niedziela, 28 lutego 2016

S6 - Rozdział 8

The heart wants what it wants


           Odkąd Luke dał jasno Blake’owi znać o tym, że go nie lubi, temat mojego byłego był zakazany, jeśli w pobliżu przebywał Hemmings. Chłopak reagował na niego totalną alergią, a ja postanowiłam w końcu to olać, bo naprawdę nie potrzebowałam wzniecać dodatkowych sprzeczek czy nie daj Boże, kłótni. Nie od dziś wiedziałam, że Luke należy do osób upartych i zawziętych, więc przemówienie mu do rozumu nie wchodziło w grę. Również i Blake milczał w kwestii niezbyt miłego spotkania w dniu odwiedzin rodziców. A ja i przy nim wolałam ominąć ten temat z daleka, by go nie prowokować.
            Nie mogłam jednak od tak unikać chłopaka. Studiowaliśmy ten sam kierunek i ba, nawet od samego początku siedzieliśmy ramię w ramię na aulach czy salach. Zresztą, to nie ja miałam z nim problem. Jak dla mnie Blake nic złego nie zrobił, chociaż w oczach Luke'a wyglądało to całkiem inaczej. Odważył się otworzyć do mnie buzię i to już nie spodobało się mojej obecnej sympatii. Jeden naskoczył na drugiego, a potem wszystko się posypało, doprowadzając do niezbyt ciekawej relacji.

            Weszłam do gmachu wydziału. Przecisnęłam się przez grupkę stojących osób, które niemalże tamowały wejście. Wychwyciłam fragment dyskusji na temat jakiegoś wykładowcy, który wymaga cholernie dużo, a on już mają do napisania kolejną prace, choć rok akademicki tak na dobrą sprawę niedawno się dopiero zaczął. Miałam nadzieję, że moi wykładowcy nieco zluzują.
            Przestałam się jednak oszukiwać. Studia to nie liceum, gdzie można sobie trochę pofolgować. Na psychologii od razu zarzucili nas wielkimi i obszernymi formułkami, kazali zgłębiać wiedze w olbrzymich zakurzonych tomiskach, a zadań i projektów do wykonania nie brakowało. Na szczęście terminy ich oddania były tak rozłożone, że na spokojnie da się to wszystko ogarnąć.
- Rose.
            Podniosłam głowę, skupiając wzrok na niebieskich tęczówkach chłopaka. Blake uśmiechnął się, a następnie usiadł obok mnie na ławce, którą dosłownie przed chwilą zajęłam. Podał mi tekturowy biały kubek, a ja poczułam przyjemny zapach kawy.
- Dla mnie?
- Wiem, że lubisz napić się z rana kawy.
- Jej… Dzięki. Nie sądziłam, że… Że jeszcze o tym pamiętasz.
- Pamiętam wiele rzeczy – odpowiedział z uśmiechem, opierając się plecami o chłodną ścianę.
- Czyżby?
- Pamiętam, że jak jesteś niewyspana, to robi się z ciebie zołza do kwadratu. Pamiętam, że uwielbiasz mleczną czekoladę, a w chłodne dni sięgasz po kakao, zakrywając się kocem po sam czubek głowy. Pamiętam, że gdy oglądałaś pierwszy raz Epokę Lodowcową to się popłakałaś, bo byłaś pewna, że Diego nie żyje. Pamiętam, że uwielbiasz malować w skupieniu i ciszy, choć za hałas nie uważasz lecącą w tle muzykę, która nijak ma się do całości, którą tworzysz. Pamiętam, że nie słodzisz i pijasz kawę, tylko z mlekiem, w odpowiednich dobranych proporcjach.
- Nieźle – wydusiłam z siebie, a moje palce mocniej zacisnęły się na tekturowym kubku. Blake zaśmiał się pod nosem, wzruszając ramionami. Upiłam łyk gorącego napoju.
- Pamiętam wiele rzeczy – pociągnął cicho, wpatrując się w swoje jasne buty. – Zarówno te dobre, jak i złe. I nie chcę się ich pozbywać. Byliśmy w liceum, kiedy wszystko się zaczęło i skończyło jednocześnie. A to były mimo wszystko dobre czasy. Dobrze było cię mieć obok.
- To miłe, Blake.
- Nie miłe było to, co stało się z nami później. Byłem głupkiem.
- Mieliśmy do tego nie wracać.
- Faktycznie – rzucił ze śmiechem. Wskazał brodą na idącego w naszą stronę profesora. – Ciekawe, co dzisiaj powie nam ciekawego. Idziemy?
- Idziemy – odpowiedziałam, łapiąc wolną ręką za torbę. Oboje dołączyliśmy do naszej grupy, aby rozpocząć pierwszy w tym dniu wykład.

              Nasze zajęcia kończyły się punktualnie o dwunastej, bo odwołano nam ostatni trzygodzinny blok Technologii informacyjno-komunikacyjnej. Postanowiliśmy wykorzystać nam pozostały czas do obiadu na to, aby w końcu stworzyć prezentację, którą nam zlecono na ćwiczenia. Temat: stereotypy. Całość mieliśmy już dopracowaną do niemalże perfekcji, a zostało nam tylko odbębnienie graficznej jej części, o którą także prosił nas doktor.
             Udaliśmy się do biblioteki, aby zaszyć się w najdalszym kącie czytelni tak, by nie przeszkadzać innym studentom, którzy krążyli po różnych piętrach budynku. Blake rozłożył na kwadratowym stoliku swój komputer, łącząc się jednocześnie z siecią WiFi. Zajęłam miejsce obok niego, by lepiej widzieć ekran. Szybko przeszliśmy do realizacji zadania i przez kolejne dwie godziny, dobieraliśmy odpowiednie fragmenty tekstu, który chcieliśmy zaprezentować, a które rozwiniemy w napisanym do pracy eseju, dodając do tego obrazki znalezione w internecie. Jak tylko skończyliśmy, blondyn wysłał całość do naszego doktorka od ćwiczeń. Dzięki temu mieliśmy jedną rzecz z głowy.
- Jesteśmy dobrym duetem – powiedział Blake, kiedy wszyliśmy z cichej czytelni. Od razu ogarnął nas gwar panujący na kampusie. Pogoda w Melbourne od kilku dni naprawdę była wyśmienita, więc nie dziwiłam się tak licznym grupom, które wolały ten czas spędzać na powietrzu.
- Współpraca popłaca – odpowiedziałam, a on zaśmiał się, kręcąc jednocześnie głową. – Ale ja też muszę to przyznać, że pracuje mi się z tobą naprawdę dobrze.
- Polecam się na przyszłość.
- Będę korzystać. – Zdążyłam to powiedzieć, kiedy usłyszałam znajomy głos.
- Rose!
              Zatrzymałam się, odwracając w kierunku idącego w naszą stronę bruneta. Mason uśmiechnął się szeroko, a ja zareagowałam podobnie. Jednak mina mu nieco zrzedła, kiedy jego szare oczy zatrzymały się na moim towarzyszu.
- Jest i dupek.
- Mason – mruknęłam z niezadowoleniem.
- Nie podoba mi się to, że ciągle się przy niej kręcisz.
- Robiliśmy projekt.
- Znowu – przerwał mi, cmokając pod nosem. –Co na to Hemmings, Rose? Twój chłoptaś nie będzie pewnie zadowolony, że tak wiele swojego cennego czasu poświęcasz dupkowi.
- Mam imię – warknął Blake.
- Tak, Dupek per Skończony Skurwiel – odpowiedział Mason, mierząc go wzrokiem. Przekręciłam oczami. To robiło się coraz bardziej niedorzeczne i irytujące. – Masz coś tu, misiu – pociągnął, pukając go w policzek. – A nie, to nadal twoja parszywa gęba cwaniaczka.
- Mason, proszę – rzuciłam, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Ja tylko o ciebie dbam, kuzynko – powiedział niewinnym tonem. – Idziemy na obiad? – Następnie spojrzał na Blake'a. – To był dla ciebie komunikat, że twój czas w jej towarzystwie dobiegł końca.
- Jesteś niepoważny – skwitował Blake.
- Jak wrócę, ma cię tu nie być. Rose, daj mi chwilę. Oddam, tylko wypożyczone książki i możemy iść. Umówiłaś się z resztą paczki?
- Standardowo.
- Pasuje. Dzisiaj zjem z wami.
- Cóż za zaszczyt cię kopnął, Rose – odezwał się Blake.
- Jeszcze moment dupku, a przestanę się hamować – zagroził Mason. – Masz pięć minut. Później zabierasz swoje wredne dupsko i oddalasz się na bezpieczną odległość, jasne? – pociągnął Mason, a jego dłoń zacisnęła się na ramieniu blondyna. Widziałam, jak chłopak się skrzywił pod wpływem siły z jaką to zrobił. Następnie puścił go i jak gdyby nigdy nic, poszedł do biblioteki.
- Twój kuzyn to psychopata – skwitował Blake, rozcierając miejsce, w którym jeszcze przed chwilą znajdowałaby się palce bruneta.
- Mason też wszystko dobrze pamięta – odpowiedziałam, nawiązując do tego, co powiedział mi rano. Chłopak zagryzł lekko wargę. Zerknął na mnie, uśmiechając się przepraszająco. Machnęłam na niego ręką.
- Zapominamy.
- Zapominamy.
- Rose!
            Ekstra, do szczęścia potrzebny był w tej sytuacji jeszcze Luke. Jeśli Blake się nie zmyje, zanim Mason nie wyjdzie z budynku, to będzie dwóch na jednego albo jeden na jednego, jeśli mój boski kuzyn przyczepi się też do Hemmingsa. Choć w sumie nie miał do tego podstaw. To mój były wzbudzał w nim większą agresję, niż obecny chłopak.
             Błękitne oczy Luke'a zatrzymały się na Blake’u. Skrzywił się, jakby patrzył na coś obrzydliwego. Przeczesał dłonią swoje blond włosy, stając blisko mnie i od razu złączając nasze ręce. Wiadomo, co to miało znaczyć: teren zajęty.
- Chyba dopisuje mi dzisiaj szczęście – rzucił Blake, mierząc Hemmingsa wzrokiem. – Jak nie twój kuzyn, to teraz nerwus.
- O tak, ubolewamy gościu razem z tobą – odparł Luke, poprawiając wolną ręką plecak. – Idziesz na obiad? – zwrócił się do mnie.
- Czekam na Masona, chce zjeść z nami.
- W porządku. – Następnie spojrzał na Blake’a. – Ciebie nikt nie zapraszał, więc spadaj.
- To poniżej mojego poziomu –skwitował drugi blondyn.
- Ty nie masz żadnego poziomu.
- Jakoś Rose wcześniej nie narzekała. - Luke zmrużył na niego oczy, a jego palce mocniej zacisnęły się wokół mojej dłoni. Poważny błąd, Blake. Totalnie źle dobrane słowa i postawione w nieodpowiednim kontekście.
- Dziwne, że w ogóle traciła czas na kogoś takiego, jak ty.
- Dziwię się, że traci czas na ciebie.
- Nie, nie, nie! – krzyknęłam, kiedy Hemmings wychylił się w jego stronę. Szarpnęłam go za koszulkę. – Starczy! Blake, może faktycznie będzie lepiej, jak już pójdziesz.
- Jasne – odpowiedział, nie odrywając wzroku od Luke'a. Po chwili spojrzał na mnie. – Widzimy się na kolejnych zajęciach. - Pokiwałam głową. Chłopak machnął mi ręką na odchodnym, a następnie ruszył w stronę akademika. Odwróciłam się do Hemmingsa i niewiele myśląc, trzepnęłam go w ramię.
- Co? – jęknął, przekręcając oczami. – Nic nie zrobiłem.
- Ale chciałeś.
- Może…
- Chciałeś! Chciałeś się na niego rzucić!
- Może odrobinę…
- Luke!
- Wyluzuj, księżniczko – powiedział z szerokim uśmiechem, jakby wygrał starcie z Blake’em, choć przecież nie rzucili się sobie do gardeł. – Kutas nie może przeżyć tego, że ktoś zajął jego miejsce.
- Luke – mruknęłam, bo już naprawdę brakowało mi siły na to wszystko.
- Dostanę buzi? – zapytał niewinnie, nachylając się w moją stronę. – Cały dzień czekam na buziaka od ciebie.
             Mimo wszystko zaśmiałam się cicho pod nosem, bo Hemmings nieraz potrafił skutecznie mnie rozczulić. Czasami nadal dawałam mu się nabierać na te jego manipulatorskie sztuczki, które tak perfidnie i otwarcie potrafił wykorzystywać przeciwko mnie. Dzięki temu złość na niego powoli mi mijała, a on w moich oczach znów stawał się chłopakiem niemalże idealnym. Choć żadne z nas idealne nigdy nie było i nie będzie.
- Doczekam się?
- Nie doczekasz – rzucił Mason, który nagle zjawił się obok nas. Puknął go lekko w klatkę piersiową, przez co Luke się wyprostował. Spojrzał na niego z niedowierzaniem. Brunet posłał mu triumfujący uśmiech. – Nie na moich oczach, Hemmings.
- Jestem jej…
- Możesz być nawet jej księciem z bajki. Żadnego obściskiwania się z moją małą kuzynką, kiedy stoję obok.
- Robisz sobie jaja – skwitował Luke z niedowierzaniem.
- Jaja, to chyba wy sobie robicie ze mnie – powiedziałam, patrząc to na jednego, to na drugiego.
            Miałam ochotę ich porządnie walnąć. Może to by poskutkowało tym, że ich mózgi zaczęłyby w końcu normalnie pracować. Nigdy nie zrozumiem facetów. To jest nie do ogarnięcia i kompletnie poza moim zasięgiem i możliwościami. Banda łosi.
- A to niby czemu? – zapytał z uśmiechem Mason. Ta… Mój kuzyn bawił się wyśmienicie. I nawet nie próbował tego ukryć.
- Jak nie jeden i drugi robi mi sceny z Blake’em w roli głównej, to teraz czepiacie się siebie – wymamrotałam, czując, że mam już po dziurki w nosie tej całej sytuacji.
- Blake to kutas.
- Blake to dupek – skwitowali jednocześnie, a następnie spojrzeli na siebie, jakby widzieli się pierwszy raz w życiu. Kretyni. Wyszczerzyli się nie kryjąc zadowolenia. Chyba połączyło ich coś jeszcze, niż pasja do piłki nożnej. Wspólna niechęć do mojego byłego.
- No, Hemmings… Po tych słowach punktujesz w mych oczach.
- Urzekło mnie to dogłębnie.
- Dawaj stary, idziemy na obiad – odparł Mason ze śmiechem. – Robisz się coraz bardziej w porządku, a naprawdę po tym dupku, nie cierpię blondynów kręcących się wokół mojej kuzynki.
- Nigdy mnie do niego nie porównuj.
- Nie zamierzam – pociągnął brunet, ruszając z Lukiem w stronę głównego chodnika.
- Serio? – rzuciłam z niedowierzaniem, kiedy zostawili mnie w tyle. – Co za banda neandertalczyków – wymamrotałam pod nosem. – Męski gatunek, to zło. Pan Bóg stworzył ich dla beki, jednocześnie by wystawić nas kobiety na ciężką próbę – ciągnęłam, próbując ich dogonić. Z drugiej jednak strony, cieszyłam się, bo być może ta dwójka zacznie się w końcu ze sobą dogadywać.

            Wyszłam razem z Lori z naszego pokoju. Becky dosłownie przed chwilą przekazała nam dobrą wiadomość. Mianowicie Hood w końcu ruszył tyłek i zaprosił Maya’ę na wieczór do kina. Blondynka była tym faktem mocno podekscytowana i przestraszona jednocześnie. Dlatego Becky zwołała szybką naradę, aby nieco rozluźnić dziewczynę przed godziną zero.
            Wpadłyśmy do ich pokoju, nawet nie pukając. Maya podskoczył na łóżku, spoglądając wprost na nas. Zauważyłam, jak ze zdenerwowania lekko podgryza dolną wargę. Jej chude palce zakręcały się wokół dolnej części granatowego obszernego swetra, który miała na sobie. Becky porozumiewawczo zerknęła w naszą stronę, a potem wskazała brodą na blondynkę.
- Przyszło wsparcie – oznajmiła Lori, podchodząc bliżej. – Słyszałyśmy dobrą nowinę.
- Boję się – wydusiła z siebie Maya. – Nigdy nie byłam z żadnym chłopakiem sam na sam w kinie. Czy… Czy to może być randka?
- Myślę, że można to uznać, jako randkę- palnęłam z uśmiechem.
- Nigdy nie byłam na randce – pociągnęła blondynka, mocniej zaciskając palce na swetrze. – A jak się wygłupię?
- Nie wygłupisz się – dodałam, siadając naprzeciwko niej. – Bądź sobą. W końcu będziecie mieć okazję żeby pogadać sobie na spokojnie. Pobyć, tylko w swoim towarzystwie. Do tego Calum jest naprawdę w porządku. Nie wywinie ci żadnego numeru.
- Mówiłam – odezwała się Becky, dumnie prostując pierś. – Może czasami chłopaki z naszej paczki zachowują się, jak idioci, ale w takich sytuacjach umieją trzymać odpowiedni fason. A Cal jest najbardziej ogarnięty z nich wszystkich.
- Popieram – rzuciłam ze śmiechem.
- A czy na pierwszej randce nie trzeba się całować?- zapytała Maya’ niemalże szeptem. Ledwo ją usłyszałam. Becky zacisnęłam mocno usta, aby się nie roześmiać.
- Nie, nie trzeba.
- Nigdy się nie całowałam – powiedziała cicho, spuszczając głowę. – Jestem dziwadłem.
- Nie jesteś – odparłam szybko, a Becky poklepała ją po plecach. – Ale pytanie teraz jest jedno.
- Jakie? – rzuciła, znów spoglądając na mnie.
- Chcesz z nim iść do kina?
- Lubię go – odpowiedziała powoli.- I tak… Chętnie pójdę z nim do kina.
- W takim razie nie ma na co czekać. Trzeba pomóc ci się wyszykować. Skoro jest to twoja pierwsza randka, to musisz wyglądać zjawiskowo, a Calum musi się postarać, aby to był wieczór wart zapamiętania- powiedziałam, podrywając się z miejsca.
- Pomalujesz mnie? – poprosiła piskliwym głosem.
- Oczywiście.

            Nie chciałyśmy robić z Maya’i kogoś, kim nie jest. Nie chciałyśmy wrzucać ją w wygląd pewnej siebie, seksownej blondyny, bo w takim wydaniu nie czułaby się najlepiej. Postawiłyśmy na naturalny wygląd, a Becky podkreśliła jej kształty ubraniami, które jej pożyczyła. Dzięki temu pozbyłyśmy się porozciąganego swetra i szerokich spodni, które zakrywały jej zgrabne ciało. Garderoba brunetki pasowała na Maya’ę idealnie, a my szybko zgodziłyśmy się z rzuconym hasłem, że dziewczyna musi koniecznie wybrać się z nami na zakupy. Szczególnie, że ten jej nico ulepszony wgląd naprawdę jej się podobał.
            Calum pojawił się pod pokojem dziewczyn punktualnie o wpół do siódmej. Zanim jednak oddałyśmy mu Maya’ę, wyszłam na korytarz, by szybko zamienić z nim kilka słów. Poprosiłam, by zachowywał się, jak na dżentelmena przystało, bo blondynka naprawdę się stresuje. Hood uznał, że on zawsze ma klasę i jest miły. No, z tą klasą to trochę przedobrzył, ale postanowiłam to przemilczeć i nie podcinać mu skrzydeł, szczególnie, że to my namówiłyśmy go na to wyjście. Obiecał, że będzie maksymalnie grzeczny i nie zrobi nic głupiego. W to akurat mogłam mu w stu procentach uwierzyć, bo jak Calum coś sobie postanowił i czegoś chciał, to potrafił to zrobić. Kiedy Maya opuściła pokój, Hood z komplementował jej strój i wygląd, sprawiając, że blondynka mocno się zarumieniła. Życzyłyśmy im dobrej zabawy – powiedziałam też Calumowi, że po wszystkim ma się podzielić tym, jak spotkanie im się udało – a potem wróciłyśmy do pokoju Becky, trzymając za nich kciuki.
- Czuję się, jak matka, która wypuszcza swoje dziecko na pierwszą randkę – podsumowała brunetka, padając na swoje łóżko.
- Mam podobnie. Oby po tym wyjściu jej samoocena i pewność siebie trochę wzrosła – pociągnęła Lori. – Maya jest w porządku, ale mocno się bunkruje i przez to ciężko do niej dotrzeć.
- A co z tobą? – zapytałam, jak gdyby nigdy nic, siadając obok Becky. Skupiłam na niej swoje brązowe oczy, a ona zmarszczyła nos. Chyba nie do końca wiedziała, o co mi chodzi. Lori zaś zachichotała pod nosem. Ja i ona potrafiłyśmy rozumieć się bez słów.
- Jak ze mną?
- No, ty i… Ashton? – Gdy tylko wypowiedziałam imię perkusisty, Becky zrobiła wielkie oczy. Na jej policzkach pojawiły się czerwone plamki. Chyba komuś zrobiło się gorąco.
- Jesteśmy przyjaciółmi – odpowiedziała ostrożnie.
- Z dodatkami? – dopytałam, a ona zaczerwienił się jeszcze bardziej.
- Tamto, to było jednorazowe. Nie jesteśmy, jak ty i Luke, którzy jako przyjaciele potrafili wejść sobie do łóżka.- Przekręciłam oczami.
- Ale coś jest na rzeczy? – wtrąciła się Lori, nie spuszczając z niej wzroku. – No, gadaj!
- Chyba lubię go bardziej, niż wcześniej. W Renovation naprawdę dobrze nam się rozmawiało.
- I całowało? – zapytałam ze śmiechem.
- Całowałam się z nim, tylko jeden raz i to po pijaku. Będziecie mi to wypominać do końca życia, czy jak?
- Może – odparła blondynka, chichocząc pod nosem. – Ale zdaje mi się, że Ash też cię lubi… bardziej. Od tamtego momentu patrzy na ciebie inaczej.
- Zapytam wprost – rzuciłam, mając na ustach szeroki uśmiech. – Podoba ci się? – Becky zmieszała się, a ja zacisnęłam wargi, nie mogąc doczekać się tego, co powie.
- Irwin to przystojniak – zaczęła powoli, bawiąc się swoimi palcami. – Tego nie można mu odmówić.
- Do rzeczy – mruknęła Lori. – Tak czy nie?
- Chyba podoba mi się tak bardziej, niż jak podobał mi się jako przyjaciel.
- To była dziwna odpowiedź na proste pytanie, ale i tak załapałam – odpowiedziałam z uśmiechem. – Może i wy powinniście iść na randkę?
- Nie… Nie wiem. Może kiedyś.
- Jesteście dziwni – skwitowała Lori. – To takie w waszym stylu. 
           Spojrzałam na nią, a kiedy cicho się zaśmiała, nie wytrzymałam i sama parsknęłam śmiechem. Becky jęknęła od nosem padając na poduszkę. Było dwie na jedną.

           Calum wywiązał się ze swojej obietnicy, bo jak tylko oboje wrócili do akademika, napisał do mnie sms-a. Zostawiłam Luke'a i pognałam na spotkanie z przyjacielem, nie mogąc się doczekać tego, co mogę od niego usłyszeć. Dochodziła godzina dziesiąta i byłam pewna, że w pokoju zastanę też i Jesse’go. Wpadłam do środka, jak burza, na co brunet obrzucił mnie zaciekawionym spojrzeniem, bo nawet nie pofatygowałam się, by zapukać.
- Twoja mina zdradza wszystko – powiedział, poprawiając okulary, które miął na nosie. – Calum jest w łazience i jak mniemam chcesz mu zrobić przesłuchanie.
- Masz mnie – odpowiedziałam, a on uśmiechnął się szeroko.
- Sam go później przepytam, ale teraz… Zostawię was samych. – Wstał z łóżka, odkładając komputer na biurko. – Miłej rozmowy.
- Jesse, jesteś najlepszy.
- Jestem taktowny.
- Oczywiście.
            Klepnęłam go na odchodnym w plecy, a potem odprowadziłam wzrokiem do drzwi. Po chwili za nimi zniknął. Usiadłam na łóżku Hooda, czekając. Nie byłam pewna, ile dokładnie minęło czasu, ale w końcu Mulat wyłonił się z pomieszczenia obok, ubrany w luźną szarą koszulkę i krótkie czarne spodenki. Zrobił wielkie oczy, widząc mnie zamiast swojego współlokatora. Zaśmiał się cicho, kręcąc głową.
- Działasz szybciej, niż FBI.
- To komplement?
- Można uznać za komplement – odpowiedział, siadając na łóżku. 
            Oparł się plecami o ścianę, a ja zbliżyłam się do niego jeszcze bardziej, aby lepiej go widzieć. Wlepiłam oczy w jego ciemne tęczówki. Uśmiechnął się ponownie.
- Jak było?
- Całkiem w porządku. Maya jest naprawdę miłą dziewczyną. Byliśmy sami i odniosłem wrażenie, że w takim zestawie czuje się lepiej, bo normalnie ze mną rozmawiała. Chyba zbyt duża grupa nadal ją nieco onieśmiela.
- Okej, to postęp. Co robiliście?
- Zabrałem ją do kina na komedię – odpowiedział, a ja szybko pokiwałam głową. – A potem poszliśmy na spacer.
- Spacer brzmi dobrze. – Chłopak przekręcił oczami. – Co?
- Chodzi o to, że… Lubię ją. Jest naprawdę spoko dziewczyną. Do tego, jak żeście ją podrasowały, to wygląda wspaniale.
- Podrasowały?
- Wiesz… Nie ma brzydkich kobiet –powiedział z uśmiechem. – Są tylko niezadbane. Maya była właśnie jedną z nich. Nieogarnięte włosy, ubrania, jak po starszym bracie. Dzisiaj… Dzisiaj wyglądała uroczo.
- Powiedziałeś uroczo?
- Możliwe.
- Co jeszcze?
- Jak, co jeszcze?
- Daj spokój, widzę to po tobie. Mów.
- Dobra – mruknął, sprzedając mi pstryczka w nos. Skrzywiłam się, co wywołało u niego cichy śmiech. – Chodzi też o to, że Maya jest bardzo delikatna. Bardzo spokojna, opanowana i… mocno grzeczna.
- Pocałowałeś ją?
- Co? Nie – odpowiedział, kręcąc jednocześnie głową. – Myślę, że nie byłaby na to gotowa, a ja nie chciałem jej spłoszyć. Nie chciałem też zrobić niczego złego, by jej przypadkowo, w jakiś sposób nie skrzywdzić.
- Łał… Imponujesz mi coraz bardziej, Hood – powiedziałam, klepiąc go po ramieniu.  – Spotkasz się z nią jeszcze?
- Chciałbym, ale wracamy do punktu, o którym mówiłem. Jest delikatna i nie chcę jej skrzywdzić.
- Czemu myślisz, że byłbyś w stanie ją skrzywdzić?
- Nigdy nie umawiałem się z takimi dziewczynami. Nawet wy takie nie jesteście. Lori przy Maya’i, to zwariowana laska. Becky zaś jest wariatką, a ty… Ty przy niej, to totalny huragan.
- To był też komplement? – zapytałam, przechylając głową.
- Był. Chodzi o to, że Maya jest tak bardzo inna. Inna od was. Inna od dziewczyn, z którymi się spotykałem. Ale lubię ją i nie chcę jej zrobić krzywdy. Gdyby może jeszcze bardziej się otworzyła, czy coś… Może wtedy… Może wtedy bym… Mogę się założyć, że jest jeszcze dziewicą.
- Kurwa, Calum – mruknęłam, patrząc na niego z niedowierzaniem. – A już tak dobrze punktowałeś!
- No, co? Jestem facetem, a ona jest ładna, więc nic dziwnego, że czasem… Czasem sobie o tym pomyślałem.
- Mam ci ją rozdziewiczyć czy coś?
- Boże, jesteś okropna – skwitował, uderzając we mnie poduszką. Zaśmialiśmy się oboje.
- Może będziesz jej pierwszym pocałunkiem?
- Nigdy się nie całowała? – Pokręciłam głową. – Okej… Czyli faktycznie jest bardzo do tyłu z tym wszystkim.
- Bardzo. Byłeś jej pierwszą randką.
- Dobra, teraz mam pełniejszy obraz sytuacji.
- Spotkacie się jeszcze?
- Może. Czas pokaże.


***
Mamy wyznanie Becky odnośnie Asha, jest też pierwsza randka Cala i Maya'i oraz Luke i Mason kontra Blake - taki miszmasz, ale kontrolowany :) Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał :)
Wiem, że do końca tej historii jest jeszcze trochę rozdziałów, ale dzisiaj, jak pisałam jeden z nich to tak... tak mi się smutno zrobiło, że to ostatni sezon PJD. 

Dziękuję Wam za wszystkie otrzymane komentarze - uwielbiam je! Ale to już wiecie :)

Tradycyjnie przypominam - wiem, to nudne, ale może komuś się to przyda - że jest możliwość zadawania mi pytań odnośnie bohaterów i fabuły na Asku - link w kolumnie Menu.

Kolejna część w następną niedzielę. 

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Eliminacje – odpowiedział Michael, przebiegając obok mnie i wpadając do łazienki. – Są o pierwszej! 
- To dzisiaj?- odparłam zaskoczona. 

***

- Ja też.
- Byłem lepszy.
- Byłeś i jesteś idiotą. My zdobyliśmy pierwsze miejsce w tabeli i…
- Zwykły fart. 

***

- Ashton wygląda smacznie bez koszulki – odezwała się Lori, a ja parsknęłam śmiechem. Blondyna uśmiechnęła się niewinnie, zezując na Becky, która lekko poczerwieniała na twarzy.

***

- On zaczął – powiedzieli jednocześnie, wskazując na siebie. – Dupek! – dodali w tym samym czasie. – Przestań mówić to, co ja! Kurwa! Przymknij się! – wyrzucali z siebie. 

***

- Jesteś szybki.
- Masuj mnie – rzucił, a jego głos częściowo stłumiła poducha, którą miał pod głową. 





18 komentarzy:

  1. Genialny! Wróg mojego wroga moim przyjacielem, nienawiść serio łączy ludzi Xd Mam nadzieję, że za niedługo zacznie się coś dziać z Becky i Ashtonem.. Czekam z niecierpliwością na następny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zacznie - zobaczymy :)
      Hahah dobrze powiedziane. Cieszę się, że się podobało :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Luke zazdrośnik wkracza w akcję!
    Mason i Luke dobrali się idealnie z tą nienawiścią do Blake'a.
    Uu, czyli randka poszła zgodnie z planem. Calum powinien rozmyśleć nad zaproszeniem jej gdzieś ponownie. A zakupy dla Mayi to bardzo dobry pomysł.
    Czyli jakaś drobna chemia pomiędzy Becky a Ashtonem jest! Czekam na dalszy ciąg wydarzeń.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - coś jeszcze ich połączyło oprócz piłki :D Może Hood pokręci się obok niej na dłużej - czas pokaże :)
      Dzięki za komentarz :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Cudowny rozdział! Jestem nowa i właśnie skończyłam czytać wszystkie rozdziały (czytałam stopniowo, więc zajęło mi to kilka dni). Ale naprawdę jestem pod wrażeniem Twojego talentu. Chcę więcej! Dwa plus jeden kocham tak samo mocno. Chyba czeka mnie nieprzespana noc dla Broken i dla Pokochać ciszę :D
    Pozdrawiam
    Zuzia ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Cieszę się, że nie tylko ta historia Ci się podoba. Oczywiście serdecznie zapraszam na pozostałe, może też Ci przypadną do gustu :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Podoba mi się ten gif :D
    Hahaha Blake ma dwóch przeciwników, którzy się zjednoczyli przeciwko niemu :D Mason i Luke kontra Blake hahah :D Chłopak jest na przegranej pozycji :) Rose haha i jej teksty - boskie. Cal i Maya zaliczyli pierwszą randkę :) Może coś z tego będzie? Chociaż nie zbyt do siebie pasują, to i tak trzymam za nich kciuki :)
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jest na nim Calum hahahah XD
      Tak Mason i Luke w sobie znaleźli sprzymierzeńców jeśli chodzi o Blake'a :) Może? :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Moja nienawiść do Blacka z dnia na dzień staje się coraz większa ^^
    Serio stwierdzam u tego człowieka niedojebanie mózgowe bez mózgu bo pewnie pod czaszeczką nic a nic nie ma (echo jedynie):D Na niego to mam włączony agresor "All day All night" :")

    Ale ucieszyło mnie to (taka HAPPY), że Luke i Mason są na dobrej drodze do sztamy :* :D i jest ich już dwóch przeciwko Blackowi(można też tam doliczyć mnie to będzie trójka) <3

    Już nie mogłam doczekać się randki Caluma i May :D taka ciekawość do kwadratu :D Ciekawe czy coś z tego wyjdzie ?? :D Czy dziewczyny odświeżą troszkę styl May ? :3

    Ale rozbawiło mnie to jak Rose bawiła się w FBI :) padłam :")
    Ogólnie cała ich rozmowa to był jeden wielki śmiech :D banan na ryju jak zawsze czytając nowy rozdział bo coś się dzieje :D :3

    No ale szok szoków to to że Becki i Ash przyznali się do tego, że poczuli mięte, zaiskrzyło <3 (czujem jednak, że oni od sb tego za szybko nie usłyszą bo to są dzieci uparte jak osły :D dosłownie) :) :*

    No nic czekam do następnej niedzieli :D Dzięki za taki zajebisty rozdział (tak jak każdy jeden który piszesz zresztą)
    Pozdrawiam :* :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu rozwaliłaś mnie na łopatki i to już na wstępie XD Leżę i płaczę ze śmiechu :P
      Nikt biednego Blake'a nie lubi :P
      Czas pokaże, co wyjdzie z Calumem i Maya'ą :) Może coś z tego będzie, a może tylko się zakumplują :)
      Ja za to dziękuję za tak zajebisty komentarz :) Uśmiałam się :)
      Cieszę się, że rozdział się podobał.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. No to się cieszę :D zawsze się znajdzie powód do śmiechu :") :") :*
    Hahaha do niektórych ludzi mam tak, że mam alergie na ich ryj. :) Black jest jednym z tych ludzi :D niestety ;)
    No to czekam co to to się dziać będzie pomiędzyMayą a Calumem :^ :)
    Hah każdy twój rozdział jest zajebisty *-* *-*
    Czekam na następny ^-^
    PIIOZDRAWIAM ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah Martyna rozwalasz system dalej XD Znowu chechłam do ekranu :) Biedny Black, nikt go naprawdę nie lubi - no, prawie ;)
      Cieszę się bardzo :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
    2. Hahahah chciała bym widzieć czyjeś chechłanie ;") bo swoje to znam na pamięć (i lepiej żeby nikt tego nie widział) ^-^
      Jak by się chłopak nie wtrącał tam gdzie go nie chcą o bym go lubiła , serio nic bym do niego nie miała ... ale on woli grać na nerwach ^^ musi wtrącić trzy grosze (i to właśnie o 3 grosze za dużo) ^-^ no tak to bywa ...
      Też się ciesze (i jjestem happy że odkryłam twój blog *-* bo jest zajebisty ;) tak jak każde inne twoje opowiadanie ^^

      Usuń
    3. Hahahah XD
      Dobrze wiedzieć, jak go odbierasz. A sądziłam, że raczej Blake nie będzie obierany przez czytelników, jako zagrożenie (oczywiście z początku, bo nieraz faktycznie wciska się tam, gdzie nie powinien :D).
      Dzięki bardzo za tak miłe słowa - naprawdę się ciesze, że nie tylko ta historia Ci się podoba :)

      Usuń
  7. Jejku, dawno mnie tu nie było, dobrze, że zdołałam nadrobić :D tęskniłam za tym! Uwielbiam zazdrosnego Luke'a, haha :D

    OdpowiedzUsuń