piątek, 19 sierpnia 2016

BONUS - #1

             Włożyłam ostatnią bluzkę do szafy. Na sam dół wrzuciłam torbę, którą przed chwilą skończyłam wypakowywać. Po raz kolejny zerknęłam na kolorowe ubrania przed sobą. Uśmiechnęłam się pod nosem. Znowu byłam w domu. Byłam w Sydney. Ja, Luke i reszta naszej paczki.
             Trzy dni temu wróciliśmy z Melbourne. Po zdobyciu upragnionych dyplomów, mogliśmy w końcu pożegnać się z kampusem i wrócić do miasta, do którego byliśmy przywiązani. Do tego miejsca, gdzie czekały na nas rodziny. Oczywiście, najpierw musiało odbyć się uroczyste świętowanie, a na tej imprezie nie mogło nas zabraknąć. Dlatego nasz przyjazd do Sydney odrobinę się przeciągnął. Przeciągnął się też czas rozpakowywania walizek, bo okazało się, że podczas studiów zdążyliśmy zgromadzić w naszych pokojach dość sporo rzeczy.
              Usłyszałam za plecami chrząknięcie. Odwróciłam się, a na mojej twarzy ponownie pojawił się szeroki uśmiech. Luke oparł się o framugę drzwi, nie spuszczając ze mnie swoich błękitnych oczu. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej mierząc mnie wzrokiem. Cmoknął pod nosem.
- Wyglądasz rewelacyjnie.
- Dziękuję, ty również – odpowiedziałam, dokładnie go oglądając. Miał na sobie grafitowy garnitur, bordowy krawat i białą koszulę. Wyglądał niesamowicie w takim zestawie. Takie ubrania zdecydowanie do niego pasowały.
- Gotowa?
- Z nudów rozpakowałam ostatnią torbę.
- Nie chciałem zaliczyć spóźnienia – powiedział z uśmiechem, kiedy do niego podeszłam. Przejechał palcem po moim policzku. – Wyglądasz cholernie kusząco w tej czarnej sukience.
- Z klasą?
- Też – odparł ze śmiechem.
- Taki efekt chciałam uzyskać. Powiesz mi, z jakiej okazji jest ta kolacja?
- Dostałem pracę.
- Co? Jak ty to zrobiłeś, nie wychodząc nawet z domu? – rzuciłam, robiąc wielkie oczy.
- Ojciec wciągnął mnie do swojej firmy i zaczynam od poniedziałku.
- No, tak. Mogłam się domyślić.
- Nie sądziłem, że stanie się to tak szybko. Liczyłem, na jakieś wakacje czy coś i…
- Niestety, okresy wakacyjne, gdzie mogłeś się przez całe dnie lenić, dobiegły końca. To jest dorosłość – powiedziałam, wygładzając dłońmi jego marynarkę.
- Kijowo…
- Trochę – powiedziałam, a potem oboje zaczęliśmy się śmiać. – Idziemy?
- Tak.
               Wysunął w moją stronę ramię. Pokręciłam głową, uśmiechając się. Oparłam dłoń na jego przedramieniu, pozwalając mu się poprowadzić przez hol. Zeszliśmy schodami na parter, jednocześnie informując naszych rodziców, że wychodzimy. Następnie zapakowaliśmy się do samochodu blondyna.
- Rose?
- Tak?
- Chcę żeby lokal, do którego cię zabieram był niespodzianką, więc – machnął czerwoną bandaną, którą przed chwilą wyciągnął z kieszeni – daj się związać.
- Jeśli się okaże, że wylądujemy w McDonald’s to…
- Kupię ci Big Maca. I frytki do tego.
                Zaśmiałam się, przekręcając jednocześnie oczami. Mimo wszystko zgodnie z prośbą, odwróciłam się do niego plecami. Po chwili poczułam miękki materiał, który zakrył mi oczy. Blondyn delikatnie uformował z tyłu kokardkę, tak by nie zepsuć mi fryzury. Bandana też nie dotykała za mocno mojej skóry, przez co mój makijaż był całkiem bezpieczny.
- Mam nadzieję, że ci się spodoba.
- Będziesz tam ze mną, więc to mi wystarczy – powiedziałam, siadając prosto w fotelu. Hemmings pomógł mi zapiąć pas. - Dasz poprowadzić w drodze powrotnej?
- Przypomnieć ci pewien incydent ze zderzakiem i…
- Wiesz, ile minęło lat od tego felernego zdarzenia?!
- Pięć?
- Czy ty chcesz mi to wypominać do końca życia?!
- I jeden dzień dłużej – odparł, pstrykając mnie w nos. Podskoczyłam, na co zareagował kolejnym wybuchem śmiechu. – W drogę, księżniczko.
               Zupełnie nie wiedziałam, gdzie jedziemy. Na każde pytanie, Luke odpowiadał wymijająco, więc w końcu skapitulowałam i postanowiłam nie drążyć tematu. Z drugiej strony, to miała być mała niespodzianka. Ciekawość jednak była zbyt silna, bym nie próbowała się dowiedzieć czegokolwiek.
               W końcu poczułam, że samochód zwalnia. Po chwili zatrzymał się zupełnie. Usłyszałam szczęk pasów, a potem dźwięk otwierających się drzwi. Luke wysiadł, jako pierwszy. Musiał obejść samochód, bo zaraz znalazł się obok mnie, by pomóc mi wysiąść. W tym momencie byłam kompletnie zdana na niego.
- Mogę już zobaczyć? – zapytałam, próbując wyłapać, jakikolwiek dźwięk. Wokół nas jednak panowała kompletna cisza.
- Jeszcze chwila.
- A teraz?
- Rose – jęknął. Byłam też pewna, że dodatkowo przewrócił oczami na moje zniecierpliwienie.
                 Ustawił mnie, jak mniemam na wprost lokalu, który miałam zaraz zobaczyć. Poczułam olbrzymią ekscytację. Nie mogłam się doczekać, by dowiedzieć się w końcu, co takiego wymyślił. Zaczęłam pocierać o siebie ręce, czekając. Luke jednak ociągał się ze ściągnięciem bandany z moich oczu.
- Luke, no…
- Już dobra, dobra – powiedział ze śmiechem.
                Jego ręce powędrowały w stronę kokardki, którą stworzył w samochodzie. Wystarczyły dwa ruchy, by materiał się poluźnił. Kiedy bandana zsunęła się z mojej twarzy, otworzyłam oczy. Uniosłam brwi, a następnie spojrzałam pytająco na blondyna. Luke wyszczerzył się zadowolony. Po raz kolejny zerknęłam na budynek. Nie była to restauracja. To było nasze stare liceum.
- Chcesz powspominać stare czasy czy jak? – wydusiłam, kompletnie nie wiedząc, co takiego chodziło mu po głowie.
- Po prostu chodź ze mną – odpowiedział, biorąc mnie za rękę.
- Nie powinno nas tu być. Szkoła jest zamknięta.
- Rose, po prostu mi zaufaj.
- Ufam ci…
- W tym momencie nie brzmisz zbyt przekonywująco.
- Dobra, staram ci się teraz ufać, lepiej?
- Musi mi to wystarczyć – odparł, prowadząc mnie w stronę głównego wejścia.
                Zatrzymaliśmy się przed dużymi drzwiami. Luke otworzył je, przepuszczając mnie pierwszą. Weszłam powoli na chłodny hol. Uśmiechnęłam się, widząc, że w środku nic się praktycznie nie zmieniło. Światła nie były włączone, ale dzięki lataniom ustawionym gęsto na parkingu, wszystko było dość dobrze widać. Dostrzegłam znane gabloty i tablice, na których zawsze widniały ogłoszenia i plany lekcji poszczególnych klas. Wzięłam głębszy oddech, przypominając sobie dzień, w którym pierwszy raz minęłam próg tej placówki. Jak cholernie się go bałam i jak się stresowałam. Prawda była taka, że nie zawsze było tu lekko – nie tylko ze względu na naukę, ale też i ludzi. Mimo wszystko wspominam te czasy naprawdę dobrze. Więcej było tych przyjemniejszych wspomnień. Tych, które chciałam zapamiętać do końca życia.
- Czujesz?
- Co takiego? – zapytałam, spoglądając na chłopaka. Luke nadal uśmiechał się szeroko.
- Zalatuje edukacją – odpowiedział, a ja zaśmiałam się cicho. Mimo tego echo mojego głosu i tak rozniósł się po pustym holu. – Idziemy?
- Gdzie?
- Zobaczysz – odparł tajemniczo, po raz kolejny łapiąc mnie za rękę.
                  Ruszyliśmy przez korytarz, kierując się w stronę schodów. Podczas tej drogi nie mogłam oderwać oczu od murów liceum. Z każdym kolejnym krokiem przypominałam sobie kolejne wydarzenia, jakie odgrywały się w tym budynku lub na sąsiadującym z nim stadionie. W pewnym momencie byłam pewna, że od nadmiaru wspomnień w końcu się popłaczę. Nie mogło dojść do mnie to, że minęło już kilka lat od zakończenia nauki w tej szkole. 
- Jesteśmy.
                 Dopiero głos chłopaka sprowadził mnie na ziemię. Byliśmy na drugim piętrze. Spojrzałam przed siebie, od razu odnajdując coś, co tu zupełnie nie pasowało. Coś , czego tu wcześniej nie było. Mianowicie, na środku korytarza stał w wazonie duży bukiet ciemnych róż. Po odcieniu ich barwy, wnioskowałam, że muszą być one czerwone. Poczułam, jak Luke ściska mocniej moją dłoń. Oderwałam wzrok od kwiatów, by na niego spojrzeć.
- Co ty…
- Poczekaj tu – powiedział szybko, puszczając mnie. – Nie ruszaj się. 
                Podszedł i złapał za kwiaty. Gdy wrócił, podał mi je. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Teraz kompletnie nie wiedziałam, co się dzieje.
- Dziękuję – zdołałam wydusić. – Ale…
- Musiałem przekupić ochroniarza, by nas tu wpuścił i to dlatego miałem małe opóźnienie.
- Powiesz mi, dlaczego akurat wybrałeś nasze stare liceum?
- To tylko jeden z głównych punktów tej wyprawy. Potem jedziemy na kolację do centrum.
- Nadal nie rozumiem, czemu zabrałeś mnie właśnie w to miejsce?
                 Zauważyłam, jak Luke odrobinę się zmieszał. Wyglądał, jakby czymś się zestresował. Nerwowo zagryzł wargę, rozglądając się po korytarzu. W końcu jego błękitne oczy znów skupiły się w pełni na mojej osobie. Złapał moją dłoń, a ja poczułam przyjemne ciepło, które rozeszło się po całym moim ciele.
- Jest powód – odparł, a ja usłyszałam, jak zadrżał mu głos. Ewidentnie, czymś się denerwował.
- Luke?
- Chciałem zrobić coś oryginalnego – pociągnął, przystępując z nogi na nogę. Uśmiechnęłam się. W takim stanie był naprawdę uroczy. Zakłopotany i zestresowany Hemmings nie był obrazem, którego można było codziennie oglądać. – Chociaż teraz wydaje mi się to cholernie głupie.
- Kotku. – Puściłam jego rękę, by dotknąć jego policzka. – Powiedz wprost, co takiego chciałeś zrobić.
- Chciałem to zrobić w miejscu, w którym pierwszy raz się spotkaliśmy. Tu gdzie się poznaliśmy.
- Mówisz, jakimś szyfrem. Mało z tego rozumiem.
- Bo ja…
                 Odsunął się, a ja uniosłam brwi. Zamarłam, kiedy sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki. Wstrzymałam oddech. Zaczęłam się cała trząść, gdy wyciągnął z niej kwadratowe, zamszowe pudełeczko. Wiedziałam, że jeśli zada to jedno konkretne pytanie, to cały mój makijaż szlag trafi. Jak nic rozpłaczę się, jak dziecko. Miałam tylko nadzieję, że zdołam wydusić z siebie to jedno ważne w tym momencie słowo.
- Nasza znajomość z początku nie była łatwa. Oboje nie byliśmy w porządku wobec siebie. W końcu jednak wszystko się zmieniło. Zakochałem się w tobie, a potem z każdym dniem to uczucie wzrastało. Z każdy dniem kochałem cię bardziej i tak jest do tej pory. Nie wyobrażam sobie innej osoby przy moim boku. Nie chcę nikogo innego. Jesteś tą jedyną i to z tobą chcę spędzić resztę życia. Chcę z tobą stworzyć prawdziwą rodzinę, mieć gromadkę dzieci, psa i dom. To z tobą chcę to wszystko zbudować. Dopełniasz mnie i sprawiasz, że jestem szczęśliwy. Dajesz mi to wszystko, czego każdy człowiek tak chciwie pragnie. Dlatego… - W moich oczach pojawiły się łzy, kiedy uklęknął tuż przede mną. Wyciągnął pierścionek z pudełeczka. – Rosalie Rivers wyjdziesz za mnie? – Kiedy tylko to powiedział, rozpłakałam się. Pokiwałam pospiesznie głową, przyciskając dłoń do ust. Luke jednak oczekiwał słownej odpowiedzi.
- Tak – wydusiłam, rzucając się na niego, jak kompletna wariatka.
                  Prawie powaliłam go na podłogę, ale blondyn na szczęście zdołał utrzymać równowagę. Zaszlochałam w jego ramię, obejmując go ciasno. On odpowiedział tym samym, przytulając mnie. Przez ten nagły wybuch emocji, odrobinę zgniotłam otrzymane od niego kwiaty. Na szczęście przeżyły ten moment w całkiem niezłej formie. Podniosłam lekko głowę, a Luke szybko odnalazł moje usta, łącząc nas w spokojnym i czułym pocałunku.
- Tak – powtórzyłam, kiedy spojrzałam w jego oczy. Dostrzegłam w nich te znane iskierki, które tak kochałam. Hemmings złapał mnie za rękę, a następnie wsunął pierścionek na mój palec.
- Teraz jesteś zapierścionkowana – powiedział z uśmiechem, dotykając mojego policzka. – Chcę jednak, by znalazła się też tu obrączka.
- Ja też tego chcę. – Luke po raz kolejny musnął swoimi ustami moje.
- A teraz kolacja – oznajmił. - Mam jednak nadzieję, że nie jesteś rozczarowana miejscem zaręczyn.
- Nie. To cholernie urocze. Zapamiętałeś nawet ten konkretny korytarz.
- Nadal doskonale pamiętam ten dzień – odpowiedział, wywołując na mojej twarzy szeroki uśmiech.

***
                Rok po zaręczynach, doszło do tego wyczekiwanego przez nas dnia. Oboje postanowiliśmy zorganizować wesele w tym samym miejscu, co nasi rodzice – w Sydney Palace Hotel, który należał do Dylana, wujka Luke'a. Nie mieliśmy też problemu z wyborem świadków. Od razu wciągnęliśmy w to naszych przyjaciół, a oni stanęli na wysokości zadania, bez sprzeciwów pomagając nam przy przygotowaniach. Rodzice również weszli do drużyny planowania. A im było bliżej tej ważnej daty, tym bardziej nie mogłam się doczekać.
- Jest dobrze? - zapytałam, poprawiając naszyjnik, który dostałam od mamy. Sarah spojrzała na mnie, a następnie wymieniła szybkie spojrzenie z moimi przyjaciółkami. – No, co?
- Jest dobrze, kochanie – odpowiedziała rodzicielka, uśmiechając się. – Weź głęboki wdech. Wszystko odbędzie się bez komplikacji.
- A jak Luke zwieje sprzed ołtarza?
- Ty się słyszysz? - odparła ze śmiechem Becky. – Kto, jak kto, ale on tego nie zrobi. Prędzej postawiłaby na ciebie.
- Wielkie dzięki – mruknąłem, przekręcając oczami.
                 Po raz kolejny spojrzałam w duże lustro, które miałam przed sobą. Moje rude włosy spięte były w ciasny kok. Biały welon opadał na moje ramiona. Suknia była lekko rozkloszowana i gładka na dole. Gorset miał delikatne, koronkowe zdobienia. Nie chciałam niczego przesadnie bogatego i świecącego. Chciałam coś prostszego i w końcu udało mi się trafić na tą jedną jedyną suknię. Była idealna.
- Nie denerwuj się – powiedział Lori.
- Pogadamy, jak zamienimy się miejscami. To już niedługo.
- Za pół roku – odparła blondynka z szerokim uśmiechem.
- Zobaczysz, jak szybko zleci – powiedziałam, również się uśmiechając.
- Dziewczyny – odezwała się ponownie mama. – Musimy pomału się zbierać.
- Moment – poprosiłam, łapiąc Sarah za rękę. – Chyba umrę ze stresu.
- Nie umrzesz – powiedziała mama, klepiąc mnie po plecach. – Dasz radę. Zobaczysz, jak poczujesz się fantastycznie, kiedy wyjdziesz z sali, jako pani Hemmings.
- Jesteśmy z tobą, Rose – odparła Maya.

***
                  Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Luke stał tuż naprzeciwko mnie, mając na twarzy wymalowany swój słynny uśmiech, który tak bardzo uwielbiałam. Wszystkie oczy skierowane były na nas. Goście z niecierpliwością czekali na to, kiedy w końcu wypowiemy słowa słynnej przysięgi. Wtedy będziemy mogli odrobinę wyluzować i świętować do rana.
                Wstrzymałam oddech, kiedy Luke złapał moją dłoń. Ten bliski kontakt odrobinę mnie rozluźnił. Przejechał palcem po mojej skórze. Uśmiechnęłam się, czując przyjemne ciepło. We wnętrz wszystko we mnie buzowało. Byłam cholernie podekscytowana i ogromnie szczęśliwa. Musiałam jednak mocno się kontrolować, by się nie popłakać. A naprawdę chciałam, by mi się to udało.
- Ja Luke Hemmings biorę ciebie Rosalie Rivers za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę, aż do śmierci.
- Ja Rosalie Rivers biorę ciebie Luke'u Hemmingsie za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę, aż do śmierci.
- Przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości i wierności. - Złoty krążek po chwili zabłysnął na moim palcu.
- Przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości i wierności – powiedziałam, powtarzając jego ruch.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą. – Po tych słowach oficjalnie stałam się panią Hemmings. 


***
Pierwszy bonus za nami :) Od razu zaznaczam, że reszta bonusu również będzie się składała z kilku scenek rozciągniętych w czasie. Ile ich w sumie wyjdzie? Tego dokładnie nie wiem - nie będzie ich jednak dużo :)
Mam nadzieję, że mimo wszystko ta pierwsza część przypadła Wam do gustu :)

Z początku chciałam też dodać tu pytania do bohaterów, ale ostatecznie z tego zrezygnowałam. Kiedyś to zupełnie nie wyszło, więc założyłam z góry, że to znów i tak nie wypali, więc odpuściłam :)

Klasycznie zapraszam Was na Twittera i Aska - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje, co i kiedy zostaje opublikowane.

Pozdrawiam!

11 komentarzy:

  1. Jejka, prawie się popłakałam. Cudowny rozdział. Oni są tacy słodcy hsuqhvsu

    A może jednak pomyślisz nad pytaniami di bohaterów?
    Pozdrawiam :)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało :)
      Wątpię, by te pytania wypaliły - już raz próbowałam i skończyło się to klapą :\
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Łezka mi się zakręciła w oku :') To takie ładne. Co prawda fikcyjne, ale nadal wzruszające. Co ty ze mną robisz, Roxy? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze, to nie sądziłam, że akurat ta część wywoła wzruszenie :) Mega się cieszę!
      Dziękuję za komentarz! Pozdrawiam

      Usuń
  3. O nieee, nie wierze ze to koniec, moge z reka na sercu powiedziec ze to najlepsze ff jaki kiedykolwiek czytalam i tak troche chyba sie od niego uzaleznilam, z zapartym tchem czekalam do niedzieli az bedzie kolejny rozdzial, nie myslalas zeby kontynuowac tego opowiadania nie wiem moze o losach bohaterow grajacymi glowna role ich dzieci albo cos w tym stylu? pozdrawiam xoxo(:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że aż tak Ci się spodobało :)
      Nie, myślę, że to ff i tak ma już za dużo części - chcę je w końcu zakończyć i ruszyć z czymś nowym :)
      Dziękuję bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Cudo szkoda że to już jest koniec
    Pozdrawiam Marcela

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaaa mało co się nie popłakałam. Super tylko szkoda że już koniec (tak wiem jeszcze kilka bonusów). Ale to jest jedno z najlepszych ff jakie dotąd przeczytałam :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podobało :) Dziękuję bardzo za taką opinię!
      Również pozdrawiam :)

      Usuń