środa, 9 marca 2016

S6 - Rozdział 10

That sorry seems to be the hardes word


          Długo rozmyślałam i wybierałam odpowiedni moment na rozmowę z Ashtonem i Greenem. Wciąż miałam w głowie słowa kuzyna, który poprosił mnie o tą małą interwencję. Mason zdradził, że ta dwójka ma naprawdę spore szansę na dostanie się do drużyny, jednak muszą koniecznie poprawić relację między sobą, bo w przeciwnym wypadku mogą przez to dość szybko wylecieć ze składu. Wiedziałam, że Irwinowi cholernie zależy na tym, by być zawodnikiem uniwersyteckiej drużyny. Nie tylko jemu. Na to samo liczył Green. Na to też liczyli pozostali. Choć na temat Caluma, Michaela i Luke'a, Mason nie powiedział nic.
           Dzisiaj miałam, tylko jeden wykład z samego rana, co dawało mi pozostałą część dnia wolną. Wiedziałam, że i Ash nie wybiera się na żadne zajęcia. Skorzystałam, więc z tej chwili, w której nikt nie będzie nam przeszkadzał. Pozostała paczka, bowiem grzecznie ruszyła do auli i sal, by zgłębiać wiedzę ze swojego kierunku. 
           Zadzwoniłam do niego, chcąc się dowiedzieć, czy jest u siebie. Liczyłam na to, że chłopak nie zdążył jeszcze nigdzie wyjść. W końcu dochodziła dopiero jedenasta. Chciałam też delikatnie podpytać się, czy jego współlokator też jest na miejscu. Nie musiałam jednak nawet zadawać tego pytania, bo doskonale usłyszałam ich wymianę zdań. Chociaż wymiana zdań, była dość łagodnym określeniem na to, co musiało się tam dziać.
- Pierdol się, złamasie!
- Zamknij mordę!
- Jesteś wrzodem na dupie, Green! – warknął Ashton. – Rose?
- Zaraz ci przypierdolę – usłyszałam w tle podniesiony głos Greena.
- Może zadzwonię później – odparłam, marszcząc lekko nos.
- Nie widzisz chuju, że rozmawiam! – krzyknął Irwin. Byłam pewna, że słychać ich było na całym piętrze. – Nie, mów, o co chodzi.
- To nie rozmowa na telefon.
- Jesteś zakałą tej uczelni, pieprzony skurwielu!
- Przegiąłeś… Rose, oddzwonię. – I rozłączył się.
            Przez chwilę zastygłam bez ruchu, próbując ogarnąć tą sytuację, która mogła mieć tam miejsce. W głowie od razu zaczęła się pojawiać wizja tego, jak Ashton rzuca się na Trevora, a potem oboje obijają sobie twarze, dalej się wyzywając. W sumie wypływające z ich ust słowa, mogły być doskonałym dowodem na to, że moje przypuszczenia są prawdziwe.
            Zerwałam się z miejsca. Złapałam za klucz i wypadłam na chłodny hol. Trzeba było ich powstrzymać, zanim zrobią sobie krzywdę. Zamknęłam pospiesznie drzwi, a następnie ruszyłam biegiem w stronę schodów, wciskając po drodze telefon do kieszeni. W myślach błagałam o to, by chłopaki jednak nie robili tego, co podpowiadał mi mózg. Nie chciałam, by stała się im krzywda. A tym bardziej narwanemu Irwinowi.
            Pokonałam ten niewielki dystans w takim tempie, że gdy zatrzymałam się przed pokojem z numerem osiemdziesiąt sześć, dostałam lekkiej zadyszki. Po drugiej stronie słyszałam jakieś krzyki i jakby odgłosy szamotaniny. Dopiero kiedy rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, wparowałam im do środka, nawet nie pukając.
            Zrobiłam wielkie oczy. Przed chwilą Ashton sprzedał Greenowi soczystą pięść w prawy policzek. Niestety nie górował nad brunetem zbyt długo, bo chłopak zepchnął go z siebie, odpłacając się mu tym samym. Widziałam przewrócony stolik i roztrzaskane na podłodze kolorowe kubki. Zacisnęłam usta, zamykając drzwi z hukiem. To jednak nie odwróciło uwagi walczącej ze sobą dwójki.
             Niewiele myśląc doskoczyłam do nich. Złapałam Trevora za koszulkę i z całej siły pociągnęłam go w swoją stronę. To poskutkowało tym, że niebieskooki przewrócił się na plecy. Ashton chyba źle zrozumiał moją pomoc, bo już chciał się rzucić w kierunku kolegi z pokoju. Stanęłam jednak między nimi, gromiąc go wzrokiem. Perkusista podniósł głowę. Napotkałam wściekłe spojrzenie ciemnych tęczówek. Z jego nosa ściekała krew. Trevor wcale nie był lepszy. Miał kilka zadrapań na szyi, a policzek i kącik oka, w które trafił go Ash zrobiły się mocno czerwone. Byłam pewna, że kwestią czasu jest to, jak zmienią kolor na fioletowo zielony.
- Zdurnieliście do reszty! – krzyknęłam, patrząc na siedzącą na podłodze dwójkę idiotów. Obaj ciężko dyszeli, jakby walczyli na śmierć i życie. – Wstawać i siadać!
- Ale…
- Żadne kurwa ale, Green – wysyczałam przez zaciśnięte zęby. – Rusz dupę i sadzaj ją na łóżku!
            Trevor przekręcił oczami, ale o dziwo zrobił to, czego chciałam. Zaraz po nim do pionu podniósł się Irwin, wycierając krwawiący nos koszulką. Chciał usiąść na swoim łóżku, ale ja popchnęłam go w stronę byłego kapitana Picton, przez co Ash pacnął na materac tuż obok niego. Skrzywił się, odsuwając na drugi koniec materaca.
            Odwróciłam się i bez słowa poszłam do łazienki. Szybko odnalazłam chusteczki, co było dość łatwe, bo panowie mieli tam prawdziwy porządek. Wracając do pokoju, wyciągnęłam dwie z nich. Jedną podałam Ashtonowi, który przyłożył ją do nosa, dziękując mi cicho. Chłopaki dysponowali także małą lodówką, więc moim następnym krokiem było dorwanie się do niej. Wyjęłam z niej zimną puszkę z energetykiem. Owinęłam ją w drugą chusteczkę. Podeszłam do Greena, wręczając mu ten prowizoryczny okład. Niebieskooki skinął mi głową w podzięce. Syknął cicho pod nosem, przykładając go do obolałej części twarzy.
- Jesteście głupki do kwadratu – skwitowałam, biorąc krzesło. Ustawiłam je naprzeciwko nich tak, by dobrze ich widzieć. Usiadłam na nim, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Przez chwilę po prostu mierzyłam chłopaków wzrokiem, w którym mieszała się złość z niedowierzaniem. – Dowiem się, o co wam poszło?
- On zaczął! – powiedzieli jednocześnie. – Jeb się! Dupek!
- Serio?- przerwałam im, przekręcając oczami. Oszaleję z nimi. – Nie obchodzi mnie, kto zaczął. Chcę wiedzieć, o co wam poszło.
- Rozpieprzył rzeczy na biurku, choć wielokrotnie powtarzałem temu głąbowi, by po sobie sprzątał! – warknął Green, machając wolną ręką w stronę perkusisty.
- Kutas – wysyczał Irwin, mrużąc na niego oczy. W tym momencie patrząc tak na nich, nie byłam pewna, czy w ogóle dam radę z nimi normalnie porozmawiać, kiedy oni dalej warczeli na siebie, jak rozwścieczone psy.
- Nie chcę mieszkać w chlewie!
- Sam robisz burdel!
- Stop! – rzuciłam, nachylając się w ich stronę. –Co trzeba zrobić byście się uspokoili?
- Utop go w kiblu – odparł Irwin, a ja po raz kolejny przekręciłam oczami. Green już otwierał usta, by mu odpowiedzieć, ale ja szybko wtrąciłam się.
- Nie! Starczy! – Pomachałam mu palcem przed twarzą, jakby był małym krnąbrnym dzieckiem. Chociaż byłam pewna, że dziecko by szybciej załapało i się uspokoiło, niż ta dwójka.
- Chciałem tylko powiedzieć, że możesz usiąść przed nami topless – odparł Green, uśmiechając się złośliwie.
- Ty gnido! To moja przyjaciółka!
- Nie mów, że nigdy nie miałeś z nią grzesznych myśli, Irwin. Jest urocza.
- Zabiję, chuja! 
            Mimo tego, co powiedział Green, nie mogłam dopuścić do tego, by znów się na siebie rzucili. Automatycznie wyciągnęłam rękę i złapałam za rozpędzoną pięść Asha, prawie spadając z krzesła. Miał chłopak siłę.
- Rose!
- Ash! – Irwin usiadł nadąsany. Spojrzałam z wyrzutem na Greena. Zrobił niewinną minę, ale po chwili zmienił wyraz twarzy. Wziął głęboki oddech.
- Przepraszam, nie chciałem cię obrazić – powiedział i jak dla mnie zabrzmiało to całkiem szczerze.
- Przyjmuję przeprosiny.
- No, ty chyba sobie żartujesz! – warknął Ash, mocno gestykulując.
- Byłabym wdzięczna, gdybyście na moment zamknęli oboje jadaczki – powiedziałam powoli, aby wszystko do nich dotarło. – Mam wam coś ważnego do zakomunikowania.
- Będziemy grzeczni – zapewnił mnie Trevor, przekręcając zimną puszkę w dłoni. Zmarszczył nos, gdy przyłożył ją z powrotem do policzka.
- Musicie zaprzestać tej wojny. Wasza relacja pogarsza się coraz bardziej. Co będzie następnym razem? Będziecie się nawalać, jak na ringu? To do niczego nie prowadzi.
- On mnie prowokuje- odezwał się Irwin.
- Ty mnie prowokujesz swoją parszywą gębą.
- Zamknijcie się! – Spojrzeli na mnie, a następnie spuścili głowy, jakbym była ich matką, która przyłapała ich na brojeniu. – Chodzi o to, że… Nie powinnam wam tego mówić, ale w takiej sytuacji powinniście wiedzieć. – Ich oczy znów skupiły się na mnie. – Warunek jest jednak jeden. Nie możecie nikomu pisnąć słowem. Obiecujecie?
