niedziela, 22 maja 2016

S6 - Rozdział 20

With a taste of your lips, I'm on a ride


               Nastał kolejny weekend. Jednak tym razem w Melbourne zostawałam sama z Lukiem. Reszta paczki porozjeżdżała się w swoje strony. Michael i Lori pojechali na ślub jej kuzynki. Maya i Calum udali się jej rodzinnego miasta, by dziewczyna mogła w końcu przedstawić rodzicom swojego pierwszego chłopaka. Hood tą wizytą był naprawdę zestresowany i było to dobrze po nim widać. Ash i Becky oraz Jesse i Trevor również udali się do swoich domów, by spędzić czas z bliskimi. Ja i Luke też z początku myśleliśmy o tym, by pojechać na te dwa dni do Sydney. Niestety mama i Dan w ten konkretny weekend wybierali się do Newcastle na zjazd Stowarzyszenia Logistycznego, do którego należał starszy Hemmings. Nie uśmiechało nam się siedzenie w pustym domu, więc postanowiliśmy zostać w akademiku.
              W piątek pogoda nie była za ciekawa. Od rana mocno wiało i co chwilę padało, więc praktycznie nie wynurzaliśmy nosów z pokoju Hemmingsa. Blondyn, tylko raz opuścił akademik, by pobiec do naszego studenckiego baru i kupić nam coś na obiad. Wrócił przemoczony do suchej nitki, a woda kapała mu z nosa i brody, jakby dopiero co wyszedł z basenu. Praktycznie cały dzień spędziliśmy na oglądaniu filmów, słuchaniu muzyki i graniu w gry. Nie powiem, ale to było naprawdę przyjemne urozmaicenie. Ostatnio jakoś nie mieliśmy okazji, by być sam na sam przez tak długi czas. Zawsze kręciliśmy się wokół paczki, czy to w pokojach czy na korytarzach uczelni.
               W sobotę na dworze znów świeciło słońce, a po wczorajszej paskudnej pogodzie nie było śladu. Pomyślałam, że to całkiem dobry dzień na to, by gdzieś się ruszyć. Jednak wiedziałam, że mój pomysł, by wybrać się do dużego centrum handlowego na zakupy, nie będzie tak pozytywnie odebrany przez chłopaka. Blondyn, bowiem był niczym stereotypowy  facet i nie za bardzo lubił chodzić po sklepach. Ja jednak dawno na takim wypadzie nie byłam, więc postanowiłam go na to namówić. Nie było to łatwe, ale w końcu Hemmings się zgodził, choć miny za ciekawej to nie miał.
               Luke spojrzał na mnie, a potem lekko zacisnął usta. Właśnie przeszliśmy przez duże automatycznie otwierane drzwi, które prowadziły do czteropiętrowej galerii handlowej. Już na wstępie nasze oczy zostały zaatakowane przez kolorowe i wystawne witryny, które miały zachęcić potencjalnych klientów do zakupu w danym sklepie.
              Moje palce mocniej zacisnęły się na jego dłoni. Przez moment Luke miał minę, jakby chciał dać nogę i uciec stąd, jak najdalej. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Wiedziałam, że szczęśliwy do końca to on nie był, ale od czasu do czasu może się poświęcić i towarzyszyć mi w takiej wyprawie. Liczyłam też na to, że w spokoju uda mi się coś kupić – choć niczego konkretnego nie szukałam (Luke uznał, że bzdurą jest jechanie do galerii, gdy niczego się nie potrzebuje). Może coś wpadnie mi w oko. Może coś dla mnie, a może coś dla niego.
- Masz dużo butów – powiedział, kiedy pociągnęłam go w stronę pierwszego sklepu z obuwiem. Serio? Liczyłam na to, że zacznie się stawiać po odwiedzeniu kilku sklepów, a nie, że zrobi to już przy pierwszym.
- Może znajdę, jakieś…
- Masz buty na obcasie. Dużo.
- Nie chodziło mi o obcasy – mruknęłam, przekręcając oczami. – I wcale ich tak dużo nie mam.
               Weszliśmy do jasnego sklepu. Wokół nas znajdowały się wysokie i niższe półki naszpikowane kolorowymi tekturowymi pudełkami. Każdy model wystawiony był bokiem, aby klient mógł go sobie dobrze obejrzeć. Od razu przywitała nas uśmiechnięta ekspedientka, pytając, czy w czymś może nam pomóc. Z góry jej podziękowałam, bo najpierw chciałam się rozejrzeć.
- Te są fajne – powiedziałam, biorąc do ręki czarnego sportowego buta, na płaskiej podeszwie. – I jest lekki. Co myślisz? – Luke zerknął na mnie, a potem na buta.
- Jest w porządku. Ale…
- Tak wiem – mruknęłam, przekręcając oczami. – Mam podobne. Różnią się, tylko wstawką z boku.
- Fajnie, skoro mamy ten sklep za sobą, możemy iść coś zjeść?
- Chcę jeszcze zobaczyć tamte – odparłam, wskazując ścianę ze sztybletami.
- Błagam tato, ratuj mnie, gdziekolwiek jesteś – wymamrotał, idąc za mną.
- Nie przesadzaj.
- Zakupy są nudne.
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- Chociaż raz zrób coś dla mnie i to wytrzymaj.
- No, wiesz – pociągnął z oburzeniem, gdy zatrzymaliśmy się przy kolejnej półce. – Zawsze robię coś dla ciebie.
- Wyjście na zakupy się w to wliczają?
- No, weź – jęknął, robiąc minę zbitego psa.
- Obiecałeś, że zemną pojedziesz i będziesz grzeczny – pociągnęłam, niczym matka do krnąbrnego dziecka. Usłyszałam, jak prychnął pod nosem. – Luke?
- Będę grzeczny – odparł bez entuzjazmu. – Zabawimy się w przymierzalni?
- Luke!
- No, co? – rzucił ze śmiechem. – To by mogło być ciekawe.
- Zaczynam żałować, że cię tu zabrałam.
- Ej, wcale taki zły nie jestem, jako towarzysz zakupów.
- Ty się chyba człowieku nie słyszysz – odparłam, mrożąc na niego oczy. 
                Luke wyszczerzył się, jakby nagle ta wymiana zdań mocno go bawiła, a potem zaczął śmiać się, jak nienormalny. Jeśli tak dalej pójdzie, to go chyba pod koniec tej wycieczki ukatrupię. Chociaż może wydarzy się to szybciej.

               Byliśmy w sklepie z ubraniami. Szybko przeszłam na dział męski, bo z daleka dostrzegłam idealną koszulę dla Luke'a. Co prawda będę musiała się trochę nagimnastykować, by w ogóle ją przymierzył. Nie była czarna, nie była biała, nie była w kratę, tylko cała bladoniebieska. Czyli taka, która pewnie nie będzie mu się podobać. Jednak w wizji, jaka pojawiła się w mojej głowie, wyglądałby w niej całkiem nieźle. Jak i nie lepiej.
              Pędząc przez półki, bary i stoły zawalone kolorowymi ubraniami, dopadłam do wieszaka. Złapałam za nią, zgarniając przy okazji jeszcze kilka koszulek z nadrukami. Przymierzalnia mieściła się obok, więc zanim Luke zdążył się obok mnie zatrzymać, ja wepchnęłam go do pierwszej wolnej kabiny, wciskając mu w dłonie niewielką kupkę rzeczy.
- Ale…
- Przymierzaj.
- Ale Rose… Niebieska?!
- Przymierzaj – powtórzyłam, zasłaniając zasłonkę.
- Nie założę jej!
- Nie rób scen. Ładnie cię proszę, byś ją przymierzył. Chcę cię w niej zobaczyć.
- Rose!
- Kupię ci podwójne lody z bitą śmietaną i posypką czekoladową, co ty na to?
- Stoi – rzucił od razu. Wiedziałam, że uda mi się go przekupić deserem, więc uśmiechnęłam się triumfalnie, choć on tego nie widział.
               Odczekałam chwilę, aż w końcu kotara odsłoniła się. Odwróciłam się w jego stronę. Wyglądał naprawdę świetnie. Mimo wszystko i tak chciałam parsknąć śmiechem na widok jego zdegustowanej miny. Jakbym nie wciskała go w koszulę, a w jakiś worek po kartoflach, który mocno obciera i drapie.
- Jest…
- Nie chcę jej. Ale podobają mi się koszulki – powiedział, wskazując na wiszące na haczyku bluzki. – Mogę już to ściągnąć? – zajęczał, przekręcając oczami. – Czuję się, jak pajac.
- Ściągaj.
- Przymierzę je.
- W porządku. Pokręcę się po…
- Zobacz, czy mają jakieś bokserki.
- W porządku.
- Rose?
- Tak?
- I tak wisisz mi lody, więc o tym nie zapomnij – rzucił z uśmiechem. Odpowiedziałam tym samym, dodatkowo kiwając głową.
              Przeszłam na dział z bielizną, szukając bokserek. Luke nosił kolorową bieliznę, najlepiej z jakimiś motywami z kreskówek czy filmów. Znalazłam kilka z Looney Tunes. Postawiłam na kanarka Tweety’ego, Sylwestra i kaczora Duffy’ego. Jak dla mnie były najładniejsze z nich wszystkich.
              Zerknęłam kontrolnie w stronę przymierzalni, w której dalej urzędował Luke. Po chwili się z niej wyłonił. Poprawił włosy, idąc w stronę półek. Odłożył koszulę i koszulki na ich miejsce, wybierając z nich jedną, która musiała mu najbardziej przypasować. Potem podszedł do mnie, by zaraz ocenić mój wybór bielizny dla niego. Kiedy zostały one zaakceptowane, przeszliśmy na dział damski.
- To jest niezłe – rzucił, wskazując na czerwoną bluzkę, która odsłaniała brzuch. Miała też rozszerzane rękawy. Zupełnie nie mój styl. Skrzywiłam się lekko. – Co? Co z nią jest nie tak?
- Nie podoba mi się.
- A to?
- Bawisz się w mojego stylistę? – odparłam ze śmiechem.
- Kiedy się angażuję jest źle, kiedy tego nie robię jest źle – mruknął, kręcąc nosem. Zaśmiałam się po raz kolejny, bo w tym momencie wyglądał całkiem uroczo. Podeszłam do niego. Poklepałam go po pośladku.
- Wolę, jak się angażujesz – powiedziałam zgodnie z prawdą. Przynajmniej wtedy nie marudził.
- Przymierzysz?
- Nie podoba mi się.
- Ja założyłem koszulę.
- Znajdź mi coś innego. Znasz mój styl.
- To wyzwanie?
- Możliwe.
- Co będę z tego miał?
- Jak trafisz… - Ale urwałam, bo Luke nachylił się w moja stronę.
- Zabawimy się w łóżku po mojemu – wyszeptał, by nikt nie mógł go usłyszeć. – Mam pewien plan.
- Czy on mi się spodoba?
- Och, z pewnością, księżniczko.
- Mam wrażenie, że nie, ale niech ci będzie. Wchodzę w to. Jakie są konkretne reguły?
- Wygrywam, jeśli ubiorę cię tak, że ci się to spodoba.
- Co będzie, jak ci się to nie uda? – Luke zamyślił się. Uśmiechnęłam się pod nosem, wpadając na genialny pomysł.
- Co? – zapytał powoli.
- Jak ci się to nie uda, będziesz przez cały jutrzejszy dzień nosił obciachową koszulkę z napisem: jestem potulnym kotkiem. – Luke zrobił wielkie oczy. Po chwili jednak uśmiechnął się. – Więc?
- Skoro tak, to zmieniam swoją wygraną.
- Bo?
- Jeśli mam sobie zrobić obciach, to ty też powinnaś mieć coś kompromitującego.
- Zgoda – odparłam z pewnością w głosie, bo byłam w stu procentach pewna, że Luke polegnie na tym wyzwaniu.
- Ty założysz koszulkę z napisem: cholernie kręcą mnie gitarzyści.
- W porządku.
- I żadnej ściemy, masz mówić prawdę.
- Umowa stoi.
               Z początku byłam pewna swego. Już obmyślałam plan, jak będzie dokładnie wyglądać stworzona dla Luke'a koszulka. Chciałam dodać do niej wizerunek roześmianego kota. Jednak im bardziej Luke przebierał w wieszakach, a ja przyglądałam się jego wyborom, zaczęłam się obawiać tego, że Hemmings trafi w mój gust. Nie mogłam skłamać, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Dlatego cicho liczyłam na to, że jednak mu się nie uda i w końcu postawi na coś, co mi się kompletnie nie spodoba.
              Cicho jęknęłam pod nosem, kiedy wyciągnął w moją stronę jasne dżinsowe rurki, bladozieloną koszulkę z nadrukiem i do tego czarną koszulę. Wyszczerzył się do mnie, jakby już przeczuwał zwycięstwo. Niechętnie złapałam za wieszaki i ruszyłam w stronę przymierzalni. Przeklinałam w myślach ten głupi pomysł z zakładem. Nie musiałam nawet się w to wciskać, by wiedzieć, że wygrał. Podobał mi się ten zestaw. Był taki na co dzień, bez wielkiego rozmachu i na luzie.
               Weszłam do przymierzalni, zostawiając Hemmingsa za plecami. Zasłoniłam zasłonkę. Obejrzałam raz jeszcze przygotowany przez niego zestaw. Cholera, nawet trafił z rozmiarem! Powoli ubrałam się, oczami wyobraźni widząc już ucieszonego i triumfującego Luke'a. Naprawdę byłam pewna, że wygram ten zakład. Ale… Kurde, ostatnio nic mi pod tym względem nie wychodziło. Na bilardzie też dałam ciała. Chyba powinnam sobie odpuścić tego typu zabawy.
- Wyglądasz świetnie! – powiedział z uśmiechem, kiedy w końcu wyszłam z przymierzalni. – Wygrałem!
- Skąd wiesz? – pociągnęłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Daj spokój, widziałaś się w lustrze? To jest to! – Pstryknął mnie w nos, a potem odtańczył dziki taniec zwycięstwa, powodując, że kilku klientów zerknęło na nas z ciekawością. – Więc, jak będzie, księżniczko? Szykujemy dla ciebie koszulkę? – dodał, zarzucając mi dłoń na ramię.
- Wygrałeś – mruknęłam, odpychając go.
- Kupisz to?
- Tak.
- To podwójne zwycięstwo!
- Wal się – wymamrotałam pod nosem. 
              Nie lubiłam przegrywać, szczególnie z nim. Ostatnio naprawdę miałam pecha. Nie mogłam jednak odmówić mu tego, że stu procentowo trafił. Podobało mi się to zestawienie i to bardzo. Pieprzony Hemmings.

            Po zakupach poszliśmy na obiad. Oczywiście musiałam dotrzymać słowa i postawić blondynowi wielki deser, który został w całości przez niego pochłonięty. Potem zarządziliśmy sobie kierunek akademik. Nie ukrywam, ale sama byłam zmęczona tym łażeniem po sklepach.
             Podniosłam głowę znad telefonu, wpatrując się w chłopaka. Luke od jakiegoś czasu siedział na podłodze, szykując dla mnie kompromitującą koszulkę na jutrzejszy dzień. Chociaż moje hasło, które miałam nosić nie było wcale takie złe. Przekrzywiłam głowę. Hemmings użył do tego projektu mojej zwykłej białej bluzki, w której i tak już nie chodziłam. Zmarszczyłam lekko czoło, patrząc na czerwone litery, które wypisywał markerem. Dopiero po chwili zorientowałam się, że blondyn dodaje do całości coś jeszcze.
             Wstałam z miejsca, odrzucając telefon na jego łóżko. Podciągnęłam krótkie spodenki, w których spałam. Podeszłam bliżej, od razu pukając go w ramię. Błękitne oczy spojrzały wprost na mnie. Pod nosem wymalował mu się pewny siebie uśmieszek.
- Co to jest?
- Mały dodatek – oznajmił ze śmiechem. – Skończyłem.
             Zdążył tylko to powiedzieć, a ja odepchnęłam go. Zabrałam szybko koszulkę, patrząc na jej przód. Miała ustalone hasło: cholernie kręcą mnie gitarzyści. Pod spodem znajdowała się krzywo narysowana gitara. Odwróciłam ją, by zerknąć na tył. Zrobiłam wielkie oczy. Tam znajdował się dodatkowy tekst: zaklepana przez gitarzystę.
- Ty chyba sobie żartujesz!
- No, co? Gram na gitarze i z tego, co wiem nie masz statusu singla, więc nie jest to żadne kłamstwo – odpowiedział, chichocząc pod nosem. Odrzuciłam koszulkę na bok, a następnie trzepnęłam go dla zasady w ramię. – No, ej!
- Nie tak się umawialiśmy!
- Będą wiedzieć, że jesteś tylko moja i… Ała! Serio, Rose?! – warknął, kiedy uderzyłam go ponownie. Nie było to mocne, więc jego ała nie było uzasadnione. – Rany… Wyluzuj, kobieto i… Rose! - Przewróciłam go na plecy, siadając na jego biodrach. – Tak lubię. To podniecające.
- Dla ciebie wszystko musi być podniecające?
- Tak na mnie działasz – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Chodź do mnie.
               Zanim zdążyłam się zorientować, Luke złapał mnie za nadgarstki. Przyciągnął do siebie z taką siłą, że padłam na jego ciało. Nasze twarze dzieliły milimetry. Chłopak po raz kolejny obdarzył mnie szerokim uśmiechem. Wsunął mi dłoń we włosy, a ja poczułam przyjemny dreszcz. Naparł na mnie, a potem złączył nasze usta. Odpowiedziałam od razu, ujmując jego policzki w dłonie. Przygryzłam mu dolną wargę, na co cicho mruknął.
               Przez moje ciało przebiegł przyjemny dreszcz, kiedy wsunął mi dłonie pod koszulkę. Powoli przejechał palcami po moich plecach, wywołując przy tym gęsią skórkę. Uśmiechnęłam się, kiedy na moment oderwałam swoje usta od jego. Widziałam w jego oczach te znane mi iskierki, które tak cholernie mi się podobały. Przyciągały i sprawiały, że chciało się w nie patrzeć godzinami.
- Kocham cię.
- Też cię kocham – odpowiedziałam, przejeżdżając nosem po jego policzku. Chłopak zaśmiał się cicho.
- Mogę liczyć na coś więcej? Bo wiesz… Narobiłaś mi ochoty.
- Czuję – powiedziałam, a Luke ponownie zaczął się śmiać.
- Jak będzie?
- Zostajemy na podłodze?
- Dobre urozmaicenie – skwitował, a potem klepnął mnie w pośladek. – Mogę już cię rozebrać?
- A gdzie gra wstępna?
- Po ściągnięciu ubrań? – zaproponował, przygryzając wargę.
- Pasuje.


***
Postanowiłam im zrobić luźny i spokojny dzień, tylko we dwoje :) Myślę, że coś takiego im się przyda. W ogóle dopiero się zorientowałam, że jest to już dwudziesty rozdział i do zakończenia historii zostało ich już tylko osiem + epilog. Za szybko ten czas leci :\

Od wczoraj można zobaczyć nowy zwiastun do nowego ff, pt. Stay Alive. Historia jeszcze nie ma ustalonej daty publikacji, ale w końcu postanowiłam wrzucić filmik zrobiony przez Monię, jako małą zapowiedź :) Zainteresowanych SA zapraszam do obejrzenia - mam nadzieję, że się Wam spodoba.


Dziękuję Wam również za wszystkie komentarze!

Standardowo przypominam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnej niedzieli!

6 komentarzy:

  1. Super fajny i przyjemny rozdział. Takiego mi już brakowało :> i zero Blake'a XD Nie mogę uwierzyć, że ta historia za osiem rozdziałów się zakończy...
    Pozdrawiam i do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :) Mi szybko to zleciało :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Luke i Rose to goal! Uwielbiam ich, ale przeczuwam dramę, bo zawsze jak jest super coś musi się rozwalić. Cholernie nie chcę końca tej historii. Chciałabym by bylo jeszcze maszę rozdziałów. Cieszę się, że ta dwójka mogła spędzić na spokojnie cały weekend i że nie było Blakea ;)
    Czekam na kolejny rozdział :) uwielbiam
    pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, że ich lubisz :) Co do dramy, to nic oczywiście nie zdradzę XD
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Świetny rozdział, ale jak dla mnie trochę przesłodzony. Oraz wyczuwam ogólnie złą atmosferę.
    Czekam na kolejny :D
    pozdrawiam

    P.S. Zapraszam do siebie: http://anunusualfamily.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń