niedziela, 17 kwietnia 2016

S6 - Rozdział 15

Bounce baby out the door


          Wyszłam z auli z kwaśną miną. Zresztą, nie tylko ja. Cała moja grupa nie była zadowolona z tego, że profesorek zapowiedział nam na jutrzejszych wykładach wejściówkę. Uznał, że za mało przykładamy się do jego przedmiotu, więc aby poprawić kondycję myślową naszego roku, postanowił nas przymusić do zgłębienia tajemnej wiedzy z psychologii społecznej. Na szczęście dzisiaj były to ostatnie zajęcia, więc nikt z nas nie musiał się martwić o to, że ktoś inny odwali nam coś podobnego.
- Rose, poczekaj!
           Zatrzymałam się, a następnie odwróciłam w stronę Blake’a. Chłopak wychodził właśnie z sali, przerzucając przez ramię czarną torbę. Teatralnie przekręcił oczami, gdy doszedł do nas głos profesora, który rozmawiał o swoim przedmiocie z jednym ze studentów. Musiałam mocniej zacisnąć usta, by nie parsknąć śmiechem, bo mina Blake’a była naprawdę komiczna.
- Co jest? – zapytałam, kiedy chłopak zatrzymał się obok.
- Mogę się założyć, że masz lepsze notatki ode mnie.
- I? - dodałam, unosząc jedną brew do góry. Blake zrobił niewinną minę. – Chcesz je pożyczyć?
- Nie – odpowiedział szybko, dodatkowo kręcąc głową. – I tak dzisiaj się wyłączyłem i mało, co do mnie docierało.
- Więc, o co chodzi?
- Może… może pouczymy się razem? Z pewnością wiesz więcej w tym temacie, niż ja, więc chcę cię wykorzystać, jako dobre źródło wiedzy.
- Jasne, czemu nie. U mnie?
- Może być u ciebie.
- W takim razie widzimy się za dwie godziny. Pasuje?
- Jak najbardziej – odpowiedział z uśmiechem. 
            Kiwnęłam mu głową, a następnie ruszyłam w stronę wyjścia. Byłam umówiona na lunch z dziewczynami, które teraz miały dłuższe okienko. Pozostała część naszej paczki nie miała tyle szczęścia i dalej musiała kisić się na wykładach lub ćwiczeniach.

            Nie musiałam ogarniać pokoju, bo ja i Lori utrzymywałyśmy w nim dość dobry porządek. W sumie było by łatwiej, gdybyśmy nie miały doczepionych współlokatorów w postaci Luke'a i Michaela. Wtedy na pewno nasze małe akademickie miejsce wyglądałoby lepiej. Jednak nie można mieć wszystkiego.
            Sprawdziłam raz jeszcze notatki, a następnie spojrzałam na zegarek. Punktualnie o trzeciej usłyszałam pukanie do drzwi. Blake, jak zwykle był na czas. Zresztą, on rzadko kiedy się spóźniał. Wstałam z miejsca, aby otworzyć mu drzwi. Jak tylko to zrobiłam, powitał mnie jego szeroki uśmiech, a także wielka siata ze słodyczami, którą trzymał w ręku.
- Obrabowałeś sklep?
- Ciastka i czekolada wzmacniają działanie mózgu przy nauce.
- Potwierdzone naukowo?
- Potwierdzone doświadczeniem – dodał ze śmiechem, kiedy wszedł do środka.
             Szybko rozejrzał się po niebieskim wnętrzu. Przejęłam od niego zakupy, aby je rozpakować. Mały stolik szybko zapełnił się łakociami. Nie powiem, ale już chciałam je spałaszować. Czekolady nigdy za wiele. Gorzej tylko, jak pójdzie w tyłek. Wtedy trzeba będzie uruchomić proces odchudzanie. Ale to dopiero po widocznym stwierdzonym fakcie.
             Blake odwrócił wzrok od stosiku książek, które znajdowały się na biurku. Byłam pewna, że przyciągnęły go tytuły. Ta literatura należała do Lori, która naprawdę studiowała ciekawy kierunek. Nasza kochana blondynka chciała, bowiem zostać dobrą panią weterynarz. Zresztą, Lori zawsze miała fioła na punkcie zwierząt.
              Chłopak przez chwilę bacznie mnie obserwował. Uniosłam brwi do góry, a on zaśmiał się cicho pod nosem. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, więc postanowiłam go od tak zignorować. Jednak po chwili z jego ust ponownie wydostał się lekki chichot.
- Co cię tak bawi?
- Przypomniało mi się, jak kiedyś uczyliśmy się na chemię. Wkurzyłaś się na mnie tak bardzo, że prawie zatłukłaś mnie poduszką, a to tylko dlatego, że nie mogłaś zrozumieć pojęcia tlenki zasadowe.
- Do tej pory chemia mnie nie lubi, a ja jej. – Blake znowu zaśmiał się. – Ale pamiętam tę sytuację.
- W końcowym starciu spadłaś z łóżka, a potem trzepnęłaś podręcznikiem o ścianę, mówiąc, że pieprzysz te wszystkie zasady, kwasy i całe to gówno.
- Na szczęście teraz zyskałam więcej wewnętrznego spokoju i nie tak łatwo wyprowadzić mnie z równowagi.
- W to ci akurat nie uwierzę – rzucił ze śmiechem. Prychnęłam pod nosem, a następnie spojrzałam na niego z nieukrywaną pewnością siebie, dając mu znać, że to ja mam rację. – To, co? Działamy z tematem?
- Tak.
- O czym dzisiaj mówiliśmy na zajęciach?
- Serio?
- Wciągnęło mnie Angry Birds, więc nie mniej do mnie pretensji, że nie słuchałem.
- Czyli naprawdę musimy powtórzyć wszystko od początku? 
             Blake uśmiechnął się szeroko, dodatkowo kiwając głową. Na jego twarzy pojawia się typowa niewinna mina, którą stosował zawsze, gdy coś wywinął. Pod tym względem on i Hemmings niewiele się od siebie różnili.

***
             Wszedł do akademika. Czarna sportowa torba dyndała mu na ramieniu, kiedy stawiał kolejne kroki na chłodnym korytarzu. Przejechał dłonią po wilgotnych włosach. Na dzisiejszym spotkaniu trener wycisnął z nich wszystkie poty, więc jedyne, o czym teraz marzył to, to by rzucić się na łóżko i gapić się na jakiś mało skomplikowany film, który nie wymagałby myślenia. W sumie mógłby też spróbować namówić Rose na mały masaż pleców. Do tego przydałoby się, jakieś jedzenie. Najlepiej dużo jedzenia.
- Poczekaj! – krzyknął za nim Michael. Luke zwolnił, pozwalając, by przyjaciel się z nim zrównał. – Matko, ale wyrwałeś. Myślisz, że dziewczyny bunkrują u siebie w pokoju, jakieś jedzenie?
- Mam nadzieję. Nie chce mi się ruszać tyłka i iść do baru, ani tym bardziej do sklepu.
- Możemy coś zamówić. Lori niedługo pewnie skończy projekt ze swoją grupą. Ściągnie się pozostałych i wpałaszujemy wielkie mega kaloryczne żarcie.
- Gyros z podwójnym sosem czosnkowym…
- I dużą ilością pieprzonego ciągnącego się sera – dodał Michael, rozmarzonym głosem.
- I frytki do tego.
- O tak… I mięcho. Dużo mięcha – powiedział ze śmiechem Clifford, kiedy weszli po schodach, zatrzymując się na pierwszym piętrze. – Rzućmy to hasło Rose, a potem dajmy znać innym. Możemy iść do nas. Chłopaki i tak zaraz wrócą do pokoi, jak skończą naparzać o tym eseju, który mają napisać. Z tego, co się orientuje Trevor też ma wolne.
- Możemy zrobić sobie wieczór filmowy.
- Pasuje. Obejrzyjmy, jakiś film akcji.
- Dziewczyny się nie zgodzą.
- Akcja z superbohaterami?
- To bardziej – rzucił ze śmiechem Luke, podchodząc do drzwi z numerem dwadzieścia siedem. Michael deptał mu po piętach, wymieniając tytuły produkcji, jakie mogliby zobaczyć.
              Ciepła dłoń blondyna spoczęła na zimnej klamce. Nacisnął ją i pchnął drzwi, nawet nie pukając. Od dłuższego czasu wchodził do środka, jak do siebie. Szczególnie, że wiedział, że Lori nie ma w pokoju. 
              Momentalnie jego tęczówki powiększyły się, a ciśnienie wzrosło. Był pewny, że słyszy to, jak zgrzyta zębami. Blondyn siedział na łóżku, a Rosalie znajdowała się tuż obok niego, pochylając się nad notatkami. Żadne z nich nie zorientowało się, że mają towarzystwo. Blake zaśmiał się, klepiąc rudowłosą po dłoni, kiedy ona tłumaczyła mu coś na temat syndromu grupowego myślenia. Hemmings nie miał pojęcia, co to jest, ale w tym momencie mało go to interesowało. Jedyne, co zaprzątało mu myśli było to, co ten kutas robi w pokoju jego dziewczyny.
- No, ja kurwa nie wierzę – mruknął pod nosem. 
               Michael z ciekawością wcisnął głowę między jego bok, a framugę, by lepiej widzieć. Następnie wyprostował się, łapiąc go za koszulkę i uniemożliwiając Luke'owi rzucenie się na blondyna. 
- Puszczaj! – Podniósł głos, co sprawiło, że ucząca się dwójka w końcu go zobaczyła.
- Już po treningu? – rzuciła Rose, jak gdyby nigdy nic, nie odrywając od niego wzroku. Lekko zmrużyła oczy, pewnie mając nadzieję na to, że dzięki temu Luke się wycofa i opanuje.
- Co ten palant tu robi?
- Ciebie też dobrze widzieć, dupku – odparł Blake. Rudowłosa spojrzała na niego z wyrzutem. – No, co?
- Ej, spokój – wtrącił się Michael, odrzucając torbę na łóżko Lori. – Bez spin. Uczycie się?
- Dokładnie.
- Nie znalazłaś nikogo lepszego do nauki? – warknął blondyn, mierząc chłopaka wzrokiem.
- Luke, no…
- Po pierwsze – pociągnął Hemmings, podchodząc do nich. – Odsuń się od niej na odpowiednią odległość.
- Wyluzuj. Jezu… Piłka doszczętnie skopała ci mózg.
- Prowokuj mnie dalej, a nie omieszkam przyozdobić ci facjaty.
- Ej, ej! 
            Michael od razu złapał Luke'a za ramiona, kiedy długie palce blondyna zacisnęły się na materiale koszulki Blake’a. Wyrwał mu ją z ręki, odsuwając kumpla od jego wroga. Rose patrzyła to na jednego, to na drugiego, nawet nie ukrywając niedowierzania i zdegustowania ich zachowaniem. 
- Siadaj i się uspokój. – Zmusił Luke'a do tego, by usiadł na sąsiednim łóżku. – A ty – wskazał palcem na Blake’a – odsuń się od niej.
- Ty żartujesz?
- Nie, na razie grzecznie proszę – pociągnął Michael.
- Odwaliło wam – skwitowała Rose, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Widząc jednak wkurzoną twarz Luke'a, odsunęła się od swojego byłego.
- Myślę, że ta odległość jest satysfakcjonująca – odparł Clifford, siadając obok Hemmingsa.
- Satysfakcjonująca by była, gdyby ten kutas znalazł się na Antarktydzie.
- Luke! – warknęła Rosalie, a potem przekręciła oczami.
- Myślę, że nasza dalsza nauka niema zbytnio sensu, gdy ten twój tutaj siedzi. Bo jak widzę, nie zamierza wyjść.
- Nie ja powinienem wychodzić, kutasie. To ty zanieczyszczasz powietrze w tym pokoju.
- Dupek.
- Skurwiel – rzucił Luke, przez zaciśnięte zęby, mierząc go nienawistnym spojrzeniem. – Sam trafisz do drzwi gamoniu czy ci w tym pomóc?
- Luke! – Blondyn przekręcił oczami, nadal jednak obserwując chłopaka. Blake zignorował jego zaczepkę.
- Dzięki, Rose, za pomoc w ogarnięciu materiału.
- Nie ma sprawy – odparła dziewczyna, a on tylko kiwnął jej głową. Rzucił szybkie cześć w kierunku Michaela, a następnie wyszedł z pokoju. Rudowłosa oderwała wzrok od drzwi, zmrużyć na nich oczy.
- To ja was zostawię na chwilę samych – powiedział od razu Clifford, a następnie wyszedł na korytarz, zanim oni zdążyli w ogóle, w jakikolwiek sposób zareagować.
              Luke z niezadowoleniem prychnął pod nosem po raz kolejny. Zacisnął usta tak mocno, że zmieniły się one w bardzo cieniutką linię. Jego kolczyk niemalże zniknął. Rose dla odmiany nadęła policzki, świdrując go wściekłym spojrzeniem. Przez chwilę między nimi panowała cisza, która była pełna napięcia.
- Ej! – warknął, kiedy Rose złapała za pierwszą z brzegu poduszkę. Cisnęła nią w niego, a ta odbiła się od jego czoła, padając mu na nogi, by na końcu ześlizgnąć się z nich na podłogę. – No, co?!
- Jeszcze się pytasz?!
- Co on tu do cholery robił?
- Uczyliśmy się! To chyba nie pieprzona zbrodnia!
- Widzisz! Znowu się przez niego kłócimy!
- Zgadnij dlaczego – powiedziała cicho, odwracając się od niego.
            Luke w tym momencie poczuł się, jak dupek. Warczał na nią, chociaż to nie ona go zdenerwowała. Wszystkiemu winny był Blake i ta jego parszywa gęba, na którą nie mógł patrzeć. Chłopak powodował w nim tak wielkie obawy i strach, że mimo wielokrotnych rozmów na ten temat, nie mógł przezwyciężyć tych chorych uczuć, które się w nim kłębiły, gdy tylko był w pobliżu. Bał się, że blondyn w końcu doprowadzi do tego, że Rose go zostawi, by wrócić do swojego byłego.
             W ciszy obserwował nerwowe ruchy rudowłosej. Wiedział, że przez jego zachowanie cierpi także i ona, bo przy nim zmieniał się w kompletnego idiotę. W końcu Rose nigdy nie zrobiła niczego, co zapaliłoby w nim lampkę niepewności. Zawsze stawiała go na pierwszym miejscu, a on mimo tego i tak cisnął się o każdy najmniejszy kontakt, jaki miała z Blake’em. Jak tak dalej pójdzie, to sam spowoduje to, że ona odejdzie.
- Przepraszam, księżniczko – powiedział, wstając z łóżka.- Cholernie cię przepraszam – powtórzył, podchodząc do niej. Poczuł, jak lekko się spięła, kiedy oplótł jej pas ramionami. Wtulił się w jej plecy, opierając brodę o jej obojczyk. – Przepraszam.
- W porządku.
- Nie jest w porządku – mruknął, zniesmaczony sam sobą. – Nie powinienem mieć do ciebie pretensji. To była, tylko nauka, a ja… A ja zrobiłem z tego wielką awanturę.
- Oboje przeginacie.
- Wiem.
- Oboje nie potraficie się powstrzymać.
- Wiem – powtórzył, kiwając lekko głową. Usłyszał, jak dziewczyna ciężko wypuszcza powietrze. Odwróciła się, obejmując jego kark rękami. – Przepraszam.
- Nie musisz go lubić. Nikt ci nie każe. Ja tylko chcę, byś chociaż odrobinę się pohamował, gdy dojdzie do takich sytuacji, jak teraz. My się, tylko uczyliśmy. Nie robiliśmy nic złego.
- Wiem i… i przepraszam.
- Będziecie uprawiać seks na zgodę czy mogę wejść? 
             Oboje spojrzeli w stronę Michaela, który wyglądał zza drzwi. Na jego twarzy malował się szeroki uśmiech, który zarażał. Nic dziwnego, że odpowiedzieli tym samym.
- Mikey – rzuciła Rose ze śmiechem.
- No, co? Możecie powiedzieć mi wprost, że mam iść do siebie, bo potrzebujecie… przestrzeni i prywatności.
- Właź do pokoju i zamawiaj żarcie.
- Żarcie za chwilę, najpierw zbierzmy ekipę – pociągnął Clifford, wchodząc do pokoju.
- Co planujecie?
- Co powiesz na filmy akcji?
- No, nie…
- Ale z superbohaterami – dodał szybko Michael.
- Z superbohaterami pasuje.
- I będzie gyros – powiedział Luke, sprzedając jej szybkiego całusa w nos.
- Z dużą dawką sosu i frytkami ? – dopytała, oblizując wargi.
- Wy do siebie pasujecie – skwitował Michael, padając na łóżko. – Bez kitu, do siebie pasujecie.

