niedziela, 5 czerwca 2016

S6 - Rozdział 22

I just can't hate you


              Ja i Michael wymieniliśmy spojrzenia. Na naszych twarzach widniały głupie uśmieszki. Zerknęłam na dużą paczkę żelków dżdżownic, które przywiózł ze sobą Clifford. Nie przyznał się wcześniej, że je ma z obawy o to, że jak tylko zaśnie, to Luke dobierze się do nich i po jego łakociach nie będzie śladu. Teraz jednak postanowiliśmy wykorzystać je w nieco inny sposób.
               Siedząc w łazience i pijąc naszą poranną poniedziałkową kawę, wpadliśmy na pomysł, by nieco odegrać się na naszych drugich połówkach. Bowiem, Lori i Luke wczoraj wieczorem przykleili nam do pleców urocze karteczki, kiedy byliśmy pochłonięci oglądaniem Wielkiej Szóstki. Ja dostałam hasło: kujon do kwadratu, a Michael: kręcą mnie męskie tyłki. Musieliśmy odbić pałeczkę. Okazja do tego nadarzyła się rano. My wstaliśmy wcześniej na zajęcia, a oni mogli sobie dłużej pospać. Kto by nie skorzystał z takiej idealnej sytuacji do rewanżu?
                Przytknęłam mocniej dłoń do ust, kiedy odwróciłam się w kierunku śpiącej blondynki. Michael powtykał jej słomki do włosów, tworząc coś na wzór korony. Chociaż, jak dla mnie Lori wyglądała w tym momencie, jak blady kosmita z mnóstwem czułków. Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie uwiecznili tego wszystkiego na filmiku. Luke też takowy będzie posiadał.
                 Zagryzłam lekko wargę. Musiałam naprawdę mocno się pohamować, by nie ryknąć śmiechem. A miałam na to cholerną ochotę. Michael otworzył żelki, wysuwając paczkę w moją stronę. Ówcześnie wpakował sobie garść kolorowych dżdżownic do buzi, mlaskając głośno. Miałam nadzieję, że nie obudzi tym śpiących.
                  Wyciągnęłam dłoń. Clifford wysypał mi na nią żelki. Ze złośliwym uśmiechem podeszłam do łóżka, na którym smacznie spał Luke. Ukucnęłam przy nim, a następnie zaczęłam ozdabiać jego twarz tymi właśnie słodyczami. Słyszałam, jak Michael wypuszcza ze świstem powietrze, by po chwili cichutko zachichotać pod nosem.
- Szkoda, że nie ma otwartych ust – wyszeptał, nachylając się w moją stronę. Dostrzegłam w jego dłoni telefon. Już kręcił filmik, upamiętniający to wydarzenie.
                   Zerknęłam na niego po raz kolejny. Michael wyszczerzył się szeroko. Wtedy też do głowy wpadł mi kolejny pomysł. Ponownie spojrzałam na Hemmingsa. Przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej. Wiedziałam, że Luke ma często twardy sen i nie łatwo go obudzić. Liczyłam na to, że tak będzie i tym razem. Moje palce lekko połaskotały jego wargi. Z gardła blondyna wydobyło się ciche mruknięcie.
- Co ty robisz?
- Próbuję czegoś – odpowiedziałam szeptem,  ponownie przejeżdżając opuszkami palców po jego ustach. Kiedy dotarłam do ich kącika, chłopak rozchylił wargi.
- Szybko – rzucił Clifford, pukając mnie w plecy.
                    Poprawiłam pospiesznie dżdżownice, które zsunęły się odrobinę z twarzy Hemmingsa. Potem zaczęłam wtykać żelki do jego ust. Michael cicho pisnął, kiedy kończyłam pracę. Znów zaczął się śmiać, choć było to naprawdę ciche i ledwo słyszalne. Jego telefon mignął mi przed oczami, kiedy próbował ująć całą dekorację, jaką stworzyłam Luke'owi.
                   Zadowolona z efektu końcowego, wstałam i wyprostowałam się. Michael nadal filmował blondyna. Dostrzegłam na jego plecach plecak, więc sama również chwyciłam za torbę. Zarzuciłam ją na ramię, a następnie dałam na migi znać Michaelowi, że możemy wychodzić. Odpowiedział mi kiwając głową. Zdążyliśmy w sumie zrobić jeden może dwa kroki w stronę drzwi, kiedy usłyszeliśmy zaspany, ale wściekły głos.
- Czy was doszczętnie powaliło?!
                    Lori wróciła do świata nieśpiących osób. Jej krzyk był tak donośny, że aż podskoczyłam. Zaraz z łóżka obok dobiegło nas ciche warknięcie, co znaczyło, że dzięki niej Luke również się obudził. Jak nic trzeba było zarządzić szybką ewakuację.
- Michael, masz przesrane, wstrętny dziadzie! – pociągnęła blondynka.
- Spadamy – rzucił szybko Clifford, pchając mnie w stronę wyjścia.
                    Niewiele myśląc odwróciłam się i ruszyłam w kierunku drzwi. Otworzyłam je i wypadłam na korytarz. Za plecami usłyszałam soczyste przekleństwo wychodzące z ust Luke'a. Chyba pozbył się z nich swoich żelkowych kumpli. 
                   Nie wiem czemu, ale odruchowo zamknęłam za sobą drzwi, jakby one miały mnie uratować przed wściekłą dwójką. Wtedy też usłyszałam głośny huk, a potem jęk Michaela. Chłopak najwyraźniej wpadł na drzwi, a potem się od nich odbił. Ponownie je otworzyłam. Złapałam go za rękę, widząc kątem oka siadającego na łóżku Hemmingsa. Biała poducha w duże granatowe grochy przeleciała koło głowy mojego kompana. Lori jednak nie ustrzeliła swojego chłopaka, bo jej pocisk chybił i odbił się od ściany. Nie zastanawiając się dłużej, wyciągnęłam Michaela na korytarz, a potem znów zamknęłam drzwi. Za nimi zniknęło kolejne głośne kurwa, wypowiedziane przez Luke'a.
- Nie chciałam – odparłam, kiedy ruszyliśmy w stronę schodów.
- Wybaczam. Chyba będę mieć guza – powiedział, rozcierając dłonią czoło.
- Przepraszam.
- W porządku. Jak myślisz, długo będą się na nas wściekać?
- Nie długo – skwitowałam z pewnością w głosie. Znów wymieniliśmy ze sobą spojrzenia, a potem zaczęliśmy się śmiać, jak nienormalni. Oboje byliśmy zadowoleni ze swojej małej zemsty.

                 Weszłam do budynku wydziału. Minęłam grupki studentów, którzy kłębili się przy aulach i salach, czekając na swoje wykłady. Z daleka dostrzegłam swój rocznik. Z tego niewielkiego tłumu wyłapałam wzrokiem Blake'a, który stał oparty o ścianę. Jego niebieskie oczy skupiały się na ekranie telefonu, po którym, co jakiś czas przejeżdżał palcem. To miało być nasze pierwsze spotkanie od czasu felernej rozmowy, w której przyznał mi się do tego, że nadal coś do mnie czuje. Od tej rozmowy, w której oznajmił mi, że powinnam się z nim spotykać za plecami Hemmingsa. Odwróciłam od niego wzrok, kiedy tylko podniósł głowę i zerknął w moim kierunku. Byłam twarda w swoich postanowieniach. Zero kontaktu. Tak będzie łatwiej i prościej. Miałam tylko nadzieję, że chłopak nie będzie tego niepotrzebnie komplikował.
                  Wykłady mijały mi w miarę spokojnie. Na całe szczęście Blake trzymał się ode mnie z daleka, nie próbując nawiązać żadnego kontaktu, co bardzo mi odpowiadało. Byłam pewna, że w końcu zaakceptował i uszanował mój wybór. Siedzieliśmy w dwóch różnych kątach auli. Przerwy spędzaliśmy osobno. Mimo to i tak wyczuwałam te ukradkowe spojrzenia, jakie posyłał w moim kierunku. Ignorowałam je, uznając, że z biegiem czasu i one zupełnie znikną.
                  Ostatnie ćwiczenia z Psychologii społecznej powoli dobiegały końca. Byłam wypompowana tym dniem i marzyłam o tym, aby wrócić do pokoju i paść na łóżko, nie robiąc kompletnie nic. Mimo tego, że dopiero zaczynał się nowy tydzień, ja już byłam wypruta z energii. Może uda mi się uciąć krótką drzemkę?
                  Podskoczyłam lekko na swoim krześle, kiedy poczułam wibrację na udzie. Zerknęłam kontrolnie w stronę wykładowcy, aby mieć pewność, że mężczyzna dalej skupia się na swoim komputerze, a nie na nas. Powoli wyciągnęłam telefon. Trzymałam go pod ławką, więc musiałam odrobinę się odsunąć, by dostrzec ekran. Odblokowałam urządzenie. Zmarszczyłam czoło, widząc nadawcę. Napisał do mnie Blake. Czy on nie rozumie, że zero kontaktu obejmuje też wysyłanie sobie sms-ów? Wstrzymałam oddech, wczytując się w treść wiadomości. Z każdym słowem coraz mniej mi się to podobało.

Od Blake:
Rose wiem, że umowa była inna, ale ja dłużej tak nie mogę. Kocham cię nadal. Kocham cię tak, jak kiedyś. Poza tobą nie widzę, niczego innego. Wiem, że jesteś z tym dupkiem, ale przypomnij sobie te wszystkie cudowne chwile, jakie mieliśmy. Chcę je odzyskać na nowo. Chcę byś znów była, tylko moja. Zrobię wszystko, co będziesz chciała, tylko proszę… Wróć do mnie. Obiecuję, że to co się wydarzyło, już nigdy się nie powtórzy. Zrozumiałem wiele rzeczy. Zrozumiałem swoje błędy. Proszę cię, Rose…  Byliśmy i nadal możemy stworzyć cudowną parę.

                 Moje palce mocniej zacisnęły się na urządzeniu. Byłam pewna, że wyjaśniliśmy sobie wszystko. Byłam pewna, że ten jego mózg w końcu zaskoczył. Nie chciałam nikogo innego oprócz Luke'a. Czy to było takie trudne do zrozumienia? Chyba dla niego tak.

Do Blake:
Zrobisz wszystko, co będę chciała? W takim razie odczep się do cholery! Nie chcę z tobą być i nigdy do ciebie nie wrócę. Daj mi spokój!

                  Wysłałam do niego tą krótką wiadomość. Wrzuciłam telefon do torby, mając gdzieś to, że może mi odpisać. Naprawdę chciałam, by się odczepił. Nie miałam za to pomysłu, jak dobitnie mu to przekazać, by w końcu chłopak zrozumiał i odpuścił. Chyba trafił mi się ciężki przypadek byłego natarczywego faceta.
                  Zerknęłam kontrolnie w jego stronę. Widziałam, jak mocno zacisnął usta. Jego palce na nowo zaczęły poruszać się po ekranie komórki. Przykro mi, mój drogi, ale ja na kolejne wiadomości odpisywać nie będę. Gdy niebieskie oczy spojrzały wprost na mnie, skupiłam wzrok na notatkach przed sobą, udając, że pilnie studiuję podany przez wykładowcę przykład zachowania społecznego. I aż do końca zajęć czułam na sobie badawczy wzrok Blake’a. A to tym bardziej mi się nie podobało.
                    Jak tylko ćwiczenia dobiegły końca, pospiesznie wstałam i spakowałam się. Byłam pierwszą z osób, jaka opuściła salę. Może robiłam wszystko zbyt impulsywnie i z przesadą, ale bałam się tego, że dojdzie do mojej kolejnej konfrontacji z Blake’em. Nie chciałam być zatrzymana przez chłopaka. Nie chciałam po raz kolejny wdawać się z nim w bezsensowne dyskusje, które nie prowadziłyby do niczego. Skoro on dalej uważał, że powinnam z nim być, to ja nie miałam, o czym z nim rozmawiać. Wiedziałam, że jak blondyn się na coś uprze, to go nie przeskoczysz i nie przegadasz. Nie był osobą, której łatwo wyperswadować to, co sobie postanowił. Dlatego ucieczka była najlepszą opcją. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie mnie nachodził w pokoju. Chociaż tam często jest Luke, więc Blake musi mieć świadomość tego, że może na niego trafić.
                   Wpadłam do akademika, nawet na moment nie zwalniając. Kilka razy słyszałam za plecami głos blondyna. Nie reagowałam na nawoływania. Udało mi się wejść na pierwsze półpiętro, gdy poczułam na ramieniu zaciskające się palce. Raptownie odwróciłam się, patrząc na Blake’a. Zatrzymał mnie. Mój plan szybkiej ewakuacji się nie powiódł.
- Poczekaj chwilę. Gonię cię od…
- Puszczaj i zostaw mnie – warknęłam, próbując się mu wyrwać. Nasze głosy lekko niosły się echem po pustym holu. Jak na złość nie było w pobliżu nikogo. Choć z drugiej strony może to i dobrze. Nie chciałam robić niepotrzebnej sensacji i widowiska.
- Porozmawiaj ze mną.
- Nie mamy o czym, Blake. Ubzdurałeś sobie coś, czego nigdy nie będzie! Nie chcę z tobą być! Kocham Luke'a! – W tym momencie mój głos zaczął się podnosić, a ja nie potrafiłam tego kontrolować. Dodatkowo niebezpiecznie drżał, jakbym miała się zaraz rozpłakać, choć nawet nie miałam na to ochoty. Byłam po prostu wkurzona jego zachowaniem, które było naprawdę przerażające. Czułam się jakbym miała prześladowcę.
- A skąd wiesz, że on tak naprawdę kocha ciebie? Że nie zabawia się, tylko twoimi uczuciami?
- Ty się chyba nie słyszysz! Doszczętnie padło ci na mózg! – odparłam, szarpiąc rękę, za którą dalej mnie trzymał. Błagałam w myślach o to, by mnie w końcu puścił.
- Jesteście w toksycznym związku i…
- Ty jesteś toksyczny – przerwałam mu, starając się uwolnić od jego uścisku. – Wszystko komplikujesz, jak zawsze!
- Więc to moja wina?!
- My nigdy nie będziemy razem, Blake. Nie kocham cię i nadal pamiętam to, jak mnie traktowałeś. Nie chcę być z tobą, niech to w końcu do ciebie do cholery dotrze. Nie chcę ciebie. Już ci to mówiłam, więc powtórzę raz jeszcze: nawet gdybym była sama, to nigdy bym do ciebie nie wróciła. Jesteś skończoną historią – ciągnęłam już ciszej, bo mała grupka osób minęła nas, z ciekawością spoglądając w naszą stronę. – To koniec, więc odpuść.
- Skoro tak…
- Zostaw mnie w spokoju – wtrąciłam, ponownie się szarpiąc.
- Jeśli nie będziesz moja, nie będziesz też jego – rzucił złośliwym tonem. 
                 Teraz przypominał mi starego Blake’a, którego pamiętałam z Brisbane. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach, gdy usłyszałam ten jadowity głos. Wstrzymałam oddech, nie wiedząc, jak nam rozumieć jego słowa. Byłam nimi tak pochłonięta, że to co zrobił później wprawiło mnie w jeszcze większe zaskoczenie. Pocałował mnie. Na szczęście nie byłam głupia, by się temu poddać.
                  Pchnął mnie na ścianę, przyciskając swoje ciało do mojego. Jego ciepłe usta, odnalazły moje. Przywarł do mnie mocno, unieruchamiając w jednym miejscu. Zacisnęłam wargi, by uniemożliwić mu to, co chciał zrobić. On jednak zupełnie to ignorował, nadal tkwiąc przy mnie. Próbowałam się wyrwać, ale blondyn, objął mnie jeszcze bardziej. Wolałam nie wiedzieć, jak to wygląda z boku.
                 Starałam się go, w jakiś sposób odepchnąć, zrobić cokolwiek, co tylko pozwoli mi się uwolnić. Czułam, jak żołądek ściska mi się w supeł, bo było to dla mnie naprawdę odpychające i nieprzyjemne. Nikt nie mógł mnie całować – chociaż to nawet nie był pocałunek, bo nadal skutecznie odpierałam jego ataki, nie odwzajemniając tego, co robi. Od tego ciągłego zaciskania warg zabrakło mi powietrza. Przez wybuch negatywnych emocji, aż zabrakło mi tchu, jakbym nie potrafiła złapać wdechu przez nos. Zrobiło mi się cholernie zimno, gdy wsunął dłoń pod moją koszulkę. W końcu, aby się nie udusić, rozchyliłam usta, łapiąc potrzebny mi tlen. Blake źle odczytał ten sygnał, będąc pewnym, że w końcu przestałam walczyć i poddałam się temu zbliżeniu. Nic z tego, kolego. Rzeczywistość była całkiem inna, bo w głowie pojawił mi się idealny plan, by w końcu to zakończyć.
                   Kiedy jego usta znów naparły na moje, ja rozchyliłam swoje jeszcze bardziej. Wtedy też zacisnęłam mocniej zęby na jego dolnej wardze. Po prostu ugryzłam go z całej siły. Skutkiem tego było to, że Blake warkną z bólu, odskakując ode mnie. Niewiele myśląc zamachnęłam się, sprzedając mu dodatkowo mocne uderzenie otwartą dłonią w sam policzek. Rozniósł się głośny plask, gdy moja ręka spotkała się z jego skórą. To miejsce w jakie trafiłam, szybko zrobiło się czerwone. Blake spojrzał na mnie z wyrzutem i złością, które mieszało się również z totalnym zaskoczeniem. Ewidentnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
- Zrób to dupku jeszcze raz… - zagroziłam, zaciskając palce na jego koszulce. Urwałam jednak, kiedy uśmiechnął się do mnie triumfalnie.
- Nie będę musiał, bo on i tak już to widział.
- Co? – wydusiłam, robiąc wielkie oczy.
- Chyba twoja cudowna bajka w końcu dobiega końca – powiedział zadowolony z siebie. – Chyba niema nic gorszego, niż zdrada z byłym facetem.
- Ty skurwielu...
- Czas na dramat, Rose. Z chęcią wezmę popcorn i będę śledził rozwój wydarzeń.
- Ty…
                Ale w tym momencie kompletnie zabrakło mi słów. Odepchnęłam go od siebie, a następnie szybko odwróciłam się. Wbiegłam na górę. Miałam dość tych jego gierek. Jeśli Luke faktycznie to widział, to musiałam mu to od razu wyjaśnić. Przecież on nie mógł wygrać. On nie mógł sprawić, by to, co miałam się rozpadło.
                Jak tylko stanęłam na trzecim piętrze, dostrzegłam przy pokoju blondyna. Nie musiałam być jasnowidzem, by wiedzieć, że ten gnojek miał rację. Luke to widział. Luke widział wszystko. I domyślałam się, co mógł sobie wyobrazić. Z jego perspektywy to wyglądało zapewne zupełnie inaczej. Dostrzegłam jego trzęsące się dłonie, kiedy nieudolnie próbował trafić kluczem do zamka.
- Luke!
                 Nie spojrzał w moją stronę, tylko przyspieszył próbę dostania się do pokoju. Szybko ruszyłam w jego kierunku. Jednak zanim do niego dotarłam, on w końcu otworzył drzwi, a potem zatrzasnął mi je przed nosem. Załomotałam w nie pięścią.
- Luke, proszę! Pozwól mi to wyjaśnić! To nie tak!
- Odpieprz się, Rose! – Jego rozżalony i złamany głos spowodował, że w moich oczach zalśniły łzy. – Spieprzaj do niego! Życzę wam szczęścia!
- Luke, błagam! Porozmawiaj ze mną!
- W tym momencie nie mam ochoty nawet na ciebie patrzeć!
                   To było ostatnie, co usłyszałam. Więcej się nie odezwał. Próbowałam wejść do środka, ale drzwi były zamknięte. Po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Blake dopiął swego. Zafundował nam dramat. Dramat, który skrzywdził nas oboje, choć wcale nie powinien. Dramat, który z pewnością nie łatwo będzie załagodzić. A co jeśli zakończy się zupełnym niepowodzeniem, a ja utracę najbliższą mi osobę? Co jeśli to będzie nasz definitywny koniec?

***
                  Pierwszy raz w swoim życiu czuł się tak mocno zraniony. Pierwszy raz czuł tak mocny wewnętrzny i psychiczny ból, który uniemożliwiał mu normalne oddychanie. Łapał powietrze, niczym ryba, starając się nie rozpaść. Ale ten rozpad się zaczął, a on nie miał nad nim żadnej kontroli.
                  Gdy tylko zamykał oczy, widział ich razem. On i ona złączeni w pocałunku na tym pieprzonym akademickim holu. Jeszcze przed tym widział, jak o czymś ze sobą rozmawiają, ale Rosalie ściszyła głos na tyle, że w ogóle nie wyłapał jej słów. A potem on ją pocałował. Tak, jak robił to Luke. Przywarł do niej, jakby ona była tylko jego.
                 Zaczął się zastanawiać, jak długo to trwało. Może ich wczorajsza kłótnia, nie była prawdziwą kłótnią? Może Rose poczuła nagły przypływ skruchy i dlatego wpadła w taki, a nie inny stan. Może to ciągnęło się już dłużej, a on był zbyt ślepy, by widzieć, co takiego dzieje się za jego plecami. Przecież ona ciągle broniła swojego byłego. W tych sprzeczkach to Hemmings był zawsze tym gorszym. Wiedział, że niepotrzebnie tworzy coraz to gorsze scenariusze, ale jego mózg nie potrafił skupić się na niczym innym.
                 Uciekł przed nią, jak tchórz. Bał się zmierzyć z prawdą. Czuł, że Rosalie zacznie go karmić kłamstwami, a on w nie uwierzy, bo kochał ją zbyt mocno, by uświadomić sobie, że rzeczywistość może być zupełnie inna. Bardziej bolesna i smutna. Nie chciał nawet na nią patrzeć. Nie chciał jej słuchać. Wiedział, że robi błąd, ale na daną chwilę nie chciał niczego, oprócz świętego spokoju i możliwości pogrążenia się we własnym smutku, bólu i żalu.
                   Gdy tylko zamknął drzwi od pokoju, rozpłakał się, jak dziecko. Nie potrafił dłużej tego powstrzymać. Nie potrafił ujarzmić negatywnych emocji. Oddychał ciężko i spazmatycznie, jakby zaraz miał dostać ataku paniki. Do tego trząsł się, jak galareta. Jego policzki pokrywały się coraz to nowymi łzami, których nie potrafił skontrolować. Czuł się rozbity od środka. Miał wrażenie, jakby Rosalie wyrwała mu serce, a potem zdeptała je tuż przed jego nosem. Sprawiła, że poczuł się nikim. Jakby był nikim dla niej od długiego czasu. Nie sądził, że złamane serce tak cholernie mocno boli. A ten psychiczny ból, jakby przejmował i pochłaniał go całego. Nie potrafił skupić się na niczym innym, jak tylko na tym, czego był światkiem. Pierwszy raz tak bardzo pragnął zniknąć i wyrwać się z Melbourne, by być, jak najdalej stąd. By uciec od tego, co się stało.
                  Rzucił się na łóżko, wciskając twarz w kolorową poduszkę. Ta szybko nasiąkła łzami, które nadal wypływały z jego błękitnych oczu. Jego myśli wirowały i raz za razem wracały do tej koszmarnej sceny, jaka go złamała. Jakby nie mógł jej od tak wyrzucić ze swojej pamięci. Grunt całkowicie usunął się spod jego nóg, wrzucając go w objęcia niechęci i wewnętrznej porażki.
                  Nie był pewny, jak długo tak leżał. W końcu jednak usłyszał szczęk zamka i drzwi od pokoju otworzyły się. Słyszał, jak Michael coś do niego mówi, ale on nie skupiał się na jego słowach. Zakrył twarz jeszcze bardziej, by jego przyjaciel nie widział tego, co się z nim dzieje. By nie był światkiem jego załamania.
                  Jednak Clifford nie był głupi. Jak tylko spojrzał w stronę łóżka, na której tkwił Luke, od razu zauważył, że coś jest nie tak. Że wydarzyło się coś nie do końca dobrego. Odłożył na bok plecach, podchodząc do blondyna. Dostrzegł, jak chłopak cały drży. W pokoju zapanowała napięta cisza, przerywana tylko szybkim oddechem Hemmingsa. Michael nie ruszył się z miejsca, dopóki nie usłyszał tłumionego przez poduszkę szlochu.
- Luke?
- Jest okej – odpowiedział szybko, a on od razu wyłapał jego wilgotny głos. – Nic mi nie jest.
- Jasne, a ja jestem pieprzoną prima baleriną.
                      Usiadł tuż za jego plecami. Jego dłoń dotknęła ramienia chłopaka, przez co ten spiął się. Ale i tak się nie odwrócił. Michael wyobraził sobie to, jak teraz mógł wyglądać. Znali się od dziecka i widzieli się w niejednych okolicznościach. Obraz roztrzęsionego Hemmingsa łatwo wpłynął do jego myśli. Chciał koniecznie poznać powód jego koszmarnego stanu. Zaczął się też zastanawiać, dlaczego Luke jest w tym wszystkim sam. Skoro stało się coś złego, dlaczego nie ma przy nim Rose? Zawsze przecież była obok.
- Co się dzieje?
- Nic.
- Luke, wiem, że płaczesz.
- Odczep się, Mikey – powiedział cicho, przekręcając się na brzuch. Teraz jeszcze bardziej separował się od przyjaciela. Jednak Clifford niebyły sobą, gdyby mu od tak odpuścił.
- Powiedz mi.
- Nie.
- W takim razie będę tu tak długo siedział, dopóki się nie złamiesz.
- Powodzenia.
- Luke…
- Błagam cię, zostaw mnie w spokoju – wydusił, a potem pociągnął nosem. Kolejna porcja łez wypłynęła na jego policzki, wsiąkając w końcu w poduszkę.
- Coś z twoim tatą?
- Nie.
- Babcią lub dziadkiem?
- Nie.
- Iść po Rosalie? – zapytał cicho, oczekując odpowiedzi. Luke jednak milczał. – Iść po nią?
- Nawet nie próbuj. Nie chcę jej tutaj. 
                 Teraz Michael zrozumiał, że ta dwójka przechodziła kryzys. Zastanawiał się tylko, co takiego się stało, że jego kumpel, aż tak rozleciał się psychicznie. Jak mocno musieli się pokłócić, że Luke nie starał się od razu załagodzić sytuacji.
                  Luke i Rose pod tym względem byli dość impulsywni i chaotyczni. Często na siebie warczeli i sprzeczali się, ale jednak szybko się godzili, przez co nikt z ich przyjaciół się o nich nie martwił. Zanim zdążyli choćby pomyśleć o interwencji, między tą dwójką już panowała zgoda, a oni zapominali o wszystkim, tworząc znów idealnie dobraną parę. Co takiego musiało wydarzyć się, że aż tak to dotknęło Hemmingsa? Odpowiedź na to pytanie przyszła zaskakująco szybko. Kiedy Michael chciał ponowić próbę konwersacji z Lukiem, jego telefon za wibrował, a pojedynczy dźwięk znanego dzwonka rozniósł się po pokoju. Clifford szybo wyciągnął komórkę, odczytując sms-a od swojej dziewczyny.

Od Lori:
Jest poważna drama. Rose ma psychiczny dołek i nie mogę jej uspokoić. Domyślam się, że z Lukiem może być podobnie. Wiem, co się stało. Musimy porozmawiać. Teraz! Widzimy się zaraz na korytarzu, nie chcę mówić o tym przy niej.

Do Lori:
Ok, zaraz będę.

               Wsunął telefon z powrotem do kieszeni. Jego wzrok znów zatrzymał się na plecach Hemmingsa. Przygryzł lekko wargę, starając się domyślić, o co tej dwójce poszło. Nigdy wcześniej nie widział, ani nie słyszał, by przeżywali, aż taką sytuację. Sytuację, która przypominała kompletną katastrofę.
- Muszę na chwilę wyjść, ale wiedz, że ci nie odpuszczę – powiedział, wstając z miejsca. Luke nie odpowiedział. – Jasne, teraz tym bardziej się mnie nie pozbędziesz. Przygotuj się, Hemmings, bo w końcu to z ciebie wyduszę – rzucił na odchodnym, a potem wyszedł z pokoju.
             Wiedział, że nie będzie musiał go przyciskać, bo miał drugie źródło informacji. Najwidoczniej Rose była bardziej skora do rozmowy, niż jej facet. Zaraz miał się dowiedzieć wszystkiego.
                Zdążył dojść do schodów, kiedy na półpiętrze pojawiła się Lori. Widział, jak nerwowo skubie dolną wargę. Ich oczy na moment spotkały się ze sobą. Clifford zszedł do niej, zatrzymując się naprzeciwko dziewczyny. Blondynka rozejrzała się dookoła, sprawdzając, czy na pewno są sami.
- Co…
- Luke widział, jak Rose całowała się z Blake’em.
- Co kurwa?! – Jego oczy zrobiły się wielkie, jak spodki.
- To znaczy… Oni się nie całowali naprawdę. Blake chciał ją do tego zmusić. Ona chciała go odepchnąć, ale wiesz, jak to mogło wyglądać z boku. Luke jest pewny tego, że właśnie to robili. Gdyby zobaczył to w całości, wiedziałby, że Rose wcale tego nie chciała. Nawet nie odpowiedziała na ten pocałunek. Przywaliła mu. Ale było już za późno.
- Sukinsyn.
- Powiedział, że skoro ona nie będzie jego, to nie będzie też Luke'a. Zrobił to specjalnie. Mogę się założyć, że go zauważył i dlatego to zrobił.
- Czyli wychodzi na to, że Luke wyciągnął zbyt pochopne wnioski.
- Tak myślę. Nie chciał z nią rozmawiać. Rose jest załamana. Boi się, że Luke z góry ją przekreśli i ją zostawi. Pogadaj z nim.
- On nie chce ze mną rozmawiać. Próbowałem się dowiedzieć, o co chodzi, ale mnie zbywa. Myślisz, że Rose może kłamać? Że między nimi faktycznie coś mogło być?
- Nie sądzę. To Rose. Ona go kocha. Wątpię, by zrobiła coś takiego.
- Ale pewności nie masz?
- Naprawdę sądzisz, że mogłaby zdradzać Luke'a z Blake’em?
- No… Nie wiem. Już nic z tego nie rozumiem. Na razie znamy, tylko jej wersję. Wiemy, że się z nim, w jakiś sposób trzymała. Byli niby kumplami. Może… Może było między nimi coś więcej? – Lori spojrzała na niego, jak na kretyna. – Pod tym względem wszystko może być prawdą. Nie chce jej ostro osądzać, ale może ona też nie mówi prawdy.
- Nie wierzę w to.
- Nie chcę byśmy stali w dwóch różnych obozach, kiedy ta dwójka się kłóci. Musimy zdobyć więcej informacji, by mieć prawdziwy i pełny obraz tego, co mogło się wydarzyć. Teraz i wcześniej. Może faktycznie, to jakiś pieprzony podstęp tego dupka. Ash do tej pory twierdzi, że Blake na nią leci. – Chłopak zmarszczył czoło. – Nie chcę, by oni się kłócili. Tworzą naprawdę fajną parę. Naprawdę mam nadzieję, że to jedno wielkie nieporozumienie.
- Na daną chwilę mamy dwie załamane osoby.
- Ja im nie odpuszczę – powiedział Michael, pewnym siebie głosem. – Dowiem się prawdy, a potem jeśli będzie trzeba, to ich siłą kurwa pogodzę. Na razie jednak pozostaję neutralny. Zobaczę, co powie mi Luke.
- Jesse – rzuciła dziewczyna, a on uniósł lekko brwi do góry.
- Co Jesse?
- Kumpluje się z Blake’em. Może on powie nam coś więcej na ten temat. Może nie koniecznie na temat ich rzekomego pocałunku, ale stosunku, jaki on miał do niej. Rose nic mi o tym nie mówiła. Twierdzi dalej, że się tylko kumplowali. Ale chyba musiało być coś więcej. Jakieś drugie dno. Twój kumpel nie rzuca ci się na usta, bez powodu.
- Jesse ma dzisiaj randkę z Trevorem. Pewnie długo ich nie będzie, a potem…
- Tak, nie przeszkadzajmy im.
- Spróbuję go dorwać jutro. Dzisiaj skupię się na Luke'u. Może w końcu puści parę z ust i dowiem się, co konkretnie widział i co słyszał.
- Informuj mnie na bieżąco.
- Pewnie. Nie mów nikomu.
- Nie powiem.
                 Dziewczyna uśmiechnęła się, a potem przybliżyła do niego. Pocałowała go w usta, na co uśmiechnął się szeroko. Pogładził jej policzek. Lori jeszcze na odchodnym musnęła jego wargi swoimi, a następnie odwróciła się i ruszyła w dół schodów. Michael wziął głębszy oddech. Musiał teraz wziąć w obroty Luke'a, a to nie będzie łatwe zadanie. Szczególnie w stanie, w którym był.
                Wszedł z powrotem na górę, a potem przeszedł przez korytarz. Od teraz musiał zamienić się w kumpla psychologa, by Hemmings nie popadł, w jakąś pieprzoną depresję przez tego dupka. Cholernie chciał wierzyć w słowa Rose. Że to nie było to, na co wyglądało. Jednak z drugiej strony Blake był jej dawną miłością. Czy dziewczyna mogła być tak mocno zaślepiona tą starą znajomością, że posunęła się do czegoś takiego? Dziwił się, że Luke nie zainterweniował od razu, tylko uciekł, zostawiając ich samych. Co jeszcze się wydarzyło, że tego nie przerwał? Czy Hemmings ukrywa, jakąś dodatkową kluczową informację?
              Te wszystkie pytania krążyły mu po głowie, gdy znowu minął próg pokoju. Jego wzrok ponownie zatrzymał się na łóżku. Stan Luke'a pozostawał niezmienny. Dalej był jedną wielką kupką nieszczęścia i żalu. Patrząc tak na niego, miał wrażenie, że przypadkowy pocałunek nie mógłby go tak załamać. Że musiał dostrzec coś więcej. Bo dlaczego tak łatwo odpuścił, gdy nie miałby większej pewności, że między nimi nic nie ma?
- Luke?
              Nie zdziwił się, że znów spotkał się z ciszą. Chłopak nie odpowiedział. Michael ponownie podszedł do łóżka, siadając tuż za jego plecami. Przejechał dłonią po jego ramieniu, na co blondyn wzdrygnął się. Widział, jak jego palce mocniej zacisnęły się na poduszce.
- Powiedz mi, co się stało?
- Nie mam ochoty – rzucił wilgotnym głosem.
- To może inaczej. Wiem, co się stało.
                To wystarczyło, by Luke odwrócił się. Michael kochał Hemmingsa, jak własnego brata, którego nie miał. Zresztą, tak samo traktował Caluma i Asha. Dlatego widząc jego czerwone od łez oczy, wilgotne policzki i drżące z emocji wargi, miał wrażenie, że zaraz sam zacznie płakać. Blondyn był osobą wybuchową, ale zawsze starał się ukrywać smutek czy wewnętrzny ból. Ukrywał swoje słabości i nie pokazywał ich. Teraz jednak coś w nim pękło. Ta cała sytuacja musiała zgnieść go na tyle, że jej nie udźwignął. Nie utrzymał jej psychicznie. Wyglądał na osobę doszczętnie zniszczoną i złamaną. Michael miał wrażenie, że cierpi razem z nim.
- To na chuj drążysz temat – warknął, zaciskając zęby. Clifford dostrzegł łzę spływającą po jego policzku.
- Chcę wiedzieć, jak to wyglądało z twojej strony.
- A jak mogło wyglądać?!  Całowali się przed moim nosem, a niby byli pokłóceni! Teraz już się domyślam, jak ta ich kłótnia wyglądała! Mogę się założyć, że gdybym się nie znalazł na tym korytarzu, to ich ciche spotkania, na których mogą się ze sobą migdalić, nadal byłby tajemnicą!
- Pokłócili się?
- Niby wczoraj – powiedział, padając na poduszki. Znów odwrócił się do niego plecami. – Niby się pokłócili, ale dzisiaj wcale nie wyglądali na pokłóconych. Byłem takim idiotą, Mikey. Ufałem jej, nie widząc, co się tak naprawdę dzieje.
- Sądzisz, że zdradzała cię wcześniej?
- A nie? To dlatego trzymała jego stronę.
- Ona nie trzymała jego strony.
- Nie? Zawsze wkurzała się, gdy mówiłem o nim źle. Święty Blake. Jak zwykle… Nienawidzę go. Nienawidzę…
- Nie mów tego, Luke – powiedział cicho Michael, gładząc jego plecy. – Może to się da wyjaśnić. Może faktycznie to nie jest tak, jak nam się wydaje.
- Jasne… Łykaj dalej tą jej pseudo ściemę i zrób z niej ofiarę. Mam dość.
- Luke…
- Niech się pieprzą oboje. Ale wiesz, co jest najgorsze…
- Co takiego?
- Że tak cholernie pragnę ją teraz znienawidzić, ale nie mogę, bo nadal ją kocham i to boli podwójnie – powiedział szybko, a potem cichy szloch wydobył się z jego ust.
                  Michael poczuł na plecach nieprzyjemny dreszcz. Teraz wiedział, że to wszystko naprawdę jest wielką katastrofą. Komu wierzyć, a komu nie? Kto się myli? Co tak naprawdę się stało? 
                 W tym momencie Clifford wziął sobie za punkt honoru to, by dowiedzieć się prawdy. Jeśli Rose kłamie, stanie po stronie Hemmingsa i nie będzie patrzył na przyjaźń, jaka jest między nimi. Jeśli jednak dziewczyna mówi prawdę, zrobi wszystko, by na nowo ich pogodzić. By pomóc im w naprawie tej sytuacji, choć dobrze wiedział, że osoby trzecie nie powinny się wtrącać. Luke jednak był uparty i zawzięty, więc dotarcie do niego nie będzie łatwe. Lori dowiedziała się więcej, więc był pewny, że rudowłosa będzie bardziej skora do współpracy, niż załamany blondyn. Na razie bazowali na dwóch różnych perspektywach, a to było stanowczo za mało. 


***
Drama time u Luke'a i Rose - teraz Blake faktycznie mocno namieszał. Można powiedzieć, że zadowolenie Hemmingsa z kłótni tej dwójki nie trwało zbyt długo. Dodatkowo Mikey i Lori zaczynają się bawić w detektywów. Jak myślicie, pomogą tej dwójce się ogarnąć?

W ogóle powoli zbliżamy się do końca. O ile dobrze pamiętam zostało chyba z sześć rozdziałów do końca. Coraz bardziej zastanawiam się nad dodatkowym bonusem po epilogu :) Zobaczymy, co z tego wyjdzie :)

Dziękuję Wam bardzo za wszystkie cudne komentarze, które uwielbiam! Wiem, wiecie to :)

Standardowo przypominam o Asku i Twitterze - zapraszam - @RoxyDonau

Kolejna część w następną niedzielę.

Pozdrawiam :)

8 komentarzy:

  1. Nienawidzę Blake! To taki dekiel, a Luke jest głupszy od niego! Posądzić Rose o zdradę?! To jakiś absurd. Mam jednak nadzieję, że się pogodzą, a chłopaki zrobią piekło Blake'owi(idk. dobrze to odmieniłam?).
    Rozdział genialny i czekam na następny :D
    pozdrawiam ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luke zdecydowanie pochopnie wszystko to ocenił i zareagował zupełnie nie tak, jak powinien.
      Dobrze odmieniłaś :)
      Cieszę się, że rozdział się podobał
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Zabiję go normalne.wiedziałam że on coś odwali, ale chciałam by za to Luke mu przyłożył. Szkoda, że Hemmo nie chciał rozmawiać z Rose, wtedy też by pewnie wszystko się wyjaśniło.
    Ja chcę bonus choć najchętniej nigdy bym się nie żegnała z tą historią :)
    Czekam na next
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby od razu ze sobą pogadali, było by łatwiej i prościej, ale jak zwykle na własne życzenie wszystko sobie komplikują :P
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Nie! Nie! Jaki debil! Oby Luke uwierzył Rose ;-;

    OdpowiedzUsuń
  4. Będzie coś dzisiaj?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie, tylko niedawno wróciłam do dopiero do domu i potrzebuję jeszcze trochę czasu, by to ogarnąć :)

      Usuń