niedziela, 9 października 2016

Bonus - #4

             Uśmiechnęłam się, kiedy Luke wszedł do kuchni. Ściągnął krawat, przewieszając go na oparcie jednego z krzeseł. Rozpromienił się jeszcze bardziej, kiedy błękitne oczy jego syna spojrzały wprost na niego. Usiadł obok swojej najmłodszej pociechy, zaglądając mu przez ramię.
- Masz prawdziwy talent – powiedział, nie odrywając oczu od obrazka, który tworzył się na białej kartce.
- Mam to po mamie. Ona bardzo ładnie maluje – skwitował Alan, wzruszając ramionami.
              Słyszał to nie raz. Choć chłopiec z wyglądu bardziej przypominał Luke'a – miał jego oczy, włosy, podobny nos i usta, to jednak zamiłowanie do malarstwa odziedziczył po mnie. Cieszyłam się z tego powodu, bo dwójka starszych dzieciaków ewidentnie poszła w ślady ojca. Alan był też typowym syneczkiem mamusi.
               Aiden wyglądał, jak młodsza kopia Hemmingsa. Oprócz tego od małego interesował się sportem, grając na pozycji napastnika. Miał podobne gesty i ruchy, jakby Luke stworzył sobie idealnego klona. Podobnie marszczył nos, wydymał wargi czy gestykulował. Był też wygadany, jak swój staruszek.
                Abbie była nieco inna. Pewna siebie, chciała szybko stać się niezależną i od zawsze stawiała się chłopakom. Szczególnie Aidenowi, który próbował wykorzystywać pozycję tego najstarszego z rodzeństwa. Z nim też odbywała największe wojny. Miała moje oczy i owal twarzy. Ale poszczególne rysy, jak układ ust czy nosa miała odziedziczone po Luke'u.  Przejęła po mnie także i niższy wzrost. Z początku miała jasne blond włosy, które z wiekiem zmieniły swój kolor na rudy. Jej zamiłowaniem była muzyka, a ojciec chętnie uczył ją gry na gitarze. Nie tylko ona kochała ten rodzaj sztuki. Dzieciaki naszych przyjaciół również przejęły to w genach po męskiej części naszej paczki, co zaowocowało tym, że stworzył się kolejny mały zespół. Kazali na siebie wołać Cool Kids. Można było sobie tylko wyobrazić, jak dumni byli tatusiowie, kiedy ich pociechy dawały nam garażowe występy.
- Jak było w szkole? – zapytał Luke, kiedy Alan przesunął kartkę w jego stronę.
- Znowu dostałem najwyższą ocenę z matematyki.
- Ekstra. Jestem z ciebie naprawdę dumny – powiedział, całując go w czoło. Przyjrzał się dokładnie rysunkowi. – Podoba mi się ten zamek.
- Chcesz go?
- Oczywiście, że tak. Jest mój.
- Mamo?
- Tak?
- Tobie narysuję kwiaty.
- Róże?
- Tak, bo masz takie imię. Pokierujesz mnie, by były idealne?
- Oczywiście, skarbie – odparłam z uśmiechem. Po raz kolejny zamieszałam w garnku z zupą.
- Jutro masz z sprawdzian z angielskiego?
- Już umiem.
- Nasz mały geniusz – powiedział z czułością Luke, mierzwiąc mu włosy na głowie.
- Tato! – Mężczyzna roześmiał się.
- On, to geniusz, a ja to, co? Dodatkowa jednostka do wykarmienia?
               Zerknęłam na Aidena, który pojawił się w kuchni. Usiadł obok brata, pukając go zaczepnie w ramię. Wiedziałam, że się zgrywa. Był takim typem starszego brata, który lubił cię denerwować, ale jak przychodziło, co do czego, to stawał w twojej obronie. I nieraz to pokazywał, bo byliśmy już dwa razy wzywani do szkoły, tylko dlatego, że Aiden wdał się w bójkę, by obronić brata, który miał miano kujona. Kiedy ja nie pochwalałam takiej metody rozwiązywania konfliktów, Luke piał z zachwytu, że Hemmingsowie trzymają się razem. Idealne podejście i metoda wychowawcza.
- Ty jesteś naszym mistrzem – powiedział mężczyzna, opierając się o stół. - Jak tam szkolna liga?
- Przyjdziecie w sobotę na mecz?
- Co za pytanie? – rzuciłam z uśmiechem. – Oczywiście, że tak.
- Babcia i dziadek też będą – dodał Luke, kiwając głową.
              Na twarzy mojego męża pojawił się szeroki uśmiech. Jego oczy rozbłysły, kiedy do kuchni weszła Abbie. Była najbardziej wyszczekana i uparta z nich wszystkich. Od zawsze sądziłam, że ma czysty charakter Luke'a. On, zaś twierdził, że jednak przejęła go po mnie. Najstarszy Hemmings zacisnął usta, śledząc jej kolejny ruch. Dziewczyna zerknęła na Aidena.
- Nasz mistrz – mruknęła, krzywiąc się.
- Zrób to, co chciałeś zrobić, a będziesz mieć szlaban na treningi – zagroziłam, kiedy chłopak wyciągał rękę, by pokazać jej środkowy palec. - A ty go nie prowokuj, bo będziesz miała wolne od prób z zespołem.
- Nic nie zrobiłam – odparła, robiąc swoją słynną minę niewiniątka. – To on mnie prowokuje od urodzenia.
- Co tam, gwiazdo? – zapytał Luke.
- Nie nazywaj mnie tak.
- Jesteś moją gwiazdą – pociągnął, uśmiechając się pod nosem.
- Mamo, powiedz tacie, by przestał!
- Masz przestać – rzuciłam przez ramię.
- Moja utalentowana córeczka – dodał przesłodzonym głosem. 
              Spojrzałam ukradkiem na nadąsaną Abbie, która siadła przy stole. Zawsze udawała, że nie lubi, jak tak do niej mówiliśmy. A wymyślił to Luke, nawiązując do największych gwiazd muzyki. Ja jednak wiedziałam, że mimo wszystko jej się to podoba. Dostrzegłam mały uśmieszek, który pojawił się pod jej nosem. Była córeczką tatusia i po przemianie z małej księżniczki w pannę z gitarą, ta ksywka najbardziej jej odpowiadała. Szczególnie, gdy mówił tak do niej Luke. On znał się na pisaniu piosenek i układaniu melodii, więc był jej guru w tej kwestii i to jego zdanie liczyło się najbardziej.

***
              Luke i Aiden jeszcze nie wrócili do domu. Wiedziałam jednak, że młody jest z ojcem, więc byłam spokojniejsza. Mimo tego i tak się niecierpliwiłam. Chcieliśmy sobie zrobić filmowe popołudnie, a ich nadal nie było. Nastawiłam kolejny popcorn – Abbie i Alan dorwali się do pierwszej miski. Wtedy też usłyszałam otwierające się drzwi wejściowe. Odetchnęłam z ulgą, bo w końcu byliśmy w komplecie.
              Odwróciłam się. Moje oczy zrobiły się wielkości spodków, kiedy spojrzałam na moją najstarszą latorośl. Skupiłam wzrok na małej kuleczce przy jego dolnej wardze. Wcześniej jej tam nie było. Przed wyjściem do szkoły nie miał żadnego kolczyka. Zaraz po nim do kuchni wszedł Luke.
- Cześć, kochanie i… Co jest? – zapytał Hemmings, jak gdyby nigdy nic.
- Ty się mnie jeszcze pytasz, co jest? – wydusiłam z siebie.
- Rose, oddychanie jest ważne – pociągnął, kiedy wstrzymałam powietrze w płucach na dłuższą chwilę.
- Nie powiedziałeś mamie? – wyszeptał cicho Aiden, robiąc krok do tyłu.
- Musiało mi wypaść z głowy i…
- Pozwoliłeś mu zrobić kolczyk w wardze!
- Nie tylko. Pojechałem z nim. To nic takiego i…
- Nic takiego?
- Poprosił mnie i…
- Prosiłeś? – odarłam patrząc na Aidena.
- Ty mogłaś się nie zgodzić i…
- Też miałem kolczyk w jego wieku. Daj spokój, ma szesnaście lat…
- Za moimi plecami! – warknęłam, opierając dłonie na talii.
- O, tato… To zła pozycja. To ta zła pozycja…
- Biorę to na siebie – pociągnął Luke. – Idź odłóż rzeczy – zwrócili się do syna.
                Aiden spojrzał raz jeszcze w moją stronę, a potem szybko wycofał się z kuchni, zostawiając nas samych. Prychnęłam pod nosem. Hemmings podszedł bliżej, obdarowując mnie szerokim uśmiechem. Musnął moje usta swoimi. Objął mnie, przyciągając do siebie.
- Nie złość się.
- Powinieneś to skonsultować ze mną.
- Pasuje mu.
- Bo pasował tobie? Co ty masz, jakiś kryzys wieku średniego czy co? Próbujesz go przekształcić w dawnego siebie?
- Rose – jęknął, a ja mimo wszystko zaśmiałam się. – To, tylko kolczyk. Jak mu się znudzi, to go zdejmie.
- Co powiedzą w szkole i…
- Widziałaś niektóre dzieciaki z jego szkoły? Tam się nie czepiają o takie rzeczy. Masz dobre wyniki, nie rozrabiasz, to jesteś bezpieczny. Przypomnij sobie, jak my chodziliśmy do szkoły. Tam też nikt nie czepiał się o tatuaże chłopaków, czerwone włosy Michaela czy mój kolczyk.
- I tak uważam, że powinieneś mi powiedzieć.
- Tak bardzo go chciał.
- A ty, jako dobry tatuś, postanowiłeś spełnić prośbę pierworodnego.
- Bo jestem ekstra tatą.

***
                 Wsiadł do samochodu, zajmując miejsce kierowcy. Po chwili obok niego znalazła się Rose. Wracali właśnie z zakupów, robiąc zapas jedzenia. Musieli się też przygotować na wieczorne spotkanie ze swoimi przyjaciółmi, a kobieta już od dłuższego czasu przeglądała przepisy i wymyślała dania, które chciała przygotować na tę okazję. Oprócz Cliffordów, Hoodów i Irwinów, mieli się także zjawić Jesse i Trevor z dzieciakami. Przyjeżdżali na cały weekend do Sydney, więc była to dodatkowa okazja do świętowania. Nie widzieli się z nimi tak często, jak z pozostałą częścią ich paczki, bo chłopaki mieszkali na stałe w Brisbane.
                Zdążył zapiąć pas, kiedy w samochodzie rozbrzmiał dźwięk znanego mu dzwonka. Chwilę to trwało zanim udało mu się w końcu wyciągnąć telefon z kieszeni. Spojrzał kontrolnie na wyświetlacz, a następnie odebrał połączenie, mając nadzieję, że zdąży to zrobić zanim jego przyjaciel się rozłączy.
- Co jest, Cal…
- Hemmings! – warknął rozdrażniony Hood. – Jestem wkurwiony!
- O co chodzi? – zapytał, zdezorientowany. Poczuł, jak Rose z ciekawością mu się przygląda.
- Kocham Aidena, jak własnego syna, serio.
- Co z nim? Odwalił, jakiś numer czy co?
- Umówił się na randkę z Lucy! Z moją małą kruszyną! Z moją Lucy, rozumiesz to!
- Nie widzę w tym nic złego. – Calum prychnął mu do słuchawki, mając najwyraźniej odmienne zdanie. – To chyba dobrze, że Lucy spotyka się z kimś, kogo dobrze znasz i…
- O! Lucy ma chłopaka? – wtrąciła Rose. Hemmings mógłby przysiądź, że słyszał, jak jego przyjaciel zazgrzytał zębami.
- Nie pomagasz – powiedział cicho do żony, zasłaniając ręką głośnik. – Cal, wyluzuj. To, tylko randka.
- Jeśli twój syn skrzywdzi moją księżniczkę, to cię zabiję. I nie będę patrzył na to, że jesteś dla mnie, jak brat. Ukatrupię cię.
- A co z Rose i dzieciakami?
- O nich się nie martw. Zaopiekuję się nimi.
- To dobrze, że masz plan awaryjny – rzucił, ze śmiechem. – Daj spokój, Aiden nie skrzywdzi Lucy…
- Aiden spotyka się z Lucy?! – pisnęła Rose, zakrywając usta dłonią. Zrobiła to tak raptownie i niespodziewanie, że Luke, aż podskoczył na siedzeniu.
- Kobieto, błagam, chcesz bym ci padł na zawał – mruknął, pukając ją w ramię.
- To takie urocze – pociągnęła rudowłosa.
- Masz zakaz gwałtownego umierania, Hemmings, bo to ja chcę cię wykończyć, kiedy Aiden…
- Tak wiem!
- Zresztą, przestaniesz chłapać dziobem z takim optymizmem, kiedy to Abbie zacznie się umawiać z chłopakami.
- O to się nie martw.
- Nie bądź tego taki pewny. – Luke przekręcił oczami.
- Widzimy się w sobotę?
- Będziemy.
- Luke?
- Tak?
- Powiedz Aidenowi, że ma traktować ją, jak królewnę i ma o nią dbać na tej randce. – Luke w wyobraźni widział to, jak przy ostatnim słowie Calum się skrzywił.
- Powiem.
- Oby miał lepsze podejście do kobiet, niż ty – rzucił Hood, a potem się rozłączył.
- Ej!
- Co jest?
- Czy ja mam złe podejście do kobiet? – zapytał z niedowierzaniem Luke, odwracając się w kierunku żony. – Udało mi się wyrwać ciebie, więc źle nie jest, prawda?
- Wyrwać? Wyrwać?!
- Twoja matka mnie uwielbia. Twoja babcia uważała, że jestem uroczy. Dla mojej córki jestem numerem jeden. Calum ma nierówno pod sufitem, skoro twierdzi, że nie mam podejścia do kobiet. Zdobyłem uznanie tak wielu z was!
- Czasami naprawdę jesteś kretynem.
- Czuję się teraz, jak za starych dobrych czasów –powiedział Luke, udając obrażonego. Po chwili jednak uśmiechnął się pod nosem.

***
               Podekscytowana Rose klasnęła w ręce, a potem zerwała się z sofy. Luke jęknął pod nosem, przekręcając jednoczenie oczami. Spojrzał na swoją wystrojoną od stóp do głów córkę. Przypomniał sobie też dawny wybuch Hooda. Dopiero teraz wszystko zrozumiał i wcale mu się nie dziwił.
               Abbie właśnie wybierała się na swoją pierwszą randkę. Jej wybrankiem okazał się być Jensen Clifford. Chłopaki nadal byli do siebie mocno podobni i choć Luke znał ich od małego, to nadal zdarzało mu się ich pomylić.
- Baw się dobrze, kochanie – powiedziała Rose, przytulając córkę. – I koniecznie musisz mi opowiedzieć, jak było.
- Opowiem – odparła Abbie, a jej promienisty uśmiech, aż zmiękczał jego męskie serce.
- Nie wracaj późno – odezwał się Hemmings. – I mniej cały czas włączony telefon.
- Idziemy do kina i…
- Jakiego?
- Tego przy plaży.
- Tam też mniej go włączonego – pociągnął Luke. Rose spojrzała na niego wymownie. – I baw się dobrze.
- Dzięki, tatku – rzuciła, a potem podskoczyła w miejscu, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka. –To on! Idę!
              Luke uniósł brwi, kiedy jego pociecha wystrzeliła z salonu, jak piorun. Nie zdążył wziąć głębszego oddechu, kiedy usłyszał, jak wypada na zewnątrz, a potem zatrzaskuje za sobą drzwi. Mruknął pod nosem, zakrywając twarz rękami.
- Przestań – powiedziała Rose, podchodząc do niego. Objęła jego głowę, klepiąc go po włosach. – To jej pierwsza randka i…
- To za szybko!
- Ma piętnaście lat i…
- To za szybko – pociągnął, a potem zacisnął usta w wąską linijkę. – Ma jeszcze czas. Powinna się skupić, na czymś innym, a nie na chłopakach i… Zabijcie mnie. Chcę umrzeć.
- Nie rób z tego dramatu. Przypomnij sobie, jak wyglądały twoje randki i…
- No, właśnie! – warknął, marszcząc nos. – Przypomnij je sobie, Rose!
- Zabrałeś mnie na pierwszą rankę, nie licząc balu maturalnego, kiedy już byliśmy razem i…
- Przypomnij sobie, jak zaczęliśmy ze sobą kręcić.
- Ona ma piętnaście lat – przypomniała, machając na niego palcem. – My mieliśmy po osiemnaście. To nie to samo.
- Obyś miała rację, bo jak tylko dowiem się, że oni…
- Jezu, Luke – mruknął Rose, kręcąc głową. – Jakby nie patrzeć, to Jensen jest odpowiedzialnym, fajnym chłopakiem i…
- To jest ten, co obrzygał kiedyś Michaela w wesołym miasteczku?
- Nie, to był Jared.
- Czyli Jensen to ten spokojniejszy?
- Tak.
- Ulżyło mi.
- Naprawdę?
- Nie – rzucił, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Oparł się o oparcie sofy, robiąc nadąsaną minę.
- Musisz jej pozwolić w końcu dorosnąć.
- Ale ja nie chce, by ona dorastała – jęknął, tonem małego dziecka.
                Nagle drzwi od domu otworzyły się. Rose odwróciła się w stronę wchodzących. Calum oparł się o framugę. Obok niego pojawił się jego najmłodszy syn Tony. Przywitał się grzecznie w wujostwem, a potem zaczął rozglądać się po pokoju w poszukiwaniu swojego przyjaciela. Między nim a Alanem był, tylko rok różnicy.
- Co ty masz taką minę? – zaśmiał się Cal, wchodząc w głąb pomieszczenia. Usiadł na fotelu, nie odrywając od niego swoich ciemnych oczu. Tony zdążył zniknąć.
- Abby poszła na swoją pierwszą randkę i Luke ma z tego powodu depresję – powiedziała Rose ze śmiechem. Podeszła do męża ponownie, a potem cmoknęła go szybko w czoło. – Idę, bo nie chcę się spóźnić. Pilnuj Alana.
- O której skończycie to swoje babskie wyjście? – zapytał Cal.
- Żeby nie skończyły, jak my ostatnio – dodał Luke ze śmiechem.
- Po waszym męskim wyjściu, nie mogłam podnieść cię z podłogi, jak przewróciłeś się na korytarzu – przypomniała mu.
- Mały wypadek – skwitował Hemmings przepraszającym tonem.
- Miłego wieczoru, panowie.
- Miłej zabawy – rzucił Hood, machając jej na odchodnym.
              Rosalie wyszła z domu, zamykając za sobą drzwi. Luke po raz kolejny westchnął cicho pod nosem. Spojrzał w bok, widząc dwóch chłopców stojących w progu. Kiwnął na ich, by weszli do środka.
- Chcecie pograć na konsoli? – zapytał Hemmings.
- Możemy?
- Pewnie. Ja i wujek i tak nie będziemy oglądać telewizji.
- Abbie poszła na randkę? – zapytał Tony, wlepiając w niego ciemne oczy, które odziedziczył po Calumie.
- To jej pierwsza randka – poprawił go Alan.
               Luke musiał się ze wszystkich sił powstrzymać, by nie zacząć zgrzytać zębami. Zerknął na starszego Hooda, który na widok jego miny, próbował nie wybuchnąć śmiechem. Przycisnął dłonie do ust, chcąc zamaskować atak głupawki. Blondyn wykorzystał moment, w którym obaj chłopcy wlepili oczy w kolorowe pudełka z grami, pokazując kumplowi środkowy palec.
- Tata też był wkurzony, jak Lucy szła na randkę z Aidenem – powiedział Tony, a Hood momentalnie spoważniał. 
              Spojrzał na swoją pociechę. Na szczęście już nie groził Hemmingsowi. Dwójka ich najstarszych pociech spotykała się od dłuższego czasu i mężczyzna zdążył się do tego faktu przyzwyczaić i nie reagować na to alergią. Chłopcy odwrócili się do swoich ojców.
- Jesteś zły? – zapytał Alan.
- Nie. Pewnie, że nie.
- Jasne – prychnął pod nosem Calum.
- Chciałbym wiedzieć jednak, co będą robić – pociągnął i nagle go olśniło. – Ej, chłopaki, nie chcecie zarobić?
- Serio, Luke? – rzucił Hood, patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Co? Tylko obserwacja. Dobrze zapłacę.
- Ile? – zapytał Alan.
- Pięćdziesiąt na głowę.
- Luke – odparł Calum ze śmiechem.
- Tata zapłacił Emmie i jej koleżance, by poszły śledzić…
- Wcale nie – przerwał synowi, Cal.
- Właśnie, że tak. Widziałem.
- No, proszę – powiedział ze śmiechem Luke, mierząc mężczyznę wzrokiem. – Czego się tu dowiaduję.
- Po czyjej ty jesteś stronie? – pociągnął Calum, machając palcem na swojego syna.
- Za pięćdziesiątkę jestem po wujka stronie.
- Sprzedało mnie własne dziecko. Wydziedziczę cię.
- Za bardzo mnie uwielbiasz – skwitował Tony, wstając z miejsca.
- Też prawda – powiedział Cal, wzruszając ramionami.
- Poszli do kina przy plaży. Mają was nie zauważyć, okej?
- Jasne, tato.
- Super. W razie czego dzwońcie. Rozliczymy się po całej tajnej akcji, kiedy to zdacie mi raport.
- Chcesz fotki? – zapytał Alan.
- Jak tylko będą robić coś, co uznasz za niestosowne – powiedział Luke, a potem przybił z młodymi szybkie piątki. To samo zrobił Calum. – I uważajcie na siebie, dobra? Pilnujcie się.
- Pewnie – zapewnił go Tony.
- Wracać prosto do domu – dodał Hood. – Poczekam tu na ciebie. 


***
Dzieciaki podrosły, a Calumowi i Luke'owi trochę odbiło :D Mam nadzieję, że przedostatni rozdział Wam się podobał. W następnym będzie oficjalny koniec i łzawe pożegnanie z tym ff. Już mi smutno :(

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Oprócz tego zapraszam Was na kolejne nowe ff - kto nie wiedział ten już wie - które pojawiło się piątego października. FF z Calumem Do You Remember Me?
Link znajdziecie w kolumnie z blogami :)

Dziękuję Wam również za komentarze, które naprawdę są świetną motywacją do pisania :)
Dziękuję!

Pozdrawiam i do następnego!

16 komentarzy:

  1. Mi również zaczyna już być smutno:( a w tyn ostatnim bonusie będzie coś o Sarze i Danie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mega �� tylko szkoda ze juz przedostatni bonus �� no nic... pozdrawiam i życzę weny ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, to ff też musi się w końcu skończyć :)
      Dzięki i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Nie wierze że został już tylko jeden bonus i oficjalne zakończenie bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam twoje blogi i za każdym razem jak historia się kończy mam nadzieje że napiszesz nowa równie dobra. Nigdy się nie zawiodłam ale jednak smutno że już kończysz tego bloga zwłaszcza że jest jednym z moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega się cieszę, że tak je lubisz i że tak spodobała Ci się ta historia. Niestety, ona też w końcu musiała się skończyć. Mogę Cię jedynie zaprosić na inne moje ff - te nowe - może również Ci się spodobają :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Kocham ten blog❤❤ czytam go 2 raz ❤ ciezko mi z tym że to koniec 😭😭 Pare razy plakalam nawet a ile sie śmiałam 💖 bede tesknic 😭 najlepszy blog jaki czytałam💖❤😍💕 oby tak dalej 💕😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega się cieszę, że tak Ci się ta historia spodobała :)
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Nie wierzę, stworzyłaś cuuudo!!😍😍😘 Wciągnęło mnie na tyle że w ciągu 2dni (dziś i wczoraj) przeczytałam wszystko od a do z 💞💞💞 Masz mega talent💓 Mam nadzieję,że nie skończysz na tym opowiadaniu ,bo Twój styl pisania jest MEGA .Kobieto Ty powinnaś książke wydać 👌😘 To jest tak niesamowite,że poprostu brak słów. Mogłabyś polecić jakieś blogi o tej tematyce? Najlepiej skończone. Dopiero weszłam w tą tematykę i dlatego proszę o pomoc . Z góry dziękuję 😊 Weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega się cieszę, że tak Cię wciągnęło i że się podobało :) Zapraszam też przy okazji na inne moje historie z 5SOS w roli głównej - linki masz po boku :) Może coś Ci się spodoba.
      Niestety, od jakiegoś czasu przeniosłam się na Wattpada jeśli chodzi o czytanie, a tam raczej skupiłam się na homo ff. Jednak zajrzyj do spisów ff (linki w zakładce) może tam znajdziesz jeszcze historie, które Cię zaciekawią :)
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Dziękuje!😘 I tak pewnie jeszcze to opowiadanie z 10razy przeczytam😜😂 Bo jest niesamowite, dziękuję za pomoc 😊

    OdpowiedzUsuń