niedziela, 21 lutego 2016

S6 - Rozdział 7

But when it comes to me I wouldn't want to be anybody else


           Uniwersytet Melbourne organizował we wtorek spotkanie z rodzicami. Był to dzień, w którym ojcowie i matki mogli zobaczyć cały kampus, poznać nowych znajomych swoich dorosłych już pociech, a także porozmawiać z władzami uczelni. Nie mogłam się go doczekać, a to ze względu na to, że Sarah i Dan zapowiedzieli się, że przyjadą. Chciałam już ich zobaczyć. Choć od naszego wyjazdu nie minął jeszcze pełny miesiąc, to ja i tak zdążyłam się za nimi porządnie stęsknić.
           Całe to spotkanie miało bardzo uroczysty charakter, więc wymagano od nas odpowiedniej prezencji. Trzeba było postawić na coś eleganckiego. Ja nie miałam z tym problemów. Wybrałam prostą i skromną granatową sukienkę przed kolano. Gorzej było z Lukiem. Mojemu boskiemu chłopakowi nie uśmiechało się wciskanie w coś, co nie było luźną koszulką z nadrukiem.
- Załóż to – powiedziałam, odwracając się od jego szafy. Blondyn od razu zmarszczył nos. - Co jest złego w błękitnej koszuli?
- Nie pasuje do mnie.
- Akurat dzisiaj wszyscy mają gdzieś to, czy to ubranie będzie do ciebie pasować. Wymóg to wymóg.
- Nie wciśniesz mnie w garnitur.
- Nawet nie zamierzałam – skwitowałam, odkładając koszulę z powrotem do szafy. Jak tak dalej pójdzie, to nie wyrobimy się z doborem stroju dla niego przez tydzień. – Ubierz czarne dżinsy.
- Mam na sobie czarne dżinsy.- Zerknęłam na niego z politowaniem.
- Ubierz takie, które nie mają dziur na kolanach. – Złapałam za jedne z nich. Rozłożyłam je. Były całe. Niewiele myśląc rzuciłam nimi, a spodnie zatrzymały się na jego głowie. Luke warknął pod nosem. Ściągnął je, posyłając mi niezadowolone spojrzenie.
- Mogę zostać w tej koszulce? – zapytał, ciągnąc za biały materiał. Pokręciłam głową, a on padł na łóżko. – Co jest w niej złego?
- Ma wielki żółty uśmiech – powiedziałam z niedowierzaniem. – Nie namówię cię na błękitną koszulę?
- Nie dzisiaj.
- A na czarną?
- Lepiej.
- W takim razie masz czarną. – Złapałam za koszulę i podałam mu ją. – Luke, no… - jęknęłam, kiedy blondyn nie ruszył się z miejsca. – Ty wiesz, że niedługo przyjeżdżają nasi rodzice. W sumie powinni być tu za niecałą godzinę, a ty jesteś w proszku i… 
            Ale nie dokończyłam, bo Hemmings złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie. Padłam na niego, niemalże uderzając czołem o jego nos. Zaśmiał się. Niewiele myśląc trzepnęłam go w ramię.
- Za co?
- Gnieciesz mi sukienkę – mruknęłam, próbując się wyrwać. – Puszczaj, no!
- Za buziaka. – Przekręciłam oczami, a potem szybko musnęłam jego usta swoimi. – Nie takiego buziaka.
- Kotku, wystawiasz moją cierpliwość na cholernie ciężką próbę – warknęłam, a on zareagował śmiechem. Nie wiem, co go bawiło, ale ja w tym momencie miałam ochotę go zamordować. Powoli i boleśnie. – Wstawaj!
            Tylko to powiedziałam, a drzwi od pokoju otworzyły się. Do środka wszedł Michael. Był ubrany w czarne spodnie i granatową koszulę. Jego ciemne włosy nadal jednak pozostawione były w kontrolowanym nieładzie. Uniósł lekko brwi do góry, a jego zielone oczy spoczęły prosto na nas. Zaśmiał się pod nosem, wskazując na nas palcem.
- Szybki numerek przed wizytą staruszków?
- Nie – odpowiedziałam, wyrywając się w końcu Hemmingsowi. Spojrzałam na swojego faceta. – Wstawaj Luke, bo to przestaje być śmieszne.
- Jestem na czarnej liście – skwitował blondyn, a Michael znów zaczął się śmiać. Prychnęłam pod nosem z niezadowoleniem. Nie wytrzymam dzisiaj z nim.
- Może mój tata powinien odbyć z tobą pogadankę? – pociągnął Clifford.
- Jak po tym nieszczęsnym sms-sie do niego? – odparłam, siadając na krześle. Luke miał szczęście, że postanowił ruszyć swój szanowny tyłek z materaca. Wstał i szybko zrzucił z siebie koszulkę i spodnie. W końcu zaczął się przebierać.
- Nawet mi nie przypominaj. Jestem pełnoletni, a on przez godzinę jojczał mi przez telefon na temat antykoncepcji i tego wszystkiego. Nigdy więcej – rzucił chłopak, kręcąc nosem. Podszedł do szafki. Złapał za telefon, którego najwidoczniej wcześniej zapomniał wziąć. – Widzimy się później. Bądźcie grzeczni.
- Ty też.
- Jestem grzeczny i kompletnie wyedukowany – powiedział ze śmiechem. – Mam nadzieję, że ojczulek nie poruszy dzisiaj tego tematu przy Lori, bo chyba zejdę na zawał na miejscu.
- Daj spokój, nie zrobi ci takiego obciachu – rzucił Luke, wciągając spodnie na swoje długie nogi.
- Z nim nigdy nic nie wiadomo – skwitował Michael, a następnie wyszedł z pokoju.

            W końcu dostałam upragnioną wiadomość od mamy. Sarah oznajmiła mi, że już są i czekają na nas na parkingu. Wyleciałam, więc z pokoju, jak na skrzydłach, ciągnąć za sobą Luke'a. Mimo butów na obcasie nadałam nam dość spore tempo, co bawiło blondyna. Zignorowałam go totalnie, mając już przed sobą miłą wizję spotkania z naszymi rodzicami.
            Od rana na kampusie było widać sporo rodzin, którzy przechadzali się to w jedną to w drugą stronę, oglądając nasze małe studenckie miasteczko. Dlatego w ogóle nie zdziwiło mnie to, gdy mijałam ich na korytarzu. Razem z Lukiem wypadłam na zewnątrz. Niemalże pisnęłam z zadowoleniem – tak, ekscytowałam się tym, jak mała dziewczynka, ale to było silniejsze ode mnie. Dan stał w połowie drogi do naszego akademika, więc to jego moje ciemne oczy namierzyły jako pierwszego. Puściłam rękę blondyna, podbiegając do jego ojca.
- Hej, Rosalie! – rzucił, rozkładając ramiona. Wpadłam w nie, jakby Dan był także moim ojcem.
- No, w końcu – powiedziałam, wciskając się w starszego mężczyznę. – Tęskniłam za wami.
- Pomyliłaś rodziców? – zaśmiał się Luke, kiedy stanął obok nas.
- Wal się, Hemmings.
- Który? – odparł ze śmiechem blondyn. – Ała – mruknął, rozcierając sobie ramię, kiedy jego ojciec trzepnął go dla zgrywy. – To przemoc w rodzinie. – Odsunęłam się od Dana.
- Z ojcem się nie przywitasz?
- Tatusiu! – zawył Luke, podskakując w miejscu. Zanim starszy zdążył się zorientować, chłopak wskoczył na niego, oplatając jego uda swoimi nogami. Obaj się zachwiali i byłam pewna, że zaraz zaliczą spektakularną glebę, ale Dan utrzymał pion.
- Robisz obciach – skwitował ze śmiechem ojciec Luke'a. Postawił syna na ziemi, a potem obaj parsknęli śmiechem.
- Cześć, dzieciaki! 
            Głos mojej mamy od razu spowodował, że odwróciłam się w jej stronę. Uśmiechnęłam się szeroko. Wpadłam w jej ramiona, przyciskając rudowłosą kobietę do siebie, jakbym nie widziała jej z rok, jak i nie dłużej.
- Ale tęskniłam.
- Ja też za wami tęskniłam. – Cmoknęła mnie czule w czoło, a potem zgarnęła w objęcia Luke'a. On też został obdarowany szybkim rodzicielskim całusem. – Strasznie cicho jest bez was w domu.
- Nie wmówisz mi, że ci to nie pasuje – odpowiedział Luke, uśmiechając się do niej szeroko.
- Czasami mi nie pasuje, ale ogólnie…
- Nie narzekamy – wtrącił Dan. – Doceniamy tą przyjemną ciszę.
- Dan!
- No, chyba nie powiesz mi, że to nie cudownie, że nie słychać krzyków i kłótni tej dwójki.
- Dan! – warknęła po raz kolejny oburzona mama.
- Przecież żartuję – pociągnął mężczyzna ze śmiechem.
- Dotknęło mnie to dogłębnie – dodał Luke. – Ała! – mruknął, kiedy uderzyłam go w ramię. – Co z wami dzisiaj się dzieje? Od rana obrywam!
- Najwidoczniej na to zasługujesz – skwitował Dan, szczerząc się do niego.
- Jak mi tego brakowało – rzuciła mama, chichocząc pod nosem.