- Stoi.
- Obiecuję.
- Mason powiedział, że macie spore szanse na wejście do składu – powiedziałam, a oni, jak na jakieś hasło wyszczerzyli się do mnie szeroko. – Nie ma się, co cieszyć – dodałam, a chłopaki zmarszczyli czoła. – Z takim nastawieniem do siebie, Mason nie daje wam zbyt długiego czasu na zostanie w drużynie. Powiedział, że jeśli nie popracujecie nad wspólną relacją, to wylecicie z niej tak szybo, jak się w niej znaleźliście.
- Bez jaj – wydusił Green. – Naprawdę?
- Trener nie chce mieć w drużynie takich spięć. A wy… Jesteście poza kontrolą. Musicie coś z tym zrobić. Zacząć rozwiązywać swoje problemy w inny sposób, niż ten stosowany do tej pory. Skakanie sobie do oczu wam nie pomoże. Jeśli wam zależy na tym, by grać, to powinniście naprawdę się o to postarać. Zresztą, on mają rację. Obrona musi się ze sobą dogadywać i współpracować, a w waszym wypadku te dwa słowa zupełnie nie istnieją.
- W sumie racja…
- Duża racja. – Zerknęli na siebie.
- Poprawę powinniście zacząć od razu. Poprawcie relację poza boiskiem, a wtedy tam będzie wam łatwiej to osiągnąć. Będzie wam się też prościej ze sobą mieszkało w jednym pokoju.
- Rose  - zaczął Ash, a ja kiwnęłam głową. – Masz rację.
- Więc teraz ładnie i grzecznie się przeproście.
- Co?! – rzucili jednocześnie.
- Czy dotarło coś do waszych mózgów z mojej krótkiej przemowy? – wyrzuciłam z siebie, ponownie krzyżując dłonie na klatce piersiowej. – Zacznijcie od słowa przepraszam za to, że obiliście sobie twarze. Oboje też obiecajcie sobie na wzajem, że będziecie bardziej przykładać się do utrzymania porządku w pokoju. – Zabębniłam palcami w swoją skórę, dokładnie im się przyglądając. – No? Który będzie mądrzejszy i pierwszy wyciągnie rękę do zgody? – Wiedziałam, że w tym momencie ich podpuszczam, ale to była jedyna szansa na to, by złamać ego, któregoś z nich.
- Przepraszam – wydusili z siebie jednocześnie.
- I co dalej? – dopytałam z lekkim uśmiechem.
- Obiecuję, że nie będę rozwalał swoich rzeczy po całym pokoju – wymamrotał Ashton.
- Ja też obiecuję, że będę dbać o porządek – powiedział Green.
- Mamy pierwszy postęp – skwitowałam z zadowoleniem.
- Spróbujmy się dogadać – pociągnął Trevor. Uniosłam brwi do góry, gdy wyciągnął dłoń w stronę Asha. Perkusista zmierzył go wzrokiem, a potem podał mu swoją. Uścisnęli sobie ręce.
- Spróbujmy – rzucił Irwin.
- Jesteście tacy słodcy – wydusiłam z siebie, udając płaczliwy ton.
- Zepsułaś ten moment – powiedział Ashton i zaśmiał się cicho.
- Fakt, zepsułaś – poprał go Green, uśmiechając się. Odpowiedziałam tym samym. Miałam nadzieję, że faktycznie coś z naszej rozmowy wyniosą i zaprzestaną darcia kotów. Jednemu i drugiemu wyjdzie to na zdrowie.

            Opuściłam pokój Ashtona i Trevora. Posiedziałam u nich trochę dłużej, od razu sprawdzając, czy będą słowni, co do wzajemnego naprawiania relacji między sobą. Kilka razy im nie wyszło, bo z rozpędu najechali na siebie, ale potem wrócili do spokoju. W końcu to dopiero początki, więc nie można wymagać od nich zbyt wiele. Wychodząc n korytarz i tak byłam już zadowolona z tych małych postępów. Ten miły i grzeczny Green, był o wiele łatwiejszy do zniesienia, niż jak był nadętym dupkiem.
             Ruszyłam wolnym krokiem w stronę schodów. Spojrzałam na wyświetlacz. Dostałam sms-a od mamy, więc szybko zaczęłam na niego odpisywać. Zatrzymałam się przy barierce. Nie chciałam się sturlać na dół, więc postanowiłam dokończyć wiadomość i dopiero zejść.
- Hejka, Rose! - Od razu podniosłam głowę na znany mi głos. Przed moimi oczami pojawił się uśmiechnięty Jesse. Tuż za nim ciągnął się Blake. Zatrzymali się obok mnie.
- Cześć, chłopaki.
- A ty, co tu robisz? – zapytał brunet, poprawiając okulary, które zsunęły się mu na czubek nosa.
- Jaki ciekawski – powiedziałam ze śmiechem, co spowodowało, że chłopak wyszczerzył się do mnie jeszcze bardziej.
- Żadna nowość – skwitował Blake, a Jesse niewiele myśląc, sprzedał mu sójkę w bok.
- Byłam u Asha.
- Słyszałem od Caluma, że mieli te eliminacje do drużyny – pociągnął brunet. – Wiadomo kiedy będą wyniki?
- Pewnie na dniach – odparłam, wzruszając ramionami.
- Mam nadzieję, że się dostaną. Cal o niczym innym ostatnio nie mówi – powiedział Jesse.
- Rose!
           Cała nasza trójka spojrzała na wchodzącego na górę Hemmingsa. Plecak dyndał na jego ramieniu, kiedy wspinał się po schodach. Kiwnął głową Jesse’mu, a Blake zmierzył pogardliwym spojrzeniem. No, kolejne starcie blondynów. Chyba oszaleję, jak jeszcze ci zaczną się wydzierać. Już mi po Greenie i Irwinie starczy rzucania się sobie do gardeł. Luke podszedł do mnie, całując mnie szybko na przywitanie. Zauważyłam, jak zaraz po tym zerknął w kierunku Blake’a, uśmiechając się do niego z satysfakcją.
- Właśnie mówiliśmy o eliminacjach – powiedział Jesse, chcąc pozbyć się dość ciężkiej atmosfery, jaka  się stworzyła. 
            Brunet nie był głupi i od razu zauważył, że między tą dwójką coś się stało. Zresztą każdy to widział. Szczególnie, że jeden i drugi nie kwapił się do tego, by cokolwiek zminimalizować. Byłam też pewna, że Blake streścił mu całą sytuację. Luke pewnie to samo powiedział swoim przyjaciołom.
- Niedługo powinny być wyniki – odpowiedział Hemmings. – Może cała nasza paczka wejdzie do składu.
- Oby, stary – skwitował Jesse. Zdążył to powiedzieć, a Blake prychnął pod nosem. To wystarczyło, by uwaga Luke'a w całości znów skupiła się na nim.
- Masz, jakiś problem? – rzucił Luke, a ja zauważyłam, jak mocniej zaciska palce na pasku czarnego plecaka.
- Ta… Mam. Jest wielki, jak żyrafa, też blondyn, zadufany w sobie i ma odzywki na poziomie przedszkolaka. – Usłyszałam, jak Hemmings zazgrzytał zębami. – Znasz go?
- A nie chodzi ci raczej o taki wrzód na dupie, który kręci się po uczelni? Też blondyn, wkurwiający, jak nie wiem i do tego ma zbyt wielkie mniemanie o sobie? Dodatkowo na siłę próbuje się przymilić do swojej byłej. Znasz go? Wołają na niego kutas Blake.
- Dupek – wysyczał.
- Powtórzy to jeszcze raz, a…
- Dobra, dobra starczy.- Jesse stanął między nimi, odpychając ich lekko, bo blondyni zaczęli niebezpiecznie się do siebie zbliżać. – Rozchodzimy się i to teraz.
- Popieram – odparłam, łapiąc Luke'a pod ramię. – Idziemy. Skończyłeś już zupełnie zajęcia? - zapytałam, gdy ruszyliśmy w stronę jego pokoju. Hemmings oczywiście nie powstrzymał się od tego, by się nie odwrócić i nie pokazać Blake’owi środkowego palca. Przekręciłam oczami, przyspieszając kroku. – Więc?
- Skończyłem.
- Masz coś do zrobienia?
- Muszę przeczytać rozdział na jutro. – Wyciągnął z kieszeni klucz od pokoju. Otworzył drzwi. Oboje weszliśmy do środka. Spojrzał na mnie ze śmiechem, kiedy zrobiłam niezadowoloną minę. – A ty nie masz nic do roboty?
- Jestem na bieżąco – odpowiedziałam.
- Skąd ta mina?- pociągnął, rzucając plecak w kąt pokoju. Odwrócił się, obejmując mnie ramionami. Przyciągnął do siebie, a ja od razu splotłam ręce na jego pasie. Zadarłam głowę do góry.
- Myślałam, że będę cię mieć tylko dla siebie, a ty musisz czytać.
- Mogę czytać, będąc z tobą.
- Pasuje. – Uśmiechnął się, a potem szybko złączył nasze usta.



***
Ash vs Trevor oraz Luke vs Blake :D
Ale jedna para zaczyna się ogarniać. Myślicie, że dadzą radę być ponad to i naprawić ich kiepską relację? 

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziś Pod Jednym Dachem obchodzi swoje pierwsze urodziny!
Serio, ten czas stanowczo mi za szybko leci. Nawet nie wiem, kiedy to się stało. A mam ważenie, jakbym dopiero zaczynała, a tu już szósta część (i ostatnia). 
Dziękuję Wam za ponad 1 tys. komentarzy oraz 136 tys. wyświetleń! Pod względem wejść ta historia zdecydowanie prowadzi :) Dzięki bardzo!

Obiecałam Wam małą rozrywkę z okazji blogowych urodzin :) Rozrywka ta jest w formie testu, w którym możecie sprawdzić swoją pamięć z opowiadania (a dokładniej ze starszych części). Niektóre pytania są łatwiejsze, inne bardziej szczegółowe. Link do testu poniżej:


Kto z Was uzyska najlepszy wynik? Pochwalcie się koniecznie! I nie oszukujcie :D 

Nie będzie pytań do bohaterów, bo nie byliście tym zainteresowani.

Przypominam o oddawaniu głosów w sondach, a także o Asku, na którym możecie zadawać mi pytania odnośnie pisanych historii.

Dziękuję również za wszystkie komentarze! Uwielbiam je!

Kolejny rozdział pojawi się tradycyjnie w niedzielę. Wyszedł on dłuższy, więc zostanie podzielony na dwie części.

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:



- Co się stało? – Zapytała, kiedy padł na ławkę obok niej. Luke przetarł twarz rękami, opierając łokcie o uda. – Kotku? – Pogładziła go czule po plecach, a on wzruszył ramionami. – Powiedz mi.

***

- Wstajemy księżniczko! Pora się zabawić!
- Co? Ej, puszczaj!

***

- W porządku? – Wyszeptał, ale zaraz zastanowił się dlaczego nie powiedział tego normalnym tonem.
- Luke?

***

- Jesteśmy! – Odkrzyknęli.
- Idealnie! A teraz zakładać to, bo czeka nas dużo rzeczy do zrobienia!

***

- Wyganiasz nas?
- Spadajcie, bo jesteśmy w trakcie serialu – rzuciła Lori. 

***

- Michael, bo zaraz zepchnę cię z łóżka! Spaghetti będzie zimne!
- Powiedziałaś spaghetti? Trzeba było tak od razu! 

23 komentarze:

  1. Rozdział fantastyczny! <3 Dużo agresji w nim, hahah ;) Mam nadzieje, że Green i Ashton się ogarną, ale sprzeczających się Luka i Blaka akurat lubie, hahah ;) Nie mogę się już doczekać kolejnego! :)
    A co do testu, to osiągnęłam 100/110! *_* Miałam 2 błędy ;) aż zrobiłam screena na pamiątkę, hah ;)
    Pozdrawiam i całuję xxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :) No w sumie chłopaków trochę poniosło XD
      No, super! Gratuluję wyniku!
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurwa ;3 groźnie ... LUBIE TO !!! :D
    W Rose obudziły się cechy przywodcy agresora i osoby postronnej, no w końcu ktoś musi rządzić w tym burdlu :D zwanym inaczej relacją Trevora i Asha @.@ Serio takie zwierzęta.. dzikie dziki !!

    Luke i Black nie są lepsi .. ale przy nich mi się zawsze chce śmiać bo Luke ma lepsze pociski i ogólnie jest lepszy naj najs myfyfyfy ;3
    A Black to rili taki wrzut na tyłku...
    Jesse kochany nasz załagodził to wszystko ;) czujem że gdyby nie on to by było kolejne obicie mordy :D
    Hahh o kufa ciekawe co mi wyjdzie w teście .. ale to jutro dziś już sił nie mam :D ide spać .. jutro trzeba wcześnie wstać ;-; -,- ;--;

    POZDRAWIAM! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś musi myśleć trzeźwo w tym towarzystwie. Psycholog się w niej obudził :D Hhahaha "Luke ma lepsze pociski" hahahaha dobreee :D
      Możliwe, że jakby go nie było to by i ta dwójka się na siebie rzuciła.
      Zobaczymy, co Ci wyjdzie ;)
      Skoro idziesz spać, to miłych snów życzę :) Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Rozdział super! Ash i Trevor zachowują się jak zwierzęta, ale Luke i Blake nie są lepsi. Nwm jak Rose ich wytrzymuje. A Jess jest taki kochany i ich oddzielił.

    A jeżeli chodzi o test to osiągnęłam 105/110! Pomyliłam się z pytaniem 17.

    ~ Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :) Fakt, nie mają zahamowań między sobą. Gratuluję wyniku :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Super
    Z testu mam 35 pkt buuu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało :)
      Spoko, lepsze to niż zero :) Dzięki za komentarz i udział w tej małej zabawie :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Twój wynik: 95 na 110 pkt
    Walnęłam się z drugą osobą z radia, pierwszą hot scenką i piosenką z bajki hah :D
    Mam nadzieję, że ten kutas Blake w końcu odpierdoli się od Rose :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobry wynik :D Gratuluję :)
      Hahaha jak dosadnie powiedziane XD
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. 90 pkt! W dwóch pomyliłam się przez głupotę :c ale to nieważne.
    Gratuluję, że przez ten rok wytrwale pisałaś PJD :) chyba to było pierwsze Twoje opowiadanie, które zaczęłam czytać, ale teraz nie wiem czy DPJ czy właśnie to..
    Trevor i Ash normalnie mnie rozwalają z tymi wyzwiskami XD Blake i Luke tak samo.
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję wyniku :)
      Dzięki bardzo - też jestem zadowolona z tego roku, że nigdy nawet nie zawiesiłam tego bloga i ochota na pisanie tej historii mi nie spadła. Nie wiem, co ze sobą zrobię, jak ona się skończy. Cholernie się do niej przyzwyczaiłam i przywiązałam w jakiś sposób.
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. 95/110! Pomyliłam się przez głupotę i to 3 razy, ale nie ważne Xd Rozdział świetny, mam nadzieję, że Ash i Trevor się dogadają, bo ja to w sumie lubię Greena. Nie szaleję za nim, ale nic do niego nie mam. Za to Blake'a z całego serca nienawidzę! Czekam z niecierpliwością na następny ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję dobrego wyniku :) Cieszę się, że rozdział ci się podobał. Czyżby Green zyskiwał sympatię, chociaż może to za dużo powiedziane :) Ale może się to kiedyś zmieni :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. 105/110
    A co do rozdziału to jest mega. Mam nadzieję że Ashton i Green się dogadają. Ciekawe czy dostaną się do drużyny. Nie wieże że do końca została tylko jedna część. Coś czuję że będzie znakomita. Może Rose i Luke wezmą ślub. Ale tego nie wie nikt oprócz ciebie. No cóż nie mogę się doczekać czym nas zaskoczysz oraz kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znakomity wynik - gratuluję!
      Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał :) Odpowiedź na to, czy się dostaną będzie niedługo. Nie zamierzam tego przedłużać w nieskończoność :)
      Sama też nie wierzę, że tak szybko poszło :) Mam nadzieję, że będzie dobra i się nie zawiedziesz :)
      Heheh może i wezmą, a może i nie :) Czas pokaże.
      Dzięki bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. O rety kocham Rose! I te pociski Lukea wygrywają <3
    Czekam na następny rozdział, a w wolnej chwili zapraszam do mnie ;)
    http://w.tt/1Rcarhk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe dzięki - cieszę się, że Ci się podobają i że lubisz główną bohaterkę :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Brawo chłopaki, nie ma jak to się lać po mordach XD Ale jest i Rose w akcji :) Mam nadzieję, że jeden i drugi się opanuje i ta ich rozmowa będzie miała jakieś plusy w przyszłości. Nadal nie lubię Blakea i cieszę się, że Hemmo mu dogadał - ta ich wymiana zdań była bezbłędna XD
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha - w sumie trafiłaś w sedno XD Może przyniesie plusy, bo jak nie to chłopaki mogą nie osiągnąć swojego wybranego celu i dołączenie do drużyny może stanąć pod znakiem zapytania.
      Jak widzę Blake nadal jest negatywnym bohaterem
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń