niedziela, 6 marca 2016

S6 - Rozdział 9

Hear the whistle, kick the ball


           Planowałyśmy z dziewczynami zrobić pranie. Rzeczy nazbierało się już całkiem sporo, a nie miałyśmy do dyspozycji swojej własnej pralki. Musiałyśmy, więc udać się do ogólnej pralni, która mieściła się na terenie kampusu. Postanowiłyśmy zabrać też ubrania chłopaków. Skoro i tak mamy tam spędzić trochę czasu, czekając, aż to wszystko się wybierze, to możemy przy okazji zabrać także i ich ubrania.
           Zapukałam do pokoju, a kiedy usłyszałam głośne proszę, weszłam do środka. Chciałam zabrać przyszykowaną przez chłopaków torbę z rzeczami do prania. Gdy tylko zrobiłam kilka kroków w głąb pomieszczenia, uniosłam brwi do góry, spoglądając na to, co dzieje się przed moimi oczami.
           Michael biegał po pokoju w samych bokserkach. Luke wcale nie był lepszy pospiesznie grzebiąc w swojej szafie. Sterta ubrań walała się po podłodze i łóżkach, a ja nie byłam pewna, czy jest to czyste czy brudne i dokładnie do kogo, co należy. Odchrząknęłam, kiedy Clifford zanurkował pod łóżkiem, wypinając tyłek. W odpowiedzi usłyszałam jęk chłopaka, gdy uderzył się głową w mebel, próbując pospiesznie stanąć na nogi.
- Co wy robicie?
- Jak to, co?- rzucił Luke, wciągając na siebie krótkie spodenki.
- Kotku, masz to ubrane tył na przód – powiedziałam ze śmiechem, machając na niego palcem.
- Kurwa – mruknął, pospiesznie ściągając spodnie, a następnie zakładając je poprawnie.
- Szykujecie się gdzieś czy co?
- Eliminacje – odpowiedział Michael, przebiegając obok mnie i wpadając do łazienki. – Są o pierwszej!
- To dzisiaj?- odparłam zaskoczona.
- Przecież ci mówiłem – powiedział Luke, wciągając na siebie luźną koszulkę. – Mamy pół godziny, by dotrzeć na boisko.
- Stąd ten… burdel?
- Nie mogłem znaleźć stroju do ćwiczeń! – odpowiedział Clifford, wracając do pokoju będąc już kompletnie ubranym. – Gdzie moje buty? Stary, widziałeś moje korki?
- Przy szafce – odpowiedziałam, kiedy mój wzrok bez problemu odnalazł zaginione buty Michaela. I nie tylko jego. Chłopak podszedł do nich, wciskając je szybko do sportowej torby.
- Zdążycie i…
- Nie chcemy się spóźnić – przerwał mi Luke, rozglądając się po pokoju, sprawdzając, czy wszystko ze sobą ma.
- Przygotowaliście mi rzeczy do prania?
- Są w łazience – odpowiedział Michael. – A i dzięki.
- Właśnie, dzięki. – Luke podszedł do mnie sprzedając mi szybkiego całusa. – Co byśmy bez was zrobili?
- Zarośli brudem?
- Bardzo śmieszne – mruknął blondyn, przekręcając oczami. Nagle podskoczył, kiedy komórka leżąca na łóżku, zaczęła dzwonić i wibrować. – To Ashton! – krzyknął, rzucając się w jej stronę, jakby od tego zależało jego życie. Złapał ją w dłonie, niemalże przewracając się przez leżącą na jego drodze kupkę ubrań. – Ash? Tak, już wychodzimy. Aha… Okej. Dobra.- Rozłączył się, odwracając się. – Musimy iść. Ash i Calum czekają na dole.
- To ja wam życzę powodzenia i przekażcie to pozostałym – powiedziałam, podchodząc do nich. Uściskałam każdego, dodatkowo całując Luke'a w czubek jego lekko zadartego nosa. – Dacie radę. Tylko się nie połamcie.
- Mason już się o to postara, by nas przekotłować – skwitował ze śmiechem Michael. – Czemu mam wrażenie, że Hemmo będzie miał najgorzej? – dodał i znów się zaśmiał.
- Wcale nie. My się już lubimy.
- Jedna sprawa z Blake’em nie wymaże tego, że jesteś na jego radarze, bo odważyłeś się wejść w związek z jego kuzynką – wyrecytował Mikey, a potem znów parsknął niekontrolowanym śmiechem, na widok skrzywionej miny Hemmingsa.
- I ty przeciwko mnie – mruknął Luke. Uderzył go w ramię. – Idziemy!

***
            W szatni pojawiła się naprawdę spora liczba chłopaków, którzy chcieli dostać się do uniwersyteckiej drużyny. Luke pierwszy raz widział, aż taki tłum, który ma odbyć razem trening. Nawet w liceum, kiedy trener ogłaszał nabór, nie było ich nigdy, aż tylu. Z trudem przecisnęli się w głąb szatni. Usłyszał ciche jęknięcie Ashtona, gdy zatrzymali się przy wolnych szafkach. Odwrócił się, napotykając siedzącego naprzeciwko nich Greena.
- Tak myślałem, że nie popuścicie okazji – powiedział, wciskając na nogi czarno niebieskie korki. Luke dostrzegł na jego koszulce logo jego dawnej szkoły.
- Nic ci do tego – mruknął Calum, stawiając na ławce torbę.
- Ej, próbuję być miły – pociągnął Trevor, robić przy tym niewinną minę, choć wcale mu to nie wyszło, bo zaraz uśmiechnął się złośliwie. – Irwin, wiesz, że będziemy konkurować o miejsce na obronie? Chyba los od zawsze miał zaplanowane to, że będziemy ze sobą rywalizować. Jak nie w liceum, to na studiach.
- Chętnie skopię ci dupę.
- Nie bądź tego taki pewny, słoneczko – odpowiedział, wiążąc sznurówki. – Byłem kapitanem.
- Ja też.
- Byłem lepszy.
- Byłeś i jesteś idiotą. My zdobyliśmy pierwsze miejsce w tabeli i…
- Zwykły fart.
- To się nazywa talent – skwitował Irwin, uśmiechając się do niego z triumfem. Trevor skrzywił się, a następnie wstał, zamykając za sobą szafkę.
- Zobaczymy, czy ten talent jeszcze wam nie uciekł – rzucił, a następnie odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia na boisko.
- Jak ja nienawidzę tego kretyna – powiedział Ashton przez zaciśnięte zęby.
- I tak byliście grzeczni – skomentował Michael. – Jak na was, to było całkiem delikatne.

***
            Siedziałyśmy przy okrągłym stoliku. W pomieszczeniu słychać było muzykę, która mieszała się z cichymi warkotami pralek, które ustawione były po drugiej stronie. Złapałam za tekturowy kubek, upijając łyk kawy. Ludzie, co chwilę wchodzili lub wychodzili albo siedzieli i czekali na koniec prania tak, jak my. Zerknęłam na zegarek. Było wpół do trzeciej.
            Zaczęłam się zastanawiać, jak idzie chłopakom. Co teraz robią i jak mocno męczy ich trener i Mason. Wiedziałam, że jeśli chodzi o piłkę nożną, to mój kuzyn potrafi być naprawdę wymagający. Dodatkowo kieruje się dobrem zespołu, a nie sympatiami, więc to, że Michael, Luke, Ashton i Calum go znają, nie będzie mięć wpływu na to, że ich szansa dostania się do składu jest większa, niż innych.
- Ashton wygląda smacznie bez koszulki – odezwała się Lori, a ja parsknęłam śmiechem. Blondyna uśmiechnęła się niewinnie, zezując na Becky, która lekko poczerwieniała na twarzy.
- Czemu ty mnie ciągle prowokujesz? – rzuciła, patrząc na nią z niedowierzaniem. – Zresztą myślę, że Michaelowi nie spodobałoby się to, co powiedziałaś.
- Michael miałby to gdzieś – skwitowała Lori, wzruszając ramionami. – Mamy ze sobą taką relację, że bez przeszkód możemy powiedzieć, kto komu się podoba, a drugie nie jest zazdrosne.
- Och, jasne – wydusiłam z siebie, chichocząc pod nosem. – Przypomnieć ci nasze wakacje i pierwsze potkanie z koleżankami Justina?
- Wtedy mnie poniosło. Teraz jestem mądrzejsza. Zresztą Michael nie jest głupi, by być zazdrosnym o chłopaków z naszej paczki.
- Racja – odpowiedziałam, bo była to czysta prawda. Clifford nie świrował, aż tak bardzo. – I racja co do tego, że Ash smacznie wygląda bez koszulki – dodałam, odwracając się w stronę Becky. Dziewczyna jęknęła pod nosem.
- Zejdźcie ze mnie, podłe wredoty.
- My ci tylko usilnie staramy przekazać to, że pasowalibyście do siebie i…
- Rose – przerwała mi, a ja kiwnęłam głową, nie mogąc powstrzymać głupkowatego uśmiechu, który wtargnął na moje usta. – Kocham cię, jak siostrę, ale zamknij się.
- Zraniłaś mnie.
- Poskarż się mamie.
- Ale lubisz go?
- Lubię go, jasne? Podoba mi się i jest ciachem do kwadratu, zadowolone?! – warknęła rozdrażniona. 
            Lori pisnęła pod nosem, a następnie przybiła mi piątkę. Z ust Becky wydobył się kolejny jęk, gdy spojrzała na nas z politowaniem. Zsunęła się bardziej ze swojego krzesła, czując się najwidoczniej na przegranej pozycji.
- Witam drogie i piękne panie!
- Witaj, przystojniaku –odpowiedziałam, kiedy Jesse pojawił się tuż obok nas. Rzucił torbę na ziemię, a następnie usiadł na wolnym miejscu. Uśmiechnął się.
- Rose, to był dzisiaj najmilszy komplement, jaki otrzymałem – pociągnął i teatralnie złapał się za klatkę piersiową. – Chyba się zarumienię.
- Rumień się rumień, skarbie – odpowiedziałam, a on zachichotał pod nosem.
- Było więcej komplementów? – zapytała Lori, wychylając się bardziej w naszą stronę. Zerknęłam na Becky, która się wyprostowała, najwidoczniej uznając, że z niej zeszłyśmy.
- Dzwoniła do mnie babcia, która uznała, że nadal jestem tak słodki, jak kiedyś – odpowiedział chłopak ze śmiechem. – Ale słysząc z ust kobiety, że jest się przystojnym, to zdecydowanie lepszy komplement. Chociaż wolałbym, by to powiedział mi jakiś facet.
- Wtedy twoje ego wybuchnie – skwitowałam.
- Wrzucę rzeczy do prania i wrócę, o ile nie macie nic przeciwko. Nie chce wam przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz – powiedziała Lori, machając ręką. Jesse wyszczerzył się do niej jeszcze bardziej, a następnie wstał, złapał za torbę i poczłapał do pierwszej wolnej pralki. – Naprawdę go lubię – skwitowała blondynka, a ja pokiwałam głową. Jesse, to po prostu Jesse. Nie da się go nie lubić.

***
            To była jedna wielka tortura. Luke wiedział, że eliminacje wypompują z niego wszystkie siły, ale nie sądził, że Mason i trener będą ich, aż tak katować. Nie dziwił się temu, że kilku chłopaków pod wpływem zbyt intensywnego wysiłku najnormalniej w świecie się pochorowało. Domyślał się, że ta dwójka sprawdza ich, nie tylko pod względem kondycji, ale także wytrzymałości psychicznej. Niektórzy kandydaci wymiękli i łatwo się poddali. Ale on i jego paczka nadal byli w grze.
            Padł na trawę, kiedy Mason zarządził piętnastominutowy odpoczynek. Obok niego znalazł się Calum, który dyszał pod nosem, niczym lokomotywa. Hemmings był pewny, że oddycha tak samo, jak on. Przetarł dłońmi twarz, a następnie odkleił koszulkę, która była cała mokra od potu i nieprzyjemnie lepiła mu się do ciała.
- Zwracam honor naszemu licealnemu trenerowi – wydusił Hood. – Jeśli kiedykolwiek narzekałem, że tam było ciężko i trener to dupek… zwracam honor. To jakaś katorga.
            Luke podniósł głowę, gdy Mason przeszedł tuż obok nich w towarzystwie trenera, który nie rozstawał się z podkładką i notatnikiem, w którym wszystko zapisywał. Każdy najmniejszy szczegół treningu, każdą predyspozycję zawodnika i jego możliwości. Byli oceniani od A do Z.
- Panowie! – zaczął Mason, odwracając się w ich stronę. – Za chwilę podzielimy was na drużyny i rozegracie ze sobą mecz! Przygotujcie się na ten sprawdzian! Trener chce zobaczyć, jak radzicie sobie na swoich pozycjach! Hemmings! – Luke zrobił wielkie oczy, ponownie spoglądając w jego stronę. – Na jakiej pozycji grasz?
- Napastnik. – Trener zanotował to na papierze.
- Hood?
- Pomoc.
- Która strona?
- Każda. Wolę obstawiać skrzydła, niż środek.
- Dobrze wiedzieć – powiedział Mason.
- Zagrasz na środku – dodał trener, a Calum skrzywił się. – I bez takich min, musimy zobaczyć, jak sobie radzisz na tej części boiska. – Następnie przeszli do kolejnych osób, wypytując dokładnie o to samo.
             Kiedy ich przerwa dobiegła końca, kazano im się ustawić w równym rządku. Trener podzielił ich na dwie drużyny, choć i tak chętnych było nieco więcej. Tamci musieli poczekać na swoją kolej, jako drugi skład. Luke trafił do zespołu z Irwinem i Greenem. Obaj grali na obronie. Naciągnęli na siebie neonowe żółte kamizelki, aby mogli łatwiej odróżnić swoich zawodników, od tej z przeciwnej drużyny. Stanęli na swoich pozycjach, a po chwili doszedł do nich dźwięk gwizdka. Rozpoczęli grę.
             Luke był wypompowany, ale i tak próbował znaleźć w sobie dodatkowe pokłady energii, aby dać z siebie wszystko. Cholernie zależało mu na tym, by dalej grać w piłkę. A co za tym idzie, by dostać się do drużyny. Wiedział, że chłopaki też łatwo nie popuszczą. Było by wspaniale, gdyby razem mogli kontynuować w taki sposób swoją przygodę z tym sportem.
- Popieprzyło cię! – warknął Green, odpychając od siebie Irwina. 
            Luke zatrzymał się, spoglądając na drugi koniec boiska, gdzie dwóch obrońców z tej samej drużyny rzuciło się do jednej piłki. Jeden odbił się od drugiego i to wystarczyło, by zaczęli na siebie syczeć, niczym rozwścieczone psy.
- Była moja, dupku! – pociągnął Irwin, pukając go w klatkę piersiową.
- Masz totalnego zeza. Używaj czasem mózgu, to nie boli. Była ewidentnie moja, a ty się wpieprzyłeś!
- Nie dziwię się, czemu w finałach Picton przegrało. Jak kapitanem tej, pożal się Boże, drużyny byłeś ty!
- Wypluj te słowa, Irwin.
- Możesz mi naskoczyć, Green.
              Luke zrobił wielkie oczy, kiedy Trevor szarpnął Asha za koszulkę. Perkusista nie czekał, ani chwili dłużej odpychając go mocno od siebie. Zamachnął się i już chciał go uderzyć, ale w tym samym momencie Green też wpadł na ten pomysł, więc wymierzyli w siebie ciosy, a potem razem padli na trawę.
- Dość! – krzyknął Mason, wbiegając na boisko. Trener truchtał tuż za nim, co chwilę dmuchając w gwizdek. – Co to ma znaczyć?! Jesteście drużyną, a nie przeciwnikami!
- On zaczął – powiedzieli jednocześnie, wskazując na siebie. – Dupek! – dodali w tym samym czasie. – Przestań mówić to, co ja! Kurwa! Przymknij się! – wyrzucali z siebie.
- Irwin, Green, schodzicie  - zarządził trener. – Musicie najpierw umieć się ze sobą dogadać, by potem próbować swoich wspólnych sił na boisku. Gracie na tych samych pozycjach, więc nie możecie odwalać takich rzeczy. Obrona ma być jednością, przez którą ciężko będzie się przebić przeciwnikowi. Ja w was tej jedności jednak nie widzę.
- Ale- wydusił Green.
- Macie natychmiast zejść z murawy i posadzić swoje tyłki na ławkach. Jednak nie na dwóch różnych końcach. Macie usiąść razem – ciągnął dalej mężczyzna, pukając długopisem w podkładkę. – Może w końcu coś do was dojdzie i wyjaśnicie sobie wszystko na spokojnie. No! Już! Wypad!
             Trevor i Ashton zwiesili głowy, a następnie posłusznie zeszli z boiska. Luke odprowadzał tą dwójkę wzrokiem, mając nadzieję, że ich zachowanie nie będzie mieć zbyt dużego wpływu na ostateczne wyniki eliminacji. Jeden i drugi był cholernie dobry w tym, co robił i był pewny, że Mason i trener to widzieli. Jedynym problemem były ich charaktery i zbyt wielka duma, która nie pozwalała im na złagodzenie relacji. Hemmings dziwił się, że mieszkając w jednym pokoju, jeszcze się nie pozabijali.

***
             Siedziałam na łóżku, z przyciśniętym do ucha telefonem. Mason nadawał na temat odbytych dzisiaj eliminacji. Nie wypytywałam o chłopaków. Nie chciałam się wtrącać. Zresztą nie zamierzałam też wpływać na jego decyzję. To nie moja działka. Kuzyn jednak powiedział mi jedną bardzo ważną rzecz. Mianowicie to, że Ashton i Trevor mają spore szanse na dostanie się do drużyny, bo na swojej pozycji byli najlepsi. Jednak nie mogli sprawdzić ich do końca, bo ta dwójka skoczyła sobie do oczu. Mason zapytał wprost, czy mogłabym z nimi pogadać, odnośnie tego, jak się zachowują. Trener, bowiem tak szybko wyrzuci ich z drużyny, jak się tam pojawią, gdy nie zmienią relacji między sobą. Była to całkiem dobra wiadomość. Nie mogłam jednak jej przekazać dalej, bo obiecałam Masonowi milczenie. Postanowiłam jednak przemówić im do rozsądku. Co prawda nie dzisiaj, bo chyba ostatnią rzeczą, jaką by chcieli po tak ciężkim treningu, była rozmowa na temat ich wspólnej egzystencji, nie tylko w akademiku, ale także na boisku. Postanowiłam przełożyć to na inny dzień.
            Wyszłam z pokoju, a następnie przeszłam na trzecie piętro. Michael wpadł do Lori, ale zasnął tak szybko, że zdążył zamienić z nami dosłownie kilka słów. Blondyna była zajęta robieniem pracy na zajęcia, a ja nie chciałam przeszkadzać. Ulotniłam się, więc postanawiając zabunkrować się w pokoju mojego chłopaka.
             Weszłam do środka nawet nie pukając. Spojrzałam ze śmiechem na rozłożonego na łóżku blondyna. Mokre włosy opadały mu na twarz, a krótkie spodenki odsłaniały jasną skórę na nogach. Przyciskał policzek do poduszki. Nie spał, bo jak tylko weszłam w głąb pomieszczenia, jego błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. Uśmiechnął się ze zmęczeniem.
- Jak było?
- To była męka – wymamrotał, a następnie przesunął się i poklepał miejsce obok siebie.
- Kiedy wyniki? – zapytałam, kładąc się na łóżku. Luke od razu objął mnie ramieniem.
- Za tydzień.
- Mason mówił mi o akcji z Greenem i Ashem- powiedziałam powoli. – Dobrze, że chociaż ty, Michael i Calum się pohamowaliście.
- Chyba wszyscy podświadomie uznaliśmy, że nie powinniśmy się wtrącać, dopóki nie ma krwi.
- I całe szczęście.
- Matko… Jak wszystko mnie kurewsko boli – jęknął, a ja zaśmiałam się pod nosem.
- Zrobić ci masaż pleców?
- Serio?
- Już nie udawaj, że jestem tak zła, że nigdy nie robię ci masażów.
- Nie jesteś zła. Jesteś najlepsza, księżniczko – odpowiedział, łącząc nasze usta. 
             Chciałam przejść do nieco szybszego tempa, ale blondyn odsunął się ode mnie, uśmiechając szeroko. Następnie podniósł się i zrzucił z siebie koszulkę. Padł na brzuch, rozciągając się na łóżku, przez co prawie bym z niego spadła.
- Jesteś szybki.
- Masuj mnie – rzucił, a jego głos częściowo stłumiła poducha, którą miał pod głową.
             Przekręciłam oczami, śmiejąc się pod nosem. Wstałam, by po chwili usiąść mu na biodrach. Potarłam dłonie o siebie, by je odrobinę rozgrzać. Luke zamruczał z aprobatą pod nosem, kiedy zaczęłam wykonywać powolne, acz pewne ruchy, koncentrując się na najbardziej spiętych partiach jego pleców.
             Miałam wrażenie, że minęło znacznie mniej czasu, ale okazało się, że Hemmings załapał się na ponad półgodzinny masaż. Kiedy na niego spojrzałam, zaśmiałam się pod nosem. Luke zasnął. Jego usta były lekko rozchylone. Trzymał dłoń przy policzku, będąc odwrócony twarzą w stronę pokoju. Słyszałam jego cichy, miarowy oddech.
             Zeszłam z niego, kładąc się obok. Przykryłam go kołdrą. Wyciągnęłam telefon. I tak nie miałam, co robić, więc postawiłam na czytanie. W komórce miałam kilka książek, z którymi chciałam w końcu ruszyć. Przysunęłam się bliżej chłopaka. Już chciałam wejść w odpowiednią aplikację, kiedy Luke poruszył się, zarzucając mi jednocześnie przedramię na pas. Jego palce lekko zacisnęły się na mojej koszulce, gdy wtulił się w mój bok, nie przerywając snu. To sprawiło, że znowu się uśmiechnęłam.


***
W tym rozdziale mamy mieszaną perspektywę. W końcu odbyły się eliminacje do drużyny i po słowach Masona można wnioskować, że faktycznie Ash i Green mają spore szanse na dostanie się do składu. Myślicie, że będą w stanie się dogadać, by zdobyć to, czego oboje tak chcą? :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

A TERAZ UWAGA! UWAGA! OGŁOSZENIA NA NIEDZIELĘ :D

1. Ostatnio zastanawiałam się, którą historię i jaką bohaterkę lubicie najbardziej. Po boku są dostępne dwie sondy właśnie z takimi pytaniami. Byłabym wdzięczna za oddanie głosów :) Jestem mega ciekawa wyników końcowy. Sondy dostępne będą do końca marca :)

2. Następny rozdział pojawi się za dwa tygodnie... Nie, no, żartuję XD Kolejny rozdział wyjątkowo pojawi się w środę. Bo, ponieważ, że... Pod Jednym Dachem w dniu 9-go marca będzie miało okrągły rok :) Z tej okazji rozdział będzie szybciej :)
Dodatkowo w tym dniu pojawi się mała zabawa dla Was, gdzie będziecie mogli się sprawdzić :) Nic więcej nie powiem, aby tego nie zepsuć :)
Oprócz tego pomyślałam, że można zorganizować pytania i odpowiedzi do bohaterów. Jest to dość popularne szczególnie na Wattpadzie. Dlaczego więc nie przenieść tego na bloga? :) Dlatego zapraszam serdecznie i do takiej "zabawy" :)
Pytania możecie zadawać do wtorku do godziny 23.59 (XD). Odpowiedzi pojawią się na drugi dzień, razem z nowym rozdziałem. Poniżej lista bohaterów (tych starych i tych nowych), do których możecie pisać pytania.
- Luke
- Rosalie
- Calum
- Michael
- Ashton
- Lori 
- Becky
- Trevor
- Jesse
- Blake
- Harper
- Angela
- Sarah
- Dan
- Justin
- Mason
- Ryan
+ Autorka (chociaż taka możliwość istnieje już od dawna - przy okazji przypominam o ASKU! Link w kolumnie Menu XD)

KONIEC OGŁOSZEŃ :D 
(szkoda, że nie wpadłam na takie pomysły, jak pierwsze moje opowiadanie o 5SOS obchodziło swój rok :P)

Pozdrawiam i do środy!



W następnym odcinku:

- Jesteś zakałą tej uczelni, pieprzony skurwielu! 
- Przegiąłeś… Rose, oddzwonię. – I rozłączył się. 

***

- Stop! – rzuciłam, nachylając się w ich stronę. –Co trzeba zrobić byście się uspokoili? 
- Utop go w kiblu – odparł Irwin, a ja po raz kolejny przekręciłam oczami. 

***

- On mnie prowokuje- odezwał się Irwin.
- Ty mnie prowokujesz swoją parszywą gębą. 

***

- Ta… Mam. Jest wielki, jak żyrafa, też blondyn, zadufany w sobie i ma odzywki na poziomie przedszkolaka. – Usłyszałam, jak Hemmings zazgrzytał zębami. – Znasz go? 
- A nie chodzi ci raczej o taki wrzód na dupie, który kręci się po uczelni? Też blondyn, wkurwiający, jak nie wiem i do tego ma zbyt wielkie mniemanie o sobie? Dodatkowo na siłę próbuje się przymilić do swojej byłej. Znasz go? Wołają na niego kutas Blake.

18 komentarzy:

  1. Wspaniały rozdział ♥ Jesse jest genialny, kocham go, ale to pewnie w dużej mierze dlatego, że gra go Dylan. Już nie mogę się doczekać rozmowy Rose z Greenem i Ashem. Czekam z niecierpliwością na środę, pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) Cieszę się, że Ci się podoba :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Rose jak zwykle ma za zadanie zażegnać spory :D Do środy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedni wymęczeni chłopcy :) Mam jednak nadzieję, że uda im się dostać do drużyny i to całą paczką :) Życzę im tego! Rose, jak zwykle mózg od zadań specjalnych. Może jej się uda pogodzić tych dwóch panów,chociaż nie będzie to łatwe :)
    Super, że następny będzie w środę :D Matko, minął rok a ja tak samo kocham tą historię, jak gdy zaczynałaś ją pisać :) Czekam na nn
    superowy gif tak w ogóle :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się okaże, czy przypasują trenerowi :) Co do Asha i Greena, to Rose ma trudne zdanie, to fakt. Cieszę się, że nadal tak je lubisz i się nie znudziłaś :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Nie no ten rozdział jest mega ;) i loff

    Chciała bym widzieć pokuj Michela i Hemmingsa po przejściach 'czyt.czyli przed eliminacjami' (jeden wielki burdel heh) Choć Luke i Michel biegający w bokserkach ... no no widoczki są hah :")

    PRALNIA miejsce spodkań i obrad okrągłego stołu ;") Rozmowy dziewczyn rozwalają system ... na ale Ash to serio ciasteczko :3 no i mam nadzieję, że Becky i Irwin się jakoś stykną ^-^

    Aaa no i nie zapomnijmy o naszym kochanym milusik i wgl wgl Jesse ♡ Lb go badziooo :D
    Taki wariat heh o

    Przejdźmy do eliminacji chłopców ;3
    Biedactwa moje :# dostali wycisk życia ... (trener i Mason wiedzą jak wymęczyć ^^ hah)
    Męczarnie męczarniami ale AGRESORY (Ash i Green) dobrze, że nie polała się krew ^^
    Ciekawość tak mnie zżera czy przejdą oboje, jeden czy żaden (jak dobrze, że next rozdział jest we środe ;) uwielbiam cie ^^)

    A na Rose czeka kolejne wyzwanie ^^ Kolejny raz przemówienie do zakutych łbów, powodzenia hah :3

    No nic rozdział supi-łupi-bum-tra-lalal @.@
    Napewno zagłosuje w ankiecie ... tylko co wybrać ♡ wszystkie Tw historie są insze od Sb , zajebiste, każda wciąga i czujesz że chcesz więcej i więcej ... ojjj będzie trudno wybrać ojj trudno ♥
    Pozdrawiam i do środyy *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martyna Twoje komentarze, jak zawsze mnie rozkładają na łopatki XD Uwielbiam je!
      Cieszę się, że Ci się podobało :) Jesse to Jesse, mam nadzieję, że u większości leży w szufladce z pozytywnymi bohaterami. Może coś między Ashem i Becky będzie... a może dadzą sobie spokój :) Czas pokaże.
      Zobaczymy kto dostanie się do drużyny - jak wiadomo Irwin i Green mają spore szanse na zajęcie miejsc w składzie :)
      Mam nadzieję, że uda Ci się wybrać :)
      Dziękuję za tak świetny komentarz (jak zawsze :))
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Hihihi no tak jakoś w praniu wychodzi, że jest taki a nie inny kom. (Wedlug cb rozwalający na łopatki z czego Jestem badzio happy^^)
    Oj tak tak Jesse tylko i wyłącznie w tej szufladce jest (tzn. Jest jeszcze pare szufladek do których mogł by należeć... ale te pułeczki zostawie tylko dla swojej wiadomości buhaha)
    Ty się znęcasz psychicznie na mnie ... no ja chce wiedziec a ty taka lipa !! ^-^ Nie dowiem soe nic przed nextem :* Ash i Green dostaną sie czuje to w kościach ^^ :3
    Wybrałam zagłosowałam ... ale bylo trudno ;3 wiedz że każde Tw ff jest zajebiste ♡♥♡
    Dzieki za kizi mizi wfpfy rozdział :D
    Pozdrawiam! ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAHAHAH XD Jesteś zajebista, aż prawie się oplułam herbatą, jak dobrnęłam do końca - szczególnie powaliło mnie "kizi misi wfpfy" XD
      Nie znęcam się, ale jak się wygadam, to nie będziesz mieć "ciekawości" przy kolejnych rozdziałach :D Ale spokojnie wyniki eliminacji nie będą przekładane w nieskończoność i na pewno o nich nie zapomnę :) Tak samo, jak z parą - Ash+ Becky. Ich też mam na radarze :)

      Usuń
    2. Ojej kupie śliniak będzie wszystko ok , bedziesz mogła pluć herbatą dowoli ;") hah
      No dobra...uznajmy że to znęcanie wyjdzie mi na dobre (No ale BÓG stworzył taką ciekawską istote jak Ja no i co zrobisz nic nie zrobisz^^taka ma natura ;3)
      Hah "Ich też mam na radarze" -odrazu przypomina mi się piosenka
      "Kiedy znajdziemy się na zakręcie fotoRADAR pierdolnie nam zdjęcie"(jeśli zanucisz sb to to lepiej brzmi...zdecydowanie tak ;)
      Czekam i czekam.. i ide zrobic sb herbate do nastepnego :") :3

      Usuń
    3. HAHAHAHAHHAAHA To z tym radarem jest mega XD
      Martyna jesteś królem komentowania opowiadaniowej rzeczywistości - pewnie w "realu" też Ci to wychodzi :)

      Usuń
    4. Powinno być Królową a nie KRÓLEM :]

      Usuń
  6. Jej nie słodź mi tak bo cukrzycy dostane *-*
    A tak serio to dziękuje miło mi ;3
    Szczerze .. gdybys się nie poprawiła pewnie bym nie zaóważyła że tam królem pisze :") po prostu ja to analizuje i czytam po mojemu heh ;)
    Ide czytac kolejny rozdział :) już się szczerze jak głupia @.@

    OdpowiedzUsuń
  7. Badzio mi miło i jeszcze raz dziękuje :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział! I skóry za reklamę! ;P Zapraszał do siebie: once-upon-a-lost-love.blogspot.com :) zapraszam!

    OdpowiedzUsuń