piątek, 15 lipca 2016

S6 - Rozdział 26

And out of all these things I've done, I think I love you better now


              Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy poczułam, jak delikatnie muska moją skórę na ramieniu. Jego wargi zjechały w stronę moich pleców. Odgarnął mi włosy, składając krótki pocałunek na moim karku. Objął mnie w pasie, przyciskając swoje ciało do mojego.
             Byłam pewna, że po wczorajszej rozmowie z Lukiem nasz związek, tylko zyskał i umocnił się. Odnosiłam wrażenie, że staliśmy się silniejsi, niż wcześniej. Przechodząc ten poważny kryzys nabyliśmy nowego doświadczenia i zrozumieliśmy tak wiele rzeczy, które z pewnością zaowocują w przyszłości.
               Cholernie się cieszyłam, że Luke w końcu wykonał ten krok. Krok do zgody i pojednania. Że zniszczył barierę, która wyrosła między nami. Mimo tego, że potrzebował na to więcej czasu i tak byłam zadowolona, że jednak się przemógł. Że nie przekreślił tego wszystkiego, co mieliśmy. Oboje zrozumieliśmy błędy, które popełniliśmy. Wiedzieliśmy jednak, jak to wszystko naprawić i w którą stronę mamy iść, by między nami było, tylko lepiej. Ciemne chmury wiszące nad nami, usunęły się, a my znów mogliśmy podziwiać świat w jaśniejszych barwach. Razem. Jako jedność.
                 Odwróciłam się. Pierwsze, co zobaczyłam, to jego szeroki uśmiech i błękitne tęczówki, w których na nowo zagościły te znane mi iskierki. Zawsze je miał, gdy był szczęśliwy i zadowolony. Przekręcił się na plecy. Teraz to ja wtuliłam się w niego. Przerzuciłam nogę przez jego biodra, uczepiając się go, niczym miś koala. Przejechał palcami po moich plecach, wypuszczając cicho powietrze z ust.
- Masz dzisiaj wolne? – zapytałam, wciskając twarz w jego szyję.
- Mam na popołudnie, a ty?
- Wolne. Mieliśmy mieć dzisiaj dwa bloki ćwiczeniowe, ale doktor się rozchorował i nam je odwołali. Kiedy masz to kolokwium?
- Jutro. Mam jeszcze trochę czasu, aby się wykuć.
- Zmieniasz się w kujona? – zapytałam ze śmiechem, opierając się na łokciu. Moja dłoń spoczęła na jego klatce piersiowej. Zaczęłam palcami rysować na jego skórze niewidzialne wzorki. Luke uśmiechnął się ponownie.
- Nie, ale nie chcę podpaść profesorowi. Strasznie się wkurwia, jak uzna, że olewamy jego przedmiot. Nie chcę mieć przejebane w czasie sesji, bo czeka nas ustny egzamin na zaliczenie.
- Dasz radę – odpowiedziałam, cmokając go w policzek.
- Ej, a dokąd ty idziesz? – mruknął z niezadowoleniem, kiedy podniosłam się z łóżka.
- Pod prysznic.
- Myślałem, że sobie tu poleżymy, a ty mnie pomiziasz. Może potem mała drzemka i jakiś fajny szybki numerek, zanim nie będę musiał iść – pociągnął, marszcząc czoło. – No, ej!
                 Zaśmiałam się, patrząc na niego z politowaniem. Luke zrobił minę obrażonego dziecka. Wstałam z materaca, a potem nachyliłam się nad nim. Rozczochrałam jego włosy, które i tak już sterczały we wszystkie strony. Chłopak prychnął pod nosem. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej. Przez te kilka dni, kiedy byliśmy rozdzieleni, cholernie mi tego brakowało. Nawet tego jego dziecinnego zachowania. Brakowało mi jego całego i naprawdę byłam szczęśliwa i zadowolona, że odzyskałam go na nowo.
- Może weźmiesz prysznic ze mną? - zaproponowałam, kierując się w stronę łazienki.
- Namówiłaś mnie – skwitował ze śmiechem. Zerknęłam na niego. Przeciągnął się na łóżku, niczym kot.
- Idziesz?
- Zaraz przyjdę – powiedział, łapiąc za telefon. Spojrzał na mnie znad urządzenia. Puścił mi oczko. – Przygotuj się. Jak tam wejdę, masz już być bez piżamy.
- Co masz do mojej piżamy?
- Zdecydowanie wolę cię bez niej.
                Przekręciłam oczami. Nie było sensu ciągnąć tej rozmowy. Zresztą, ona prowadziła, tylko do jednego. Machnęłam na niego ręką, wchodząc do łazienki. Za plecami usłyszałam jeszcze cichy śmiech chłopaka, który tak kochałam. Mogłabym się wsłuchiwać w ten dźwięk godzinami i nie mieć dość. Zamknęłam drzwi, odcinając się od pomieszczenia obok.

***
                 Odpisał szybko Michaelowi na wiadomość. Chłopak już po raz kolejny dopytywał się, czy między nim a Rose na pewno jest wszystko w porządku. Luke wysłał mu następne zapewnienie i stałe hasło, że ma się nie martwić, bo nic złego już się nie dzieje. Po chwili Clifford odpowiedział mu uśmieszkiem, życząc im owocnego przedpołudnia. Blondyn parsknął śmiechem po raz kolejny. Doskonale wiedział, co takiego jego przyjaciel miał na myśli.
                  Odrzucił telefon na poduszkę. Wygrzebał się spod kołdry, a następnie wstał z materaca. Podciągnął kolorowe bokserki, które odrobię zsunęły mu się z pośladków. Przejechał dłonią przez włosy, które lekko opadły mu na czoło. Spojrzał w kierunku łazienki, uśmiechając się. Znów był szczęśliwy. Znów miał ją obok. Niczego więcej nie potrzebował. No, może do pełni zadowolenia brakowało mu tylko tego, by wsadzili Blake’a w rakietę i wysłali na Marsa. Albo jeszcze dalej tak, by mógł mieć pewność, że ten kutas na pewno nie wróci.
                  Udało mu się przejść dosłownie kilka kroków, kiedy usłyszał pukanie. Przeciągnął się po raz kolejny, podchodząc do drzwi. Przekręcił klucz w zamku, a następnie bez zastanowienia, otworzył je. Nie zdążył nawet się odezwać, ani zareagować w jakikolwiek inny sposób, kiedy poczuł, jak zaciśnięta pięść trafia w jego policzek. Zachwiał się, a potem padł na ziemię, będąc odrobinę zamroczonym uderzeniem. Odruchowo dotknął tego miejsca, które powoli zaczynało szczypać i robić się gorące. Dopiero teraz mógł zobaczyć, kto taki jest jego napastnikiem. W progu stał Mason. Wkurzony Mason. A to nie oznaczało niczego dobrego.
- Gdzie Rose? – zapytał, wchodząc do środka. Zamknął za sobą drzwi. Szare oczy świdrowały Hemmingsa na wylot. Luke czuł, że ma przekichane po całości. Od razu wskazał na drzwi od łazienki. – Świetnie. Mamy do pogadania.
- Twoje przywitanie wiele mi wyjaśniło – odparł, dźwigając się z podłogi. – Za co, to było do cholery?
- Za to, że jesteś kompletnym dupkiem. Czy ja naprawdę nie mogę z was spuścić oka, byście nie odpierdolili, jakiś numerów? Byłem pewny, że ty jesteś w porządku, ale…
- Jestem w porządku – powiedział szybko, Luke. Mason spojrzał na niego z kpiną. – Już wszystko jest okej. Nic się nie dzieje. – Odskoczył od niego, kiedy starszy chłopak przybliżył się do niego jeszcze bardziej. Złapał go za kark.
- Posłuchaj mnie, Hemmings – wymamrotał przez zaciśnięte zęby. – Widzę, że naprawiłeś to, co zjebałeś. Ty i Rose nadal jesteście razem? – Blondyn kiwnął mu głową. – Ale doprowadź ją do łez raz jeszcze, a będziemy rozmawiać w mniej przyjemny sposób, jasne? I przydałoby się, gdybyś częściej używał swojego mózgu. Wiesz… Masz go tutaj, więc zrób z niego użytek – pociągnął, pukając go w czoło. – To naprawdę nie boli.
- To nie była do końca moja wina, to co się…
- Wiem. Podsłuchałem rozmowę Caluma i Asha. Dzięki temu mam pełen obraz tego, co się stało. Wiem, że ten skurwiel mocno namieszał. – Puścił go, a Luke od razu wyprostował się. Policzek nadal go mrowił i pulsował tępym bólem. – Wiem, że to jego wina. Jednak ty też się nie popisałeś. Mimo wszystko dobrze się stało, że się na czas obudziłeś. Nie spierdol tego po raz kolejny.
- Nie zamierzam.
- I słusznie. – Luke zerknął na niego. – Nie rób takiej miny, nadal jesteśmy kumplami.
- Spoko.
- Świetnie – skwitował z uśmiechem. – Tyle ode mnie. Trzymaj się, stary – pociągnął i klepnął go w plecy. Następnie odwrócił się i wyszedł z pokoju, zostawiając go samego.
                 Luke przez moment stał bez ruchu, patrząc na drzwi, za którymi zniknął Mason. Kompletnie nie rozumiał całej tej sytuacji. Zmiany nastrojów chłopaka były dla niego nie do ogarnięcia. Jednak wcale się nie dziwił, dlaczego mu przyłożył. Po tym wszystkim , co zrobił, sam by sobie przywalił. Był dupkiem. Na szczęście w porę się opamiętał i nie stracił wszystkiego. Nie stracił osoby, którą tak bardzo kochał. Chyba powoli przestawał być tym złym w tej historii.

                 Chłopaki spojrzeli na niego, kiedy skończył im opowiadać niezapowiedzianą wizytę, jaką złożył mu rano Mason. Widział, jak Calum mocniej zacisnął usta. Spojrzał na niego z niedowierzaniem, kiedy Mulat zaczął cicho chichotać pod nosem. Po chwili wybuchł śmiechem, a reszta szybko do niego dołączyła. Hemmings nie rozumiał, jak mogło ich to, aż tak bawić. Mruknął pod nosem niezadowolony. Przekręcił oczami, czekając, aż skończą. Pierwszy uspokoił się Michael.
- I od tak ci przyłożył na dzień dobry?
- Przecież mówiłem – odparł, zerkając na niego.
- Dobrze, że nie zrobił ci się siniak. Masz, tylko czerwony ślad – odezwał się Ash.
- Dziwię się, że nie przywalił ci mocniej, skoro zastał cię tam w samych bokserkach – zawył Hood, a potem znów parsknął śmiechem, wyobrażając sobie tę scenę, która wydarzyła się rano.
- Co na to Rose? – zapytał Irwin, pukając w ramię Caluma, by ten w końcu przestał rechotać. Chłopak jednak wybuchł śmiechem ponownie. Cały Hood.
- Nie chciałem jej na początku powiedzieć, że to był Mason, ale ona słyszała jego głos – powiedział Luke. – Chciała mnie za niego przeprosić, ale kazałem jej być cicho, bo akurat to mi się należało.
- Nawet nie zaprzeczę – odparł Michael, wzruszając ramionami. – Jak on się o tym dowiedział?
- Podsłuchał ich – rzucił Luke, wskazując pozostałą dwójkę palcem.
- Oj – wydusił Cal i znów zaczął się śmiać.
- Możesz w końcu przestać? – mruknął Hemmings.
- Stary, to jest cholernie zabawne – pociągnął, ocierając palcami kąciki oczu, w których zgromadziły mu się łzy. – Żałuję, że tego nie widziałem.
- Jesteś idiotą – skwitował Luke, przekręcając oczami po raz kolejny.
- Nie większym, niż ty – odparł Hood.
- W sumie prawda – powiedział blondyn, kiwając głową.
                 Między nimi na chwilę zapanowała cisza. Chłopaki nadal analizowali to, co się stało. Luke jednak oderwał od nich wzrok, by rozejrzeć się po parku, w którym siedzieli. Dookoła nich praktycznie nikogo nie było. Domyślał się, że większa część studentów przesiaduje na wykładach lub jest poza terenem kampusu. Chociaż dzisiaj pogoda niezbyt była przyjemna do tego, by rozkładać się na dworze. Niebo było lekko szarawe, a ciężkie chmury niosły ze sobą deszcz. Do tego dochodził zimny wiatr. Wzdrygnął się, kiedy poczuł nieprzyjemny chłód. Chciał już wrócić do akademika.
                 Nagle cały się spiął, kiedy dostrzegł z daleka znaną mu postać. Sylwetka blondyna była coraz bliżej. Blake najwidoczniej nie zdawał sobie sprawy, że zmierza wprost w ich kierunku. Luke odruchowo zacisnął pięści. Zazgrzytał zębami. Ten chłopak wywoływał w nim najczystszą agresję, której on nie potrafił skontrolować. A może nawet tego nie chciał kontrolować?
- A ty dokąd?! – Usłyszał jeszcze za plecami głos Clifforda.
                 Działał pod impulsem. Nawet nie wiedział, kiedy się odwrócił. Przyspieszył jeszcze bardziej, wychodząc na spotkanie swojemu wrogowi numer jeden. Zignorował krzyki chłopaków, którzy domagali się tego, by na nich zaczekał. On jednak miał ich gdzieś. Chciał dopaść tego dupka i w bardzo dosadny sposób podziękować mu za to, co zrobił. Podziękować mu za to wszystko, do czego doprowadził.
- Co jest kurwa?! – warknął Blake, kiedy Luke jednym szybkim ruchem złapał go za koszulkę i przyciągnął w stronę drzewa. Blondyn gruchnął o konar plecami. Palce Hemmingsa jeszcze mocniej zacisnęły się na jego ubraniu.
- Ty już doskonale wiesz, co jest, kutasie – odpowiedział Luke, szarpiąc nim. Przyciągnął go w swoją stronę, a potem po raz kolejny pchnął na drzewo. Blake skrzywił się i cicho jęknął z bólu, kiedy jego plecy znowu spotkały się z twardym i chropowatym konarem. – Od zawsze wiedziałem, że jesteś popierdolony, ale to, co zrobiłeś…
- Ona sama tego chciała!
- Wiem dobrze, jak było, więc nie kupuję twojej pieprzonej ściemy!
- Padło ci na głowę!
- Zbliż się do niej raz jeszcze, a mogę cię zapewnić, że wrócisz do Brisbane na przerwę międzysemestralną w pudełku po zapałkach – wycedził przez zaciśnięte zęby, Luke. – Niech tylko zobaczę, że kręcisz się koło Rose, a zupełnie przestanę się hamować.
- Dobra, dobra, dobra! Rozumiem!
- Luke, puść go – rzucił Michael, odciągając od niego przyjaciela. Chłopak zrobił się cały blady. Hemmings triumfalnie spojrzał na niego. Widać było, że w tym momencie Blake, w jakiś sposób się go przestraszył, co było całkiem zaskakującą postawą.
                 Luke odsunął się grzecznie od niego, dając mu poczucie, że odpuścił. Jak tylko Blake wziął głębszy oddech pełen ulgi, Hemmings zacisnął dłoń na nowo, a potem uderzył go. Głowa blondyna odskoczyła do tyłu. Zaliczył kolejne przyłożenie do drzewa. Zjechał po nim, nie mogąc utrzymać równowagi. Czerwona ciecz wypłynęła z jego nosa, bawiąc jego zieloną koszulkę. Kilka kropel krwi znalazła się także na dłoni Luke'a.
- Jesteś pojebany!
- I kto to mówi, skurwielu?!
- Matko, Luke, chyba starczy, co? – rzucił Ash, łapiąc go za ramię, w momencie kiedy Hemmings pochylił się nad siedzącym chłopakiem. Wytarł rękę w jego koszulkę.
- Może starczy – odparł, łapiąc go za ubranie. Jednym zgrabnym ruchem, pociągnął go do góry, by znów być z nim na jednej wysokości. Ponownie oparł go o konar. – Jak myślisz, sukinsynu, starczy ci?
- Przepraszam.
- Twoje przepraszam mam głęboko w dupie! – krzyknął i zamachnął się po raz kolejny. Tym razem trafił w jego brzuch, a Blake zgiął się w pół. Luke zrobił krok do tyłu, pozwalając mu na to, by padł na kolana. Słyszał, jak blondyn zaczął ciężko dyszeć. Ponownie złapał go za kark, wbijając mu paznokcie w skórę. Chłopak cicho syknął pod nosem.
- I wy mu na to pozwalacie?! – odezwał się Blake, patrząc na pozostałą trójkę, która stała kawałek dalej.
- Wybacz stary, ale muszę odpisać na sms-a – odpowiedział Calum, wzruszając ramionami, jakby to, co się dzieje, nie do końca go obchodziło. Michael i Ash spojrzeli na niego z politowaniem. – No, co?! Próbuję ustalić, jaką pizzę weźmiemy na nasz dzisiejszy wieczór, to jest kurwa ważne!
- Jesteście wszyscy tacy sami – powiedział Blake, a potem splunął na trawę.
- Ciesz się, że nie poznałeś pełnych naszych możliwości – skwitował Hemmings.
- Ej! Co tu się kurwa dzieje?!
- O! Teraz zrobi się ciekawie – wymamrotał Michael, unosząc brwi do góry.
- Drużyna piłkarska powinna świecić dobrym przykładem, a wy bawicie się w bokserów – ciągnął dalej Mason. – Hemmings, zmieniasz dyscyplinę sportową czy kurwa, co?!
                  Luke wyszczerzył się szeroko do Blake’a, a następie powoli odsunął się od niego. Uniósł ręce do góry, udając niewinnego. Zadowolony i pewny siebie uśmieszek nie schodził z jego twarzy. Zerknął na Masona, a potem zrobił jeszcze krok do tyłu, by starszy mógł zobaczyć ich ofiarę. Gdy tylko szare oczy spotkały się z niebieskimi tęczówkami Blake’a, cała sytuacja zmieniła się. Blondyn przełknął ze strachem ślinę, zaś Mason zrobił się czerwony ze złości.
- Mason, może… - zaczął Ash, ale nie zdążył dokończyć.
- Ty chuju! – warknął kapitan, a potem rzucił się na Blake’a, niczym rozwścieczony pies. Szarpnął nim raz, a potem kolejny. Następnie uderzył go, a blondyn padł na plecy. Z jego gardła wydostał się cichy charkot pomieszany z jękiem. – Zabiję cię za to, co odpierdoliłeś, ty skurwielu!
- Mason – wtrącił Calum, a brunet zerknął na niego. – Za zabójstwo idzie się do pierdla, a ty pewnie nie chcesz iść siedzieć, za taką gnidę, jak on.
- Święte słowa, Hoodini – mruknął, krążąc nad chłopakiem, niczym sęp. – To Hemmings cię tak urządził? – zapytał Blake’a, wskazując na jego twarz. Blondyn niepewnie pokiwał głową. – Dobra robota, chłopie – rzucił, wyciągając dłoń w stronę Luke'a. Obaj przybili sobie piątki. – Nie pochwalam przemocy, ale ty… Ty jesteś taką szują, że inaczej nic do ciebie nie dotrze.
- Co masz zrobić, kutasie? – odezwał się ponownie Luke, kucając nad nim. Przechylił głowę. – Co masz zrobić, dupku?! – Dźgnął go palcem wskazującym w klatkę piersiową.
- Trzymać się od Rose z daleka – wymamrotał Blake.
- Świetnie…
- Masz nawet, kurwa, o niej nie myśleć – dodał Mason, łapiąc go za włosy. Chłopak jęknął z bólu. – Zapomnij, że w ogóle ktoś taki istnieje. Jasne?!
- Jasne.
- Cudownie! – Puścił go, a jego głowa ponownie uderzyła w chłodną trawę. Mason spojrzał na swoich zawodników. – Zjeżdżajcie stąd, zanim ktoś was zobaczy.
- A ty?
- Mnie tu nie było – odparł ze śmiechem. – Nikogo z nas tu nie było. – Spojrzał na Blake’a. – To też rozumiesz? Nikogo z nas tu nie było.
- Nie było – powiedział, ciężko dysząc.
- Dostałeś wpierdol od obcych osób.
- Nie znałem ich – pociągnął Blake.
- Grzeczna dziewczynka – powiedział starszy, kiwając głową. – A teraz spadać!

***
                Wieczorem spotkaliśmy się całą paczką w pokoju Michaela i Luke'a. Chłopaki nawet nie kryli się z tym, co stało się w parku. Zaraz podzielili się z nami całą historią. Zawsze byłam przeciwna takiemu załatwianiu spraw, ale w tym momencie miałam to gdzieś. Nie zamierzałam bronić Blake’a pod żadnym względem. Robiłam to już wiele razy i to nie skończyło się, niczym dobrym. Oczywiście nie byłam w pełni zadowolona z tego, co się tam działo. O ile swojego byłego miałam gdzieś, tak reszta nie była mi obojętna. Nie chciałam, by wpadli w gorsze kłopoty – w końcu do konfrontacjo doszło na terenie kampusu. Miałam nadzieję, że nic się nie wyda, a Blake naprawdę będzie siedział cicho. Szczerze, to musiałby być naprawdę głupi, gdyby pisnął, choć słowem. Wolałam nie wnikać, jak bardzo miałby wtedy przechlapane, gdyby puścił parę z ust.
- Próbowaliśmy go odciągnąć – powiedział Michael, popijając piwo.
- Z marnym skutkiem – rzucił ze śmiechem, Green. – Jakoś nie wierzę w to wasze próbowaliśmy.
- Może nie wkładałem w to, aż tak wielkich chęci – dodał Ash, a Jesse parsknął śmiechem. Po tym wszystkim, co się wydarzyło między mną, Lukiem i Blake’em, brunet zupełnie postanowił się odciąć od dawnego przyjaciela. Uznał, że nie chce mieć obok siebie takich zakłamanych osób.
- Ale żeby nie było, ja i on próbowaliśmy – pociągnął Clifford. – Nie to, co ten! – Wskazał palcem na Caluma.
- Pizza rozumiesz?! Pieprzony priorytet! Mam gdzieś gębę tego chuja – skwitował Hood, co ponownie wywołało u nas śmiech. – Ale nie zmienia to faktu, że był przestraszony.
- Trzeba mu było też przywalić – odezwała się Lori. – Głupia męska szmata.
- Kochanie, cóż za agresja – rzucił ze śmiechem, Michael. Dziewczyna spojrzała na niego, mrużąc przy tym oczy. – Co?
- Trzeba było mu przywalić – powtórzyła, kiwając głową. – Gdybym ja tam była, to bym mu przywaliła.
- Bojowa Lori – podsumowała ją Becky, łapiąc za kawałek ciepłej pizzy. – Strach się bać.
- A żebyś wiedziała!
- Zejdź ze mnie.
- Kto by pomyślał – dodałam, patrząc na blondynkę. Lori prychnęła pod nosem. Jednak po chwili na jej ustach ponownie zagościł uśmiech.
- Czyli wszystko jest już w porządku? - dopytał Jesse, patrząc na nas. Ja i Luke wymieniliśmy spojrzenia.
- W porządku – odpowiedziałam z pewnością w głosie.
- Mam nadzieję, że Blake zniknie w końcu z naszego życia. Wtedy wszyscy będziemy szczęśliwi – powiedział Hemmings, a potem ugryzł swój kawałek pizzy.
- I to dosłownie wszyscy – rzucił Michael z uśmiechem. – Chyba starczy dramatów.
- Zdecydowanie starczy dramatów – odparłam, pukając go w ramię.
- Komu jeszcze piwa? – zapytał Green.


***
Macie powrót Masona XD Wiem, że niektóre z Was nie mogły się go doczekać :) Wrócił i dodał swoje trzy grosze do całej sytuacji, która na szczęście już się rozwiązała :) 
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał. O ile dobrze pamiętam, zostały jeszcze dwa do końca + epilog i oczywiście obiecany przeze mnie bonus :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje, kiedy i jakie rozdziały się pojawiają :)

Dziękuję Wam za wszystkie otrzymane komentarze! 

Pozdrawiam i do następnego!

13 komentarzy:

  1. Kocham. Mason mnie dzisiaj rozwalił. Blake'owi się należało i Luke'owi trochę też. Ciesze się, że w końcu wszystko się rozwiązało i Luke i Rose są razem. Czekam na następny i nie mogę uwierzyć, że zbliżamy się do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że się podobało :)
      No, niestety w końcu przyszedł czas, by zakończyć i tę historię - a za szybko mi to zleciało :)
      Dziękuję za komentarz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Genialny rozdział ❤
    "Święte słowa, Hoodini" 😂 Jebłam

    Ale jak to tylko 2 rozdziały do końca?? Strasznie szybko zleciał ten sezon i w ogóle całe opowiadanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało :)

      Niestety, zostały tylko dwa do końca :( Mi też bardzo szybko zleciało
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. nie mogłam wyrobić ze śmiechu. Szkoda ze tylko dwa rozdziały do konca :( masz zamiar napisac jakies nowe opowiadanie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chłopaki Cię rozbawili :D
      Tak - oprócz Stay Alive, mam już opracowane kolejne ff (w sumie prolog i 3 rozdziały już są). No i pomysłów na inne historie mi nie brakuje, więc nie kończę z pisaniem :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Masoooon powrócił!!!! Uwielbiam go serio :) cieszę się, że pomiędzy Lukiem a Rose wszystko już jest w porządku :) dobrze, że chłopaki mu przywalili, może w końcu się od nich odczepi. Szkoda, że tak mało zostało do końca, cholernie się uzależniłam i przyzwyczaiłam do tego ff. Bedziemi tej zwariowanej paczki brakować ::(
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wszystko się kiedyś kończy :) Ale będą inne ff :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Czy przypadkiem jest, że moja ulubiona pizza nazywa się Hoodini? ��
    Dobrze, że między nimi wszystko ok.
    Lucynka taka bojowa cri. Ale ktoś musiał Masonowi(?) w końcu wbić do głowy, że Rose go nie chce.
    Troszkę smutne, że zaraz to opowiadanie się skończy. Pamiętam te początki tutaj :')
    Pozdrawiam:)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mialo byc Blake'owi * haha

      Usuń
    2. Hahha nieźle wyszło z tą pizzą XD
      Niestety, ta historia też w końcu musiała dobrnąć do końca ;)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń