niedziela, 3 kwietnia 2016

S6 - Rozdział 13

What I like about you, you keep me warm at night. Never wanna let you go, know you make me feel alright


           Byłam umówiona z całą paczką na lunch. Jednak w ostatniej chwili musiałam im napisać, że jednak się na nim nie pojawię. Przyczyną było to, że pominęłam jedno zadanie do wykonania na Wprowadzenie do psychologii i musiałam w czasie długiej przerwy lecieć do biblioteki, aby to nadrobić. Wykładowca chciał, by nasze prace były pełne i niewybrakowane, a ja nie chciałam mu podpaść. Szczególnie, że lubił się czepiać, a wolałam nie być u niego na cenzurowanym. Kiedy, więc moi przyjaciele miło spędzali czas przy posiłku, ja kisiłam się wśród kilku zakurzonych książek, starając się wygrać walkę z czasem i zdążyć. Na szczęście to mi się udało.
           Po zajęciach wpadłam do swojego pokoju, który okazał się być pusty. Lori nie było. Wiedziałam, że kończy swoje zajęcia na wydziale weterynarii szybciej, niż ja i zazwyczaj, gdy ja przychodziłam ze swoich, ona już tu była. Wzruszyłam tylko ramionami, domyślając się tego, że pewnie z kimś wyszła – prawdopodobnie z Michaelem lub Becky.
            Rzuciłam torbę na łóżko, a potem dorwałam się do paczki paluszków, którą blondynka otworzyła rano. Byłam głodna, ale obiecałam Hemmingsowi, że kolejny posiłek zjemy razem. Musiałam, więc na niego zaczekać. Padłam na materac, nie przestając chrupać. Nie wiedziałam, co mogę teraz ze sobą zrobić. Luke kończył zajęcia za niecałe półtorej godziny, więc musiałam znaleźć sobie coś do roboty. Niewiele myśląc złapałam za ołówek i szkicownik. To jest idealna metoda na zabicie nudy.
             Specjalnie nie zamknęłam drzwi na klucz, by nie musieć ruszać się z miejsca, jak Luke zacznie się dobijać. Dlatego zupełnie nie zdziwiło mnie to, że chłopak w końcu zmaterializował się w pomieszczeniu. Pokręcił nosem, a potem padł na miejsce obok, wlepiając we mnie swoje błękitne oczy. Podniosłam głowę znad rysunku, który przedstawiał część pokoju Lori. Hemmings westchnął ciężko, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Co jest?
- Dużo ci zostało? – zapytał, zerkając na kartkę.
- Nie. W zasadzie już skończyłam. Co ty masz taką minę?
- Wszyscy sobie gdzieś poszli – zajęczał, a ja uniosłam jedną brew do góry.
- Ja tu jestem.
- Chodzi o to, że każdy gdzieś z kimś sobie poszedł na randkę albo pseudo randkę.
            Dobra, najwidoczniej ominięcie lunchu sprawiło, że byłam daleko w tyle z najnowszymi wiadomościami z zakresu naszej paczki. Kto, co, z kim i dlaczego? Jak w ogóle Luke mógł być bardziej doinformowany ode mnie? W naszym związku to ja pełniłam rolę wszystkowiedzącej w temacie naszych przyjaciół, a nie on. On nawet się do tego zbytnio nie przykładał, by obserwować relacje, jakie się zmieniały i tworzyły między danymi osobami.
- Jak to poszli na randki? Wszyscy na raz?
- Michael zabrał Lori na obiad, a potem mają gdzieś iść, by w końcu wylądować tutaj i oglądać filmy, które wybrał Clifford. Chcą nadrobić, jakieś produkcje animowane.
- Więc dzisiaj mam wyjazd z tego pokoju?
- Nie, ja mam wyjazd do ciebie. – Ta… Dobrze, że w ogóle ktoś mi wcześniej o tym powiedział.
- Co dalej?
- Calum też zaprosił Maya’ę na obiad, a potem idą do galerii, bo jest jakaś wystawa fotografii.
- Czekaj, czekaj – przerwałam mu, robiąc duże oczy. – Hood z własnej woli zaprosił Maya’ę na randkę?
- Na to wygląda. W sumie nie wiedziałem, że Calum interesuje się fotografią i…
- Walić fotografię – przerwałam mu z podekscytowaniem. Podskoczyłam na łóżku tak raptownie, że Luke odbił się od mojego ramienia, a potem spojrzał na mnie z wyrzutem. – Ale ekstra! Myślisz, że między nimi…
- Nie wiem, jestem głodny.
            Przekręciłam oczami, by po chwili zerknąć na niego, jak na kretyna. Cały Luke. Po takim czasie powinnam być już przyzwyczajona, ale on nadal skutecznie potrafił rozwalić mnie jednym zdaniem na łopatki. Przysunął się bliżej, przejeżdżając nosem po moim policzku. Odepchnąłem go lekko. Skrzywił się, biorąc kolejny głębszy wdech.
- Co dalej? Bo to jednak nie są wszyscy, o których mówiłeś.
- Ashton zabrał Becky do kina…
- Bez jaj! Ale czad!
- Czym ty się tu…
- Cicho – syknęłam, uderzając go poduszką. Zaśmiał się pod nosem. – To cholernie dobra wiadomość! Mają się ku sobie, a to… Luke… To będzie ich pierwsza oficjalna randka i…
- Chcesz tabletki na uspokojenie?
- Pieprz się.
- Z tobą. Może zrobimy to na łóżku Lori?
- Jesteś idiotą.
- Żartowałem, no – jęknął, kiedy przyłożyłam mu poduchą po raz kolejny. – No i jest jeszcze jedna parka, która poszła sobie na pseudo randkę, choć twierdzą, że to tylko kumpelskie spotkanie.
- W naszej paczce nie ma już więcej osób – powiedziałam powoli. Zupełnie nie wiedziałam, kogo może mieć na myśli. Luke zaśmiał się pod nosem, a następnie cmoknął mnie w czoło. – Powiesz mi w końcu?
- Jesse i Trevor idą dzisiaj razem na gokarty.
- Serio?!
- Serio, serio. Ash i Calum sprzedali nam tego newsa po lunchu.
- Wiedziałam, że wpadli sobie w oko.
- Wiedziałaś?
- To było widać w pizzerii.
- Nie zwróciłem uwagi. – Zmierzyłam go wzrokiem.
- Nie dziwię się – odpowiedziałam, na co blondyn przekręcił po raz kolejny oczami.
            Przez chwilę obserwowałam go uważnie. Chłopak zerknął na mnie, a następnie wydął usta, by uformować je w podkówkę. Zrobił smutną minę i teatralnie pociągnął nosem, jakby zaraz miał się rozpłakać. Przysunął się do mnie po raz kolejny. Oplótł mnie w pasie ramieniem, przejeżdżając palcami po czarnym materiale mojej koszulki.
- Co jest?
- Wszyscy gdzieś sobie poszli – wyjęczał tonem małego dziecka. – Dlaczego ty mnie nigdzie nie zaprosiłaś?
- Czemu mam cię niby, gdziekolwiek zapraszać? – wypaliłam. Luke oderwał się, a następnie spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Prychnął pod nosem. Usiadł, kręcąc głową, jakby moje słowa mocno go dotknęły. – No, co?
- Jesteśmy razem, powinnaś od czasu do czas gdzieś mnie zabrać.
- To nie facet powinien zapraszać dziewczynę na randkę?
- Chcecie równouprawnienia i tego, by nie traktować was, jak słabą płeć. Dlaczego, więc w kwestii zapraszania was na randki ma być inaczej? Wy też możecie zaprosić gdzieś faceta. – W sumie w tym, co mówił było trochę racji. Przecież dziewczyna też może zaprosić gdzieś chłopaka.
              Uśmiechnęłam się, a następnie szybko zbliżyłam do niego. Zanim Luke zdążył zareagować, wpiłam się w jego usta, łącząc nasz w szybszym i nieco gwałtowniejszym pocałunku, które uwielbiałam. Hemmings odpowiedział od razu, ujmując moją twarz w dłonie. Poczułam przyjemny dreszcz na plecach, który towarzyszył mi przy każdych takich zbliżeniach. Oderwałam się od chłopaka. Uśmiech nie schodził mi z buzi.
- Spoko.
- Spoko.
- Szykuj się, kotku, zabieram cię na randkę – powiedziałam, muskając jego usta. Luke zaśmiał się. – Mówię poważnie.
- Tylko co ja na siebie włożę? – odpowiedział piszcząc, jak pięcioletnia dziewczynka.
- I schrzaniłeś wytworzony klimat – skwitowałam, uderzając go lekko w ramię. Blondyn spojrzał na mnie, a potem ryknął śmiechem. Ta… Bardzo zabawne.

               Luke poszedł do siebie, aby się ogarnąć i pogadać z Danem, który w ciągu dziesięciu minut zaspamił mu telefon wiadomościami. Ja w tym czasie sama zabrałam się za doprowadzenie mojej osoby do porządku po całym dniu siedzenia na wykładach. Dodatkowo to ja byłam organizatorem naszej dzisiejszej randki, więc musiałam wymyślić coś, przy czym Luke się nie zanudzi na śmierć. Chciałam, by nasz wspólnie spędzony czas był miły i przyjemny. Nie znałam za bardzo jeszcze całego Melbourne, bo w sumie nie oddalaliśmy się za daleko od kampusu. Jednak w internecie wyszukałam mały bar, w którym można było pograć w bilard. I nie był daleko. Byłam, jak najbardziej za, więc szybko tam zadzwoniłam i zarezerwowałam nam jeden stół do gry. Ale wcześniej obiad. A potem będę improwizować.
              Byłam już praktycznie gotowa do wyjścia. Musiałam, tylko poprawić makijaż. Stałam przy lustrze, nakładając cienką warstwę jasno czerwonej szminki, kiedy drzwi od pokoju otworzyły się. Wiedziałam, kto mógł się w nim znowu pojawić, więc nawet nie fatygowałam się, by wyjrzeć i zerknąć na przybysza. Drzwi od białego pomieszczenia były otwarte, więc Luke szybko znalazł się w zasięgu mojego wzroku. Oparł się o framugę, nakładając na twarz swój znany uśmiech. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, mierząc mnie dokładnie wzrokiem od góry do dołu.
- Napatrzyłeś się już?
- Może? Pięknie wyglądasz.
- Dziękuję.
- Uwielbiam cię w tych czarnych obcisłych dżinsach. Twój tyłek wygląda w nich… wyśmienicie.
- To może się przebiorę… Albo może i nie?
- Przebierz się.
- Co? – wydusiłam, odwracając się od lustra. Dłoń ze szminką zatrzymała się kilka milimetrów od moich ust.
- Wiesz… Inni faceci będą się ślinić na twój widok. Nie chcę, by się ślinili, bo jesteś tylko moja.
- Zluzuj, Luke i włącz mózg do ponownej pracy – odpowiedziałam, a on zaśmiał się cicho pod nosem. – To, że ty na mnie lecisz nie oznacza, że lecą też inni.
- Ale lecą – dodał z wyrzutem. – I to jest twoja wina.
- Bo?
- Bo za dobrze wyglądasz.
- Czekaj, założę na siebie worek po kartoflach.
- Idealnie.
- To nie mnie podrywają inne laski.
- Jesteś zazdrosna?
- Nie, stwierdzam, tylko fakty.
- Już myślałem, że chociaż włączyła ci się odrobina zazdrości o mnie.
- Nie musi, cały limit w naszym związku wykorzystujesz ty.
             Luke mruknął coś pod nosem, a następnie wycofał się do pokoju. Szach mat, trafiony zatopiony. Usłyszałam, jak siada przy biurku. Po chwili odszedł do mnie szelest kartek. Mały wścibski Hemmings. Wiedziałam, że dorwał się do czegoś, co ewidentnie nie powinno go interesować.
             Szybko przejechałam pomadką po ustach, a potem wsunęłam ją do małej torebki. Następnie wyszłam z łazienki. Moje założenia były słuszne. Luke przeglądał teczkę z moimi pracami. W sumie na to mu pozwalałam.
- Rose?
- Co? – Odwrócił się.
- Będę mógł sobie to pożyczyć i na spokojnie przejrzeć?
- Szukasz inspiracji?
- Twoje rysunki są dobrym natchnieniem, księżniczko. Trochę ci się ich nazbierało i jak widzę, w większości ich nie widziałem.
- Pewnie, ale to później. – Podeszłam do niego, wyciągając mu teczkę z rąk. Luke uśmiechnął się lekko, gdy musnęłam jego usta swoimi. Przejechałam palcami po jego wargach, aby zetrzeć resztki szminki, które na nich zostawiłam. – Teraz czas na naszą randkę.
- Będzie jedzenie?
- Będzie.
- Ekstra, już mi się podoba.

              Po wyjściu z niewielkiej restauracji, ruszyliśmy w stronę baru, gdzie mieliśmy przyjemnie spędzić resztę dnia. A przynajmniej taki był mój plan, bo nie wymyśliłam nic, co byśmy mogli robić dalej. Mogłam się ratować na końcu dłuższym spacerem, choć wolałam, by było to coś bardziej konkretniejszego. Dzisiaj jednak nie nadawałam się do planowania czegokolwiek, ale Luke nie narzekał. Był nakarmiony ciepłym i dobrym jedzeniem, a teraz wybieraliśmy się na grę i piwo, co również mu pasowało. Hemmings nie był zbyt wymagający i trudny w obsłudze.
             Weszliśmy do ciemnego lokalu. Pierwsze, co zauważyłam, to rząd wysokich krzeseł, stojących wzdłuż drewnianego baru. Odłączyłam się od chłopaka, by zagadać do najbliższego pracownika. Młody kelner, który przemieszczał się slalomem wśród zajętych stolików, zaprowadził nas na dół. Tam stały stoły do bilarda. Nasz był oznaczony siódemką. Zamówiliśmy u niego po piwie. Potem zaczęliśmy przygotowywać się do gry.
- Zagrajmy o coś – zaproponował Luke, bawiąc się długim kijem w swoich dłoniach.
- O co konkretnie?
- Ten, kto wygra, dzisiaj dominuje w łóżku.
- Skąd wiesz, że nasze wyjście będzie mieć finał w łóżku? – Hemmings zaśmiał się, podchodząc bliżej. Nachylił się w moją stronę. Od razu poczułam przyjemny gorący oddech na swoim policzku.
- Jesteśmy już na takim etapie, że randki właśnie tak się kończą. Chyba, że dzisiaj jesteś niedysponowana.
- Nie jestem- odpowiedziałam szybko. Nawet nie będę ukrywać, że kręciły mnie te jego gierki. Manipulant do kwadratu. – Zgoda. Ten, kto wygra, jest dzisiaj górą.
- W takim razie szykuj się, księżniczko…
- O nie – przerwałam, pukając go palcem w klatkę piersiową. – Nie dam ci tak łatwo pokonać, więc nawet nie myśl sobie, że z góry jesteś wygranym.
- Jesteś urocza – mruknął cicho, cmokając mój nos. – Ale jestem lepszy.
- Zobaczymy, Panie Pewny Siebie.
- Podejmuję wyzwanie.
- Będziesz płakał.
- Będziesz błagała o litość.
- Zasmarczesz się, jak dzieciak – skwitowałam, a Luke zaśmiał się. 
             Pokręcił głową, dalej będąc pewny swego. Nasz poziom gry w bilard był podobny, więc każde z nas miało szansę sięgnąć po wygraną. A ja nie chciałam dać się tak łatwo wyrolować. Postanowiłam zawalczyć o swoje. I rozłożyć go na łopatki.

             Mój plan poszedł w cholerę. Nijak mi nie wyszedł. Luke wygrywał ze mną praktycznie w każdej rundzie. Przez to miałam ochotę go ukatrupić. Jego, obsługę i tego, kto wymyślił tą pieprzoną grę. Dlaczego ja muszę być druga? Dlaczego on znowu jest lepszy? Mogłam się nie zgadzać na ten jego pomysł, bo teraz Hemmings na każdym kroku szczerzył się do mnie z zadowoleniem. No i oczywiście nie hamował się przed tym, by wielokrotnie wypomnieć mi moją porażkę. Bo wygrał. Bo był górą. To zdecydowanie nie był mój dzień.
             Weszliśmy do cichego akademika. O dziwo korytarze były puste. Mimo tego, że zbliżał się późny wieczór, to na holu zawsze ktoś się kręcił. Tym razem było inaczej. Weszliśmy po schodach. Naszym celem był mój pokój. Dzisiaj Luke został eksmitowany ze swojego i znów trzeba było go przygarnąć. W sumie chłopaki spali z nami od samego początku i obie byłyśmy do tego przyzwyczajone.
             Doszliśmy na półpiętro, gdy do głowy wpadł mi pewien pomysł, aby odrobinę się z nim podroczyć i nieco rozkręcić przed tym, co planowaliśmy robić w pokoju. Blondyn wygrał w bilard i to on miał rozdawać tu karty, ale kto powiedział, że to tyczyć się także początków? Zanim, więc stopa Luke'a trafiła na kolejny schodek, pociągnęłam go za rękę. Chłopak zachwiał się i cofnął. Spojrzał na mnie zaskoczony, unosząc lekko brwi do góry. Posłałam mu szybki uśmiech, a potem bez zawahania, wpiłam się w jego usta. Poczułam przyjemne ciepło, które od niego biło, gdy oplótł mnie w pasie rękami. Jego zimny kolczyk załaskotał mnie w wargę, co uwielbiałam.
- To mi się cholernie podoba – powiedział, gdy popchnęłam go na ścianę. Jednak cała moja uwaga nie skupiała się na nim. Byłam wyczulona na dźwięki dookoła. Nie chciałam, by ktokolwiek przyłapał nas w dwuznacznej sytuacji na środku korytarza. A to w jakiś sposób dodawało też dreszczyku do tej gry, którą zaczęliśmy ze sobą prowadzić.
             Przejechałam rękami wzdłuż jego ciała, mocniej zaciskając palce na jego biodrach. Luke ujął moją twarz w dłonie, ponownie łącząc nas w chciwym pocałunku. Przyspieszył tempo, co mi się podobało. Wsunęłam kolano między jego nogi, przywierając do jego ciała jeszcze bardziej. Teraz między nami nie było praktycznie żadnej wolnej przestrzeni. Chłopak westchnął pod nosem, delikatnie sunąc palcami po moich policzkach.
- Uwielbiam cię, jak jesteś taka niegrzeczna. Ale to ja wygrałem – powiedział z uśmiechem.
            Zanim zdążyłam się zorientować, zamienił nas miejscami i teraz to ja opierałam się o chłodną ścianę na półpiętrze, na którym nadal staliśmy. Bez ogródek złapał mnie za pośladki, dociskając swoje ciało do mojego. Bez problemu wyczułam to, co zaczynało dziać się w jego spodniach.
- Chodźmy do pokoju – wyszeptałam, nawet nie kryjąc się z tym, że mocno mnie na siebie nakręcił.
- Jestem górą – powiedział cicho, zadowolonym głosem. Przekręciłam oczami.
              Luke złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów. Niemalże wbiegliśmy na pierwsze piętro. Czułam, jak moje serce zaczyna bić szybciej. Hemmings nadal mocno na mnie działał, a ja w tej chwili nawet nie próbowałam ukryć tego, że jest inaczej. Dosłownie zatrzymaliśmy się na drzwiach od mojego pokoju. Chłopak przywarł do mnie ponownie, tym razem pospiesznie całując moją szyję. Na oślep otworzyłam torebkę. Wsunęłam do niej dłoń, starając się znaleźć klucz. Nie udało mi się powstrzymać cichego mruknięcia, jakie wyrwało się z moich ust, gdy Luke wsunął swoje chłodne dłonie pod moją koszulkę.
             W końcu znalazłam cholerny klucz. Luke szybko go przejął, a następnie otworzył nim drzwi. Wpadliśmy do pokoju, nie zaprzestając pieszczot. Hemmings pchnął drzwi, które zamknęły się z hukiem. Odrzucił klucz na stół, na który wpadliśmy, niemalże zwalając z niego to, co się na nim znajdowało. Uwolnił mnie z torebki, którą miałam przewieszoną przez ramię. Trafiła na podłogę, tuż przy krześle. Chłopak złapał mnie za uda. Niewiele myśląc wskoczyłam na niego, oplatając jego biodra nogami. Nawet na chwilę nie oderwaliśmy od siebie swoich ust.
- Jesteś niegrzeczna, Rivers – powiedział z uśmiechem, ponownie złączając nas w pocałunku. – I do tego…  - Urwał, gdy przygryzłam mu dolną wargę. – Koszmarnie grasz w bilard.
- Przymknij się.
- Cholernie mnie kręcisz, księżniczko.
- Doskonale o tym wiem.
             Z impetem padliśmy na łóżko. Westchnęłam pod nosem, gdy Luke ponownie wsunął dłonie pod moje ubranie. Zacisnęłam uda mocniej wokół niego, chcąc jeszcze bardziej zmniejszyć odległość między nami. Otarł się o mnie raz, a potem kolejny, a z jego gardła również wydobyło się głębsze mruknięcie. Jego usta zjechały z moich warg na brodę, by znów skończyć na szyi. Wstrzymałam oddech, hamując jednocześnie chęć jęknięcia, gdy przygryzł mi skórę na obojczyku.
- Powiedz to – wyszeptał znaną mi formułkę. W tym momencie odwróciłam głowę, a moje oczy zrobiły się wielkości spodków.
- O, kurwa!
- Co? To nie to i… A! Rose! - Luke wylądował na podłodze, zaraz po tym, jak go z siebie zepchnęłam. W dalszym ciągu nie mogłam oderwać wzroku od drugiej strony pokoju. – Czy ciebie doszczętnie pokićkało? Co jest i… - W końcu i on się odwrócił. – O, kurwa.
             Na sąsiednim łóżku siedzieli Lori i Michael. Ich twarze były całe czerwone, a oczy załzawione. W końcu Clifford nie wytrzymał i ryknął głośnym śmiechem, który odbił się od ścian. Blondynka zasłoniła twarz poduszką, a ja zauważyłam, jak cała się trzęsie. Ona też dusiła się ze śmiechu. Dostrzegłam leżący niedaleko nich laptop. Zachodziłam w głowę, jakim kurwa cudem ich nie usłyszeliśmy i nie zauważyliśmy wcześniej. No, tak… Byliśmy zbyt zajęci sobą, by zwracać uwagę na cokolwiek innego.
- Nie przeszkadzajcie sobie – wydusił Michael, ocierając palcami kąciki oczu. – Będziemy mieć darmowe porno. Popatrzymy? – zapytał, zerkając na swoją dziewczynę. Lori niewiele myśląc przyłożyła mu pięścią w ramię. – No, ej!
- Mówiłeś, że oni będą u was – warknęłam, zezując na Hemmingsa, który chyba sam nie do końca ogarniał całej tej sytuacji.
- Ja… Mieli być u nas.
- Nie, stary, to wy mieliście być u nas – sprostował z chichotem Clifford. Luke zamrugał oczami, spoglądając to na mnie, to na niego.
- Faktycznie… Chyba my mieliśmy być u nas.
- Jesteś niemożliwy! – warknęłam, a potem trzepnęłam go tym, co miałam pod ręką. Czyli ponownie dostał poduszką.
- To wyglądało, jak dobry wstęp do porno…
- A skąd ty to wiesz? – wtrąciła blondynka, mrużąc na niego oczy.
- Jeśli myślisz, że nigdy w życiu nie widziałem żadnego porno, to cię rozczaruję, kochanie. Jestem facetem, to normalne, że widziałem porno – powiedział Michael tonem dyplomaty. Jego zielone oczy znów skupiły się na nas. Moja twarz chyba nie mogła być już bardziej czerwona. – Nie jesteście tacy grzeczni.
- Chcecie się przyłączyć? – wypaliłam. Michael parsknął śmiechem po raz kolejny, zaś Lori oblała się szkarłatem.
- Nie… Moglibyśmy tego nie przeżyć – pociągnął Clifford, kiwając głową. – My jesteśmy z tych grzecznych, a nie tak narwanych, jak wy.
- Dzięki za chujowy komplement – skwitował Luke, podnosząc się z podłogi.
- Nadal masz w spodniach problem – powiedział Michael, a Lori ponownie zakryła twarz poduszką, jęcząc pod nosem, coś co brzmiało, jak faceci są do dupy. Hemmings niewiele myśląc wystawił w jego stronę środkowy palec, co oczywiście spotkało się z kolejną reakcją w formie śmiechu u naszego kumpla. Przekręciłam oczami, podnosząc się z materaca. Nie było sensu przedłużać tej głupiej dyskusji.
- Już wam nie przeszkadzamy – odparłam, łapiąc Hemmingsa za ramię.
- Chyba chciałaś powiedzieć, że to my przeszkodziliśmy wam.
- Michael! – warknęła Lori, a następnie znów wcisnęła czerwoną twarz w poduszkę.
- Do jutra – rzucił Luke, kiedy pociągnęłam go w stronę drzwi. Porwałam jeszcze ze stołu swój klucz, abym jutro mogła tu wrócić.
- Zabezpieczajcie się, bo nie chcę być tak szybko wujkiem! – krzyknął, gdy wychodziliśmy z pokoju. Jeszcze na korytarzu słyszeliśmy jego głośny śmiech.
             Skrzyżowałam dłonie na klatce piersiowej, spoglądając z wyrzutem na Hemmingsa, który zrobił niewinną minę. Uśmiechnął się, lekko bujając się na stopach. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem – ja wściekłym, on nieco rozbawionym. W końcu machnęłam na niego ręką i bez sowa ruszyłam w stronę schodów, aby dostać się na odpowiednie piętro.
- Ej, księżniczko!
- Wal się, Hemmings!
- No, weź… To była mała pomyłka i…
- Odczep się.
- Nie mogę – rzucił, z szerokim uśmiechem.- To ja mam klucz od mojego pokoju, a jakby nie patrzeć, tej nocy jesteś bezdomna. No, ej! – Złapał mnie za rękę. Prychnęłam pod nosem, ale i tak lekko zacisnęłam palce wokół jego dłoni. – Kochasz mnie mimo to? Wiem, że tak. Kochasz mnie mocno. Wiem to. Widzę to w twoich oczach. Nawet, jak robię głupie rzeczy, to i tak mnie kochasz. Bo jestem twoim Lukiem. Jestem twoim kotkiem. Kochasz mnie. Masz to wypisane na twarzy. Widzę, że się ukradkiem uśmiechasz. Kotek też kocha swoją księżniczkę. Bardzo, bardzo mocno – paplał, a potem przytulił się do mnie, gdy pokonywaliśmy kolejne schody. I mimo wszelkich moich starań i tak kąciki moich ust delikatnie podciągnęły się ku górze. Pieprzony Hemmings.
- Skończyłeś?
- No, weź, Rose – mruknął, krzywiąc się. – Chyba się nie obrazisz o to, co się… Och, kurwa – syknął, gdy pchnęłam go na drzwi od jego pokoju, a moja dłoń zacisnęła się wokół jego krocza. – Matko... Jak ja cię w tym momencie uwielbiam. Zawsze cię uwielbiam, ale teraz… Rose, no… Nie… Nie na korytarzu – wydusił, kiedy potarłam, jego twardniejącą erekcję.
- Będziesz cicho?
- Jesteś zołzą- skwitował, kiedy się odsunęłam. – I to mnie cholernie podnieca. Twoje gierki mnie kręcą.
            Uniosłam jedną brew do góry. Hemmings zaśmiał się cicho, ale nie powiedział nic więcej. Otworzył drzwi i oboje weszliśmy do środka. Zrzuciłam z siebie bladoniebieską koszulę, którą miałam narzuconą na czarną bluzkę na ramiączkach. Podeszłam do biurka, rozpoznając swoją teczkę, którą wcześniej zabrał ode mnie Luke. W niej znajdowały się moje szkice i rysunki. Zdążyłam wyciągnąć z kieszeni telefon i odłożyć go na biurko, gdy blondyn przywarł do moich pleców.
- Księżniczko? Dokończymy, to co zaczęliśmy? – wyszeptał mi do ucha, a ja poczułam przyjemny dreszcz, który pojawił się na moich plecach. – Jestem napalony i to twoja wina. A zresztą, wygrałem w bilard.
             Zacisnęłam lekko usta, gdy otarł się o mnie. Wsunął po raz kolejny dłonie pod moją koszulkę. Delikatnie przejechał paznokciami po skórze, wywołując na moim ciele gęsią skórkę. Odchyliłam głowę, gdy zaczął składać kolejne pocałunki na mojej szyi. Zagryzłam wargę, przymykając oczy. Luke naparł na mnie mocniej, więc musiałam oprzeć się dłońmi o biurko, by się nie przewrócić.
- Powiedz to.
- Pieprz się ze mną, Hemmings – odpowiedziałam standardowo. Odwrócił mnie w swoją stronę, a na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech. – I to dosłownie: pieprz się ze mną.
- Nie musisz mi tego dwa razy powtarzać – rzucił, a następnie wpił się w moje wargi. Zaszumiało mi w głowie, bo zrobił to tak szybko i raptownie, że zabrakło mi powietrza.
            Objęłam jego kark rękami. Poddawałam się jego pieszczotom, czując, narastającą ekscytację. Uwielbiałam, jak wyrywał mnie z otaczającego świata, przenosząc do tego, w którym był tylko on. On i ja. Razem.
            Luke szybko pozbył się swojej, jak i mojej koszulki. Przycisnął swoje ciało ponownie do mojego. Uderzyłam pośladkami w biurko. Chłopak odgarnął z niego rzeczy, zwalając kilka książek na podłogę. Podniósł mnie, a ja po chwili już siedziałam na meblu. Owinęłam nogi wokół jego bioder. Szybko zaczęłam dobierać się do jego spodni. Blondyn po raz kolejny przygryzł mi skórę na obojczyku. Zassałam głośniej powietrze, przeczuwając to, że chce tam zostawić po sobie ślad w postaci malinki.
- Luke – jęknęłam, uderzając go w ramię. – Bez takich.
- Jakich? – rzucił, patrząc na mnie z udawaną niewinnością. I niech mnie coś strzeli, jeśli skłamię, że mi się to nie podobało. Cholernie mnie kręcił w takim wydaniu.
- Jesteś głupek.
- Jestem twoim głupkiem, którego kochasz najmocniej na świecie.
- Coś w tym stylu.
- Rose!
- Żartowałam. Kocham cię.
- Masz szczęście – powiedział ze śmiechem, ponowie łącząc nasze usta.
              W końcu udało mi się rozpiąć mu pasek, guzik i rozporek. Zsunęłam odrobinę jego spodnie, pocierając dłonią o twarde wybrzuszenie. Jęknął cicho, przywierając do mnie jeszcze bardziej. Po chwili sam zaczął majstrować przy moich dżinsach. Uniosłam się do góry, by mógł je ściągnąć razem z bielizną. Jego pocałunki stały się bardziej zachłanne i mniej dokładne, niż chwilę temu.
              Spojrzał mi głęboko w oczy. Uwielbiałam sposób, w jaki się na mnie patrzył. Ogarnął z mojej twarzy rude kosmyki włosów, a następnie pozbawił mnie stanika. Jego szorstkie dłonie od razu zaczęły błądzić po mojej klatce piersiowej, a już po chwili do tego dołączyły jego usta. Szybko rozpalał mnie wciąż na nowo i na nowo, powodując u mnie wzrost zniecierpliwienia i pożądania. Chciałam, by w końcu przeszedł do tej konkretnej zabawy, której nie mogłam się doczekać.
- Chcę cię zaliczyć na biurku – wyszeptał, a potem przygryzł mi płatek ucha. Zadrżałam, a on zaśmiał się pod nosem.
- Jaki bezpośredni.
- Mówię otwarcie, czego chcę.
- Chcę cię zaliczyć na biurku – powiedziałam z uśmiechem, gdy dłonie Luke'a zjechały poniżej mojego pasa. – Na szybko…
- To ja cię zaliczę na biurku.
- Nie, to ja cię zaliczę na biurku.
- Wygrałem w bilard i to ja rządzę.
- Co nie zmienia faktu, że to ja zaliczę cię na biurku.
- Kompromis?
- Niech ci będzie.
- Dobra, oboje zaliczymy się na biurku.
- Więc przestań gadać i weź się do roboty – rzuciłam, a on znów parsknął cichym śmiechem.
- Jaka niecierpliwa…
- Jak ty sobie grabisz.
- Już nerwusie – skwitował, całując mnie w nos.
             Sunął z siebie bokserki, odrzucając je na bok. Ponownie przysunął się bliżej. Oblizałam usta, nie odrywając od niego wzroku. Luke zagryzł wargę tuż przy swoim kolczyku, co wyglądało cholernie uroczo. Rozchylił moje uda jeszcze bardziej, by zrobić sobie więcej miejsca. Kolejny raz musnął ustami czubek mojego nosa.
            Wiedziałam, że specjalnie przeciąga ten moment, chcąc doprowadzić mnie do szału i prawie mu się to udało. Zniecierpliwiona, mruknęłam pod nosem, gdy przejechał palcem wzdłuż mojej szyi, obojczyka i klatki piersiowej, zahaczając o lewą pierś. Po raz kolejny złączył nas w szybkim pocałunku, a potem wszedł we mnie, biorąc mnie całkowicie z zaskoczenia.
             Jęknęłam w jego usta, nawet nie próbując tego stłamsić. Przyciągnęłam go do siebie jeszcze mocniej, oplatając jego kark rękami. Luke od razu przeszedł do szybszego tempa, nawet na moment nie zwalniając. Był tak blisko, że nasze przyspieszone oddechy zaczęły się ze sobą mieszać. Zalała mnie pierwsza fala przyjemnego ciepła.
             Zauważyłam, jak na jego czole zebrały się małe kropelki potu. Chłopak jęknął pod nosem, napierając na mnie jeszcze bardziej. Przesunęłam się na biurku, opierając plecy o chłodną ścianę. Niemalże wcisnął się we mnie, nie zwalniając. Moje palce mocniej zacisnęły się na jego ramionach. Przejechał ustami po mojej szyi, ponownie lekko ją przygryzając, co wywołało kolejne dreszcze.
- Luke – wyjęczałam, nie mogąc się powstrzymać.
             Wiedziałem, że to będzie szybki seks, a nie powolny, więc nawet nie dziwiło mnie tempo, w jakim to wszystko się odbywało. Mimo tego i tak każdy jego ruch, dotyk i pocałunek przepełniony był czułością i uczuciem, jakim darzyliśmy się nawzajem.
             Wbiłam paznokcie w jego plecy, czując, jak zbliżam się do końca. On również. Jego oddech jeszcze bardziej przyspieszył. W tym samym momencie z naszych gardeł wydostały się pojedyncze i wydłużone jęknięcia, których nawet nie próbowaliśmy zamaskować. Luke naparł na mnie jeszcze bardziej, choć nie byłam pewna, że jest to w ogóle możliwe. Jego dłonie zacisnęły się na moich biodrach.
- Ja zaraz…
             Zdążył to powiedzieć, a zalała mnie ostatnia fala gorąca. Moje ciało wygięło się w łuk. Każdy, nawet najdrobniejszy mięsień spiął się, gdy szczytowałam w jego ramionach. On doszedł zaraz po mnie, jęcząc mi cicho przy uchu. Czułam, jak się zatrząsł. Owinęłam ręce wokół niego, całując go w skroń.
- To było…
- Było boskie - dokończyłam za niego. Luke spojrzał na mnie, a nasze twarze dzieliły milimetry. Uśmiechnął się ze zmęczeniem.
- Było boskie.

***
             Leżał na łóżku. Był przykryty do pasa kołdrą. W rękach trzymał teczkę z rysunkami Rosalie. Dziewczyna poszła pod prysznic zaraz po nim, a on czekał na to, jak wyjdzie. Był zmęczony, ale zadowolony z całego przebiegu dnia. A głównie z randki i jej finału. Nawet ta mała wpadka przy Lori i Michaelu nie zepsuła tego wszystkiego. Zresztą, nie robili nic strasznego. Nie zdążyli pozbyć się ubrań, więc nie było wielkiej tragedii.
             Przerzucił kolejną kartkę. Na białym papierze naszkicowany był ich uczelniany park. Pod dużym drzewem siedziała osamotniona dziewczyna, trzymając w ręku książkę. Luke przekrzywił głowę, wpatrując się w jej twarz. Mimo tego, że była sama, uśmiechała się pod nosem. Zaczął się zastanawiać, dlaczego? Może dostała przed chwilą dobrą wiadomość, a może to, co czyta wprawia ją w dobry nastrój?
              Złapał zarysowaną kartkę, wsuwając ją na sam koniec. Spojrzał na kolejny rysunek. Zmrużył oczy, zaciskając mocniej szczękę. Nie była to karta ze szkicownika, a raczej strona wyrwana z notatnika Rose. Jednak nie to było ważne. Ważna była osoba uwieczniona na obrazku. Rudowłosa naszkicowała Blake’a.
              Luke musiał mocno się pohamować, by nie zacząć zgrzytać zębami. Spojrzał na rysunek z nienawiścią, której nawet nie próbował ukryć przed samym sobą. Nie cierpiał tego gościa. Nie potrafił jednak znaleźć dobrego rozwiązania i metody, by odseparować go do jego dziewczyny. W końcu spotykali się na zajęciach, a tego nie przeskoczy.
              Sądząc po rysunku, Rosalie musiała wykonać go w czasie, jakiś zajęć. Chłopak pochylał się nad zeszytem, a jego wzrok utkwiony był w czymś, co znajdowało się na wprost niego. Prawdopodobnie musiał to być jakiś wykładowca lub może prezentacja, jaką im pokazywał. 
              Hemmings wiedział, że nie może zrobić jej sceny o ten bzdurny rysunek, bo przecież ona nie zrobiła nic złego. Tylko go narysowała, a to przecież nie zbrodnia. Mimo wszystko, nie podobało mu się to. Wolał, by Rivers znalazła sobie inny obiekt do patrzenia, niż jej były. Wolał, by szkic przedstawiały kogoś innego.
              Skrzywił się z niesmakiem, chowając kartkę w kratkę na sam koniec pękatej teczki. Następnie zamknął ją i odrzucił na szafkę. Położył się, wlepiając oczy w sufit. Blake wywoływał w nim obawy, których nie rozumiał i których nie potrafił bagatelizować. Miał w sobie coś, co sprawiało, że zupełnie mu nie ufał. Jakby intencje chłopaka i to, że stawiał Rose na gruncie zwykłej koleżanki, nie były w stu procentach szczere. Jakby za tym kryło się coś jeszcze.
- Kotku? – Niemalże podskoczył na miejscu, gdy rudowłosa znalazła się przy łóżku. – Co ty masz taką minę?
- Jaką?
- Jakbyś był wkurzony.
- Jestem, tylko zmęczony. Kładziesz się?
- Kładę. Jestem padnięta – skwitowała z uśmiechem. 
             Luke odgarnął kołdrę, a ona weszła na materac. Po chwili już leżała wciśnięta w jego bok. Przejechał palcami po jej odsłoniętym ramieniu, wdychając przyjemny zapach jej balsamu do ciała. Wolał nie wiedzieć, co zrobiłby Blake’owi, gdyby ten próbowałby mu ją odebrać.



***
Rozdział wyszedł dłużysz, ale nie chciałam go dzielić. Mam nadzieję, że nie przysnęłyście :) 
Cała ich paczka wybrała się na randki i już mniej więcej wiadomo, kto zaczyna i kontynuuje "kręcenie" ze sobą :)

Mamy już kwiecień, a co za tym idzie, zakończyło się głosowanie w sondach. Za wszystkie oddane głosy bardzo Wam dziękuję :) 
Waszym ulubionym opowiadaniem zostało Pod Jednym Dachem, a ulubioną bohaterką Rosalie :) Widziałam, że przez jakiś czas na podium stało Dwa Plus Jeden, a Rose walczyła o pierwsze miejsce z Sam. Poniżej znajdują się całościowe wyniki.

Ulubione opowiadanie:

To właśnie życie pisze najlepsze scenariusze - 4%
Pod Jednym Dachem - 28%
The Great Escape - 6%
Dwa Plus Jeden - 24%
Pokochać Ciszę - 11%
Broken - 22%
The Guardian Angel - 5%
Ilość oddanych głosów: 188

Ulubiona bohaterka:
Malia - 10%
Rosalie - 37%
Felicity - 7%
Emily - 11%
Melissa - 7%
Samantha - 27%
Inna, nie pierwszoplanowa - 1%
Ilość oddanych głosów: 123

Raz jeszcze dziękuję Wam za wzięcie udziału w głosowaniach :)

Standardowo przypominam o Asku :)

Następny rozdział klasycznie pojawi się w niedzielę. 

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Zrób ze mnie potwora.
- Zamierzam – odparłam, łapiąc za przygotowany kubek.

***

- Oto ta dorosła część naszej paczki – skwitował Irwin, kręcąc nosem.
- Dorosła i bardziej dojrzała – dodał Calum, spychając z siebie Michaela, który nie mógł oderwać wzroku od swojej dziewczyny.

***

- Tak, nie jest to dobry pomysł.
- Szkoda. Zauważyłem, że on jest o ciebie mocno zazdrosny. Trochę przegina, choć z drugiej strony wcale mu się nie dziwę.

***

- Nie, nie zamierzam, ale mam nadzieję, że pod tym względem sama się ogarniesz.
- Serio?! Jesteś niemożliwy!
- Ja po prostu nie chcę… On mnie wkurwia!

***

- Widziały gały, co brały.
- Zdecydowanie widziały – odparł, łapiąc mnie za rękę. 


6 komentarzy:

  1. Ooouu no niee.... z tym rysunkiem. Byłych nie powinno się rysować xDDD Nie dziwię się, że Luke w ten sposób zeragował.
    Chyba jestem spostrzegawcza, bo zwróciłam uwagę jak Luke powiedział "[...]by w końcu wylądować tutaj i oglądać filmy." A jak szli do pokoju dziewczyn to domyśliłam się, że pokój musi być zajęty i zaliczą wtopę haha
    Pozdrawiam
    Zuzia♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah wiedziałaś i go nie ostrzegłaś :D I tak, jesteś spostrzegawcza - muszę wymyślić lepsze rzeczy, by cię zaskoczyć :D
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Hahaha oni są zajebiści jako para XD była mała i zabawna wtopa :) no i moja ulubiona hot scenka :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń