niedziela, 8 maja 2016

S6 - Rozdział 18

I don't like the way he's looking at you. I'm starting to think you want him too


             Po mile spędzonym weekendzie w Willow Grove, musieliśmy na nowo wrzucić się w wir rzeczywistości studenckiej. Nie ukrywam, że podniesienie się z łóżka w poniedziałek rano, nie należało do najprostszych rzeczy. Nadal żyłam naszym wypadem i wiedziałam, że jeszcze trochę czasu minie, aż mój mózg wróci razem ze mną do Melbourne.
             Podniosłam głowę do góry, kiedy obok mnie usiadł Blake. Podał mi tekturowy kubek z kawą. Podziękowałam, wlepiając oczy w ciemny parujący płyn. Właśnie zaczęło się nasze okienko między wykładami. Uznaliśmy, że nie opłaca nam się wracać do akademika na te półtorej godziny, więc oboje postanowiliśmy przeczekać je w gmachu wydziału. Zresztą i tak nie chciało mi się nigdzie chodzić i ruszać tyłka z dość wygodnej korytarzowej kanapy, którą udało nam się zaklepać. Lepsze to, niż twarde ławki, które najczęściej tu można było spotkać.
              Blake ledwo zdążył się rozłożyć na swoim miejscu, gdy do budynku wpadł Jesse i Ashton. Uniosłam zaskoczona brwi do góry. Chłopaki studiowali inny kierunek, więc i zajęcia mieli w zupełnie gdzie indziej. Od razu skierowali się w naszą stronę, co tylko upewniło mnie w tym, że to blondyn musiał ich poinformować o tej dłuższej przerwie. Najwidoczniej oni też mieli wolne.
              Irwin padł na kanapę tuż obok mnie. Tekturowy kubek zatrząsł się w dłoni, gdy trącił mnie lekko ramieniem. Zerknęłam na niego, a on wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. Pokręciłam głową ze śmiechem, przenosząc oczy na Jesse’go, który ulokował się na niewielkim stoliku tuż przed nami.
- Gdzie zgubiliście Caluma? – zapytałam, bo Hood był na tym samym roku, co oni.
- Poszedł do biblioteki. Ma do odwalenia projekt, który my – Ash wskazał na siebie i Jesse’go – zdążyliśmy już zrobić.
- Nieźle. Przeważnie to ty robisz wszystko na ostatnią chwilę – odparłam, wytykając Irwina palcem.
- Przeważnie wszystko na ostatnią chwilę robi Luke i Michael – pociągnął pewnym siebie tonem. W sumie… Miał rację. Upiłam łyk gorącej kawy. Jak tylko odsunęłam kubek od ust, Ash przejął tekturowe naczynie.
- Jasne, częstuj się – powiedziałam, zerkając na niego.
- Jesteśmy, niczym rodzeństwo, Rose – rzucił, wzruszając ramionami. – Wkurzające i kochające się rodzeństwo. Taka pokręcona rodzinka.
- Kupić ci jeszcze jedną? – zapytał Blake, zezując na Ashtona, jakby to, co zrobił było nie na miejscu.
- Nie, dzięki. Podzielimy się.
- Mogę skoczyć, jeśli chcesz.
- Nie ma potrzeby – odparłam, kręcąc głową.
                Perkusista zmierzył go wzrokiem, który nie do końca potrafiłam rozszyfrować. Jesse przyglądał się nam z zaciekawieniem, bębniąc palcami w drewniany blat, na którym siedział. Blake uśmiechnął się do mnie, popijając swoją kawę. Między nami zapanowała cisza.
- Też macie teraz chwilowe wolne czy skończyliście wykłady?- zapytałam, bo robiło się dosyć niezręcznie. A przynajmniej ja to tak odbierałam.
- Też mamy okienko – odpowiedział Jesse, teraz dla odmiany wlepiając oczy w Blake’a.
- Skończyłaś ten rysunek naszego profesorka? – zwrócił się do mnie blondyn. Przytaknęłam, kiwając głową. – Musicie to zobaczyć, wyszło naprawdę świetnie. Ale to nic nowego. Masz talent, kobieto.
- Dzięki.
- To, co pokażesz? – odparł Jesse.
               Już chciałam się schylić i złapać za torbę, ale Blake mnie wyprzedził. Zaskoczona, drgnęłam na swoim miejscu, a potem odebrałam ją od niego. Od naszego powrotu do Melbourne chłopak zachowywał się dziwnie. Podchodził do mnie z ogromną troską. A jego wzrok zawsze śledził każdy mój ruch. Może moja historia, która tłumaczyła zadrapania na dłoniach, wywołała w starym znajomym tak mocną reakcję? Ale, halo! Przecież to był tylko jednorazowy incydent. Zazwyczaj nie robię sobie krzywdy. No… zazwyczaj. Nie mogłam zaprzeczyć temu, że nie posiadam w sobie tej łamagi, którą od czasu do czasu byłam. Podałam zeszyt brunetowi, ówcześnie otwierając go na odpowiedniej stronie.
- Wygląda, jak zdjęcie – powiedział z uśmiechem, Jesse. – Wiesz, że mam jeszcze swój portret narysowany przez ciebie?
- Też mam twoje rysunki – wtrącił Blake, wpatrując się we mnie.
- Chyba wszyscy je mamy – dodał Ash, oddając mi zeszyt, który przejął od bruneta. 
- Rose, narysowałabyś mnie i Trevora? – zapytał z nadzieją Jesse.
- Pewnie. Wybierz tylko fotkę, a ja zajmę się resztą.
- Bosko. Dzięki wielkie.
- Jeszcze nie dziękuj, dopiero jak go zobaczysz.
- I tak pewnie będzie bezbłędny – rzucił Blake, ponownie posyłając w moją stronę szeroki uśmiech.

***
               Zerknął na blondyna, który powoli wiązał sznurówki swoich korków. Ashton specjalnie ociągał się z wyjściem na boisko. Grzebał w swojej szafce tak długo, dopóki reszta chłopaków nie opuściła szatni. W końcu Luke wyprostował się i wstał, co było dla niego sygnałem do działania. Musiał szybko z nim pogadać na osobności. Rozejrzał się jeszcze kontrolnie po pomieszczeniu, ale pozostali zawodnicy udali się już na trening.
- Poczekaj chwilę – powiedział cicho, Irwin. Błękitne tęczówki Hemmingsa spojrzał wyprost na niego. Kiwnął głową, unosząc lekko brwi do góry.
              Ash nie wiedział, jak powinien zacząć, by go nie wkurzyć. Choć słowo wkurzyć przy temacie, jaki chciał poruszyć było tylko łagodnym określeniem stanu, w jaki mógł wpaść jego przyjaciel. Każdy doskonale wiedział, jak Blake na niego działa, niczym czerwona płachta na byka. Mimo wszystko musiał mu powiedzieć o swojej dzisiejszej obserwacji i o tym, co dokładnie zauważył w zachowaniu tego drugiego.
              Wcześniej Ash uważał, że Hemmings najnormalniej w świecie przesadza z zazdrością wobec byłego chłopaka Rose. Dzisiaj jednak przekonał się, że Blake chyba nie do końca wyleczył się z rudowłosej. Nie znał go za dobrze, ale to zachowanie według niego nie było typowe dla dwójki znajomych z roku. Blondyn ewidentnie ją adorował, choć starał się być przy tym dość dyskretny. Jednak nie do końca mu to wszyło, skoro zauważył to Ash. I Jesse, który także z ciekawością obserwował kumpla.
               Rose i Blake siedzieli obok siebie, a blondyn nie spuszczał z niej wzroku. Posyłał w jej stronę urocze uśmieszki, które nijak się miały do normalnego i naturalnego uśmiechu, jaki masz na twarzy, gdy rozmawiasz z koleżanką. Jego oczy raz za razem ukradkiem badały dziewczynę, jakby chłopak starał się wyryć ten obraz w swojej pamięci. Dodatkowo zachwycał się nią, jakby Rose podchodziła pod rangę nieistniejącego przecież ideału. To wszystko zdecydowanie nie podobało się Irwinowi.
- Co jest, Ash? – odezwał się Luke, kiedy perkusista stał i patrzył na niego, w dalszym ciągu nie wiedząc, co powiedzieć.
- Tylko się nie denerwuj.
- Po takim wstępie, to mało prawdopodobne – odpowiedział ze śmiechem. – Mów. Jakaś tragedia wysokiej rangi czy jak? – dodał rozbawiony, nadal wyglądając na mało przejętego. Ash wiedział, że jak tylko padnie to jedno konkretne imię, jego podejście do sprawy całkowicie się zmieni.
- Coś zauważyłem.
- Jasne, bądź tajemniczy…
- Po prostu nie chcę cię wkurwić, bo Blake…
              Urwał, kiedy Luke zrobił wielkie oczy. Jego twarz spoważniała. Ash niemalże widział to, jak napina wszystkie swoje mięśnie. Był pewny, że gdyby znalazł się bliżej niego, słyszałby, jak zgrzyta zębami. Odruchowo zacisnął dłonie w pięści. Ta… Nikt mu nie wmówi tego, że Luke nie reaguje na tamtego chłopaka z przesadną agresją.
- Co zrobił ten skurwiel?
- W sumienic takiego nie zrobił, bardziej chodzi o to, co zauważyłem w jego zachowaniu. – Luke skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, nie odrywając od niego wzroku. – Z początku też uważałem, że przeginasz, co do rzucania się w jego stronę.
- Odmieniło ci się? – prychnął Hemmings.
- Po dzisiejszym tak.
- Co kurwa zrobił?!
- Możesz się nie unosić?
- Jak ma się nie unosić, jak ten pajac pewnie startował do Rose! Boże… Dlaczego ona nie może kopnąć go w dupę i wypieprzyć ze swojego życia?! To by było zajebiście kurewsko dobre posunięcie!
- Luke?
- Co?!
- Przestań się drzeć – warknął Ash, mrużąc na niego oczy.
- Dobra mów – rzucił zrezygnowany, Hemmings.
- Chodzi o to, że faktycznie miałeś rację.
- Co?! Pod jakim względem?!
- Serio, kurwa?! Daj mi skończyć, a potem będziesz mógł się cisnąć. 
            Luke automatycznie zacisnął usta. Jego kolczyk niemalże zniknął. Było widać, że jest wściekły, choć Ash nawet nie doszedł do kluczowego momentu w swojej przemowie. Kiwnął mu głową, by kontynuował. 
- Chodzi o to, że Blake ewidentnie leci na Rose. Nie! Cicho! – warknął, machając na niego palcem, niczym matka do krnąbrnego dziecka, jak tylko Luke zaczął otwierać usta. – Przymknij jadaczkę, Hemmo! Ja i Jesse mieliśmy okienko. Oni też. Dosiedliśmy się do nich i wtedy dopiero to zauważyłem. Wcześniej nie miałem okazji, bo nie przebywałem tak często w jego towarzystwie. Ale widziałem te spojrzenia i uśmieszki, jakie do niej posyłał. Miałeś rację z tym, że Blake nadal się do niej ślini. Byłem pewny, że mu przeszło. Matko, nawet Jesse był pewny, że mu przeszło. Dzisiaj jednak udowodnił mi, że to chyba nie do końca była prawda. Ale nie ma spiny, Luke. Rose miała to gdzieś. Chyba nawet tego nie widziała albo nie odebrała w taki sposób, w jaki on by tego chciał. Ona z pewnością nadal ma go szufladce, jako kumpla z roku i nic poza tym. Luke? – Zamrugał, patrząc na czerwoną za złości twarz przyjaciela. - Luke, oddychanie jest ważne, bo się udusisz, wiesz? To nawet potwierdzone naukowo i…
- Zajebię go!
- No, tak – mruknął Ash, przekręcając oczami.
- Podły skurwysyn! Dlaczego wpieprza się tam, gdzie go nie chcą?! Czemu jest tak ślepy i nie da jej spokoju?! Przypierdolę mu! Przypierdolę mu przy najbliższej okazji i…
- Mogę wiedzieć, panienki, czemu do cholery nie uczestniczycie w treningu? – Obaj podskoczyli, kiedy znikąd pojawił się Mason. Szare oczy dokładnie zlustrowały każdego z nich. Kapitan drużyny uniósł brwi do góry. – Co się stało? Masz blondi taką minę, jakbyś miał rozkurwić pół uniwerku, bo nie dostałeś cukierka.
- To nic takiego – stwierdził Irwin, machając ręką. – Już idziemy.
- Poczekaj, poczekaj – rzucił szybko Mason, opierając dłonie na biodrach. – Nie pierdol, że ten dupek znowu coś wywinął.
- Wy się kontaktujecie ze sobą telepatycznie czy jak? – odparł Ash, patrząc to na jednego, to na drugiego. – Przerażacie mnie.
- Chodzi o niego? – Luke mruknął coś pod nosem, kiwając głową. – Świetnie, mówcie! Chętnie posłucham.

***
              Leżałam na łóżku, pochylając się nad książką. Lori nadal przesiadywała na zajęciach, więc korzystałam z ciszy, jaka panowała w pokoju. Chociaż blondynka nigdy nie należała do tych głośnych osób.
              Przerzuciłam stronę, koncentrując wzrok na drobnym tekście kolejnej powieści Stephena Kinga. Zdążyłam przeczytać jeden akapit, kiedy drzwi od pokoju otworzyły się z hukiem. Podskoczyłam w miejscu, niemalże wciskając się ze strachu w pościel. Odwróciłam się raptownie w stronę wchodzącego do środka chłopka. Spojrzałam na niego z nieukrywanym wyrzutem. Otworzyłam usta, by odezwać się pierwsza, ale zamilkłam, kiedy wskoczył na moje plecy, siadając mi na biodrach.
- Powaliło cię?! Złaś do cholery! Ała! Mason, to kurwa boli! – Zaczęłam wierzgać rękami i nogami, na co brunet wybuchł śmiechem. – Co za idiota – wymamrotałam pod nosem, kiedy zsunął się ze mnie, opadając na poduszkę obok.
- Co tam moja kuzyneczko?
- Pierdol się.
- O, bo zadzwonię do Sarah i poskarżę się jej, jak brzydko do mnie mówisz.
- Czy ty masz coś z głową?
- To ty masz coś z głową – skwitował z powagą, a ja zrobiłam wielkie oczy. Kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodzi. Szare oczy dokładnie mi się przyglądały. Zmarszczyłam lekko nos. – Co? Taka prawda.
- Uargumentujesz to jakoś?
- Ty i Hemmings jesteście razem i tworzycie słodką do zrzygania parkę. Facet oddałby za ciebie wszystko, ty pewnie za niego też, bo widać, że się kochacie w pizdu.
- Jesteś takim poetą, Mason – prychnęłam, przekręcając oczami.
- I wiesz, co… O dziwo go lubię. Serio, nic do niego nie mam, choć z początku brałem go na dystans. Ale Hemmo jest spoko. Szybko się wkurwia, czasem pierdolnie coś głupiego, ale jest w porządku. Co innego Blake, który jest zakałą tej planety i traci tylko cenny dla nas tlen.
- Mason, padło ci na mózg?
- Rozwijam moje argumenty, więc mi nie przeszkadzaj – rzucił, poprawiając poduszkę, którą miał pod głową. – Skrzywdził cię, ale mimo tego, ty nadal z nim rozmawiasz. Powinnaś mieć go w dupie.
- Zaczęliśmy od nowa, jako para kumpli i…
- Zaczynanie od nowa z takim dupkiem, nie wróży niczego dobrego. Nie, nie przerywaj mi teraz – powiedział, a jego palce zacisnęły się na moich ustach, tworząc z nich dzióbek. Dla zasady trzepnęłam go w ramię. On w odpowiedzi uderzył mnie drugą poduszką, trafiając we włosy. Poducha przejechała przez moją rudą czuprynę, sprawiając, że na mojej głowie powstał bałagan. – Chodzi o to, droga kochana kuzynko, że jesteś ślepa.
- Coś nowego…
- Jesteś, nawet tego nie podważysz. Dupek ewidentnie na ciebie leci, posyła ci sygnały, ale ty tego nie widzisz. Myślisz, że jest okej, ale wiedz, że okej wcale nie jest. Podlizuje się do ciebie, zapewne licząc na to, że być może zdobędzie cię po raz kolejny.
- Dawno nie słyszałam takiej bzdury. Między nami nic nie ma!
- Tylko ty tak uważasz. Zacznij go obserwować, zwróć uwagę na to, co robi, a może w porę otworzysz oczy i pokażesz mu, gdzie jego miejsce. Jak na razie Hemmo wychodzi na tego złego, ale wiesz… Gdyby Blake był faktycznie taki święty i nie robił podchodów, twój obecny blondas nie robiłby zadym. – Pstryknął mnie palcem w nos. – Zastanów się i przetraw to, co ci powiedziałem, kobieto.

***
              Wyszedł spod prysznica. Wytarł się szybko, a następnie rozejrzał po małym pomieszczeniu. Przekręcił oczami, zdając sobie sprawę z tego, że nie wziął ze sobą czystych ubrań. Zawiązał ręcznik wokół bioder. Wsunął na nogi klapki. Podszedł do drzwi i otworzył je.
              Jak tylko wszedł do pokoju, który dzielił z Michaelem, od razu zauważył siedzącą na łóżku dziewczynę. Rudowłosa skrzyżowała dłonie na klatce piersiowej, mrużąc na niego oczy. Nie spodziewał się towarzystwa, więc podskoczył w miejscu, zaskoczony jej obecnością. Natychmiast złapał za biały ręcznik, który niemalże zsunął mu się z tyłka.
- Chciałaś mnie podglądać? – zapytał ze śmiechem, starając się rozbić napiętą atmosferę. Po jej wzroku czuł, że coś przeskrobał, ale nie wiedział dokładnie, co. Próbował w myślach odszukać jakąś sytuację, która mogłaby rozzłościć jego dziewczynę. Nic konkretnego jednak nie przychodziło mu do głowy.
- Musiałeś?
- Co zrobiłem tym razem? – wydusił, podchodząc do niej. Złapał za wcześniej przyszykowaną czarną koszulkę i naciągnął ją na siebie.
- Nagadałeś coś Masonowi!
- Rozmawiałaś z nim?
- Zdziwiony? – prychnęła, marszcząc nos.
- Odrobinę. Myślałem, że zachowa to dla siebie i…
- Serio, Luke?!
- Nie zrobiłem nic złego, po prostu od tak sobie pogadaliśmy.
- Wy? O Blake’u? Uważasz mnie za taką naiwną?
- Po prostu coś zauważyłem i on też i… podzieliśmy się swoimi spostrzeżeniami – wydukał powoli. Nie chciał wkopać Ashtona. Bał się tego, że Rose dorwie się także do niego. Wolał, by ta jej zołzowata natura skupiła się na nim, a nie na Irwinie, który chciał być tylko przykładnym przyjacielem. – No, weź… Nie wnerwiaj się. Nie ma o co i… Ała! – warknął, kiedy rudowłosa trzepnęła go udo. – Z kim ja się związałem – pociągnął, przekręcając oczami. – Nie bądź zła…
- To mnie nie wkurzaj.
- Daj buzi – odparł ze śmiechem, nachylając się w jej stronę. 
             Odepchnęła go, na co ponownie zareagował cichym chichotem. Luke wiedział, że w pewien sposób wygrał, mając w swojej drużynie teraz także i Asha. Dodatkowo Mason rozmawiał z Rose, a to utwierdziło go w tym, że jej kuzyn też trzyma jego stronę.
              Dziewczyna pisnęła cicho, kiedy blondyn znienacka powalił ją na materac. Zrobił to spontanicznie, nie dając jej żadnej możliwości obrony przed tym atakiem. Przycisnął jej dłonie do pościeli, zatrzymując usta tuż przy jej wargach. Poczuł jej oddech na skórze. Uśmiechnął się.
- Sam sobie wezmę buziaka.
- Złaś ze mnie!
- Księżniczko – wyszeptał jej do ucha, a ona zamarła. 
              Wiedział, że to lubi i że właśnie to na nią działa. Przynajmniej przestała na niego warczeć, jak rozwścieczony pies. Musnął lekko jej wargi swoimi. Poczuł, jak wstrzymała oddech. Po chwili złączył ich w szybszym pocałunku, który ona tak uwielbiała. Odpowiedziała od razu, a on już wiedział, że znowu w tym dniu wygrał. Jeszcze trochę i w końcu pozbędzie się tego całego Blake’a, który był jednym wielkim problemem. Musiał tylko wymyślić odpowiednią strategię. Udobruchać i dotrzeć do Rose jeszcze bardziej. Przeciągnąć ją na swoją stronę. A wtedy nastąpi cudowny koniec tej pieprzonej znajomości. Na to właśnie liczył. I to od dawna. 


***
Drużyna Luke'a powiększyła się o Ashtona. A może Irwin błędnie odczytał sygnały chłopaka i tak naprawdę Blake dalej jest "niewinny"? A może Jesse wie na ten temat więcej? Jak myślicie? :D

Mimo wszystko mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo przypominam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau

Dziękuję Wam również za wszystkie komentarze, które uwielbiam! 

Pozdrawiam i do następnej niedzieli! 

Ps. Dalej nie ma w następnym odcinku, bo... nie mam napisanego rozdziału do przodu :(


6 komentarzy:

  1. Mam ochotę na jakąś poważną kłótnie między Lukiem a Rose, i taki kilkudniowy foch...
    Bardzo podoba mi się ich życie bez rodziców ale chciałbym więcej niespodzianek. :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, drama time w końcu nastąpi :) Nie będzie tak kolorowo do końca :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Jak najbardziej jestem w team Luke :)) a Blake już dawno powinien zniknąć z życia Rose. Mason w końcu jej wygarnął - może po tym Rose się trochę obudzi i zobaczy co się dzieje. Bo jak dla mnie to on faktycznie się do niej przystawia. Czemu też i w tym ff czuje, że szykujesz jakąś dramę? Bo jest niby yak spokojnie, ale tu bardziej zakreśliłaś zachowanie Blake. Tak mi się zdaje, że skończy się miły czas.
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu mnie to nie dziwi XD No, wiesz... Ja nic nie zdradzę, ale drama i tu się pojawi :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń