niedziela, 15 maja 2016

S6 - Rozdział 19

My pride, my ego, my needs and my selfish ways


            Przetarł dłońmi twarz, a następnie przeciągnął się. Westchnął cicho, uśmiechając się lekko pod nosem. Rozłożył się na całym łóżku. Naciągnął na siebie kołdrę, niemalże zakopując się pod nią. Złapał za poduszkę, która znajdowała się obok. Wcisnął ją pod głowę. Zamknął oczy. Był zadowolony od samego rana, szczególnie, że nie musiał nigdzie się spieszyć. Dzisiaj nie miał zajęć, więc ominęło go poranne wstawanie. Zaś zapowiedziany tydzień wcześniej trening, miał się odbyć dopiero o trzeciej. Mógł, więc legalnie przehulać całe przedpołudnie.
              Otworzył jedno oko, które spoczęło na drzwiach od łazienki. Od kilku minut Rose przebywała w pomieszczeniu obok. Teraz doszedł do niego szum wody, więc był pewny, że rudowłosa w końcu weszła pod prysznic. Ponownie przymknął powieki, wsłuchując się w ten dźwięk. Nie trudno było mu wyobrazić sobie scenę, która odbywała się w łazience.
               Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Luke drgnął, otwierając na nowo oczy. Spojrzał z wyrzutem w ich stronę. Z początku wcale nie zamierzał ich otwierać. Liczył na to, że ten, kto za nimi stoi w końcu się rozmyśli i sobie pójdzie. Jednak kiedy pukanie rozległo się ponownie, tym razem o wiele głośniej, niż poprzednio, wiedział, że nie pozbędzie się tak łatwo przybysza.
               Niechętnie wstał z łóżka. Rozejrzał się, namierzając swoją bieliznę. Złapał za kolorowe bokserki z Diabłem Tasmańskim, a następnie wciągnął je na siebie. Ruszył w stronę drzwi, przeciągając się po raz kolejny. Przekręcił klucz i otworzył je.
               Na progu stał Blake. Hemmings od razu skrzywił się, kiedy blondyn przekręcił oczami. Zlustrował go od góry do dołu, prychając pod nosem, co ani trochę mu się nie spodobało. Dodatkowo chłopak patrzył na jego odsłoniętą sylwetkę, jak na coś obrzydliwego.
- Zrób sobie zdjęcie, to będziesz mógł się ślinić dłużej – warknął, zagradzając mu wejście.
- Jest Rose? – zapytał, ignorując jego zaczepkę.
- Czego chcesz?
- Kurwa, debilu… Chcę tylko pożyczyć książkę! – odburknął Blake, opierając dłonie na biodrach.
- Urzekła mnie twa historia. Spierdalaj – odpowiedział szybko Hemmings, a następnie, jak gdyby nigdy nic zatrzasnął mu drzwi przed nosem.
              Przekręcił klucz, uśmiechając się triumfalnie. Wrócił do łóżka, by ponownie pacnąć na materac. Wsunął się pod ciepłą pierzynę. Ułożył ręce pod głową, opierając się na nich. Wypełniało go czyste uczucie satysfakcji, że zagrał na nosie Blake’owi. Blondyn ewidentnie nie spodziewał się tego, że zamiast Rose zobaczy Luke'a. Dzięki temu też nie miał tej przyjemności, by spotkać się z dziewczyną twarzą w twarz. Luke naprawdę marzył o tym, by się od niej odwalił i to na dobre. By ich kumpelska relacja była jeszcze mniej kumpelska, niż dotychczas. Może tak go w jakiś sposób sprowokować, podpuścić i skłócić z rudowłosą? Nie… Hemmings nie był jeszcze tak zdesperowany, aby posunąć się, do czegoś takiego. Szczególnie, że takie akcje często odwracając się przeciwko pomysłodawcy. Ale w końcu wykombinuje dobry sposób, aby pozbyć się Blake’a.
- Kto to był?
              Luke podskoczył w miejscu. Spojrzał na Rosalie, która wróciła do pokoju owinięta zielonym ręcznikiem. Tak… W zieleni zdecydowanie było jej do twarzy. Nic dziwnego, że na jej widok zaczął się szczerzyć, jak kretyn.
- Jesteś szybka – powiedział, wskazując na nią palcem. – Myślałem, że będziesz siedzieć tam godzinami.
- Powiesz mi, kto to był?
- Ktoś pomylił pokoje. – Rose uniosła brwi do góry. Wzruszyła ramionami.
- Jemy śniadanie tu czy idziemy do baru?
- Zostańmy tu jeszcze – odpowiedział, przejeżdżając dłonią po jej odsłoniętym udzie. – Pomiziaj się ze mną.
- Nie masz dość?
- Widząc cię w takim wydaniu, zdecydowanie nie mam dość – pociągnął ze śmiechem.
              Dziewczyna szybko odpowiedziała tym samym. Puściła mu oczko, na co Luke po raz kolejny obdarzył ją zadowolonym z siebie uśmiechem. Chyba dostanie mały bonus do dzisiejszego przedpołudnia. A poranek też należał do bardzo przyjemnych. To ewidentnie jest jego dzień.

***
              Wszedł do środka. Rozejrzał się po pomieszczeniu, wyszukując wśród pozostałych zawodników swoich kumpli. Po chwili dostrzegł ich na drugim końcu szatni. Ruszył w tamtą stronę, ściągając z ramienia sportową czarną torbę. Rzucił ją na ławkę i usiadł obok Ashtona. 
              Wszystkie oczy skierowały się na niego. Jednak zanim się z nim przywitali, usłyszał ostatni fragment rozmowy. Luke właśnie niesamowicie cieszył się z tego, że pozbył się Blake’a spod drzwi Rosalie. Calum od samego początku wiedział, że Hemmings będzie reagował na chłopaka alergią. Nie sądził jednak, że będzie ona się objawiała w tak ostry sposób. Zresztą, w tym przypadku, ani jeden, ani drugi święty nie był.
- Luke jesteś gotowy?- zapytał Andrew, ich drugi bramkarz.
- Tak, a co?
- Poćwiczył byś ze mną strzały przed oficjalnym treningiem?
- Pewnie. – Blondyn spojrzał na nich. – Widzimy się na boisku.
- Jasne – skwitował Michael, wiążąc sznurówki.
               Calum odprowadził go wzorkiem. Przekręcił oczami, kiedy chłopaki wymienili spojrzenia. Nie musiał nawet pytać, co takiego się stało. Wiedział, że Luke spotkał się dzisiaj twarzą w twarz z osobą, którą nie cierpiał. I według niego to spotkanie wygrał. Nie walczyli na pięści, więc Hood był pewny, że doszło do jakieś potyczki słownej, w której to Hemmings był górą. Najlepsze w tym wszystkim było to, że po swojej stronie miał Asha i Masona. Nawet on i Michael zaczynali powoli przechodzić za tę linię. W szczególności po obserwacji Irwina i tego, co im powiedział.
- Trevor – zaczął Ashton, odwracając się do byłego kapitana Picton. Tamten w odpowiedzi kiwnął mu głową. – Jesse przyjaźni się z Blake’em, prawda?
- Tak, są przyjaciółmi – odpowiedział szybko Green, odrywając wzrok od swojej torby.
- Nie mówił nic na temat jego i Rose?
- Nie. Nic nie wspominał.
- Na pewno? - dopytał Hood, bo sam był dość ciekawy, czy faktycznie tak było.
- Na pewno. Jestem z wami. Powiedziałbym wam, gdybym coś usłyszał lub zauważył. Naprawdę was lubię i dziewczyny również. Lubię całą waszą paczkę, łącznie z głąbem numer dwa, czyli Hemmingsem.
- Kto jest głąbem numer jeden? – zapytał ze śmiechem, Hood.
- Irwin – skwitował Green, wzruszając ramionami.
                Następnie odskoczył, kiedy Ashton zamachnął się swoją koszulką. Chciał trafić go w ramię, ale brunet posiadał naprawdę dobry refleks i zdążył uniknąć rozpędzonej garderoby chłopaka. Bluzka, tylko musnęła jego skórę, na co wybuchł śmiechem. Pokazał mu środkowy palec. Po chwili ten sam gest wypłynął od jego starego wroga, z którym się zakumulował.
- Ale nie martw się, Cal – pociągnął Trevor, chichocząc pod nosem. – Ty i Michael macie zaszczytne miejsce, jako głąby numer trzy.
- Jak milusio – skwitował Clifford, prychając pod nosem.
- Tak mi zostało za czasów liceum – rzucił Trevor, uśmiechając się do nich. – Teraz słowo głąb skierowane do was jest określeniem pieszczotliwym.
- Skoro głąb jest dla ciebie pieszczotliwe, to ja nie chcę wiedzieć, jak pieszczotliwie nazywasz Jesse’go w łóżku – podsumował go Ash i tym razem to on musiał uciec przed ciosem ze strony Trevora. Jednak Green nie trafił w ramię Irwina, bo on również zdążył się na czas uchylić. Jego dłoń zatrzymała się na szafce, którą miał za plecami. Syknął cicho z bólu, a reszta parsknęła śmiechem.
- Mimo wszystko mam nadzieję, że Blake się od niej odczepi, zanim Luke zrobi coś naprawdę głupiego – pociągnął Michael.
- Głupiego? – dopytał Green, unosząc brwi do góry. – Jest, aż tak zazdrosny?
- Bardzo przesadnie zazdrosny, ale w sumie mu się nie dziwię. Żadna przyjemność, jak były twojej dziewczyny nadal ją adoruje i się wokół niej kręci. Jak nic coś do niej czuje – powiedział z pewnością w głosie, Ash.
- Wolę nie wiedzieć, co by się stało, gdyby kiedyś wpadli na siebie w pojedynkę. Luke kontra Blake. Mogę się założyć, że by się na siebie rzucili. Nie byłoby w pobliżu nikogo, kto mógłby ich rozdzielić – odparł Michael.
- Polałaby się krew – skwitował Calum. – Co nie zmienia faktu, że zachowują się, jak dzieci. Można się nie lubić, ale odwalać takie coś.
- Odwalaliśmy gorsze rzeczy w szkole – powiedział Green ze śmiechem. - To było dopiero dziecinne.
- Otruliście nas – mruknął Michael.
- Ale pozbieraliście się do kupy…
- Prawie wyrzygałem swój żołądek - pociągnął Clifford, a potem skrzywił się.
- Było minęło. Teraz między nami jest okej.
- Całe szczęście.
- Myślicie, że między Lukiem i Blake’em też kiedyś będzie okej? – zapytał rozbawiony, Hood.
- Będzie okej, jak nie będą na tym samum kontynencie – skwitował Irwin. – Dobra, ruszmy się, bo zaraz wpadnie trener i zrobi zadymę, że go olewamy.

***
              Przeczesał dłonią mokre włosy, które oklapły mu na czoło. Pokręcił nosem, czując lekki ból w kręgosłupie. Na dzisiejszym treningu rozegrali mini mecz. Każdy jednak dawał z siebie wszystko, więc pojawiały się również faule. Podczas jednej akcji Pete, obrońca przeciwnej drużyny, wleciał w niego, powalając go jednocześnie na ziemię. Jego uderzenie w plecy było tak mocne, że Hemmings był pewny, że wciśnie się w murawę. Ból rozniósł się po całym ciele i w pierwszej chwili myślał, że nie da rady sam się podnieść. Na szczęście ich zderzenie, tylko tak groźnie wyglądało. Po chwili udało mu się dźwignąć na nogi, a palący ból zaczął się zmniejszać. Luke domyślał się jednak, że po tym zdarzeniu będzie miał pamiątkowego siniaka.
               Podniósł głowę do góry, docierając do budynku akademika. Zatrzymał się, widząc Rosalie w towarzystwie Blake’a. Zazgrzytał zębami. Zacisnął dłonie w pięści, przez chwilę obserwując tę dwójkę. Rudowłosa przekazywała mu książkę, o którą z pewnością mówił rano. Hemmings przekręcił oczami.
               Nagle chłopak upuścił lekturę. Twarda oprawa uderzyła w chodnik, wydając z siebie lekki huk. Oboje schylili się w jej stronę i wtedy Luke myślał, że go rozniesie. Palce tego parszywego i podstępnego kutasa przejechały po dłoni rudowłosej,  gdy oboje wyciągnęli ręce w stronę książki. Dziewczyna jednak szybko się cofnęła, pozwalając na to, by Blake sam chwycił za upuszczoną rzecz. Blondyn nie czekał długo, tylko ruszył szybkim tempem w ich stronę.
- Dzięki wielkie – Usłyszał głos rywala.
- Nie ma sprawy i… Luke? – Oczy Rose przeniosły się na wściekłego Hemmingsa. – Już po tre…
- Dotknij jej w jakikolwiek sposób raz jeszcze, a będziesz zbierał zęby z chodnika – warknął blondyn, odpychając Blake’a.
- Ty naprawdę masz coś nie tak z mózgiem, Hemmings - mruknął, przekręcając oczami. – Jak możesz być, z kimś tak popieprzonym? - zwrócił się do Rose.
- Blake!
- Powtórz to raz jeszcze – powiedział Luke, doskakując do blondyna. Jego palce zacisnęły się na jego koszulce. – A nie omieszkam zrobić ci przemeblowania w gębie od razu. – Zignorował to, że Rosalie złapała za jego ramię, starając się go odciągnąć.
- Odpieprz się i idź do psychiatry, by się porządnie wyleczyć!
- Ty się wylecz z Rose!
- Nie wpieprzaj się w naszą znajomość! Nic ci do tego, kretynie!
- Myślę, że możecie przestać robić sceny rodem z brazylijskiego serialu – powiedział Jesse, który pojawił się obok. Żaden z nich jednak nie spojrzał się w jego stronę. Nadal mordowali się wzrokiem. Palce Luke'a mocniej zacisnęły się na jego ubraniu. W końcu jednak go puścił, kiedy brunet jednym i stanowczym ruchem ich rozdzielił. Hemmings zdążył złapać torbę, która zsunęła mu się z ramienia.
- Mam was dość – rzuciła Rose, a następnie odwróciła się i szybko ruszyła w stronę wejścia do akademika. Luke spojrzał na dziewczynę, by po chwili znów utkwić wzrok w tamtej dwójce. Kiwnął głową w stronę Jesse’ego, który patrzył na nich z politowaniem, Blake’a, zaś pożegnał środkowym palcem, a potem poszedł w ślady rudowłosej.
               Dogonił ją, gdy Rose była już na schodach. Jednak ona nie zamierzała zwolnić tempa. Przyspieszyła jeszcze bardziej, na co przekręcił oczami. Wiedział, że jest wkurzona. Bez słowa szedł za nią, aż w końcu dotarli do jej pokoju. Wolał nie zaczynać rozmowy na korytarzu, szczególnie, że ruda wyglądała, jakby sama miała zaraz wybuchnąć.
                Kiedy znalazł się w środku, odłożył torbę na bok. Rose zignorowała go, siadając na łóżku i przyciągając pod nos notatki, z jakiegoś wykładu. Luke zacisnął lekko usta. Powoli podszedł do dziewczyny. Usiadł obok, wlepiając w nią swoje błękitne tęczówki. Wyciągnął rękę, przejeżdżając palcami po jej odsłoniętym ramieniu. To była chwila, jak wylądował na podłodze z głośnym hukiem. Rose zepchnęła go z łóżka z taką siłą, że nawet nie miał, jak się przed tym obronić. Byli ze sobą już tak długo, a ona nadal potrafiła go zaskoczyć. Nikt mu nie wmówi, że kobiety nie ukrywają w sobie dużego pokładu siły fizycznej.
- No, ej! – warknął, krzywiąc się.
- No, ej… Zgłupiałeś?! Co to do cholery było?!
- Nic nie zrobiłem – wydusił z miną niewiniątka.
- Nie dam się na to nabrać. Dodatkowo mnie okłamałeś!
- Kiedy?
- Dzisiaj rano! To był Blake, a ty wyrzuciłeś go z pokoju!
- Nie wyrzuciłem – odparł, wzruszając ramionami. Wstał z podłogi i znów usiadł obok niej, ryzykując tym, że ponownie może zostać zepchnięty.
- Oczywiście, że tak!
- Nie wyrzuciłem – ciągnął dalej Hemmings. – Jak mogłem go wyrzucić, skoro stał na korytarzu? – Rose zmrużyła na niego oczy. – Jestem niewinny. Nie wiem, co ci nagadał ten kutas…
- Jesteście siebie warci. – Luke skrzywił się z odrazą, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Nigdy nie porównuj mnie do tego dupka. To jest dopiero obelga!
- Serio?
- Daj buzi – powiedział Luke, ucinając temat.
- Pieprz się.
- To propozycja? 
              Rose spojrzała na niego, jak na kretyna. Niewiele myśląc złapała za leżącą obok poduszkę i cisnęła nią w twarz blondyna, kiedy ten zrobił klasyczny dzióbek, czekając na pocałunek. Hemmings mruknął pod nosem niezadowolony. 
- Będę już grzeczny, obiecuję?
- Jasne, już ci wierzę.
- Rose, no… Nie wkurwiaj się na mnie.
- To wyluzuj.
- Nie mogę! On się do ciebie przystawia!
- Tylko w twoich oczach.
- Nie tylko w moich – ciągnął, żywo gestykulując. – Zobacz, co z nami robi! Spieramy się o niego! A jak on dąży do tego, by nas skłócić?
- Luke?
- Co?
- Przestań wymyślać idiotyczne teorie spiskowe. – Blondyn warknął pod nosem. Pacnął na łóżko, zakrywając twarz rękami. – I nie spinaj się tak. Przecież wiesz, że dla mnie liczysz się, tylko ty.
- Dasz mi w końcu buzi? – zapytał ze śmiechem, zerkając na nią.
- Nie zasłużyłeś.
- Jesteś zołzą.
- Takie życie, kotku.

***
               Oboje weszli do pokoju bruneta. Blake rzucił się na łóżko swojego kumpla. Niebieskie oczy spojrzały w sufit. Nadal rozmyślał o tym wszystkim, co się ostatnio dzieje. Naprawdę miał nadzieję, że Rose w końcu upiłuje swojego faceta, który przestanie wchodzić mu w drogę. 
               Uśmiechnął się lekko pod nosem, przypominając sobie jej gładką skórę pod swoimi palcami. Dopiero kiedy usłyszał lekkie chrząknięcie, zdał sobie sprawę z tego, że jest pod czujnym okiem Jesse’go.
- Co? – wydusił, patrząc na chłopaka, który ściągnął okulary. Brunet przetarł je koszulką, a potem z powrotem wcisnął je na nos.
- Musicie? Musicie zawsze robić wielką dramę?
- To nie ja zacząłem – jęknął Blake.
- Dziwię się, że ani ty, ani on podczas tych swoich sprzeczek, nie myślicie o Rose i o tym, jak ona się z tym wszystkim czuje – ciągnął dalej Jesse, świdrując go spojrzeniem. – Widziałem to.
- Co takiego?
- Wyszczerzyłeś się, jak tylko wspomniałem o niej.
- Wydawało ci się…
- Jezu, Blake… Czy ty nadal coś do niej czujesz? – Jesse zrobił wielkie oczy, kiedy blondyn zacisnął usta. – Boże, serio? Wiedziałem… Ja to wiedziałem.
- Wydaje ci się…
- Nic mi się nie wydaje. Obserwowałem cię od dłuższego czasu. Te uśmieszki, ukradkowe spojrzenia… Stary, weź… Rose ma faceta, z którym jest szczęśliwa i…
- Tak, bo ten frajer jest taki fantastyczny i och i ach i w ogóle. Może wyślę mu kwiaty, za to, że jest z nią?
- Nie bądź głupi. Przypomnij sobie, jaki ty dla niej byłeś. Nie psuj tego, co jest między wami po raz drugi, tylko dlatego, że chciwie chcesz ją odzyskać. To się nie uda.
- Skąd wiesz, że chcę ją odzyskać?
- Nie rób ze mnie idioty – mruknął Jesse. – To widać, szczególnie ostatnio. Odpuść i znajdź sobie inny obiekt westchnień.
- Nie powinieneś być po mojej stronie?! – rzucił Blake, zrywając się z miejsca. – Jesteśmy przyjaciółmi, ale ty bronisz jego!
- Bo uważam, że osoby trzecie nie powinny mieszać się w związki i ich świadomie rozwalać! Rose jest zajęta. Przyjmij to w końcu do wiadomości, że ona z tobą nie będzie. Jeśli ją lubisz, to zostaw tę sprawę i po prostu bądź jej kumplem.
- Widzę, że naprawdę oni przeciągnęli cię na swoją stronę…
- Blake, to nie tak…
- A jak? Nie jest tak? Ty i twój chłoptaś należycie praktycznie do ich paczki!
- Nie mieszaj w to Trevora – mruknął przez zaciśnięte zęby.
- Trafiłem w czuły punkt? – zapytał, złośliwie się uśmiechając.
- Przestań…
- Mam dość – rzucił Blake. 
               Machnął na niego ręką, a następnie wyszedł z pokoju. Jesse odprowadził go wzrokiem. Wiedział, że blondyn potrzebuje chwili, by się ogarnąć i ochłonąć. Wtedy znów wrócą na normalne tory ich relacji. 
              Bał się jednak jednego. Że Blake w końcu zrobi coś naprawdę głupiego. Coś, co doprowadzi do katastrofy. W końcu znał go nie od dziś. Wiedział, że potrafi być uparty, zaślepiony przez cel, jaki chce osiągnąć i często przy dążeniu do niego, ma gdzieś innych. Jesse po cichu liczył jednak na to, że tym razem nie posunie się do niczego, co wywoła prawdziwą burzę.


***
Postawiłam na rozdział z perspektywy samych chłopaków - o ile dobrze pamiętam, takiego w tej historii jeszcze nie było :) Nie powiem, ale musiałam go pisać od połowy drugi raz, bo Word znów zrobił mi psikusa i skasował mi wszystko od 3 strony :\ Ale się udało, jakoś z tym wyrobić :)

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo przypominam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnej niedzieli!

10 komentarzy:

  1. Swietny odcinek jak zawsze. Strasznie mnie wkurza Blake.Ciekawa jestem czy posunie sie do tego ze rozwali zwiazek Rose i Luke.
    Pozdrawiam, i do nastepnej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało :)
      Dzięki bardzo za komentarz :)
      Pozdrawiam i do niedzieli!

      Usuń
  2. Drama się zbliża, Blake to dupek, niech się odwali, bo już mnie nawet wkurza, hhaha :D Super rozdział �� <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział się podobał :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Świetny, czekam na większą drame...
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Same chłopaki opowiadaja ten rozdział :) podoba mi się :) Blake zaczyna mnie wkurwiac coraz bardziej. Niech Rose się obudzi i zobaczy, co on chce zyskać, nienawidzę go! Trevor i Ash są slodcy :)
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja niechęć do Blake'a wcale mnie nie dziwi - raczej mało osób go tu lubi :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. A idź do diabła Blake. Mam nadzieję, że nie Nakręci, aż tak, że Rose rozstanie się z Luckiem. A rozdział no cóż, jak zwykle świetny i Nie mogę doczekać się kolejnego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Ty też raczej jesteś anty Blake :P
      Cieszę się, że się podobało :)
      Pozdrawiam

      Usuń