***
            Musiałam przyznać, że pojawienie się Michaela skutecznie obniżyło poziom napięcia, jakie pojawiło się między mną a Lukiem. Nadal jednak gdzieś w środku miałam do niego i do Blake’a żal o to, że w tej swojej wojnie nie patrzą też na drugą stronę – na mnie. Gdyby jeden i drugi nabrał, choć odrobiny więcej szacunku do siebie, wszystkim żyłoby się lepiej.
            Siedzieliśmy w pokoju chłopaków, pochłaniając duże porcje zamówionego gyrosa. Ponownie spotkaliśmy się całą paczką – Trevor i Jesse również byli obecni na wieczornym seansie z superbohaterami. Aby wszyscy dobrze widzieli, Calum uderzył do Masona i trenera, by wypożyczyć od nich rzutnik. Dzięki temu, mieliśmy dobry obraz rozciągnięty na całej wolnej ścianie. Za siedzenie robiła nam podłoga, obłożona kocami i poduszkami.
- Tak sobie teraz pomyślałem – zaczął Michael, pukając się palcem w policzek.
- Jeśli okaże się, że widziałeś już ten film i zaraz wyjawisz nam zakończenie, to uduszę cię poduszką we śnie – zagroziłam, mrużąc na niego oczy.
- Lori mnie obroni - powiedział  Clifford z pewnością w głosie.
- Czyżby? – zaśmiał się Hood, unosząc jedną brew do góry. Oparta o jego klatkę piersiową Maya, zachichotała cicho pod nosem.
- Jestem tego pewny.
- Jaki werdykt, Lori? – zapytał Ash, z głupkowatym uśmieszkiem, jakby doskonale zdawał sobie sprawę, co może powiedzieć blondynka.
- Gdybyś spieprzył nam seans ujawniając zakończenie, pomogłabym trzymać Rose poduszkę – skwitowała, a Michael zrobił oburzoną minę.
- Spotykamy się z psychopatkami – podsumował Clifford, wymieniając szybkie spojrzenie z Lukiem. – Powinniśmy się ich bać. Może mają podwójną tożsamość. Ej, Rose? Masz coś na sumieniu? Pytam tak, wiesz… dla własnego bezpieczeństwa – pociągnął niewinnym tonem. Zaśmiałam się, rzucając w jego stronę małą czerwoną poduszką. – Psychopatki.
- O czym pomyślałeś, Mikey? Bo odlecieliśmy od tematu – odezwał się Jesse.
- Macie wszyscy wolny najbliższy weekend? - Cała nasza grupa pokiwała głowami. – Co powiecie na wypad pod namioty?  - Wystarczyło to jedno pytanie, by zaraz w pokoju rozbrzmiała dyskusja na temat wyjazdu. Oczywiście, że wszyscy byliśmy jak najbardziej za. 


***
Luke kontra Blake ciąg dalszy. Tym razem jednak był Mikey, który opanował sytuację :) I szykuje im się mały wyjazd - takie tyci wakacje w czasie roku akademickiego :) Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Dziękuję Wam za wszystkie otrzymane komentarze! 

Standardowo przypominam o Asku :)
Zainteresowanych zapraszam na mój profil na Twitterze (@RoxyDonau)- od niedawna jestem jego użytkownikiem :D. Tam nadal będzie ciągnięty temat ff (myślę, że to dobre miejsce do takich szybkich informacji),a także cząstka zwykłego codziennego życia. Chętnie wpadnę tez do Was, o ile dacie mi znać, że to Wy :) 

Kolejny rozdział pojawi się w następną niedzielę.

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Jesteś niemożliwy.
- I to we mnie kochasz. Bo jestem cudowny.
- I zakochany w sobie. 

***

- Ja prowadzę! – Spojrzał na Trevora. – Weź coś zrób… - Ale przerwał, bo nagle w samochodzie rozdzwonił się jego telefon. – Cisza! Dzwoni Ash! – Przesunął palcem po ekranie, by zaraz po tym włączyć tryb głośnomówiący. – Co jest?

***

- Najbliższy sklep?- dopytał Mikey.
- Nie kupiłeś sobie podpasek? 

***

- Luke! – krzyknął spanikowany Michael, biegnąc kumplowi na pomoc. – Przepraszam, ja nie… Żyjesz?
- Ta… Ał!
- O stary, to było niezłe. Widziałem to, jak mamę kocham, w zwolnionym tempie – pociągnął Jesse, podchodząc do blondyna. – Straszne, ale kurwa niezłe. Nic ci nie jest?

***

- Przestań, Luke. Wyluzuj. Ty nieraz nabijasz się ze mnie, ja z ciebie, ty znowu ze mnie, a potem ja z ciebie i… Teraz znowu padło na ciebie.

*** 

- Jeśli teraz sobie pójdziesz i mnie zostawisz, to… to się chyba rozpłaczę. 

5 komentarzy:

  1. Hemmo jest strasznie zazdrosny, ale ja go rozumiem. BLAKE WYPAD PACANIE NIKT CIĘ TU NIE LUBI! Naprawdę mam nadzieję, że ten kutas nie popsuje tego, co jest między nimi bo chyba go ukatrupie, jak zacznie mieszać, choć na razie jest nie groźny. Jeeee chcę jechać z nimi pod te namioty :) czuję, że będzie fajny weekend dla naszej paczki :)
    Czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzę nadal Blake jest na cenzurowanym. I fakt, Luke mocno daje znać o swojej zazdrości i niechęci do byłego Rose. Myślę, że nie mieliby nic przeciwko byś się dołączyła do wyjazdu :D
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Widzę, że jest bardzo mało komentarzy. Ludzie nas opuścili.... Na początku było tak dużo i wgl. Ale nie rezygnuj z pisania ja gdy tylko mogę to czytam.
    Chciałbym jeszcze poczytać później o ich przyszłości, no wiesz dzieci i takie tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie całkiem opuścili, bo nadal statystyki wejść idą do góry. Ale spokojnie, ja się nie zrażam i nie zamierzam rezygnować - za bardzo to lubię :)
      O tych dzieciach i tak dalej, to nie jesteś pierwszą osobą, która mi o tym pisze :) Może jakiś bonus się pojawi :) Ale nic nie obiecuję
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń