

          Kiedy włosy, paznokcie i makijaż były gotowe, dałyśmy jej ubrania, które dla niej wyszukałam. Maya była podobnej postury, co ja, więc byłam pewna, że moja garderoba powinna na nią pasować. Zresztą żadna z nas nie odbiegała jakoś od siebie rozmiarem, więc cała nasza czwórka mogła wymieniać się ubraniami. Oprócz oczywiście butów, bo Lori miała większą stopę.
          W końcu Maya wyłoniła się z łazienki. Becky, aż pisnęła z entuzjazmem, a ja i Lori przybiłyśmy sobie piątki. Blondynka uśmiechnęła się do nas szeroko. Najwidoczniej też była zadowolona ze swojej przemiany z kaczątka w łabędzia – i nie, nie brzydkiego, bo Maya była naprawdę urodziwą dziewczyną, tylko trzeba było ją nakierować na to, by podkręciła swoje auty.
           Lori postawiła u niej na klasyczne uczesanie. Rozpuszczone włosy z lekkimi falami, które podkreślały jej okrągłą twarz. Becky zafundowała dopieszczenie paznokci, stawiając na okrągły kształt płytki. Dodała do tego jasno różowy lakier, który idealnie pasował do koloru bluzki, jaką miała na sobie. Ja zaś makijażem podkreśliłam jej kolor oczu i długie rzęsy, które miała z natury. Zaakcentowałam najbardziej usta, by całość nie była nazbyt delikatna. Dżinsy rurki zaznaczyły jej zgrabne nogi, które nie jedna panna w klubie będzie jej zazdrościć. Maya jedynie nie dała się ubrać w buty na obcasie, twierdząc, że zupełnie nie umie w czymś takim chodzić. I nigdy takiego typu obuwia nie zakładała. Postawiłyśmy na klasyczne czarne, płaskie balerinki, które też pasowały do całości.
- Jest bombowo – podsumowałam, a Maya uśmiechnęła się po raz kolejny.
- Musicie… Musicie nauczyć mnie malowania i tego wszystkiego.
- Nie ma sprawy – odpowiedziała szybko Lori. – To, co? Gotowe?
- Jak najbardziej – rzuciła Becky, zrywając się z miejsca. Stukot jej butów rozniósł się po pokoju, gdy podeszła do swojej współlokatorki.
- Kilka wskazówek przed wyjściem – dodałam, również wstając z łóżka. – Wyprostuj się i unieś do góry brodę. Wyglądasz cudownie, więc nie musisz się chować i ciągle patrzeć w podłogę. W klubie wszyscy dobrze się bawią i ty też masz do tego prawo. Uchwyć się czegoś, co daje ci pewność siebie. Będziesz tam z nami, więc nie musisz się bunkrować i bać. I nie zapominaj o najważniejszym…
- O czym?
- O uśmiechu – skwitowałam, a ona zaśmiała się.
- Jesteś w porządku – powiedziała, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie oceniaj dnia przed zachodem słońca – rzuciła Becky, a potem zaniosła się śmiechem, kiedy spiorunowałam ją wzrokiem. – Żartowałam!
- No, ja myślę.
- Starczy tej paplaniny – przerwała nam Lori. Ona, jako ostatnia podniosła się z materaca. – Chodźmy już podbić parkiet.
- Najpierw koncert – przypomniałam jej, a ona przekręciła oczami. – Tańce później.
- Wypijesz dziś z nami, Maya? – zapytała Becky, klepiąc ją po ramieniu.
- Może jednego.
- Może mają tam jakieś wypasione drinki – rozmarzyła się brunetka.
- Czy ty ostatnio nie twierdziłaś, że już nie pijesz?
- Chyba w innym życiu – rzuciła, machając na nas ręką. – Idziemy! Już! Chcę zająć najlepsze miejsca!

           Weszłam do ciemnej sali. Wnętrze było koloru głębokiego granatu, łączonego z ciemnym brązem. Na ścianach dodano drobinki bieli, co przypominało mi rozgwieżdżone niebo. Bar był lekko podświetlany, a wzdłuż niego ustawiono równo wysokie krzesła. Trójka barmanów krążyła przy ladzie, obsługując klientów, których na razie nie było zbyt wielu. Więcej ludzi siedziało przy stołach. Powoli dochodziła ósma trzydzieści i chciałam, by chłopaki mieli naprawdę dużą publikę.
- Hej, Rose!
           Odwróciłam się na dźwięk znanego głosu. Jesse i Blake siedzieli pod drugiej stronie sali, zajmując jedną z większych kanap tak, by po występie zmieściła się przy nim cała nasza grupa. Brunet energicznie machał w moją stronę, podskakując przy tym w miejscu. Nie było możliwości, by nikt go nie widział.
           Klepnęłam Lori w ramię, a ona podała ten sygnał pozostałej rozmawiającej ze sobą dwójce. Poszliśmy w ich stronę. Mój wzrok na dłużej zatrzymał się na niewielkiej scenie, ustawionej na wysokim podeście, tuż przy parkiecie. Światła były już włączone, wiec teraz to miejsce rozświetlało się różnobarwnymi plamami, tworząc coraz to inne mozaiki.
- Cześć, chłopaki – rzuciłam, wsuwając się na sofę.
- Cześć, dziewczyny – odpowiedział szybko Jesse, dokładnie przyglądając się każdej z nas.
- Siadajcie – powiedział Blake, przesuwając się jeszcze bardziej, choć miejsca naprawdę było sporo.
- Drogie panie – zaczął Jesse, tym swoim przeuroczym głosem. – Co panie życzą sobie do picia?
- A co tu serwują, cukiereczku? – zapytałam przesłodzonym głosem. Brunet zaśmiał się, poprawiając okulary, które miął na nosie.
- Nigdy nie znosiłem tego twojego tonu – wyrzucił z siebie Blake, uśmiechając się pod nosem. – Torturowałaś mnie nim.
- Odrobinę – odpowiedziałam, odbierając od Jesse’go podłużne menu, które nam podał. Oczy całej damskiej czwórki skupiły się na literkach i składach poszczególnych napoi. Po chwili każda z nas już znała swój wybór.
           Jesse, jak na prawdziwego dżentelmena przystało, podniósł się z miejsca, by iść do baru i złożyć nasze zamówienia. Mówił, że póki jest mało ludzi, to barmani przynoszą drinki do stolików. I faktycznie tak było, bo po kilku dłuższych minutach, każdy z nas miał przed nosem pełną szklankę. Zdążyłam upić z niej niewielki łyk, kiedy poczułam wibrację w kieszeni, a następnie do moich uszu doszedł pojedynczy dźwięk, oznajmujący mi przyjście wiadomości. Wydobyłam telefon, by odczytać sms-a.

Od Luke:
Mam nadzieję, że już jesteś. Za pięć minut zaczynamy.

Do Luke:
Jestem. Wszyscy już jesteśmy. Dajcie czadu!

Od Luke:
Trzymaj kciuki.

Do Luke:
Naturalnie, kotku!

           Wsunęłam telefon do kieszeni, a następnie oparłam dłonie o ciemny stół. Zabębniłam w drewno palcami, nie mogąc się doczekać pojawienia się na scenie 5 Seconds of Summer. Do klubu przychodziło coraz to więcej ludzi, a ja odwróciłam się i rozejrzałam po sali. Dostrzegłam znanego chłopaka, który uśmiechnął się szeroko, jak tylko mnie zauważył. Mason odłączył się od Chloe i ruszył w naszą stronę. Zatrzymał się, opierając łokieć o oparcie sofy.
- Cześć dziewczyny, cześć Jesse i… o… dupek też się tu pojawił.
- Zejdź ze mnie w końcu – mruknął Blake, przejeżdżając dłonią po swojej jasnej koszulce.
- Dopiero, jak wypieprzysz na księżyc – skwitował Mason.- Co wy tu robicie?
- Mówiłam ci przecież, że dzisiaj występują chłopaki – przypomniałam mu, a on klepnął się otwartą dłonią w czoło.
- Faktycznie. Ekstra, chętnie posłucham – rzucił z uśmiechem. – Powiem reszcie mojej grupy.
- Myślałam, że przyszedłeś, tylko z Chloe.
- Nie, nasza paczka już tu była wcześniej – odpowiedział, a ja kiwnęłam głową. – Miłej zabawy. A ty – Mason spojrzał na mojego byłego – mam cię na oku.
           Kiwnął nam jeszcze na odchodnym głową, a następnie wrócił do swoich znajomych. Przekręciłam oczami. Jesse spojrzał na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał mój kuzyn, by po chwili zerknąć na swojego kumpla. Uniósł brwi do góry i przyssał się do drinka, by ukryć uśmieszek, który wypełznął na jego usta. Najwidoczniej Jesse miał niezły ubaw.
- Chyba Mason nie lubi twoich facetów- skwitowała Becky.
- On w ogóle kogokolwiek lubi? – rzucił Blake.
- To, że cię nie lubi, to wcale mu się nie dziwię – powiedział Jesse, wzruszając ramionami.
- Dzięki, ty też przeciwko mnie.
- Stwierdzam, tylko fakty stary.
           Jesse zdążył to powiedzieć, a światła w klubie ściemniły się. Wszystkie oczy zgromadzonych w środku ludzi zwróciły się w stronę sceny. Przed nami stał starszy mężczyzna w niebieskiej koszuli. Przybliżył się do mikrofonu, omiatając ciemnymi oczami całą klientelę. Może był to właściciel?
- Witam w kolejnej sobocie z muzyką na żywo! – zawołał, a w pomieszczeniu zabrzmiały oklaski. – Nie będę przedłużać, bo pewnie chcecie już zacząć zabawę. Przed wami chłopaki z Sydney! 5 Seconds of Summer!
          Nie było nic w tym dziwnego, że nasz stolik krzyczał i piszczał najgłośniej. Nawet Jesse dołączył do wspólnego okrzyku, podrywając się z miejsca i wydzierając na całe gardło. Nasza trójka zrobiła niemalże to samo. Maya zaś przystała przy głośnych oklaskach, a Blake oparł się o stolik, z zaciekawieniem spoglądając na czwórkę znanych mu chłopaków, który pojawili się na scenie.
          Pierwszy wyłonił się Ashton, zasiadając szybko za swoją perkusją. Zaraz po nim wskoczył na podest Michael i Calum. Na samym końcu pojawił się Luke, zajmując środkowy mikrofon. Hemmings rozejrzał się, a gdy udało mi się złapać z nim kontakt wzrokowy, pomachałam do niego, szczerząc się, jak wariatka. Ale nie moja wina. Nie dość, że byli naprawdę świetni, to jeszcze prezentowali się znakomicie. Byli do schrupania, jakby to ujęła Becky.
- Czołem, Renovation! – zawołał Irwin, machając pałeczką nad głową.
- Na rozruszanie coś znanego! – dodał szybko Michael. Po chwili popłynęła znana melodia, a ludzie zaczęli klaskać jeszcze bardziej. – Don’t want to be an American Idiot… – wyśpiewał Clifford.

***
         Luke wiedział, że cała ich czwórka wkłada mnóstwo pracy w piosenki i muzykę, która podobała się innym. Czuł, że wykonują kawał dobrej roboty, szczególnie, gdy ich publika bawiła się razem z nimi. Teraz jednak nie byli w Sydney, gdzie zawsze było – czy to w klubie czy na terenie szkoły – mnóstwo znanych osób. Tu w Melbourne byli obcy, a ich muzyka w ogóle nieznana. Dlatego naprawdę wpadł w duże zadowolenie, gdy Michael jednym hasłem sprawił, że wszyscy zgromadzili się wokół parkietu.
- Tyłki z krzeseł! Bawcie się z nami! – zawołał Clifford, kiedy rozpoczynali kolejny utwór.
          Klienci Renovation powstawali ze swoich miejsc, by zgodnie ze słowami gitarzysty, ruszyć pod scenę. Luke wyłapał w tłumie Masona, a także niewielką grupę osób z jego roku. Uderzył w struny po raz kolejny, by przejść do następnego utworu.
- My girlfriend’s bitchin’ ‘cause I always sleep in. She’s always screamin’ when she’s calling her friend – zaczął Luke, omiatając wzrokiem zgromadzony pod sobą tłum. – She’s kinda hot though. Yeah, she’s kinda hot though.
           Uśmiechnął się do Michaela, który w tym samym momencie spojrzał na niego. Chłopak odpowiedział tym samym, jednocześnie wytykając mu język. Ludzie znów bujali się w rytm piosenki, którą wykonywali. Kiedy na wokal wskoczył Ashton, Luke spojrzał w stronę swojej dziewczyny. Nie miał trudności, by wyłapać ją wśród tej masy. Jednak to, co widział wcale mu się nie spodobało.
           W momencie, gdy jego błękitne oczy spoczęły na rudowłosej, Blake przysunął się bliżej niej, jednocześnie pochylając się w jej stronę. Rose odgarnęła z twarzy włosy, a chłopak jeszcze bardziej zmniejszył dzielącą ich odległość. Hemmings domyślał się, że musiał coś mówić jej na ucho. W końcu było tu dość głośno, ale nie musiał przy tym dotykać jej ramienia i uśmiechać się, jak pies widzący kawałek soczystej szynki. Luke cieszył się z tego, że razem wyśpiewywali refren, bo gdyby to miał zrobić sam, to z pewnością jego głos zadrżałby mu pod wpływem złości. Teraz najchętniej trzepnąłby Blaka’a gitarą przez plecy. Szczególnie, że nazbyt często kręcił się koło Rivers.

***
           Chłopaki, jako ostatnie zagrali Jet Black Heart. Była to ich nowa piosenka, której nawet my nie mogliśmy wcześniej posłuchać. I muszę przyznać, że wsłuchiwałam się w nią z otwartymi ustami. Cały tekst i muzyka, była niesamowita. Nic dziwnego, że poczułam na ramionach gęsią skórkę. Była idealna. Czułam, że może ona trafić do spisu moich ulubionych utworów 5 Seconds of Summer.
           Kiedy skończyli, ponownie rozbrzmiały liczne oklaski. Chłopaki podziękowali nam za wspólną, prawie półtoragodzinną zabawę. Zarzucili sobie ramiona na barki, a potem wykonali wspólny ukłon, który nagrodzony był kolejnymi brawami i piskami – szczególnie damskiej części widowni i Jesse’go. Zaraz po tym, zniknęli na tyłach klubu. Przy stoliku znaleźli się, jakieś półgodzinny później. Musieli jeszcze przed imprezą zapakować sprzęt do samochodów, które pozostawili na służbowym parkingi klubu. Jak tylko znaleźli się obok nas, poleciały w ich stronę gratulację za udany występ, a także za dobrą zabawę, jaką nam zagwarantowali.
           Luke wcisnął się na miejsce obok mnie, wysuwając Maya’ę w stronę Hooda, który uśmiechnął się szeroko do blondynki. Widziałam w jego oczach pewien błysk, co tylko dało mi do myślenia. Czyżby Calum nagle dojrzał urodę nowej koleżanki?
- Czemu nie zaprezentowaliście nam Jet Black Heart wcześniej? – zapytałam z wyrzutem, kiedy Luke objął mnie w pasie.
- Chcieliśmy, czymś was zaskoczyć – odpowiedział, nachylając się w moją stronę. Cmoknął mnie w czoło, a ja mogłabym przysiąc, że jego błękitne oczy na dłużej zatrzymały się na Blake’u, który siedział po mojej drugiej stronie.
- Udało się wam. Ten kawałek jest boski – skwitowałam, a Hemmings uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Boski, jak ja?
- Typowe – skwitowałam, klepiąc go po policzku. Luke prychnął z udawanym niezadowoleniem pod nosem, by po chwili znów się uśmiechnąć.

          Parkiet zapełniał się tańczącymi ludźmi. Na scenie pojawił się DJ, który puszczał kawałki mieszane. Nowości przeplatane ze starszymi przebojami, które wszyscy znali i lubili. Przy stoliku zostałam ja i Luke, a także Lori i Michael. Chłopaki byli pogrążeni w rozmowie, a ja z blondynką dokładnie obserwowaliśmy pozostałą część naszej grupy. Widziałam, jak przyjaciółka, co jakiś czas uśmiecha się triumfalnie pod nosem. Podążyłam za jej wzrokiem, napotykając dość uroczy obrazek.
          Ashton i Becky stali niedaleko parkietu. Irwin ściskał szklankę z piwem w swojej lewej dłoni, nie odrywając nawet na moment swoich brązowych oczu dziewczyny, którą miał przed sobą. Brunetka zaś o czymś mu zawzięcie opowiadała, mocno do tego gestykulując. Co jakiś czas uśmiechali się do siebie, a ja czułam – i chciałam żeby było tak naprawdę – że złapali ze sobą pewną więź. Może pojawi się miedzy nimi ta tajemnicza chemia? Byli by naprawdę ładną parą.
          Spojrzałam w drugą stronę, namierzając Jesse’go, który rozmawiał z jakimś nieznajomym czarnowłosym, wysokim chłopakiem. Byłam pewna, że kumpel wybrał się na łowy i właśnie on wpadł mu w oko. Chyba zresztą ze wzajemnością, bo i on nie odrywał wzroku od Jesse’go. Jednak to nie oni wzbudzili we mnie większy entuzjazm. Mianowicie tuż za nimi przy barze siedział Calum w towarzystwie Maya’i. Dziewczyna poszła kupić sobie coś do picia niemalże w tym samym czasie, co Mulat. Teraz o czymś rozmawiali. Hood stał do nas odwrócony plecami, więc nie widziałam jego twarzy. Za to szybko wyłapałam lekkie rumieńce blondynki, jakby dalej osoba Cala nieco ją onieśmielała. Jednak przełamała się i odłączyła od nas, by zmienić towarzystwo. I to na męską wersję.
- Myślisz, że Maya nabrałaby więcej pewności siebie, gdybyśmy ustawili ją na randkę?- wypaliła Lori.
- To nie głupie – skwitowałam, poważnie zastanawiając się nad tym planem. – To, całkiem niezłe. Musiałby to jednak być koleś, który na pewno jej nie skrzywdzi i który będzie dla niej miły przez całe spotkanie. I nie będzie rzucał żartami z podtekstem seksualnym, co by się dziewczyna nie wycofała i nie zamknęła w sobie jeszcze bardziej.
- Może Calum.
- No… Umie być miły. Nie, poprawka. Calum jest miły.
- Myślisz, że by się zgodził?
- Można spróbować.
- Co tam knujecie czarownice? – zapytał ze śmiechem Michael.
- Kochanie, zamilcz – mruknęła Lori, mrużąc na niego ciemne oczy.
- A co rzucisz na mnie urok?
- Masz dożywotni zakaz oglądania Sabriny nastoletniej czarownicy – warknęła, machając na niego palcem. Luke i ja spojrzeliśmy po sobie, a następnie ryknęliśmy śmiechem.

          Ja i Lori podzieliłyśmy się z Becky naszym planem odnośnie jej współlokatorki. Byłyśmy same w łazience, więc mogłyśmy legalnie i bez świadków porozmawiać o pomyśle, jaki narodził się w genialnej głowie blondynki. Przyjaciółka szybko uznała, że faktycznie to musi się udać. Dlatego po powrocie na salę, szybko szczepiłyśmy Hooda, który stał przy barze rozmawiając teraz dla odmiany z Jesse’im i jego nowym kolegą.
- Pozwól na słówko, Cal – rzuciłam, łapiąc go za ramię i odciągając od pozostałych.
- Co jest? Nic nie zrobiłem – mruknął, gdy zatrzymaliśmy się na drugim końcu sali.
- Masz coś na sumieniu, Hood? – zapytałam, unosząc jedną brew do góry i uśmiechając się do niego.
- Nie… Moje sumienie jest czyściutkie – skwitował, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. – Co to za sprawa?
- Powiem wprost – rzuciła Lori, a on kiwnął głową. – Umówiłbyś się z Maya’ą na randkę?
- Randkę?
- No, wiesz… Kino, może jakieś jedzenie… Cokolwiek – pociągnęłam. – Chodzi o to, by przełamać i rozruszać ją jeszcze bardziej.
- Czemu ja?
- Jesteś miły, sympatyczny i każdy cię lubi – podsumowała Lori, a Becky szybko pokiwała głową. – Kto, jak nie ty.
- Spoko. Mogę wziąć ją na randkę. W sumie nawet miło się z nią rozmawiało.
- Punkt dla nas, laski. Maya się otwiera - powiedziała zadowolona Becky.
- No i przyznam się, że wygląda dzisiaj naprawdę bardzo ładnie – pociągnął powoli Hood. – Wcześniej widziałem, tylko jej burzę blond włosów, które były w kompletnym nieładzie i porozciągane swetry, a teraz… W końcu zobaczyłem, że dziewczyna ma talię, zgrabne nogi i biust!
- Serio, Cal? – mruknęłam, przekręcając oczami.
- Jestem facetem, więc nie dziw się, że w takie strony lecą mi oczy.
- Więc zgadzasz się być jej ustawioną randką? – dopytała Lori.
- Tak, zgadzam się. Zabiorę ją gdzieś.
- Ekstra – rzuciłam i cała nasza trójka przybiła sobie piątki. Hood też wyciągnął w naszą stronę rękę. Zmierzyłyśmy go wzrokiem od góry do dołu. Jęknął rozczarowany pod nosem, a my zaśmiałyśmy się. W końcu jednak i tak uderzyłyśmy w jego dłoń, a on na nowo rozpromienił się. Cały Calum.

***
          Warknął pod nosem. Wyszedł, tylko do łazienki, a Blake znów zaczął kręcić się wokół Rosalie. Miał naprawdę po dziurki w nosie tego kolesia. Naprawdę go nie lubił, ale z uwagi na nią i Jesse’go musiał go jakoś znosić. Jego niechęć wynikała też z tego, że najnormalniej w świecie mu nie ufał. Nie podobały mu się jego dziwne spojrzenia, kierowane na niego. Jakby w jakiś sposób go sprawdzał, jednocześnie rzucając wyzwanie.
          Niewiele myśląc ruszył w stronę rudowłosej, która stałą ze swoim byłym tuż przy barze. Dziewczyna dopiła drinka. Blake miał jeszcze całą pełną szklankę w dłoni. Nachylił się w jej stronę, mówiąc jej coś na ucho. Hemmings zazgrzytał zębami i przyspieszył kroku, kiedy obślizgła łapa Blake’a znalazła się na plecach jego panny.
- Luke – rzuciła z uśmiechem Rose, kiedy zatrzymał się obok niej. Blake natychmiast wyprostował się, zwiększając dystans między nim a nią. – Chcesz coś do picia? Właśnie chciałam zamówić kolejnego.
- Później. Muszę wam przerwać, bo chcę cię porwać. 
          Splótł ich palce ze sobą. Niebieskie oczy chłopaka spojrzały na ich dłonie. Zacisnął lekko usta. Czyżby i u niego odezwała się zazdrość? Luke miął ochotę pstryknąć mu palcami przed nosem, by wyciągnąć go z tej bajki, która tworzyła się w jego głowie. Chciał ewidentnie zaznaczyć terytorium, które dla niego było już zajęte. Blake miał swoją szansę, ale na szczęście był prawdziwym kutasem, który nie potrafił jej wykorzystać.
- Porwać?
- Idziemy.
          Zanim Rose zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, pociągnął ją w stronę parkietu. Wcisnęli się w tłum tańczących osób, których liczba znów wzrosła. Zauważył niedaleko nich tańczącego Clifforda i Lori. Przy stole zaś znajdowała się pozostała ich paczka, plus Jesse i jego nowy kumpel.
- Serio? – wydusiła rudowłosa, gdy przybliżył się do niej jeszcze bardziej. Jego palce musnęły czarny materiał jej spodni. – Chcesz tańczyć? Ty?
- Może nie robię tego często…
- Te momenty mogę policzyć na palcach jednej ręki.
- Nie przesadzaj, nie było ich tak mało.
- Wliczając w ten skład ślub naszych rodziców i bal maturalny. Zaskakujesz mnie i… - Ale urwała, bo Luke z uśmiechem nachylił się i musnął ustami jej usta.
- Tańcz ze mną, księżniczko – powiedział wprost do jej ucha. Poczuł, jak przez jej ciało przechodzi szybki dreszcz. Wyszczerzył się triumfalnie. Rose spojrzała na niego, również odpowiadając uśmiechem. 


***
Mamy ich pierwszy występ w Melbourne, który zaliczyli w klubie :) Rozdział wyszedł dłuższy, dlatego został podzielony na dwie części. Druga to kontynuacja tego dnia, a raczej imprezowej nocy :D
Mam nadzieję, że się Wam podobało :)

Od razu również zapraszam na nową historię z Mukiem - ten kto nie był i chce nadrobić to link znajduje się poniżej. Pojawił się tam wczoraj pierwszy rozdział :)


Kolejna część Pod jednym dachem pojawi się klasycznie za tydzień :)

Przypominam też o możliwości zadawania mi pytań odnośnie fabuły i bohaterów na Asku - link w kolumnie z Menu :) 

Dziękuję Wam również za wszystkie komentarze - uwielbiam je! :)

Pozdrawiam i do następnej niedzieli!



W następnym odcinku:

- Widzę impreza pełną gębą – odpowiedział Hemmings, podając mu rękę. 
- Te schody są idealne, jako prowizoryczna zjeżdżalnia.

***

- Co? 
- Się debilu pytasz – mruknął Luke, przekręcając oczami. – Wpuść mnie do cholery. 

***

-Od kiedy jesteś taki Eko, kotku? 

***

- To było dobre.
- Dzięki, wymyśliłem na poczekaniu – skwitował, wzruszając ramionami. 

***

- Jeszcze nie skończyłam! 
- Skończyłaś – stwierdził, pozbywając się swojego ręcznika.
- A balsam do ciała, a krem i…
- Starczy – oznajmił, a potem zrobił coś przez co, aż pisnęłam pod nosem. Złapał mnie i przerzucił sobie przez ramię. 

14 komentarzy:

  1. Genialny, czekam z niecierpliwością na następny rozdział ♥
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. I znowu zapomniałaś o mini spojlerze na Wattpadzie :(
    Idę się popłakać i pochlastać :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurdeeee, się chyba nigdy do tego nie przyzwyczaję :/ Szczególnie chyba na PJD. Muszę nad tym popracować

      Usuń
  3. Maya i metamorfoza - chociaż nadal mam do niej mieszane uczucia. Jest i zazdrosny Luke :D Chociaż sama prawie warknęłam - gdzie pchasz te łapy jełopie, ona ma chłopaka!
    Nie dziwię się, czemu im się podobało JBH :D To genialny utwór, uwielbiam w nim wokal Mikiego :)
    Czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Maya Ciebie do końca jeszcze nie przekonuje - może to się zmieni :) Hahah :D Luke kontra Blake ahah :)
      Oj, tak - zgadzam się co do JBH :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Napisałam, mega długaśny komentarz, ale coś mi się usunęło :c No to napiszę jeszcze raz...
    Pierwsze co zwróciłam uwagę to tytuł. Mam mega sentyment do tego boysbandu. Słuchałam ich w podstawówce :D Dzięki Tobie słucham 5 seconds of summer xD miła odskocznia od moich innych ulubionych gatunków muzycznych. Tak btw to Nathan Sykes jest moją miłością, tak jak Luke Hemmings także nie pogardziłabym jakby kiedyś kiedyś zagrał jakąś rolę, obojętnie jaką (byle nie zły charakter xd) w twoim opowiadaniu... głos ma przecudowny. Polecam obejrzeć teledysk do Over and Over Again♡
    Co do rozdziału. Maya i jej metamorfoza, jak dla mnie super. Wiesz co? Ja od razu wiedziałam, że Cal i Maya mają szansę na coś ten teges, chociaż jak na razie to tylko rozmawiają.
    Beshton! Boże, jak ja uwielbiam tą mieszankę wybuchową w postaci Becky i Ashtona. Oni muszą coś zrobić w kierunku czegoś więcej niż przyjaźń. No, wiecie o co mi chodzi. Na pewno łatwo nie będzie, ale na nudę my, czytelnicy narzekać nie będziemy.
    Blake... jak on mnie denerwuje, w sumie nie tylko mnie. Mason i Luke mają rację, że go nie lubią. Dobrze, że Rosie nie reaguje jakoś na te jego "zaloty", a nasz Pingwinek jest dla niej numerem jeden! I prawidłowo, tak musi być.
    Uwielbiam Twoje opowiadania, jestem też mega tolerancyjna, ale jakoś ta opcja z Muke'iem mnie nie przekonuje... Sama nie wiem dlaczego. Oczywiście, że będę zaglądać na bloga, ale TGA nie będzie aż takim moim ulubieńcem jak reszta Twoich opowiadań. Mimo to życzę samych sukcesów i pomysłów na ten blog, w sumie na każdy inny też.
    Mam nadzieję, że nie znudziła ś się czytając to :D
    Pozdrawiam ^^

    Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam napisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, dzięki za takie słowa :)
      Szczerze to ja The Wanted (musiałam zobaczyć, jak oni się nazywają) to praktycznie znam tylko z kilku utworów. Dla mnie 5SOS też są odskocznią od gatunków, jakich przeważnie słucham, tak samo, jak znane utwory z radia (jak chce mi się czegoś innego :D).
      Posłucham kawałek zaproponowany przez Ciebie - może mi się spodoba :)Zobaczę też, jak ten Nathan wygląda, może kiedyś faktycznie jego osoba zagra jakąś postać :)
      Cieszę się, że podoba Ci się Beshton - może ta dwójka też się ogarnie w końcu.
      Heheh spoko, nie zmuszam do czytania. Pewnie gdyby nie wyzwanie to sama nigdy bym nie sięgnęła po Muka, ale... słowo się rzekło, a nóż widelec mi się spodoba haha :D
      Dziękuję Ci za tak miły i długi komentarz - naprawdę przyjemnie mi się go czytało. Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  6. Cudowny rozdział :D kocham Masona za wszystkie jego teksty do Blake'a i czasem do Luke'a XD a co do tego pierwszego... Jak tylko widze to imię to coś mnie trafia. Oby Luke i Rose nie przeżyli pierwszego kryzysu :( Calum i Maya to coś nowego. Oby nie wyszła z tego taka landrynkowa miłość typu, o jej on jest taki słodki kochamy lalala serduszka, gwiazdki jednorożce, tęcza i bla bla bla *odruch wymiotny* Przykro mi to mówić, ale oni dla mnie nie teges :( może zbyt przyzwyczaiłam się do wizji Caluma-geja xD
    Na wszelki wypadek zaznacze: nie miałam zamiary Cię obrazić. Wyrażała tylko swoje zdanie.
    Pozdrawiam, Blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :)
      Hahaha sama lubię Masona - jest taki bezpośredni i jadaczki nie zamyka :) Jak dla mnie pozytywna postać - ale ja nie jestem zbytnio obiektywna, bo w końcu sama go stworzyłam :D
      Co do Blake'a, Luke'a i Rose - milczę
      Hehehe rozczaruję Cię, bo akurat w tej historii Hood nie podchodzi mi pod geja, a to co jest między nim a Maya, to na razie tylko kumpelstwo. Czy coś się zmieni, czy tak zostanie? - Wyjdzie w praniu. Nie zamierzam jednak robić cukierkowej pary - z nikogo. Nigdy do tego nie dążyłam i mam nadzieję, że w każdym przypadku jakoś, choć odrobinę mi się to udało :) Jak nie to od razu mnie zastrzelcie albo sama to zrobię :P
      Nie obraziłaś mnie, podobał mi się Twój komentarz i za niego bardzo dziękuję :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Ugh ! ;) Jak zwykle nie wiem od czego zacząć :)
    Na pewno to że rozdział jak zawsze jest mega extra ciekawy zaczepisty i zarąbisty :)
    No cud miód i gwiazdeczki **

    Boże ile ja bym dała żeby być w takim klubie i posluchać 5sos *-* ummmm...

    Maya i Calum ... Calu i Maya =Malu albo Caya ;*
    No nic jestem ciekawa jak Maya zareaguje na to że dziewczuny ustawiły ją na randkę hehu :)

    Luke i Rose *-* no i ten popiepszony Black -,-
    On sobie coraz to barziej pozwala.. no trzepła bym go ...jak jestem mała to by sie dowiedział ile mam siły.. ;)
    Prosze niech Manson na niego najeżdża tak dalek ;) Luke też może tam coś dopowiedzieć ;) Nikt się nie obrazi ;)
    No chyba że Black ale to szczegoł :D

    Becky i Ash ;) razem gorsi niż bomba atomowa ;) No ale są słodcy ... te ich kłotnie ♡ no po prostu shippuje ich :D

    No nic czekam na nexta :*
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje komentarze zawsze mnie rozkładają na łopatki, wywołując także big smile :D
      Caya - podoba mi się hahah :D
      Widzę, że Blake dalej jest na cenzurowanym - zresztą sporo osób go nie trawi.
      Pozdrawiam również i raz jeszcze dziękuję za komentarz!

      Usuń
  8. Hahhaha bardzo mi miłoo :D :))) (potrojny SMILE) *-*
    Caya też mi się podoba :) ciekawe czy Caya wypali hah czy będzie BUM ! POW ! ARMAGEDION ! @.@ hih ;) Haha apokalipsa jednorożca możee też ?!!?!! :)
    Dobra poniośło mnie ... za dużo tęszy jednorożcy CZEKOLADY ?!? *-*
    Także pozdrawiam :) :D

    OdpowiedzUsuń