            Główne spotkanie odbywało się tradycyjnie w parku, który był chyba ogólnym miejscem dla różnych imprez. Porozstawiano tu okrągłe stoły, częstowano ciastem i napojami, a także można było spotkać się z wykładowcami. Udało nam się odnaleźć ciotkę Debbie i jej syna Masona, który z nieukrywanym entuzjazmem wyściskał się z moją mamą. Mój kuzyn nigdy nie ukrywał tego, że jest rodzinnym kolesiem i nie obawiał się tego typu gestów, nawet w obecności swoich kumpli. Zresztą podchodził pod ulubieńca Sarah, więc takie ich zachowanie było całkiem normalne. Mama od zawsze zachwycała się Masonem i jego osiągnięciami, a Mason dla odmiany słodził mojej mamie, podkreślając to, że jest jego ulubioną ciotunią. Dokładnie, ciotunią.
            Staliśmy przy jednym ze stołów, popijając kolorowe soki. Dan i Luke obżerali się kolejnym z rzędu ciastem, które blondyn zgarnął z tacy jednego ze studentów, należącego do parlamentu. Bo właśnie członkowie tego grona mieli zapewnić obsługę rodzicom, a także służyć dodatkowymi informacjami. Rozmawialiśmy na temat zajęć i nauki, obgadując jednocześnie naszych wykładowców.
- Rose! - Odwróciłam się w stronę Blake’a i jego rodziców. Uśmiechnęłam się do państwa Whishaw, których znałam z Brisbane. Odpowiedzieli tym samym, jednocześnie witając się z moją mamą.
- Mój mąż, Dan Hemmings – przedstawiła starszego mama.
             Ojciec Blake’a podał mu dłoń, ściskając ją lekko. W tym momencie niebieskie tęczówki jego syna przechodziły od Dana, do Luke'a, kończąc na mnie. Chyba mój były zaczął rozumować całą naszą relację. W końcu, jakby to do niego dotarło, rozszerzył swoje oczy, patrząc na mnie zaskoczony. Pewnie dla jego rodziców, ja i Luke wyglądaliśmy, jak rodzeństwo, bo staliśmy niedaleko siebie, zupełnie nie dotykając się w żaden sposób. Jednak Blake wiedział znacznie więcej, niż oni. W sumie opinię całej tej trójki miałam gdzieś. Nie byliśmy spokrewnieni, ani spowinowaceni, więc mogli nam naskoczyć. Kiedy nasi rodzice pogrążyli się w rozmowie na temat uniwersytetu, Blake odwrócił się w moją stronę.
- Spotykasz się z bratem? – wydusił z siebie cichym głosem.
- Luke nigdy nie był moim bratem – powiedziałam szybko, kręcąc dodatkowo głową. – To tylko syn męża mojej matki.
- Ale… To nie jest niezgodne z prawem?
- Nie. Nic nas nie łączy.
- Oprócz ślubu waszych rodziców – pociągnął Blake. – To dziwne. Cholernie dziwne i mało naturalne.
- Wiesz, co jest dziwne – wtrącił się Luke, podchodząc do niego. – To, że mam w sobie jeszcze dużo samokontroli, by ci nie przyłożyć na oczach twojej matki.
- Luke! – warknęłam, a chłopak zrobił niewinną minę. Jego błękitne oczy spotkały się z niebieskimi tęczówkami Blake’a.
- To, co jest między nami – kontynuował Luke, a jego ton z każdym słowem zmieniał się na bardziej złośliwy – a także to, co łączy naszych rodziców, nie jest twoim zakichanym interesem. Nie wtykaj nosa w sprawy, które cię nie dotyczą.
- Co z tobą, koleś? – mruknął Blake, unosząc brwi do góry. – Od samego początku masz coś do mnie. To widać. Zresztą, to było zwykłe proste pytanie i do tego niezadane tobie.
- Ale dotyczyło osób, które są dla mnie cholernie ważne.
- Jesteś idiotą.
- Blake! – warknęłam z oburzeniem. Luke zaśmiał się pod nosem, mierząc go jednocześnie wzrokiem.
- Powinieneś powiedzieć: moim zdaniem jesteś idiotą – powiedział Hemmings, świdrując go spojrzeniem.
- Moim zdaniem jesteś idiotą – poprawił się Blake.
- Wiesz, co… Jebie mnie twoje zdanie – podsumował błękitnooki, a ja wytrzeszczyłam oczy. Co tu się kurwa dzieje?
- Blake idziemy – rzuciła jego matka. Chłopak, tylko kiwnął nam głową, ruszając za swoimi rodzicami.
- Możesz mi powiedzieć, co wam odbiło?
- Twój były to kutas – skwitował Luke, wzruszając ramionami.
- Luke! Słownictwo! – warknęła moja mama, która najwidoczniej musiała to usłyszeć. Blondyn uśmiechnął się do niej, a ona pokręciła głową ze śmiechem. Sarah nadal nabierała się na tą niewinną buźkę Hemmingsa. Typowe.
- Przynajmniej już wie, że go nie lubię.
- Musiałeś?
- Po co się wtrącał?
- Nie można było tego na spokojnie i…
- On mi się od razu nie podobał.
- I wracamy do punktu wyjścia – mruknęłam, robiąc zrezygnowaną minę. To się chyba nigdy nie zmieni.

             Później przy naszym stoliku spotkało się niemalże całe Sydney. Mianowicie do Sarah i Dana dołączyli rodzice chłopaków, naturalnie ze swoimi pociechami. Dzięki temu mogłam odrobinę wyluzować i przestać się wściekać na Luke'a i Blake’a. Obaj przesadzili i w tej kwestii zadania nie zmienię. Dodatkowo odważyli się ściąć przy naszych rodzicach, co dla mnie było naprawdę nie na miejscu. Na szczęście nikt z nich chyba tego nie słyszał i nie widział.
- Zaprosiłeś już Maya’ę na randkę? – zapytałam cicho Caluma, gdy pozostała część naszej paczki zaczęła dyskusję z rodzicami na temat muzyki, którą tworzyli.
- Jeszcze nie – odpowiedział, pociągając łyk soku z plastikowego przezroczystego kubka. – Myślę nad tym i kombinuję, jak to rozegrać. Maya jest dość nieśmiała, więc muszę wszystko zaplanować tak, by jej nie wystraszyć.
- Calum, przywracasz mi wiarę w męski gatunek – skwitowałam ze śmiechem. Mulat zarzucił mi rękę na ramiona.
- Kiedykolwiek we mnie wątpiłaś?
- Może… Chociaż na daną chwilę sobie tego nie przypominam. Chociaż może na wakacjach…
- Dobra, nie ważne – odparł ze śmiechem. – Mimo wszystko, chcę się wywiązać z danej obietnicy i zabiorę Maya’ę na randkę. Pytanie jest, tylko jedno.
- Jakie?
- Czy ona jest na to gotowa?
- Pomożemy jej być na to gotową – odpowiedziałam z uśmiechem. – W klubie z tobą rozmawiała, a żadnej z nas nie było w pobliżu. Zaczęła się otwierać. Kolejnym krokiem będzie randka. Tylko musisz być grzeczny.
- Jestem zawsze grzeczny.
- W to akurat ci nie uwierzę.
- Pokładasz dużą nadzieję, w tą dziewczynę.
- Jest w porządku. Lubię ją. Reszta tak samo. Trzeba ją tylko odrobinę przełamać, by zdobyła więcej odwagi i pewności siebie w kontaktach z innymi.
- Zgodnie z umową pomogę.
- Może ci się spodoba – rzuciłam, przyglądając się mu dokładniej.
- Jest miła – skomentował powoli, kiwając do tego głową. Popukał się palcem w dolną wargę. – I inteligentna. Lubię inteligentne laski, z którymi można porozmawiać na różne tematy. Chociaż gustu muzycznego to nie mamy podobnego.
- Powinna słuchać tego, co ty?
- Dobrze by było, ale to też da się przeżyć- odparł ze śmiechem. Przekręciłam oczami.  – Może na tej randce poznam ją jeszcze lepiej?
- Wpadła ci w oko?
- Szczerze? Nie. Nie myślę o niej w taki sposób. Praktycznie jej nie znam. Odezwała się do mnie dopiero w klubie. Zazwyczaj, jak spotykamy się razem, to ona gada z wami lub odpowiada na pytania, jeśli już się jej jakieś zada. Ale jest ładna.
- Ładna.
- To fajnie, jak idziesz na randkę z ładną dziewczyną – pociągnął Calum, po raz kolejny przykładając kubek do ust.
- Zdasz relacje z tej waszej randki?
- Wiedziałem, że będziesz ciekawska. – Prychnęłam teatralnie pod nosem.- Zdam. Opowiem ci wszystko.
- Ekstra!

             Pożegnaliśmy się z rodzicami. Niechętnie puściłam ich do Sydney. Dla mnie była to zbyt krótka wizyta i z chęcią zatrzymałabym ich w Melbourne na dłużej. Jednak oboje musieli wrócić do pracy, a do tego czekała ich długa podróż do domu. Mimo wszystko cieszyłam się, że chociaż miałam ich obok przez cały dzisiejszy dzień.
             Zrzuciłam z siebie sukienkę, wciskając się w szare dresy i luźną koszulkę. Luke też był już przebrany. Leżał na łóżku grzebiąc w moim komputerze. Michael i Lori wyszli na spacer, a my postanowiliśmy zobaczyć, jakiś film. Mieliśmy już przyszykowane przekąski. Namówiłam Hemminga na horror, choć on chciał obejrzeć kolejną część Gwiezdnych Wojen, które widział już kilka razy.
             Podeszłam do łóżka, od razu wlepiając w niego swoje brązowe oczy. Chłopak zerknął na mnie, unosząc przy tym brwi do góry. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu. W końcu blondyn poruszył się i odłożył na bok laptopa. Złapał mnie za dłoń, chcąc przyciągnąć mnie do siebie. Zaparłam się, a on zacisnął usta.
- Co się dzieje?
- Odnośnie Blake’a – zaczęłam, a on warknął pod nosem. – Będziesz teraz za każdym razem na niego naskakiwał, gdy będzie w pobliżu? 
- Jeśli on będzie zachowywał się normalnie i nie będzie mnie prowokował, ani nie rzucał głupimi tekstami, to obiecuję, że będę grzeczny.
- Obiecujesz?
- Oczywiście, księżniczko. Masz, co do tego wątpliwości? – Zmierzyłam go od góry do dołu. – No, serio?
- Z tobą to nigdy nic nie wiadomo.
- Nie wkurwiaj się na mnie – wyjęczał, ponawiając próbę przyciągnięcia mnie do siebie. Tym razem poddałam się temu, wpadając w jego klatkę piersiową. Oparłam głowę o jego obojczyk, ciesząc nos znanym zapachem.  – Tak lubię – rzucił Luke, kiedy owinęłam dłonie wokół jego pasa.

- Oglądamy ten film?
- A nie możemy się jeszcze chwilę poprzytulać?
- Możemy- rzuciłam ze śmiechem, całując go w brodę. – Pewnie, że możemy.
- Blake, to kutas.
- Jezu Luke, jak ty potrafisz wszystko schrzanić – odparłam poirytowana, odrywając się od niego.
- Wracaj tutaj.
- A zamkniesz jadaczkę?
- Ani jednego słowa na temat twojego byłego, który jest kutasem do kwadratu.
- Luke!
- Już przestaję – powiedział ze śmiechem, ponownie ciągnąc mnie za dłonie. – No, przytul się do mnie!
- Żadnej kontynuacji tematu…
- Kutasa. Wiem, załapałem – wtrącił, a ja warknęłam cicho pod nosem. – Naprawdę już będę cicho.
- Trzymam za słowo.
- Przytulaj się ze mną! – rzucił zniecierpliwiony. Na jego twarzy pojawił się zaraz szeroki uśmiech, kiedy wróciłam do poprzedniej pozycji, wtulając się w jego ciało. Cmoknął mnie w czoło, obejmując ciaśniej ramionami. – Idealnie. Teraz jest idealnie. 


***
Dan i Sarah na moment zagościli w tej części. Do tego Luke i Blake ścieli się ze sobą po raz pierwszy i teraz wiadomo, że jeden i drugi już oficjalnie się nie lubią. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Tradycyjnie dziękuję Wam za cudowne komentarze, jakie mi zostawiacie. Są doskonałą motywacją, jak nieraz spada mi chęć pisania - serio, ostatnio tego doświadczyłam, ale wystarczyło zajrzeć na bloga i chęci te wróciły. To dzięki Wam! :) 

Dodatkowo przypominam o możliwości zadawania mi pytań odnośnie bohaterów i fabuły na Asku - link w kolumnie Menu.

Następny rozdział w kolejną niedzielę.

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Jej… Dzięki. Nie sądziłam, że… Że jeszcze o tym pamiętasz.
- Pamiętam wiele rzeczy – odpowiedział z uśmiechem, opierając się plecami o chłodną ścianę.

***

- Znowu – przerwał mi, cmokając pod nosem. –Co na to Hemmings, Rose? Twój chłoptaś nie będzie pewnie zadowolony, że tak wiele swojego cennego czasu poświęcasz dupkowi.

***

- Dziwne, że w ogóle traciła czas na kogoś takiego, jak ty.
- Dziwię się, że traci czas na ciebie.

***

- Jestem jej…
- Możesz być nawet jej księciem z bajki. Żadnego obściskiwania się z moją małą kuzynką na moich oczach.
- Robisz sobie jaja – skwitował Luke z niedowierzaniem.

***

- Myślę, że można to uznać, jako randkę- palnęłam z uśmiechem.
- Nigdy nie byłam na randce – pociągnęła blondynka, mocniej zaciskając palce na swetrze. – A jak się wygłupię?

***

- Boże, jesteś okropna – skwitował, uderzając we mnie poduszką. Zaśmialiśmy się oboje.
- Może będziesz jej pierwszym pocałunkiem? 

15 komentarzy:

  1. Luke ma rację! Ja go popieram XD
    Widzę, że w następnym rozdziale Calum zaprosi Mayę na randkę. Dziewczyny chyba znowu odpalą metamorfozę! Yey! Czekam z niecierpliwością na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh sądząc po "sympatii" do Blake'a, każdy zacznie zaraz popierać Hemmo :) Yep - spoiler na to wskazuje :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ołłł yeah!!!!!
    Luke w końcu "porozmawiałeś" z Blakem... POPIERAM CIĘ W 100% ❤❤❤
    Szczerze to polubiłam Mayę ale jak sobie wyobraziłam ją i Caluma razem to tak jakoś mi to nie pasowało xD Nie wyobrażam sobie ich razem :> Fajnie że Sarah i Dan choć na chwilę się pojawili w Melbourne ❤ tęskniłam za nimi❤ A co do rozdziału to jest świetny jak każdy inny
    PS. Luke w niebieskiej koszuli Ci do twarzy co ty od niej chcesz xD
    Pozdrawiam
    Gabrysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe dobrze ujęte :) Jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają - choć na razie nie są na jakimś etapie wyraźnym w swojej relacji i nie wiadomo czy to się zmieni czy może tak zostanie :)
      Cieszę się, że Ci się podobał :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Genialny rozdział. Również stuprocentowo popieram Hemmo. Przeczuwam, że kiedyś Blake będzie się przystawiał do Rose, bardziej, niż teraz. A ona oczywiście pokaże mu, gdzie jego miejsce. To idiota -,-
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, czy Twoje przypuszczenia odnośnie Blake'a się kiedyś sprawdzą :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. No czekałam na ten momęt :^ czekałam i się doczekałam . Wkońcu Luke powiedział kilka "miłych" i prawdziwych zdań Blackowi ^^ (choć ja bym tam mu jeszcze pierdolła liścia .. może, Zależy jaki agresor by mi się włączył *-*)
    No ale serio Black to taki no tenn .. no ten taki jak stonka .. no szkodnik :^ chyba tak to sie nazywa :) :)
    No ale mam nadzieję ,że ten idiota nie będzie chciał wparować w związek Rose i Luka ^-^ a jak juz się wpieprzy to obiecuje że go znajdę uduszę,zakopie, odkopie, poćwiartuje i znowu zakopie :D ;*
    No dobra dalej :*
    Fajne takie spodkanie rodzinne ^.^ miłoo
    Takie kochane z nich dzieci *-* każdy tęskni za każdym ♥
    Jeszcze mnie badzi ale to badzio ciekawi jak Calum zaprosi Maye na randkę :3 ciekawe czy się dziewczyna zgodzi ;3 czy ona planuje jakiś spisek...nie było jej w rozdziale to kto tam wie cojej w główce siedzi :) hehu .. (moje rozumowanie)
    No nic czekam z niecierpliwością ♡
    Pozdrawiam ♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha Twoje komentarze zawsze rozwalają mnie na łopatki i śmieję się, jak nienormalna do ekranu XD Uwielbiam Cię kobieto! A najbardziej rozłożyło mnie oczywiście nawiązanie do Blake'a XD
      Się niedługo okaże, czy zaprosi, czy się zgodzi i jak było :)
      Dzięki za tak świetny i rozbrajający komentarz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Hah bardzo się ciesze ;D miło mi xd
      Teraz ja się usmiecham jak głupia . ;D
      To i tak za mało to co tam napisałam to by był początek zemsty :^ buhaha XD a to że jest stonką to prawda nooo 8) 8)
      No to czekam co tam dalej będzie się dziać ;3 Pooozdrawiamm ♡♡

      Usuń
    3. Hah bardzo się ciesze ;D miło mi xd
      Teraz ja się usmiecham jak głupia . ;D
      To i tak za mało to co tam napisałam to by był początek zemsty :^ buhaha XD a to że jest stonką to prawda nooo 8) 8)
      No to czekam co tam dalej będzie się dziać ;3 Pooozdrawiamm ♡♡

      Usuń
    4. Hah bardzo się ciesze ;D miło mi xd
      Teraz ja się usmiecham jak głupia . ;D
      To i tak za mało to co tam napisałam to by był początek zemsty :^ buhaha XD a to że jest stonką to prawda nooo 8) 8)
      No to czekam co tam dalej będzie się dziać ;3 Pooozdrawiamm ♡♡

      Usuń
  5. Przywitanie z ich rodzicami - szczególnie Luka z tatą było przeurocze :D Taaaa weź się Blake schowaj, lecz się i wynocha - nikt cie tu nie chce. Ja jestem za Hemmo i dobrze, że mu przygadał, chociaż to było dość delikatne - może dlatego, że obok byli rodzice. Rose to musiała mieć w tym momencie minę :) Coś mi się zdaje, że Blake nie popuści tak łatwo znajomości z nią. No i jest jeszcze randka Caluma - to ja chcę iść z nim na randkę, a nie ta Maya :P Podmień mnie z nią!
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że dalej Blake jest na cenzurowanym XD Cieszę się, że Ci się podobało - fakt, Luke i Dan się dobrali hahaha
      Zapytam Hooda czy następnym razem zabierze Ciebie :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń